9
Podziękowania
Serdeczne dzięki składam wszystkim tym osobom, które czytały całość lub fragmenty
niniejszej książki w maszynopisie, zachętą wspomagały mnie w pracy
nad nią, a krytyką przyczyniły się do ulepszenia jej tekstu. Profesorom Bronisławowi
Baczce i Jackowi Hołówce dziękuję za to, że ich pozytywna ocena całości
umożliwiła opublikowanie książki, a poszczególne uwagi pomogły ulepszyć wywody.
Profesorowi Janowi Woleńskiemu dziękuję za przeczytanie i krytykę Wstępu.
Ks. profesorowi Michałowi Hellerowi dziękuję za to, że mimo zasadniczych różnic
światopoglądowych pomiędzy nim a autorką niniejszej pracy nie poskąpił czasu
na przeczytanie partii poświęconych kosmologii i ewolucji biologicznej oraz udzielił
mi szeregu rzeczowych wskazówek. Profesorowi Zbigniewowi Mikołejce
za przedyskutowanie ze mną pierwszych dwu szkiców. Profesorowi Piotrowi Stępniowi
za pożyteczne uwagi krytyczne dotyczące konstrukcji książki, za informacje
na temat biologii, za pozwolenie zacytowania i przedyskutowania jego nigdzie nieogłoszonych
przypuszczeń dotyczących starodawnego rytuału ofiarowania pierworodnych.
Doktorowi Marcinowi Ryszkiewiczowi za wskazówki dotyczące ewolucji
biologicznej. Profesorowi Wojciechowi Sademu za zapoznanie z jego tekstami
oraz za cenne wskazówki bibliograficzne. Nadto za liczne wartościowe uwagi szeregowi
moich przyjaciół: przede wszystkim profesorowi Jerzemu Jedlickiemu
i profesorowi Gustawowi Kerszmanowi, jak również Janinie Ludawskiej oraz profesorowi
Zbigniewowi Ogonowskiemu. Dziękuję nadto p. Elżbiecie Morawskiej
za niezmiernie skrupulatną pracę redakcyjną.
Biblia zawłaszczonego Boga
257
pożądanie krajowców (czego skutkiem z kolei może być zabicie go w celu jej zawłaszczenia),
na wszelki wypadek podaje ją za swoją siostrę i pozwala ją (w związanych
z Abrahamem wersjach historyjki) uprowadzić do haremu władcy – czyli
po prostu ze strachu, nie czekając na faktyczne zagrożenie, wydaje własną żonę.
Czemu jej nie ukrył, co w owych czasach nie było trudne, jeśli idzie o kobiety, albo
nie osłonił welonem? Dzięki jednak opiece boskiej nad bohaterem władca kraju
i mężczyźni z jego otoczenia dotknięci zostają impotencją, tak że małżonka „patriarchy”
unika pohańbienia i nie staje się wskutek tego niegodna (wedle panującego
poglądu) powrotu do męża. Władca zaś, poinformowany przez Boga, za jaką
nieświadomie popełnioną przewinę spotkała go kara, nie tylko zwraca żonę mężowi,
ale w zależności od wersji albo wydala go z kraju, albo zabrania poddanym zbliżania
się do żony cudzoziemca, albo nawet tytułem rekompensaty obsypuje darami
męża, który sprawił mu taki kłopot. (Wersja związana z Izaakiem jest mniej
drastyczna: władca na czas rozpoznaje, że niewiasta jest żoną, nie siostrą bohatera
i nie uprowadza jej.)
Współczesnemu czytelnikowi tej opowiastki może się nasunąć komentarz, że
mimo ufności w opiekę boską bohater okazuje się małoduszny, Bóg zaś w swoim
stosunku do Bogu ducha winnego władcy stronniczy.
Może jednak ta fascynująca narratora historyjka zasłania jakąś inną opowieść,
tak jak nieciekawy tekst palimpsestu nieraz zasłania coś bardziej interesującego,
napisanego dawniej na tym samym kawałku pergaminu? Tak jak zbanalizowana
opowieść o Chamie wyśmiewającym spitego aż do obnażenia się ojca przesłania
mit o mającej, być może, zrazu kosmiczną doniosłość kastracji ojca przez syna
(być może boga starszej generacji przez boga młodszej generacji)? Może opowiastka
ta jest pogłosem ważnego kiedyś mitu, w którym istotne znaczenie miało
czy to uświęcone, czy też zakazane małżeństwo pomiędzy bratem a siostrą? Nie
mam kompetencji do wypowiadania się w tej sprawie.
(c) Inną, o wiele ważniejszą, ale również izolowaną od głównego ciągu narracji,
jest opowieść o zagładzie Sodomy i Gomory (Rdz 18: 17nn), z jej prologiem oraz
zakończeniem. W prologu (Rdz 18: 17–21) Bóg zawiadamia Abrahama, że zamierza
zbadać (albowiem tego widocznie nie wie), czy prawdziwe są rozlegające się
skargi na niegodziwość mieszkańców tych miast. Abraham, rozumiejąc, że w razie
potwierdzenia się skarg Sodoma i Gomora ulegną zagładzie, wszczyna swój
mężny, albowiem mogący być poczytanym za przejaw zuchwałości („Ośmielę się
mówić do Ciebie, choć jestem pyłem i prochem”), i wielkoduszny, bo bezinteresowny,
targ z Bogiem: „Czy zamierzasz wygubić sprawiedliwych wespół z bezbożnymi?
Może w tym mieście [autor niekonsekwentnie uwzględnia tylko Sodomę
– H. E.] jest pięćdziesięciu sprawiedliwych; czy także zniszczysz to miasto i nie
przebaczysz mu przez wzgląd na owych pięćdziesięciu sprawiedliwych, którzy
w nim mieszkają? O, nie dopuść do tego, aby zginęli sprawiedliwi z bezbożnymi,
112
Biblia początków
* * *
Czytelnik zainteresowany problematyką biologiczną może przed przystąpieniem
do lektury „Uwag końcowych” do niniejszego szkicu przeczytać „Aneks 1” do niego;
czytelnik interesujący się problematyką kosmologiczną może przed przystąpieniem
do tych „Uwag” przeczytać „Aneks 2”. Zalecam taki porządek lektury. Jednakże teksty
te, podobnie jak „Aneks 3”, mogą być czytane jako osobne całości albo pominięte
przy lekturze przez mniej interesujących się odnośnymi problemami czytelników.
Uwagi końcowe
Kwestia zasadności kreacjonizmu
11. We „Wstępie” zacytowałam z aprobatą znane zdanie z zakończenia
książki Stevena Weinberga 48 . Kolejne, nie mniej godne uwagi, zdanie z tego zakończenia
brzmi: „Jeśli wszakże nie przynoszą nam pociechy płody naszego wysiłku
badawczego, to przynajmniej przynosi nam jakiś rodzaj pociechy sam ten
wysiłek”.
Pociechą tą widocznie jest według autora radość z triumfu ludzkiej potencji
poznawczej. Jeśli nawet musimy uznać wiarygodność tezy, że ten świat nie ma
celu (a więc, a fortiori, nie czuwa nad ludzkością jakaś wszechwładna opatrzność),
to przynajmniej możemy radować się tym, że wszechświat jest dla nas
coraz bardziej „zrozumiały”: że nasze coraz lepiej uwiarygodnione teorie coraz
głębiej przenikają w jego prawidłowości; że w związku z tym coraz więcej wiemy
o deterministycznych i probabilistycznych zależnościach pomiędzy zjawiskami
a warunkami, w których one zachodzą, oraz o korelacjach pomiędzy właściwościami
obiektów i zjawisk; że coraz wiarygodniejsze i dokładniejsze są nasze
pomiary i coraz bardziej podstawowych właściwości badanych obiektów one
Ktoś może zgłosić uwagę, iż nie wiemy, ile jest we wszechświecie kolebek życia oraz
inteligentnych istot żywych, jak również czy do istnienia tych izolowanych siedlisk życia
niepotrzebne było istnienie „całego” na ogół nieprzyjaznego życiu wszechświata. Zapytać
jednak z kolei można, po co, według naszej wiedzy, w celu uczynienia z Ziemi jedynej, o ile
wiemy, w naszym Układzie Słonecznym, kolebki życia oraz inteligentnych istot żywych,
„zaopatrzyć” trzeba było ten układ w około setki księżyców krążących wokół Jowisza, Saturna,
Urana i Neptuna (por. artykuł Davida Jewitta, Scotta Shepparda i Jana Kleyny, The Strangest
Satellites in the Solar System [Najdziwniejsze satelity w Układzie Słonecznym], „Scientific
American”, 2006, August), skoro księżyce te nie wywierają wpływu na życie na Ziemi.
48
Por. S. Weinberg, The First Three Minutes, wyd. cyt., s. 15.
502
Biblia Hebrajczyków
analizowanego utworu – oraz, jeśli komentator dostrzega taką potrzebę, poddania
krytyce postawy autora.
Autor Est bowiem, być może w przeciwieństwie do autora pierwotnej opowieści
o Ahaszweroszu i Waszti (o tym nieco poniżej), nie ma ani odrobiny sympatii
dla dumnej królowej i bynajmniej nie kwestionuje sprawiedliwości poniesionej
przez nią kary. Wyeliminowanie Waszti ze sceny dziejowej jest przy tym dla niego
fortunnym usunięciem przeszkody dla wkroczenia na nią Estery. Nie ma sensu
mówienie o tradycji „zapoczątkowanej przykładem Waszti i Estery”, ponieważ
trudno doszukać się analogii pomiędzy postępowaniem Waszti i Estery. Autor Est
nie porównuje explicite tych dwu postaci, gdybyśmy jednak sami to za niego zrobili,
musielibyśmy zwrócić uwagę na kontrast pomiędzy nimi. Waszti okazuje królowi
nieposłuszeństwo (jak sądzić należy, w obronie własnej godności). Estera,
w przeciwieństwie np. do Judyty, jest jedynie posłuszną wykonawczynią poleceń
Mardocheusza. Jej pojęcie o kondycji przeznaczonej kobiecie znajduje wyraz
w fakcie, że nie budzi to w niej żadnego wewnętrznego oporu, gdy bez pytania o jej
przyzwolenie zostaje „wzięta” ze swojego domu, aby zostać zademonstrowana
królowi Ahaszweroszowi jako być może atrakcyjny tzw. sex object – i jeśli mu się
spodoba, zostać, znów bez pytania o jej wolę w tym względzie, dostarczona do jego
łoża. Można odmówić oburzania się na autora Est z tego powodu, że zgodnie
z charakterem kultury, która go ukształtowała, nie jest on prekursorem późniejszych
walk o godność kobiecą, ale samowolą komentatora jest kreowanie go na takiego
prekursora. Podobnym dziwactwem jest sugerowanie w tym samym studium,
że jednym z powodów potępienia Hamana w Księdze Estery jest to, że reprezentuje
on „system rządów, który wyklucza różnice poglądów” 388 .
Pagán spieszy autorowi Est z pomocą, ilekroć ten się w sposób oczywisty „sypie”
w zakresie znajomości historii. Ponieważ „imię «Waszti» nie występuje w dostępnych
źródłach historycznych”, hermeneuta na tej jedynie podstawie hipotetyzuje,
że „mogło [ono] być honorowym tytułem nadawanym każdej królowej [nie
ma śladu tego, by przyswojono je Esterze – H. E.], a także mieć związek z perskim
słowem znaczącym «najlepsza», «ukochana» czy «upragniona»” 389 . Są to refleksje
bezprzedmiotowe, skoro „Waszti” jest postacią fikcyjną, z noweli zapewne nie perskiego
pochodzenia. Równie poważnie traktuje Pagán historyczność Mardocheusza
i Estery, co go stawia wobec „pewnej trudności” 390 . Gdyby bowiem Mardocheusz,
będący według Est „synem Jaira”, rzeczywiście był – jak oznajmia autor
tej „Księgi” – jednym z Judejczyków deportowanych do niewoli babilońskiej (co
jak wiadomo, miało miejsce w 597 r. p.n.e.), to „za czasów Aswerusa musiałby on
388
Tamże.
389
Tamże, s. 612.
390
Tamże, s. 613.
636
Jezus ewangelistów
We wcześniejszych partiach omawianej opowieści również natrafiamy na rzeczy
osobliwe. „Jezus miłował Martę i jej siostrę i Łazarza”(J 11: 5). „Gdy posłyszał
o jego chorobie, pozostał przez dwa dni tam, gdzie przebywał. Dopiero potem powiedział
do swoich uczniów: «... Łazarz umarł, ale raduję się, że Mnie tam nie było,
ze względu na was, abyście uwierzyli. Lecz chodźmy do niego»” (11: 6, 14–15).
Uwierzyć mają, naturalnie, w Jezusa moc wskrzeszania nawet takich ludzi, których
ciała poczęły się już rozkładać. (Ich wiara w jego nadprzyrodzoną naturę widocznie
wciąż jeszcze wymagała umocnienia!) Tak więc, podobnie jak w opowieści
w J o uleczeniu niewidomego od urodzenia, Jezus, słysząc o śmiertelnej chorobie
człowieka, którego miłuje, i o rozpaczy, jak można przewidzieć, jego miłowanych
przez siebie sióstr, według ewangelisty, odczekuje dwa dni, dopóki Łazarz nie
umrze i nie stanie się rekwizytem do demonstracji jego cudotwórczej mocy, którą
przecież mógł zademonstrować na tysiączne inne sposoby.
Najosobliwsza jednak jest reakcja jednego z uczniów na wiadomość o śmierci
Łazarza: „A Tomasz zwany Didymos rzekł do współuczniów: «Chodźmy także
i my, aby razem z nim umrzeć»” (11: 16).
Zauważmy, że w BT oraz BP czytamy: „…aby razem z Nim umrzeć”. Użycie
dużej litery w zaimku sugeruje, że Tomasz proponuje współuczniom, aby zdecydowali
się na poniesienie śmierci razem z Jezusem. Jest to jednak interpretacja bezzasadna.
W omawianym epizodzie nie ma mowy o mającym rychło nastąpić przybyciu
Jezusa do Jerozolimy i o nadejściu „jego godziny”, tylko o planowanym udaniu
się Jezusa z uczniami do Betanii. Jeśli uczniowie wyrażają pewne obawy, że
Judea jest dla Jezusa miejscem niebezpiecznym, to Jezus ich uspokaja zanim Tomasz
wystąpi ze swoją osobliwą propozycją, która by znamionowała brak ufności
w słowa Jezusa. (Przy tym wszak, kiedy „godzina” Jezusa nadchodzi, żaden
z uczniów łącznie z Tomaszem nie decyduje się towarzyszyć Jezusowi w męczeństwie
i śmierci.)
Tomasz najwidoczniej wyraża życzenie, aby on i jego towarzysze mogli
„umrzeć” z Łazarzem. Jest jednak rzeczą zagadkową, dlaczego miałby sobie tego
życzyć? Nie było przedtem mowy, aby wszyscy uczniowie tak miłowali Łazarza, że
życie po jego oczekiwanym zgonie nie miałoby dla nich powabu.
Nasuwa się interpretacja, że w jakiejś dawniejszej „pogańskiej” opowieści,
którą autor J uchrystianizował, „zgon” Łazarza nie był śmiercią rzeczywistą, tylko
symboliczną i w takiej śmierci Tomasz pragnął uczestniczyć. Może szło o jakiś
obrzęd o charakterze inicjacyjnym, a w każdym razie o obrzęd niemający nic
wspólnego z tradycją judaistyczną 156 .
156
Jestem pewna, że zetknęłam się z taką interpretacją w jakimś przeczytanym przeze
mnie utworze. Nie pamiętam w jakim, ale przypis niniejszy ma mnie chronić przed tym, aby
mój tekst był uznany za plagiat albo interpretację najzupełniej arbitralną.
Rozważania ogólne
569
niemożliwą, aby jakiś prorok zginął poza Jerozolimą (Łk 13: 33)! W ostatecznym
wyroku „Królestwo Boże będzie wam [Judejczykom] zabrane, a dane narodowi,
który wyda jego owoce” (Mt 21: 43) 60 .
W ewangelii Janowej, w przeciwieństwie do synoptycznych, przeciwnikami
Jezusa są przez cały czas jego działalności „Żydzi”, a więc niejako cały naród, chociaż
za życia Jezusa wszyscy jego uczniowie i nieomal wszyscy wielbiciele byli Żydami.
Ciekawy jest sposób użycia słowa „Żyd” w Dz. W rozdziałach początkowych,
gdzie mowa jest o wczesnej historii zboru jerozolimskiego, nie ma ono pejoratywnej
konotacji. Ma ją od rozdziału 12, gdzie mowa o prześladowaniu judeochrześcijan
przez Heroda Agryppę.
Równie godna uwagi jest historia używania w ewangeliach terminu „faryzeusz”.
Za sprawą ewangelistów termin „faryzeusz” oznaczać począł obłudnika zastępującego
pokazową pobożnością stosowanie się do nakazu miłości bliźniego i znajdującego
w rygorystycznym stosowaniu się do rytuału pretekst do wynoszenia się ponad
innych. Tak rozumiany termin ten wszedł na trwałe do języków narodów chrześcijańskich.
Jednakże z lektury synoptyków wynika, że pierwotnie nie był to w rozumieniu
judeochrześcijan termin o jednoznacznie pejoratywnej konotacji. Według przekazów
ewangelicznych Jezus nie gardził wszystkimi faryzeuszami. W Łk 7: 36nn epizod,
w którym pewna jawnogrzesznica wcisnęła się do domu, gdzie przebywał Jezus,
aby na znak adoracji namaścić mu nogi drogim olejkiem (epizod, w którym Jezus
odpuszcza jej grzechy ze względu na jej głęboką miłość do niego jako do Nauczyciela),
rozegrał się w domu pewnego faryzeusza: Jezus był tam gościem zaproszonym
na posiłek. Również w Mk 12: 28nn. Jezus przyjaźnie dyskutuje z jakimś „uczonym
w Piśmie”, a więc widocznie faryzeuszem. Faryzeuszem był cnotliwy Nikodem,
wielbiciel Jezusa (J 3: 1–21; 7: 50–51; 19: 39), zapewne też i Józef z Arymatei. Wreszcie
według Dz (5: 34–40) Piotra ratuje przed skazaniem przez Sanhedryn na ukamienowanie
cnotliwy faryzeusz Gamaliel. Tradycja o nieprzejednanej wrogości pomiędzy
Jezusem a ogółem faryzeuszy pochodzić musi z czasów późniejszych.
W II w. judeochrześcijan usunięto z kolei z Kościoła chrześcijańskiego 61 . Teologicznie
krok ten był przygotowany już przez Pawła, w szczególności w Liście
do Galatów, napisanym ok. 52–57 r. 62 oraz Do Rzymian, ok. 58 r. 63 Podłożem konfliktu
był stosunek do „Prawa”. Termin „Prawo” ma w języku Pawła szczególne
60
W świetle tych enuncjacji należałoby uznać, że Bóg po prostu fatalnie się pomylił „wybierając”
ten dziedzicznie krnąbrny, niewdzięczny, zły naród jako narzędzie oddziaływania
na ludzkość. Jeśli uczynił to ze względu na cnotę Abrahama, to przecież nie ma powodu do sądzenia,
że Abraham był w swoim pokoleniu jedynym cnotliwym człowiekiem.
61
M. Wodnar, Nowy Testament..., wyd. cyt., s. 125.
62
Por. hasło „List do Galatów”, w: Religia, Encyklopedia PWN, wyd. cyt.
63
Hasło „List do Rzymian”, tamże.
Biblia kłamców
419
wisko, jak widać z omówionego powyżej przekazu, reprezentują Księgi Samuela 275 .
Modlitwa Hanny zostaje miłościwie wysłuchana. Natomiast Saul zostaje odtrącony
przez „Pana” za dokonanie aktu pietyzmu!
Dzieje sacerdotalizmu na gruncie tradycji judeochrześcijańskiej przybrały charakter
paradoksalny. W judaizmie wraz z zagładą Świątyni Jerozolimskiej niemożliwe
się stało wypełnianie podstawowych funkcji (przede wszystkim przy składaniu
ofiar) przez kapłanów oraz ich upoważnionych przez bóstwo pomocników – lewitów.
Miejsce świątyni zajęły synagogi i bóżnice, gdzie aktami kultowymi są głównie modlitwy,
śpiewy, kazania. Istnienie stanu kapłańskiego jest uznawane (znane na ogół
i honorowane są genealogie aaronidzkie i lewickie), pewne akty religijne pozostają
monopolem kapłanów, których obecność przy wypełnianiu innych jest również pożądana.
Jednakże rola kapłana uległa zasadniczej rudymentalizacji, tak że wspólnota
wiernych może się w zupełności bez niego obejść. Przywódcą życia religijnego danej
zbiorowości w zasadzie jest zaangażowany przez nią rabin. Jest on znawcą liturgii
oraz prawa czteroksięgowego i talmudycznego, co czyni go kompetentnym
do rozstrzygania zagadnień, na jakie ta czy inna jednostka może natrafić w dążeniu
do wypełnienia odpowiednich przepisów rytualnych i zachowania tabu. Jest również
przez swój urząd powołany do wydawania w sprawach pomiędzy wiernymi orzeczeń
sądowych, którym we współczesnych państwach żydowskiej diaspory oraz w Izraelu
podporządkowuje się taka osoba, którą skłania do tego pobożność albo obawa
przed ostracyzmem religijnej wspólnoty. Od rabina (a nawet od jego małżonki) oczekuje
się świecenia przykładem moralności i świątobliwości, ale nie jest on nosicielem
żadnej sakry. Do pełnienia jego funkcji uzdatnia go odpowiednie wykształcenie,
współcześnie zazwyczaj poświadczone przez dyplom rabinackiej uczelni (choć może
ono być również poświadczone przez innego, praktykującego, rabina), urząd zaś
swój sprawuje na mocy umowy z samorządem zatrudniającej go gminy, który też
może wymówić mu posadę. Może on też bez popełnienia aktu świętokradczego porzucić
ten zawód i zająć się innym. Zresztą udział rabina, choć pożądany, również
nie jest niezbędny do wypełniania najdonioślejszych dla wspólnoty lub jednostek aktów
religijnych. Wspólnota może się bez niego obejść, jak obecnie, po Holokauście,
często czynić muszą drastycznie zredukowane liczebnie gminy żydowskie, np.
w Polsce. Jeśli można mówić w odniesieniu do judaizmu o szczególnej sakrze niezbędnej
do „skutecznego” wypełnienia pewnych doniosłych aktów religijnych, to
spoczywa ona na „minianie”, czyli grupie dziesięciu pełnoletnich z religijnego punktu
widzenia wyznawców judaizmu.
W chasydyzmie, najliczniejszym chyba obecnie odłamie judaizmu, mocno jednak
krytykowanym (choć na ogół nieuważanym za „herezję”) przez inne jego odła-
275
Jeśli można tej kompilacji przypisać jakieś jednolite stanowisko w omawianej tu sprawie.
Rozważania ogólne
567
powiedzieć można zasadnie, że „Jezus został odrzucony przez swój naród” 54 . Nadszedł
czas wrogości pomiędzy chrześcijaństwem, nie wyłączając judeochrześcijan,
a judaizmem.
W środowiskach chrześcijańskich, nie wyłączając judeochrześcijan, odbywa
się rekonceptualizacja szeregu dotychczas zachowanych wierzeń i tradycji. Katastrofa
70 r., zwłaszcza zburzenie Świątyni, nie mogła być w ich ujęciu wyłącznie
dziełem zbrodniczego wroga. Musiała być karą bożą spadłą na grzeszny naród.
Zgodnie z odziedziczoną po judaizmie koncepcją sprawiedliwości bożej, kara boża
świadczy o winie tego, na kogo spada. Straszliwość kary jest świadectwem straszliwości
grzechu, który ją za sobą pociągnął. Grzechem tym musiała być rola Judejczyków
w ukrzyżowaniu Jezusa. Żydzi okazują się narodem bogobójców 55 :
„Cały naród zawołał: «Krew jego na nas i na dzieci nasze!»” (Mt 27: 25).
Tendencją ewangelistów jest przedstawienie Żydów, nie zaś administracji
rzymskiej, jako sprawców męki i śmierci Jezusa.
„Oskarżenie przywódców żydowskich o spowodowanie śmierci Jezusa znajduje
swe oparcie w Ewangelii św. Mateusza. Jednak w interesie każdego ewangelisty
leżało, by w gwałtownej śmieci Jezusa mocniej podkreślać rolę Żydów niż Rzymian.
Ewangelicznych autorów mogły skłonić do tego następujące okoliczności:
chcieli wyjaśnić [uwypuklić? – H. E.] skandal wynikający z faktu, że Żydzi odrzucili
Jezusa jako Mesjasza; chcieli się zdystansować od Żydów buntujących się przeciwko
panowaniu Rzymian; pragnęli pokazać, że chrześcijanie są lojalnymi obywatelami
imperium rzymskiego.
Z historycznego punktu widzenia Rzymianie mieli co najmniej tyle samo powodów
do skazania Jezusa, co Żydzi… Z obawy przed rozruchami politycznymi Piłat
zapewne doszedł do wniosku, że ten, kto podgrzewa polityczne i religijne niezadowolenie
mas, powinien zostać niezwłocznie zgładzony. Skazując zatem Jezusa
na śmierć, uznał go za jednego z wielu burzycieli porządku, jacy od czasu do czasu
pojawiali się w mieście… Wszystko bowiem wskazywało na to, że Jezus wystąpił
54
W Katechizmie Kościoła Katolickiego, Pallotinum, Poznań 1994 (ustęp 597) czytamy:
„[N]ie można przypisać odpowiedzialności za śmierć Jezusa wszystkim Żydom w Jerozolimie
mimo okrzyków manipulowanego tłumu… Tym bardziej nie można rozciągać odpowiedzialności
na innych Żydów w czasie i przestrzeni, opierając się na krzyku ludu «Krew Jego na nas
i na dzieci nasze» (Mt 27: 25), który oznacza formułę zatwierdzającą wyrok”. Korzystając ze
znacznego zakresu wolności słowa we współczesnym Kościele Katolickim redaktorzy BT implicite
wyrażają votum separatum względem stanowiska Katechizmu Kościoła Katolickiego,
zaopatrując wspomniany powyżej fragment z Ewangelii „wg” Mateusza nagłówkiem: „Jezus
odrzucony przez swój naród”.
55
To zakładało uprzednią deifikację Jezusa. Patrz rozważania na ten temat w dalszej części
szkicu.
284
Biblia Hebrajczyków
przez Abrahama zależeć ma na przyszłość stosunek Boga do niego, a w szczególności
spełnienie Obietnicy 77 . W ten sposób poprzednie zasługi Abrahama zostają
unieważnione (chyba że się uzna, że dzięki nim Abraham dostąpił tego, aby zostać
poddanym próbie – aby zostać kandydatem na wybrańca Boga). W każdym razie
poprzednio dana obietnica zostaje unieważniona, co widać z tego, że po wyratowaniu
Izaaka Bóg na nowo składa obietnicę, jak gdyby dawniej tego nie uczynił. Aby
pozostać czy też aby zostać wybrańcem Boga, Abraham musi spełnić kryterium
nowe, i to, w porównaniu z poprzednimi, ekstremalne. Gdyby ludzki przyjaciel
postąpił tak względem przyjaciela; gdyby ludzki zwierzchnik postąpił tak względem
podwładnego, nazwalibyśmy chyba takie postępowanie nielojalnym i okrutnym.
Kryterium ekstremalne polegać ma na gotowości Abrahama do złożenia ofiary
ludzkiej; ofiary z własnego syna; ofiary z syna umiłowanego. Czy Bóg ma prawo
moralne stawiać Abrahamowi takie wymaganie?
Osobie wierzącej zadanie powyższego pytania może się wydać bluźnierstwem,
ponieważ jego milczące założenie polega na uznaniu, że Bóg nie jest moralnie
uprawniony do wszelkich takich działań, do których uzdalnia go jego wszechmoc.
Ateista, w szczególności więc autorka niniejszego szkicu, nie może dopuścić się
bluźnierstwa, ponieważ niepodobna żywić intencji uwłaczenia osobie, w której istnienie
się nie wierzy. Pomijając tę okoliczność, wskazać trzeba, że powyższe pytanie
jest jedynie odmienną werbalizacją pytania, czy wszelkie hipotetyczne postępki
dają się pogodzić z pojęciem Boga jako bóstwa sprawiedliwego, wiernego danym
przez siebie obietnicom, a także miłosiernego. Wysuwanie tej problematyki
ma za sobą, w istocie rzeczy, autorytet autora biblijnego: wszak w dyspucie o wyroku
na Sodomę i Gomorę Abraham przypomina Bogu, że nie przystało by mu, jako
„sędzi nad całą ziemią”, zgładzić miasta mającego wśród swoich mieszkańców 50
„sprawiedliwych” (por. Rdz 18: 24). Kierkegaard zaś nadaje powyższemu problemowi
postać pytania: „Czy istnieje absolutny obowiązek wobec Boga?” 78 – czyli czy
w sposób konieczny każde żądanie, jakie Bóg może skierować do człowieka, jest
moralnie usprawiedliwione? (Kierkegaard odpowiada na to pytanie twierdząco.)
Przechodzimy do drugiej osoby dramatu. Jest nią Abraham, który skwapliwie
przystępuje do wykonania bożego rozkazu. Nie błaga o życie syna 79 – chociaż
77
W razie gdyby saga głosiła, że Izaak istotnie poniósł śmierć na ołtarzu, Bóg mógłby według
niej spełnić Obietnicę, „dając Abrahamowi nowego Izaaka”. Por. S. Kierkegaard, Bojaźń
i drżenie, wyd. cyt., s. 128.
78
Tamże, s. 78.
79
A pamiętajmy, że autor omawianego przekazu nic nie wie o pośmiertnej szczęśliwości
oczekującej niewinnych; tym straszliwsza jest śmierć, którą Bóg nakazuje w nim zadać Izaakowi.
Część druga
Biblia Hebrajczyków
136
Biblia początków
nie ma do zaoferowania na swoje poparcie oprócz takiego właśnie rodzaju argumentów
83 .
„Główne zagadnienie stworzenia nie ma nic wspólnego z czasem stworzenia
[tzn. z dysputą pomiędzy zwolennikami teorii Starej Ziemi a zwolennikami teorii
Młodej Ziemi – H. E.] ani z mechanizmem wybranym przez Stwórcę. Wiąże się
z pojęciem zamysłu lub celu. «Kreacjonistą» jest osoba wierząca, iż świat (a szczególnie
ludzkość) został zaprojektowany i istnieje w jakimś celu. Jeśli problem
zdefiniuje się w powyższy sposób, to pytanie brzmi: czy główny nurt nauki przeciwstawia
się możliwości zaprojektowania świata przez Stwórcę w pewnym celu?
A jeśli tak, to dlaczego?” 84
Jest to dziwne postawienie sprawy. Nie można uwiarygodnić jakiegoś przypuszczenia
samym tylko wskazaniem, że nie mamy określonych „przeciwstawiających
się” mu świadectw. Z punktu widzenia naturalisty zapytać raczej należy,
czy główny nurt nauki dostarcza jakichś danych na poparcie hipotezy, że świat został
zaprojektowany przez Stwórcę w pewnym celu?
Najzupełniejszą rację ma więc Johnson, kiedy oświadcza, że główne zagadnienie
w kontrowersji pomiędzy kreacjonizmem a naturalizmem wiąże się z pojęciem
zamysłu.
Odpowiednio do tego wiarygodności kreacjonizmu biologicznego nie da się
obronić (nie można nawet jego tez rozsądnie rozważać), dopóki jego przedstawiciele
nie potrafią dać przekonującej odpowiedzi na przedstawione w tym szkicu
pytania: Po co bóstwu świat istot żywych, owych grudek „cierpiącej gliny”? Po co
mu powstawanie i zagłada gatunków? Po co mu mutacje patologiczne i ich odsiewanie
w tak często okrutnym procesie „doboru naturalnego”?
Coś mylącego jest zresztą w samym standardowo używanym terminie „dobór
naturalny”. Wiąże się z nim wyobrażenie o naturalnej selekcji osobników możliwie
„najlepiej przystosowanych” do bytowania i reprodukcji w danych warunkach.
Stąd zaś, zapewne wbrew intencji wielu użytkowników tego terminu, wyobrażenie
o jakiejś doskonałej harmonii, w okresach ewolucyjnej stazy, pomiędzy gatunkami
a warunkami ich bytowania. Harmonii mogącej zdaniem pewnych myślicieli być
świadectwem doskonałości nadprzyrodzonego bioinżyniera. W istocie rzeczy jednak
doniosłym aspektem ewolucji jest przecież naturalny odsiew genotypów, które
nie mogą być na dłuższą metę skutecznie reprodukowane w danych warunkach.
83
Po przeczytaniu niniejszego aneksu M. Heller zauważył: „Cała polemika tu zamieszczona
jest w gruncie rzeczy polemiką z tzw. teologią «God of the gaps [teologią „Boga luk”]». Bóg
jest potrzebny po to, by wypełniać luki w naszej wiedzy o świecie. Jest to – trzeba przyznać
– rozpowszechniony pogląd, ale przez wybitniejszych teologów zdecydowanie odrzucany”.
84
P. E. Johnson, Sąd nad Darwinem, wyd. cyt., s. 144.
Quasi-diatessaron
615
kwestionowalnego moralnie. Zapewne jest on dla nich raczej ilustracją prawdy, że
nieszczęście, takie jak kalectwo, nie musi być karą za czyjekolwiek utajone grzechy,
a więc ludziom nim dotkniętym należy się z zasady współczucie i pomoc, a nie
podejrzenie i ostracyzm.
10. Osobliwą cechą potraktowanych łącznie opowieści o cudach jest interferencja
pomiędzy dążeniem Jezusa do ich spektakularności i rewelatorskiego charakteru
a dążeniem Jezusa do ich utajania albo do utajania tego, że są one świadectwem
jego nadprzyrodzonej istoty. Szereg cudów dokonuje się w obecności tłumów:
mnożenie żywności, chodzenie po wodzie, uzdrawianie wielu chorych jednocześnie.
Świadków ma największy według J cud, a mianowicie wskrzeszenie Łazarza.
Zarazem jednak w pewnych wypadkach wolą Jezusa jest zatajenie cudu: por.
przytoczony powyżej przekaz o uleczeniu trędowatego albo przekaz (Mt 9: 27nn)
o tym, jak Jezus usiłuje utrzymać w tajemnicy uleczenie przez siebie z kalectwa
dwu niewidomych (którzy jednak bezkarnie łamią jego zakaz rozgłaszając wieść
o doznanym cudzie). Interferencja obu tych tendencji Jezusa ewangelistów prowadzi
do przekazów tak niespójnych, jak opowieść w Mk 5: 43 oraz Łk 8: 56, według
której po wskrzeszeniu „córki Jaira” w obecności wielu osób Jezus domagał się,
aby cud ten utrzymano w tajemnicy. (Wg Mt 9: 26 „wieść o tym rozeszła się po całej
tamtejszej okolicy”.)
Cuda Jezusa są „znakami” jego nadprzyrodzonego charakteru czy też przynajmniej
autentyczności jego posłannictwa. Grzechem jest lekceważenie ich (por.
Łk 10: 13nn). Kiedy indziej jednak Jezus odmawia dania takiego „znaku” za swojego
żywota: „Plemię przewrotne i wiarołomne żąda znaku, ale żaden znak nie będzie
mu dany prócz znaku proroka Jonasza. Albowiem jak Jonasz był trzy dni i trzy
noce we wnętrznościach wielkiej ryby, tak Syn Człowieczy będzie przez trzy dni
i trzy noce w łonie ziemi” (Mt 12: 39–40) 130 .
Nawet kiedy cuda są jawne, Jezus niejednokrotnie usiłuje zapobiec temu, aby
stały się one „znakami” jego nadprzyrodzonego charakteru: „Nawet duchy nieczy-
130
Pomijając to, że według przekazów ewangelicznych zwłoki Jezusa nie znalazły się w łonie
ziemi, zmartwychwstanie Jezusa, tak jak je opisują ewangelie, nie było spektakularnym
znakiem, ponieważ „zmartwychwstały” ukazał się jedynie niewielu, i oprócz Pawła (jeśli wliczyć
tu cud na drodze do Damaszku) tylko takim, którzy w niego już za jego żywota wierzyli.
Por. przypisywane Piotrowi stwierdzenie: „Bóg wskrzesił Go trzeciego dnia i pozwolił Mu ukazać
się nie całemu ludowi, ale nam, wybranym uprzednio przez Boga na świadków, którzyśmy
z Nim jedli i pili po Jego zmartwychwstaniu” (Dzieje Apostolskie 10: 40–41). To samo stwierdza
w Dziejach Apostolskich (13: 31) Paweł. Oświadczenie Pawła w 1Kor: 15: 6, że pewnego razu
„zmartwychwstały” Chrystus „zjawił się więcej niż pięciuset braciom równocześnie” jest
zupełnie izolowane i, rzec można, nieortodoksyjne.
Biblia okrutników
399
przy tym trudne do spełnienia, niektóre były w istocie rzeczy destrukcyjne w odniesieniu
do życia społecznego, jak np. pewne przepisy dotyczące roku jubileuszowego
albo zakaz pobierania od współplemieńca odsetków od pożyczonych pieniędzy.
Historyk może uznać za ciekawy dla siebie temat to, w jakiej mierze, w jakich
dziedzinach życia, „święte” te prawa były w zasadzie przestrzegane, a w jakich były
nagminnie obchodzone. Nie ulega wszakże wątpliwości, że wielu z tych przepisów
nie można było przestrzegać w warunkach znacznie różniących się od tych,
w których powstały. Skoro ze względu na opromieniającą je sankcję boską nie mogły
być odwołane, to radzić sobie z tymi, które „nie pasowały do życia”, można było
jedynie przy pomocy rozbudowanej kazuistyki i stwarzania sytuacji pozornych.
(a) Zajmę się najpierw przepisami dotyczącymi kultu. Szokująca wiele osób
współczesnych jest rola, jaką w nim spełniały ustawicznie składane ofiary zwierzęce.
„Rola ofiar to jedna z tych rzeczy dotyczących Biblii, które są najmniej rozumiane
przez przeciętnego czytelnika. Ludzie współcześni często myślą o tych ofiarach
jako o niepotrzebnym pozbawianiu zwierząt życia albo znów wierzą, że osoba składająca
ofiarę poświęcała coś należącego do niej czy to jako rekompensatę za popełniony
grzech, czy to w celu zyskania łaski Boga. Jednakże w świecie biblijnym najpospolitszym
rodzajem ofiar były ofiary uprawniające do zjedzenia mięsa. Racjonalizacja
polegała na tym, że jeśli ludzie chcieli jeść mięso, to winni byli zdawać sobie
sprawę, że odbierają zwierzęciu życie. Nie mogli tego traktować jako powszedniej
czynności z zakresu życia świeckiego. Był to akt sakralny, który musiał być dokonany
w przepisany sposób przez uprawnioną do tego osobę (kapłana), przy ołtarzu.
Część mięsa z ofiary należała się kapłanowi. [Resztę mógł spożył ofiarodawca
ze swoją rodziną.] Dotyczyło to wszelkiego rodzaju mięsa oprócz ryb i drobiu.
Centralizacja kultu oznaczała, że jeśli ktoś chciał spożyć np. baraninę, to nie
mógł dokonać obrzędu ofiarnego w domu albo w sanktuarium miejscowym. Musiał
dostarczyć zwierzę przed ołtarz świątyni jerozolimskiej. [Uznawano wyjątki
dla osób mieszkających zbyt daleko – H. E.] Oznaczało to również, że znaczna liczba
kapłanów lewickich musiała się osiedlić w Jerozolimie, skoro jej świątynia była
jedynym miejscem, gdzie kapłan mógł dokonywać obrzędów ofiarnych i otrzymywać
swój udział. Zapewniało to też wysoki status i władzę arcykapłanowi w Jerozolimie
i rodowi, z którego się wywodził” 244 .
Dążenia do centralizacji kultu natrafiały na zrozumiałą opozycję ze strony
znacznej części ludu oraz prowincjonalnych lewitów. Nawet po zbudowaniu
Świątyni przez Salomona w kraju było wiele prowincjonalnych sanktuariów
– „wyżyn” – obsługiwanych przez miejscowych kapłanów. Król judzki Ezechiasz
ok. 200 lat po Salomonie niszczył prowincjonalne sanktuaria. Około 100 lat
po tym inny gorliwiec centralizacji, król judzki Jozjasz, którego gorliwością
244
R. E. Friedman, Who Wrote the Bible?, wyd. cyt., s. 91–92.
76
Biblia początków
nego jako areny praktycznej działalności człowieka, zerwał z eskapizmem od życia
społecznego i rodzinnego i praktykami masochistycznej religijności. Nie wywarły
one również większego wpływu na judaizm. Katolicyzm najmniej się posunął
na drodze ich przezwyciężenia. Przyznać trzeba, że w przeciwieństwie np. do epoki
Skargi wzorce typu „świeradowskiego” nie są dziś na ogół eksponowane w powszednim
magisterium Kościoła, ustępując miejsca wzorcom typu Brata Alberta,
Matki Teresy 19 , Maksymiliana Kolbego jako dobrowolnie wydającego się
na śmierć męczeńską nie z motywu autoagresji, tylko w zamiarze ocalenia życia
innego człowieka. Mimo to Kościół nie pozbył się do końca skazy eskapizmu, ascetyzmu
i masochizmu: popiera zakony kontemplacyjne, nakazuje osobom duchownym
celibat, w rozmaitych sytuacjach wzywa jednostki do „ofiarowania cierpienia
Bogu”, jak gdyby wyznawany przez niego Bóg w takich ofiarach gustował, afirmuje
„uczestnictwo” pewnych mistyków w męce Chrystusa.
Hymn Kapłański należy do tych składników biblijnego kanonu (wśród innych
wspomnieć trzeba, oczywiście, przede wszystkim Pieśń nad Pieśniami, czytaną
bez fałszujących jej treść interpretacji), które w obrębie tradycji judeochrześcijańskiej
dostarczają ludziom wierzącym broni ideowej przeciwko omawianym powyżej
tendencjom.
3. Zastanowić się warto nad innymi przejawami wpływu wyrażonego w Hymnie
Kapłańskim nastawienia do rzeczywistości na naszą kulturę. Jego afirmatywny
stosunek do świata materialnego, do przyrody, do zmysłowości ludzkiej jako jeden
ze składników judeochrześcijańskiej tradycji religijnej niewątpliwie wpłynął
na rozwój europejskiej sztuki, plastycznej, której wiele prądów charakteryzuje radowanie
się światem, nie zaś tendencja do kierowania myśli ludzkiej ku zaświatom.
Nastawienie to było zapewne również istotnym bodźcem rozwoju nowożytnej
nauki empirycznej. Przyroda głosiła chwałę Boga. Panujące w niej prawa były
przejawem jego nieskończonej mądrości, przejawem „celowości” aktu stwórczego.
Wbrew tym, dla których zainteresowanie przyrodą było jeśli nie wdzieraniem
się w boże tajemnice, to próżną ciekawością odciągającą umysł ludzki od jedynego
tematu, którym przystoi mu się zajmować, tj. od kontemplacji „Boga i duszy”,
w przeświadczeniu koryfeuszy wczesnego stadium nowożytnej nauki empirycznej,
we współczesnym tego słowa rozumieniu, a więc myślicieli takich jak Kopernik,
Galileusz, Kepler, Newton poznawanie ustroju przyrody, ujawnianie porządku kryjącego
się pod rzekomym jej chaosem było najwznioślejszym sposobem oddawania
czci Bogu. Znany jest komentarz Keplera do jego własnych długotrwałych
wysiłków wyznaczenia orbity Marsa (co było wstępem do ujawnienia, w sposób
19
Nie będę się tu wdawała w to, że wyidealizowany obraz tej świętej zdaniem niektórych
publicystów nie odpowiada rzeczywistości.
60
364
Biblia Hebrajczyków
jące pod wpływem tradycji judeochrześcijańskiej dawały im wiarę oraz podzielały
ich emocjonalny stosunek do opisywanej historii, włączając owe szczegóły.
Tu pozwolę sobie zacytować raz jeszcze omawiany we „Wstępie” fragment
z komentarza A. Świderkówny do legendy o „wyjściu z Egiptu” i skomentować go
ze swej strony: „Objawił się On im [tj. uchodźcom z egipskiej niewoli] przede
wszystkim jako Zbawca – i była to pierwsza wielka prawda, jaka o swoim Bogu pojęli.
Objawił się im również jako Bóg żywy, zwrócony do człowieka i troszczący się
o jego losy” 208 .
Jest to wyrazisty przykład tego, co we „Wstępie” nazwałam filtrującym odczytywaniem
Biblii. Z lektury biblijnego przekazu osadza się w umyśle autorki to, co
zgadza się z jej pojęciem, jaki wyznawany przez nią Bóg być powinien, a przeto jaki
jej zdaniem jest. Reszta zostaje na filtrze. Świderkówna zdaje się nie pamiętać
np. o tym, że starożytni Egipcjanie też należeli do gatunku Homo sapiens, że skazana
według omawianej opowieści na głód wskutek plagi szarańczy i gradu Bogu
ducha winna ludność niemająca żadnego wpływu na decyzje władcy stanowiła populację
tego gatunku, że tracący swoje dzieci w noc zabijania młodzianków „niewolnica
przy żarnach” (Wj 11: 5) oraz więzień (12: 29) też byli egzemplarzami tego
gatunku. Uznając za stosowne zaopatrzyć omawianą przez siebie historię w teologiczny
komentarz, autorka nie skorzystała z okazji, aby zaznaczyć, że chociaż
przekaz o ucieczce z Egiptu widocznie ma jakieś podłoże historyczne, to horror
spadających na Egipcjan plag jest płodem wyobraźni autorów świadczącym o ich
prymitywizmie moralnym.
Omawiana powyżej legenda dostarcza jaskrawego przykładu na to, co nazywam
„otorbieniem” pewnych treści biblijnych w umysłach ludzi wychowanych
w zasięgu tradycji judeochrześcijańskiej. Na podstawie tego, że ktoś uważa Boga
Biblii za byt moralnie doskonały, oraz tego, że nauczono go zachwycać się historią
o ucieczce Hebrajczyków z Egiptu, nie należy sądzić o wyznawanym oraz stosowanym
przez niego etosie. Bulwersujące elementy owej legendy z dużym prawdopodobieństwem
pozostają w umyśle takiej osoby „izolowane” od poglądów z dziedziny
moralności funkcjonujących w jej świadomości w sytuacjach potocznych i wpływających
na jej działania. Nie należy na podstawie jej stosunku do omawianej legendy
oczekiwać, że pochwalać będzie posługiwanie się przez stronę, której sprzyja,
w rozmaitych pertraktacjach szalbierstwem; że będzie pochwalać uzyskiwanie
wpływu na funkcjonowanie czyjegoś umysłu – por. „uczynił serce faraona twardym”
– jakimiś nadzwyczajnymi środkami (hipnozą? środkami farmakologicznymi?)
i powodowanie w ten sposób podejmowania przez tę osobę niekorzystnych
dla siebie decyzji – a potem, na dobitek, powodowanie doznawania przez nią
w odwecie za te wymuszone decyzje jakichś cierpień. Że będzie pochwalać
208
A. Świderkówna, Rozmowy o Biblii, wyd. cyt., s. 95.
Ofiarowanie Izaaka. Abraham a Hiob
281
Ateistę, a w szczególności ateistycznego humanistę w naszej epoce żadna ze
wspomnianych opowieści nie wprawia w stan jakiejś rozterki – w poczucie uwikłania
w sieć świętego „absurdu” czy „paradoksu” 73 , w której by się jego duch miał
szamotać. Rozumie on, że nasza kultura – ta właśnie, w której obrębie ukształtowały
się czy też dojrzały ateistyczne, laickie i religijne odmiany współczesnego
etosu humanistycznego – w znacznej mierze bierze początek w nurtach, których
pierwociny zawierały elementy z punktu widzenia współczesnego humanizmu
barbarzyńskie. Że wiele z tego, w szczególności, co w tych pierwocinach znajdujemy
w zakresie koncepcji bóstwa, koncepcji postulowanego stosunku pomiędzy bóstwem
a jego czcicielem oraz w zakresie związanych z tymi koncepcjami pojęć
o naturze adekwatnych norm moralnych, jest odstręczające dla każdego człowieka
o nastawieniu humanistycznym – ale też, z tej właśnie przyczyny, nie odpowiada
rzeczywistemu sposobowi pojmowania spraw religii i moralności przez wielu
współczesnych żydów i chrześcijan. Niepoczuwanie się do obowiązku bezwarunkowej
akceptacji jawnych lub domyślnych aksjologicznych sądów zawartych w jakichkolwiek
spośród starodawnych ksiąg lub legendarnych przekazów nie tylko
eliminuje podłoże jakiegoś aksjologicznego dyskomfortu przy ich rozważaniu, ale
też pozwala zrozumieć, że barbarzyństwem kulturowym byłoby rzucanie gromów
moralnych na ludzi, których głosy dochodzą do nas w owych przekazach. O ile nie
jesteśmy kulturowymi prymitywami, to potrafimy zachwycać się tym wszystkim,
co się nam w tym odziedziczonym depozycie podoba; z czym się moralnie identyfikujemy;
w czym znajdujemy, choćby w zarodku, jakieś nowe dla nas przed konfrontacją
z takim czy innym jego składnikiem, a cenne, „budujące” przeświadczenia
i intuicje moralne lub tzw. egzystencjalne. Przechodzimy zaś do porządku
nad tym, co w nim dla nas odstręczające. (A przynajmniej taką zajmujemy postawę,
dopóki nie bierzemy pod uwagę wpływu takich czy innych – naszym zdaniem
nieakceptowalnych – elementów tego depozytu na postawy moralne znacznej liczby
współczesnych uczestników naszej kultury.)
Rzecz naturalna, takiego jak temu dałam wyraz powyżej stosunku do omawianego
w szkicu niniejszym fragmentu Biblii nie może podzielać nikt, dla kogo składające
się na kanon biblijny księgi są w zasadzie „natchnione” przez Boga (mimo
błędów popełnionych przez ich ludzkich autorów w zakresie empirycznej wiedzy
o przyrodzie) – i mianowicie stanowią główny instrument bożej pedagogiki mającej
wszczepiać w ludzi adekwatne pojmowanie boskiej natury oraz należyty stosunek
do bóstwa, jak również znajomość norm „prawdziwej” moralności. Dla wielu
spośród takich osób konfrontacja z przekazem zawartym w Rdz 22 bywa przynajmniej
zrazu bulwersująca, czego przykładem może być rozterka Kierkegaarda.
73
To jest wyrażenia zaczerpnięte ze studium Kierkegaarda.
Biblia zawłaszczonego Boga
243
nośnych pokoleń nadziału ziemi w mającym być w przyszłości podbitym kraju 24 .
Jest jednak rzeczą charakterystyczną, że według opowieści o tym epizodzie gniew
Jakuba wynika z motywów nie moralnych, lecz pragmatycznych: „Sprowadziliście
na mnie nieszczęście, bo przez was będą mnie mieć w nienawiści mieszkańcy tego
kraju… Jestem przecież małym liczebnie plemieniem i jeżeli oni wystąpią razem
przeciwko mnie… zginę ja i cała moja rodzina” 25 . Co prawda, w tzw. Testamencie
Jakuba patriarcha potępia zbrodnię Lewiego i Symeona ze względów moralnych
(Rdz 49: 5–7). Jeśli w historii „patriarchów Izraela” mało jest epizodów
krwawych (choć dana przez Boga „Obietnica” dotyczy podboju przez ich potomków
zamieszkiwanego przez nich samych pokojowo kraju), to mocno natomiast
zaznacza się w tej części Rdz tendencja do monopolizacji, początkowo w obrębie
klanu, relacji do potężnego protegującego bóstwa 26 . Do „Przymierza” nie zostaje
przypuszczony Lot, mimo opiekuńczego doń stosunku Abrahama. Mimo obrzezania
wyłączony zostaje w skandaliczny sposób Izmael, a w mniej skandaliczny sposób
reszta, oprócz Izaaka, potomków Abrahama. Perfidnym podstępem wyłączony
zostaje Ezaw i dopiero w generacji Jakuba wszyscy jego synowie zostają protoplastami
pokoleń „narodu wybranego”. Podłożem historycznym tych opowieści
jest oczywiście to, że ludy rzekomo mające za swych przodków owych wyłączonych
krewniaków głównej (z perspektywy autorów biblijnych) linii klanu istotnie nie
przyłączyły się do czcicieli Boga Biblii, mając innych opiekuńczych bogów.
(b) Z kolei zajmę się pokrótce pojęciem Przymierza. Wiąże ono bezwarunkowo
i na wieki, obustronnie, „naród wybrany” z Bogiem Biblii. Koncepcja Przymierza
stanowi organizacyjny kościec głównego ciągu ST. Wywarła ona niekorzystny
wpływ na losy „narodu wybranego”, kształtując jego percepcję w chrześcijańskiej
Europie. W jej bowiem świetle dziejami tego ludu są dzieje stosunku pomiędzy Bogiem
niezłomnie wiernym swojemu obiorowi a wiarołomnym narodem. Raz po raz
powtarza się w historycznej części ST schemat odstępstw „narodu wybranego”
od Przymierza (tzn. jego „sprzeniewierzenia się” obowiązkowi monolatrii), kar, jakie
w konsekwencji tego Bóg na ten naród zsyła, publicznej skruchy oraz okazanego
w odpowiedzi na nią przez Boga miłosierdzia.
24
Nie przeszkadza to późniejszej karierze pokolenia lewitów, których „dziedzictwem”, zamiast
ziemi, staje się z czasem „Pan”. Preferencja Jahwe dla tego pokolenia nie zostaje nigdzie
w Biblii wyjaśniona.
25
Nb. autor biblijny nie przejawia zainteresowania tym, co się stało z niedoszłą księżniczką
miasta Sychem i jej dzieckiem, jeżeli je urodziła.
26
Pewien midrasz głosi, że praktykując w swych namiotach gościnność, Abraham zarazem
przekazywał wiedzę o prawdziwym Bogu mężczyznom, Sara zaś kobietom. Legenda ta
nie ma żadnego oparcia w Biblii.
Biblia okrutników
395
zwłaszcza w różnych epokach, przez różne autorytety religijne w obrębie tradycji
judeochrześcijańskiej. Oczywiście, osoby obstające przy grzeszności, a nawet
przestępczości, pozbawiania życia „dziecka”, jak się w ich języku nazywa zarodek
ludzki na każdym szczeblu swojego rozwoju, mogą wysuwać na poparcie swojego
stanowiska różne przekonujące ich zdaniem argumenty, nie mogą jednak zasadnie
odwoływać się do Dekalogu.
Posuwając się dalej w analizie omawianego obecnie przykazania, stwierdzić
należy, że nieusprawiedliwiona jest również teza, jakoby przykazanie to implikowało
absolutny zakaz eutanazji w sensie dobrowolnego samobójstwa zastępczo
dokonywanego przy pomocy innej osoby.
Przez „zabijanie” człowieka ma się przede wszystkim na myśli uśmiercanie
danej jednostki wbrew jej woli, i nic nie wskazuje, aby w autorzy omawianego przykazania
rozumieli ten termin jakoś szerzej.
Ocena moralna eutanazji we wskazanym powyżej sensie wydaje się z konieczności
pochodną oceny moralnej samobójstwa. Jeśli samobójstwo nie jest traktowane
jako coś w żadnych okolicznościach nieaprobowalnego, to nie widać uzasadnienia
dla absolutnego, niezależnego od okoliczności, moralnego potępienia eutanazji.
W Biblii o samobójstwie mowa jest rzadko. Wydaje się, że zdarzało się ono
rzadko w obrębie kultury, która była jej podłożem. Nie znajdujemy w jej tekstach
normy ogólnej odnoszącej się do samobójstwa. W Sdz 16: 26–30 opowiedziany jest
czyn Samsona, który posłużył się aktem samobójczym dla wywarcia zemsty na naigrawających
się z niego wrogach. 1Sm 31: 4 opowiada o samobójstwie Saula, który
w ten sposób po przegranej bitwie uniemożliwia pojmanie go żywcem przez Filistynów.
Przed dokonaniem tego czynu Saul prosi giermka o zabicie go, ale ten
„boi się” – wzdraga się? – to uczynić. Mogło tu wszakże chodzić nie o wzdraganie
się przed czynem będącym w istocie eutanazją, ale przed naruszeniem tabu zabicia
pomazańca. 2Sm 17: 23 opowiada o samobójstwie Achitofela, doradcy zbuntowanego
Absaloma, który zrozumiawszy, że wskutek odrzucenia jego rady przez
młodego buntownika rebelia zostanie stłumiona – a więc i on poniesie tego konsekwencje
– „wydawszy zarządzenia odnoszące się do jego domu powiesił się
i umarł”. W żadnym z tych wypadków samobójstwo nie zostało w tekście biblijnym
explicite potępione. Nic w tych przekazach nie pozostaje w sprzeczności z poglądem
takiego czytelnika, który by sądził, że czyny Samsona i Saula były pochwalne
241 , czyn zaś Achitofela racjonalny i sam w sobie (niezależnie od poprzednich jego
uczynków) moralnie dopuszczalny.
241
W naszej kulturze aprobowane bywa przynajmniej przez wiele osób samobójstwo, jeśli
jest ono jedynym sposobem uniknięcia dostania się w ręce wroga, tortury i śmierci z jego ręki,
zwłaszcza jeżeli zachodzi przy tym obawa, że bojownik danej słusznej sprawy może załamać
się wskutek tortur i jej zaszkodzić wymuszonymi zeznaniami.
Indeks cytowanych autorów
699
Pietrucha T. 134
Pius IX 55
Planck M. 116, 144, 146, 158, 161, 162
Pliniusz młodszy 539
Podgórska J. 193
Polchinski J. 151
Politi M. 33
Popper K. R. 125
Potocki W. 642
Quine W. V. O. 157
Raja R. 474–475
Ratzinger J. (Benedykt XVI) 33
Rees M. 22, 23, 112, 141, 144–145, 147, 152
Rej M. 381
Religa Z. 53–54
Rienecker F. 421–422, 426, 454, 665
Roux J. P. 602
Rymkiewicz J. M. 593, 608, 629
Ryszkiewicz M. 130, 134
Sady W. 131
Sandauer A. 62, 179, 181, 205–206, 216,
220, 222–223, 230, 272, 291, 299, 303,
325, 334–335, 409, 410, 431
Schoors A. 510, 511, 514–515, 527, 531–533
Seife Ch. 152
Seweryniak H. 543, 604, 640, 641, 667
Shahak I. 249
Shaw B. 213
Sheppard S. 112
Skarga P. 74–75
Skowronek A. J. 537–538, 543, 567–568
Słowacki J. 595
Smolin L. 151–152
Sobieniowski F. 213
Sofokles 36, 38, 58
Spiegel S. 280
Spinoza B. 113
Stapp H. P. 155
Steinhardt P. 152
Stępień P. 335–336
Stiller R. 515
Swetoniusz 539
Swinburne R. 172
Synowiec J. S. 246, 344, 380, 456, 459, 460
Szostkiewicz A. 602
Śpiewak P. 225, 279
Świderkówna A. 45, 329, 364, 455, 578,
612, 621
Tacjan 558
Tacyt 538
Tattersal I. 133
Tipler F. J. 149
Tollman A. oraz E. 218
Tołstoj L. 418
Tomasz z Akwinu 25, 44, 160, 168–170, 583
Turnau J. 44, 100, 652–653
Tuwim J. 36, 69, 109
Unterman A. 323
Vermes G. 540, 608, 641–643
Voltaire (Wolter) 19, 182
Warmflash D. 129
Ward P. D. 110
Warszawski D. (K. Gebert) 43–44, 279
Weber M. 662
Weinberg S. 24, 112, 113, 118
Weiss B. 129
Weyl H. 157
Wheeler J. A. 16
Whitehead A. N. 83
Wiesel E. 493–494
Wiśniewska K. 587
Witczyk H. 207, 210–215, 291–292, 297–299
Witwicki W. 183, 188, 189–191, 582
Wodnar M. 550, 562, 564, 569, 630
Wojciechowski M. 541, 572
Woleński J. 13, 19, 21, 24, 38
Zając M. 587
Zenon z Elei 157
Zienkiewicz O. 323
Zubek A. 23
Żebrowski R. 323
Życiński J. 126, 134
686
Jezus ewangelistów
Inaczej jednak musimy się ustosunkować do Jezusowej maksymy, rozpatrując
ją w aspekcie życia prywatnego. W odniesieniu do tej sfery naszych stosunków
z ludźmi jest to wezwanie do wyrozumiałości względem moralnych uchybień naszych
„bliźnich”: do przezwyciężania tendencji do pochopnych potępień, tendencji
do kwalifikowania ludzi, którzy się jakichś moralnych uchybień dopuścili, jako
„złych” i niepoprawnych. Jest to doniosłe przypomnienie, że nastawienia tego rodzaju
jakże często mają za swe podłoże nierzetelny stosunek jednostki do własnych
przywar i niechlubnych postępków: jej skłonność do przebaczania sobie tego,
czego nie przebacza innym, skłonność do wynajdywania dla siebie wykrętnych
usprawiedliwień albo do wygodnego zapominania własnych niegodnych zachowań.
Doniosłość tego wezwania trudno przecenić.
Moim zdaniem jednak doniosłość największą w całej tej przypowieści ma jej
zakończenie, czyli to, co według ewangelisty Jezus powiedział i to, czego nie powiedział
odprawiając grzesznicę.
„Rzekł do niej Jezus: «... Idź i nie grzesz więcej»”.
Nie „powiedział” zaś do niej: „Idź i pokutuj za popełniony grzech!”.
To, co „powiedział”, i to, czego „nie powiedział”, znamionuje głębokie przeciwieństwo
pomiędzy odziedziczonym przez humanizm etosem skruchy i niedającym
się pogodzić z humanizmem etosem pokuty.
Skrucha jest czymś konstruktywnym. Autentyczna skrucha wymaga, jak
wskazałam powyżej, od odczuwającej ją osoby wysiłku naprawienia, o ile to możliwe,
krzywd poniesionych przez innych ludzi wskutek jej nagannych postępków lub
zaniechań. To może być kłopotliwe, trudne psychicznie i może nadto domagać się
poniesienia ofiar materialnych albo poddania się jakimś innym poważnym niedogodnościom
lub wręcz zagrożeniom. Skoro zaś jest to, jak niestety bywa, już z jakichś
powodów niemożliwe, skrucha często skłania odczuwającą ją osobę do „rekompensacyjnych”
czynów „zastępczych” – tzn. do udzielenia jakiegoś rodzaju
wsparcia ludziom przez kogokolwiek pokrzywdzonym na sposób podobny do tego,
czego doznali ci, których skrzywdziła osoba skruszona, albo ludziom jakoś powiązanym
z człowiekiem czy ludźmi przez tę osobę skrzywdzonymi. Może ktoś powiedzieć,
że owe rekompensacje „zastępcze” są czymś irracjonalnym, ale nie jest to
ten rodzaj nieracjonalności, jakiego powinniśmy się w naszych działaniach wystrzegać,
skoro przynosi to pożytek społeczny i pomaga osobie skruszonej poradzić
sobie z rozterką związaną z uświadomieniem sobie własnej winy. Skrucha wymagać
może niełatwej częstokroć zmiany środowiska i/lub stylu życia, co ma ułatwić
osobie skruszonej niepopadanie w dawne uchybienia. Wymagać też może wyznania
własnej winy (niekiedy na forum publicznym), co, oczywiście, bywa aktem
bolesnego samoprzezwyciężenia. Nadto warunkiem niezbędnym działania z motywu
autentycznej skruchy, a nie np. z dążności do uchylenia się przed publicznym
potępieniem i karą albo do spowodowania złagodzenia kary, jest, oczywiście,
Glosy do Hymnu Kapłańskiego o stworzeniu świata...
91
stek ludzkich i trudna, a jednak niejednokrotnie osiągana przez nie cnotliwość,
która by nie mogła istnieć bez pokusy i zdolności wyrządzania zła.
Oceniając ten pogląd, wkracza się na grunt sporu o wartości, gdzie zdaniem
autorki niniejszego szkicu bezprzedmiotowe jest pytanie o prawdę obiektywną,
przejawiają się natomiast jedynie emocjonalno-wolicjonalne aspekty psychiki poszczególnych
jednostek. Wobec ogromu zła wyrządzonego w ciągu dziejów ludziom
przez ludzi i zbiorowościom ludzkim przez ludzkie zbiorowości nie każdemu
zapewne narzuca się pogląd, że jeśli nawet akceptowalna jest uwikłana w obronę
powyższego stanowiska ontologiczna koncepcja wolnej woli, to mamy tu do czynienia
z poświęceniem przez Boga dobra mniejszego jako z nieuchronną ceną realizacji
dobra większego. Wśród marzeń śnionych przez ludzi było zachwycające niektórych
marzenie o istotach, które by nie znały pojęcia cnoty ani grzechu, nie znały
pokusy, jej przezwyciężania albo ulegania jej, a tylko w każdej sytuacji czyniłyby
to, co by spontanicznie czynić chciały – odpowiednio zaś do ich natury tym, co
by czynić chciały, byłyby nieodmiennie akty życzliwości, solidarności, współczucia,
a nawet w razie potrzeby poświęcenia się dla innych osób, dla jakichś zbiorowości
i dóbr. Nie widać, czemu by osoby wierzące nie mogły uznawać, że stworzenie
świata z takimi „pozorzanami” 31 na miejsce zdolnych do upadku moralnego ludzi
leżało w zakresie wszechmocy bożej. Powstrzymując się zaś od oceny tego, czy
jest to w istocie atrakcyjne marzenie (to z konieczności musiałoby być sprawą subiektywnej
opinii poszczególnych oceniających osób), zauważyć trzeba, że zakres
możliwych pragnień człowieka zdrowego psychicznie bynajmniej nie jest nieograniczony,
co w oczach zwolenników koncepcji wolnej woli nie czyni zeń istoty w ogóle
tego daru pozbawionej. Nikt przy zdrowych zmysłach nie pragnie doznawać bólu
dla samego doznawania bólu. Nawet jednostki o psychice tak spaczonej, jak
wspomniany powyżej Andrzej Świerad, zadawały go sobie w innym celu. Nikt zdrowy
psychicznie nie pragnie znajdować upodobania w bawieniu się własnymi ekskrementami,
tak jak to czynią ludzie dotknięci chorobą Alzheimera. Nikt nie pragnie
utraty osoby, którą kocha. Może by więc ludzie nie byli pozbawieni wolnej woli,
gdyby zakres pokus dla nich możliwych nie obejmował np. chęci zabijania innych
ludzi dla uzyskiwania jakichś korzyści własnych lub chęci torturowania jakichkolwiek
stworzeń zdolnych do odczuwania bólu. Bez odczuwania przez kogokolwiek
tego rodzaju emocji i pragnień wciąż jeszcze ludzie mogliby się pewnych
moralnie niepochwalnych czynów dopuszczać albo od nich powstrzymywać.
Porzucając powyższy temat, przypomnę natomiast, że „dopuszczane przez
miłosiernego Boga” zło czynione przez ludzi nie zawsze wypływa ze złej woli. Bywa
skutkiem niewiedzy, jak np. stosowane przez długi czas w praktyce medycznej
31
„Pozorzanie” jako istoty doskonalsze od ludzi występują w wierszu Bolesława Leśmiana,
por. Poezje, PWN, Warszawa 1965.
182
Biblia początków
Właśnie więc nieuchronne wobec tego, co zaszło, odcięcie pary prarodzicielskiej
od Drzewa Życia, przedstawione przez narratora jako umotywowane dążeniem
Zazdrosnego do uniemożliwienia ludziom przywłaszczenia kolejnej, najważniejszej,
z bożych prerogatyw, wymagało „wygnania” prarodziców z Raju na Ziemię,
pozwalającą przy tym ze względu na jej rozległość na rozmnażanie się ludzkości.
Po tym przesiedleniu jednak, zamiast bez wysiłku spożywać owoce Ogrójca, musi
Człowiek, zwłaszcza zaś mężczyzna (ponoszący szczególnie wielkie, w porównaniu
z osobnikami męskimi wielu innych gatunków, ciężary w celu wychowania
potomstwa) dla wyżywienia siebie i swoich oddawać się wyczerpującej i często
zawodnej co do swych wyników pracy (3: 17–19). Kobieta za płodność musi zapłacić
udręczeniami połogu. Intensywna zaś rozkosz aktu płciowego (szczególnie
charakterystyczna dla ludzi i mająca istotne znaczenie dla tak ważnego dla kontynuacji
tego właśnie gatunku scementowania związku partnerów w rodzicielstwie)
czyni kobietę emocjonalnie zależną od męskiego partnera i przyczynia się
do jej uległości wobec jego przemocy (3: 16). W seksistowskiej swej jednostronności
narrator pomija emocjonalną zależność mężczyzny od kobiety, dobitnie zresztą
przedstawianą przez inne mity i historyczne przekazy biblijne.
Jak stwierdziłam powyżej, przekaz naszego narratora zapoczątkowuje tę tradycję
w judaizmie i chrześcijaństwie, zgodnie z którą w konceptualizacji omawianego
mitu podstawową rolę grają pojęcia zakazu, nieposłuszeństwa, kary
– a w chrześcijaństwie również wyegzekwowanej przez Boga odpłaty za stanowiące
jego straszliwą obrazę nieposłuszeństwo: odpłaty w postaci zastępczej
męki istoty niewinnej, jako człowiek reprezentującej grzeszną ludzkość, ale zarazem
boskiej, bez czego jej męka nie byłaby adekwatną odpłatą.
Konceptualizacja powyższa ma istotne znaczenie dla percepcji omawianego
mitu zarówno przez ludzi wierzących, jak przez agnostyków i ateistów. W świetle
tego ujęcia wydaje się pewnym komentatorom, że Bóg, np. w celu wypróbowania
gotowości ludzi do posłuszeństwa, mógł wydać zakaz jakikolwiek, choćby zupełnie
nieracjonalny, np. zakaz spożywania jabłek i gruszek tego samego dnia.
W etosie humanistycznym nie ceni się wysoko gotowości do stosowania się
przez kogoś do wydanego przez jakąś potężną władzę zakazu, którego racjonalność
nie jest dla danej osoby uchwytna, tak że u podłoża posłuszeństwa leży jedynie
albo strach, albo czołobitność. Zwłaszcza zaś nie ceni się skłonności takiego
czy innego potentata (albo np. rodzica czy pedagoga) do wydawania zakazów mających
na celu jedynie ćwiczenie poddanego w posłuszeństwie albo wypróbowywanie
jego skłonności do ślepego posłuszeństwa. Dlatego na podłożu wspomnianej
konceptualizacji mit powyższy bywał w literaturze wolnomyślicielskiej przedmiotem
gorzkiej krytyki albo wręcz libertyńskich żartów. Wolter (o ile się nie mylę co
do autorstwa przytoczonego powiedzenia) pisał, że w świetle tej opowieści uznać
by należało, że Bóg bardziej ceni swoje jabłka(!) niż swoje dzieci. Heine wkłada wy-
12
Wstęp
Nowy Testament nie budzi na ogół wśród chrześcijan takich kontrowersji co
do swojej zawartości jak Stary. Jak podaje Religia, Encyklopedia PWN 2 w haśle
„Kanon biblijny”, „obecna lista 27 ksiąg NT jest przyjęta w prawie całym chrześcijaństwie”.
W niniejszym zbiorze spośród składników NT w zasadzie uwzględniam
jedynie wszystkie cztery kanoniczne ewangelie, omawiane łącznie w szkicu „Jezus
ewangelistów”. Tam gdzie jest to celowe, biorę też pod uwagę elementy treści
Dziejów Apostolskich (Dz) oraz części epistolarnej NT.
Posługuję się z reguły tekstem Biblii Tysiąclecia (BT) jako najbardziej popularnej,
niekiedy wprowadzając drobne poprawki stylistyczne. (Korzystam zazwyczaj
z wydania 5 BT, niekiedy jednak ze sformułowań w wydaniach wcześniejszych,
jeżeli merytorycznie się nie różnią, a stylistycznie są lepsze.) Ustosunkowuję się
również do szeregu przypisów redakcyjnych do tego przekładu. Niekiedy ze względów
merytorycznych albo stylistycznych zastępuję (wskazując to) ustępy z BT odpowiednimi
ustępami z Biblii Poznańskiej (BP) lub unowocześnionej Biblii Jakuba
Wujka (BW) 3 . Omawiam też pewne znajdujące się tam redakcyjne przypisy.
Nie korzystam w zasadzie z najnowszego tłumaczenia Biblii hebrajskiej z hebrajskiego,
Tora Pardes Lauder (TPL) 4 , już choćby dlatego, że to wersja przyjęta
w chrześcijaństwie wpłynęła na naszą kulturę. Nadto, choć jestem laikiem, żywię
wątpliwości co do trafności wprowadzonych tam innowacji translatorskich. Za rażące,
m.in. pod względem moralnym, uważam przy tym szereg komentarzy redakcyjnych
do tego tekstu. Pewne z nich poddaję krytyce w moich szkicach.
Istnieje pewna systematycznie przeprowadzana różnica pomiędzy słownictwem
biblii polskich, a tym, którym się posługuję. Podczas gdy tam natrafiamy
przy przekładzie i omawianiu tekstów starotestamentowych na termin „Izraelici”,
ja używam miast tego terminu „Izraelczycy”. Wydaje mi się, że termin „Izraelici”
odnosi się do wyznawców (m.in. współczesnych) judaizmu, czyli religii Jahwe.
Do starożytnego narodu będącego zbiorowym bohaterem ST lepiej jest więc stosować,
jak myślę, raczej termin „Izraelczycy”, tak samo jak do współczesnego narodu
ukształtowanego na bazie nowo powstałego państwa Izrael. Sprawa ta nie
jest błaha m.in. dlatego, że, jak to ilustrują moje szkice, pomimo znamiennej frustracji
autorów i redaktorów ST – frustracji, na której podłożu zrodził się dominujący
w głównym ciągu ST mit gniewnego, mściwego, nieustannie stosującego
względem swojego „narodu wybranego” pedagogikę przerażających kar Jahwe
– w czasach poprzedzających niewolę babilońską monolatria Jahwe bynajmniej
2
Religia, Encyklopedia PWN, Warszawa 2001–2003.
3
Biblia Tysiąclecia, wyd. 5, Pallotinum, Poznań 2002; Biblia Poznańska: Pismo święte Starego
[2003] i Nowego [2004] Testamentu, Księgarnia św. Wojciecha, Poznań; Biblia wg Jakuba
Wujka: Pismo święte Starego i Nowego Testamentu. Wyd. Apostolstwa Modlitwy, Kraków 1962.
4
Tora Pardes Lauder, Pardes Lauder, Kraków 2001–2003.
344
Biblia Hebrajczyków
Słowem, nie ma tu nawiązania do tych przekazów z Rdz, które należą do najdonioślejszych
dla naszej kultury.
Ktoś mógłby wytknąć, że moje rozczarowanie jest nieuzasadnione, a nawet dziwaczne,
po cóż by bowiem w Czteroksięgu powtarzane być miały przekazy z Księgi
Rodzaju? Nie byłby to zarzut słuszny, już choćby dlatego, że nawiązanie nie musi
był tym samym, co powtórzenie: do przekazów z początku Księgi Rodzaju twórcy
Czteroksięgu mogliby się np. odwoływać jako do znanego źródła jakichś ustaleń
o naturze bóstwa albo do znanego źródła jakichś nauk moralnych. W istocie jednak
ta nieomal zupełna niezależność, o której tu mowa, jest czymś bardziej radykalnym
niż po prostu brak nawiązania do takich czy innych poszczególnych opowieści.
Osoba będąca wyznawcą którejś z religii wyrosłych na gruncie tradycji judeochrześcijańskiej,
ale zarazem nie pozbawiona skłonności i zdolności do samodzielnej
refleksji nad Biblią, czytając Pismo Święte zdumieć się, moim zdaniem, powinna metamorfozą
Boga Biblii zadokumentowaną m.in. przez odmienność pomiędzy przekazami
z początkowych części Rdz (przed skoncentrowaniem się na dziejach „patriarchów
Izraela”) a przekazami zawartymi w Czteroksięgu oraz w pozostałych omawianych
tu księgach biblijnych. Jak już o tym pisałam w szkicu „Biblia zawłaszczonego
Boga”, w toku tego przejścia stwórca świata, stwórca ludzkości, której wszystkie
odłamy powinny by jednakowo być przedmiotem jego pieczy, przeistoczył się w zasadzie
w plemiennego boga Hebrajczyków. W omawianych w tym szkicu częściach Biblii
mamy do czynienia z czymś, co nazwać można już nie tylko „zawłaszczeniem”,
ale wręcz partykularyzacją bóstwa. Czteroksiąg oraz inne omawiane tu księgi stoją
explicite na gruncie politeizmu, uzupełnionego w odniesieniu do Hebrajczyków surowym
wymogiem monolatrii 179 . Jahwe, o którym w tych księgach mowa, występuje
głównie jako jeden z nieokreślonej liczby bogów: jest bogiem jednego ludu lub, z czasem,
jednej krainy. Wzmianki o Jahwe jako stwórcy świata albo takie jak stwierdzenie,
że „Pan jest Bogiem, a na niebie wysoko, i na ziemi nisko nie ma innego”, Pwt 4:
39, pozostają w tych tekstach, zupełnie odosobnione i może są późniejszymi wstawkami
180 . Skąd się wzięła cała populacja bogów, twórcy omawianych tekstów nie wyjaśniają,
ponieważ ich horyzont myślowy osobliwie zacieśnił się do zainteresowania
179
To, że twórcom Czteroksięgu i pozostałych omawianych w niniejszym szkicu ksiąg biblijnych
nie można przypisywać monoteizmu, ale jedynie bezwzględny i groźny nacisk na jahwistyczną
monolatrię, przyznają m.in. współcześni autorzy katoliccy. Por. ks. J. St. Synowiec,
Mojżesz i jego religia, Bratni zew, Kraków 1996, rozdziałek „Monoteizm czy monolatria?”,
gdzie teza ta jest wsparta odpowiednimi cytatami.
180
Nieco powyżej przytoczonego dopiero co ustępu w tejże samej Księdze Powtórzonego
Prawa (3: 24) czytamy, że Mojżesz mówił do „Pana”: „Któryż bóg na niebie lub na ziemi dokonał
takich dzieł i czynów potężnych jak Twoje?”, a nieco poniżej (Księga Powtórzonego Prawa
4: 7): „Któryż naród ma bogów tak bliskich jak Pan, Bóg nasz, ilekroć Go wzywamy?”.
Biblia okrutników
377
Kobieta mogła też widocznie uzyskać rodzaj pozycji społecznej jako medium.
Saul według biblijnego przekazu uciekł się skutecznie do pomocy „wróżki z Endor”
celem wywołania ducha zmarłego Samuela (1Sm 28) 227 . Chociaż uprawianie
tej sztuki było z jego własnego rozkazu karane śmiercią, była ona, jak widać, praktykowana,
aczkolwiek z dyskrecją: słudzy króla wiedzieli, do kogo się zwrócić.
Rzecz charakterystyczna, Saul zażądał od nich znalezienia kobiety wywołującej
duchy, jak gdyby ten proceder był specjalnością kobiet.
Debora nie jest w ST jedyną kobietą, której cechy osobiste pozwalają na wywarcie
wpływu politycznego na ludzi jej wspólnoty. W 2Sm 20: 15–22 opowiada się
o tym, jak dowódca wojska Dawidowego Joab obległ miasto Abel-Bet-Maaka,
gdzie schronił się ścigany przez niego Szeba, przywódca buntu plemion północnych
przeciwko Dawidowi. Szeba miał widocznie powody, aby liczyć na przychylność
mieszkańców tej miejscowości. Ponieważ jednak oblężone miasto znalazło
się w obliczu zagłady, pewna „mądra kobieta” (jak ją określa tekst, nie wymieniając
zresztą jej imienia) na własną rękę wszczyna z jego murów pertraktacje z Joabem
i uzgadnia, że odstąpi on od szturmu w zamian za wydanie mu Szeby. Jej
perswazja skłania rodaków do zabicia Szeby i wyrzucenia jego głowy przez mur,
wobec czego Joab odstępuje od oblężenia.
W innych wypadkach kobiety zawdzięczały swój znaczny lub wielki wpływ
na sprawy publiczne związkom rodzinnym z osobistościami panującymi. Żony Salomona
były niejako ambasadorkami swoich krajów i król nie mógł im zabronić
wprowadzenia do Jerozolimy swoich ojczystych kultów. Potężna przeciwniczka
jahwizmu, protektorka religii Baala, królowa Izebel, o której mowa w kilku rozdziałach
1Krl, zawdzięczać się zdaje swoją rolę w kraju wpływowi wywieranemu
na męża i syna. Innemu czarnemu charakterowi jahwizmu, Atalii (2Krl 11), pozwala
uchwycić w drodze zamachu stanu władzę (i nakazać wymordowanie wszystkich
możliwych pretendentów do tronu) to, że była matką poległego w bitwie króla
– a więc zapewne i za jego życia miała mocną pozycję w politycznym establishmencie.
W ogóle sądzić można, że matka królewska miała (tak jak „walida”, tj.
matka sułtana) określoną rolę w establishmencie politycznym, ponieważ Księgi
Królewskie z reguły podają imiona matek królów.
Odgrywający ważną rolę w otoczeniu króla Dawida synowie jego siostry Cerui
zawsze są w Biblii nazywani jej synami. Oczywiście nie byli dziećmi z nieprawego
łoża i przysługiwały im patronimika, którymi w odniesieniu do innych osób stale
posługują się autorzy biblijni. W tym jednak wypadku dla wyjaśnienia ich pozycji
na dworze widocznie ważniejszy był fakt, że matką ich była ta z sióstr króla, do której
Dawid był, jak się zdaje, szczególnie przywiązany.
227
Mamy tu rzadkie w Starym Testamencie świadectwo wiary w życie pozagrobowe.
Przy czym Samuel skarży się na naruszenie jego pozagrobowego spokoju.
Biblia kłamców
445
Godne uwagi jest to, że król judzki Jozjasz (641–609) 306 „splugawił wyżyny
[sanktuaria]... które Salomon król izraelski zbudował dla Asztarty – ohydy Sydończyków,
dla Kemosza – ohydy Moabitów i dla Milkoma – obrzydliwości Ammonitów”
(2Krl 23: 13–14). Sanktuaria te więc przetrwały od X wieku!
Godne uwagi jest również to, co autor biblijny pisze o uporządkowaniu przez
Jozjasza świątyni Salomona: „Król wydał rozkaz... aby usunięto ze świątyni Pańskiej
wszystkie przedmioty sporządzone dla Baala, Aszery i całego wojska niebiańskiego...
Zniósł kapłanów pogańskich, których ustanowili królowie judzcy i którzy
składali ofiary kadzielne na wyżynach [tzn. w sanktuariach – H. E.], w miastach
Judy i w okolicach Jerozolimy, oraz tych, którzy składali ofiary kadzielne Baalowi,
słońcu, księżycowi, gwiazdozbiorom i całemu wojsku niebiańskiemu. Usunął Aszerę
ze świątyni Pańskiej... i spalił ją w dolinie Cedronu... Zburzył domy osób uprawiających
nierząd sakralny w świątyni Pańskiej, gdzie kobiety przędły zasłony dla
Aszery” (2Krl 23: 4–7).
Biblia nie informuje, od jakiego czasu Salomonowa świątynia Jahwe stała się
przybytkiem tak daleko posuniętego synkretyzmu. W każdym razie patronowali
tym kultom, widocznie przez wieki, „królowie judzcy” oraz aprobowała to ludność.
Samo zresztą pojęcie jahwistycznej ortodoksji nie zawsze pokrywało się ze
współczesnym. Król Ezechiasz w toku swej reformy przeprowadzanej w duchu tej
ortodoksji „potłukł węża miedzianego, którego sporządził Mojżesz, ponieważ aż
do tego czasu Izraelczycy składali mu ofiary kadzielne, nazywając go Nechusztan”
(2Krl 18: 4).
Epilog
20. Nie zamierzam zajmować się dłużej składnikiem historycznym Starego Testamentu,
do którego odtąd w całym mym zbiorze powracać będę jedynie pobieżnie,
ponieważ przekazy zawarte w pominiętych przez mnie jego częściach na ogół
nie pobudzają mnie do takich godnych uwagi refleksji, którym bym nie dała już wyrazu
w szkicu niniejszym i poprzedzających. Pominięte przez mnie w znacznej
mierze Księgi królewskie należą do najbardziej szokujących swym okrucieństwem
części Biblii. Okrucieństwo to nie polega na krwawym charakterze opisywanych
zdarzeń: wyraża się ono w aprobacie „natchnionych” autorów dla czynów bestialskich
popełnianych przez ich bohaterów jak też w szokująco okrutnych i ze współczesnego
punktu widzenia również pod innymi względami urągających elemen-
306
O jego gorliwych wyczynach w służbie „Pańskiej” była już mowa w szkicu „Biblia zawłaszczonego
Boga”. Tu powtarzam cytowane tam ustępy w celu zachowania autonomiczności
szkiców.
Biblia zawłaszczonego Boga
255
Państwo Izrael zatem istnieje – i ma moralne prawo do istnienia. Istnieje jako
państwo w zasadzie jednonarodowe, zagrożone zresztą w tej postaci przez przyrost
naturalny mniejszości arabskiej. Różnice kulturowe pomiędzy Żydami i Arabami
oraz nastawienie ideologiczne dominujące w każdej z tych społeczności
uniemożliwiają utworzenie na terytorium Palestyny państwa dwunarodowego, takiego
jakimi są pewne państwa europejskie. Programem wszystkich ludzi dobrej
woli może być jedynie stworzenie dwu szanujących się nawzajem państw, które by
możliwie owocnie ze sobą współpracowały w dziedzinie ekonomicznej i kulturowej.
W świetle obecnych krwawych wypadków w Palestynie ten program wydawać
się może utopią, a przecież jest to jedyny program realistyczny. Pozostawiając tu
na uboczu, aby nie rozsadzać niniejszego kontekstu, sprawę dominacji w arabskiej
społeczności palestyńskiej prądu ideowego, który stanowi obecnie główną przeszkodę
w realizacji tego programu, piętnując ohydę (i nadto szaleństwo, bo bezskuteczność)
wyczynów terrorystów arabskich oraz poddając krytyce to, co bywa
mimo wszystko nieakceptowalne w nieodzownych izraelskich usiłowaniach okiełznania
tych wyczynów, stwierdzić jednak wypada, że do czynników odpowiedzialnych
za ukształtowanie obecnego stanu rzeczy i za trudności jego przezwyciężenia
zaliczyć też trzeba szowinizm i agresywność części społeczeństwa izraelskiego.
Ta zaś ideologia w znacznej mierze czerpie dla siebie pożywkę z omawianego
tu biblijnego mitu. Wśród wywierającego istotny wpływ na rząd odłamu Izraelczyków
owocuje on popularnością bredni o terytorium będącym w posiadaniu Arabów
palestyńskich jako o „Judei i Samarii” czekających na ich odzyskanie przez „naród
wybrany”. To oczywiście nie przyczynia się do wypracowania znośnego modus
vivendi pomiędzy oboma narodami.
Trzej „patriarchowie”
2. Przechodzę do bezpośredniej analizy tej części Księgi Rodzaju, która poświęcona
jest dziejom trzech „patriarchów Izraela” (i ich małżonek). Przedmiotem
zainteresowania będą tu najważniejsze lub najciekawsze epizody z ich życia.
Jeden z tych epizodów, mianowicie spotkanie Abrahama z Melchizedekiem, był
powyżej omówiony, nie będę przeto do niego wracała.
(a) Historia Abrahama zaczyna się od Rdz 12, gdzie (oraz w dopełniającym
treść tego rozdziału Rdz 15) dowiadujemy się, że Pan rzekł 38 do Abrama, iż ma
opuścić swą ziemię rodzinną i udać się do wskazanego mu przez Boga kraju, gdzie
jego potomkowie stać się mają narodem dorównującym licznością gwiazdom
38
Zapewne w wizji, por. Rdz 15: 1.
638
Jezus ewangelistów
w rozumieniu chrześcijańskiego etosu, przejawia się w zdolności do autentycznego
wielbienia Boga niezależnie od tego, jaki los jest mu przez Boga przeznaczony
i jakiego traktowania od Boga doznaje. Jednakże dla każdego, w czyim umyśle nie
jest przez edukację religijną wyryty „niepojęty w istocie dla umysłu ludzkiego” dogmat
trynitarystyczny, jest, jak myślę, w zupełności jasne, że w świetle epizodu
Getsemani Bóg nadrzędny i Jezus są dwiema osobami w sensie zwykle wiązanym
z terminem „osoba”, a więc w sensie, według którego każda osoba jest istotą
numerycznie (tzn. pod względem tożsamości) jak również jakościowo osobną
– odrębną – od wszelkich innych bytów, włączając wszelkie inne osoby. Dwie
osoby nie mogą być jednym i tym samym bytem, nie mogą być aspektami jakiegoś
„wspólnego” bytu. Nie mogą tworzyć jakiejś takiej „jedni”, jakiej istotę silą się wyrazić
wykładnie dogmatu trynitarystycznego.
Odrębność Boga i Jezusa przejawia się m.in. w tym, że Bóg i Jezus chcą diametralnie
różnych rzeczy. Jeśli dawniej Jezus nie tylko świadom był swojego
przeznaczenia na Ofiarę Przebłagalną, ale i chciał to przeznaczenie spełnić, to
w noc poprzedzającą dokonanie się bożego planu rozpaczliwie usiłuje wybłagać
od bóstwa, w którego całkowitej mocy pozostaje, uchylenie tego wyroku
– i doznaje odmowy.
Powołując się na Pawła Rz 5: 15 KKK (ust. 615), stwierdza: „Przez swoje posłuszeństwo
aż do śmierci Jezus. wynagrodził za nasze winy i zadośćuczynił Ojcu
za nasze grzechy”. Rzecz oczywista, posłusznym można być tylko komuś innemu,
nie sobie. Przy tym w przywołanym wersie z Rz Paweł mówi o Jezusie jako o „człowieku”.
Według mitu Getsemani Jezus nie był zresztą władny przejawić nieposłuszeństwa
w czynie, skoro męka krzyżowa była mu nieodwołalnie przeznaczona przez
wszechmocnego Boga. „Posłuszeństwo” było więc tu widocznie postawą wewnętrzną:
Jezus skazany ku swojej rozpaczy na mękę tak go przerażającą, że
na myśl o niej czoło jego spływa krwawym potem (Łk 22: 44), nie przestaje miłować
Boga zamiast mu w duchu za niemiłosierność złorzeczyć. „Ojcu” „miłe jest”
jego „posłuszeństwo”, a jednak nie przeszkadza mu to doprowadzić do skutku zaplanowanej
przez się Ofiary Ekspiacyjnej.
Na dobitek według wszystkich synoptyków Bóg, który w ST niejednokrotnie
przemawiał do pewnych swoich wybrańców, a w ewangeliach w scenie chrztu również
do Jezusa, w tej chwili rozpaczy i rozterki swojego „syna umiłowanego” nawet
do niego nie przemówił. Posłał doń jedynie, i to tylko według Łk, podtrzymującego
go na duchu anioła; natomiast według Mk i trzymającego się go Mt w ogóle
nie udzielił Jezusowi łaski jakiejkolwiek odpowiedzi.
Według znanego starotestamentowego mitu Bóg zadowolił się posłuszeństwem
Abrahama i ze względu na nie uwolnił go od nakazu złożenia ofiary z syna.
Tu za ofiarę nie starczyło samo „posłuszeństwo”.
Etos Jezusa ewangelistów
681
być akty wciąż ponawianego korzenia się? Potwierdzania, że się jest istotą
grzeszną i stale zasługującą na karę 199 , którą jednak wobec łaskawości Boga zastąpić
może akt autopunitywny?
Pytanie powyższe nasuwa się z jeszcze większą mocą w odniesieniu do praktyki
ascetycznej drastyczniejszej niż okresowe posty, a mianowicie do praktyki dożywotniego
wyrzeczenia się życia płciowego.
W epoce, kiedy powstawały utwory nowotestamentowe, dla pewnych nurtów
w obrębie tradycji judaistycznej (do których zalicza się naturalnie, wczesne chrześcijaństwo)
charakterystyczna się stała deprecjacja ludzkiej seksualności. (Była
ona właściwa np. esseńczykom.) Życie płciowe uznane zostało za degradującą
człowieka „nieczystość”. Nie można jej w pełni uniknąć, jeżeli zarazem sprowadzanie
na świat dzieci uważa się za obowiązek religijny, można się wszelako
od niej odżegnać po spełnieniu tego obowiązku. Takie nastawienie względem seksu
obce było tradycji starotestamentowej. Do kanonu starotestamentowego należy
wszak perła literatury erotycznej, Pieśń nad Pieśniami, której prawdziwy charakter
usiłowano, co prawda, w czasach późniejszych zafałszować. Do opowieści
o „patriarchach” należy przekaz o niegasnącej miłości Jakuba i Racheli – miłości
trwającej poza grób ukochanej i przejawiającej się (niefortunnie) w faworyzowaniu
jej syna. Celibat praktykowany był okresowo, np. powstrzymać się od seksu powinni
byli kapłani w czasie, kiedy przypadał na nich dyżur służby w świątyni. Obowiązywał
on również wojowników w czasie działań wojennych. (Dlatego odwołany
z teatru walk Uriasz nie idzie za zachętą Dawida, aby spędził noc we własnym domu
z żoną. Uważa bowiem, że w ten sposób złamałby solidarność z towarzyszami
walk.) Nieznana była jednak praktyka celibatu dożywotniego. Nie praktykowali go
nawet tzw. nazirejczycy, wiążący się w celach kultowych na czas pewien lub dożywotnio
pewnymi tabu nieobowiązującymi innych czcicieli Jahwe. Świadczy o tym
mit o Samsonie i jego przygodach miłosnych.
Deprecjacja seksu znajduje wyraz w doktrynie Pawła z Tarsu. Nie przywiązuje
on wagi do „obowiązku” płodzenia potomstwa, ponieważ, jak wiadomo, oczekuje
rychłego końca świata. W centrum jego uwagi, gdy rozważa sprawy seksu, znajduje
się przeto kwestia ulegania lub nieulegania pożądaniu, zwłaszcza zaś dawania
mu ujścia w stosunkach pozamałżeńskich, czyli w „rozpuście”. Zalecanym
przez Pawła stylem życia jest celibat. Tym jednak, którzy nie potrafią wytrwać
w celibacie, polecane jest, jako remedium przeciw rozpuście i pożądliwości, małżeństwo
i pożycie płciowe małżonków poza uzgodnionymi pomiędzy nimi, a cenionymi
przez apostoła, okresami wstrzemięźliwości „poświęconymi modlitwie”.
199
Pedagogika religijna w tradycji judeochrześcijańskiej – w szczególności pedagogika religijna
chrześcijaństwa – w istocie zmierza do wdrożenia jednostki do tego, aby nieustannie
uważała się za winną i zasługującą na bożą karę.
Etos Jezusa ewangelistów
689
Obecnie również pod wpływem tej przypowieści mówimy z dezaprobatą o człowieku,
który czy to z lenistwa, czy to z braku wiary w siebie, czy też ulegając trudnościom
życiowym, „zakopuje swój talent w ziemi”. Zdumiewający jest jednak w tych
opowieściach przede wszystkim charakter wielmoży mającego symbolizować Boga.
Jest to człowiek „twardy”, który „żnie tam, gdzie nie posiał, i zbiera tam, gdzie
nie rozsypał”. Osobliwa to zaiste charakterystyka Jezusowego Boga! Ponadto bulwersuje
wyrok wydany na potępionego sługę. Według przypowieści postąpił on
w sposób uznany w niej za niewłaściwy ze strachu przed panem. Lęk powstrzymał
go od puszczenia powierzonej sumy w obrót, co mogło skutkować jej utratą, podczas
gdy nie robiąc z tych pieniędzy użytku, był on w stanie przynajmniej zwrócić
je panu w całości. Wolno uznać opowiadaczowi, że małoduszny ten sługa zasługuje
nie tylko na odebranie mu talentu, ale i na naganę. Jednakże ucieleśniona w tej
opowieści koncepcja bóstwa sprawia, że nieszczęśnik zostaje skazany na piekło
(wersja „Mateusza”).
W wersji „Łukasza” jest jeszcze nadto niezwiązany z głównym wątkiem opowieści
wtręt mówiący o tym, że współobywatele surowego pana nienawidzili go,
a władztwo nad nimi zostało mu nadane wbrew ich woli. Ma to widocznie symbolizować
odrzucenie Chrystusa przez żydów. Jednakże, jeśli idzie o stronę zewnętrzną
przypowieści, czyli o jej fabułę, to trudno dziwić się nienawiści współobywateli
do wielmoży, który „bierze, czego nie położył, i żnie, czego nie posiał”,
a godność królewską otrzymuje od obcej władzy bez aprobaty współobywateli.
Najbardziej chyba zdumiewającą przypowieścią jest historia o nieuczciwym
rządcy, Łk 16: 1–13. Obawiając się dymisji spryciarz ten spieszy zaskarbić sobie
przychylność współobywateli – dłużników pana – umożliwiając im sfałszowanie
skryptów na niekorzyść wierzyciela. Ma to widocznie pomóc mu w urządzeniu się
poza służbą w razie otrzymania dymisji. „Pan pochwalił nieuczciwego rządcę, że
roztropnie postąpił 207 . Bo synowie tego świata roztropniejsi są w stosunkach z podobnymi
sobie ludźmi niż synowie światłości”. Jakaż z tego wynika nauka moralna?
Czy mamy przedkładać „roztropność” nad uczciwość? „…Pozyskujcie sobie
– głosi dalsza część tego ustępu – przyjaciół niegodziwą mamoną, aby gdy wszystko
[tzn. wasze życie? Por. kolejny przypis w BT] się skończy, przyjęto was do wiecznych
przybytków”. Glejtem do „wiecznych przybytków” ma być pozyskanie sobie
przyjaciół chociażby w drodze dopomożenia im w popełnieniu oszustwa albo posłużenia
się „niegodziwą” mamoną!
„Jezus w rzeczywistości nie pochwala oszustwa. Raczej zaleca chrześcijanom,
aby byli rozważni aż do granic sprytu. Jeśli mamy przed oczami właściwy cel, roz-
207
Tu redaktorzy BT, dają przypis (s. 1224): „Nie za jego nieuczciwość, lecz za obrotność
w znalezieniu wyjścia z ciężkiego położenia”. Czyli za obrotność w znalezieniu nieuczciwego
wyjścia z ciężkiego położenia?
Biblia zawłaszczonego Boga
269
(h) W każdym razie nic nie stoi na przeszkodzie przejściu do o wiele ciekawszej
i doniosłej historii Jakuba. Jej początkiem jest opowiadanie o wyzuciu przezeń
brata-bliźniaka z przysługujących mu dóbr.
W tradycji judaistycznej „Ezaw” jest symbolem niegodziwych prześladowców
narodu Izraela poprzez wieki. (Jest m.in., oczywiście bez żadnego związku z rzeczywistą
historią, przodkiem Wespazjana – i przeto też Tytusa – czyli arcywrogów
Izraelczyków i ich Boga). Jest on też jeszcze przed swoim urodzeniem zaciekłym
bałwochwalcą, czemu daje wyraz zachowaniem w łonie matki: kiedy Rebeka mija
pogańskie sanktuaria, usiłuje wyrwać się do nich. Jednakże w tekście biblijnym
nic nie usprawiedliwia czynienia takiego użytku z tej postaci. Przyjąć należy, że
Izaakowy pierworodny nie miał jakichś poważniejszych występków na sumieniu,
skoro to on był ulubieńcem świątobliwego ojca. Wyrocznia uzyskana przez Rebekę
dręczoną bójkami nienarodzonych jeszcze synów w jej łonie zapowiada walkę
pomiędzy narodami Izraela i Edomu, ale również nie piętnuje Ezawa jako złoczyńcy.
Rebeka bardziej miłuje syna gładkiego niż kosmatego, ale nie zgłasza explicite
względem niego żadnych zarzutów prócz tego, że w wyborze małżonek nie przestrzegał
endogamii plemiennej. Być może idzie też o uprawiany przez żony Ezawa
kult „obcych bogów”? Mielibyśmy w takim razie jeszcze jeden przejaw traktowania
przez twórców Biblii religii Jahwe jako recesywnej: nie ma widocznie nadziei
na „nawrócenie” małżonek Ezawa? O uczestnictwie Ezawa w kultach swoich żon
opowieść nic nie mówi.
Na tle biblijnego przekazu Ezaw rysuje się jako postać prostaka, pochopnego
i nieopatrznego w swych czynach, ale zarazem dobrodusznego. Kiedy dogłębnie
i perfidnie skrzywdzony odgraża się, że po śmierci ojca (gdy będzie mógł liczyć
na bezkarność?) zabije brata-krzywdziciela, jego matka, widocznie na podstawie
znajomości jego charakteru, oczekuje, że z czasem „jego gniew się uśmierzy”,
a nawet „zapomni”, co mu Jakub uczynił. W istocie, w ostatniej scenie, w której
Ezaw występuje (Rdz 33) okazuje się on człowiekiem niehodującym uraz w swoim
sercu. W świetle wszystkiego, co czytamy o Jakubie i Ezawie, podli okazują się
natomiast Rebeka i Jakub, według tradycji judeochrześcijańskiej ulubieńcy Boga
i czcigodni protoplaści „narodu wybranego”. Wpadki prostodusznego Ezawa
i triumfy Jakuba, tak samo jak potem wpadki przebiegłego Labana i triumfy Jakuba,
cieszą narratora biblijnego widocznie po części dlatego, że rozpatrywany
jako bohater folkloru Jakub jest typem ulubionego przez folklor „franta”, głównie
jednak dlatego, że w „Biblii zawłaszczonego Boga” triumfuje „moralność Kalego”.
Uczernienie postaci Ezawa w tradycji judaistycznej ma źródło w tendencji
do wybielenia wiarołomnych postępków Jakuba względem bliźniaka. W przeciwieństwie
do tej późniejszej tradycji Jahwista w epizodzie poświęconym rywalizacji
bliźniaków stwierdza po prostu, że Izaak miłował Ezawa, natomiast Rebeka
Jakuba.
Rozważania ogólne
549
Bardziej konsternujące z punktu widzenia kryteriów wiarygodności stosowanych
względem „zwykłych” historyków są pełniące ważną rolę w wielowiekowej
recepcji ewangelii opisy scen, o których nic nikomu – jak wypadałoby z tekstu
ewangelii – nie opowiadali ich uczestnicy: w szczególności np. scen Zwiastowania,
kuszenia Jezusa na pustyni, rozterki przeżywanej przez niego w Getsemani, kiedy
już wie, że nadszedł czas jego męki. Tu widocznie zdaniem wierzących chrześcijan
ewangeliści korzystali z „natchnienia” zesłanego im przez Boga na długo
po opisywanych faktach. Zdaniem zaś czytelników laickich puszczali oni wodze
swojej wyobraźni, odwołując się też przy tym, zapewne, do wierzeń utrwalonych
w tradycji wczesnych chrześcijan. Z pewnością przy tym wierzyli, że są „natchnieni”,
a więc że przekazy ich są prawdziwe.
Najbardziej jednak zaprzecza wiarygodności autorów ewangelii jako historyków
ich niekompetencja przejawiana w opisie „faktów”, które miały nie mieć charakteru
cudownego, ale należeć do naturalnej rzeczywistości.
Historia pozanowotestamentowa nic nie wie o zarządzonym pono w odnośnym
czasie spisie ludności w obrębie całego imperium rzymskiego, który miał być powodem
zmuszającym Józefa oraz Marię do wędrówki do Betlejem. Wykwit fantazji
uwiecznionej przez ewangelistów, Mt i Łk, czyni przy tym rzymskie spisy ludności
powodami istnej wędrówki ludów, zmuszając podlegające im osoby do zapisywania
się w miejscach, gdzie przed wiekami mieszkali ich protoplaści. W istocie
spisy miały zarejestrować płatników podatków – głowy rodzin – oczywiście w miejscu
ich zamieszkania, gdzie winni oni byli te podatki uiszczać. Nikt więc nie miał
po co wędrować w związku ze spisem do miejsca zamieszkania swojego „przodka”,
zabierając przy tym ze sobą żonę będącą w ostatnich dniach ciąży. Wyraz
„przodka” wzięłam tu w cudzysłów, aby zwrócić uwagę na fantastyczny użytek
zrobiony z niego przez ewangelistów. Najzupełniej nieokreślony wymóg zarejestrowania
się w miejscu zamieszkania „przodka” nie wyjaśnia przyczyny wędrówki
Józefa i Marii właśnie do Betlejem – miasta narodzin Dawida, ale nie jego synów,
z których jeden powinien być bliższym o jedno pokolenie przodkiem Józefa.
Jacyś przodkowie Józefa powinni się też byli narodzić w imperium babilońskim.
Inne osoby w tym ciągu przodków mogły się urodzić w rozmaitych miejscowościach
na terenie Kanaanu. Można przypuścić, że najbliżsi przodkowie Józefa
mieszkali po prostu w Nazarecie, nie ma bowiem w ewangeliach mowy o tym, aby
to on dopiero się w tym mieście osiedlił. Przekonanie, że liczył się tu, przy ustalaniu
celu wędrówki Józefa, właśnie Dawid – że to on jest tym jedynym mającym
znaczenie „przodkiem” – oparte jest na doniosłości, jaką dla ewangelistów miało
„dawidiańskie” patrylinearne „pochodzenie” Jezusa, mimo że, skądinąd, „poczęty
był on z Ducha Świętego” (które to „podwójne pochodzenie” jest, naturalnie,
przedmiotem rozmaitych interpretacji teologów chrześcijańskich). Dla przeprowadzających
spis urzędników rzymskich pochodzenie dawidiańskie nie miało żad-
Biblia okrutników
355
i znojem, niekiedy przewyższającymi to, czego doznawano w niewoli, i żeby nauczył
się też karnej samorządności.
Ateistyczny humanista nie może jednak zamykać oczu na to, że ma się tu
do czynienia z opowieścią zawierającą elementy bulwersujące z punktu widzenia
jego etosu – i po prostu, rzec można, z punktu widzenia potocznego poczucia moralnego
charakterystycznego dla współczesnego stadium naszej kultury. Właśnie
przy obcowaniu z nią, aby być w stanie jej treść zaakceptować, współczesny wyznawca
poglądu religijnego reprezentującego taką czy inną wersję tradycji judeochrześcijańskiej
typowo ucieka się do nieświadomego stosowania chwytów,
o których mowa była we „Wstępie”: do czytania wybiórczego, z nieutrzymywaniem
w pamięci moralnie nieakceptowalnych dla niego elementów przekazu, czyli, innymi
słowy, do czytania „filtrującego”, do „otorbiania” – „izolowania” – w umyśle
pewnych elementów percypowanej treści, tak że może się on odnosić z „należytą”
czcią do protagonistów opisanych w przekazie działań, podczas gdy zarazem (fortunnie
z punktu widzenia humanizmu), nie porównuje tych działań z tym, z czym
się zetknąć może w realnym życiu, i nie czerpie stamtąd moralnych wzorców postępowania
w rzeczywistości.
Dobitnej ilustracji tych spraw dostarcza, w szczególności, opowieść z Wj 3 i 4
o objawieniu udzielonemu Mojżeszowi przez Jahwe wcielonego w Krzew Gorejący.
Wobec bogactwa treści zawartej w tym przekazie poddam go tu stosunkowo
dokładnej analizie. Wspomnę też, bardzo krótko, o opowieści w Wj 6 – tj. o kapłańskiej
195 wersji tego objawienia, w sposób charakterystyczny dla tego autora pozbawionej
mistycznej czy poetyckiej aury obrazu Krzewu Gorejącego i dość niefortunnie
umieszczonej w tekście Wj po opisie pierwszej konfrontacji Mojżesza i Aarona
z faraonem, gdzie wcale nie pasuje do toku opowiadania.
Z poetyckiego i malarskiego punktu widzenia Krzew Gorejący jest obrazem fascynującym.
Był on w naszej kulturze natchnieniem wielu artystów. Jego wystąpienie
na kartach Biblii należy jednak tłumaczyć wierzeniem, że widok Boga w jego
antropomorficznej postaci jest dla człowieka śmiertelnie niebezpieczny, a przeto
bóstwo samo chroni przed nim tych, których nie chce porazić.
Mnie jednak interesują podstawowe elementy alokucji Jahwe przemawiającego
z Krzewu do Mojżesza.
(a) Jahwe oświadcza Mojżeszowi, że jest bogiem jego ojca, bogiem Abrahama,
Izaaka i Jakuba. „Teraz oto” (Wj 3: 9) doszło go wołanie Izraelczyków o pomoc 196 ,
a przeto zstąpił, aby wyrwać „swój lud” z Egiptu i wyprowadzić go do ziemi, która
195
Por. R. E. Friedman, Who Wrote the Bible?, wyd. cyt., s. 250.
196
Jest to dziwne oświadczenie, skoro dowiadujemy się niebawem, że Jahwe jest bogiem,
z którym dopiero teraz Izraelczycy za pośrednictwem Mojżesza nawiążą znajomość.
296
Biblia Hebrajczyków
9. Nie wszystkie pobożne komentarze do opowieści o Akedzie ujmują, tak jak
te cytowane powyżej, przynajmniej swoją szlachetnością. Oprócz zacytowanej już
wypowiedzi Jan Grossfeld, opierając się na komentarzach pewnych teologów żydowskich,
daje jeszcze inną interpretację tego, co się stało na górze Moria. Abraham
mianowicie dostał tam nauczkę. Idzie o to, że uczynił był sobie „nowego idola,
nowego bożka... Tak się przywiązał do swego syna, że wyparł on Boga i zajął jego
miejsce. Ludzka miłość pełna afektu nie pozwala dostrzec miłości Boga... Pięknie
pisze Epstein... «Miłość musi być powściągnięta, opanowana, zorganizowana.
Miłość, która niszczy linię prostą, może być zabójcza. Gazety pełne są tego rodzaju
wiadomości. Miłość fatalna, nadmiar miłości!... [Na górze Moria] Abraham kochający
Boga stał się tym, który się Go boi. A obawiać się oznacza być zdolnym
do powściagnięcia swoich porywów»” 100 .
W przeciwieństwie do intencji przejawiających się w interpretacjach omawianych
poprzednio ten tekst jest moim zdaniem godzien moralnego sprzeciwu. Egzegeza
w nim zawarta jest znowuż arbitralna, oprócz jednego tylko stwierdzenia,
iż Bóg znajduje upodobanie w tym, że Abraham się go „boi”. Jednakże nie wiadomo,
dlaczego zagrożenie życiu Izaaka miało wyleczyć jego ojca z „nadmiernej” miłości
do syna?
Jak w poprzednich przykładach nieusprawiedliwionej egzegezy, tak i tu interpretacja
ujawnia charakterystyczną dla egzegety koncepcję bóstwa i właściwego
stosunku doń jego czciciela. Szerzej – ujawnia pewne aspekty aksjologii egzegety.
Czego się więc w tym wypadku o nim dowiadujemy? Przede wszystkim, że jego
zdaniem nie wystarczy miłować Boga, aby być posłusznym jego nakazom; nieodzowne
po temu jest również to, żeby się go bać. Tu nasz współczesny egzegeta,
istotnie idzie za starożytnym narratorem. Ileż jednak wysiłku wkładają w naszych
czasach rozmaici myśliciele religijni, aby nas przekonać, że właśnie miłość do Boga
wystarczy!
Czy teza Epsteina ma również być uznana za wytyczną pedagogiki stosowanej
przez rodziców względem dzieci? Czy więc zaleca on pedagogikę, której istotnym
elementem ma być wzbudzanie przez rodziców w dzieciach strachu przed nimi?
Przy tym – na czym właściwie polegała „nadmierność” miłości Abrahama
do Izaaka? Czy jego jedynak przyłączył się z ciekawości lub przekory do jakichś obrzędów
na cześć baali? Czy stał się złotym młodzieńcem nie obcym rozpuście, czy
też może został chuliganem – a miłujący Abraham tego wszystkiego nie chciał widzieć
albo to wszystko tolerował? O niczym takim w całym cyklu mitów o patriarchach
nie czytamy. Czy miłość Abrahama do Izaaka prowadziła jego samego
do zaniedbywania się w składaniu należnych Bogu ofiar? Czy może pragnąc jak
100
Tamże.
484
Biblia Hebrajczyków
Młodziutkiemu Tobiaszowi potrzebny jest bardziej doświadczony towarzysz
trudnej podróży. Bóg zsyła anioła Rafaela, który w postaci młodzieńca przedstawia
się Tobiaszom jako potomek znakomitego izraelskiego rodu, zostaje zaaprobowany
na towarzysza, opiekuje się w drodze Tobiaszem juniorem, doprowadza do jego
szczęśliwego małżeństwa w dalekim od Niniwy mieście Ekbatanie z krewniaczką
Sarą, córką Raguela, której siedmiu poprzednich oblubieńców zmarło po kolei tajemniczą
śmiercią w ślubnej komnacie przed skonsumowaniem małżeństwa.
Sprawcą tych śmierci jest demon, który nie wiadomo dlaczego wyżywa się
właśnie w unieszczęśliwianiu Sary. Stosując zalecony przez udającego człowieka
Rafaela magiczny zabieg, Tobiasz przegania niewidzialnego demona z komnaty
ślubnej i po modłach młodej pary szczęśliwie konsumuje małżeństwo.
Demon uciekł do Górnego Egiptu, gdzie Rafael dopadł go, związał i unieszkodliwił.
Niewiadomo, dlaczego nie mógł tego uczynić na miejscu, w sypialni Sary.
Z kolei ów anioł w ludzkiej postaci sprowadza do Ekbatany Gabaela z należnym
Tobiaszowi seniorowi długiem. (Gdyby autor uczynił depozytariuszem Tobiaszowych
pieniędzy Raguela, mogłoby się obejść bez na nic w istocie niepotrzebnego
w opowieści Gabaela.)
Oblubieńcy wraz z towarzyszem podrózy i ze skarbami Sary oraz zwróconym
długiem wracają do Niniwy. Tam Rafael ujawnia swoją prawdziwą naturę. Małżonkowie
żyją w pomyślności najpierw w Niniwie, z rodzicami juniora, a potem
w Ekbatanie.
Opowieść przetykana jest modłami, umoralniającymi przemowami i przepowiedniami
cnotliwych bohaterów.
2. Przechodząc do skomentowania utworu zauważę, że dziwaczne, choć nawiązujące
do wędrownego motywu literackiego, jest opowiadanie o nieszczęściach
Sary. To, że siedmiu młodzieńców pokolei umiera w jej komnacie w noc poślubną,
niewzbudza podejrzeń względem niej w nikim oprócz jednej aroganckiej – ale jakże
zadziwiająco śmiałej! – niewolnicy jej ojca, której zresztą jej zuchwałość – pomawia
wręcz Sarę o uśmiercanie oblubieńców – uchodzi bezkarnie. Cóż na te zadziwiające
wydarzenia społeczność, wśród której rodzina Raguela żyje, zwłaszcza
zaś gdzie są i co poczynają rodziny tych zmarłych w tak tajemniczych okolicznościach
młodzieńców? I skąd aż sześciu (pierwszego oblubieńca nie liczę) tych
śmiałków? Juda syn patriarchy Jakuba po utracie dwu synów powziął (niesłuszne,
jak się potem przekonał) podejrzenie względem swojej synowej Tamar i nie chciał
ryzykować życia kolejnego syna. Tutaj też wystarczyć powinno autorowi co najwyżej
trzech nieszczęśników.
Przede wszystkim jednak jest rzeczą osobliwą, że Bóg zaprząta jednego z zaledwie
siedmiu swoich aniołów do zajęcia się losem Tobiaszów oraz Sary, którzy
co prawda są ludźmi cnotliwymi, ale mimo to nie wiadomo, czym sobie spośród
Glosy do Hymnu Kapłańskiego o stworzeniu świata...
69
ukształtowanej przez Stwórcę rzeczywistości. Zabawnym rysem omawianej opowieści
jest to, że według niej Bóg przeznacza trawę na pokarm dla wszystkich
oprócz Człowieka zwierząt lądowych. W swym charakterze narratora omawianej
opowieści przeocza więc jej autor istnienie drapieżników. Nie bierze pod uwagę tego,
że na mocy ustroju nadanego jego zdaniem światu przez Stwórcę nie mogłaby
się ostać na ziemi trawa i nie mogłyby się na niej ostać zwierzęta trawożerne, gdyby
nie było wśród ziemskiej fauny drapieżników, których rolę zresztą od tysiącleci,
z nadmiarem, destrukcyjnie, spełnia też Człowiek.
Z tak euforycznym stosunkiem do świata spotykamy się w dziejach naszej kultury
niejednokrotnie. Cytowałam już we Wstępie piękne zakończenie Tuwimowskiej
Teogonii: „Kwiat pachnie, słońce świeci, rodzice miłują dzieci i dziewczyna
się śmieje”. Oto według Juliana Tuwima (w chwili jego euforii) szczegóły, poprzez
które przejawia się „istota” świata, w którym żyjemy.
Komentarza mojego do tego rodzaju percepcji rzeczywistości nie mogę ograniczyć
do stwierdzenia, że ujmująca jest dla mnie taka wizja świata i ujmujący są
ludzie, którzy tak czują (lub raczej stany, w których ludzie tak czują), natomiast odstręczająca
jest gnoza z jej chorą nienawiścią do świata materialnego, co sprawia,
że Hymn Kapłański należy do najbardziej ulubionych przeze mnie fragmentów Biblii.
W dalszym toku rozważań w szkicu niniejszym będę musiała, wykraczając poza
to osobiste wyznanie, zająć się, choćby pokrótce i na miarę tego, co potrafię,
konsekwencjami dla naszej kultury tego wyrażonego w omawianym tekście stosunku
do materialnego świata.
Przechodząc jednak od percepcji estetycznej omawianego tekstu do refleksji
poznawczej nad nim, stwierdzić należy, że tak jednoznacznie afirmatywne ujęcie
charakteru materialnego świata – ujęcie, w którego świetle boleśnie nieodparte
dla judeochrześcijańskich teologów pytanie: unde malum, czyli skąd zło, wydaje
się bezprzedmiotowe – jest nie do utrzymania w świetle doświadczenia potocznego
każdego z dotychczasowych pokoleń ludzkich.
Niektórzy spośród tych myślicieli, co doszukują się w Biblii, ze względu
na „natchniony” charakter jej tekstów, spójności logicznej; w szczególności zaś ci,
którzy spośród tych, co doszukują się takiej spójności pomiędzy rozdziałami należącymi
do cyklu genezyjskiego, wystąpić by tu zapewne usiłowali z poglądem, że
przekaz o jednoznacznie „dobrym” świecie odnosi się do epoki przed opisanym
w Rdz 3 radykalnym skażeniem ustroju rzeczywistości przez grzech pierworodny
prarodziców. Z logicznego punktu widzenia pogląd taki jednak nie wytrzymuje
krytyki. Rdz 1 oraz Rdz 2 i 3 nie układają się w logicznie spójną całość narracyjną.
Przeciwnie, pomiędzy pierwszym z nich i pozostałymi dwoma zachodzi jaskrawa
sprzeczność, zarówno na poziomie opisywanych „faktów”, jak i co do ogólnej koncepcji
natury Człowieka, jego relacji do bóstwa i do przyrody. Gdyby wziąć
pod uwagę jedynie relacje logiczne (wobec których, jak stwierdziłam we „Wstę-
Biblia okrutników
345
dziejami jednego tylko ludu i nie obejmuje problematyki kosmogonicznej czy kosmologicznej.
Jahwe jest co najwyżej najpotężniejszym z bogów. Por. np. „Któż jest pośród
bogów równy Tobie, Panie, w blasku świętości, któż Ci jest podobny, straszliwy
w czynach [sic! – H. E.], cuda działający!” (Wj 15: 11); albo też w Wj 18: 11: „Teraz wyznaję,
że Pan jest wyższy niż wszyscy inni bogowie”. Wymóg monolatrii wielokrotnie
jest w tych księgach formułowany jako zakaz kultu „obcych” bogów, nie zaś jako zakaz
„bałwochwalstwa”, tzn. zabobonnego oddawania czci dziełom rąk ludzkich, takim
jak posągi, czyli obiektom bezzasadnie traktowanym przez swych czcicieli jako
wcielenia jakichś boskich mocy 181 . Szczególnie znamienne jest stwierdzenie Jahwe,
w Dekalogu (Wj 20: 5 i Pwt 5: 9), że jest on bogiem zazdrosnym, a w innym miejscu
Wj (34: 14), że „Zazdrosny” jest nawet jego imieniem. Nie mógłby być „zazdrosny”
o fantomy, nawet jeśliby najgwałtowniej potępiał ich kult.
Będąc jednym spośród bogów, Jahwe nie jest jednak członkiem żadnego
panteonu. Nawet jeśli jest najpotężniejszy z bogów, to nie jest uznawanym przez
innych bogów zwierzchnikiem, na podobieństwo np. Zeusa olimpijskiego. Nie ma
małżonki, dzieci 182 , rodzeństwa, nie uczestniczy w naradach z innymi bogami
i nie współdziała z nimi w żadnym przedsięwzięciu. Jest „osobny”, tak jak lud,
którego jest protektorem: „lud, który mieszka osobno, a nie wlicza się do narodów”
(Lb 23: 9) 183 .
Jedynym rodzajem interakcji pomiędzy Jahwe a innymi bogami, o których jest
mowa w omawianych tu księgach, jest rywalizacja, walka. Podłoże tego antagonizmu
jest dwojakie. Po pierwsze, jest to odpowiednik antagonizmu pomiędzy Izraelem
a jego wrogami. Jahwe (o ile nie jest w danym czasie zagniewany na swój
lud) osobiście uczestniczy w walkach „Dzieci Izraela” z ich wrogami i zapewnia im
zwycięstwo, zadając nadprzyrodzone klęski ich przeciwnikom. Walczy z bogami
181
Jak wiadomo, w Biblii jako całości pogląd na kulty niejahwistyczne jako na „bałwochwalstwo”
interferuje z poglądem na nie jako na kulty realnie istniejących „obcych” bogów.
182
O „synach bożych” z Księgi Rodzaju 6: 2 nic już więcej w Biblii nie słychać. Bóg ma jednak
widocznie, jak wynika z różnych wzmianek w Biblii, podporządkowane istoty nadprzyrodzone
niższego rzędu – anioły tworzące jego dwór.
183
W rzeczywistości czczony przez Izraelczyków Jahwe nie zawsze był tak „osobny”, jak
tego chcieli twórcy Biblii. Świadczą o tym ustanawiające monolatrię reformy królów judzkich
Ezechiasza i Jozjasza (por. s. 246 w tym zbiorze).
Uchodźcy judejscy, którzy schronili się przed uprowadzeniem do niewoli babilońskiej
do Egiptu i założyli tam kolonię w miejscowości Elefantine, odrzucając lansowany przez kapłanów
jerozolimskich dogmat, że Jahwe pozwala na istnienie tylko jednej poświęconej mu świątyni,
i to wyłącznie w Jerozolimie, zbudowali świątynię, w której oprócz Jahwe czczono jeszcze
jednego męskiego boga oraz boginię. Patrz R. E. Friedman, Who Wrote the Bible?, wyd. cyt.,
s. 154.
490
Biblia Hebrajczyków
go podstawie, jaki był, wedle odnośnych ewangelicznych przekazów, przypisywany
sobie przez Jezusa status ontologiczny.)
2. Interesuje mnie tu głównie „Księga A”. To do niej odnosi się moja charakterystyka
jako do „nieskładnej składanki”. Omawianie jej zacznę od umieszczonych
na jej końcu dodatków wtórnokanonicznych, zwłaszcza że w pierwszym
z nich stykamy się z Danielem jako młodym mędrcem.
Jest to opowieść o cnotliwej niewieście Zuzannie i lubieżnych starcach, do której
niejednokrotnie, oczywiście często żartobliwie, nawiązywano w europejskiej literaturze
i sztuce.
Mszcząc się za odrzucenie ich zalotów, dwaj niegodziwi starcy szkalują Zuzannę
i fałszywymi oskarżeniami doprowadzają do skazania jej na śmierć za cudzołóstwo.
(Zakłada to, że w Babilonie, gdzie rzecz się odbywa, wygnańcy żydowscy cieszyli
się autonomią sądową w zakresie swoich spraw.) Zanim wyniosą oskarżenie
na forum publiczne, grożą jej rzuceniem tego oszczerstwa, jeżeli im nie ulegnie.
Bohaterska niewiasta woli jednak narazić się na poniesienie śmierci wskutek niesprawiedliwego
wyroku, niż rzeczywiście dopuścić się grzechu. Jednakże już
po zapadnięciu mylnego wyroku mądry młodzieniec Daniel uzyskuje wznowienie
rozprawy i demaskuje oszczerców. Doprowadza mianowicie do tego, że zostają
przesłuchani bez możności porozumiewania się ze sobą, w czego wyniku ujawnia
się sprzeczność w ich zeznaniach.
Ten motyw ujawnienia przez mądrego sędziego sprzeczności, a przeto fałszu,
w zeznaniach niegodziwego świadka lub świadków występuje w folklorze różnych
ludów. Powiastka w Księdze Daniela jest raczej naiwna – tak głupich starców łatwo
było bystremu młodzieńcowi zdemaskować.
Bardziej godne uwagi są dwie pozostałe opowiastki. Według nich „Daniel był
zaufanym króla i przewyższał znaczeniem wszystkich jego przyjaciół” (Dn 14: 2).
Daniel, rzekomo wygnaniec judejski z czasu niewoli babilońskiej, żyje albowiem
w całej tej składance pod panowaniem kilku królów w następujących po sobie imperiach,
zawsze jednak jest faworyzowanym przez władcę dostojnikiem. W opowiastkach
tu omawianych władcą, któremu podlega, jest „Pers Cyrus” (tamże),
który jednak zarazem występuje jako władca babiloński. „Babilończycy zaś czcili
bożka imieniem Bel; składano mu co dzień dwanaście miar najczystszej mąki,
czterdzieści owiec i sześć stągwi wina. Czcił go też król i udawał się codziennie, by
mu oddawać pokłon, Daniel zaś czcił swojego [sic] Boga” (14: 3–4).
Przynaglany przez króla do oddania czci Belowi Daniel odmawia, wyjaśniając,
iż czci jedynie własnego, „żywego” (14: 5) Boga, Bel zaś jest martwą figurą wykonaną
rękami ludzkimi. Król zaprzecza, powołując się na to, że każdej nocy
po opuszczeniu świątyni przez czcicieli i kapłanów oraz po jej zamknięciu Bel żywi
się złożonymi mu ofiarami. Daniel jednak ujawnia oszustwo kapłanów: poleca,
Ofiarowanie Izaaka. Abraham a Hiob
329
O tym, jak w czasach swych dwu królestw Hebrajczycy toczyli wojny (zgodnie
zresztą z obyczajami ówczesnej epoki i kręgu kulturowego, do którego należeli),
mówi triumfalistyczny przekaz o wojnie króla izraelskiego i judzkiego wraz z ich
edomickim sojusznikiem z Moabitami. Przed rozpoczęciem działań wojennych
prorok Elizeusz przekazuje koalicjantom rozkaz Boga: „Zburzycie wszystkie miasta
obwarowane... Wytniecie wszystkie drzewa użyteczne. Zasypiecie wszystkie
źródła wód. Wszystkie zaś pola uprawne zasypiecie rzucając kamienie” (2Krl 3: 19).
Stosownie do tego polecenia „burzyli miasta. Każdy rzucał kamienie na wszelkie
pola uprawne. Wycinali wszelkie drzewa użyteczne” (2Krl 3: 22).
Jakkolwiek bulwersujący może być z punktu widzenia cywilizowanego czytelnika
taki sposób prowadzenia wojny, nie ma już w każdym razie w omawianych
w tym miejscu częściach Biblii mowy ani o ekonomicznie nieracjonalnym i przeto
widocznie ogromnie niepopularnym dokonywanym na przeciwniku cheremie, ani
o oddawaniu Jahwe należnej mu części przy rozdawaniu brańców.
Oblubieniec Sefory
W rozdziale 3 Księgi Wyjścia, po opowiadaniu o losach Mojżesza przed jego Powołaniem
oraz po przekazanej w nim implicite jego charakterystyce, zaczyna się
właściwa epopeja o Wyjściu Hebrajczyków z Egiptu. Jest to jeden z przekazów biblijnych
najszerzej znanych również ludziom mało obcującym z Biblią i najbardziej gloryfikowanych
w tradycji judeochrześcijańskiej. A. Świderkówna głosi, że w nim Bóg
„objawił się [Hebrajczykom] przede wszystkim jako Zbawca – i to była pierwsza wielka
prawda, jaką o swoim Bogu pojęli. Objawił się im również jako Bóg żywy, zwrócony
do człowieka i troszczący się o jego losy. Z domu niewoli i ciężkiej służby u faraona
Jahwe wywiódł synów Izraela na wolność, by służyli tylko Jemu samemu. Stąd
niedaleka już była droga do zrozumienia także, iż ich Bóg jest Stwórcą, i to Stwórcą
nie tylko Izraela, lecz wszystkich ludzi, całego świata – Stwórcą nieba i ziemi” 152 .
Pomijając dość dyskusyjną opinię o tym, skąd dokąd jest w umysłach ludzkich
niedaleka droga, stwierdzić muszę, że opowieść o Exodusie zawiera elementy głęboko
gorszące z punktu widzenia współczesnego potocznego poczucia sprawiedliwości
w naszej kulturze. We „Wstępie” do niniejszego zbioru szkiców (s. 46) omawiam
ją pokrótce jako przykład zjawiska mentalnej filtracji czy mentalnego „otorbienia”,
nader często występującego w recepcji fragmentów Biblii przez ludzi poczuwających
się do związku z tradycja judeochrześcijańską. Nawet obcując z bardzo
dobrze znanym tekstem, odbiorca taki częstokroć utrwala w świadomości
i czyni przedmiotem swojej refleksji teologicznej i moralnej to, co mu intelektualnie
i moralnie odpowiada, elementy zaś dlań nieakceptowalne „otorbia”: izoluje
152
A. Świderkówna, Rozmowy o Biblii, PWN, Warszawa 1995, s. 95.
Glosy do Hymnu Kapłańskiego o stworzeniu świata...
83
dium rozwoju nauki kreacjonizm monoteistyczny stanowił istotny bodziec jej
rozwoju 23 .
W dziedzinie dociekań poznawczych w naszym kręgu kulturowym – w filozofii
i nauce – przez wieki dominowała presumpcja stacjonarności (statyczności), tzn.
niezmienności, przyrody. Nawet kiedy z presumpcji niezmienności musiano się
wycofać na stanowisko historyczne w biologii i geologii, i nawet kiedy uznano, że
presumpcję tę trzeba porzucić w odniesieniu np. do układów takich jak układ słoneczny,
dominowała ona w charakterystyczny sposób w kosmologii, w odniesieniu
do całości wszechświata. Niewątpliwie przez długi czas żadne dane empiryczne
nie przemawiały przeciwko stacjonarystycznemu nastawieniu w geologii i biologii,
a cóż dopiero w kosmologii. O stacjonaryzmie jako charakterystycznej dla umysłowości
uczonych presumpcji mówić można wszakże ze względu na opór, jaki natrafiały,
w odnośnych dziedzinach nauki przyrodniczej, zaprzeczające mu odkrycia
i hipotezy. Jest to widoczne szczególnie w zakresie kosmologii. Kiedy analiza
wniosków wypływających z ogólnej teorii względności zagroziła presumpcji stacjonarności
w odniesieniu do dziejów wszechświata, Albert Einstein podjął wielki wysiłek
intelektualny w celu wykazania, że teoria ta nie pozostaje w sprzeczności
z presumpcją stacjonarności. Jak o tym wspomnę pokrótce w dalszym toku mych
rozważań w szkicu niniejszym, wysiłki intelektualne zmierzające do ocalenia presumpcji
stacjonarności nie ustały z pojawieniem się pierwszych empirycznych
świadectw niestacjonarności wszechświata.
Na tym tle rzeczą znamienną wydaje się to, że liczne mitologie mówią o niestacjonarności
wszechświata, o postępującej w nim korupcji, o czekającej go zagładzie,
która, w zależności od danej mitologii, może poprzedzać albo nie poprzedzać powstanie
nowego, takiego samego albo doskonalszego wszechświata. Ponieważ mity
takie nie miały u swego podłoża jakichś elementów poznania empirycznego, ich genezę
widocznie wyjaśniać winna socjologia, upatrująca u ich podłoża dominowanie
w jakichś społeczeństwach lub ich odłamach pesymistycznego stosunku do całej
empirycznie danej rzeczywistości. Analogicznie, o wyjaśnienie socjologiczne prosi
euforyczny optymizm Hymnu Kapłańskiego. Tu chciałabym zwrócić uwagę na to, że
przekonanie, iż stworzony przez Boga wszechświat jest w jego oczach „dobry”
i w pełni go zadowala, skłaniało w naturalny sposób do stacjonarystycznego ujmowania
jego dziejów. Stwarzając wszechświat zadowalający jego cele, Bóg „powinien
był” obdarzyć go zdolnością do istnienia w niezmiennej w zasadzie postaci i nie miał
też powodu do jego przyszłego unicestwienia. Słowa wyrzeczone przez Boga po potopie
(Rdz 8: 20–22), przy zawieraniu z nowym protoplastą ludzkości tzw. Przymierza
Noachicznego: „... już nigdy [! – H. E.] nie zgładzę wszystkiego, co żyje... Będą za-
23
Por. odwołujące się do A. N. Whiteheada uwagi na ten temat w książce M. Hellera, Czy
fizyka jest nauką humanistyczną?, Biblos, Tarnów 1998, s. 128–129.
Wstęp
23
W obliczu hipotezy celowo działającego stwórcy niezmiernie dziwny wydaje
się fakt, że ewolucja naszego wszechświata (i zapewne wszelkiego wszechświata
generowanego przez byt fizyczny, jeśli generuje on ich całą mnogość) zmierza
do destrukcji, na ten czy inny ze sposobów rozważanych przez naukę.
Mało tego, powstawanie i zagłada na skalę kosmiczną zachodzą nieustannie
w obrębie tego wszechświata. Zadziwia koncepcja Boga zabawiającego się
w Penelopę, kolejno tkającą i prującą fragmenty swego dywanu. Stwórca nie wiadomo
dlaczego ustanowić by miał takie prawidłowości przyrody, na których mocy
nieodzownym warunkiem powstania życia, takiego, jakie znamy, była zagłada całych
generacji gwiazd. Trudno zrozumieć, po co było Bogu stworzyć na Ziemi erę
dinozaurów, a potem doprowadzić dinozaury do zagłady; w ogóle doprowadzić
w toku dziejów Ziemi do zagłady ogromną mnogość gatunków biologicznych 19 .
W szczególności po co było Bogu stworzyć całą mnogość gatunków hominidów,
a potem zgładzić nieomal wszystkie spośród nich, pozwalając jednemu tylko odłamowi
przekształcić się w „człowieka rozumnego” i z czasem w czciciela Stwórcy?
Stworzyć Neandertalczyków, a potem dać im zginąć bezpotomnie, zapewne w męce
i rozpaczy? Po co było, jeśli to jest prawdą, doprowadzić do powstania pierwocin
życia na Marsie, a potem unicestwić warunki rozwoju życia na Marsie? Po co
było pozwolić rozkwitnąć cywilizacji kreteńskiej, a potem zgładzić ją w popiele
wulkanu? Pozwolić rozkwitnąć cywilizacji Majów, a potem zgładzić ją długotrwałą
i śmiertelną suszą? Takie pytania można, naturalnie, mnożyć.
Ma się rozumieć, przytoczone powyżej dane nie dostarczają dowodu przeciwko
hipotezie celowo działającego Stwórcy, którego niepojętym celom takie właśnie
dzieje bytu fizycznego czyniłyby zadość. Ale uwypuklają one bezzasadność uznawania
tej hipotezy, względem której racjonalnie przyjąć można co najwyżej postawę
agnostyczną.
Jeśliby ktoś uznał za prawdopodobne rozważane przez Reesa postaci świadomości o podłożu
materialnym mające się zrealizować w drastycznie rozrzedzonym przez ekspansję świecie
– i nadto widziałby w nich postaci jakoś wysublimowane w stosunku do znanych nam obecnie
– to w kontekście oceny zasadności kreacjonizmu pozostawałoby pytanie, dlaczego wszechwiedzący
i wszechmocny stwórca miałby powstanie takich preferowanych przezeń form poprzedzić
powstaniem i zagładą poprzednich, przemijających postaci świata materialnego
i świadomości.
19
„Co najmniej pięć razy w dziejach Ziemi doszło do wielkiego wymierania. W czasie jednego
z nich tajemnicza siła zmiotła z powierzchni naszej planety co najmniej 95 procent
wszystkich żyjących istot. Geolodzy i chemicy zdobyli dowody na to, że co najmniej dwie z tych
megakatastrof spowodował upadek gigantycznych meteorytów. [Zagłady te miały miejsce około
440 mln lat temu, około 365 mln lat temu, około 250 mln lat temu, około 299 mln lat temu, około
65 mln lat temu]”. A. Zubek, Mordercy z Kosmosu [mowa o impaktach wielkich meteorytów],
„Gazeta Wyborcza. Magazyn”, 21 lutego 2002.
554
Jezus ewangelistów
Opisy cudów Jezusa w znacznej części są zamplifikowanymi wersjami cudów
przypisywanych w ST Eliaszowi i Elizeuszowi. Jezus np. pomnaża żywność
na o wiele większą skalę niż Eliasz i Elizeusz, przywraca też do życia nie tylko dopiero
co zmarłych, ale i Łazarza od trzech dni spoczywającego w grobie.
Inspiracja starotestamentowa jest jednak o wiele głębsza. Jak stwierdza
A. Leske w swoim szkicu „Ewangelia według św. Mateusza”, „Mateusz chce pokazać,
że Jezus realizując swój mesjanizm pełni także rolę Sługi Izraela [tzn. Izraela
jako „Sługi bożego” – H. E.] 31 … Mateusz pokazuje, że Jezus przeżywa na nowo historię
Izraela: ucieczka Jezusa do Egiptu [w istocie nie mająca żadnego życiowego
albo teologicznego usprawiedliwienia poza kontekstem, w który wprawia ją Leske
– H. E.] i powrót, a potem wycofanie się w rejon Galilei to jakby historia Izraela
w miniaturze... [Po swoim chrzcie] Jezus poddaje się kuszeniu na pustyni
(4: 1–11), jak kuszony był Izrael, ale podczas gdy Izrael w przeszłości zawiódł,
Jezus jako Sługa Izrael odnosi zwycięstwo... Występując w imieniu Izraela Jezus
musi wziąć... na siebie cierpienie, śmierć i zmartwychwstanie w imieniu wierzących,
a więc przygotować ich, aby byli «światłem dla pogan», aby «czynili uczniów
ze wszystkich narodów» (Mt 28: 19)” 32 .
W odwołaniach ewangelistów do ST dominującą rolę odgrywa teza, że znajdują
się w tam w obfitej ilości zapowiedzi zarówno zesłania przez Boga Chrystusa
dla spełnienia jego zbawczej misji (względem ludzkości lub przynajmniej jakiejś
jej części) 33 jak i poszczególnych, niekiedy nawet błahych epizodów z życia
i śmierci Jezusa, takich jak to, że żołnierze, którzy ukrzyżowali Jezusa, podzielili
między sobą jego szatę (nb. trudno przypuścić, aby była ona warta dzielenia
się) albo że Ukrzyżowanemu nie złamano goleni (co niekiedy czyniono, aby skrócić
agonię) – por. J 19: 24 i 33–34. Zapowiedzi pierwszego rodzaju poświadczać
mają zbawczy zamiar Boga względem ludzkości i wypełnienie tego zamiaru
przez żywot i śmierć Jezusa. Zapowiedzi drugiego rodzaju poświadczać mają to,
że Jezus w istocie był obiecanym w zapowiedziach pierwszego rodzaju Chrystusem.
Teologicznie donioślejsze są, oczywiście, zapowiedzi pierwszego rodzaju.
Według ewangelistów występują one w tekstach prorockich i psalmach. Nadto
występują w postaci epizodów opisanych w rozmaitych tekstach starotestamentowych,
a będących zdaniem ewangelistów swoistymi aluzjami do wydarzeń
31
W interpretacji tej Jezus z Ewangelii „wg” Mateusza, będąc jednostką, jest zarazem
Sługą Izraelem: jest drugim, tym razem doskonałym, urzeczywistnieniem Sługi, który nie zawiedzie
i wypełni swą misję, w przeciwieństwie do pierwotnego kolektywnego Sługi – H.E.
32
Międzynarodowy komentarz do Pisma Świętego, wyd. cyt., s. 1138.
33
Zagadnienie, na czym miała ona polegać i kogo dotyczyć, rozważane jest w tym szkicu
poniżej.
406
Biblia Hebrajczyków
liwie wyolbrzymiony, w interesie zarówno kapłaństwa, jak partii dawidiańskiej
w jej konflikcie z partią Saula o władzę nad krajem.
Że jest coś osobliwego w Księdze Samuela, wskazuje autor poświęconego tej
postaci hasła w Encyclopaedia Britannica. Czytamy tam (cytuję w wyjątkach) 256 :
„Samuel... przedstawiony jest jako przywódca całego Izraela, w dziedzinie zarówno
spraw wojny jak prawa... Występuje zrazu jako przeciwnik ustanowienia monarchii,
a potem jako jego zwolennik. Zarówno w przypadku Saula, jak w przypadku
Dawida namaszczenie na króla przedstawione jest jako skutek objawienia Samuelowi
woli Jahwe. Jednakże obraz jego działalności nie jest jasny. Dokładna
analiza tego materiału dokonana przez znaczną liczbę krytycznie nastawionych
historyków ujawnia cechującą go niespójność, co prowadzi do wątpliwości dotyczących
zarówno żywota Samuela, jak źródeł, z których się o nim dowiadujemy.
Analiza ta ujawnia, że żadna część tego materiału w obecnej jego postaci nie pochodzi
z czasów w nim opisywanych 257 . Jeśli jedno ze źródeł, na których jest on
oparty, uznaje się za autorytatywne [controlling], innym składnikom tego materiału
odmówić się musi wartości historycznej.
Najznaczniejsze rozbieżności w 1Sm występują pomiędzy ustępami zaliczanymi
przez krytyków do źródła „promonarchistycznego” (1Sm 9: 1 –10: 16) oraz ustępami
zaliczanymi do źródła „antymonarchistycznego” (1Sm 8 oraz 10: 17–27). W promonarchistycznym
przekazie o karierze Saula Samuel występuje jako mało znany wiejski
jasnowidz... Wprowadzenie monarchii oraz obiór króla odbywają się zgodnie
z wolą Jahwe objawioną Samuelowi. Po historii namaszczenia nie następuje jednak
[jak można by było oczekiwać] historia intronizacji Saula. Następuje po niej natomiast
opowieść o zwycięstwie Saula nad Ammonitami. Analiza materiału ujawnia,
że mamy tu do czynienia z innym przekazem o wstąpieniu Saula na tron. Przekaz
ten nie zawiera opowiadania o [tajnym] namaszczeniu: Saul jest obrany na króla tak
samo, jak byli obierani [w poprzedniej epoce] sędziowie, dzięki charyzmatycznemu
popisowi swojego męstwa wojennego i zdolności przywódczych. Postać Samuela została
prawdopodobnie [później] wciśnięta (intruded) do tej opowieści.
Źródło antymonarchistyczne zawiera odmienny przekaz o Saulu i Samuelu.
Według tego przekazu Samuel jest postacią znaną „w całym Izraelu” (znaczenie
tego terminu w tej epoce jest niepewne 258 ). Jego autorytet opiera się na tym, że
256
Według wydania 2002 (por. s. 406–407 niniejszego tekstu). Wstawki w nawiasach kwadratowych
pochodzą ode mnie.
257
Jednakże R. E. Friedman (por. Who Wrote the Bible?, wyd. cyt., s. 86) liczy się z możliwością,
że Jahwistę wiązać należy z dworem Salomona, a w takim razie znaczna część tego
materiału (pomijając zmyślenia) pochodziłaby z czasów nieodległych od Samuelowych – H. E.
258
Autorowi idzie być może o to, że już wtenczas zaznaczać się zdaje opozycja pomiędzy
„Izraelem” a Judą.
Biblia kłamców
429
12. Podczas swojego konfliktu zbrojnego obaj adwersarze dopuszczają się czynów
z dzisiejszego punktu widzenia zbrodniczych. Tak np. Saul, mszcząc się za pomoc
okazaną Dawidowi przez kapłana Abimeleka z miejscowości Nob, każe wymordować
cały jego ród oraz dokonać masakry całej ludności tego kapłańskiego
miasta, nie wyłączając kobiet, dzieci i niemowląt. (Udaje się ujść z życiem tylko synowi
Abimeleka, Abiatarowi, później jednemu z dwu arcykapłanów w jerozolimskiej
świątyni Salomona.)
Dawid ze swoim zbrojnym oddziałem przez pewien czas uprawia to, co obecnie
nazywa się z angielska protection racket. Udziela z własnej inicjatywy „ochrony”
majątkom bogaczy, za co żąda od nich haraczu. Kiedy bogacz Nabal odmawia
jego uiszczenia, Dawid szykuje się do zemsty za wyrządzony mu w ten sposób
„afront”. Odwet polegać ma na napaści na posiadłość opornego bogacza. Za uchybienie
gospodarza ma przy tym zostać, według pogróżki Dawida, wymordowana
cała rodzina i czeladź Nabala, łącznie z dziećmi (por. 1Sm 25: 22). Dawid nie
wzdraga się więc przed totalną masakrą „nie tylko” osiedli wrogów Izraela. (Masakry
tych ostatnich wkrótce zacznie uprawiać rutynowo.)
„Boże pomiati caria Dawida i wsiu krotost’ jego” – „Boże wspomnij króla Dawida
i jego wielką łagodność”, głosi przysłowiowe powiedzenie rosyjskie. Jak widać,
obraz ukoronowanego starca, który z lutnią w ręku, z oczyma wzniesionymi
do nieba, wyśpiewuje na cześć Pana skomponowane przez siebie psalmy, wyparł
ze świadomości społecznej poświadczony w Biblii obraz Dawida okrutnika i mordercy.
Niebezpieczeństwo zagrażające domowi Nabala zażegnuje jego żona Abigail,
która w tajemnicy przed mężem przybywa do obozu Dawida z haraczem i łagodzi
jego gniew pochlebnymi słowy o nim oraz wysoce niepochlebnymi o swoim mężu.
Kiedy Nabal po powrocie żony dowiedział się od niej, co zaszło, „serce jego zamarło,
a on stał się jak kamień” (1Sm 25: 37). Nie jest rzeczą jasną, co go tak przeraziło,
skoro właśnie usłyszał, że Dawid odstąpił od morderczego zamiaru. „Po upływie
około dni dziesięciu Pan poraził Nabala tak, że umarł” (1Sm 25: 38). Na wieść
o tym Dawid posyła w swaty do Abigail (która widocznie jest w zupełności panią
swej woli) i bierze ją za żonę. Czy osobliwy ten rozwój wypadków nie nasuwa podejrzenia,
iż Abigail, być może w zmowie z Dawidem, z własnej woli została wdową?
Chroniąc się przed pościgiem Saula, Dawid zostaje na pewien czas kondotierem
w służbie największego wroga Izraelczyków, filistyńskiego króla Akisza z Goliatowego
miasta Gat (1Sm 27). Otrzymuje od niego w podarunku miejscowość Siklag,
gdzie się osiedla. Podczas przebywania w tej miejscowości „Dawid i jego ludzie
wdzierali się do Geszurytów, Girzytów i Amalekitów... Uderzając na jakąś krainę,
nie pozostawiał przy życiu ani mężczyzny, ani kobiety, zabierał trzodę, bydło
osły, wielbłądy, odzież, a potem dopiero wracał do Akisza. Akisz pytał: «Gdzieście
dziś byli na wyprawie wojennej?». Dawid odpowiadał: «W Negebie judzkim, w Ne-
574
Jezus ewangelistów
Jezusa oraz rozsyłanych przez niego uczniów jest tylko odzyskiwanie „zagubionych
owiec z domu Izraela” (por. Mt 15: 24; Mt 10: 5) jest wyrazem innego stosunku
do pogan niż liczne w ewangeliach wzmianki o ich wierze i o doznawanych
przez nich od Jezusa pochwałach i pomocy, no i zwłaszcza o nakazaniu uczniom
(po „zmartwychwstaniu”), aby nauczali „wszystkie narody”. Będą też inne przykłady
sprzeczności w dalszych partiach tego szkicu.
W świetle tego, że w pracy mojej omawiam m.in. zawarte w ewangeliach
sprzeczności dotyczące żywota i nauczania Jezusa, jej tytuł nie jest w pełni adekwatny
do jej treści. Nie można, w istocie rzeczy, mówić o jednym Jezusie ewangelistów,
natrafiamy bowiem w tych utworach na interferencję częściowo rozbieżnych
przekazów. Jednakże tytuł taki jak np. „Obrazy Jezusa w ewangeliach” wydawał
mi się zbyt pedantyczny i stylistycznie niezgrabny, zrezygnowałam więc ze
ścisłej adekwatności tytułu do treści mego studium, spodziewają się, że ekskuza
niniejsza zostanie przyjęta przez czytelnika.
Paradoks chrześcijaństwa
Prehistoria podstawowej doktryny chrześcijaństwa
11. Do osobnego omówienia, pozostawiłam najdonioślejszą z rekonceptualizacji
wyjściowych poglądów, która się dokonała już na samym początku dziejów
chrześcijaństwa. Jej wynikiem jest doktryna udokumentowana już w Listach św.
Pawła (por. List do Rzymian, datowany obecnie na lata 57/58, 3: 25nn; 5: 6). Jest to
doktryna konstytutywna przynajmniej dla najbardziej reprezentatywnych odłamów
chrześcijaństwa – katolicyzmu, prawosławia, protestantyzmu; doktryna
mocno zakorzeniona w tekstach nowotestamentowych. Ryzykując pewne uproszczenia
(związane z nieostrością pojęcia chrześcijaństwa), traktuję ją tutaj jako
konstytutywną dla chrześcijaństwa.
W niniejszym fragmencie zajmę się pokrótce prehistorią tej doktryny.
Z przekazów ewangelicznych wyłania się postać Jezusa jako prawowiernego
żyda, co pozostaje w zgodzie z tym, co powyżej powiedziane zostało o judeochrześcijanach.
Inicjuje on ruch religijny pozostający w obrębie ówczesnego rozdzieranego
frakcjami judaizmu, a różniący się (o ile można się kierować przekazami
ewangelicznymi) pod tymi czy innymi względami od tych czy innych frakcji poglądami
np. na życie pozagrobowe, na doniosłość takich czy innych przepisów rytualnych,
na właściwy sposób interpretacji „Prawa”, a mianowicie elementów przekazanego
w nim etosu. Jezus widocznie, jak o tym była już mowa powyżej, zmierza
do osłabienia rytualizmu, przede wszystkim zaś do sublimacji etosu przekazanego
w ST, co jednak jego zdaniem bynajmniej nie lokuje go poza religią „Prawa i pro-
Opowieści biblijne i „Kohelet”
495
Księgi Daniela i Estery (którą omówię poniżej) ilustrują to, że w okresach ucisku
popularność wśród uciśnionych uzyskują mściwe i krwawe rojenia.
4. Opowieść o Danielu przedstawia go jako dostojnika na dworach kilku z kolei
władców reprezentujących następujące po sobie imperia, a przede wszystkim
jako mędrca i wykładacza snów. Pierwszym z nich jest sen Babilończyka Nabuchodonozora
o posągu uczynionym z różnych materiałów. Wbrew „normalnej”
w takich razach praktyce, polegającej na tym, że ten, kto miał niepokojący go sen,
opowiada go „mędrcom” i domaga się jego wykładni, którą z kolei na mocy własnej
intuicji uznaje za trafną albo chybioną (por. podwójny sen faraona wyłożony przez
Józefa), Nabuchodonozor w tej opowieści po wariacku domaga się od „mędrców”
babilońskich odgadnięcia treści swojego snu oraz przedstawienia jego wykładni,
grożąc zarazem zgładzeniem ich wszystkich, jeśli nie będą w stanie sprostać temu
wymaganiu. Wraz z Chaldejczykami zagrożony jest również Daniel, choć nie był
wzywany z innymi wykładaczami. Obawiając się o swoje życie, zgłasza się do króla
i z pomocą boską odtwarza treść snu oraz daje przekonującą jego wykładnię ratując
w ten sposób zarówno siebie, jak i „mędrców” chaldejskich.
Jak wiadomo, sen Nebuchodonozora jest snem o człowiekokształtnym posągu,
którego poszczególne części, w kierunku od głowy do stóp, sporządzone są
z coraz mniej cennych i mniej trwałych materiałów. Posąg ten symbolizuje cztery
mające po sobie nastąpić królestwa. (Złota głowa symbolizuje babilońskie imperium
Nabuchodonozora.) Ostatnie z tych królestw zostanie rozbite przez samego
Boga, a wtedy „Bóg nieba wzbudzi królestwo, które nigdy nie ulegnie zniszczeniu.
Jego władza nie przejdzie na żaden inny naród” (2: 44). Ponieważ mowa tu o królestwach
ziemskich, przypuszczać można, że nie jest to przepowiednia eschatologiczna,
tylko zapowiedź odnowienia i utwierdzenia królestwa Dawida.
Mimo że wykładnia głosi rzeczy dla Babilonu niepomyślne, a ci, co przynoszą
wieści tego rodzaju, zazwyczaj narażeni są w opowieściach na niewiarę słuchaczy,
na przykrości, a nawet na utratę życia, w tym wypadku nie wiadomo dlaczego Nebuchodonozor
„padł na twarz i oddał pokłon Danielowi rozkazując złożyć mu dary
i wonne kadzidła” (2: 46). Z czasem obsypał go jeszcze liczniejszymi darami i dał
mu wysoki urząd przy dworze. Ta sama osobliwa sytuacją powtarza się przy innych
Danielowych wykładniach.
Drugim snem Nabuchodonozora jest, jak wiadomo, sen o zwalonym na rozkaz
Boga potężnym drzewie, które jednak ma się po pewnym czasie odrodzić ze swoich
korzeni. Daniel wykłada ten sen jako zapowiedź, że za swoje grzechy Nabuchodonozor
popadnie w szaleństwo i wygnany będzie żył życiem dzikiego zwierzęcia,
po czym jednak wyzdrowieje i odzyska tron. W Księdze Daniela i ta wykładnia się
potwierdza, choć nie ma to nic wspólnego z rzeczywistymi dziejami Nabuchodonozora.
Ofiarowanie Izaaka. Abraham a Hiob
295
zły los [Gdzie jest tak przedstawiony? Czy w opisie interakcji z Hagar i Izmaelem?
W tym kompilacyjnym dziele, jakim jest Biblia, w pewnych epizodach jest on tak
przedstawiony, w innych zaś nie – H. E.] prosił Boga o litość nad grzesznikami Sodomy
i Gomory” 98 .
Ta „interakcja” miała więc według A. Grzegorczyka miejsce nie w introspekcji,
tylko w świecie realnym. Czemu więc przekaz z Rdz 22 ma być jedynie metaforycznym
opisem introspekcji? Czy dlatego, że umiejscowienie w rzeczywistości
dysputy o losie oczekującym Sodomę i Gomorę nie wprawia A. Grzegorczyka
w stan dysonansu moralnego (chociaż dysputa ta kończy się zapowiedzią Boga, że
jeśli w skazanym mieście liczba cnotliwych nie sięga dziesięciu, to podzielą oni los
niezbożnych), natomiast z przekazem o Akedzie trzeba coś zrobić, by utracił on
swój prima facie szokujący charakter?
Załóżmy wszakże, iż opowieść ta w istocie była metaforycznym opisem introspekcji
Abrahama. Czego się Abraham z tej introspekcji dowiedział od siebie samego?
Przekaz o Akedzie poucza nas, że jeśli Abraham przedtem miewał poczucie, iż
ofiary z ludzi są niedopuszczalne, to w wyniku swoich zmagań duchowych musiał
poczucie to stłumić, ponieważ Bóg rzekomo przemawiając do niego w jego umyśle
pochwalił go za gotowość poświęcenia Izaaka. Abraham dowiedział się, że,
aby posłużyć się sformułowaniem Kierkegaarda, człowiek ma wobec Boga obowiązek
absolutny, tak że jeśliby np. otrzymał rozkaz złożenia w ofierze własnego
syna, to powinien przystąpić do jego wykonania. Tylko nie uchybiając takiemu obowiązkowi,
człowiek może jeszcze ewentualnie liczyć na niedającą się przewidzieć
łaskę Bożą.
Cóż można ogólnie powiedzieć w konfrontacji z egzegetycznymi komentarzami,
takimi jak w wypowiedziach zacytowanych powyżej uczestników dyskusji zainspirowanej
przez Herlinga? Na wzór znanego włoskiego powiedzenia „traduttore
– traditore” nasuwa się sentencja: Interpretatore fabulatore, veneratore fabulatore.
Mniejsza o to, czy to brzmi poprawnie po włosku.
Okazuje się zresztą, że w „interpretacji” omawianego tekstu można posunąć
się dalej niż zacytowani powyżej autorzy.
W swoim przyczynku do omawianej dyskusji Jan Grossfeld zgoła oświadcza:
„Bóg w żadnym momencie nie powiedział Abrahamowi, by miał zabić Izaaka.
Tekst biblijny nic o tym nie mówi. «Złóż w ofierze». Abraham źle usłyszał. Odezwała
się w nim dawna pogańska mentalność” 99 . A więc nie kazał zabić, tylko złożyć
w ofierze! Nie jest to budujące, kiedy ktoś w zbożnej intencji nie waha się uciec
do sofizmatu, zresztą tak beznadziejnie naiwnego.
98
Tamże, s. 131.
99
„Tygodnik Powszechny”, 26 marca 2000.
Quasi-diatessaron
619
Różnicy powyższej nie należy jednak przeceniać. Nie tylko dlatego, że w Mk
i J nie ma nic, co by explicite przeczyło przekazom o narodzinach i dziecięctwie
Jezusa w Mt i Łk. Również ze względu na tę osobliwą okoliczność, że zarówno Mt,
jak Łk rozpada się na dwie w istocie rzeczy niepowiązane ze sobą części, z których
druga, o ile idzie o przedstawienie żywota Jezusa, jest odpowiednikiem Mk oraz J.
Części te nazwijmy w odniesieniu do każdej z tych dwu ewangelii A oraz B.
W B nie ma żadnej zgoła wzmianki o Józefie. Troskliwy opiekun Jezusa dziecięcia
zostaje usunięty z pola zainteresowań Mt i Łk – rzec można odrzucony jak
skorupa wyłuskanego orzecha. Nie dowiadujemy się, kiedy (na skali czasowej wyznaczonej
epizodami z żywota Jezusa) i w jakich okolicznościach umarł. Ponieważ
w przeciwieństwie do Marii – i „braci Jezusa”, czymkolwiek by w relacji do niego
byli (są to osoby nie wzmiankowane w A) – nie ustosunkowuje się on w żaden sposób,
ani pozytywnie, ani negatywnie, do działalności publicznej Jezusa, czytelnicy
upatrujący w ewangeliach źródło historyczne mogą „domyślać się”, że zeszedł
ze świata przed początkiem tej działalności. A czy „zdążył” się jakoś ustosunkować
do działalności Jana Chrzciciela? Spekulacje na ten temat są próżne, skoro
w B Józef po prostu nie istnieje.
Podobnie nie przedostają się z A do B wzmiankowani w Łk rodzice Jana
Chrzciciela. Ponieważ według Łk byli to ludzie wiekowi, osoby przypisujące
ewangeliom walor historyczny mogą „domyślać się”, że zmarli przed publicznym
wystąpieniem syna, ale z ewangelii nic o tym nie wiadomo. Jan pojawia się
w Mt B i Łk B jako nowa postać. Nie ma, m.in., mowy o jego pokrewieństwie z Jezusem.
Maria występuje zarówno w A jak w B, ale w zupełnie innym charakterze.
W A jest ona gloryfikowana (szczególnie w Łk, chociaż jest tam dziwnie niepamiętliwa:
wszak w epizodach z proroctwami przy ofiarowaniu Jezusa w świątyni i z odnalezieniem
się dwunastoletniego Jezusa w świątyni zdaje się ona, na równi z Józefem,
nie pamiętać o cudownym jego poczęciu). W B jedynym epizodem, w którym
występuje, jest ten, również już w tym szkicu wspomniany, w którym przybywa
do Jezusa „z jego braćmi”, aby go odwieść od jego działalności i zostaje przez
niego w uderzający sposób spostponowana: Jezus odmawia wyjścia do niej i rozmówienia
się z nią i po prostu się jej wyrzeka (Mk 3: 31–35, Mt 12: 46–50, Łk 8: 19nn.
WJ, ustosunkowanej do Marii bardziej życzliwie niż Mt B i Łk B, nie ma tego epizodu).
Ostatnia wzmianka o Marii w B znajduje się w przekazie o odrzuceniu Jezusa
w Nazarecie w Mt 13: 55, gdzie nie świadczy ona o nim wobec niedowiarków,
czego zresztą nigdzie w ewangeliach nie czyni. Żadna z ewangelii nie wymienia jej
też pośród osób, którym Jezus zechciał się po zmartwychwstaniu ukazać.
Nb. tak samo jak koniec życia Józefa, pozostaje też poza horyzontem zainteresowań
wszystkich ewangelistów zgon Marii. Jak wspomniałam powyżej, w J (i tylko
w J) widzimy ją pod krzyżem i dowiadujemy się, że Jezus powierzył opiekę
428
Biblia Hebrajczyków
znalezienia azylu w siedzibie sędziwego i już nieaktywnego Samuela oraz pomoc
uzyskana od kapłana Abimeleka z sanktuarium w miejscowości Nob).
Zagadkowym elementem zmagań pomiędzy Saulem i Dawidem jest poparcie,
którego przynajmniej w początkowej ich fazie udziela Dawidowi częściowo jawnie,
a częściowo potajemnie Jonatan. Zagrażając władztwu Saula, Dawid zagraża wszak
również stanowisku Jonatana jako następcy tronu. (Wypomina to Jonatanowi Saul,
1Sm 20: 30–31.) Elegia Dawida na śmierć Saula i Jonatana poległych w wojnie z Filistynami
(w której Dawid nie bierze udziału) zdaje się sugerować związek miłosny
pomiędzy oboma herosami: „Więcej ceniłem twą miłość niżeli miłość kobiet” (2Sm
1: 26). Odwoływali się do powyższego wersu w epokach późniejszych ci, którzy domagali
się prawa do miłości homoerotycznej. Nawet jeśli interpretacja taka jest
usprawiedliwiona, trudno przypuścić, aby Jonatan kierował się podobnymi względami
w swoich decyzjach politycznych. Może rzuca jakieś światło na tę sprawę napięcie,
jakie jeszcze przed pojawieniem się Dawida na arenie wypadków dziejowych
zdaje się istnieć pomiędzy Saulem a Jonatanem. W 1Sm 14: 24 nn. czytamy, że podczas
jednej spośród swych antyfilistyńskich kampanii „Saul zaprzysiągł lud mówiąc:
«Przeklęty ten człowiek, który by spożył posiłek przed wieczorem, zanim dokonam
pomsty nad moimi wrogami».... Był zaś miód [dzikich pszczół] w tej okolicy... Miód
spływał [w lesie po pniu drzewa], nikt jednak nie podniósł ręki do ust, gdyż bano się
złożonej przysięgi. Jonatan jednak nie słyszał, jak jego ojciec zobowiązywał lud przysięgą.
Sięgnął końcem laski, którą miał w ręku, zanurzył go w miodowym plastrze
i podniósł do ust... a oczy jego nabrały blasku [od spożycia paru kropel miodu!
– H. E.]”. Zawiadomiony, że nieświadomie naruszył Saulową przysięgę, heros trzeźwo
zauważa: „Ojciec mój wtrąca kraj w nieszczęście... Gdyby się dzisiaj lud dobrze
pożywił łupem... z pewnością większa by była klęska Filistynów”. Jahwe wszelako,
„obrażony” złamaniem przysięgi (to, że „grzech” został popełniony nieświadomie,
nie ma tu widocznie znaczenia) „odmawia” udzielenia za pośrednictwem wyroczni
odpowiedzi co do dalszego przebiegu działań wojennych. Skoro zaś wyrocznia milczy,
nie wiadomo, jak dalej prowadzić wojnę. Wobec tego zarządzone zostaje losowanie
mające wyjaśnić, kto dopuścił się przewiny złamania przysięgi. (Jakoś wiadomo
było, nie wiadomo skąd, że na tym właśnie polegała przewina.) „Grzesznikiem”
okazuje się Jonatan, Saul przeto skazuje go na śmierć, przed którą ratuje go sprzeciw
ludu. Jahwe widocznie „godzi się” z tym niedopełnieniem wymiaru sprawiedliwości:
kampania okazuje się zwycięska.
Jest to, oczywiście, opowieść legendarna, a nie przekaz o jakichś zaszłościach
historycznych. Może jednak zachowała się w niej pamięć o napięciu pomiędzy Jonatanem
a Saulem, tak skorym do wydania go na śmierć.
Jakkolwiek by się te sprawy miały, Jonatan ostatecznie pozostaje przy ojcu
i wraz z nim ponosi w wojnie z Filistynami śmierć bohaterską.
208
Biblia początków
kierującego się panującym w „Kraju Tułaczki” obyczajem zabijania cudzoziemców.
(„Skoro mam... być tułaczem... każdy, kto mnie spotka, będzie mógł mnie
zabić” – 4: 14.) Stosunkowo łagodna kara (gdyż nie śmierć) nałożona przez Boga
na bohatera tej opowieści polega wszak na przeznaczeniu zbrodniarzowi paradoksalnego
(znów kontaminacja tradycji nawet w obrębie jednej nadrzędnej tradycji!)
statusu rolnika-tułacza, co narrator stara się pogodzić, każąc Kainowi zamieszkać
„w kraju Nod [kraju zwanym „Tułaczka”] na wschód od Edenu” (4: 16).
Inny z Kainów żyje na ziemi zaludnionej, tak że zmuszony do udania się na obczyznę
bardziej zasadnie niż Kain nr 1 może się obawiać, że każdy – spośród widocznie
wielu – kto go spotka, będzie mógł i być może chciał go zabić. Ostatecznie
jednak zabezpieczony ochronnym piętnem nałożonym nań przez Boga oraz
groźbą surowego ukarania każdego, kto by się targnął na jego życie, Kain ten
okazuje się kimś tak potężnym, że może, wobec widocznie dość po temu licznej
populacji ludzkiej, założyć miasto i nazwać je imieniem swego syna (4: 17). Obu
Kainów na pierwszy rzut oka łączy to, że są herosami kulturowymi (rolnik,
kowal 188 , założyciel miasta), że dopuścili się zabójstwa, że po nim zostali potraktowani
przez Boga z niebywałą w porównaniu z późniejszymi zbrodniarzami
łagodnością, zwłaszcza ów drugi, chroniony piętnem czyniącym go nietykalną
własnością Boga i dochodzący do statusu władcy miasta. Na czym w istocie polegała
zbrodnia owego drugiego Kaina, po której popełnieniu zabicie jego samego
stało się tabu? Nie otrzymujemy na to pytanie odpowiedzi w Kanonie.
Zagadka wiąże się przy tym z charakterem znaku ochronnego. Aby chronić
Kaina skutecznie, musi on być przez stykających się z nim ludzi rozpoznawany
jako znak ochronny, a więc musi być powszechnie znanym symbolem, a nie piętnem,
którym by był naznaczony wyłącznie Kain 189 . Jakiej kategorii ludzie byli tak
oznakowani? Członkowie zbioru nietykalnych z rozkazu Boga zabójców? Dziwne
to przypuszczenie. Nasuwa się myśl, że do opowieści o piętnie Kaina mógł zainspirować
autora biblijnego widok noszących takie piętno ludzi lub wiedza o ich
istnieniu. O ile wiem, niektórzy bibliolodzy przypuszczają, że idzie tu o znak plemienny
koczującego na obrzeżu Palestyny (motyw tułaczki!) plemienia Kenitów,
których eponimem był jakiś mityczny Kain, być może wcale nieuważany przez
nich i przez ogół ich sąsiadów za zbrodniarza 190 . Interpretacja piętna jako będącego
pierwotnie znakiem ochronnym zabójcy byłaby takim samym ksenofobicz-
188
Tak wskazuje imię Kaina.
189
W przekazie biblijnym nie ma wzmianki o tym, w jaki sposób, wobec jakiego audytorium,
Bóg czyni powszechnie wiadomym to, że ktokolwiek by pozbawił życia człowieka naznaczonego
odnośnym piętnem, poniesie karę śmierci.
190
Podobną hipotezę przedstawia przypis do 4: 15 w BT, s. 27.
544
Jezus ewangelistów
Ojca, i Syna i Ducha Świętego»... Jezus [bowiem] nie znał pojęcia Trójcy Świętej”
15 .
Interpolacją jest ustęp z Mk 8: 34: „Jeśli ktoś chce pójść za mną, niech się zaprze
samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje”.
Przed Ukrzyżowaniem wypowiedź ta nie mogłaby być zrozumiała nawet dla
uczniów, chociaż bowiem według ewangelii Jezus przepowiadał im swoją gwałtowną
śmierć, to nie mówił przy tym o krzyżu.
Opisana w ewangeliach reakcja uczniów na pojmanie, śmierć i zmartwychwstanie
Jezusa świadczy o tym, że interpolacjami są ustępy, w których Jezus zapowiada
swe męczeństwo i zmartwychwstanie.
O tym, że były zmiany w pierwotnych tekstach ewangelii, piszą m.in. autorzy
katoliccy. Por np. uwagi ks. M. Malińskiego o „zniekształceniu” przekazów o cudzie
w Kanie Galilejskiej oraz o konflikcie pomiędzy Jezusem a jego przeciwnikami
podczas kazania w Nazarecie 16 .
O interwencjach redakcyjnych do ewangelii będzie jeszcze później mowa
w tym szkicu. Na razie zakończę ten wybór przykładów zacytowaniem uwag ogólnych:
„[Z] wykle przyjmuje się, że wiele powiedzeń (np. Mt 20: 1–15, Łk 15: 11–32,
16: 1–8) stanowi starożytny i prawdopodobnie autentyczny materiał, który nie znalazł
się ani w Ewangelii Marka, ani w źródle Q, ale który przetrwał i zachował się
w tradycji wspólnot Mateusza i Łukasza” 17 . „Na... etapie ewangelistów tradycja
Jezusa... ulegała selekcji, uporządkowaniu i adaptacji w zależności od określonych
sytuacji kościelnych, na które ewangeliści odpowiadali w swoim orędziu” 18 .
3. Świadomość tego, że do ewangelicznych przekazów o Jezusie nie można
ustosunkowywać się bezkrytycznie, powinna być wielkiej wagi dla współczesnego
światłego chrześcijanina. Pośród przekazów tych znajduje on bowiem rzeczy, które
mogą wprawić go w konsternację.
Kobiecie kanaanejskiej błagającej o uzdrowienie córki Jezus zrazu odpowiada:
„Niedobrze jest zabierać chleb dzieciom [Judejczykom], a rzucać szczeniętom”
– i wzrusza się jej wiarą oraz spełnia jej prośbę dopiero po tym, gdy sama porównała
się do szczeniąt jedzących okruchy spadające ze stołu ich panów – Mt 15:
15
Por. K. Deschner, I znowuż zapiał kur. Krytyczna historia Kościoła, Ureus, t. 2, Warszawa
1997, s. 26. Formuła o Trójcy Świętej wywodzi się z IV wieku n.e. (Por. Ks. H. Seweryniak,
Tajemnica Jezusa, wyd. cyt., s. 94.)
16
Ks. M. Maliński, Zagadki ewangeliczne, WAM, Kraków 2003, s. 21 i 35.
17
D. L. Dungan i J. S. Kloppenborg, Problem synoptyczny, w: Międzynarodowy komentarz
do Pisma Świętego, wyd. Verbinum, Warszawa 2001, s. 1119.
18
Tamże, s. 1115. W tym miejscu swojego artykułu autorzy omawiają „model rozumienia
tradycji Jezusa” zaproponowany w 1964 r. przez Papieską Komisję Biblijną.
Glosy do Hymnu Kapłańskiego o stworzeniu świata...
117
Z powyższego wynika nieprawomocność pytania, dlaczego istnieje coś raczej
niż nic. Jest to pytanie nieprawomocne, skoro z natury rzeczy nie może być
na nie odpowiedzi. Że coś istnieje, jest to ostateczny, „nagi” 52 fakt. Wszak ci, którzy
odrzucają możliwość uznania, że istnienie bytu fizycznego jest ostatecznym,
„nagim” faktem, czyniąc to z powodu skrajnej dla ich umysłów nieintuicyjności
tej naturalistycznej tezy, i którzy ucieczki przed jej uznaniem szukają w hipotezie
istnienia jakiegoś bytu pozafizycznego determinującego lub umożliwiającego istnienie
bytu fizycznego (mowa tu przede wszystkim o hipotezie istnienia wszechmocnego
i celowo działającego stwórcy świata), ze swej strony godzą się na rezygnację
z pytania, dlaczego istnieje, i ma takie a nie inne fundamentalne właściwości,
ów byt pozafizyczny. Pytanie to może im się wydawać „absurdalne”, ale nie
wiadomo, na jakiej podstawie, chyba tylko na tej, że nie narzuca się im ono intuicyjnie.
Zatrzymajmy się jeszcze przez chwilę nad tym, że wszelkie wyjaśnienie musi
być oparte na zasadnie, wiarygodnie przyjętym eksplanansie. Przedmiotem dysput
w filozofii są warunki, jaki spełniać musi hipoteza empiryczna, żeby można ją
było traktować jako uznaną (w danym stadium naszego poznania) zasadnie. Pojęcie
przysługującej danej hipotezie mocy prognostycznej gra tu szczególnie istotną
rolę, nawet jeśli uznaje się, że inne względy przyczyniają się do uwiarygodnienia
hipotezy. Pojęcie prognostycznej mocy hipotezy stało się przedmiotem pewnych
dysput metodologicznych. W każdym razie wszakże nie można danej hipotezie
przypisywać mocy prognostycznej w odniesieniu do tego, czego wyjaśnianiu ma
ona służyć, ponieważ pytanie o wyjaśnienie dotyczyć musi czegoś, czego realność
jest już wiarygodnie ustalona przed postawieniem tego pytania. Jakkolwiek precyzuje
się w metodologii nauki postulat mocy prognostycznej hipotezy, postulatu takiego
nie spełnia hipoteza kreacjonistyczna w stosunku do pytania o wyjaśnienie
istnienia czegokolwiek w obrębie bytu fizycznego czy też w stosunku do pytania
o wyjaśnienie istnienia bytu fizycznego jako takiego. Hipoteza kreacjonistyczna
nie ma, według przyświadczenia swoich zwolenników, żadnej mocy prognostycznej
w dziedzinie empirycznej: „wyroki boże, racje bożego działania, są niezbadane”
53 . Żadne możliwe wyniki doświadczenia nie mogą podważyć hipotezy kreacjonistycznej
jako niezgodne z generowanymi przez nią prognozami. Bóg może np.
ukarać grzesznika za jego żywota. Z drugiej strony jednak Bóg może rozliczenie
się z grzesznikiem odłożyć do czasu jego żywota pośmiertnego. To samo dotyczy
nagrody sprawiedliwych. Bóg może z racji niedocieczonych dotknąć torturującą
52
Nie znając lepszego odpowiednika, posługuję się tu tym terminem, któremu np. po angielsku
odpowiada słowo „brute”.
53
Rozważaniu tej sprawy poświęcone są dwa arcydzieła literatury starotestamentowej:
Księga Hioba i Księga Koheleta.
422
Biblia Hebrajczyków
do „Prymasowskiej Serii Biblijnej” i zostało gorąco zalecone wiernym w przedmowie
do wydania polskiego 280 . Są oni czcicielami Boga „będącego miłością”, „bogatego
w miłosierdzie” i w miłosierdziu swoim skazującego na totalną zagładę resztki
ludu, którego przodkowie około pół tysiąclecia temu wdali się pono w wojnę z faworyzowanym
przez niego narodem! 281 .
Czytając te krwawe rojenia Jahwisty oraz panów Rieneckera i Maiera, nie
można uniknąć myślenia o hitlerowskim Holokauście. Iluż Żydów zginęło, ponieważ
znaczny odłam chrześcijan wierzył, że Holokaust jest karą, która spadła
na naród żydowski z wyroku bożego za to, że „ich przodkowie” około 2 tysięcy lat
temu doprowadzili do zamordowania Chrystusa? Ponieważ znaczny odłam kleru
paczył poczucie moralne wiernych podobnymi pouczeniami?
Z punktu widzenia takiej filozofii wojny, która sankcjonuje łupienie pokonanego
przeciwnika, uderza nieracjonalność ekonomiczna praktyki cheremu (zapewne
dlatego, jak się zdaje, wkrótce po czasach Samuelowych zarzuconej). Zwycięzców
cherem „pozbawiał” niewolników, branek, łupu. Budził przeto zrozumiałą niechęć
tych, co musieli się do niego stosować, i skłaniał do obejścia jego nakazów. To się
zdaje podłożem opisywanego w omawianym tu fragmencie starcia pomiędzy Samuelem
i Saulem.
„Saul pobił Amalekitów... Pochwycił też żywcem Agaga, króla Amalekitów,
i obłożył klątwą [cheremem] cały lud [wytępiwszy go] ostrzem miecza. Saul i lud
ulitowali się jednak nad Agagiem 282 i nad dobytkiem trzody i bydła, nad zwierzętami
tłustymi... i nad wszystkim, co było lepszego... cały zaś dobytek nie posiadający
wartości poddano klątwie.
Pan tymczasem skierował do Samuela takie słowa: «Żałuję tego, że Saula
ustanowiłem królem, gdyż ode mnie odstąpił i nie wypełnił moich przykazań».
Smuciło to Samuela, dlatego całą noc modlił się do Pana” (1Sm 15: 7–11).
Po otrzymaniu tego objawienia Samuel przybywa do obozu Saula i przekonuje
się naocznie, że nakaz dokonania cheremu nie został ściśle wypełniony. Nie przyjmuje
wyjaśnienia Saula (zapewne kłamliwego), że niezabite zwierzęta przeznaczo-
280
Redaktor naukowy wydania polskiego ks. prof. dr. hab. Waldemar Chrostowski pisze we
„Wstępie” do wydania polskiego: „Wydanie niemieckie powstało w protestanckim środowisku
wyznaniowym i dlatego w wydaniu polskim zostały wprowadzone niezbędne zmiany i uzupełnienia,
które odzwierciedlają katolicki punkt widzenia” (s. viii). Rozumieć więc należy, że powyższa
wypowiedź autorów Leksykonu zdaniem ks. prof. Chrostowskiego nie budzi obiekcji
z chrześcijańskiego, a w szczególności z katolickiego punktu widzenia.
281
Takich wykwitów myślenia moralnego jest w dziele F. Rieneckera i G. Maiera (Leksykon
biblijny, wyd. cyt.) więcej, zilustruję to w następnym szkicu.
282
Trudno uwierzyć w taką miękkość ich serca. Widocznie pozostawienie Agaga przy życiu
rokowało jakieś korzyści, może perspektywę uzyskania okupu.
316
Biblia Hebrajczyków
rzeczą jest to, że Bóg odrzuca prymitywną, obłudną, świętoszkowatą teodyceę
Hiobowych protagonistów. To ona go obraża, a nie „mówiący prawdę” w swych lamentacjach
Hiob (Hi 42: 7). Podstawowym wątkiem w przemowach Boga jest to,
że wobec swojej „małości” (Hi 40: 4), wobec swej znikomości w obliczu potęgi
stwórcy świata (czy też siły sprawczej, która wyłoniła świat – kosmos – z pierwotnego
chaosu); wobec władzy Boga nad światem i jego opiekuńczej funkcji w stosunku
do wszech stworzeń, Hiob po prostu nie ma prawa wadzić się z Bogiem
o sprawiedliwość jak „człowiek z człowiekiem”. Naiwność pewnych egzemplifikacji
stwórczej mocy Boga i przejawiającej się w jego dziele mądrości (aż do chlubienia
się tym, „jakiego potężnego hipopotama, jakiego potężnego krokodyla stworzyłem!”)
nie odbiera monologom Boga w poemacie – hymnom o wspaniałej kosmiczności
(tj. ładzie) świata – wielkiej mocy estetycznej. Oczywiście, z punktu widzenia
odbiorcy tego poematu nieodmiennie otwarta może pozostawać sprawa, czy czynienie
dobra usprawiedliwia kogokolwiek, w szczególności istotę wszechmocną,
z czynienia zła albo dopuszczania do jego zachodzenia. Pozostawanie w zgodzie
z wymogami moralności nie polega na tym, żeby w „ogólnym bilansie” uczynki dobre,
składające się na czyjś moralny „kredyt” przeważały w jakimś ogólnym „sumowaniu”
nad uczynkami „złymi”, składającymi się na jego „debet”. Innymi słowy,
suma dobra przez kogoś sprawionego nie uniewinnia go ze sporadycznie czynionego
zła.
Zwrócić warto uwagę na pewien charakterystyczny aspekt tej bożej autodycei.
Godnym uwagi wątkiem w monologach Boga jest to, że powołuje się on na swoją
rolę opiekuńczą w stosunku nie tylko do ludzi, ale i do zwierząt. Bóg troskliwie pochyla
się nad potrzebami zarówno żarłocznych lwiątek, jak nowo narodzonych gazeli
(por. szczególnie impresywny rozdział 39). Ten wątek, według którego nie tylko
ludzie, ale i zwierzęta są przedmiotem opiekuńczości Boga, niestety odgrywa,
jak wiadomo, znikomą rolę w tradycji judeochrześcijańskiej (choć np. w części legislacyjnej
ST znajdują się przepisy będące wyrazem troski ekologicznej oraz intencji
ochrony zwierząt domowych przed okrucieństwem).
Ma się rozumieć, poza horyzontem myślowym autora poematu o Hiobie pozostaje
pytanie, dlaczego w świecie będącym dziełem wszechmocnego, wszechwiedzącego,
troskliwego wobec ogółu istot żywych Boga elementem kosmicznego ładu
jest to, że lwica musi doganiać i zabijać uciekające przed nią w śmiertelnym
strachu gazele, pisklęta orła muszą chłeptać krew (por. rozdziały 38 i 39). Z punktu
widzenia biologa badającego odpowiednie prawidłowości naturalne, jakim podlega
nasz świat, ustrój przyrody czyni rzeczą nie do uniknięcia to, aby pojawienie
się na świecie homotrofów, tzn. organizmów żywiących się materią nieorganiczną,
pociągało za sobą pojawienie się heterotrofów, czyli organizmów żywiących się organizmami;
żeby ekosfera oprócz homotrofów i roślinożerców zawierała drapieżniki,
pasożyty i organizmy chorobotwórcze. Co więcej, w warunkach przyrody
620
Jezus ewangelistów
nad nią swojemu umiłowanemu uczniowi. Poza ewangeliami, w Dz, czytamy, że
należała do zboru jerozolimskiego. Wolno się „domyślać”, że posłyszawszy o zmartwychwstaniu
Jezusa została wskutek tego nawrócona 135 . Czy te dwie wiadomości
o jej życiu po śmierci Jezusa są ze sobą sprzeczne, czy się uzupełniają, trudno
orzec nie wiedząc, czy ma się przyjmować, że „umiłowany uczeń” należał do zboru
jerozolimskiego – zwłaszcza że, jak się wydaje, istniała tradycja o pewnym antagonizmie
pomiędzy nim a Piotrem (por. J 21: 20–22). W każdym razie niczego ponad
to, co jest w powyższych dwu wzmiankach, już się o dalszym życiu Marii nie
dowiadujemy.
W B nie występuje nikt, kto by się przedstawił jako świadek cudownych wydarzeń,
które nastąpiły podczas narodzin oraz po narodzeniu się Jezusa w Betlejem,
albo proroctw, które towarzyszyły jego ofiarowaniu w świątyni, albo znalezienia
się dwunastolatka o nadprzyrodzonej (wobec tak młodego jego wieku) mądrości
w świątyni jerozolimskiej. Wobec utonięcia w ludzkiej niepamięci wszystkich tych
niezwykłych zaszłości nie odgrywają one żadnej roli jako „znaki” nadprzyrodzonego
charakteru Jezusa jako bohatera zarówno Mt B i Łk B jak Mk i J.
12. T. Okure tak wylicza różnice pomiędzy synoptykami, a J dotyczące przebiegu
żywota Jezusa od czasu jego wyjścia na arenę publiczną:
„…różnice w datowaniu oczyszczenia świątyni (J 2: 13–15; por Mt 21: 12–17;
Mk11: 15–19; Łk 19: 45–48) 136 ;
– różne relacje o powołaniu uczniów i nadaniu imienia Piotrowi (J 1: 35–51;
por. Mt 4: 18–22; Mk 1: 16–20; Łk 5: 1–11);
– pokrywanie się ze sobą [w czasie] działalności Jezusa i Jana Chrzciciela
(J 3: 22–23; 4: 1–3; por. Mt 4: 12–17; Mk 1: 14–15; Łk 4: 14–15);
– różnice w ogólnej chronologii i czasie trwania działalności Jezusa w Jerozolimie/Judei
(J 2; 13; 5: 1; 7: 10; 11: 7; 12: 12–16; por. Łk 9: 51; 19: 28–38; Mk 11: 1–10;
Mt 21: 1–9);
– różnice w chronologii męki i zmartwychwstania (J 13: 1. 19: 31; por. Łk 22: 1,7;
Mt 26: 2, 20; Mk 14: 1–2, 12);
– różnice w liczbie kobiet, które przyszły do grobu i którym jako pierwszym
ukazał się Jezus (J 20: 1–10, 14; Mt 28: 1–10; Łk 24: 1–11; Mk 16: 1–8).
135
To samo dotyczy „braci Jezusa”.
136
W Ewangelii „wg” Jana Jezus zakłóca przebieg niezbędnych dla funkcjonowania Świątyni
transakcji handlowych na terenie przyświątynnym podczas pierwszego ze swoich kilku pobytów
w Jerozolimie w epoce swojej działalności publicznej. Według synoptyków czyni to podczas
swojego jedynego – zakończonego pojmaniem i ukrzyżowaniem – pobytu w Jerozolimie
w epoce swojej działalności publicznej – H. E.
Biblia kłamców
439
Naturalnie, nie można dociec, czy te akty wiarołomstwa względem Joba i Szimeiego
dokonane na łożu śmierci rzeczywiście zostały popełnione przez Dawida,
czy też był to wymysł jego następcy. Joab zabity po odciągnięciu go od ołtarza
(1Krl 2: 28–31) popierał w rywalizacji o sukcesję tronu bardziej prawowitego (ze
względu na starszeństwo) pretendenta, Adoniasza. Zabicie zaś pod odpowiednim
pretekstem Szimieiego mogło być również z jakiegoś względu na rękę Salomonowi,
chociaż Szimei nie poparł Adoniasza w rywalizacji o sukcesję. Według biblijnego
przekazu Salomon po wstąpieniu na tron zobowiązał Szimeiego pod karą śmierci
do nieopuszczania Jerozolimy (czy bał się jego agitacji wśród plemion północnych
przeciw dynastii judzkiej?), a kiedy ten opuścił na krótko stolicę celem odzyskania
zbiegłych niewolników, Salomon wykorzystał ten pretekst do skazania go
na śmierć (1Krl 2: 36–46). Opóźnienie tej egzekucji zdaje się świadczyć, że nastąpiła
ona z inicjatywy Salomona, a nie Dawida. Rzecz osobliwa, to właśnie przekaz
o uśmierceniu Szimeiego kończy się słowami: „Wzmocniła się więc władza królewska
w ręku Salomona” (1Krl 2: 46).
16. Ostatnia część zawartej w Biblii powieści o Dawidzie poświęcona jest rozpoczętej
jeszcze za życia starego króla walce pomiędzy jego synami o sukcesję tronu.
Prologiem jest historia Dawidowego pierworodnego Amnona, jego zbezczeszczonej
i unieszczęśliwionej na całe życie przyrodniej siostry i biorącego za nią pomstę
jej rodzonego brata Absaloma (2Sm 13,14).
Przy nieświadomej pomocy Dawida Amnon zwabia Tamarę do swojej komnaty;
gwałci ją, a potem wyrzuca mimo jej błagań o naprawę swego czynu przez poślubienie
jej 296 . Następuje, po długiej odwłoce, zemsta Absaloma, jego ucieczka,
wygnanie i ostatecznie przywrócenie go do łask.
Osobliwe jest zachowanie Dawida w tej sprawie. Nie reaguje na czyn Amnona,
nie wymierza mu kary, nie zmusza do „naprawienia” (w myśl panujących poglądów)
krzywdy wyrządzonej siostrze. Czemu tak postępuje? Nie ulega wątpliwości,
że przejawia się tu odmienny stosunek uczuciowy Dawida do każdego z tych dwojga
jego dzieci. W rodzinie poligamicznej, zwłaszcza zaś w haremie z jego licznym
potomstwem, ojciec nie czuje jednakowej miłości do dzieci każdej ze swoich żon,
nadto zaś na ogół mniej cenione są córki. Dawid, jak widać, wykazuje uderzającą
obojętność na los Tamary. Autor biblijny podziela tę obojętność: nie informuje nas,
co się działo z nieszczęsną panną, gdy Absalom przebywał jako zbieg poza krajem,
oraz po jego powrocie, po jego buncie, po jego śmierci.
296
Z historii tej wynika, że w czasach Dawidowych małżeństwo pomiędzy przyrodnim rodzeństwem
było dopuszczalne. Wynika z niej też, że „zhańbiona” panna nie miała szans na zamążpójście
z nikim innym niż swym gwałcicielm.
162
Biblia początków
bie bytu fizycznego – odzyskują sens, kiedy się przechodzi do opisu „bardziej powierzchownych”,
bliższych doświadczeniu potocznemu, warstw rzeczywistości.
„Era Plancka – pisze w związku z tym Heller – jest nieczasowa [atemporal]
i nieprzestrzenna [aspatial]... Jedynie obserwator makroskopowy, ulokowany
w czasoprzestrzeni (a więc poza progiem skali Plancka) może powiedzieć, że jego
wszechświat rozpoczął swe istnienie od początkowej osobliwości, która miała
miejsce w skończonej przeszłości, i być może zakończy dzieje w ostatecznej osobliwości
w skończonej przyszłości. Jeśli uważamy osobliwość początkową za fizyczny
odpowiednik teologicznego pojęcia początku wszechświata, musimy powiedzieć,
że z perspektywy obserwatora makroskopowego wszechświat miał początek
skończoną liczbę lat temu, ale z perspektywy poziomu fundamentalnego
(przy założeniu, że jest on zasadniczo nieprzemienny [tzn. odpowiada założeniom
geometrii nieprzemiennej – H.E.], pojęcie początku świata po prostu traci sens” 122 .
Zarzuty analogiczne do wysuwanych przeciwko kreacjonizmowi wysunąć
można również w odniesieniu do bronionej przez Hellera koncepcji „stworzenia”
bytu fizycznego, jeżeli się tylko uzna, że według tej koncepcji utrzymywanie przez
Boga bytu fizycznego w istnieniu miałoby być przejawem jego świadomości i woli.
Bez wskazania celu, jaki dla Boga ma istnienie bytu fizycznego, zwolennik hipotezy
o takiej zależności bytu fizycznego od Boga, o jakiej mówi M. Heller, może przytoczyć
na jej rzecz jedynie wspomniane powyżej, niczym niepoparte, lecz mimo to
narzucające się jego umysłowi przeświadczenie, że chociaż „coś” może istnieć
„bezprzyczynowo” – tzn. bez „podtrzymywania” jego istnienia przez jakiś inny byt
– to owym „czymś” może być jedynie Bóg, ale nie byt fizyczny.
122
M. Heller, Cosmological Singularity..., wyd. cyt., s. 677 i 681. W swej Kosmologii kwantowej
M. Heller pisze, że hipotetyzowana przez niego czasoprzestrzeń z pewnej intelektualnej
perspektywy daje się ująć jako jeden (bo niepodzielny) „punkt”. Z naszej natomiast potocznej
intelektualnej perspektywy czas przedstawia się jako rozciągły i zdarzenia następują po sobie.
Tu między innymi powstaje pojęcie o możliwym najwcześniejszym w naszym wszechświecie
wydarzeniu – Wielkim Wybuchu (por. s. 133–135).
392
Biblia Hebrajczyków
od starców samobójstwa, kiedy stają się dla grupy nadmiernym ciężarem, albo
aprobuje pewne rodzaje pozbawiania ich życia, z reguły na ich żądanie.) Rys ten
ma głębokie podłoże biologiczne i w najdłuższym okresie bytowania gatunku miał
istotne znaczenie dla przeżycia ludzkich populacji. Podłożem biologicznym jest silna
więź emocjonalna pomiędzy jednostkami dojrzałymi a ich rodzicami nawiązywana
w czasie charakterystycznego dla Homo sapiens niezmiernie długiego
(w porównaniu z innymi gatunkami) okresu dzieciństwa i młodzieńczej niedojrzałości
ludzkiego osobnika – w czasie więc, kiedy rodzice, aby doprowadzić potomka
do dojrzałości (i uzyskać znaczną szansę na zapewnienie swoim genom udziału
w następnej generacji) zmuszeni są do niemających analogii w świecie zwierzęcym
energetycznych, czasowych, emocjonalnych inwestycji w poszczególnego,
pojedynczego niedojrzałego osobnika. Istotne zaś znaczenie tego rysu Homo sapiens
dla przeżycia naszego gatunku polegało na tym, że przez najdłuższą dotychczasową
część czasu jego bytowania „starcy” (naturalnie, młodsi niż starcy dzisiejsi)
byli depozytariuszami wiedzy wspólnoty – depozytariuszami praktycznej
wiedzy o tym, jak radzono sobie w trudnych sytuacjach wynikających od czasu
do czasu np. z powodu zaburzeń klimatycznych; depozytariuszami wiedzy o mitach,
historii, obyczajach niezbędnych wspólnocie do zachowania jej spoistości.
Społeczeństwa tradycyjne były w takim czy innym stopniu gerontokratyczne.
W szczególności w społeczeństwach patriarchalnych dzieci, również dorosłe,
uznawane bywały za „własność” ojca i w pewnym stopniu obojga rodziców i obowiązane
były przez obyczaj i prawo do posłuchu względem nich.
Zupełnie inaczej sprawy się mają w nowoczesnym, innowacyjnym społeczeństwie.
Zamiast być depozytariuszami nagromadzonej niezbędnej społecznie wiedzy
i „naturalnymi” przywódcami społeczeństwa osoby starsze ustępować muszą,
niekiedy na mocy prawa, z kierowniczych w takim czy innym zakresie stanowisk
społecznych. Zamiast gerontokracji mamy instytucję dobrowolnej albo przymusowej
emerytury. Jest to nieuniknione. W miarę upływu lat osoby starsze często stają
się w tym czy innym stopniu zdezorientowane w nowym układzie życia, w układzie
stosunków społecznych, w sposobie użytkowania nowych narzędzi i instalacji.
Odczuwają coraz dotkliwszą trudność w przyswajaniu sobie nowej wiedzy, nowych
idei, w wyzbywaniu się zakorzenionych nawyków myślowych. Odpowiednio też
– w zapewnianiu sobie znośnych warunków życia. Opieka, której potrzebują od generacji
ludzi w danym czasie dojrzałych, upodobnia się w mniejszym lub większym
stopniu do opieki niezbędnej dzieciom – a przecież nie są dziećmi i ta zmiana statusu
bywa dla nich bolesna. Na tym tle przykazanie o „czci” należnej rodzicom
od ich dorosłych dzieci okazuje się w pierwotnym swoim sensie zanachronizowane
i tylko przy odpowiedniej modyfikacji pozostaje niezbędnym składnikiem
współczesnego etosu. Jeżeli elementem „czci” dla rodziców miałoby był posłuszeństwo
względem nich, to nikt współcześnie od ludzi dorosłych takiego stosun-
5
Spis treści
Podziękowania .................................................................................... 9
Zastosowane skróty ............................................................................ 10
Wstęp .................................................................................................... 11
Część pierwsza
Biblia początków
Glosy do Hymnu Kapłańskiego o stworzeniu świata i uwagi
o stosunku kreacjonizmu do nauki .................................................. 61
Nad Hymnem ........................................................................................................ 61
Unde malum? ........................................................................................................ 87
Na co świat? .......................................................................................................... 104
Uwagi końcowe .................................................................................................... 112
Kwestia zasadności kreacjonizmu.................................................... 112
Parę słów o problematyce aksjologicznej ...................................... 119
Powrót do Hymnu ................................................................................ 120
Aneks 1 Wkład dysputy pomiędzy ewolucjonizmem a kreacjonizmem
biologicznym ........................................................................................ 125
Aneks 2 Kosmologia a kreacjonizm ................................................................ 139
Aneks 3 O tak zwanym kosmologicznym dowodzie istnienia Boga.......... 163
Glosy do mitów o grzechu pierworodnym, naturalizacji
ludzkości i ofierze przebłagalnej Jezusa ........................................ 175
Inicjacja seksualna: naturalizacja ludzkości.................................................. 175
Boski prewidyzm a boska „sprawiedliwość”. Fundamentalny mit
chrześcijaństwa: koncepcja kary zastępczej ............................................ 183
Zagadka Węża ...................................................................................................... 192
Inicjacja moralna ludzkości. Geneza i natura norm moralnych .............. 196
Mity początków ludzkości. „Po konfiskacie nakład drugi” .......... 203
Kainowie ................................................................................................................ 203
Potop i Wieża Babel ............................................................................................ 218
Prolog do triumfalnej opowieści o ludobójstwie............................................ 225
210
Biblia początków
glądem Jahwisty. Posługując się okresem warunkowym nierzeczywistym („gdybyś
postępował dobrze”), stwarzają wrażenie, że ofiara Kaina została odrzucona
ze względu na jakieś jego popełnione przewiny. Ma to więc być dla niego przestrogą
na przyszłość. Tłumaczenie to nie zgadza się z innymi znanymi mi przekładami
tego ustępu, np. w BW, które nie sugerują, że odrzucenie ofiary Kaina
jest reakcją Boga na jakieś określone popełnione przezeń grzechy.
Jednakże odrzucając wersję sugerowaną przez BT, mamy do czynienia ze
znamiennym konfliktem pomiędzy charakterystycznym dla naszej kultury oczekiwaniem
ludzi w stosunku do działań Boga a działaniem przypisywanym Bogu
w pewnych biblijnych mitach i innych przekazach. Wierzący mają tendencję
do oczekiwania od Boga spełniania wymogów ludzkiej sprawiedliwości: cnota
powinna być nagradzana, a niegodziwość karana. Nikt też nie powinien być karany
albo dyskryminowany za przewiny, których się jak dotąd nie dopuścił. Natomiast
w świetle mitu o Kainie, wobec braku przekazu o jakimś jego popełnionym
w czasie przed złożeniem ofiary grzechu, uznać by co najwyżej można było,
że Bóg okazuje mu niełaskę nieomylnie przewidując jego późniejsze popadnięcie
w grzech. Jednakże, co Bóg w swej nieomylności przewiduje, musi się stać,
a więc Kain nie mógłby uniknąć popełnienia grzechu. W micie tym tkwiłby przeto
w tej interpretacji twardy orzech do zgryzienia dla teodycei odpowiadającej
rozpowszechnionym obecnie intuicjom moralnym.
Najbardziej jednak intrygującym elementem mitu Kainowego wydaje się wyjątkowa
na tle tego, co na ogół znajdujemy w ST, pobłażliwość Boga w stosunku
do bratobójcy. Istnieją rozmaite próby jej wyjaśnienia.
Nader śmiałą koncepcję przedstawił np. ks. Henryk Witczyk w artykule Znak
Kaina 193 . Według niej powyższy element opowieści o Kainie jest danym przez
Boga „tym, którzy ufają Jego słowu”, sygnałem o absolutnej niedopuszczalności
kary śmierci 194 . Mimo jej znamiennej intelektualnej śmiałości koncepcja ta
z pewnością cieszy się uznaniem szeregu przedstawicieli humanistycznego nurtu
we współczesnym katolicyzmie, zwłaszcza zaś osób inspirujących się potępiającym
stosunkiem Jana Pawła II do kary śmierci.
Wyjaśnienia przedstawionego przez ks. Witczyka trudno mi jednak nie nazwać
niedopuszczalnie arbitralnym, mając na względzie to, że według ksiąg uważanych
przez tego autora za w zasadzie „natchnione” Bóg czyni jedną z podstaw
prawodawstwa normę głoszącą, że nieodwołalnie ma być przelana krew każdego,
kto przeleje krew ludzką (Rdz 9: 6) 195 ; ogłasza kodeks przewidujący karę
193
„Tygodnik Powszechny”, 19 sierpnia 2001, s. 9.
194
Por. tamże.
195
Na podłożu przybrania przez Boga Biblii (w końcowych partiach Księgi Rodzaju,
gdzie mowa o „patriarchach Izraela” oraz w pozostałych częściach Pięcioksięgu) aspektu
Glosy do mitów o grzechu pierworodnym...
181
antagonistą stwórcy i władcy świata 158 i wbrew najzupełniej arbitralnej koncepcji
tzw. Protoewangelii, zgodnie z którą Bóg już w czasie erupcji swego gniewu przeciw
ludzkim delikwentom zarazem aluzyjnie zapowiada „klęskę”, jaką za sprawą
Jezusa-Mesjasza odniesie Szatan w swej walce z ludzkością (BT, s. 26, komentarz
do wersu 3: 15) 159 w ustępie, w którym Bóg „przeklina Węża wśród wszystkich
zwierząt domowych i dzikich” (3: 14) ujawnia się jeden z aspektów tego zagadkowego
stworu: Wąż jest zwierzęciem – jest zrazu archetypem, a potem prarodzicem
„gatunku” węży i żmij.
Co do obejścia się Boga z delikwentami ludzkimi, to jest rzeczą oczywistą, że
dosięgłe ich „kary” są po prostu ważnymi aspektami bytowania ludzkiego gatunku,
nieodłącznie towarzyszącymi jego seksualności i zdolności prokreacyjnej, i to
zwłaszcza temu, co swoiste dla ludzkiej seksualności i propagacji gatunku. Niepodobna,
aby osobniki jakiegoś gatunku mogły być zarazem płodne i nieśmiertelne 160 .
158
Jak wskazywałam w szkicu o Hymnie Kapłańskim, Stary Testament jako całość waha
się pomiędzy politeizmem z surowym wymogiem monolatrii a monoteizmem. Na gruncie politeizmu
Bóg Biblii walczy z innymi, nie różniącymi się od niego co do swego statusu ontologicznego
bogami, rywalizując z nimi o kult – a przynajmniej o kult uprawiany przez „jego” naród
– oraz wspomagając ów „własny” naród, o ile dotrzymuje on wymogu monolatrii, w wojnach
i najazdach. Mimo że inni bogowie są niejednokrotnie nazwani „ohydą”, nie są oni personifikacją
pierwiastka zła w świecie. Opiekują się „własnymi” narodami. Na gruncie monoteizmu Bóg
w Biblii hebrajskiej nie ma niezmordowanego antagonisty, o nieco tylko niższym statusie ontologicznym,
w postaci Szatana. W Księdze Hioba „Szatan” jest sługą Boga.
159
„Wprowadzam nieprzyjaźń pomiędzy ciebie a niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje
a potomstwo jej: ono ugodzi cię w głowę, a ty ugodzisz je w piętę” (3: 15).
Do tego wersu BT dodaje komentarz: „W walce z ludzkością szatana czeka klęska: potomek
niewiasty zada mu cios decydujący o przegranej”. W dalszej części tego komentarza redaktorzy
BT stwierdzają, że idzie o Jezusa, jako mającej ludzkiego rodzica jedynie w niewieście.
Wers ten ma przeto stanowić tzw. Protoewangelię.
Zauważmy, że cios jest „decydujący” – ale przecież „walka przegrana przez Szatana”
wciąż trwa: wciąż pogrąża on mnóstwo dusz ludzkich. Dlaczego ma możność nieustannego
wpływania na ludzi, co wykracza poza doktrynę „wolnej woli” ludzi jako możności samodzielnego
obierania grzechu? Dlaczego wspomagający takie wybory osobny Kusiciel nie zostaje wyeliminowany?
Czy działalność Szatana jest składnikiem bożego planu ustroju rzeczywistości?
W istocie rzeczy tekst omawianego wersu nie daje powodu do stwierdzenia, że Bóg zapowiada
jakieś „ostateczne” zwycięstwo potomstwa niewiasty nad potomstwem Węża. „Ugodzisz
je w piętę” następuje po „ugodzi cię w głowę”. Rzekomy „szatan” czołga się po ziemi, odżywia
się (3: 14), ma potomstwo. W alokucji Boga do Węża trudno się dopatrzyć czegoś innego niż zapowiedź
nieustannego wzajemnego zadawania sobie śmierci przez ludzi i żmije.
160
Wskazuje to A. Sandauer w komentarzu poprzedzającym jego przekład Księgi Rodzaju
3 oraz w szkicu Bóg, szatan, Mesjasz i…, wyd. cyt.
168
Biblia początków
świata, z których żaden nie jest najwcześniejszy, obarczone jest sprzecznością,
z czego ma wynikać, że wszechświat nie mógł istnieć odwiecznie. Drugą jest przyjęte
bez uzasadnienia twierdzenie, że nic [idzie widocznie o nic w obrębie wszechświata
tudzież o wszechświat jako całość – H. E.] nie może zaistnieć bez nietożsamego
z nim aktualizatora, czyli czegoś, ze względu na co jego zaistnienie było konieczne
134 . Wobec kwestionowalności powyższych przesłanek nie jest to bynajmniej
argument nieodparty albo nieomal nieodparty 135 , zobowiązujący nas do akceptacji
jego konkluzji. Nadto jednak argument ten obciążony jest błędem nietrafności
136 .
Nawet bowiem jeśliby był nieodparty, nie uzasadniałby pożądanego przez autorów
wniosku. W istocie bowiem żadna sura Koranu nie rozpoczyna się od inwokacji
do „transcendentnego aktualizatora wszechświata”, tylko wszystkie rozpoczynają
się od inwokacji do „Allacha litościwego i miłosiernego”. Wobec czego
rzecznicy tego argumentu musieliby jeszcze zająć się argumentacją na rzecz tezy,
że ich „transcendentny aktualizator” jest Bogiem, czyli ma właściwości przypisywane
w monoteistycznych religiach śródziemnomorskich Bogu: że ma świadomość
i wolę, że stworzył świat, że nadzoruje jego dzieje i niekiedy w nie ingeruje,
że jest sprawiedliwym i miłosiernym sędzią istot ludzkich, etc.
Powracam obecnie do Craiga. „W przeciwieństwie do argumentacji przedstawicieli
kalamu tomistyczny argument kosmologiczny zmierza do udowodnienia
istnienia aktualizatora, który jest pierwszym aktualizatorem nie w sensie czasowym,
ale pod względem swojej rangi [rank]. Ponieważ Akwinata nie uważał argumentów
przedstawicieli kalamu na rzecz skończoności przeszłości za nieodparte
[demonstrative], usiłował on dowieść istnienia Boga na podstawie trudniejszego
założenia o odwieczności świata. W myśl metafizyki Akwinaty zainspirowanej
przez arystotelizm każda istniejąca rzecz skończona jest kombinacją istoty i istnienia
i dlatego jest radykalnie przygodna 137 . Istotą danej rzeczy jest zbiór właściwości
określających czym ta rzecz jest” 138 .
Nie potrzeba tu przedstawiać pełnej eksplikacji arystotelesowskiego pojęcia
istoty poszczególnej rzeczy. W każdym razie z istotą danej rzeczy ma być nieodłącznie
z nią związany pewien zbiór właściwości, ale nie zbiór dowolnie przez ko-
134
Por. np. współczesne koniektury o zapoczątkowaniu naszego wszechświata przez przypadkową
fluktuację odwiecznej próżni kwantowej. (Omawiam tę sprawę w Aneksie 2.)
135
Nieodpartym nazywam argument dedukcyjnie poprawny, którego wszystkie przesłanki
są z pewnością prawdziwe. Argumentem nieomal nieodpartym można nazwać argument dedukcyjnie
poprawny, którego wszystkie przesłanki są przynajmniej mocno uwiarygodnione.
136
Nazywanym tradycyjnie grecko-łacińskim terminem ignorantio elenchi.
137
Por. wyjaśnienie znaczenia tego terminu, s. 167 – H. E.
138
Tamże, s. 373.
292
Biblia Hebrajczyków
tolerował składanie mu ofiar z ludzi – H. E.]... Bóg... daje syna [Abrahamowi]
i zgodnie z popularną (pogańskiej proweniencji) tezą ma prawo go odebrać – ale
go właśnie nie zabiera! Przeciwnie, wskazuje ofiarę zastępczą ze zwierzęcia. Dlatego
też we wszystkich tekstach Starego Testamentu, gdzie wspomina się o ofierze
z dzieci, proceder ten jest potępiany. [Przecież autor wie, że tak nie jest! W sadze
o Jeftem i jego córce nie ma ani słowa o tym, aby Bóg, czy też jego kapłani, czy
ktokolwiek z Hebrajczyków potępił postępek Jeftego – por. Sdz 11: 29–39. – H. E.]...
Sprzeciw Boga wobec ofiar z dzieci, formułowany dotąd [gdzie? – H. E.] w formie
sentencji prawniczych zostaje przedstawiony jako najgłębsze odkrycie i doświadczenie
Boga, które stało się udziałem patriarchy, ojca Narodu. Ma ono być na tyle
silnym argumentem, aby uzasadnić prawo zakazujące mordowania dzieci i powstrzymać
wszystkich tych, którzy powołując się na wolę Boga mieliby zamiar
podnosić na nie rękę z nożem” 95 .
Jest to ujęcie sprawy szlachetne oraz szacowne wobec jego wspomnianego
powyżej mocnego ugruntowania w tradycji egzegetycznej, tyle tylko że stanowiące
jeszcze jeden przykład interpretacji odpowiadającej raczej duchowym potrzebom
jej autorów niż wymogowi lojalności względem treści komentowanego tekstu.
Dlaczego ogólna sentencja prawnicza miałaby być mniej skuteczna niż odwołanie
się do precedensu? Trudno taki pogląd przypisać twórcom Pięcioksięgu, nacechowanego
uderzającym legalizmem i formalizmem tak znacznych jego części.
Jasno sformułowana norma jest jasno sformułowaną normą, natomiast argument
z precedensu jest wątpliwy, o ile można utrzymywać, że dotyczy on sytuacji szczególnej
(czego z pewnością można się doszukać w opowieści o Akedzie) i zwłaszcza
jeśli precedensowi przeciwstawić można inny, jakim w tym wypadku oczywiście
może być ofiarowanie córki Jeftego.
Nie oponuję przeciwko tezie, że w czasie, z którego pochodzi ostateczny
kształt Pięcioksięgu, a więc w szczególności ostateczny kształt Rdz, a nawet już
w jakiejś epoce wcześniejszej – w jakiej, to sprawa do wyjaśnienia przez historyków
religii – przedstawiciele kultu Jahwe-Elohim traktowali składanie ofiar z ludzi
jako „obrzydliwość pogańską”. Nie wyjaśnia to jednak sensu utrwalonej w Rdz
opowieści o Akedzie, zaczerpniętej z o wiele bardziej starodawnej tradycji. Jakie
oblicze bóstwa wyłania się z tego przekazu i jaki jest afirmowany tam stosunek
czciciela do tego bóstwa?
Wydaje się rzeczą jasną, że gdyby „sensem” opowieści z Rdz 22 był zakaz składania
ofiar ludzkich czy w szczególności ofiar z własnych dzieci, to opowieść ta
musiałaby mieć zupełnie inną strukturę. Inicjatywa ofiary powinna by wyjść
s. 18.
95
Ks. H. Witczyk, Ja sprowadzam nieszczęście, „Tygodnik Powszechny”, 26 marca 2000,
18
Wstęp
ledwie „możliwych”, dla których możliwością powinno by więc być również
niezajście 12 ).
Wielu teistów uważa, że nie mogąc przezwyciężyć swej własnej natury, Bóg
nie może sprawić, aby to, co było dotąd moralnie dobre, „stało się” złe i na odwrót,
np. by dobry się „stał” nieokiełznany egoizm zamiast tendencji do wspomagania
„bliźniego”.
Wszechmoc Boga – nadzorcy świata – w każdym razie musi zawierać w sobie
zdolność do przełamywania, w drodze cudownych interwencji, naturalnych łańcuchów
przyczynowych i niweczenia w ten sposób skutków niepożądanych przez Boga
zdarzeń. Jeśli założyć, że Bóg taką zdolność posiada, to przyznać się musi, że
czyni z niej nader ograniczony użytek w służbie swojego miłosierdzia. Jak na to
wskazuję w moich szkicach, Bóg zdaje się przedkładać wymierzanie kar złoczyńcom
(za ich ziemskiego żywota albo po śmierci) nad niweczenie skutków ich niegodziwych
czynów albo katastrof żywiołowych. Nie przywrócił do życia ani mitycznego
„Abla sprawiedliwego”, ani milionów niewinnych ofiar holokaustów. Nie
sprawia, aby natychmiast stanęły w swojej poprzedniej postaci miasta zburzone
wskutek trzęsień ziemi wraz z ich ożywionymi na nowo mieszkańcami. Nie spowodował,
aby światło słoneczne natychmiast przedarło się przez chmury pyłu, które
po upadku sławetnego meteorytu pogrążyły Ziemię w długotrwałym mroku i chłodzie,
pociągając za sobą męczeńską śmierć większości przedstawicieli fauny ziemskiej.
Ludzie wierzący, rzecz osobliwa, z reguły modlą się o cuda niejako „mniejszego
kalibru”, a nie tak spektakularne.
W istocie rzeczy judeochrześcijańska koncepcja Boga jest kontaminacją
dwu poglądów wzajemnie niespójnych. Według jednego z nich Bóg jest absolutnie
wszechmocny w odniesieniu do dziejów świata – i jest przeto jedynym „bogiem”
w tym sensie, że jeśli istnieją jakieś inne byty duchowe (np. „aniołowie”),
to i one, podobnie jak istoty cielesne, są podporządkowane jego woli, tak że dzieje
świata są w zupełności przez jego wolę kształtowane. Wedle drugiej świat
materialny jest areną nieustannych zmagań dwu bóstw – „Boga” i „Szatana”
(choć tradycja judeochrześcijańska sprzeciwia się nazywaniu „Szatana” bóstwem).
„Bóg” jest w tak wielkiej mierze potężniejszy z nich dwóch, że „powinien”
być zdolny całkowicie uniemożliwić swojemu przeciwnikowi wpływ na losy
świata – albo przynajmniej tak szybko, jak tego zechce, niweczyć skutki jego
interwencji w te losy. Z niezrozumiałych powodów tego wszakże nie czyni, pozwalając
aktywności szatańskiej w niezmiernie istotny sposób współkształtować
dzieje świata.
12
Por. J. Łukasiewicz, O determinizmie, w: Z zagadnień logiki i filozofii (pisma wybrane),
PWN, Warszawa 1961, s. 126. (Autor nie rozważa explicite kwestii władztwa Boga
nad przeszłością.)
Rozważania ogólne
543
stały przemieszane z legendami, tak jak to ma miejsce w żywotach świętych, m.in.
tych, którzy niewątpliwie są postaciami historycznymi. Jak to bywa z szerzonymi
ustnie przekazami o rzeczach minionych, w jakiejś mierze wspomnienia zostały
zmodyfikowane przez wyobrażenia przekazicieli o tym, jak sprawy „powinny się
były mieć”.
Ewangelie przy tym nie dotarły do nas w swojej postaci pierwotnej. Nie idzie
o kwestię ewentualnych nieistotnych przeinaczeń w tłumaczeniu ewangelii Mateuszowej
z aramejskiego na grecki albo o nieistotne mimowolne błędy skrybów czy
nawet korekty stylistyczne 14 . Idzie o interwencje redakcyjne mające na celu dostosowanie
tekstów ewangelii do krystalizującej się ortodoksji chrześcijańskiej oraz
przystosowanie ewangelii do potrzeb magisterium. Interwencje te polegały na interpolacjach,
dopiskach, eliminacjach.
Niekiedy interwencje do tekstów nowotestamentowych miały drastyczny charakter.
Interpolacją jest znany zjadliwie antyjudejski ustęp z Pierwszego Listu św.
Pawła do Tessaloniczan, 2: 15–16: „Żydzi zabili Pana Jezusa i proroków i nas także
prześladowali. A nie podobają się oni Bogu i są wrodzy wszystkim ludziom. Zabraniają
nam przemawiać do pogan, aby ci zostali zbawieni. Tak dopełniają ciągle
miary swych grzechów. Ale przyszedł na nich na koniec gniew Boży”. Ustęp ten
nie odpowiada ani stosunkowi Pawła do żydów wyrażonemu w innych listach, ani
jego stylistyce (Paweł nie posługuje się zwrotem „Pan Jezus”). Zwłaszcza demaskuje
się on jako interpolacja wzmianką o „przyjściu na nich na koniec” gniewu
bożego. Jest to bowiem widocznie aluzja do klęski Judejczyków w wojnie z Rzymem
w latach 66–70 oraz do zburzenia Świątyni.
Ks. Skowronek za interpolacje uważa zawarte w Listach św. Pawła seksistowskie
wypowiedzi o roli kobiet w kościele, pozostające w konflikcie z innymi wypowiedziami
Pawła dotyczącymi roli niewiast we wczesnych wspólnotach Pawłowego
chrześcijaństwa.
Jeśli idzie o ewangelie, dopiskami są zakończenia Markowej oraz Janowej.
Za „nieautentyczny uważany jest jednogłośnie przez teologów krytycznych... włożony
«zmartwychstałemu» w usta w ewangelii Mateusza nakaz, by chrzcić «w imię
14
„Nierzadko skrybowie mylili się podczas swej żmudnej pracy. Najczęściej popełniali błędy
nieumyślne, gdy na przykład pomijali jakiś wyraz lub pisali go dwa razy. Niekiedy opuszczali
całe zdanie lub pewną jego część. Innym razem wprowadzali świadomie własne poprawki pozwalając
sobie na przykład na wygładzenie chropowatego stylu, a nawet na zmianę brzmienia
[? – treści? – H. E.] tekstu… Krytyka tekstu stwierdziła 220 tys. wariantów, odchyleń i różnic
pomiędzy najważniejszymi kodeksami. Jednak tylko kilkanaście spośród tych wariantów ma
poważniejsze znaczenie”. Ks. H. Seweryniak, Tajemnica Jezusa, Biblioteka „Więzi”, Warszawa
2001, s. 128.
Quasi-diatessaron
635
wykonany w drodze sprawstwa Szatana oraz akcji zbrodniczych wrogów Jezusa.
To z kolei tłumaczy zdradziecki czyn wdającego się z nimi w zmowę Judasza, jakiekolwiek
były jego motywy. To, że mimo sugestii ewangelii kanonicznych zdrada
Judasza miała na los Jezusa wpływ nieistotny (por. cytowaną tu poprzednio,
w przypisie uwagę W. Hryniewicza), nie ma w tym kontekście istotnego znaczenia.
Jednakże według „Ewangelii Judasza” śmierć Jezusa nie ma być ofiarą przebłagalną,
tylko wyzwoleniem niebiańskiej jego jaźni z powłoki cielesnej. Do tego
poniżenie i męka są zbędne. Osoba zdecydowana na przyjście Jezusowi z pomocą
w akcie wyzwolenia z ciała powinna by przeto była zabić Jezusa w możliwie bezbolesny
dlań sposób. Albo powinno jej było coś w wypełnieniu tego przedsięwzięcia
przeszkodzić, skoro uchodziło za rzecz ustaloną, że Jezus przebył drogę krzyżowa
i zginął na krzyżu. Mimo to omawiana ewangelia głosi, że Judasz „wydał” Jezusa
jego wrogom na poniżenie i mękę i przy tym wziął za to pieniądze. Dziwaczność
tej koncepcji wytłumaczyć można chyba tylko tym, że tak w zasadzie opisana
była rola Judasza w ewangeliach kanonicznych. „Ewangelia Judasza” jest m.in.
złą literaturą.
Dni ostatnie
18. W J, w którym znajduje się opis pierwszego z dokonanych przez Jezusa cudów,
czytamy (11, w szczególności 11: 39nn) również o jego wstrząsającym cudzie
ostatnim, dokonanym tuż przed ostatnim wjazdem do Jerozolimy. Jest nim – nieznane
synoptykom – wskrzeszenie Łazarza, który w przeciwieństwie do ludzi
wcześniej (według ewangelii synoptycznych) przez Jezusa wskrzeszonych, już
od trzech dni leżał w grobie i zgodnie z naturalnym porządkiem rzeczy powinien
był się zacząć rozkładać (11: 39). Według J sugestywność tego cudu powoduje nawrócenie
się wielu ludzi na wiarę w Jezusa (11: 45), i to właśnie budzi tak silny niepokój
żydowskich dostojników religijnych, że postanawiają (jak o tym była już mowa
w tym szkicu), iż Jezus musi zginąć zanim nie stanie się centralną postacią ruchu
mesjańskiego, a więc niepodległościowego, który ściągnie na naród fatalne
rzymskie represje.
Zginąć też musi, wedle ich postanowienia, ów Łazarz, o którym opowiada się
takie rzeczy (J 12: 10).
Opowieść autora J o następstwach tego cudu zawiera szereg dziwnych elementów.
Zacznijmy od tego iż, jak już o tym była mowa powyżej, postanowienie dostojników
religijnych, że Łazarz ma być zgładzony, nie ma żadnych konsekwencji:
nikt na jego życie nie nastaje, nic też zresztą o jego dalszym życiu nie wiadomo.
Wraz przekazem o dotyczącym go postanowieniu owych dostojników Łazarz
po prostu znika z kart ewangelii.
626
Jezus ewangelistów
zrobili z tego użytku na jego procesie 146 . Natomiast przekaz z J może być świadectwem
tego, że interpretacja Eucharystii w duchu transsubstancjacji wywoływała
głębokie kontrowersje już we wczesnym chrześcijaństwie.
15. Z punktu widzenia niechrześcijanina, a w szczególności ateisty, ważniejszy
jest inny aspekt tej sprawy. Doktryna o Eucharystii nie jest konsekwencją omawianej
poprzednio doktryny o Ofierze Przebłagalnej i o jej znaczeniu dla zbawienia
poszczególnych jednostek.
W istocie rzeczy jest ona z tą doktryną sprzeczna. Według J 3: 14nn warunkiem
zbawienia jest „uwierzenie” w boskość Jezusa („uwierzenie” jako coś, co
musi być udokumentowane stosowaniem się do właściwego etosu). A więc pewien
stan psychiczny i pewien sposób życia. Nie ma tam mowy o tym, aby do „uzyskania
udziału w życiu wiecznym” potrzebne były jakieś obrzędy, takie nawet jak
chrzest – i również takie jak Komunia.
Doktryna o Eucharystii jednak czyni zadość, w dziwny co prawda dla niechrześcijanina
sposób, nieodłącznej chyba od każdej religii potrzebie rytuału 147 . W przeciwieństwie
do jednorazowego obrzędu chrztu, zwłaszcza chrztu niemowlęcia,
świadome i wymagające od wiernego odpowiedniego przygotowania „przystępowanie
do stołu Pańskiego” o wiele silniej widocznie zaspokaja tę potrzebę, nadto
zaś zapewnia Kościołowi potężną władzę dyscyplinującą w odniesieniu do wiernego,
ponieważ dostąpienie łaski tego sakramentu może mu być odmówione w razie
niespełnienia jakichś wymogów kościelnych.
146
Podobno w kontrowersyjnym filmie „Pasja” Mela Gibsona (o ostatnich godzinach życia
Jezusa) wyświetlanym w wielu krajach na początku 2004 r. podczas sceny przesłuchiwania Jezusa
w Sanhedrynie jeden z zeznających przeciw niemu świadków krzyczy „Powiedział, że jak
nie zjemy jego ciała i nie wypijemy jego krwi, nie będzie nam dany żywot wieczny!”. Jednakże
o wysunięciu przeciwko Jezusowi tego zarzutu nie wspomina żadna z ewangelii ani żaden
w ogóle tekst w Nowym Testamencie.
147
Z Pawłowego 1Kor 11: 20nn wynika, że przynajmniej w pewnych gminach wczesnochrześcijańskich
nie było poczucia sakramentalnego charakteru Eucharystii. Paweł uskarża
się na to, że akt mający mieć znaczenie sakramentalne spełniany jest po wieczerzy spożywanej
w jednym pomieszczeniu, na którą jednak każdy przynosi własne jedzenie zamiast zaspokoić
głód w domu, i nawet nie czeka na innych z ukończeniem posiłku. Zdaniem Pawła uwłacza
to świętemu obrzędowi. Nie uwłacza mu jednak, jego zdaniem, przystępowanie do niego
z pełnym żołądkiem.
Glosy do Hymnu Kapłańskiego o stworzeniu świata...
75
chu węzeł widać było. Dziwna rzecz, że na wierzchu zarósł, a wewnątrz aż do kości
przechodząc wnętrzności psował i gdy go [Filip] wyciągnął, gruchotały kości
w ciele onym [s. 90–91]” 15 .
Nie jest tu rzeczą istotną, do jakiego stopnia takie jak powyższy opisy pobożności
odpowiadają prawdzie, w jakiej zaś są wytworem egzageracji lub po prostu
fantazji. Istotne jest to, że czołowy kontrreformacyjny pisarz katolicki uznaje je
za prawdę, że w takich aberracyjnych odmianach religijności widzi wyraz „wielkiej
miłości ku Chrystusowi” i że oferuje je wiernym na wzór, jaki co prawda w większości
wypadków nie będzie przez nich realizowany, ale zalecony jest do admiracji
i do naśladowania w miarę możności.
Tego rodzaju masochistyczna wersja religijności nie jest znana tradycji starotestamentowej.
Występują tam nieliczne wzmianki o pewnych praktykach ascetycznych,
takich jak wstrzymywanie się od strzyżenia włosów lub picia wina i napoju
alkoholowego zwanego sycerą (por. mit o Samsonie), ale celem tych praktyk
(niekiedy ograniczonych czasowo – por. wstrzemięźliwość nakazana matce Samsona
przed jego poczęciem) było wzmożenie jakiejś mocy jednostki, a nie autoagresja.
Pośród zaś przekazów składających się na wersje postaci Jezusa w ewangeliach
16 znajdujemy ustępy każące mniemać, że jedną z różnic doktrynalnych pomiędzy
Jezusem a Janem (jak również pomiędzy Jezusem a przemilczanymi
przez ewangelistów esseńczykami) był przypisywany Jezusowi negatywny stosunek
do ascezy jako stylu życia i podstawowego przejawu religijności 17 . (Co prawda
jest również przekaz, według którego Jezus nie odrzucał okazjonalnych postów,
dość jednak umiarkowanych po temu, aby poszczący nie zwracał swym wyglądem
uwagi otoczenia 18 .)
Protestantyzm mimo rygoryzmu pewnych jego odmian, zwłaszcza w sprawach
moralności seksualnej, mimo jego negatywnego stosunku do „zbytku” i pogoni
za „uciechami cielesnymi”, odrzucił gnostycką pogardę do świata material-
15
Por. również przytoczony przez Mikołejkę (s. 108 oraz 110) opis pobożności św. Jadwigi
śląskiej (XII–XII w.): „Kiedy «na używanie rozkoszy nieskończonych poszła [tzn. zmarła],
na ciele jej włosiennicę grubą z końskich włosów znaleziono»” (Skarga). Mało tego: „Nawet zimą
boso chodziła. «Gdy jej spowiednik tego zakazał, nosiła trzewiki pod pachą, aż uprosiła spowiednika,
że zezwolił jej chodzić boso do końca życia. Stopy obłocone stwardniały i grubiały,
a w razie najlżejszego skaleczenia ropiały; wreszcie porobiły się w nich dziury, a byli świadkowie
na to, że do niektórych dał się włożyć palec, tak były duże [czyżby się nimi popisywała?
– H. E.]. Rany te krwawiły, a w zimie okrywały się ropną skorupą»”.
16
Por. szkic „Jezus ewangelistów” w niniejszym zbiorze.
17
Por. np. Mt 9: 14–15; Mt 11: 18–19. Nawiasem zauważmy, że w żadnej z wersji nauczania
Jezusa w ewangeliach nie można się dopatrzyć jakiejś inspiracji do pustelnictwa lub monastycyzmu.
18
Por. Mt 6: 15–18.
696
Biblia zawłaszczonego Boga
235
tuału, takich jak obrzezanie oraz rozbudowany system tabu dotyczących np. pokarmów
albo niezmiernie uciążliwej bezczynności sobotniej.
Po trzecie, do autentycznego przyswojenia sobie etosu ewangelicznego, nawet
z pominięciem zawartych w ewangeliach postulatów utopijnych, których próba
wcielania w życie okazałaby się destrukcyjna dla życia społecznego, nie okazał się
w pełni przygotowany żaden naród w ciągu bez mała ostatnich 2000 lat. W literaturze
kościelnej używa się zamiennie terminów „chrystianizacja” oraz „ewangelizacja”.
Jest to jednak wysoce mylące. Rozróżniając te pojęcia, przez chrystianizację
rozumiem przyjęcie chrześcijaństwa w sensie ustanowienia w społeczeństwie
władzy i autorytetu odpowiednich instytucji kościelnych oraz poddania się narzucanym
przez nie rygorom w życiu społeczeństw i jednostek; w sensie przyjęcia, i to
na zasadzie narzucanego przez Kościół ekskluzywizmu, rytuału, który m.in. zastąpić
miał, jako bardziej skuteczny, dawne praktyki magiczne służące do zapewniania
ochrony przed klęskami, udzielanej ludom i jednostkom przez rodzime bóstwa;
w sensie przyswojenia, na jakimś poziomie intelektualnym, podstawowych elementów
doktryny o „odkupicielskiej męce Chrystusa” i w związku z tym w sensie
przyjęcia kościelnej doktryny o życiu pośmiertnym, o niebie i piekle, a przeto
i o niezbędności, w celu uniknięcia mąk piekielnych po śmierci, uprawiania określonych
praktyk kultowych, poddawania się określonym tabu (takim jak posty), jak
również, oczywiście, świadczenia dóbr na rzecz instytucji kościelnych i kultu. Pojęcia
ewangelizacji natomiast nie da się jednoznacznie zinterpretować. Powinno
ono odpowiadać przyswojeniu ewangelicznego stosunku do Boga jako miłosiernego
„ojca”, do którego z ufnością mogą się zwracać nieszczęśnicy i skruszeni
grzesznicy, oraz przyswojeniu ewangelicznego etosu jako wyznacznika właściwego
stosunku jednostki do innych ludzi. Trudność jednak polega na tym, że wbrew
rozpowszechnionym mniemaniom ewangelie nie są wyrazem jednego spójnego
etosu. Świadczą one, że w środowiskach, w których powstały, przejawiały się rozbieżności
w odniesieniu do pewnych ważnych problemów moralnych 12 . Mimo to
wskazać można pewne podstawowe tendencje ewangelicznego etosu. Idzie więc
o postulat pomocy ubogim, cierpiącym, skrzywdzonym; postulat humanitarnego
stosunku do „grzeszników”, naruszycieli prawa oraz do ludzi, z których ręki dana
jednostka poniosła krzywdę; postulat poszukiwania innych dróg zwalczania zła niż
przemoc; o tendencję do egalitaryzmu, a przynajmniej do nieponiżania ludzi nisko
stojących w hierarchii społecznej; o postulat nieograniczania pojęcia „bliźniego”
do członków własnej etnicznej wspólnoty. W obliczu powyższego jest rzeczą jasną,
że chrystianizacja danego narodu lub organizmu państwowego sama przez się nie
mogła oznaczać ich „ewangelizacji”. Znajduje to wyraz w tym, że chrystianizację
12
Należy to do tematu szkicu „Jezus ewangelistów”.
Etos Jezusa ewangelistów
671
Trudno się zgodzić z tym zaleceniem w jego dosłownym brzmieniu. Dlaczego
mielibyśmy nie oceniać ludzkich postępków i nie odnosić się inaczej do osób szlachetnych
niż do niegodziwych? Sam Jezus ewangelistów w innym miejscu (Mt 18:
15nn) poucza, jak należy upominać ludzi i zaleca, aby niepoprawnych bojkotować
„jak pogan albo celników”.
Niemniej, zalecenie to jest doniosłe w wersji zmoderowanej. Mówi nam ono,
że powinniśmy się wystrzegać pochopności w osądzaniu ludzi, że oceniając czyjeś
niewłaściwe czy niegodziwe postępki, powinniśmy brać pod uwagę okoliczności
łagodzące, a nawet powinniśmy w miarę możności ich poszukiwać. Mówi nam,
że powinniśmy mieć na uwadze naszą własną ułomność moralną i to, jak bardzo
pragniemy, aby ludzie nie poddawali nas pochopnemu albo nazbyt surowemu
osądowi.
(d) Pośród postulatów moralnych Jezusa ewangelistów jest taki, z którym zasadniczo
nie mogę się zgodzić. Jest nim nakaz niesprzeciwiania się złu: „Nie stawiajcie
oporu złemu, lecz jeśli cię ktoś uderzy w prawy policzek, nastaw mu i drugi.
Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoja szatę, odstąp i płaszcz. Zmusza
cię ktoś, abyś szedł z nim tysiąc kroków, idź z nim dwa tysiące” (Mt 5: 38nn).
Niestawianie oporu niegodziwości bywa na tym okrutnym świecie najroztropniejszym
z możliwych zachowań ze strony kogoś, kto nie jest w stanie stawić tego
oporu skutecznie. Wystrzegając się błędu nieubłaganego rygoryzmu, uznać można,
że postępowanie takie bywa moralnie dopuszczalne, o ile tym, czego domaga
się niegodziwiec, nie jest towarzyszenie mu w wyrządzaniu komuś zła albo wyręczanie
go w tym. Stawianie oporu złu godzącemu w nas samych w świadomości,
że się go nie przemoże, że się jedynie wystawi siebie samego na wzmożone cierpienia,
bywa aktem heroizmu. Nie wynika stąd jednak gloryfikacja zasady niestawiania
oporu złu, nawet jeżeli godzi ono jedynie w nas samych.
Głosiciele tej zasady zdają się, przede wszystkim, brać pod uwagę jedynie
dwie role w takiej interakcji, w której powstaje problem ustosunkowania się
do czyjejś niegodziwości: rolę krzywdziciela i rolę krzywdzonego. Cóż jednak z rolą
świadka wyrządzanego komuś zła? Czy i on postępuje pochwalnie, nie usiłując
poskromić krzywdziciela? Po drugie, nie biorą też pod uwagę tego, że kto nie
sprzeciwia się – dla świętego spokoju? dla wygody? dla wyznawanej przez się zasady
moralnej? – złu, którego doznaje sam, w istocie rzeczy zawsze w pewnej
mierze zło wspomaga: rozzuchwala złoczyńcę, utwierdza go w przekonaniu o „godziwości”,
o bezkarności, o korzyści wynikającej dla niego z takiego postępowania.
Pewni moraliści, idąc np. wzorem Gandhiego, głoszą zasadę nieodzownego
sprzeciwiania się złu (niezależnie od tego, czy to my, czy ktoś inny ma paść jego
ofiarą), jednakże nieodwołalnie bez użycia przemocy. Jest to zasada sprzeciwiania
się złu protestem oraz bezwarunkową odmową wykonania niegodziwego
polecenia niezależnie od tego, jakie dolegliwości może to ściągnąć na oponenta.
374
Biblia Hebrajczyków
stali w korycie rzeki, dopóki nie przeprawił się cały lud. Jahwe jednak ostrzegł, aby
nikt z ludu pod grozą śmierci nie zbliżał się do Arki na odległość mniejszą od dwu
tysięcy łokci (Joz 3: 4).
W 1Sm 6 znajduje się przerażająca opowieść o innym epizodzie z dziejów Arki.
Zostaje ona porwana przez Filistynów na polu bitwy, ale podczas swojego pobytu
na tym wrażym terytorium przynosi porywaczom dotkliwe klęski w postaci epidemii
hemoroidów oraz niezwykłego rozmnożenia się myszy. Przerażeni Filistyni
odsyłają ją Izraelczykom (na niekierowanym przez nikogo wozie zaprzężonym
w dwie krowy) wraz ze stosownymi darami przebłagalnymi w postaci złotych podobizn
guzów hemoroidalnych i myszy. „Wóz dotarł na pole Jozuego w Bet-Szemesz
i tam się zatrzymał... W Bet-Szemesz... odbywały się żniwa pszenicy. Podniósłszy
oczy żniwiarze spostrzegli Arkę i uradowali się jej widokiem... Lewici zdjęli
z wozu Arkę Pańską i... skrzynkę, w której ułożone były złote przedmioty... Ludzie
z Bet-Szemesz dokonali całopalenia i złożyli w tym dniu ofiary Panu... I pobił [Jahwe
ludzi] spośród mieszkańców Bet- Szemesz, gdyż zaglądali w Arkę JHWH, pobił
z ludu siedemdziesięciu mężów i lamentował lud, gdyż pobił ich JHWH porażką
wielką. Mówili więc mieszkańcy Bet-Szemesz: «Któż zdoła stanąć przed obliczem
Pana, przed tym bogiem świętym?»”. Arkę jednak widocznie natychmiast
zgodzili się (z powodów niepodanych w tekście) przyjąć mieszkańcy miejscowości
Kiriat-Jearim, gdzie pozostając pod pieczą wyświęconego w tym celu kapłana, pozostawała
przez dwadzieścia lat, nie przynosząc nikomu szkody, podobnie jak
w miejscowości, dokąd ją widocznie stamtąd przetransportowano.
Również podczas transportu Arki na rozkaz Dawida do Jerozolimy został według
biblijnego przekazu (2Sm 6: 6–8) śmiertelnie porażony człowiek, który podparł
ją ramieniem, aby nie spadła z wozu. Dawid obawiał się więc wprowadzić Arkę
do miasta: odbywała ona kwarantannę w pewnym obejściu za miastem i została
ostatecznie sprowadzona do Jerozolimy, gdy przekonano się, że nie przyniosła szkody
jego mieszkańcom (być może wystrzegającym się zbyt bliskiego kontaktu z nią).
Może warto zwrócić uwagę na – że się tak wyrażę – dziwność niesamowitości
Arki. Według przekazów zachowanych w Biblii miała ona zawierać wyciosane
przez Mojżesza kamienne tablice, na których Jahwe wypisał tekst Dekalogu. Oczekiwać
by można było, że przedmiot, z którym wiązało się takie wierzenie, był periodycznie
wyjmowany i tekst tablic odczytywany ludowi, Biblia jednak nie odnotowuje
takiego zwyczaju. Dziwne jest natomiast wierzenie, że tablice z tekstem Dekalogu
przepojone były mocą demoniczną, rażącą śmiertelnie każdą niepowołaną osobę,
która by się do niej nadto przybliżyła. Gdyby chociaż legenda głosiła, że Arka
broniła dostępu do siebie świętokradcom, takim jak Filistyni – ale czytamy przecież,
że ugodzony został śmiertelnie czciciel, który dotknął jej, pragnąc ją ochronić
przed upadkiem. Może pierwotnie przypisywana Arce zawartość była inna, co Biblia
zataja, i dopiero później „stała się” ona pomieszczeniem dla Dekalogu?
Quasi-diatessaron
645
przedśmiertną? Co się działo ze zmartwychwstałymi świętymi pomiędzy zgonem
Jezusa a jego zmartwychwstaniem? Co robili, co mówili w mieście po wejściu
do niego, czyli po co tam weszli, jak na to nawiedzenie reagowali jerozolimczycy
i co się z tymi wskrzeszonymi świętymi później stało?
Autor rejestruje też kolejne wielkie trzęsienie ziemi (28: 2) spowodowane(?)
przez zstąpienie z nieba anioła, który odsunął kamień osłaniający grób Jezusowy.
I to trzęsienie ziemi, mimo że było tak „wielkie”, znów nie zostało przez ludność
z najbliższej okolicy dostrzeżone.
Według wszystkich ewangelii synoptycznych na trzy ostatnie godziny agonii
Jezusa „mrok ogarnął całą ziemię” (Mk 15: 33, Mt 27: 45, Łk 23: 44–45). Wzdychamy
z pobłażaniem, kiedy ewangeliści mówią o „całej ziemi”, mając tak naiwne, jak
mieli, pojęcie o ogromie Ziemi oraz o zamieszkałych przez ludzi obszarach. Jednakże
nie ma, oczywiście, żadnych świadectw i tego, aby niezwykły „mrok” zauważono
w obrębie znanej im oikumeny: w Tartessos, w Suzie, w Rzymie, Aleksandrii,
Antiochii. Wygląda na to, że nie zauważono go nawet w Jerozolimie: nie znajdujemy
wieści o tym, aby mieszkańcy miasta się temu niezwykłemu zjawisku dziwili,
doznawali lęku, dociekali, czego ten posępny mrok jest znakiem. Czyli – tak jak
gdyby tego zmroku zgoła nie było!
Rzecz najbardziej osobliwa, według Mk i Mt nie spostrzegają tego zjawiska
również ludzie przebywający pod krzyżem i naigrawający się z Jezusa. Nie wpływa
to w żaden sposób na ich postępowanie. Odmiennie jest w Łk (23: 48): „Wszystkie
też tłumy, które zbiegły się na to widowisko, gdy zobaczyły, co się działo, powracały
bijąc się w piersi”. Dlaczego jednak tak się zachowały? Skoro przerażające
zjawisko przekonało je, że dopuszczono się straszliwego czynu, to czemu nie
usiłują – są to przecież tłumy! – uwolnić Jezusa z krzyża?
Nade wszystko ewangelie synoptyczne nie mówią też nic o tym, jakoby tuż
po śmierci Jezusa albo nazajutrz pamiętano w Jerozolimie o straszliwym znaku,
rozpaczano, demonstrowano, urządzano obrzędy pokutne. Jak można wnioskować
ex silentio, nikt oprócz tych, którym Jezus był drogi, nie myślał o wczorajszych zaszłościach.
Piłat bez obawy zamieszek wydaje ciało Jezusa Józefowi z Arymatei.
O innym przerażającym znaku, o którym mówią synoptycy (Mk 15: 38, Mt 27:
51, Łk 23: 45), a mianowicie o samoistnym rozerwaniu się kurtyny osłaniającej
Święte Świętych w Przybytku, mogli zrazu nie wiedzieć ludzie naigrawający się
pod krzyżem z konającego Jezusa. I w tym jednak wypadku nie czytamy nic o tym,
aby zdarzenie to zrobiło jakiekolwiek wrażenie na jego świadkach, kapłanach i sługach
Świątyni, a więc na tych, których powinno było porazić najbardziej – i naturalnie
nie wspominają też o nim żadne pozaewangeliczne przekazy.
W ewangelii „Łukasza” poza opisem męki Jezusa jest jeszcze coś innego, co
mnie bulwersuje. Jest to mianowicie stosunek tego ewangelisty do praktyki krzyżowania.
624
Jezus ewangelistów
jego zwolenników, ale tak powszechne i radykalne przejście od tłumnych hołdów
w czasie wjazdu do powszechnej nienawiści jerozolimczyków, jak to przedstawiają
ewangeliści – albo choćby do nienawiści bądź obojętności jerozolimczyków wobec
losów Jezusa – wydaje się czymś osobliwym.
Rzeczywistą karierą Jezusa wydaje się być dopiero jego kariera pośmiertna,
tzn. szerzenie się chrześcijaństwa.
Ciało i krew
14. W J 6: 51–66 – i tylko w J – mowa jest o kryzysie, który nastąpił w ruchu Jezusa
już na początku jego działalności. Wynikł on w związku z oświadczeniem Jezusa:
„«Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli ktoś spożywa ten
chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który ja dam, jest moje ciało [wydane 142 ]
za życie świata» 143 .
Sprzeczali się więc między sobą Żydzi mówiąc: «Jak on może nam dać [swoje]
ciało do jedzenia?». Rzekł do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam:
Jeżeli nie będziecie jedli Ciała Syna Człowieczego ani pili Krwi jego, nie będziecie
mieli życia w sobie. Kto spożywa [tu jednak czas teraźniejszy; może wstawka późniejsza
– H. E.] moje Ciało i Krew Moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim…». To powiedział
nauczając w synagodze w Kafarnaum. A wielu spośród jego uczniów, którzy
to usłyszeli, mówiło: «Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?»… Od tego
czasu wielu uczniów Jego odeszło i już z Nim nie chodziło”.
Podłożem kryzysu musiała być interpretacja, według której Jezus mówi o jakimś
niepojętym, przynajmniej dla jego izraelskich słuchaczy, ale realnym spożywaniu
„jego ciała i krwi” (w przyszłości?).
Ten ustęp stanowi o jeszcze jednej różnicy pomiędzy J a ewangeliami synoptycznymi.
Różnica polega przynajmniej na tym, że według tych ostatnich Jezus
ogłosił naukę o „spożywaniu jego ciała i krwi” nie publicznie, podczas swojej kaznodziejskiej
wędrówki, ale jedynie apostołom podczas Ostatniej Wieczerzy (por.
Mk 14: 22–25, Mt 26: 26–28, Łk 22: 19–20), tak, że założyć wypada, iż dopiero oni,
po jego śmierci, mogli ją upublicznić. W ewangeliach synoptycznych nie ma przeto
mowy o kryzysie w ruchu Jezusowym za jego życia, w związku z ogłoszeniem
nauki o „Eucharystii”.
142
Wobec użytego powyżej czasu przyszłego – „dam” musi być widocznie „które będzie wydane”.
Tak jest np. w NIV.
143
Brzmi to tak, jak gdyby ofiara Jezusa tak (jak to było w pewnych mitach archaicznych),
miała umożliwić istnienie świata. Wskazuje to związek idei „Ofiary Przebłagalnej Jezusa”
z owymi archaicznymi mitami – H. E.
Quasi-diatessaron
595
należy. „Chrystus Pan się narodził, cały świat się odmłodził et mentes” (J. Słowacki).
Dlatego większość świata chrześcijańskiego w okresie Bożego Narodzenia wypiera
ze swojej świadomości mit paschalny i z sumieniem nieomroczonym rozmyślaniem
o zastępczej męce poniesionej za grzeszną ludzkość przez Jezusa (chyba
że np. ktoś kogoś o te sprawy zapyta) oddaje się najradośniejszemu w ciągu roku
świętowaniu. Zwiastowanie anielskie jest częścią bożenarodzeniowego mitu.
Autor Łk natychmiast po Zwiastowaniu Anielskim wyprawia Maryję do Elżbiety,
o której anioł objawił Marii w Zwiastowaniu, że i ona z łaski bożej zaszła
w ciążę. Celem tego wysłania Maryi (na trzy miesiące) do Elżbiety jest przekaz,
według którego jeszcze podczas przebywania Jana i Jezusa w łonie ich matek Jan
wielbi Jezusa, poruszając się w łonie Elżbiety przy powitaniu tych świętych niewiast.
Zarazem powitanie to daje Maryi okazję do wygłoszenia jej wspaniałego
Magnificat.
Wysyłając Marię do Elżbiety i nic nie mówiąc o okolicznościach jej wejścia jako
małżonki do domu Józefa (odnajdujemy ją jako poślubioną Józefowi dopiero
w czasie ich podróży do Betlejem), autor Łk uchyla się od przedstawienia drastycznego
aspektu mitu o poczęciu Jezusa z Ducha Świętego.
Przedstawia go natomiast autor Mt w swoim zresztą bardziej lakonicznym
przekazie: „Po zaślubinach Matki jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali
razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego” (1: 18).
Wszelako w istocie rzeczy oprócz jej jednej nikt nie wie – bo skąd? – że została
brzemienna za sprawą Ducha Świętego. Niewiedzę tę ilustruje pierwotna reakcja
Józefa na to, co stało się wiadome, a mianowicie, że jego narzeczona jest
w ciąży. Tak więc za sprawą Ducha Świętego Maria wystawiona zostaje na obmowę,
na hańbę, a nawet zagraża jej śmierć jako rzekomej cudzołożnicy, tak bowiem
prawo kwalifikowało „niewierną” narzeczoną. „Mąż jej, Józef, który był człowiekiem
sprawiedliwym i nie chciał narazić jej na zniesławienie, zamierzał oddalić
ją potajemnie” (1: 19). Nie wiadomo, jak miało to ją ustrzec od zniesławienia,
skoro Jezus miał się tak czy inaczej urodzić zbyt wcześnie jak na dziecię z prawego
łoża, i to nie w domu małżonka swojej matki 99 . Wygląda na to, że Józef chciał
po prostu „umyć ręce”. Jednakże, „[g]dy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał
mu się we śnie i rzekł: «Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, albowiem
z Ducha Świętego jest to, co się w niej poczęło. Porodzi Syna, [który] zbawi
swój lud 100 od jego grzechów». Józef [przeto] wziął swoją małżonkę do siebie,
lecz nie zbliżał się do niej, aż porodziła Syna” (1: 20–25).
99
Nic dziwnego, że „wiersz ten [tj. 1: 19] różnie bywa przekładany i interpretowany”
– z przypisu BT, do tego wiersza, s. 1146.
100
Jezus jest tu, jak widać, konceptualizowany jako zbawca Izraela, nie ludzkości – H. E.
294
Biblia Hebrajczyków
się wyrwać. Ale zerwane z pogaństwem, do którego należały ofiary z ludzi, nie
przychodziło mu łatwo... Mogło mu się wydawać, że Bóg żądał od niego ofiary z syna,
i został przez Opatrzność powstrzymany i pouczony” 96 .
Jakże to jednak „mogło mu się wydawać”, skoro w opowieści Bóg bynajmniej
go nie poucza, że jego zainspirowane barbarzyńską tradycją intencje Bogu się nie
podobają, ale przeciwnie, udziela mu pochwały za „usłuchanie jego rozkazu”?
Grzegorczyk powraca do opowieści o Akedzie w swojej książce Europa 97 . Wywód
jego jest zastosowaniem zalecanej przez niego metaforyzującej interpretacji
Biblii, do której ustosunkowuję się we „Wstępie” do niniejszego zbioru. Obecnie
jednak, godząc się na pewną redundancję, ustosunkowuję się do niej w kontekście
omawianej dysputy. Czytamy u Grzegorczyka: „...[N]iedoszła ofiara Abrahama ze
swego syna Izaaka może być symbolicznym obrazowym opisem pewnej... kwestii
związanej ze sprawą ofiar z ludzi składanych Bogu czy bogom we wcześniejszych
religiach. Abraham, być może, był tym człowiekiem, może pierwszym, który...
został powstrzymany przez swoje wyczucie moralne przed hołdowaniem temu
zwyczajowi. Można przypuszczać, że cała ta dramatyczna historia jest mitologicznym
odbiciem wewnętrznych zmagań Abrahama z owym wcześniejszym zwyczajem...
jest odbiciem jego wewnętrznego buntu przeciwko temu zwyczajowi... Jak
sugerowałem wcześniej, opowieści zawierające ingerencję aniołów lub Boga mogą
być odbiciem szczególnej introspekcji, analizy własnego sumienia. Można,
oczywiście, przypuszczać, że Abraham mógł być nie do końca przekonany o swojej
racji i szukał faktów, które mogłyby sugerować rozstrzygnięcie tych jego wątpliwości
przez Boga. Szamotający się... baran stał się dla Abrahama sygnałem
Opatrzności potwierdzającej Abrahamowi słuszność jego intuicji [o niedopuszczalności
składania ofiar z ludzi]”.
Pewne elementy wywodu A. Grzegorczyka trudne są do zrozumienia, ponieważ
nie można się zorientować, co się według niego odbywa w introspekcji Abrahama,
a co na jawie. Co jest „faktem” poszukiwanym i ustalonym przez Abrahama,
skoro cała ta rzekoma interakcja Boga z Patriarchą ma być uznana za metaforyczny
opis wewnętrznych zmagań Abrahama?
Może wewnętrzne zmagania Abrahama przynajmniej po części przybierają
postać nietoczonego we własnym umyśle dyskursu, lecz wizji, rojenia – tak że cała
wyprawa z chłopcem na górę Moria i znalezienie uwikłanego w gałęzie barana
to tylko wytwór Abrahamowej wyobraźni?
Zaraz po wypowiedzi na temat „Ofiarowania Izaaka” A. Grzegorczyk stwierdza,
że „Abraham przedstawiony w Biblii jako człowiek bardzo wrażliwy na ludzki
96
W listach do redakcji, „Tygodnik Powszechny”, 23 kwietnia 2000.
97
Instytut Politologii Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, Warszawa 2001,
s. 131–132.
628
Jezus ewangelistów
przyjść do niego po powierzchni jeziora. Łaska ta jest mu udzielona, czyni więc kilka
kroków, wkrótce jednak zaczyna tonąć i musi być przez Jezusa wyratowany
– dzieje się zaś tak, ponieważ okazał się człowiekiem niedostatecznie silnej wiary.
W Mt 16: 22nn usłyszawszy o nieuchronnie oczekującej Jezusa męczeńskiej śmierci
i następującym po niej zmartwychwstaniu usiłuje widocznie namówić Mistrza,
aby postarał się ujść swojego losu – i w odpowiedzi zostaje przez Jezusa nazwany
„szatanem” i „zawadą”. W straszliwą noc modlitwy w Getsemani, kiedy Jezus pragnie
doznać odrobiny pokrzepienia w tym, że czuwają wraz nim i podzielają jego
rozpacz trzej najbliżsi mu uczniowie, Piotr wraz z synami Zebedeusza bezdusznie
zasypia. Natomiast podczas pojmania Jezusa, nie rozumiejąc jego intencji, rani
mieczem jednego z siepaczy i znów zostaje przez Mistrza zganiony (mimo że według
innego ewangelicznego wersetu Jezus kazał uczniom zaopatrzyć się w broń).
W czasie „procesu” Jezusa w Sanhedrynie trzykrotnie się go w znanej scenie zapiera,
jak mu to zresztą Jezus przepowiedział. Dodajmy, że w czasach pojezusowych
popada w konflikt z Pawłem i musi mu ustąpić 148 .
Cały ten zbiór ustępów pochwalnych względem Piotra i ganiących go jest widocznie
echem walki o przywództwo we wspólnocie pojezusowej. Na wizerunek tego
apostoła wpływają opinie zarówno jego zwolenników, jak przeciwników. Walkę
tę Piotr widocznie ostatecznie wygrywa. Nadto jednak Dodatek do J zdaje się zawierać
aluzję do rywalizacji o względy Jezusa pomiędzy Piotrem a „umiłowanym
uczniem”. Desygnowany na przywódcę Piotr nie jest najbardziej „umiłowanym
uczniem” (za którego tradycyjnie uznawany jest autor J). Być może apostoł uchodzący
za „umiłowanego ucznia” Jezusa nie należał do ludzi nadających się
do sprawowania przywództwa albo pożądających go.
Traktując wszystkie wzmianki o Piotrze w ewangeliach łącznie jako opowieść,
można uznać, że zawiera ona godny uwagi sens moralny. Zdaje się ona przekazywać
optymistyczną wieść, że nawet człowiek nacechowany pewnymi wadami, takimi
np., jak skłonność do małoduszności w sytuacji zagrożenia, zazdrość i pożądanie
przywództwa, może przezwyciężyć swoje mankamenty i dorosnąć do heroizmu.
Ewangelie nie informują, czym się kierował Jezus, przyłączając tego lub innego
z uczestników jego ruchu do Dwunastu. Nie znajdujemy tam żadnych historii
mówiących o tym, by się któryś z nich wyróżnił przed powołaniem np. jakimś aktem
szczególnego miłosierdzia albo w jakiś inny godny admiracji sposób.
Co więcej, stosunek ewangelistów do Dwunastu jest na ogół krytyczny.
W świetle tych tekstów nie odznaczają się oni ani szczególną bystrością umysłu,
ani heroicznym charakterem. Jezus musi im tłumaczyć przypowieści. Słysząc, że
powinni się wystrzegać kwasu saduceuszów i faryzeuszów, mniemają zrazu, że
148
Patrz s. 563–564 powyżej.
Opowieści biblijne i „Kohelet”
479
Rozwścieczony tą przemową Holofernes postanawia wydać Achiora Izraelitom.
Ma on widocznie wskutek tego podzielić los mieszkańców Betulii, którym Holofernes
szykuje zagładę. Achior zostaje więc związany i podrzucony pod mury Betulii,
i rzeczywiście porwany do miasta przez jego straże. Kiedy jednak wyjaśnił,
dlaczego został tak potraktowany przez Asyryjczyków, zostaje przyjęty bardzo
przychylnie. Uprzedza też betuliańczyków o złowrogich zamiarach Holofernesa,
co oczywiście jest dla nich z korzyścią.
Po raz drugi spotykamy się z Achiorem po powrocie zwycięskiej Judyty
do miasta. Pod wrażeniem jej czynu, w którym spostrzega dzieło opatrzności „Boga
Izraela”, „poddał się obrzezaniu i został przyłączony do domu Izraela aż
po dzień dzisiejszy”.
2. Szereg epizodów z fabuły Jdt stwarza pokusę upatrywania w bohaterce tego
utworu niejako repliki Jael, o której „Pieśń Debory” (Sdz 5: 34) głosi, iż ma być
błogosławiona między niewiastami. Ujęcie takie nie raziłoby chyba autora omawianej
opowieści, jednakże moim zdaniem uwłacza ono Judycie.
Dostaje się ona do otoczenia Holofernesa podstępem. Zwodzi go kłamstwami
i dwuznacznymi mowami. Wypatruje chwili stosownej do spełnienia skrytobójczego
planu – jedynego, który może jej, samotnej i słabej kobiecie, przynieść zwycięstwo
– i doczekawszy się tego momentu, dokonuje swojego zamierzenia, po czym
wymyka się z obozu. Intencją jej jest ocalenie od zagłady jej rodzimego miasta
i narodu. Jest nią też przyczynienie się do zwycięstwa Boga nad szalejącym
w swej zuchwałości tyranem. W pobożności Judyty przejawia się jeden z humanistycznych
aspektów judaizmu, mianowicie niezłomny sprzeciw wobec tego rodzaju
hybris ludzkiej.
Przekonana jestem, że z punktu widzenia etosu humanistycznego nic nie można
zarzucić Judycie z tego powodu, że w sytuacji, w której działa, ucieka się
do sposobów postępowania, na jakie nie można przystać w mniej drastycznych
okolicznościach. Z punktu widzenia etosu humanistycznego istnieją normy moralne
obowiązujące w stosunku do wszelkiego wroga nawet w najbardziej dramatycznych
sytuacjach walki. Jednakże etos ten nie jest nacechowany defetyzmem:
walka, o ile jest walką z groźnym przeciwnikiem o cel szlachetny, ma
swoje prawa; w zależności od sytuacji usprawiedliwiać może pewne drastyczne
sposoby działania. W moim odczuciu postępowanie Judyty względem Holofernesa
nie budzi zastrzeżeń moralnych.
Jael, o której czytamy w Sdz 4: 7–22, podstępnie zabija nie zbrodniarza, który
w danym czasie jeszcze komuś czy jakimś wartościom zagraża, tylko bezbronnego
zbiega, usiłującego schronić się w jej namiocie przed pościgiem, ponieważ liczy
na pomoc jej męża w imię przyjaźni, której ten mu nie odmawiał w czasach jego
potęgi. Bycie pokonanym dowódcą armii samo przez się nie czyni człowieka wyję-
Biblia okrutników
365
mszczenie się na dzieciach za przewiny ojców. Że pochwalać będzie karanie ludzi
za niezależne od nich poczynania tych, co mają nad nimi władzę. Że za dobre
w pewnych warunkach uzna wyzuwanie jakichś ludzi z ich dóbr w drodze wyłudzenia.
Że zgadza się z redaktorami BT (por. przypis do Wj 12: 36), iż słuszne roszczenia
względem jakiegoś podmiotu, np. jakiegoś państwa, do wynagrodzenia za pracę
i pozostawiony majątek godzi się pokrywać przez przyswojenie sobie dóbr jakichś
innych podmiotów, np. obywateli tego państwa, a więc np. przez przywłaszczenie
sobie drogiej zastawy stołowej należącej do sąsiadki.
Czas wędrówki
7. Po omawianym przekazie zaczyna się w Czteroksięgu historia wędrówki
uchodźców z egipskiej niewoli ku Ziemi Obiecanej. Jest rzeczą znaną, że na podstawie
przekazu biblijnego nie można ustalić szlaku tej peregrynacji. To jednak
jest na ogół dla czytelnika współczesnego bez znaczenia.
Na tle podstawowej części czteroksięgowej narracji wyłania się ponury obraz
wielotysięcznego tłumu brnącego przez pustynne piaski meandrującą drogą wyznaczaną
przez ich boga wyprowadzającego ich niekiedy w okolice bezwodne albo
pozbawione wody nadającej się do picia. Obraz rzeszy ludu żywiącego się przez
długie lata jednostajną strawą z nieba, popadającego raz po raz z rozmaitych powodów
w desperację, wadzącego się w takich okolicznościach ze swoim bóstwem
opiekuńczym oraz z wyznaczonym przez nie przywódcą i poddawanego za to srogim
karom.
Zdążający do Ziemi Obiecanej mogli się spodziewać stosunkowo szybkiego
przebycia „pustynnego” odcinka drogi, jako że półwysep synajski liczy w najszerszym
swoim pasie z zachodu na wschód ok. 210 km. Niebawem jednak dowiadują
się (Lb 14: 22–24), że za małoduszność okazaną, kiedy wysłani szpiedzy przynieśli
im wieść o potężnych wrogach, z którymi będą musieli się zmierzyć, usiłując podbić
Kanaan, cała ich generacja z wyjątkiem dwu osób, Kaleba i Jozuego, zostaje
skazana na dożywocie: żaden z tych, co wyszli z Egiptu jako dorośli ludzie, nie ma
ujrzeć Ziemi Obiecanej. Cały lud koczować będzie po pustyni, dopóki trupy ludzi
z tego pokolenia nie zniszczeją.
Podłoże historyczne tej opowieści z pewnością było mniej od niej ponure i ślady
tego zachowały się w Czteroksięgu. Hebrajczycy mają bydło i m.in. o nie właśnie
się boją, gdy cierpią brak wody pitnej. Niektóre plemiona dorabiają się w czasie
wędrówki stad tak licznych, że ze względu na nie postanawiają osiedlić się
w Zajordaniu, mimo że obowiązane są wziąć udział w podboju Kanaanu. Siłą rzeczy
ludzie ci powinni mieć mleko i mięso i tylko w innym wariancie legendy skazani
są na dietę z samej manny niebieskiej. Mają też według pewnych przekazów
Biblia zawłaszczonego Boga
237
być wpojenie w ludzkość całą należytych pojęć o Bogu i o dobru moralnym, to
środkiem do tego miało być uczynienie zrazu obiektem teologiczno-moralnej edukacji
jednego poszczególnego narodu, wychowywanego nadto przez wieki, z dopustu
bożego, przez swych teologiczno-moralnych pedagogów w duchu izolacjonizmu
i ksenofobii.
W judaizmie współczesnym istnieje jeszcze inne, niesprzeczne zresztą ze
wskazanym powyżej, pojęcie wybraństwa. Nawiązuje ono, z jednej strony, do wierzenia
współczesnego zhumanizowanego judaizmu, że osoba zrodzona nie z matki
Żydówki nie musi po to, aby po śmierci otrzymać nagrodę sprawiedliwych,
przejść na judaizm i stosować się do jego rytualnych nakazów i zakazów, lecz winna
jedynie być monoteistą, a nadto w swej relacji do innych ludzi stosować się
do zgodnych z judaizmem (choć przez tę osobę niekoniecznie z niego zaczerpniętych)
norm moralnych 15 . Z drugiej zaś strony nawiązuje do wersetu z Wj: „Jeśli pilnie
słuchać będziecie głosu mego i strzec mojego przymierza, będziecie szczególną
moją własnością pośród wszystkich narodów, gdyż do Mnie należy cała ziemia.
Lecz wy będziecie Mi królestwem kapłanów i ludem świętym” (19: 5,6). W świetle
tego, co głosi ten werset, Żydzi stanowią coś w rodzaju dziedzicznej kasty quasi-
-kapłańskiej (mając wśród siebie węższą, ukonstytuowaną przez dziedziczenie
statusu, quasi-kapłańską w ściślejszym sensie tego słowa kastę lewitów, a w jej obrębie
jeszcze węższy, ukonstytuowany przez dziedziczenie statusu, kapłański krąg
potomków Aarona). Zaszczyca ich to w ich oczach i częstokroć skłania do poczucia
wyższości względem innych narodów. Poczucia, które, rzecz naturalna, bardzo
ich krzepiło w epokach prześladowań i przyczyniało się do ich heroicznego trwania
przy swej religii. Zarazem na podłożu myślenia religijnego tłumaczy to też, dlaczego
są oni – analogicznie do kapłanów rozmaitych innych religii – zobowiązani
do przestrzegania rozlicznych rytualnych nakazów i zakazów, które ich własnym
zdaniem nieżydów nie obowiązują.
Zachodzi z kolei pytanie, jak się mają powyższe współczesne, uniwersalistyczne,
interpretacje koncepcji „narodu wybranego” do tego, co na ten temat znajdujemy
w Biblii.
Jak już niejednokrotnie wspomniałam, w ST nietrudno znaleźć podłoże dla
uniwersalistycznych interpretacji pojęcia narodu wybranego. Sformułowania sta-
15
Żywiący to przekonanie żydzi nie uprawiają prozelityzmu, nawet jeśli nie grozi im za to
prześladowanie. Nie wzbraniając nikomu przejścia na judaizm, rabini częstokroć uważają
za swój obowiązek wyjaśniać osobom pragnącym to uczynić, że nie jest to komuś zrodzonemu
poza żydowską narodową wspólnotą niezbędne po to, aby być człowiekiem „bogobojnym”, wiąże
się natomiast ze znacznymi utrudnieniami w życiu codziennym. Tego rodzaju wielkoduszność
nie rozciąga się na uchylające się od udziału w judaistycznym życiu religijnym osoby zrodzone
w obrębie żydowskiej etnicznej wspólnoty.
Wstęp
57
osoby torturą nieomal zupełnego zerwania kontaktu zmysłowego z otoczeniem
oraz możności komunikowania się z nim. Iść może również o nieznośną dla danej
osoby myśl, że jej beznadziejna a długotrwała choroba jest niepowetowaną klęską
życiową i psychiczną najbliższych jej ludzi 56 . Jak wiadomo, męka niedobrowolnego
pozostawania przy życiu niekiedy bywa tak zrozumiała i tak oczywista, że o pozwolenie
dokonania na danej osobie żądanego przez nią zabiegu eutanazyjnego błagają
ci, co najbardziej ją kochają, np. matka. Na tym tle obstawanie przy bezwzględnym
zakazie eutanazji okazuje się innym przypadkiem bezwzględnego, rzekomego,
formalistycznego „miłosierdzia”.
Modlitwa o własną śmierć nie jest w świetle żadnej religii grzechem. Problem
dla pewnych autorytetów religijnych polega przeto na tym, czy „nie jest niedozwolonym
wkroczeniem w boskie prerogatywy” zadanie jej sobie samemu, ewentualnie
przy czyjejś uproszonej pomocy. (Równie dobrze można by orzekać – i historia
religii zna takie orzeczenia – że „wkroczeniem w boskie prerogatywy” jest zwalczanie
środkami medycznymi bólu, który chory cierpi „przecież z dopustu Bożego”
– albo że mają taki charakter współczesne zabiegi sztucznie przedłużające życie
chorych.) Człowiek niewierzący oczywiście nie uważa, że utrzymywanie go
przy życiu lub uśmiercenie jest prerogatywą jakiejś nadprzyrodzonej istoty. Tym,
co w stanowisku Kościoła jest według niego najbardziej naganne, jest obstawanie
przy tym, aby za pomocą „środków bogatych” legislacji państwowej przymusić
niewierzących do stosowania się do norm związanych z niepodzielanym przez
nich światopoglądem. Tak jak prawne dopuszczenie aborcji we wczesnych stadiach
rozwoju ciąży nie przymusza do tego nikogo, kto uważa dokonanie tego czynu
za grzech czy za coś w jakimś innym sensie nagannego, ani nie zachęca nikogo
do przerwania ciąży z jakiegokolwiek powodu, tak prawne dopuszczenie eutanazji
obwarowane przepisami zapobiegającymi nadużyciom nie przymusza nikogo
mającego skrupuły religijne, ani też nie zachęca nikogo, aby poddał się takiemu
zabiegowi albo udzielił innej osobie pożądanej przez nią pomocy. Rozszerzenie
zakresu swobodnych decyzji osób niewierzących w odniesieniu do ich własnego
życia nie jest żadnym uszczupleniem zakresu swobodnych decyzji wyznawców
takiej czy innej religii w odniesieniu do ich życia 57 .
56
Treść tej ostatniej uwagi żadną miarą nie jest usprawiedliwieniem praktyki „eutanazji”
niedobrowolnej, kładącej kres życiu ludzi uważanych przez jakichś innych ludzi za bezpożyteczny
a kosztowny „balast”.
57
Do tematu religijngo zakazu samobójstwa powracam w szkicu „Biblia kłamców” w rozdziale
„Dawid i Salomon”.
34
Wstęp
ludzkiej funkcje niesprowadzające się do prostego związku pomiędzy aktem płciowym
a zapłodnieniem. Najważniejszą bodaj z tych innych funkcji jest przyczynianie
się do trwałości związków solidarności życiowej i, o ile to możliwe, zaangażowania
uczuciowego pomiędzy osobami regularnie uprawiającymi harmonijne
pożycie seksualne. Pomiędzy takimi związkami we wszystkich społeczeństwach
najbardziej typowe są i największe znaczenie społeczne mają związki heteroseksualne
(w postaci małżeństw monogamicznych albo poligamicznych) stanowiące
filar rodziny nuklearnej 27 , jako najlepszej w społeczeństwie ludzkim instytucji
opieki nad dziećmi i osobami sędziwymi. (Nie wynika z tego, nb., że trwałe takie
związki wsparte harmonijnym współżyciem płciowym nie mają pozytywnego
znaczenia społecznego oraz pozytywnego wpływu na psychikę ludzką, jeśli wstępują
w nie z osobami tej samej płci ludzie niemogący wejść w zadowalające ich
partnerstwo heteroseksualne.) Do sprawy tej powrócę w dalszych wywodach w niniejszym
szkicu.
Jedną z budzących najwięcej sprzeciwu niechrześcijan, np. agnostyków i ateistów,
cech Kościoła jest jego wciąż jeszcze żywotna tendencja do narzucania,
w miarę możności przy pomocy legislacji państwowej, osobom niepodporządkowującym
się z własnej woli nakazom moralnym Kościoła posłuchu wobec jego
norm, przy czym niektóre z tych norm są coraz bardziej egzotyczne w świetle poglądów
szerzących się w naszym kręgu kulturowym. Kościół przejawia paradoksalną
tendencję, aby legislacyjne rozszerzenie zakresu autonomii jednostek w odniesieniu
do decyzji dotyczących ich własnego życia traktować jako uszczuplenie
wolności decyzji tych, co pragną się podporządkować moralnemu magisterium
Kościoła. Jaskrawym przykładem jest traktowanie projektów tzw. paktów partnerskich
pomiędzy homoseksualistami jako zagrożenia dla popieranej przez Kościół
instytucji małżeństwa heteroseksualnego i monogamicznego, jak gdyby możliwość
zawierania takich umów pomiędzy homoseksualistami pociągała za sobą zachętę
do rezygnacji z tej tradycyjnej formy rodziny ze strony tych, których potrzebom
emocjonalnym i życiowym ona odpowiada.
III
5. Powracam do głównego wątku moich wywodów. Szereg moich przyjaciół
agnostyków i ateistów usiłowało mnie przekonać o niewłaściwości próby publikacji
pracy, której skutkiem musi być odebranie pewnym naszym bliźnim błogosławieństwa
wiary religijnej, a przez to pogrążenie ich w rozpaczy z powodu zanurze-
27
Małżeństwa poligamiczne z reguły stanowią taki układ rodzin nuklearnych, gdzie jedna
i ta sama osoba (najczęściej mężczyzna) należy do więcej niż jednej takiej rodziny.
Biblia okrutników
371
dni, kiedy spodziewali się zatriumfować, okazały się czasem, gdy doznali zdrady.
Symbolem ich wyłączenia w królestwie Judy był Aaron. Symbolem ich wyłączenia
w królestwie Izraela były złote cielce. Ktoś z tego rodu, autor Elohista, napisał
opowieść o tym, jak wkrótce po wyzwoleniu Izraelczyków z niewoli dokonali oni aktu
herezji. Na czym polegała herezja? Na kulcie złotego cielca! Kto ulał złotego
cielca? Aaron!
Dlaczego jednak Aarona nie dosięga kara? [Odpowiedź, którą Friedman podaje
w innym miejscu (s. 78), gdzie również mowa o grzechu, w którym uczestniczy
Aaron, polega na tym, że wobec ustalonej tradycji o Aaronie jako o pierwszym arcykapłanie,
autor nie mógł przedstawić go jako osobę ukaraną przez Jahwe – H. E.]
Teraz szczegóły opowieści dobrze wpasowują się do całości. Dlaczego Aaron,
ukazując ludowi cielca, zapowiada uroczystość na cześć Jahwe? Ponieważ cielec
nie jest [w pojęciu zarówno jego, jak ludu] bogiem, rywalem Jahwe. Cielec, czyli
młody byk, jest jedynie platformą boskiego tronu, symbolem bóstwa, a nie bóstwem.
Dlaczego jednak cielec jest traktowany przez autora tej opowieści jak bożek?
Zapewne dlatego, że opowieść ma charakter polemiczny: autor stara się
przedstawić złote cielce królestwa Izraela w jak najgorszym świetle...
Dlaczego ludzie mówią: «Oto twoi bogowie, Izraelu», mimo że cielec jest tylko
jeden? 218 Dlaczego mówią: «którzy cię wyprowadzili z Egiptu», mimo że cielec został
ulany po wyjściu z Egiptu? Odpowiedzi zdaje się dostarczać opis panowania
Jeroboama w 1Krl, gdzie te właśnie słowa przypisane są Jeroboamowi. Wydaje
się, że autor opowieści o złotym cielcu włożył w usta ludu słowa tradycyjnie przypisywane
Jeroboamowi.
Czemu w opowieści Elohisty wykonawcami krwawej kary są lewici? Ponieważ
on sam jest lewitą. Według jego przekazu to Aaron dopuścił się grzechu, natomiast
pozostali lewici, jedyni spośród całego ludu, dochowali wierności Jahwe, za co uzyskali
błogosławieństwo boże.
Dlaczego autor wyłącza Jozuego spośród winnych herezji? Ponieważ Jozue
był bohaterem związanym z plemionami północnymi, efraimitą, a przy tym następcą
Mojżesza w przewodzeniu ludowi.
Dlaczego w opowieści tej Mojżesz rozbija tablice Dekalogu? Być może dlatego,
że pobudzało to do przypuszczeń, iż arka w świątyni jerozolimskiej [z której obsługi
ród kapłański z Szilo był wyłączony] zawiera tablice nieautentyczne albo nie
zawiera żadnych.
218
R. E. Friedman nie wyjaśnia, dlaczego ulany został tylko jeden cielec, chociaż autorowi
opowieści byłoby, jak by się zdawało, „wygodniej”, gdyby było ich dwa, odpowiednio do dwóch
posągów Jeroboama. Przypuszczam jednak, że można to wyjaśnić zgodnie z całością eksplikacji
R. E. Friedmana: cielca łatwiej było przedstawić jako bożka, jeśli nie miał duplikatu – H. E.
458
Biblia Hebrajczyków
3. Godzien uwagi jest inny z kulminacyjnych epizodów opowieści o Eliaszu.
Jest to historia o „winnicy Nabota”. „Nabot z Jizreel miał winnicę obok pałacu
Achaba... Achab zwrócił się do Nabota mówiąc: «Oddaj mi na własność twoją
winnicę... A ja za nią dam ci winnicę lepszą od tej, chyba że wolisz, abym ci dał
za nią pieniądze” (1Krl 21: 1–2). Była to, jak widać, zupełnie uczciwa propozycja,
którą jednak Nabot, będąc w swoim prawie, odrzuca, nie chcąc się wyzbyć dziedzictwa
przodków. Achab reaguje niezrozumiałą rozpaczą: „Położył się
na swym łożu, odwrócił twarz i nic nie jadł” (1Krl 21: 4). Izebel dowiedziawszy
się, co gnębi jej męża, mówi: „To ty teraz tak sprawujesz rządy królewskie
w Izraelu? Wstań, jedz i bądź dobrej myśli. Ja ci dam winnicę Nabota...” (1Krl
21: 7). Niecna królowa aranżuje proces, w wyniku którego Nabot zostaje na podstawie
zeznań krzywoprzysięzców skazany na ukamienowanie za rzekome bluźnierstwo
przeciwko Jahwe i królowi. Achab niezwłocznie zajmuje winnicę. Wtedy
Jahwe nakazuje Eliaszowi stanąć przed Achabem i oznajmić mu, że zostanie
przez Boga ukarany. „Kiedy Achab usłyszał te słowa, rozdarł szaty i włożył wór
na ciało oraz pościł”, wskutek czego Jahwe odstąpił od wymierzenia mu kary
(1Krl 21: 27–29).
Niezgrabność pisarska autora przekazu demaskuje jego fikcyjność. Izebel baalitka
występuje tu w roli inicjatorki procesu o rzekome bluźnierstwo przeciwko
Jahwe. Mimo to opowieść wydestylowana przeze mnie do jej powyższej postaci ma
charakter budujący. Jej morałem jest to, że w oczach Boga zbrodniarzem jest
władca uzurpujący sobie własność poddanego oraz jako oszczerca doprowadzający
przy pomocy krzywoprzysiężnych świadków do skazania człowieka niewinnego.
Byłoby to opowiadanie piękne, gdyby autor nie zademonstrował w nim tego, co
w jego etosie odstręczające. Groźba Jahwe przekazana Achabowi przez Eliasza
zawiera m.in. zapowiedź: „Oto Ja wymiotę i wytępię z domu Achaba nawet malca,
niewolnika i wolnego w Izraelu” (1Krl 21: 21). Po okazaniu zaś przez Achaba skruchy
(czy też raczej strachu przed „Panem”) Jahwe oznajmia Eliaszowi: „Dlatego,
że upokorzył się przede mną, nie dopuszczę nieszczęścia za jego życia. Nieszczęście
dopuszczę na jego ród za życia jego syna” (1Krl 21: 29).
Rzecz oczywista, autor deuteronomistyczny dostosowuje referowane przez
siebie wyroki i działania boskie do rzeczywistych zaszłości historycznych. Achab
umiera jako władca po stosunkowo pomyślnym okresie rządów. Natomiast jego
syn i następca Ochozjasz umiera wkrótce po wstąpieniu na tron w wyniku nieszczęśliwego
wypadku (2Krl 1), a jego brat i następca Joram ginie na skutek
przewrotu pałacowego dokonanego przez Jehu (według narratora biblijnego
z inspiracji Elizeusza, 1Krl 9). Jednakże autor nasz poddaje owe znane zaszłości
teologicznej i „moralistycznej” interpretacji. Jak widzimy, jest to wyraz moralności
niesamowitej! Przy czym stykamy się z nią nie tylko w powyższym ustępie
dzieła deuteronomistycznego. W rozdziałach 2Krl poświęconych erze końcowej
118
Biblia początków
chorobą lub inną klęską jednego ze „sprawiedliwych”, innego zaś nie. Może zesłać
na jakiś kraj ze swej niedocieczonej racji klęskę żywiołową albo tego nie uczynić,
może wysłuchać modłów wiernych albo nie, i nawet nie wiadomo, kiedy wysłuchał
modłów, kiedy zaś nie, ponieważ może okazać łaskę niezależnie od modłów. Bóg
może każdej chwili porazić glob ziemski meteorytem niszczącym prawie wszystko,
co żywie, albo tego zaniechać. Mógł zadekretować takie, ale też mógł i inne,
prawidłowości przyrody; mógł stworzyć z racji niepojętych takie, jakie istnieją, galaktyki,
gwiazdy, planety, ale też mógł stworzyć zupełnie inne. Itd. Cokolwiek się
stwierdza w empirycznie danym świecie, trzeba w świetle hipotezy kreacyjnej
przyjąć za urzeczywistnienie bożej woli albo za dopust boży, ale też taki sam charakter
miałoby wszystko, co by się w nim miast tego, co jest, odkryło.
Jak wspomniałam, zaganienie, jakie inne względy, oprócz – czy może nawet
zamiast? – mocy prognostycznej, winny wpływać na akceptację jakieś danej hipotezy,
jest jedynym ze spornych problemów współczesnej naukowej epistemologii.
W każdym jednak razie wiarygodność hipotezy stanowiącej w jakimś danym przypadku
akceptowalny eksplanans nie może zasadzać się jedynie na tym, że jeśli byłaby
ona prawdziwa, to wyjaśniałaby to, co ma być w danej procedurze wyjaśnione.
Na tle powyższego widać, że taki kreacjonista, który nie umie sprecyzować
i uwiarygodnić empirycznie hipotezy o tym, „na co Bogu świat”, wikła się w rozumowaniu.
Kreacjonizm jako taki, bez wskazania celu stworzenia, musi być jego
zdaniem uznany jako wyjaśnienie istnienia bytu fizycznego; zarazem postulowana
przez niego, chociaż żadną miarą niedowodliwa, niemożliwość „czysto przygodnego”
istnienia bytu fizycznego jest jedynym proponowanym przez niego świadectwem
na rzecz prawdziwości kreacjonizmu.
Teza kreacjonistyczna, implikująca tezę o istnieniu Stwórcy, wcale nie jest „bezsensowna”
albo „absurdalna” 54 , jak to głoszą pewni ateiści. Jest natomiast hipotezą
w świetle powyższych rozważań nieuwiarygodnioną i już choćby dlatego nienadającą
się do akceptacji w obrębie światopoglądu naukowego. Nie implikuje to, oczywiście,
samo przez się prawdziwości, czy też przynajmniej wiarygodności jej negacji,
i w tym właśnie widzą usprawiedliwienie swojego stanowiska agnostycy. Powyżej
jednak skutecznie, jak mniemam, przedstawiłam argumenty na rzecz sentencji wyrażonej
w przedostatnim zdaniu z książki Weinberga – o uwiarygodnianej przez naukę
bezcelowości bytu fizycznego 55 . A więc argumenty na rzecz poglądu, że poznanie
empiryczne coraz mocniej uniewiarygodnia hipotezę o istnieniu Stwórcy.
Zatrzymajmy się jednak jeszcze przez chwilę nad tym, iż w poczuciu wielu
osób pozostaje wciąż do wzięcia pod uwagę nieintuicyjność przypuszczenia, że byt
szkicu.
54
W ścisłym sensie tego słowa teza absurdalna jest to teza wewnętrznie sprzeczna.
55
Przedstawiam pełniej tę argumentację w Aneksie 1 oraz Aneksie 2 do niniejszego
Quasi-diatessaron
623
W istocie jednak dużo przemawia przeciwko przekazom o niebywałej popularności
Jezusa za jego żywota. Sam Jezus kilkakrotnie uskarża się na odrzucenie go
przez całe miasta (por. Mt 11: 20nn, 13: 53nn i odpowiednie ustępy w pozostałych
ewangeliach). Kilkakrotnie przeciwstawia wiarę nie-Izraelczyków (por. Mt 8: 5nn
i odpowiedni ustęp w Łk; Mk 7: 24nn oraz Mt 15: 21nn) niedowiarstwu Izraelczyków.
Gromadzenie przez Jezusa wokół siebie wielotysięcznych rzesz czcicieli nie
mogłoby ujść uwadze autorów niechrześcijańskich, podczas gdy przemilczanie
przez nich osoby Jezusa stanowi, jak wiadomo, jeden z najważniejszych dylematów
dla hipotezy jego historyczności. W owym miejscu i czasie, w atmosferze tak
brzemiennej buntem ani Herod Antypas 140 ani władze rzymskie nie mogłyby obojętnie
odnosić się do człowieka przyciągającego do siebie tłumy zwolenników,
zwłaszcza wobec pogłosek, że jest on potomkiem Dawida i Mesjaszem. Tymczasem
Herod, morderca Jana Chrzciciela pozostawia go w spokoju aż do czasu uwięzienia
go przez Rzymian 141 . Również Rzymianie zrazu nie interesują się nim nawet
kiedy, pono na czele tłumów sławiących go jako „syna Dawidowego”, czyli Mesjasza
politycznego i „króla”, wjeżdża do Jerozolimy. Piłat, według ewangelistów,
skazuje go na śmierć dopiero wskutek ponaglań i zgoła gróźb religijnego establishmentu
izraelskiego.
Świadczyłoby to, że Jezus nie był za swojego żywota osobą tak popularną, jak
to przedstawiają ewangelie. Dążenie kolaborującego z Rzymianami izraelskiego
establishmentu do wyeliminowania go zdaje się mieć charakter prewencyjny, o ile
nie jest reakcją na to, co reprezentanci tego establishmentu uważali za jego bluźnierstwa
i czyny bezbożne. O tym samym świadczyć się też zdaje osamotnienie Jezusa,
po ukryciu się garstki jego uczniów, podczas jego pojmania, bezprawnych
dochodzeń, znęcania się nad nim i ukrzyżowania. Jedynie w ewangelii Łukasza
mowa jest o tym, że podczas prowadzenia na Golgotę „szło za nim mnóstwo [biernego]
ludu, także kobiety, które zawodziły i płakały nad nim” (23: 27). Nikt z jego
tak pono licznych czcicieli (por. opis uroczystego wjazdu) nie staje w jego obronie,
nikt się nie burzy na wieść o jego śmierci, ani w Jerozolimie, ani poza nią. Więc
może jeśli był w drodze na Golgotę opłakiwany, to owi opłakujący nie byli zbyt liczni.
Pojmanie – a może też pewne jego czyny w Jerozolimie interpretowane jako obraza
Świątyni albo zakłócenie porządku w niej – mogły ostudzić entuzjazm części
140
Był to syn Heroda Wielkiego, któremu w Ewangelii „wg” Mateusza przypisuje się rzeź
niewiniątek.
141
Według Ewangelii „wg” Łukasza 23: 6nn Piłat, stale przez ewangelistów „wybraniany”,
usiłował pozbyć się sprawy Jezusa odsyłając go do przebywającego w Jerozolimie Heroda, ten
jednak nawet wówczas odesłał go z powrotem prokuratorowi.
358
Biblia Hebrajczyków
kom, że to „Jestem” posłał go do nich. Za równoważnik tej deskrypcji uchodzi nazwa
„Jahwe”, którą w Wj 6: 3 Bóg podaje jako swoje po raz pierwszy ujawniane ludziom
imię. Ten charakter równoważnika podkreślony jest przez to, że w Wj 3,
gdzie w przeciwieństwie do powyższej deskrypcji imię „Jahwe” nie jest wymienione,
Bóg oświadcza: „To jest imię moje na wieki i moje zawołanie na najdalsze pokolenia
(3: 15)”. Może jest tu jakaś luka w tekście, ale imieniem, poprzez które Bóg
ma być wzywany (o ile to jest dozwolone), widocznie jednak jest „Jahwe”.
Wskazany powyżej zwrot hebrajski nie pozwala na jednoznaczną egzegezę.
Jego najczęściej przyjmowanym znaczeniem jest „Jestem, który jestem”, ale rozważane
są też inne tłumaczenia, np. „Jestem tym, który [zawsze] będzie”, „Jestem
[zawsze] obecny”, a nawet „Jestem tym, który sprawia”.
Poświęcone tej autoprezentacji wielosetletnie spekulacje teologów przeświadczonych,
że zawiera się w niej głęboki ponad wszelką miarę sens – być może nawet
najgłębsza rewelacja dotycząca natury Boga – z konieczności doprowadzić
musiały do wyposażenia tej deklaracji w głęboki sens albo w alternatywne głębokie
sensy. Próbowano interpretacji rozmaitych.
Pecaric podaje: „Jestem [w Sprawiedliwości] tym, który jest [w Miłosierdziu]”
200 . Jest to egzegeza całkowicie arbitralna. Równie dobrze zamiast „sprawiedliwy”
i „miłosierny” Pecaric mógłby wstawić np. „łaskawy dla swoich ulubieńców”
i „zazdrosny” albo „władca całego świata” i „protektor jednego poszczególnego
ludu”. Wstawił to, co mu się podobało. Czytelnik nienależący do tradycji teologicznej
Pecarica, wertując tomy Tory z jego komentarzami, jest nieustannie szokowany
arbitralnością i wymyślnością lansowanych w tej tradycji egzegez oraz dopełnień
i „wyjaśnień” wpisywanych pomiędzy wiersze Biblii.
Według Bubera deskrypcją tą Bóg oznajmia, że jest „zawsze” obecny. Nie ma
po co go wzywać, a zarazem „naród wybrany” zawsze może na niego liczyć 201 – co,
zauważmy, źle się godzi z informacją, że przestał się nim się interesować na parę
stuleci w epoce egipskiej niewoli, a także z przypuszczeniem niektórych jego czcicieli,
że się nim nie zajmował w czasie Holokaustu.
Utrzymuje się też często, że za pomocą tej deskrypcji Bóg przedstawia się jako
jedyny bóg „rzeczywisty”, w przeciwieństwie do tych, które czczą „bałwochwalcy”.
Albo że oznajmia, iż jest bytem odwiecznym, wiecznym i od niczego w swym
bytowaniu niezależnym. Albo też, iż wręcz oznajmia, że jest jedynym bytem mającym
istnienie za swój nieodłączny atrybut – czyli jedynym takim, że istnienie należy
do jego „istoty”.
Inni utrzymują, że znamienne słowa Jahwe właściwie znaczą „Jestem, który
sprawia wszystko”. Według nich przeto Bóg odsłania tu swoją istotę polegającą
200
TPL, t. II, 2003, s. 20.
201
M. Buber, Mojżesz, wyd. cyt., s. 42.
142
Biblia początków
Chociaż hipoteza Hoyle’a, Bondiego i Golda miała w ciągu dwudziestu lat
po jej zaproponowaniu szereg zwolenników, dominująca obecnie w nauce opinia
wypowiada się przeciwko niej, powołując się na pewne niedające się z nią pogodzić
doniosłe dane astrofizyczne. Według nieomal powszechnie przyjmowanego na forum
nauki przekonania, rozbieganie się galaktyk jest przejawem zupełnie inaczej
niż we wspomnianej hipotezie rozumianej ekspansji wszechświata, czy też tego,
co zwykliśmy nazywać wszechświatem (a co, jak wspomniałam powyżej, uważane
jest przez pewnych kosmologów jedynie za pewien fragment – pewien szczególny
„wykwit” – bytu fizycznego). W myśl tej koncepcji powiększa się sama przestrzeń,
czyli wzrasta z momentu na moment przestrzenny przekrój czasoprzestrzeni;
w tym przeto procesie oddalają się od siebie galaktyki. Na gruncie powyższego
modelu nieuprawnione jest pytanie, „w czym” się rozszerza przestrzeń (niby plama
na podłodze) albo co jest w danej chwili „poza przestrzenią”. Pytania te uważa
się na tym gruncie za oparte na mylnych założeniach co do natury przestrzeni.
Według przeważających obecnie w nauce poglądów istniała więc epoka, w której
objętość wszechświata – albo tego, co zwykliśmy tak nazywać i co, być może,
stanowi jedynie nasz poszczególny wszechświat – w niezmiernie istotny sposób
mniejsza była niż objętość atomu. (W epoce tej nie istniały, naturalnie, atomy.)
Na gruncie klasycznej (tzn. nieuwzględniającej kwantowych aspektów rzeczywistości)
ogólnej teorii względności uznać wypada, że ten wszechświat, którym zajmuje
się nasza nauka empiryczna, rozpoczął istnienie od momentalnej eksplozji
z „punktowej” objętości. Dla fizyków wielce niepokojące jest jednak przypuszczenie
o „punktowym” Wielkim Wybuchu: jest to przypuszczenie, według którego
u początku istnienia naszego wszechświata była tzw. osobliwość, której odpowiada
nieskończona krzywizna czasoprzestrzeni i nieskończona gęstość materii.
W odniesieniu do takiego stanu tracą swą ważność wszystkie znane prawa fizyki,
a więc zarówno mechanika kwantowa, jak teoria względności. Załamanie się tych
praw w warunkach osobliwości kładzie m.in. tamę dociekaniom dotyczącym tego,
co mogło poprzedzać tak osobliwy stan wszechświata, ponieważ w nauce rozpoznawanie
przyczyn po ich skutkach oczywiście opiera się na zastosowaniu praw
przyrody.
Odpowiednio do tego pisał wielki fizyk Stephen Hawking w pracy Skraj czasoprzestrzeni…:
„Ponieważ wszystkie obecne teorie naukowe zakładają czasoprzestrzenne
podłoże zjawisk, teorie te muszą załamywać się w obliczu takich osobliwości.
Jeśli więc istniały zdarzenia poprzedzające Wielki Wybuch, to nawet ich
znajomość nie pozwalałaby przewidzieć obecnego stanu wszechświata, ponieważ
przewidywalność załamywałaby się w obliczu Wielkiego Wybuchu. Podobnie rzeczą
niemożliwą jest dowiedzenie się na podstawie znajomości zdarzeń, które nastąpiły
po Wielkim Wybuchu, co działo się przed nim. Znaczy to, że zagadnienie
istnienia lub nieistnienia zdarzeń poprzedzających Wielki Wybuch ma charakter
148
Biblia początków
żemy poszukiwać odpowiedzi tak bezpośrednimi metodami, jak się tego dawniej
domagano, w dociekaniach naukowych występują koniektury, które usiłuje się
w pewnej mierze uwiarygodnić za pomocą mniej bezpośrednich, a przeto słabszych
argumentów (por. zacytowaną powyżej uwagę Reesa).
Na korzyść koncepcji wielości powstających w łonie multiwersum wszechświatów
przemawia zdaniem szeregu jej zwolenników m.in. to, że wskazuje ona
jedną z możliwych dróg, na których moglibyśmy szukać wytłumaczenia pewnych
wielce zagadkowych właściwości naszego wszechświata.
Żeby to zrozumieć, trzeba wziąć pod uwagę, że fundamentalne prawa nauki
same przez się nie są w stanie wytłumaczyć tych właściwości. Wyznaczają one klasę
dających się pomyśleć bez sprzeczności z nimi modeli wszechświata, różniących
się od siebie wzajem np. pod względem wartości stałych uniwersalnych,
od których zależą właściwości podstawowych składników materii oraz względna
moc rozmaitego typu oddziaływań pomiędzy nimi, a wobec tego również i charakter
bardziej złożonych struktur. W razie istnienia wielości wszechświatów być może
występowałyby też zresztą pomiędzy nimi różnice pod względem charakteryzujących
je najbardziej fundamentalnych praw przyrody.
Im pełniejsza i dokładniejsza jest nasza znajomość stwierdzanych w naszym
wszechświecie fundamentalnych prawidłowości przyrody, tym węższa jest klasa
dających się pomyśleć zgodnych z nimi wszechświatów. Nasz wszechświat odpowiada
jednemu z dających się pomyśleć modeli podległych powyższemu ograniczeniu.
Otóż jednak odznacza się on cechami na tle ogółu tych modeli dość wyjątkowymi
(nawet jeśli bezpodstawne jest przypuszczenie, że stanowi on absolutny
unikat). Innymi słowy jest on na tle ogółu uznawanych przez nas fundamentalnych
praw przyrody przypadkiem w pewnym sensie „nieprawdopodobnym”. W szczególności
znajduje to wyraz w tym, o czym mówi tzw. słaba zasada antropiczna
w kosmologii.
Nazwa tej „zasady” jest z kilku względów myląca. Po pierwsze, nie zajmuje się
ona kwestiami tak z punktu widzenia kosmologii szczegółowymi, jak warunki powstania
i ewolucji gatunku ludzkiego i w ogóle istot obdarzonych stosunkowo bogatą
psychiką. Zajmuje się natomiast warunkami umożliwiającymi istnienie we
wszechświecie życia. Nazwa, jak np. „zasada karalusza”, stosowałaby się tu równie
dobrze, a nie wywoływałaby nieusprawiedliwionych skojarzeń. Po drugie, interpretowana
jako „zasada”, czyli stwierdzenie czegoś, ma ona treść banalną,
oznajmia bowiem, że wszechświat nasz spełnia warunki dostateczne po temu, aby
był siedliskiem życia. O tym zaś zaiste trudno by nam było wątpić, jako że żyjemy.
Co więcej, skoro życie istnieje na Ziemi, to rozsądne jest przypuszczenie, że Ziemia
nie jest pod tym względem w naszym wszechświecie unikatem.
Nie istnieje żadna prawomocna reguła dedukcyjna, która by z samej „słabej”
zasady antropicznej pozwalała wyprowadzić tak zwaną zasadę antropiczną moc-
556
Jezus ewangelistów
przysługuje zwłaszcza bezimiennemu bohaterowi pieśni Izajasza [z tekstów
wkomponowanych do księgi tzw. Deutero-Izajasza 36 – H. E.]”.
Enigmatyczny tytuł „Sługi Jahwe” w owych pieśniach zdaje się odnosić nie
do jednego podmiotu, ale raz do Izraela, raz do samego proroka, raz do jakiejś osobistości,
która doznała tragicznego losu w wyniku błędów politycznych popełnionych
przez przywódców Izraela. O tym cierpiącym Słudze Pańskim mowa tam
w czasie przeszłym.
„…Apologeci nie kwestionowali, że przytaczane przez heterodoksów ustępy biblijne
odnoszą się przeważnie – jeśli mieć na względzie dosłowny sens cytatu – do innych
niż Jezus osób. Ale równocześnie podkreślali, że... proroctwa starotestamentowe
mają z reguły dwojakie... znaczenie: pierwsze znaczenie może mieć różne desygnaty,
nie pozostające w bezpośrednim związku z osobą Jezusa, drugie natomiast…
odnosi się do Chrystusa i jego czasów. Znaczenie pierwsze pokrywa się zazwyczaj
z literalnym sensem słów, drugie zaś zazwyczaj ukryte jest w symbolu lub alegorii” 37 .
Równie kwestionowalne jak rzekome zapowiadające Jezusa proroctwa są wydarzenia
– „typy” starotestamentowe. Dziwi np. to, że „typem” dla trzydniowego
przebywania Jezusa w grobie przed jego „zmartwychwstaniem” ma być karne
przebywanie krnąbrnego i nie uleczonego w pełni nawet przez ten zabieg, Jonasza
w brzuchu wieloryba 38 .
36
Patrz hasło „Księga Izajasza”, w: Religia, Encyklopedia PWN, wyd. cyt.
37
Z. Ogonowski, Z dziejów..., wyd. cyt., s. 59-60.
38
Skłonność teologów katolickich do wynajdywania na kartach Starego Testamentu zdarzeń
będących „typami” dla tego, co wieszczą ewangelie, nie ogranicza się do przekazów znajdujących
się w samych ewangeliach. Znamiennym przykładem może być uznanie za tzw. Protoewangelię
fragmentu 14–15 z Księgi Rodzaju 3. Według tego ustępu „Pan Bóg rzekł do węża:
Ponieważ to uczyniłeś [tj. przywiodłeś Ewę i Adama do grzechu], bądź przeklęty wśród wszystkich
zwierząt domowych i dzikich. Na brzuchu będziesz się czołgał i proch będziesz jadł
po wszystkie dni twego istnienia. Wprowadzam nieprzyjaźń pomiędzy ciebie a niewiastę, pomiędzy
potomstwo twoje a potomstwo jej. Ono ugodzi cię w głowę, a ty ugodzisz je w piętę”.
Redaktorzy BT zaopatrują ten ustęp w następujący komentarz: „Wąż-kusiciel jest wrogiem
Boga, uosobieniem zła, jest też istotą rozumną, skoro umie mówić. Późniejsze księgi Pisma
nazwą go szatanem... [Czy Bóg niejako dla urozmaicenia sobie życia stworzył sobie wroga,
czy też jego wróg jest istotą przez niego nie stworzoną, czyli Bóg nie jest twórcą wszystkiego,
co istnieje? Jeśli Szatan jest zbuntowanym stworzeniem bożym – eks-aniołem, to czemu
Bóg nie kładzie końca jego rebelii? – H. E.] W walce z ludzkością szatana czeka klęska: potomek
niewiasty zada mu cios decydujący o przegranej. W tej Protoewangelii, czyli zapowiedzi
Dobrej Nowiny, Nowy Testament upatruje aluzję do Mesjasza, Potomka Niewiasty – Maryi,
która nie znała męża (Łk 1: 34)”; s. 26, w przypisach.
Wszystko to są arbitralne konstrukcje. Jahwista, autor Księgi Rodzaju 3, nie zna Szatana
jako potężnego antagonisty Stwórcy. Postać ta włączona zostaje do mitologii judejskiej
Ofiarowanie Izaaka. Abraham a Hiob
319
Aneks
Jahwe a ofiary ludzkie
Zajmę się tu tekstami biblijnymi dotyczącymi lub zdającymi się dotyczyć składania
ofiar ludzkich bóstwu, które w toku swej ewolucji w umysłach swoich czcicieli
stać się miało Bogiem Biblii, jakim go znamy ze współczesnej tradycji judeochrześcijańskiej.
Świadoma swego statusu dyletanta w dziedzinie historii religii
poważę się jednak poniżej wskazać, jak rozumiem te teksty.
W swoim komentarzu do opowieści o niedoszłym do skutku wskutek interwencji
bożej ofiarowaniu Izaaka redaktorzy BT oświadczają 126 , że jednym z celów „tego
opisu” było „potwierdzenie zakazu składania ofiar z ludzi” (Kpł 18: 21, 20: 2–5).
Jak stwierdzam w powyższym szkicu, nie jest rzeczą jasną, dlaczego komentatorzy
mówią o „potwierdzeniu”, skoro w całej narracji biblijnej poprzedzającej epizod
Akedy nie ma wzmianki o tym, aby Bóg już przed tym epizodem taki zakaz wydał
czy to Abrahamowi, czy to komukolwiek innemu. Same zaś ustępy, na które powołują
się autorzy tego komentarza, są niefortunnie dobrane, ponieważ zawierają
zakaz „przeprowadzania dziecka swojego przez ogień dla Molocha”, co by było
„bezczeszczeniem imienia” Jahwe. Nie zawierają natomiast żadnej wskazówki co
do tego, co autor (mianowicie Kapłan 127 ) oraz redaktor Pięcioksięgu mniemali
o składaniu przez ludzi ofiary z własnego dziecka czy w o składaniu ofiar ludzkich
jakichkolwiek samemu Jahwe.
Pidion ha-ben
Tej właśnie kwestii dotyczy szereg przepisów w następujących po Rdz księgach
Pięcioksięgu.
Są wśród nich ustępy odnoszące się w szczególności do pierworodnych synów
swoich matek. Tą sprawą zajmę się tu przede wszystkim. Dla skrótu noworodki
takie będę w tekście pochodzącym ode mnie (tzn. poza cytatami) nazywała
pierwiastkorodnymi, pierwiastką bowiem nazywa się kobietę po raz pierwszy rodzącą
dziecko, i ten sam termin odnosi się w języku hodowców zwierząt do rodzącej
po raz pierwszy samicy.
Na początek rozważań zacytuję odnośne przepisy z prawodawstwa pięcioksięgowego.
Według Wj 13: 1–2 „Pan tak powiedział do Mojżesza: «Poświęćcie Mi
wszystko pierworodne. U synów Izraela do Mnie należeć będą pierwociny łona
matczynego – zarówno człowiek jak i zwierzę»”.
126
W przypisie, s. 40.
127
Por. wzmiankę w mym „Wstępie”, s. 40–41 o autorach, których dzieła stanowiły podłoże
dla ukształtowania się podstawowego zrębu Pięcioksięgu.
Mity początków ludzkości...
221
Wers 6: 3, gdzie według tekstu Sandauera Bóg oświadcza, że nie będzie więcej
wadzić się z człowiekiem, gdyż on też jest ciałem, tłumacz BT oddaje słowami:
„Nie może duch mój pozostawać w człowieku na zawsze, gdyż człowiek jest
istotą cielesną”. NIV w podstawowym tekście ma „wadzić się”, w przypisie jednak
wskazuje, że przekład taki jak w BT również jest możliwy, na miejscu zaś
Sandauerowego „jako że i on jest ciałem” podaje: „ponieważ jest on śmiertelny”.
Swobodny, jak w wielu innych miejscach, przekład GNB w zasadzie zgadza się
zBT. W obliczu tych rozbieżności laik, jak ja, może tylko stwierdzić, iż w całym
tym niejasnym przekazie wers 6: 3 jest szczególnie niejasny, dając asumpt
do częściowo rozbieżnych interpretacji całości.
W istocie, czytając omawiany przekaz, ma się wrażenie, że opowieść, którą
czytelnik Biblii dostaje do ręki, to „po konfiskacie nakład drugi”. Niejasne są
związki przyczynowe pomiędzy zaszłościami opisanymi w poszczególnych częściach
narracji. Narzuca się jednakże przypuszczenie, że boża decyzja o zgładzeniu
nieomal wszystkiego, co żywie na Ziemi, wiązała się jakoś ze skutkami
związków synów bożych z ziemiankami. Reakcją Boga na zadzierzgnięcie się
takich związków miałoby być zrazu wyznaczenie granic życia ludzkiego na 120
lat. Jest to przydział nadzwyczaj hojny w porównaniu z rzeczywistym stanem
rzeczy po dzień dzisiejszy, zwłaszcza zaś w czasach autora biblijnego tekstu;
zarazem jest on niezmiernie restrykcyjny na tle przekazanej (we wcześniejszym
rozdziale) tradycji, według której patriarchowie przedpotopowi żyli setki
lat. Według jednego sposobu tłumaczenia wersetu 6: 3 (por. przekład
Sandauera) Bóg przez to postanowienie okazuje ludziom łaskę; według drugiej
wykładni Bóg raz jeszcze, po epizodzie wygnania z Raju, skazuje ludzi
na śmiertelność (co jest dziwne, ale narrator nie musi być konsekwentny), zakreślając
przy tym granice długości ludzkiego życia. W każdym razie niebawem
na scenę wchodzą zrodzeni ze związków niebian z ludzkimi niewiastami
giganci. Twórcy Biblii zablokowali przed nami wszelką wieść o owych mocarzach
– o tym, co czynili (lub chcieli uczynić?). Pozbawieni zostaliśmy jakiejś
części starohebrajskiej mitologii, która mogła być podobna do greckich opowieści
o herosach – albo do mitu o Gilgameszu, w którym głównym tematem
jest śmiertelność ludzi i podjęta przez bohatera próba dostąpienia udziału
w boskim przywileju nieśmiertelności. To właśnie tłumaczy wzmiankę w narracji
naszego biblijnego autora o zakreśleniu przez Boga granic czasowych żywotowi
ludzi, zapewne nie wyłączając gigantów. Mocarze natychmiast po ich
pojawieniu się znikają ze sceny narracji. A jednak to po ich pojawieniu się – co
nasuwa przypuszczenie o związku przyczynowym – rozpala się i znajduje ujście
w Potopie gniew Boga przeciw ludzkości, która okazuje się nieomal cała
przeżarta niegodziwością. Mimo to w tym kataklizmie ocalony zostaje ród ludzki
wskutek tego, że człowiek, Noe, znalazł łaskę w oczach Pana. Znikają nato-
Biblia okrutników
341
Friemana był nim prorok Jeremiasz – pisał w czasach króla Jozjasza. (Księga Powtórzonego
Prawa została „znaleziona” w Świątyni w 622 r. p.n.e.) Według
Friedmana autor tej „księgi” musiał poddać istotnej przeróbce swe dzieło, aby dostosować
je do gruntownie zmienionej rzeczywistości historycznej po upadku państwa
Judy 22 lata po śmierci Jozjasza. Stąd w Pwt rozróżnia się wkłady Dtr 1
i Dtr 2
,
pochodzące jednak według Friedmana od jednej i tej samej osoby. Połączenie
(znów za pomocą odpowiednich zabiegów redakcyjnych) wszystkich tych źródeł
nastąpiło w czasach niewoli babilońskiej. Za redaktora – twórcę tej całości – Friedman
uważa Ezrę (Ezdrasza z biblii polskich), który powrócił do Jerozolimy na czele
pewnej grupy dawnych wygnańców w 458 r., przywożąc ze sobą Pięcioksiąg
i niebawem odczytując go ludowi.
Oprócz być może, Jahwisty wszyscy twórcy, których wysiłek zaowocował
ukształtowaniem się całego tego korpusu ksiąg, byli kapłanami. (Temat kapłaństwa
zajmuje zresztą istotne miejsce również w dziele Jahwisty.) Na tym tle powstaje
problematyka historycznego podłoża ukształtowania się tych dzieł. Co mogą
nam one powiedzieć o sytuacji społecznej lewitów i, w szczególności, warstwy
kapłańskiej pomiędzy nimi, na rozmaitych etapach dziejów narodu Izraela? O stosunku
lewitów, a zwłaszcza ich kapłańskiej arystokracji, na tych poszczególnych
etapach, do pozostałych warstw społecznych i do władzy królewskiej? O ich interesach,
aspiracjach, światopoglądzie? O rywalizacji pomiędzy poszczególnymi ich
odłamami i o tym, jak doszło do jej zadziwiającego ostatecznego wyniku – strącenia
przez aaronidów, tzn. lewitów wywodzących się od Aarona, w otchłań historycznej
niepamięci tzw. Muszytów 175 – odłamu kultywującego tradycję pochodzenia
od Mojżesza – i zawłaszczenia przez nich na stałe statusu kapłańskiego. Problematyka
ta wiąże się ściśle ze wskazaną we fragmencie (a). W istocie, jednym
z najbardziej fascynujących tematów historycznych nasuwających się na tle tekstów
głównego ciągu ST jest osobliwa kariera pokolenia Lewi. Pojawia się wszak
ono zrazu na scenie biblijnej jako pokolenie-parias, według mitu z góry pozbawione
nadziału jakiejś zwartej części kanaanejskiej ziemi i skazane na rozproszenie
wśród innych plemion, rzekomo na skutek przekleństwa rzuconego na jego protoplastę
przez Jakuba. Już jednak na stronicach Czteroksięgu lewici okazują się pokoleniem
pozostającym w szczególnej, uprzywilejowanej relacji do Boga. Nie tylko
są pokoleniem Mojżesza i Aarona, ale jako całe pokolenie są „własnością Boga”,
w związku z czym kult Jahwe staje się z czasem ich monopolem. Ponieważ są
„własnością Boga”, zwolnieni są od pewnych danin i ofiar obowiązujących innych
175
Biorę tę nazwę z R. E. Friedman, Who Wrote the Bible?, wyd. cyt., s. 155. W Księdze
Liczb Muszyci wymienieni są dwukrotnie (3: 39, 26: 58) jako jeden z rodów pokolenia Lewi, ale
nie jako potomkowie Mojżesza. Może nadanie tej nazwie w jakichś tekstach znaczenia, jak
u Friedmana, tłumaczy się jej podobieństwem do imienia Mojżesza („Mosze”).
496
Biblia Hebrajczyków
Bodaj najlepiej jednak znana jest fascynująca opowieść o uczcie babilońskiego
„króla” Baltazara, na której w przystępie pijackiej pychy sprofanowane zostają
przez biesiadników naczynia zrabowane ze świątyni jerozolimskiej. Jakaś tajemnicza
ręka kreśli na ścianie słowa, których nie rozumieją mędrcy chaldejscy. Niedbalstwo
autora sprawia, że nie wiadomo, co za słowa zostały napisane na ścianie,
autor podaje je bowiem w dwu wariantach (por. 5: 25 oraz 5: 28). Wezwany na pomoc
w poszukiwaniu wykładni Daniel oświadcza, że nadprzyrodzony napis jest zapowiedzią
rychłego upadku imperium babilońskiego. I w tym wypadku „na rozkaz
Baltazara odziano Daniela w purpurę, nałożono na szyję złoty łańcuch i ogłoszono,
że ma rządzić w państwie jako trzeci [pod względem godności, po Nabonidzie
i Baltazarze]” (5: 29).
Wbrew, znowuż, prawdzie historycznej, opowieść głosi, że Baltazar został tej
samej nocy (po uczcie) zabity i „Dariusz, Med... otrzymał królestwo” (6: 1) 380 .
Imperia następują jedne po drugich, ale Daniel, jak już zauważyłam, w każdym
z nich nieodmiennie cieszy się faworem królewskim i władzą. Wymyślony
przez autora Dariusz Med „zamierzał ustanowić go [zwierzchnikiem] nad całym
królestwem” (6: 4). Powoduje to zawiść innych dostojników, którzy jednak nie mogą
znaleźć w sferze administracji państwowej podstawy do oskarżenia Daniela
przed królem. Wobec tego za sprawą nieporadnego autora skłaniają oni króla
do wydania wariackiego dekretu, na mocy którego, każdy, kto w okresie trzydziestu
dni [dlaczego tylko w tym okresie? – H. E.] zaniósłby prośbę do jakiegoś boga
lub człowieka poza królem, ma zostać wrzucony do jaskini lwów. (Tu po raz pierwszy
w opowieści Daniel zostaje skojarzony z jaskinią lwów.) Trzeba by było widocznie
podwoić ludność imperium, aby do każdego poddanego mógł być przystawiony
szpieg na każdą godzinę owych trzydziestu dni. (A kto szpiegowałby szpiegów?)
I czy podczas owych dni nie wolno było nikomu nikogo prosić np. o kubek
wody?
Pomijając niezgrabność autora, dziwaczny ten pomysł był chyba zainspirowany
przez doświadczenie z autodeifikacją Antiocha Epifanesa, jako że królowie medyjscy
i perscy podobno nie aspirowali do boskości.
Daniel zostaje przyłapany na codziennej swojej modlitwie i ku zasmuceniu
króla skazany na wrzucenie do jaskini lwów, przy czym jednak sam Dariusz wyraża
nadzieję, iż Bóg Daniela wyratuje go. W istocie, przybywszy następnego dnia
380
„Autor mylnie podaje datę upadku Jerozolimy [i złupienia świątyni]. Baltazar zaś jest
przezeń przedstawiony jako syn Nebuchodonozora i ostatni król Babilonu, gdy w rzeczywistości
był on synem Nabonida i choć był potężną osobistością, nigdy nie był królem. Jako jego następca
figuruje [w opowieści] Med Dariusz, postać fikcyjna, być może pomylona z królem perskim
Dariuszem I, gdy w rzeczywistości Babilonię podbił [król perski] Cyrus”. Hasło „Daniel”,
w: Encyclopaedia Britannica, 2002.
68
Biblia początków
i z opowieści autora Hymnu Kapłańskiego nie wynika, aby jego zdaniem jednostki
ludzkie miały „duszę” w jakimkolwiek innym sensie niż zwierzęta (o których „duszy”
mowa w przytoczonym powyżej ustępie) 10 .
W Hymnie Kapłańskim nie ma też wzmianki o innym ponadnaturalnym składniku
rzeczywistości, mianowicie o Raju, który był według Jahwisty początkowym
miejscem zamieszkania pierwszej pary ludzkiej: o owym osobliwym ogrójcu, który
musiał być zasiedlony przez bezpłodne – inaczej jakżeby się w jego ograniczonym
obszarze pomieściły? – i przeto, jak się zdaje, bez szkody dla ustroju rzeczywistości
nieśmiertelne archetypy zwierząt lądowych oraz Człowieka; o Raju, który
znajdować by się musiał na Ziemi, skoro brały w nim początek ziemskie rzeki
i skoro można było przebywać na wschód czy na zachód od niego – ale który tajemniczo
znika bez śladu z powierzchni Ziemi, chociaż według przekazu Jahwisty nie
został zniszczony, tylko odgrodzony od ludzkości ognistymi mieczami archaniołów.
Autor Hymnu Kapłańskiego osadza zwierzęta oraz ludzi od razu w ich naturalnym
ziemskim środowisku.
Kolejną godną uwagi cechą Hymnu Kapłańskiego jest znajdujący w nim wyraz
wspomniany już powyżej euforycznie afirmatywny stosunek do materialnej rzeczywistości.
Całe dzieło Boga, jak głosi refren zamykający opowieść o każdym
ukończonym etapie stworzenia, jest jednoznacznie „dobre”: najwidoczniej „dobre”
nie tylko w świetle niepojętych dla człowieka kryteriów boskich, jak by tego chcieli
pewni biedzący się z wyzwaniem teodycei teologowie – ale „dobre” według zarówno
bożych, jak i ludzkich kryteriów. W micie genezyjskim z Rdz 1 nie ma
wzmianki o tym, że śmierć i strach przed śmiercią, że przeżywana przez tylu osobników
degrengolada starości, że ból i przemoc są niezbywalnymi elementami
10
„Pojęcie duszy pojawia się... w Biblii [tzn. w Starym Testamencie], ale trudno się doszukać
tu wyraźnego twierdzenia o jej nieśmiertelności. (Pewne aluzje pojawiają się w księgach
mądrościowych)”. Ks. W. Hryniewicz, Będzie całkiem inaczej, „Gazeta Wyborcza”, 14–16
kwietnia 2001, s. 26.
Profesor Z. Mikołejko zwrócił mi uwagę, że koncepcja pośmiertnego sądu bożego
nad zmarłym, pośmiertnych kar i nagród (a nawet zmartwychwstania w ciele) dochodzi do głosu
w deuterokanonicznej (tzn. nienależącej do kanonu judaistycznego i protestanckiego) „Drugiej
Księdze Machabejskiej”. Księga ta, napisana wg BT między 130 a 125 r. starej ery, opisuje
męczeństwo prawowiernych Izraelczyków podczas prześladowań judaizmu za czasu Antiocha
Epifanesa (lata 167–164) oraz zwycięstwo Judy Machabeusza i oczyszczenie przezeń Świątyni.
Dla ludzi współczesnych autorowi (i dla niego samego) istotny był, jak widać, problem, w jaki
sposób Bóg nagradza męczenników i poległych w świętej wojnie, którzy wszak nie otrzymali
nagrody za życia. Wiara w przeniesienie nagrody na potomków widocznie im nie wystarczała,
stąd idea kar i nagród pośmiertnych.
8
Pośmiertne epifanie Jezusa i problem Tomasza .......................... 649
Działanie „Ducha Świętego”.............................................................. 655
Etos Jezusa ewangelistów .............................................................. 657
Wokół wątku „Jezusa nędzarzy” ...................................................................... 657
Verba Magistri .................................................................................................... 667
O przypowieściach Jezusowych........................................................................ 684
Etos Jezusa ewangelistów a Kościół .............................................................. 693
Indeks cytowanych autorów ............................................................ 697
697
Indeks cytowanych autorów
(nie uwzględnia autorów utworów biblijnych)
Abogunrin S. O. 690
Anzelm z Canterbury 44
Arystoteles 169
Audi R. 174
Augustyn. 590
Barrow J. D. 111, 149
Bartoś T. 666
Bocian M 452, 462
Bolecki W. 285
Bondi H. 141–142
Borzymińska Z. 323
Bousso R. 151
Brownlee D. 110
Buber M. 48, 335, 350, 355–356, 358,
367–368
Buck W. 517
Bultmann R. 541
Butterfield J. 116
Callender C. 116
Campbell A. 456
Caston V. 173–174
Celsus 558,617, 652
Chrostowski W. 422
Chwin S. 195
Cichowicz S. 172
Craig W. L. 163, 167–169, 171, 172
Crossan J. D. 486, 559, 572, 604–605, 660,
688
Czajkowski M. 44, 100, 652–653
Da Costa U. 518–519
Darwin Ch, 126, 130
Davies P. 111, 143
Dawkins R. 128, 132, 133
Deschner K. 44, 544, 580, 597, 607, 609,
610, 612, 616–617
Dessler E. 273
Dungan D. L. 544
Dupuis J. 610
Duquesne J. 583
Dzidek T. 19, 653
Edelman M. 254
Eilstein H. 30, 32, 61, 86, 156, 404, 520
Einstein A. 16, 83, 88, 113–114, 157
Eliade M. 566
Epikur 19
Eynikel E. 472
Fast H. 357
Filon Aleksandryjski 216
France A. 539
Frazer J. 335–336
Friedman R. E. 40–41, 61, 194, 219, 223,
229, 279, 288, 340, 341, 343, 345, 355,
357, 360, 369, 370, 371–372, 375, 399,
406, 413, 431, 443–444, 447–448
Galileusz 74
Gandhi M. 671
Gebert K. – patrz Warszawski D.
Gibson M. 626
Giertych M. 127
Gnilka J. 552–553, 603
Gold T. 141, 142
Gonzales G. 110
Gordziałkowski J. 601
Gödel K. 157
Grant M. 602
Greene B. 151
Griffin D. R. 155
Grossfeld J. 295–296
Grünbaum A. 153
Grzegorczyk A. 48, 293–295, 694–695
Guth A. 146–147
Harper C. 111
Rozważania ogólne
571
nie wypełnia wytrwale wszystkiego, co nakazuje wykonać Księga Prawa... Ztego
przekleństwa Prawa Chrystus nas wykupił, stawszy się za nas przekleństwem,
bo napisane jest: Przeklęty każdy, którego powieszono na drzewie... Pismo poddało
wszystko pod władzę grzechu, aby obietnica dostała się dzięki wierze w Jezusa
Chrystusa tym, którzy wierzą (Ga 3: 10,13,22). Oto ja, Paweł, mówię wam: Jeżeli
poddacie się obrzezaniu, Chrystus wam się na nic nie przyda... Każdy człowiek,
który poddaje się obrzezaniu, jest zobowiązany zachować wszystkie przepisy Prawa.
Zerwaliście z Chrystusem, wszyscy, którzy szukacie usprawiedliwienia
w Prawie, wypadliście z łaski” (Ga 5: 2–4.). I dalej, ze zgoła szokującą wrogością:
„Bodajby się do końca okaleczyli [BT w przypisie do tego ustępu wyjaśnia, że
prawdopodobnie mowa tu o autokastracji!] ci, którzy was – [chrześcijan pozyskanych
przez Pawła z pogan] podburzają” (Ga 5: 12).
Tak więc do swojej okrutnej teorii o predestynacji 65 Paweł dodaje okrutną teorię
o celu ustanowienia „Prawa”. O ile istotą odnośnego grzechu jest po prostu naruszenie
„Prawa”, to „Prawo” jest tym, co generuje grzech. Jest ono więc zasadzką
zastawioną przez zagniewanego Boga po to, aby poddać ludzi „pod władzę grzechu”
i mieć usprawiedliwienie do karania ich. Spod tego jarzma wyzwala Chrystus
tych, którzy w niego wierzą. Usiłowanie sprostania wymogom „Prawa” jest przeto,
jak czytamy u Pawła, deprecjacją ofiary Chrystusa. Jest „zerwaniem z nim”.
Od czasu przyjęcia tej doktryny przez Kościół judeochrześcijaństwo staje się
w obrębie chrześcijaństwa „herezją”. „Herezja” ta odradzała się w ciągu wieków
w rozmaitych krajach i bywała okrutnie tępiona.
65
Por. „Bo gdy one [bliźnięta Rebeki] jeszcze się nie narodziły ani nic dobrego czy złego
nie uczyniły – aby niewzruszone pozostało postanowienie boże powzięte… zależnie nie
od uczynków, ale od woli powołującego… jak jest napisane «Jakuba umiłowałem, a Ezawa miałem
w nienawiści»” (Rz 9: 11–13). Takimi jak powyższa enuncjacjami Paweł otwiera poczet tych
świętych chrześcijańskich, których doktryny gorszą niechrześcijańskich humanistów. Widocznie
zakłopotani koncepcją, że Bóg może nienawidzić płód w łonie matki, redaktorzy BT (s. 1307,
przypis) zaopatrują zwrot „miałem w nienawiści” w komentarz: „tzn. nie wybrałem”. Ustanowienie
synonimiczności pomiędzy „miałem w nienawisci” a „nie wybrałem” jest jedną z tych
reform językowych, na które redaktorzy BT decydują się jako na jeden ze sposobów radzenia
sobie z sytuacją, gdy jakiś werset w Biblii w dosłownym swoim brzmieniu jest dla nich rażący.
To, że Bóg czyni różnicę pomiędzy płodami, „wybierając” na beneficjenta swej łaski tylko jeden
z nich, nie jest już widocznie dla nich rażące.
676
Jezus ewangelistów
Inaczej w każdym razie musi się oceniać ten zakaz w odniesieniu do społeczeństwa,
dla którego charakterystyczna jest odmienna prawna, społeczna i ekonomiczna
sytuacja kobiet jak również zupełnie inny jest stosunek panującego etosu
do prawa jednostki do pokierowania własnym życiem.
W odniesieniu do współczesnych zaawansowanych cywilizacyjnie i kulturowo
społeczeństw obstawanie przy nierozerwalności małżeństwa, bezwyjątkowej czy
też jedynie z wyjątkiem wymienionym w Mt 5: 31nn, jest jaskrawym przykładem
fundamentalizmu religijnego. Nie widać bowiem, jakie argumenty może ktoś przytoczyć
na poparcie tego stanowiska oprócz tego, że jest ono przypisane w ewangeliach
Jezusowi.
Przy omawianiu sprawy rozwodów rzeczą istotną wydaje mi się rozróżnianie
jej aspektu prawnego z jednej strony od społecznego, psychologicznego, a przeto
i moralnego z drugiej.
Jeśli idzie o prawny aspekt zagadnienia, to za absolutnie niemoralne uważam
jakiekolwiek ograniczenie prawa jednostki do rozwodu. Nikogo nie ma się
prawa utrzymywać w okowach odstręczającego go małżeństwa i przeszkadzać
mu w ułożeniu sobie życia na bardziej odpowiadający mu sposób. Niedopuszczalne
moralnie jest uzależnianie zgody na rozwód od orzeczenia jakiegoś powołanego
ku temu urzędu, który by miał ustalać, czy są „obiektywnie” ważkie racje
do rozwiązania małżeństwa, a nadto jeszcze, być może, kto jest „winien” dysfunkcjonalności
lub rozkładu związku małżeńskiego; niedopuszczalne jest postulowanie
brania tu pod uwagę jakichś względów na „interes społeczny” albo preferowanie
uczuć i interesów jakichś innych osób (nawet jeśliby to były dzieci)
w stosunku do uczuć i interesów jednostki „winnej” fiaska odnośnego małżeństwa.
Niedomagające się żadnego umotywowania oficjalne oświadczenie któregokolwiek
z małżonków o jego woli rozwiązania związku małżeńskiego powinno
być pod względem prawnym równoważne z rozwodem. Nie oznacza to, iż nigdy
nie jest potrzebny prawny nadzór nad ukształtowaniem się sytuacji powstającej
na gruzach danego małżeństwa. W określonych przypadkach zachodzić może
potrzeba procedury sądowej, np. w celu najlepszego zabezpieczenia materialnych,
psychicznych, wychowawczych potrzeb dzieci oraz, jeśli to moralnie
usprawiedliwione, zapewnienia materialnego wsparcia jednego z dawnych małżonków
przez drugiego z nich. Zawarcie małżeństwa stanowi m.in. przyrzeczenie
dozgonnej solidarności życiowej i w pewnych okolicznościach organa społeczne
mogą stać na stanowisku, iż przynajmniej pod względem materialnym
pacta sunt servanda.
Inaczej jednak przedstawiać się musi zagadnienie rozwodu z psychologicznego,
społecznego – a więc i moralnego – punktu widzenia. W ogromnej liczbie wypadków
rozwód jest złem i usprawiedliwione są pewnego typu usiłowania „z zewnątrz”
zmierzające do zapobieżenia mu. Edukacja moralna młodzieży kładąca nacisk
410
Biblia Hebrajczyków
wypaczali prawo” (1Sm, 8: 3). To właśnie, jak czytamy, dało asumpt „starszyźnie
izraelskiej” (jest to instytucja przed tym w Biblii niewzmiankowana) do zgromadzenia
się i zażądania od Samuela, aby zamiast władzy sędziowskiej ustanowił
w Izraelu monarchię (1Sm 8: 4–5). Zdaniem Sandauera ta opowieść o sędziwym
Samuelu i niegodnych jego potomkach została zawłaszczona z żywota Helego, tak
samo jak opowieść o jego narodzinach została zawłaszczona z biografii Saula – co
ma być jednym z argumentów przemawiających za fikcyjnością postaci Samuela.
W każdym razie opowieść ta przyczynia się do podważenia zaufania do wiarygodności
przekazów zawartych w omawianych częściach Biblii, gdyż pozostaje
w sprzeczności z tym, co się w nich mówi o Samuelu w epoce sporów o ustanowienie
monarchii, a potem w epoce władztwa Saula i jego współzawodnictwa z Dawidem.
W świetle tych przekazów okazuje się on bowiem człowiekiem energicznym
i twardym i usiłuje wywierać wpływ na życie kraju.
Wskazane powyżej ustępy o synach Helego i Samuela są, o ile się nie mylę, jedynymi
w Starym Testamencie, w których mowa jest o nadużyciach ze strony niegodnych
kapłanów jahwistycznego kultu. A jednak wykroczenia te nie mogły być
czymś zupełnie wyjątkowym i z pewnością budziły niechęć wśród ludności zmuszonej
do korzystania z usług kapłańskich, o ile uznawano, że do łask Jahwe nie
ma innego dostępu niż przez koncesjonowanych pośredników. Rzecz uderzająca,
temat ten nie jest w ogóle poruszany w prawodawstwie czteroksięgowym 263 , gdy
natomiast np. w Pwt 17: 16–17 przestrzega się przed zachłannością królów, co,
oczywiście, czyni też Samuel w swojej mowie antymonarchistycznej (1Sm 8: 11–18).
Nb. w 2Krl 22: 7, gdzie mowa o wysłaniu przez króla Jozjasza 264 (VII w. p.n.e.) urzędnika
z dyspozycjami uzyskania informacji o tym, jak spożytkowywane są pieniądze
zebrane na renowację świątyni, znajduje się osobliwe i wielce znamienne zdanie:
„Tylko nie trzeba od nich [kapłanów jahwistycznych nadzorujących remont
w świątyni, gdzie przed mającą niebawem nastąpić reformą Jozjasza czczono również
inne bóstwa] żądać sprawozdania z pieniędzy im doręczonych, ponieważ
pracują z nienaganną rzetelnością”. Ktoś widocznie bardzo nie chciał złożyć takiego
rozliczenia.
5. Dowiadujemy się z kolei, że nader jeszcze młody Samuel począł miewać
od Jahwe objawienia (słuchowe) 265 : „Samuel dorastał, a Pan był z nim. Nie pozwolił
upaść żadnemu jego słowu na ziemię. Wszyscy Izraelczycy od Dan do Beer-Sze-
263
Czteroksięgiem nazywam cztery ostatnie księgi Pięcioksięgu.
264
Sojusznika jahwistycznych kapłanów ze świątyni jerozolimskiej – tego, któremu wręczono
„świeżo odnalezioną księgę”, tzn. Księgę Powtórzonego Prawa.
265
Pierwsze z nich dotyczyło nieuchronnej karnej zagłady domu Helego, co zawiadomiony
przez Samuela stary kapłan przyjmuje z pokorą.
214
Biblia początków
nego przez nie etosu – koncepcje ukształtowane w ciągu tysięcy lat w wielu odmiennych
sytuacjach historycznych, w odmiennych intelektualnie środowiskach
oraz koncepcje niejednokrotnie rywalizujące ze sobą w jednym i tym samym czasie;
koncepcje, których przedstawiciele implicite ścierają się ze sobą w polemikach,
m.in. właśnie w podstawowych kwestiach dotyczących etosu. Z tego punktu
widzenia nie ma żadnej szczególnej zagadki w tym, że „liczne prawa starego
Przymierza nakazywały w określonych sytuacjach wykonanie kary śmierci”, natomiast
Jezus przedstawiony w opowieści o uratowaniu cudzołożnicy przeciwny
się wydaje wszelkiej w ogóle karze 202 , a nawet dobrowolnie podjętej pokucie
– tzn. aktom słabszej lub silniejszej autoagresji mającym na celu uzyskanie bożego
zmiłowania – i od uratowanej żąda jedynie, aby skruszona doznaną łaską
nie grzeszyła więcej. Takie ujęcie relacji pomiędzy rozmaitymi koncepcjami Boga
Biblii jest jednak, oczywiście, nie do przyjęcia dla ks. Witczyka, wyznającego
pogląd, że wszystkie księgi Kanonu zostały „natchnione” przez bóstwo, a mianowicie
przez jedno i to samo, jedynie istniejące, bóstwo. Na barkach tego autora
spoczywa wobec tego ciężar przedstawienia zadowalającego wyjaśnienia faktu,
że liczne prawa starego Przymierza nakazywały wykonanie kary śmierci, natomiast
jedynym prawem nowego Przymierza jest prawo miłości, niedające się pogodzić
z karą śmierci.
Ks. Witczyk nie uchyla się od podjęcia tego wyzwania. Oferowane przezeń wyjaśnienie
zawiera się w stwierdzeniach następujących: „Bóg wkraczając w dzieje
człowieka nie dokonał nagłej zmiany jego kultury, zwyczajów i praw. Zniżył się
do poziomu człowieka sprzed kilku tysięcy lat, aby go powoli podnosić na płaszczyznę
kultury i praw całkowicie zgodnych z Jego wolą. Prawda ta dotyczy także
kary śmierci. Śledząc historyczny rozwój objawienia w tej kwestii, jesteśmy w stanie
zobaczyć, do jakiej postawy wzywa Bóg tych, którzy ufają Jego słowu” 203 .
Pomijam osobliwy zwrot o „wkraczaniu” przez odwiecznego i wiecznie sprawującego
pieczę i władzę nad ludźmi Boga w dzieje ludzkości oraz mogącą się
komuś narzucić pod wpływem tego zwrotu koncepcję konieczności liczenia się
„wkraczającego” w ludzkie dzieje Boga z sytuacjami zastanymi w momencie(?)
czy momentach(?) tego „wkroczenia”. Na podłożu jednak założenia, że
Bóg jest wszechmocny, a więc niepodległy takiej konieczności, zachodzi pytanie,
czemu to według Witczyka Bóg zniża się do poziomu człowieka sprzed kilku tysięcy
lat, aby go powoli podnosić, zamiast aby dzięki swojej wszechmocy natychmiast
podnieść go na płaszczyznę akceptacji doskonałych norm moralnych?
202
Nie proponuje przecież obecnym, aby karę śmierci zamienić na jakąś łagodniejszą,
ale upomina ich zgodnie z zasadą: „nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni”.
203
Tamże, s. 9.
Rozważania ogólne
565
narodów i [trzymającego się] praw innych niż każdego innego narodu” (Est 3: 8).
Antysemityzm ten znajdował pożywkę m.in. w fakcie, że coraz bardziej buntownicze
nastroje panujące w Judei rzucały również na Żydów w diasporze odium żywiołu
o niepewnej lojalności wobec cesarstwa. Na tym tle związek z judaizmem
okazywał się dla niejudejskich chrześcijan czymś kłopotliwym. Starają się usilnie
podkreślić swoją lojalność wobec pogańskiego państwa. Ich przywódca, Paweł,
ogłasza enuncjację, która po wiekach będzie wprawiała w konsternację chrześcijan
walczących z władzą najeźdźczą (jak Polacy w czasach walk o niepodległość)
albo buntujących się przeciw władzy ojczystej, ale uważanej przez nich za niesprawiedliwą,
ochraniającą krzywdę społeczną, tyrańską: „Każdy niech będzie poddany
władzom sprawującym rządy nad innymi. Nie ma bowiem władzy, która by nie
pochodziła od Boga, a te, które są, zostały ustanowione przez Boga. Kto więc przeciwstawia
się władzy, przeciwstawia się porządkowi bożemu. Albowiem rządzący
nie są postrachem dla uczynku dobrego, ale dla złego. A chcesz nie bać się władzy?
Czyń dobrze, a otrzymasz od niej pochwałę. Jest ona bowiem dla ciebie narzędziem
Boga, [prowadzącym] ku dobremu. Jeżeli jednak czynisz źle, lękaj się,
bo nie na próżno nosi miecz 51 . Jest bowiem narzędziem Boga do wymierzania
sprawiedliwej kary temu, kto czyni źle. Należy więc jej się poddać nie tylko ze
względu na karę, ale z nakazu sumienia. Z tego samego też powodu [należy] płacić
podatki. Bo ci, którzy się tym zajmują, z woli Boga pełnią swój urząd. Oddajcie
każdemu to, co się mu należy, komu podatek – podatek, komu uległość – uległość,
komu cześć-cześć” (Rz, 13: 1–7) 52 .
51
Jeśli Paweł w istocie jest autorem tych słów, to widocznie nie znał tradycji znajdującej
wyraz w ustępach ewangelicznych o niesprzeciwianiu się złu, tj. w ustępach, na których podstawie
pewne wyznania chrześcijańskie usiłujące ściśle się trzymać etosu „ewangelicznego”
obstawały przy tym, że ktokolwiek „nosi miecz”, popełnia grzech straszliwy. Wyznawcy tak rozumianego
chrześcijaństwa niejednokrotnie oddawali głowy pod miecz z powodu swojego
sprzeciwu względem „noszenia miecza” przez kogokolwiek – H. E.
52
To oświadczenie, eufemistycznie mówiąc dziwiące, jako że wychodzące spod pióra człowieka
wierzącego, że wyznawany przez niego Chrystus został ukrzyżowany z rozkazu prokuratora
rzymskiego i że był to akt skrajnej niesprawiedliwości, opatrzone zostało przez redaktorów
BT w następujący komentarz: „Ostatnio niekiedy kwestionowano Pawłową autentyczność
tych słów jako rzekomo nakazujących zbytnią uległość wobec władzy rzymskiego cezara, którym
wtedy był Neron. Tymczasem należy pamiętać, że Apostoł podaje tutaj zasady zawsze obowiązujące.
Być może skłoniły go do napisania ich pewne tendencje nurtujące wówczas Żydów
i chrześcijan w Rzymie” (s. 1311). Jak o tym mówię powyżej w tekście głównym, oświadczenie
to jako formułujące zasady rzekomo „zawsze obowiązujące „chrześcijan” musiało w ciągu wieków
wprawiać w konsternację bojowników takich spraw, które wielu ludziom, z pewnością nie
wyłączając chrześcijan, każą uważać tych bojowników za bohaterów. Jak sobie tacy bojownicy,
o ile byli gorliwymi chrześcijanami (co nader często bywało) radzili z konfliktem sumienia
Opowieści biblijne i „Kohelet”
515
Podłoże egzystencjalnej rozterki Koheleta jest inne niż Gilgamesza, niemniej,
oferowane remedium na frustrację jest w obu wypadkach takie samo. Mamy tu
do czynienia z filozofią pesymistycznego hedonizmu, który zaleca, aby zdawszy
sobie sprawę z niemożności przezwyciężenia niezbywalnego tragizmu, jakiemu
podlega gatunkowy los ludzki, szukać ukojenia bólu egzystencjalnego w odwróceniu
się od tego tragizmu myślą – w pogrążeniu się celem zapomnienia o nim w dostępnych
człowiekowi (o ile są danemu człowiekowi dostępne!) uciechach, zwłaszcza
zmysłowych.
Pesymizm Koheleta jest głębszy niż Siduri, nie tylko dlatego, iż zdaje on sobie
sprawę, że pociecha taka, jak przez nią zalecana, nie dla każdego jest dostępna.
Zdaje on sobie bowiem sprawę również i z tego, że – tak jak nabywanie „mądrości”,
czyli świadomości ludzkiego losu, okazuje się źródłem utrapienia – tak
też i nabywanie, kosztem niezbędnych po temu zachodów, miłych człowiekowi
dóbr oraz pogrążanie się w uciechach prowadzi do przesytu i rozczarowania.
„Wszystko to marność i pogoń za wiatrem. Z niczego nie ma pożytku pod słońcem”
(2: 11).
Niemniej, aczkolwiek rada tożsama z tą, jaką Siduri udzieliła Gilgameszowi,
nie jest koniec końców zbawienna, to okazuje się ona według Koheleta najrozsądniejszą
z tych, jakich można człowiekowi udzielić.
3. „Marność nad marnościami – powiada Kohelet [tu mówiący o sobie w trzeciej
osobie], marność nad marnościami – wszystko marność” (1: 1). Słowo „marność”
powtarza się, jak wskazuje BT, w tym krótkim utworze (w BT zajmuje on
niecałe 9 stron) 64 razy. Mimo że pewni autorzy (np. Schoors) kwestionują adekwatność
tego przekładu hebrajskiego słowa „hebel”, mnie wydaje się on bardziej
odpowiedni niż inne rozważane przez Schoorsa odpowiedniki. Redaktorzy BT wyjaśniają
416 , że omawiany termin odnosi się u Koheleta do tego, co [uważane przezeń
za] niestałe, zwodnicze, próżne, bezużyteczne. Do tego więc, warto by sprecyzować,
co nie tylko jest znikome pod względem istnienia, ale również reprezentuje
z człowieczego punktu widzenia znikomą, ulatniającą się wartość.
„Nowego nie ma nic pod słońcem” (1: 9). Oprócz przytoczonego powyżej zdania
o marności ta właśnie sentencja jest najczęściej cytowanym aforyzmem Koheleta.
W jego ujęciu dzieje świata to przygnębiający (tak to odczuwa) niezmienny
w swoim globalnym aspekcie kołowrót efemerycznych zdarzeń, które nie tylko
przemijają, ale nie powodują żadnej istotnej zmiany w owym nieustannie odtwarzającym
je kołowrocie. „Pokolenie przychodzi i pokolenie przemija, a ziemia trwa
416
W przypisie, s. 743.
126
Biblia początków
celowo przez Boga w osobnych aktach kreacji, zgodnie z podstawową tezą wyrażoną
na ten temat w Hymnie Kapłańskim o stworzeniu świata. W związku z tym
„kreacjoniści” wprowadzają na określenie tych osobno stworzonych przez Boga
„typów” termin „baramin” (od zaczerpniętych z Rdz terminów „bara” – „stworzony”
i „min” – „rodzaj”). Współcześni zwolennicy tego poglądu z reguły nie przeczą
temu, że w obrębie każdego z osobna baraminu „dobór naturalny” odsiewa
mutanty o cechach patologicznych oraz doprowadza do powstawania odmian
przystosowanych do rozmaitych stacjonarnych lub zmieniających się środowisk
życiowych.
Jak widać, „kreacjonizm” w sensie nadawanym temu terminowi w dyspucie
analizowanej przez Jodkowskiego oraz w jego własnych wywodach podziela podstawowe
przekonanie kreacjonizmu popularnego. Przeciwstawia się on nie tylko
ateizmowi i agnostycyzmowi, ale i np. poglądowi, według którego Bóg stworzył
(np. w akcie Wielkiego Wybuchu) wszechświat (niezawierający zrazu istot żywych
ani warunków umożliwiających ich zaistnienie) – i nadał mu takie cechy stałe, takie
prawidłowości i warunki początkowe, że już bez dalszej ingerencji boskiej ewolucja
materii nieożywionej musiała, zaowocować powstaniem w niektórych zakątkach
wszechświata życia, którego dalszy rozwój mógłby przebiegać. choćby zgodnie
z koncepcjami tzw. neodarwinizmu.
W sensie tak pojmowanego „kreacjonizmu” będę się poniżej w tym aneksie posługiwała
występującym u Jodkowskiego terminem kreacjonizm biologiczny
– choć jak widać, biolog będący osobą wierzącą mógłby być. zwolennikiem innego
typu kreacjonizmu.
Pogląd przeciwny kreacjonizmowi biologicznemu nazywać tu będę naturalizmem
biologicznym. Jak wynika z tego, co powiedziałam powyżej, jest to pogląd
nie implikujący naturalizmu w sensie niniejszego szkicu. Tak np. w książce
ks. M. Hellera oraz abp. J. Życińskiego Dylematy ewolucji 65 , stwierdza się (w rozdziałach
sygnowanych przez M. Hellera), że „[e] wolucjonizm biologiczny nie wywołuje
już obecnie podobnych ekscytacji jak przed wiekiem, gdyż poza garstką
pryncypialnych fundamentalistów, używających często etykiety zwolenników tzw.
kreacjonizmu, nikt nie wątpi w ukazane przez Darwina związki biologiczne, które
łączą człowieka z resztą przyrody... Konflikt między Darwinowską teorią doboru
naturalnego a chrześcijańską wizją przyrody stanowi w dużym stopniu wynik fobii
rozwiniętych w początkach naszego stulecia przez fundamentalizm... [N]ie widać
merytorycznych powodów, dlaczego w perspektywach filozofii chrześcijańskiej
należałoby bardziej cenić Arystotelesowską wizję niezmiennych gatunków niż dynamiczną
koncepcję, w której boska kreatywność ujawnia się w procesie ewolucyjnych
przemian”.
65
Biblos, Tarnów 1996, s. 23, 173, 197.
122
Biblia początków
czane przez postęp techniczny środki eksploatacji i dewastacji przyrody. Początki
destrukcyjnego wpływu Człowieka na ekosferę ziemską sięgają daleko w głąb prehistorii.
Wiążą się one z sukcesami myśliwskimi Homo sapiens zaopatrzonego
w broń wielce według późniejszych standardów prymitywną, a jednak czyniącą go
drapieżnikiem zdolnym do wytępienia licznych gatunków zwierząt. Destrukcyjny
ten wpływ został zintensyfikowany przez wieki uprawiania rolnictwa metodami
dostępnymi Człowiekowi w minionych epokach. Wytracenie w wielu krajach megafauny,
zgubna dla klimatu deforestacja wielu krajów, zamiana urodzajnej gleby
w kras lub jej zasolenie – słowem, zamiana płodnych krajów w pustynię – to ślady
działalności Człowieka poprzez tysiąclecia. Przyznać trzeba, że bez destrukcyjnej
względem pierwotnej przyrody działalności Człowieka niemożliwy byłby rozwój
cywilizacji i bazującej na niej naszej duchowej kultury. Nie potrafimy szczerze żałować
tej równowagi ze środowiskiem naturalnym, w której przynajmniej do niedawna
– przed destrukcyjnym wpływem Europejczyków – żyli np. Pigmeje z tropikalnej
puszczy afrykańskiej. Niemniej, epoka współczesna w życiu naszego gatunku
odznacza się występowaniem dwu doniosłych czynników. Po pierwsze, w krajach
cywilizacyjnie zaawansowanych technika na usługach hedonizmu w nieporównanie
większym niż dawniej stopniu zagraża stabilności ziemskiej ekosfery,
a więc samemu przetrwaniu naszego gatunku albo przynajmniej jego przetrwaniu
bez cywilizacyjnej i kulturowej degradacji. Po drugie jednak, po raz pierwszy w historii
naszego gatunku nauka z taką jak obecnie wielostronnością ujawnia te zagrożenia,
szerzy ich świadomość również wśród szerokiej opinii publicznej i stawia
przed sobą cel znalezienia akceptowalnych dla społeczeństwa sposobów przeciwdziałania
im. Tematami medialnymi stały się efekt cieplarniany, dziura ozonowa
i jej groźne skutki, niszczenie puszczy tropikalnej i rafy koralowej i ich groźne
skutki, niesamowite tempo wymierania gatunków roślinnych i zwierzęcych, które
zdołały po dziś dzień zachować się przy życiu. Jak dotychczas jednak bynajmniej
nie został osiągnięty ani cel dostatecznego uwrażliwienia opinii publicznej na te
sprawy, ani cel znalezienia sposobów uratowania przyrody przy zachowaniu przez
ludzkość osiągniętego poziomu życia, a nawet zbliżenia pod tym względem narodów
mniej cywilizacyjnie i kulturowo zaawansowanych do światowej czołówki.
A jednak są to najważniejsze cele stojące zarówno przed przedstawicielami przyrodniczych
nauk stosowanych, jak i przed tymi, którzy za swe zadanie poczytują
moralne wychowanie ludzkości.
rody, przekształcenia jej w „nieorganiczne ciało” ludzkości; z jego nieutemperowanym entuzjazmem
dla rozrostu „sił wytwórczych”. Oczywiście, nie był on w naszej kulturze, w szczególności
nowożytnej, jedynym myślicielem przejawiającym nieutemperowany entuzjazm dla niekontrolowanej
względami ekologicznymi technologii.
418
Biblia Hebrajczyków
rego wypełnianiu wyszkolony jest kapłan 273 . Bóstwo nie zezwala na taką poufałość,
jaką by była spontaniczność w zwracaniu się do niego. (Zależność „skuteczności”
obrzędu w sensie wywołania odpowiedniej reakcji bóstwa od ścisłych przepisów
dotyczących sposobu jego wykonania zbliża owe obrzędy do aktów magicznych 274 .)
Bóstwo religii sacerdotalistycznej jest więc „dalekie”: wzgardliwie niedostępne
dla zwykłych ludzi, domagające się formalistycznie pojmowanej pobożności,
drażliwe wobec wszelkich uchybień etykiecie w zwracaniu się do niego, surowe
w wymierzaniu kar za świadomie lub nieświadomie popełniane grzechy, zwłaszcza
w zakresie kultu, oceniające postępki, nie zaś ich intencje.
Przeciwieństwem religii sacerdotalistycznych są religie, które nazwę tutaj religiami
„intymnej pobożności” – religie, w których do prób uzyskania kontaktu
z bóstwem, konceptualizowanym jako opiekuńcze i „miłosierne”, upoważniony
jest każdy czciciel, przy czym zbędne jest pośrednictwo kapłana, elementy zaś
spetryfikowanego rytuału – nawet takie jak przepisane teksty modlitw, jakie odmawiać
powinien każdy wierny, i przepisane czasy oddawania się modłom – jeśli
nawet występują, to są w znacznej mierze zredukowane, uchybienia zaś im bez
niezbożnej intencji traktowane są jako nieistotne. Spontaniczne wyjście w akcie
religijnym poza rytuał może być nawet zalecane.
Nie wiem, czy sacerdotalizm i rytualizm występują w jakichś religiach, zwłaszcza
wśród ludów kulturowo zaawansowanych, w swojej idealnej postaci. W niektórych
z nich z pewnością spajają się one z elementami pobożności intymnej. Te religie
synkretyczne (z interesującego mnie tutaj punktu widzenia) dopuszczają czy
wręcz nakazują dokonywanie pewnych obrzędów (najprostszym jest indywidualna
modlitwa) przez osoby spoza stanu kapłańskiego: np. władców lub innych funkcjonariuszy
wspólnoty, ojców rodzin, matrony, ludzi o jakimś uznanym charyzmacie
lub po prostu pobożne jednostki. Tolerują one pewną spontaniczność w próbach
wejścia w kontakt z bóstwem, a nawet do pewnego stopnia tolerują taką próbę
obejścia pośrednictwa kapłana, jaką jest mistycyzm. I w nich jednak obrzędy o najważniejszym
znaczeniu dla wspólnoty (a niekiedy również dla życia poszczególnych
jednostek, takie np. jak tzw. rytuały przejścia od jednego statusu społecznego
do innego) stanowią nienaruszalną prerogatywę kapłana. Takie właśnie stano-
273
Por. Księga kapłańska 10: 1–2, 6: „Nadab i Abihu, synowie Aarona, wzięli każdy swoją
kadzielnicę... i ofiarowali przed Panem ogień inny niż był im nakazany. Wtedy ogień wyszedł
od Pana i pochłonął ich. Umarli przed Panem”. W dalszym ciągu przekazu Mojżesz zakazuje
Aaronowi pożegnania zmarłych synów tradycyjnymi ceremoniami opłakiwania nieboszczyków,
a to z powodu „grzechu”, jakiego się dopuścili składając Jahwe ofiarę niezgodnie z przepisanym
rytuałem.
274
Por. satyryczny opis prawosławnego nabożeństwa w Zmartwychwstaniu Lwa Tołstoja.
Rozważania ogólne
585
wiem jest ofiarą przebłagalną za nasze grzechy, i nie tylko za nasze, lecz również
za grzechy całego świata” (1J 2: 1–2). „W tym objawiła się miłość Boga ku nam, że
zesłał Syna swego Jednorodzonego na świat, abyśmy życie mieli dzięki Niemu.
W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale On sam nas umiłował
i posłał Syna swego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy” (1J 4: 9–10).
Przede wszystkim jednak przytoczyć tu trzeba ustęp z J, najczęściej chyba cytowany
spośród przekazów ewangelicznych. „A jak Mojżesz wywyższył węża
na pustyni, tak trzeba, by wywyższono Syna Człowieczego 87 , aby każdy, kto w Niego
wierzy, miał życie wieczne 88 . Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego
Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie
wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił,
ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega
potępieniu, a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego
Syna bożego. A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie
bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło, gdyż złe były ich uczynki. Każdy
bowiem, kto źle czyni, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby jego uczynki
nie zostały ujawnione. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby
się okazało, że jego uczynki zostały dokonane w Bogu” (3: 14–21).
W wywodzie tym uderza kilka rzeczy. Po pierwsze, ewangelista zdaje się
mniemać, że „każdy” ma wybór pomiędzy zaakceptowaniem i odrzuceniem wiary
w nadprzyrodzony status ontologiczny Jezusa jako wcielonego Logosu i w znaczenie
Ukrzyżowania jako „Ofiary Przebłagalnej”. Czyli że „każdy” jest przynajmniej
skonfrontowany z tą doktryną. Wyobrażenie ewangelisty o ludzkiej oikumenie
mej szkoły... 1. List św. Jana może stanowić moralny komentarz do doktrynalnej części Ewangelii
(choć z jej doktryny przywołuje tylko część), może odnosić się również do jej wcześniejszego
etapu lub do części przekazywanych ustnie”. Hasło „Listy św. Jana”, w: Religia, Encyklopedia
PWN, wyd. cyt.
87
Z punktu widzenia człowieka niewierzącego – co za przerażająca metafora: ukrzyżowanie
jako „wywyższenie”! Co za porównanie powieszenia na słupie ulanego z metalu przedmiotu
(choćby nawet był on symbolem Jahwe) do umęczenia Jezusa! – H. E.
88
Według tej doktryny nadejście Chrystusa nie jest początkiem przeistaczania się warunków
panujących na ziemi w Królestwo Boże, tylko umożliwieniem pewnym ludziom – tym, co
spełnią wskazany w Ewangelii „wg” Jana warunek – osiągnięcia szczęśliwości pośmiertnej.
Zauważyć też trzeba, że autor Ewangelii „wg” Jana zdaje się mieć inny niż synoptycy pogląd
na to, co się staje z grzesznikami po śmierci. W ewangeliach synoptycznych wielokrotnie wspomina
się o piekle, gdzie jest „płacz i zgrzytanie zębów”, co, oczywiście, jest pewnym wariantem
„życia” pośmiertnego. Natomiast w Ewangelii „wg” Jana kilkakrotnie mowa jest o tym, że tylko
zbawieni będą mieli „życie wieczne” – tylko oni zostaną „wskrzeszeni w dniu ostatecznym”
– por. Ewangelia „wg” Jana 6: 53nn. Nasuwa się wniosek, że według autora Ewangelii „wg” Jana
dla grzeszników śmierć jest końcem wszelkiego rodzaju istnienia. – H. E.
Opowieści biblijne i „Kohelet”
483
sionych na rozkaz założyciela północnego państwa izraelskiego Jeroboama celem
zniechęcenia ludzi do pielgrzymek do świątyni jerozolimskiej – on z nielicznymi towarzyszami
„prawowiernie” pielgrzymował z ofiarami i jałmużną do Jerozolimy.
Uprowadzony zaś do Niniwy nie kalał się, jak jego bracia i rodacy, spożywaniem
„potraw pogan”.
„Najwyższy” dał mu łaskę i względy u asyryjskiego władcy Salmansara 366 (por.
Tb 1: 12). Podróżuje on w jego sprawach, dokonuje dla niego zakupów, i w tym właśnie
czasie deponuje ogromną sumę własnych pieniędzy u swojego przyjaciela Gabaela
w mieście Raga w Medii. Z czasem z powodu układu stosunków politycznych
podróże do Medii stają się na długi czas niemożliwe. Pozostając w Niniwie, Tobiasz
wspomaga ubogich rodaków żywnością i odzieżą, a nadto z wielkim dla siebie
niebezpieczeństwem potajemnie grzebie zwłoki Hebrajczyków pomordowanych
z rozkazu okrutnego władcy Sennacheryba i porzucone za miastem niby nieczystości.
Zadenuncjowany przez jednego z mieszkańców Niniwy, musi uciekać,
ukrywać się z żoną i synem, traci też cały swój majątek. Po zamordowaniu Sennacheryba
i wstąpieniu na tron nowego władcy może za wstawiennictwem swojego
krewnego Achikara wraz z rodziną bezpiecznie powrócić do Niniwy i odzyskuje
majątek. Mimo szyderczych ostrzeżeń sąsiadów nie przestaje jednak grzebać rodaków,
którzy zostali pomordowani przez władzę.
W epizodzie niezwiązanym przyczynowo z tą zbożną działalnością Tobiasz traci
wzrok, ponieważ podczas jego drzemki pod drzewem siedzące na gałęzi ptaki
zanieczyściły odchodami jego powieki. Wskutek tego znów staje się biedakiem i rodzina
utrzymuje się z pracy żony zarabiającej jako prządka. W nieładnym epizodzie
Tobiasz posądza żonę o to, że ukradła koziołka (którego w istocie podarowali
jej pracodawcy) i domaga się jego zwrotu właścicielom. Ufność względem towarzyszki
życia nie należy widocznie do jego cnót; jednakże dla autora sens tego epizodu
widocznie polega na tym, że nawet w ubóstwie Tobiasz wystrzega się korzystania
z kradzieży. Sprawa ta prowadzi do scysji Tobiasza z żoną wyśmiewającą jego
nieodpłacone przez Boga dobre uczynki.
Podróż Tobiasza-syna, główna akcja opowieści, umotywowana jest tym, że jego
oślepły i zbiedniały ojciec „przypomina sobie”, o pieniądzach pozostawionych
u Gabaela. Syn ma się udać po nie. (Jeśli Tobiasz starszy był przy zdrowych zmysłach,
to nie powinien był być aż tak roztargniony.)
366
Rzecz ciekawa, kreśląc losy swych bohaterów należących do wygnańców uprowadzonych
do niewoli asyryjskiej lub babilońskiej, autorzy biblijni z reguły przedstawiają ich jako osoby,
które w kraju wroga dostąpiły faworu władcy i osiągnęły dostojeństwo. Jeśli idzie o niewolę
babilońską, to dużo – zwłaszcza zaś rozwój na wygnaniu literatury biblijnej – wskazuje, że
przynajmniej dla wielu nie była ona zbyt uciążliwa, i to mogło wpływać na wyobrażenie autora
„Tobiasza” o losach jego bohatera w niewoli asyryjskiej.
Biblia zawłaszczonego Boga
231
na koncepcję osobliwą i przy tym zgoła szokującą humanistę nieidentyfikującego
się w pełni z tradycją religijną judeochrześcijańską. A mianowicie dowiaduje się
o przybraniu przez Boga poprzedzających części Rdz – tj. przez bóstwo konceptualizowane
jako stwórca świata, troskliwy opiekun i surowy sędzia całej ludzkości
– roli czy też aspektu bóstwa opiekuńczego pewnego poszczególnego klanu
oraz, z czasem, wywodzącego się od niego narodu.
Ta dwuaspektowość Boga ST (której nie eliminuje przejawiający się w pewnych
częściach należących do niego utworów, a nawet w całych utworach, wątek
uniwersalistyczny 4 ) stanowi fundament i największą osobliwość judaizmu, jak
również podłoże wielu spośród tych składników tradycji religijnej judeochrześcijańskiej,
które są z punktu widzenia współczesnego humanizmu anachroniczne
i nieakceptowalne. Jest to balast, którego nie potrafi się w pełni wyzbyć chrześcijaństwo,
doszukujące się dla siebie zakorzenienia w ST – siedlisku, m.in. (nie wyłącznie!)
idei teologicznych i moralnych o wiele bardziej anachronicznych niż szereg
spośród tych, które do tradycji judeochrześcijańskiej wnoszą ewangelie (oraz
w dalszym swym rozwoju w znacznej mierze również judaizm).
Ma się rozumieć, nie należy się sugerować porządkiem, w którym swą materię
przedstawiają twórcy Księgi Rodzaju. W niej samej znajdować się zdają ślady
innych, niż to odpowiada jej narracji, dziejów kształtowania się idei Boga na najwcześniejszych
stadiach tradycji judeochrześcijańskiej. Sądzić można, że klany albo
plemiona, które z czasem utworzyć miały naród izraelski, przybyły na teren Kanaanu
ze swoim bogiem plemiennym, czy też ze swoimi zrazu odmiennymi, a potem
utożsamionymi bogami plemiennymi (jeśli tradycja związana z postacią Abrahama
była zrazu odmienna od tradycji związanej z postacią Izaaka 5 ). Na tym no-
4
Uniwersalizmem [religijnym] nazywać tu będę przekonanie, że stwórca świata jest opiekunem
oraz sędzią całej ludzkości. Można obstawać przy tym, że uniwersalizm nie wyłącza wyobrażenia,
iż jakiś naród został przez nadrzędnego lub jedynego boga z jakiegoś szczególnego
powodu i dla jakichś szczególnych celów „wybrany” spomiędzy wszystkich pozostałych. Jednakże
na podłożu uniwersalizmu takie wyróżnienie pewnego poszczególnego ludu domaga się
przekonującego wyjaśnienia przyczyny i celu, który powinien być wyznaczony ze względu
na dobro całej ludzkości. Bóstwo nie może przy tym stronniczo ingerować w stosunki pomiędzy
wyróżnionym przez siebie narodem a innymi ludami. Bardziej naturalne dla uniwersalizmu
jest jednak odrzucenie koncepcji „narodu wybranego”,.
5
Przy rozstaniu Jakuba z Labanem i uświęceniu pokoju pomiędzy nimi przez akty przysięgi
„rzekł Laban do Jakuba: «... Bóg Abrahama i Bóg Nachora [! – H. E.], Bóg ich przodków,
niech będzie naszym sędzią!». Jakub zaś przysiągł na Tego, którego z bojaźnią czcił Izaak, jego
ojciec” (Rdz 31: 51–53). Do tego wersetu biblista chrześcijański dodaje komentarz: „Zwróćmy
uwagę, że Bóg Abrahama jest także nazwany Bogiem jego brata Nachora (ojca Labana
[błąd: dziadka Labana – H. E.]), ale Bóg Izaaka otrzymuje szczególny tytuł, a mianowicie, „ten,
którego z bojaźnią czcił Izaak”. który jest aluzją do dawniejszych przekazów, według których
Rozważania ogólne
581
Zauważę, że nowotestamentowy termin „ofiara przebłagalna” nie jest tu
w istocie rzeczy właściwy. Przy zwykłym rozumieniu akcja błagania zachodzi pomiędzy
dwoma odrębnymi podmiotami – błagalnikiem i przebłagiwanym (co, m.
in., pociąga za sobą konflikt pojęciowy pomiędzy koncepcją Trójcy Świętej a koncepcją
„ofiary przebłagalnej”: nie może Bóg w jednym swoim aspekcie – „osobie”
– przebłagiwać samego siebie w innym swoim aspekcie – „osobie”). Błagalnikiem
może być podmiot ogarnięty skruchą i z jej powodu pożądający przebaczenia strony
przebłagiwanej. Może być nim podmiot ogarnięty strachem przed represją będącą
w gestii strony przebłagiwanej i pragnący uśmierzyć jej gniew. Błagalnikiem
może być zresztą podmiot nie ponoszący w odnośnej sprawie żadnej winy i nie zagrożony,
ale usiłujący błaganiem i, być może, stosowną rekompensatą osłonić kogoś
innego przed represją ze strony osoby przebłagiwanej – tak jak biblijny Hiob
składał ofiary za być może popełnione grzechy swoich dzieci. W każdym razie inicjatywa
dokonania takiego aktu, np. w słowach lub gestach, którym może również
towarzyszyć złożenie stosownego daru, powinna być po stronie błagalnika, który,
oczywiście, musi być świadom znaczenia dokonywanego aktu i pożądać jego skutków
80 . W tym wypadku jednak według mitu „ofiary przebłagalnej” nic takiego nie
zachodzi. Inicjatorem „ofiary” i właściwym podmiotem sprawczym jej spełnienia
jest Bóg, będący zarazem adresatem aktu ofiarniczego. Wobec tego zamiast
o „ofierze przebłagalnej”, chociażby zastępczej, mówić raczej wypada o wyegzekwowanej
przez Boga zastępczej ekspiacji Jezusa za ludzkość, czyli o nałożonej
przez Boga karze, po której odcierpieniu przez istotę niewinną Bóg otwiera przynajmniej
przed pewnymi jednostkami drogę prowadzącą do pośmiertnej szczęśliwości,
a nie do piekła. Termin „kara” jest tu stosowniejszy również dlatego, że
tym, co zostaje „ofiarowane” (recte wyegzekwowane) i z satysfakcją przyjęte, nie
jest akt skruchy czy też np. jakieś materialne praeciosum, tylko czyjaś męka.
Jak podkreśla się w Katechizmie Kościoła Katolickiego (ust. 615) tym, co jest
cenne dla Boga w ofierze Jezusa, jest jego „posłuszeństwo”: „«Jak przez nieposłuszeństwo
jednego człowieka wszyscy stali się grzesznikami, tak przez posłuszeństwo
Jednego wszyscy staną się sprawiedliwymi» (Rz 5: 19). Przez swoje posłudalszej
czci poprzez kult. Do tego nawiązał Paweł, bo od najwcześniejszego dzieciństwa pozostawał
pod wpływem umysłowości hellenistycznej… Paweł odniósł do galilejskiego proroka
mit o zstępującym niebiańskim człowieku, a jego samego przeistoczył w misteryjne bóstwo, zapoczątkowując
w ten sposób potężną wiarę w Chrystusa i Syna bożego”.
80
To prawda, że niekiedy ma się do czynienia z „przeprosinami” wymuszonymi, np. kiedy
sąd nakazuje komuś publicznie przeprosić osobę przezeń zniesławioną albo rodzice wymuszają
na dziecku „przeproszenie” ich. W istocie jednak nie są to autentyczne przeprosiny, tylko wyegzekwowana
kara upokorzenia i zniewolenia. I w takim razie jednak „przepraszający” musi
mieć świadomość tego, co czyni.
530
Biblia Hebrajczyków
zbrodniczą chciwość pewnych „eksploatatorów przyrody”; w wyniku podejmowania
projektów mających u swego podłoża gardzącą ostrzeżeniami nauki hybris
rozmaitych dyktatorów, usiłujących przez patronowanie „ujarzmieniu przyrody”
przezwyciężyć nędzę poddanych będącą w znacznym stopniu skutkiem sposobu
ich rządzenia, poczyczyniliśmy znaczne szkody w naszym środowisku przyrodniczym.
(Człowiek zresztą był w znacznej mierze dewastatorem swojego środowiska
przyrodniczego już od czasów gospodarki zbieracko-łowieckiej, i tylko nauka może
pomóc mu porzucić tę rolę i podjąć rolę konserwatora przyrody.) Nie ma jednak
powodu do wątpienia, że dzięki rozwojowi zarówno nauki, jak solidarności w obrębie
gatunkowej wspólnoty ludzkiej możemy pokonać głód i niedostatek, pod którego
znakiem żyje dziś ogromna część ludzkości, ujarzmić najgroźniejsze epidemie,
zapobiec wojnom, stworzyć warunki zapładniania się kultur ludzkich tym, co
w każdej z nich godne stania się dziedzictwem gatunku.
Skoro wszechświat nie spełnia postulatów żadnej aksjologii, to z punktu widzenia
ateisty zwrot „sens wszechświata” pozbawiony jest sensu.
Nie wynika stąd bynajmniej, iżby niemożliwe było nadawanie przez jednostki
ludzkie „aksjologicznego sensu” ich własnemu życiu lub życiu jakichś
ludzkich wspólnot. Człowiek – nie bez oddziaływania innych ludzi, nie bez udostępnianych
mu przez jego kulturę, a zaakceptowanych przez niego, wzorców moralnych
i wzorców innych wartości – jest w stanie uczynić własne życie „aksjologicznie
sensownym” dzięki głębi swojego przywiązania do jakichś ludzi i zbiorowości,
dzięki głębi swojego przywiązania do określonych norm moralnych (które
po to, by dla niego być nieodparte, nie muszą być zadekretowane lub „poświadczone”
przez jakąś ponadludzką istotę, będąc mu miast tego „narzucane” przez jego
własne poczucie moralne); dzięki zaangażowaniu w pracę, która jest dla niego
sensowna czy to dlatego, że przynosi w jego poczuciu pożytek jemu oraz ludziom
i zbiorowościom, z którymi się solidaryzuje, czy dlatego, że aktualizuje jego własne
potencje twórcze, czy dlatego, że sprzyja doznawaniu świata jako – dla niego
– pięknego, ciekawego, wartego doznawania go tak długo, jak to jest dla niego
możliwe.
Nie ma bynajmniej żadnego, czy to logicznego (sądy aksjologiczne są wszak
niewywodliwe z sądów opisowych), czy to nieuchronnego psychologicznego
związku pomiędzy ateizmem a odczuwaniem przez jednostkę życia jako „marności
nad marnościami i pogonią za wiatrem”.
11. Powracam do Koheleta. Ciekawych rzeczy dowiadujemy się od Schoorsa
z cytowanego już rozdziału poświęconego recepcji tej Księgi w tradycji judeochrześcijańskiej.
„Jeśli chodzi o kanon chrześcijański, pewne zastrzeżenia przeciwko
świętemu charakterowi Księgi Koheleta ujawniły się wprawdzie w dziele
Teodora z Mopsuestii (V w.), ale księga ta otrzymała kanoniczny status zarówno
318
Biblia Hebrajczyków
na niego zesłał Pan” i wspomagali go darami – widząc więc w nieszczęściu, jakie
na kogoś „zsyła Pan”, powód nie do podejrzeń i wzgardy, ale do współczucia. Doniosłe
jako element kształtowania się humanistycznego etosu, chociaż być może
paradoksalne, jest to, że Bóg Hioba aprobuje współczucie względem tych, pomoc
tym, na których „nieszczęście zesłał Pan”. Aprobuje naprawianie przez solidarność
ludzką skutków „niepojętych bożych wyroków”.
Księga Hioba, jak wiadomo, kończy się happy endem. Jej bohater na powrót
opływa w bogactwa, cieszy się zastępczym garniturem dzieci i w tym stanie pomyślności
dożywa głębokiej starości. Jednakże przeszłość nie może przecież przeminąć
bez śladu. Hiob wyniósł znamienną wiedzę ze swej przygody duchowej: wiedzę
o tym, że Bóg nie poczuwa się do obowiązku honorowania „umowy naturalnej”,
na mocy której klęski spadałyby jedynie a nieuchronnie na grzeszników jako
kara i wezwanie do poprawy. Niezależnie od tego, jak będzie cnotliwy i bogobojny,
Hiob nie może w istocie rzeczy mieć podstawy do ufności, że kierując się swymi
niepojętymi motywami, Pan raz jeszcze nie „zabierze mu tego, co dał”. (Wszak
Talmud uczy, że Abraham został poddany dziesięciu „próbom” 125 – czyli, innymi
słowy, dziesięciokrotnie nękany był przez Boga „próbami” swojej niezłomnej pokory.)
Świat rządzony przez Hiobowego Boga empirycznie nie różni się, jeśli idzie
o sytuację w nim ludzi, od świata nad którym panuje Tyche. (To samo odnosi się,
jak to omówię w osobnym szkicu, do świata przedstawionego w biblijnej Księdze
Koheleta.)
Spodziewać się wolno, że mimo tego odkrycia Hiob (który nawet nic nie wie
o pozaświatowym szczęściu sprawiedliwych) pozostanie nadal człowiekiem zacnym,
ponieważ postępowanie szlachetne jest ekspresją jego osobowości – jest
„czynieniem tego, co mu się czynić podoba” – nie zaś realizacją strategii życiowej
obliczonej na uzyskanie jakichś profitów.
Mimo zrozumiałych naiwności Księgi Hioba za nieoszacowaną zasługę twórców
biblijnego kanonu względem naszej kultury musimy uznać to, że oprócz rzeczy
takich, jak Rdz 22 pozostawili nam w spadku utwory tak cenne, jak ta „księga”.
125
TPL, t. I, s. 132.
Ofiarowanie Izaaka. Abraham a Hiob
313
nym związku pomiędzy autentyczną czcią Boga a moralnie aprobowalnym stosunkiem
jednostki do ludzi. Reprezentuje więc, na gruncie tradycji judaistycznej
(a potem judeochrześcijańskiej) etos, który odegrał niezmiernie istotną rolę
w ukształtowaniu się współczesnego humanizmu 122 .
W Prologu Hiob doznaje nieszczęść dwojakiego rodzaju. Jego bogactwa padają
łupem rabusiów; natomiast jego dzieci giną w wyniku działania żywiołu, on zaś
sam pada pastwą choroby, czyli klęski naturalnej. W swoich oskarżeniach pod adresem
Boga Hiob z poematu nie czyni różnicy pomiędzy tymi dwoma rodzajami
klęsk. Może dlatego, że skoro jest Jedermannem, to nie może wyszczególniać
swych nieszczęść. Może jednak dlatego, że zarówno za jedne, jak i za drugie oskarża
Boga. Jest to naturalna konsekwencja założenia o wszechwiedzy i wszechmocy
Boga. Niezależnie od tego, czy ma się do czynienia ze złem wynikającym z operacji
złej woli ludzkiej, czy ze złem wynikającym z operacji ludzkiej woli, ale nie ze
złej intencji, tylko np. z ignorancji, czy też ma się do czynienia ze złem „naturalnym”,
tzn. dochodzącym do skutku całkowicie niezależnie od ludzkiej woli,
na gruncie powyższego założenia trzeba przyznać, że zło dochodzi do skutku z bożej
woli lub „dopustu bożego”. Nie ma zła, za które przynajmniej prima facie Bóg
nie jest odpowiedzialny albo współodpowiedzialny – zła, z którego nie musiałaby
się silić „oczyścić” Boga teodycea.
Wielką część poematu wypełnia dysputa pomiędzy Hiobem a przyjaciółmi,
którzy przyszli nawiedzić go w nieszczęściu.
Przyjaciele Hioba 123 w pewnych swych wypowiedziach reprezentują najbardziej
prymitywną wersję teodycei: wbrew oczywistemu świadectwu doświadczenia
obstają przy tym, że Bóg zsyła nieszczęścia tylko na ludzi, którzy dopuścili się
ciężkich grzechów (czyli że tylko na takich spaść może jakieś nieszczęście), nadto
zaś przywraca do łask grzeszników skruszonych. (Nie przeczy, co prawda, ich pojęciu
o sprawiedliwości bożej przypuszczenie, że Bóg karać może ojców za grzechy
synów i odwrotnie: por. Hi 8: 1–4; 27: 13–15.) W myśl tego rozumowania doznawane
przez człowieka klęski konceptualizowane być powinny jako kara boża oraz
pedagogiczny zabieg mający wzbudzić w grzeszniku skruchę. Z nieszczęść wnio-
122
Etos pomocy potrzebującym i powstrzymywania się od krzywdzenia słabych oraz koncepcja,
która w wymogach tego etosu upatruje jedno z najbardziej podstawowych żądań Boga
względem ludzi, znajduje, jak wiadomo, dobitny wyraz również w pewnych innych księgach Biblii,
np., jeśli idzie o Stary Testament, w pewnych elementach pięcioksięgowego prawodawstwa,
a także w Księdze Rut. Według pewnych proroków, takich jak Amos, niespełnianie tego
żądania obraca wniwecz wartość działań kultowych.
123
Po angielsku potoczne wyrażenie „Job’s comforters” – „pocieszyciele Hioba” – oznacza
głupców albo hipokrytów, którzy rzekomo pragnąc przynieść komuś pociechę w nieszczęściu
czynią je swoją gadaniną jeszcze cięższym do zniesienia.
138
Biblia początków
była np. wiadomość, że nerki ssaków morskich przez milionolecia nie usprawniły
się do przerobu słonej wody, wskutek czego w swym naturalnym środowisku zwierzęta
te nie mogą zaopatrywać się w wodę, pijąc (chociaż delfiny łatwo się uczą pić
wodę z kranu w delfinariach), ale czerpać ją muszą z przerobu tłuszczu upolowanych
zwierząt albo zdobywać ją sposobami nieznanymi współczesnej nauce 86 .
Gerezy, które są małpami nadrzewnymi, nie mają kciuków, których nieposiadanie
widocznie było korzystne dla ich biegających po stepie przodków. Małpy nadrzewne
o innym rodowodzie, „chwalą sobie” posiadanie kciuków.
86
„Co się tyczy większości wielorybów i delfinów, to po prostu nie wiemy, w jaki sposób
uzyskują wodę, bo zwierzęta te trudno jest obserwować”. R. Kenney, How Can Sea Mammals
Drink Saltwater? [Co pozwala ssakom morskim pić wodę morską], „Scientific American”,
2001, July, s. 84.
662
Jezus ewangelistów
baty, że ta filozofia życiowa, przypisywana Jezusowi przez reprezentantów wątku
„Jezusa nędzarzy”, nie zatriumfowała w chrześcijaństwie i nie jest dla niego charakterystyczna
obecnie. Potępienie wszelkiej trwałej własności i wszelkiej dbałości
o zaspokojenie podstawowych potrzeb życiowych w dniu jutrzejszym charakteryzowało
jedynie niektóre sekty i było przez dominujący Kościół traktowane jako
herezja. Redaktorzy BT spieszą zaopatrzyć przytoczony powyżej tekst z Mt 6: 25nn
w przypis głoszący, że „nie jest to zachęta do bezczynności, lecz przestroga
przed zbytnim zaprzątaniem umysłu sprawami tylko ubrania i jedzenia”. Przywołują
też w tym przypisie wyrażającą odmienną postawę życiową wypowiedź Pawła
z 2Tes (3: 10): „… gdy byliśmy u was, nakazywaliśmy wam tak: «Kto nie chce pracować,
niech też nie je». Słyszymy, że niektórzy wśród was… nie pracują, lecz zajmują
się rzeczami niepotrzebnymi. Tym przeto nakazujemy i napominamy ich
w Panu Jezusie Chrystusie, aby pracując ze spokojem własny chleb jedli”.
Socjolog Max Weber wiązał początki kapitalizmu z dominacją w odnośnych
społeczeństwach etosu protestanckiego – a więc odmiany etosu chrześcijańskiego
kładącego nacisk na pracę, samodzielność, zapobiegliwość, oszczędność. Pozostawiając
ocenę teorii Webera specjalistom, stwierdzić potrzeba, że według dominujących,
zwłaszcza obecnie, w chrześcijaństwie poglądów właściwym sposobem pokładania
ufności w Bogu nie jest przerzucanie na niego zupełnej odpowiedzialności
za to, co się będzie jutro jadło i piło, ale nadzieja, że wesprze on swoją łaską czyjąś
pracę, rzetelność i zapobiegliwość. Wyrażenie „ptak niebieski” w odniesieniu
do człowieka nie miewa obecnie konotacji dodatniej. „Bóg pomaga tym, którzy starają
się sami dać sobie radę”, głosi przysłowie angielskie.
Do wątku „Jezusa nędzarzy” należy negatywny stosunek do „bogaczy” i „sytych”,
wyrażony np. w zacytowanych powyżej wersach z „kazania na równinie”.
Jego podłożem widocznie jest założenie (w „Łukaszowych” groźbach niewyrażone
explicite), że bogatym można być jedynie uciskając ubogich albo przynajmniej
powstrzymując się od niesienia pomocy bliźnim będącym w potrzebie 180 . Dochodzi
też do głosu nie tylko tendencja do utożsamiania bogacza z grzesznikiem, ale
wręcz myśl, że ci, co zażywali dostatków za życia, już niejako wyczerpali swoje
„konto” i z tego powodu nie dostąpią szczęśliwości po śmierci.
W Łk 16: 19nn znajdujemy opowieść Jezusa o losach pośmiertnych dwóch ludzi:
pewnego bogacza, który za życia „ubierał się w purpurę i bisior i dzień w dzień
ucztował wystawnie”, oraz leżącego u bramy jego pałacu „żebraka okrytego wrzo-
180
Por. w epistolarnej części Nowego Testamentu, w Liście Świętego Jakuba apostoła
(2: 5, 6): „Czy Bóg nie wybrał ubogich tego świata na bogatych w wierze oraz na dziedziców królestwa
przyobiecanego tym, co Go miłują?... Czy to nie bogaci uciskają was bezwzględnie i nie
oni ciągną was do sądów?”
78
Biblia początków
szlachetnych, a karze demony oraz grzeszników 21 . Niekiedy karze jakieś wspólnoty
ludzkie, oddając je na pastwę żywiołów (takich jak „powietrze, głód, mór”, trzęsienia
ziemi, powodzie, nieurodzaje), niekiedy zaś bezpośrednią swoją ingerencją
otamowuje takie żywioły. W wersji tej Bóg doznaje takich afektów jak gniew, rozżalenie,
litość i odpowiednio do tego podejmuje postanowienie takiej czy innej
przedtem przezeń niezamierzonej ingerencji w bieg dziejów świata. Jego ingerencje
niekiedy mają postać spektakularnych cudów łamiących nadane przezeń światu
prawidłowości przyrody. Nie zawsze jednak tak są przez przedstawicieli tej wersji
kreacjonizmu konceptualizowane, po prostu dlatego, że jej wyznawcy niejednokrotnie
nie mają jasnego pojęcia o „niezłomnych” (z wyjątkiem bożych cudów)
prawidłowościach przyrody. Zauważmy mimochodem, że w myśl omawianej koncepcji
wszechwiedza boża polega na doskonale pełnej i dokładnej znajomości
wszystkiego, co należy do przeszłości i teraźniejszości stworzonego świata, ale nie
wszystkiego, co dotyczy przyszłości, choćby dlatego, że w myśl skorelowanej z tym
poglądem koncepcji „wolnej woli” i moralnej odpowiedzialności obdarzonych nią
istot nikomu, nawet Bogu, nie mogą być znane wszelkie przyszłe postanowienia
21
Rzecz osobliwa, w świetle tego, w co wierzą reprezentanci tej wersji, uznać chyba wypada,
iż niezmiernie często woli on karać winowajców (za ich pobytu w materialnym świecie albo
po ich śmierci w zaświatach), niż zapobiegać realizacji ich zamysłów czy też natychmiast niweczyć
naturalne skutki ich działań. Nie jest zresztą na ogół nazbyt skwapliwy w niweczeniu naturalnych
skutków również takich katastrof przyrodniczych, które nie są przez przedstawicieli
omawianych wierzeń konceptualizowane jako kary zsyłane przezeń na grzeszne społeczności
(a więc nie wiadomo dlaczego zachodzą w nadzorowanym przezeń świecie). Spalona świątynia
jerozolimska, zniszczona w XVIII w. przez trzęsienie ziemi Lizbona, obrócone w perzynę
przez trzęsienie ziemi w 2003 r. miasta algierskie z ich tysiącami ofiar ludzkich, a później równie
fatalnie dotknięte irańskie miasto Bam, obrócona w gruzy przez Niemców Warszawa nie
wskrzesły od razu w dawnej swej postaci, chociaż sprawienie, aby tak się stało, było w myśl tej
koncepcji w zakresie bożej wszechmocy. Nie zmartwychwstał zabity wbrew Bożej woli mityczny
Abel jak również tyle zgoła nie mitycznych ofiar zbrodni albo katastrof naturalnych.
Ta koncepcja „sprawiedliwości bożej”, według której Bóg niezmiernie często woli karać
winowajców niż zapobiegać naturalnym katastrofom i zbrodniom czy też natychmiast niweczyć
ich skutki wymuszana jest, naturalnie, na wyznawcach światopoglądu potocznego przez
empirię potoczną. Jest wszak rzeczą notorycznie znaną, że klęski naturalne i zbrodnie się zdarzają
i mają nieodwracalne skutki. Natomiast nie sprzeciwia się empiria potoczna równie stanowczo
przekonaniu, że złoczyńcy częstokroć bywają przez Opatrzność karani już w życiu doczesnym,
zwłaszcza iż utrzymywać można, że „Bóg jest sprawiedliwy, chociaż nierychliwy”,
a przy tym nie zakłada się ani związku przyczynowego, ani innego rodzaju odpowiedniości pomiędzy
winą a karą: karą np. za ograbienie sieroty może być równie dobrze utrata majątku jak
choroba. Oczywiście, nie sprzeciwia się też empiria potoczna bezpośrednio przekonaniu, że
złoczyńcy, których ominęła kara za czasów ich ziemskiego żywota, ponoszą ją w zaświatach.
Glosy do mitów o grzechu pierworodnym...
195
(8–7 wiek przed naszą erą). Komentując niesamowitą opowieść o tym, jak na Mojżesza
wędrującego w celu wypełnienia nałożonej nań przez Jahwe misji Jahwe na postoju
napadł i „chciał go zabić” (Wj 4: 24nn), pewien midrasz 171 opowiada, że Jahwe
dokonał tej napaści, przybierając postać węża, który zdawał się zagrażać połknięciem
Mojżesza. Mimo że tekst biblijny wydaje się niezgodny z tym komentarzem, jako
że jest w nim mowa o dotknięciu przez Seforę pośpiesznie odciętym napletkiem
niemowlęcego syna Mojżesza i Sefory „nóg” Jahwe (chyba że znów idzie o węża niepozbawionego
odnóży), midrasz ten zdaje się poświadczać istnienie starodawnej,
zagłuszonej przez Biblię tradycji mówiącej o „wężowych” epifaniach Jahwe.
Na tle tych spostrzeżeń wydawać się może, że za zasłoną narracji w Rdz 2 i 3
utajony został inny mit, bardziej, jak stwierdziłam, zgodny z tradycją, której późniejszym
wykwitem był optymistyczny Hymn Kapłański o stworzeniu świata – iże
w micie tym Wąż będący teriomorficzną reprezentacją Jahwe wypełniał rolę przewodnika
inicjacji prarodziców.
Odnotowuję tu powyższą interpretację, ponieważ wydaje mi się pomysłowa
i optymistyczna. Została jednak skrytykowana przez Z. Mikołejkę. Mimo że oparta
na szeregu słusznych przesłanek, stanowi w obliczu wyjaśnień Mikołejki nazbyt
pochopnie wysnuty wniosek. W mitologiach, jak wyjaśnił Mikołejko, obraz Węża
jako demona – przeciwnika boskiego władcy świata – jest o wiele starszy niż opowieść
Jahwisty i wielce rozpowszechniony. Inspirując parę prarodzicielską do ich
nieposłuszeństwa, Demon-Wąż mógł działać z zawiści, pragnąc pozbawić Stwórcę
jego wyłącznej prerogatywy powoływania na świat żywych stworzeń. Dopiero
w przedstawionej przez Jahwistę wersji mitu demon ten zdegradowany został
do poziomu zwierzęcia, co podkreśliło status ontologiczny Jahwe jako niemającego
równorzędnego albo nieomal równorzędnego rywala. Status ten został jeszcze
wyżej wyniesiony w Hymnie Kapłańskim o stworzeniu świata, gdzie Bóg nie ma żadnego
antagonisty i wszystko w dniach stworzenia dzieje się zgodnie z jego wolą.
Jednakże owa wycofana moja interpretacja, choćby była nieuzasadniona, nie
jest, jak się okazuje, zupełnie idiosynkratyczna! Z pewnego artykułu Stefana
Chwina dowiedziałam się, że istnieli kiedyś – nie wiem kiedy – członkowie religijnej
wspólnoty „według których szatański gad na rajskiej jabłoni był w istocie nie
kim innym jak prakosmicznym Jezusem” 172 – a więc aspektem trójjedynego Boga
czy też w każdym razie dobroczynną względem ludzkości istotą boską. Jak widać,
wiadomość zaczerpnięta od Chwina, której nie mam powodu drążyć dalej,
potwierdza, że odnośny przekaz biblijny inspirował również przychylne dla Węża
wersje omawianego mitu.
171
Por. TPL, t. 2., s. 30.
172
S. Chwin, Pisarz i pokusy teologii, „Rzeczpospolita”, dodatek „Plus Minus”, 9–10 marca
2002.
Glosy do Hymnu Kapłańskiego o stworzeniu świata...
89
wać ktoś może, że termin nie ma jednoznacznie sprecyzowanego „absolut” sensu,
tak że trudno tu dowieść, iż w koncepcji potrzebującego absolutu ma się do czynienia
z contradictio in adiecto. Z drugiej zaś strony, pojęcie świadomego działania
w określonym celu, jak to przystoi istocie rozumnej, utożsamiać się musi z pojęciem
działania podjętego w celu zaspokojenia jakiejś potrzeby czy pragnienia: albo
„bezpośredniej” potrzeby czy pragnienia samego działającego podmiotu, albo
jego pragnienia zaspokojenia potrzeby lub pragnienia jakiejś innej istoty. Na tle
powyższych uwag uderzającą cechą Hymnu Kapłańskiego jest to, że chociaż jego
treścią jest historia stworzenia świata, autora nie nęka pytanie, po co Bóg stworzył
świat. Co więcej, uderzającą cechą całego kanonu biblijnego jest to, że nigdzie
nie znajduje się tam odpowiedzi explicite na to pytanie, które trudno przecież
uznać za bezprzedmiotowe na gruncie monoteistycznego kreacjonizmu. Nie
znaczy to, iżby należący do tradycji judeochrześcijańskiej apologeci nigdy nie usiłowali
na nie odpowiedzieć. Usiłowania ich godne są uwagi. Poniżej w kilku miejscach
zatrzymam się nad nimi.
Przy dalszym rozważaniu tego pytania pominę udzielaną niekiedy w obrębie
tradycji judeochrześcijańskiej odpowiedź, głoszącą, że Bóg stworzył świat „dla
swojej chwały”, tzn. po to, żeby być chwalonym przez powołane do życia stworzenia.
Koncepcja Boga jako istoty próżnej, ogarniętej nienasyconym pragnieniem
pień pochwalnych w wykonaniu istot nieskończenie niżej od niej stojących
pod względem intelektu i potęgi i na dodatek od niej zależnych nie przynosi intelektualnej
ani moralnej chwały tym, co ją głoszą. Nie znosi ona przy tym problemu
pochodzenia zła – unde malum – ponieważ gdyby taki właśnie, jak ona głosi, był
cel Boga, to mógłby on zgodnie z potocznym wyobrażeniem o jego wszechmocy zadbać
o stworzenie świata, w którym nic by nie pobudzało zamieszkujących go
stworzeń do bolesnych rozterek i nie zaburzało ich chęci nieustannego czynienia
zadość Bogu pochwalnymi pieniami.
Może zresztą wyrażeniu „dla swojej chwały” należałoby nadać sens bardziej
wyrafinowany, taki mianowicie, że przez stworzenie świata, przez aktualizację
swojej potencji twórczej, Bóg ją potwierdził, umocnił się w świadomości jej posiadania,
i w tym sensie doznał „chwały” od samego siebie. Mimo że taka koncepcja
nie jest obca pewnym filozofom religijnym w naszej kulturze, przypuszczenie, że
taki był cel działalności Stwórcy, nie znajduje potwierdzenia w kanonie biblijnym.
W tradycji judeochrześcijańskiej przeważa raczej przekonanie, że zaistnienie
świata, a nie tylko utwierdzenie się przez Stwórcę w świadomości jego twórczej
mocy było celem stworzenia bytu fizycznego.
Wydaje mi się, że tym, co przesłania przed umysłem zarówno autora Hymnu
Kapłańskiego, jak i wielu spośród tych, dla których Biblia jest księgą świętą, niebezprzedmiotowość
pytania o cel przyświecający Bogu jako stwórcy świata, jest
bezzastrzeżeniowo afirmatywny stosunek do wykreowanej przez Boga rzeczywi-
Etos Jezusa ewangelistów
669
Jak już wielokrotnie stwierdzałam w tym i innych szkicach tego zbioru, zacieranie
różnicy pomiędzy błędem o charakterze poznawczym a niegodziwością,
a w szczególności niedostatecznie umotywowane dopatrywanie się w poglądach,
które uważamy za niesłuszne, przejawu obłudy, próby obrony niegodziwego interesu,
wykrętu – słowem, skazy moralnej – jest z punktu widzenia etosu humanistycznego
czymś bardzo nagannym. Aczkolwiek tłumaczyć to mogą cechy kultury,
w której osadzają Jezusa ewangeliści, ponieważ sami są w niej osadzeni, faktem
jest, że ewangelie nie bez przyczyny były przez czas długi źródłem nietolerancji
religijnej, nie zaś ekumenizmu. Pod tym względem kościoły współczesne, w szczególności
katolicki, mimo potknięć znacznie przewyższają moralnie ewangelistów.
(b) W Kazaniu Jezus wykracza daleko poza potępienie agresywności głosząc
postulat, który nazwać można postulatem życzliwości w stosunku do ogółu bliźnich:
„Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują,
abyście się stali synami Ojca waszego, który jest w niebie, ponieważ On sprawia,
że słońce jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi i On zsyła deszcz na sprawiedliwych
i niesprawiedliwych” (Mt 5: 44–45). Por. też: „Dobrze czyńcie tym, którzy
was nienawidzą” (Łk 6: 27).
Odwołanie się do faktu, że słońce świeci zarówno sprawiedliwym, jak niesprawiedliwym
i że zarówno jedni, jak i drudzy korzystają z dobrodziejstwa deszczu,
jest w tym kontekście czymś osobliwym, ponieważ Bóg Jezusa nie jest przecież
bogiem moralnie niedyskryminującym. Słońce i chmury nie są narzędziami nagradzania
ludzi za ich ziemskiego żywota, jednakże po śmierci jednych czeka
ogień piekielny, innych zaś wieczna szczęśliwość w niebie. Nasza kultura pod iluż
względami byłaby inna, niż jest, gdyby przez wieki nie patronował jej bóg, którego
jedną z najdonioślejszych funkcji jest sądzenie ludzi: nagradzanie dobrych, czy to
za ich żywota ziemskiego, czy też po śmierci, oraz karanie złych.
Nie to jest jednak w moim odczuciu najważniejsze w Jezusowym postulacie
życzliwości wobec ogółu bliźnich. Jezus odrzuca etos ius talionis – odwzajemniania
się dobrym za dobre, a złym za złe. Odrzuca też etos egzemplifikujący to, co
w socjobiologii nazywa się „altruizmem odwzajemniania”: etos nakazujący pomagać
jedynie tym, którzy nam kiedyś pomogli albo mogą się odwdzięczyć w przyszłości.
„Czynić dobrze” ludziom w potrzebie należy w zasadzie dlatego, że są
w potrzebie, a nie w nadziei, że się nam kiedyś odwdzięczą.
„Miłowania” tych, którzy nas skrzywdzili, nie można nakazać, ponieważ takie
stany uczuciowe od nas nie zależą. Nie to jednak, znów, jest w rozważanym kontekście
istotne. Słowa Jezusa przypominają nam, że nie tylko odwet, ale i nieprzyjjednego
pokolenia za zbrodnie popełnione „od stworzenia świata”. Tak więc Jezus ewangelistów
(znamy wszak tylko wypowiedzi, które oni mu przypisują!) w dyspucie ze swoimi religijnymi
przeciwnikami daje upust wręcz oślepiającemu moralnie gniewowi.
160
Biblia początków
rzonego jest przeszłością, teraźniejszością albo przyszłością, wyłania się z aktu
stwórczego jako jedna całość... [To samo można wyrazić mówiąc, iż] stwarzanie
trwa nieustannie i każda chwila pozostaje w tej samej relacji zależności od Stwórcy»
(McMullin, 1997, s. 105)” 119 .
Nie dostrzegam możliwości stwierdzenia, że McMullin dał, jak twierdzi,
w przytoczonej wypowiedzi wyraz jednemu poglądowi sformułowaniu na dwa różne
sposoby.
Mimo że zalecona przez M. Hellera terminologia opiera się na autorytecie
Tomasza z Akwinu, wydaje mi się ona myląca i, jak widać, nie stosuję się do niej.
Przez „stworzenie” świata rozumiem wyłącznie powołanie go do istnienia, przez
suwerennego stwórcę, tyle a tyle jednostek czasu temu. Natomiast zgodzić się widocznie
wypada, że w filozofii chrześcijańskiej występuje również odmienna
od kreacjonizmu koncepcja absolutnej zależności egzystencjalnej bytu fizycznego
od Boga, koncepcja niezakładająca, że świat fizyczny (pojmowany holistycznie,
jako „blok” czy też nie) kiedyś dopiero zaistniał z woli poprzedzającego jego
istnienie Boga.
Wbrew temu, w co widocznie wierzy M. Heller jako duchowny katolicki, do poglądu
tego odnosi się wszystko, co wyżej powiedziałam o niemożliwości pogodzenia
koncepcji stworzenia przez Boga wszechświata-bloku z judeochrześcijańską
doktryną o naturze przysługującej ludziom wolnej woli, o Bogu karzącym i nagradzającym
ludzkie postępki mające u swego podłoża akty owej wolnej woli; o Bogu
przy tym dającym się niekiedy ludziom skłonić do jakichś nowych interwencji
w bieg dziejów świata 120 .
Powrócę do głównego toku moich wywodów. Mimo że powyższy cytat z Hellera
i moje uwagi do niego umieszczone są tu w kontekście zaingurowanym przez
wzmiankę o hipotezie Hartle’a–Hawkinga, w istocie rzeczy Heller i jego współpra-
119
M. Heller, Cosmological Singularity and the Creation of the Universe [Osobliwość kosmologiczna
a stworzenie wszechświata]”, „Zygon” 2000, vol. 35, nr 3, s. 677 i s. 681–683. Cytat
z McMullina zaczerpnięty jest przez autora z artykułu tego ostatniego: Evolutionary Contingency
and Cosmic Purpose [Kontyngencja ewolucyjna a cel kosmiczny], „Studies in Science
and Theology” 1997, nr 5.
120
Przekonanie Hellera, że omawiane koncepcje dają się spójnie powiązać, pozostaje widocznie
w związku z jego poglądem na rolę „potencjalności” w ustroju przyrody. Pisze on, że
koncepcja wszechświata-bloku pozwala na wprowadzenie „uogólnionego pojęcia prawdopodobieństwa”.
I otóż „[u]ogólnione prawdopodobieństwo można sobie wyobrazić jako ogromne pole
potencjalności, ale potencjalności, których urzeczywistnienie jest już jakoś obecne”. Kosmologia
kwantowa, wyd. cyt., s. 134. W moim jednak przekonaniu pojęcie potencjalności, której
urzeczywistnienie się jest odwiecznie „już jakoś obecne”, a więc której nieurzeczywistnienie
się jest niemożliwe, stanowi contradictio in adiecto.
Wstęp
31
i moralnie doskonała oraz pławiąca się w szczęśliwości ludzkość. Obstaje się
przy prawie jednostki do zaspokajania jej własnych potrzeb i interesów, w tej mierze,
w jakiej to w danym stanie społeczeństwa możliwe bez krzywdzenia innych.
Zarazem stawia się przed jednostkami i zbiorowościami taki wzorzec moralnego
postępowania, w którym jedną z najdonioślejszych ról odgrywa zalecenie współczucia
czynnego. Ważnym novum jest przy tym podkreślenie, że norma współczucia
czynnego obowiązuje nie tylko w relacjach pomiędzy poszczególnymi jednostkami
ludzkimi, ale i w relacjach pomiędzy społeczeństwami. Przy tym jednak
oprócz współczucia czynnego względem ogółu „bliźnich”, który to termin pojmuje
się jako rozciągający się na cały gatunek ludzki, zaleca się jednostce szczególną
solidarność z pewnymi aprobowanymi w tym modelu humanizmu wspólnotami,
takimi jak rodzina czy naród, do którego dana jednostka należy…
W etosie tym istotną rolę odgrywa pojęcie ciążącego na jednostce obowiązku
należytego wywiązywania się z ról, czy to dobrowolnie na siebie przyjętych, czy też
takich, do których zostaje ona niezależnie od swojej chęci powołana (przez Boga,
jak mniema człowiek wierzący, albo przez los oraz własne sumienie, jak orzeka
agnostyk lub ateista). Przykładem może być rola rodzica niechcianego przed swoim
urodzeniem dziecka albo rola brata czy siostry człowieka upośledzonego umysłowo
lub ułomnego. Etos ten domaga się, aby w celu wytrwania w takich rolach
jednostka gotowa była do wyrzeczenia się zaspokajania pewnych swoich potrzeb
czy to materialnych, czy duchowych.
Etos ten zaleca powstrzymywanie się, w miarę możności, od stosowania przemocy,
ale uznaje się w nim, że w pewnych sytuacjach jednostki, grupy czy wspólnoty
mają prawo, a może nawet obowiązek moralny, sprzeciwiania się złu przemocą.
Kładzie się też w nim duży nacisk na zalecenie przebaczania ludziom, którzy
żałują swych przewin, i na zalecenie okazywania winnym życzliwości nieodzownej
do obudzenia w nich żalu z powodu ich przewin.
Nie domagając się od każdego czynów heroicznych w pełnieniu zalecanych
przez siebie cnót, etos ten uznaje kategorię heroizmu moralnego i stawia go ludziom
za wzorzec”.
(b) Z kolei skupię się na różnicach pomiędzy reprezentowanym przez mnie
humanizmem naturalistycznym a humanizmem chrześcijańskim.
Oczywiście zachodzi tu różnica pod względem podłoża ontologicznego. Postulat
czynnej solidarności w zakresie gatunku – solidarności zazwyczaj noszącej
w humanizmie chrześcijańskim miano „miłości bliźniego” – naturalnie nie jest
przeze mnie akceptowany jako „objawiony przez Boga” i nie jest motywowany jako
przejaw „umiłowania Boga”. Umotywowania teologicznego, rzecz jasna, nie
mają w moim światopoglądzie również inne wspomniane powyżej postulaty.
Nawiasem zauważę, gdyż nad kwestią tą nie mogę się tu rozwodzić, że nie istnieje
– i z samej natury sądów opisowych z jednej strony, a aksjologicznych (tzn.
26
Wstęp
ków gatunku Homo sapiens świat jest areną zarówno katastrof, rzeczy i zdarzeń
groźnych czy odrażających, cierpienia, podłości, zbrodni, jak i areną doznań piękna
i „życzliwości” przyrody, okazji do radości niekiedy aż po granice euforii, sukcesów
ludzkiej cywilizacji, szlachetności i bohaterstwa. Dla wielu ateistów świat
jest przedmiotem ukochania. Nie jest bynajmniej prawdą to, iżby „świat bez Boga”
uniemożliwiał przypisywanie przez jednostki ludzkie wartości ich własnemu życiu
lub życiu jakichś ludzkich wspólnot. Człowiek – nie bez oddziaływania innych ludzi,
nie bez udostępnianych mu przez jego kulturę, a zaakceptowanych przez niego,
wzorców moralnych i innych wzorców wartości – jest w stanie uczynić własne
swoje życie „aksjologicznie sensownym” (wartościowym) dzięki głębi swojego
przywiązania do jakichś ludzi i zbiorowości, dzięki głębi swojego przywiązania
do określonych norm moralnych (które po to, by dla niego być nieodparte, nie muszą
być zadekretowane lub „poświadczone” przez jakąś ponadludzką istotę); dzięki
zaangażowaniu w pracę, która jest dla niego sensowna czy to dlatego, że przynosi
w jego poczuciu pożytek ludziom i zbiorowościom, z którymi się solidaryzuje,
czy też dlatego, że aktualizuje jego własne potencje twórcze, czy też dlatego, że pozwala
mu doznawać świata jako – dla niego – pięknego, ciekawego, wartego doznawania
go tak długo, jak to jest dlań możliwe. Nie ma żadnego, czy to logicznego,
czy to nieuchronnego psychologicznego związku pomiędzy ateizmem a odczuwaniem
przez jednostkę życia jako „dręczącego absurdu”, pomiędzy ateizmem
a pesymizmem czy też cynizmem moralnym albo kwietyzmem. Wielu ateistów
z pewnością nie przejawia podobnych postaw.
(b) Osoba wierząca, dla której Biblia jest „pismem świętym”, staje przed swoistym
składnikiem pytania unde malum. Unde malum w Biblii? Ma to być przecież
księga, która jest przesłaniem Boga do ludzi, z której uczyć się mają zasad
etosu przepisanego im przez moralnie doskonałego Boga. Tymczasem jest to księga
owiana aurą niesprawiedliwości i okrucieństwa. Przedstawiony w niej Bóg nakazuje
nazywać się miłosiernym i sprawiedliwym i jako bluźnierstwo traktuje odmawianie
mu tych cech 22 . Sam natomiast kieruje się zasadami odpowiedzialności
zbiorowej, karania potomków za grzechy przodków; do arbitralnie przez siebie
„wybranego” ludu stosuje wobec jego odstępstw od monolatrii, a nawet wobec jego
niedostatecznej w groźnych chwilach ufności w Bogu pedagogikę klęsk – najazdów
wroga, głodu, zarazy – spadających bez rozróżnienia na winnych i niewinnych;
stronniczo i okrutnie postępuje z wrogami „narodu wybranego”; nakazuje
dokonywania rzeczy okropnych, takich jak „święte ludobójstwo” „nienawistnego
Bogu” ludu (cherem), jak totalne zniszczenie podczas działań wojennych kraju
22
Co prawda, w niezwykłej i nieoszacowanej Księdze Hioba Bóg pozwala człowiekowi kwestionować
sprawiedliwość swoich wyroków i nie bierze mu tego za złe, chociaż sposobu postępowania
z ludźmi wskutek skarg Hioba nie odmienia.
Glosy do Hymnu Kapłańskiego o stworzeniu świata...
145
od punktowej lub niezmiernie małej objętości, po której następowałaby faza ściągania
się do punktowej lub niezmiernie małej objętości – czyli jego dzieje, zapoczątkowane
„wielkim wybuchem” kończyłyby się „wielką zapaścią”. Hipotezę tę
można też, oczywiście, przedstawić jako mówiącą o historii wszechświata, który,
istniejąc bez czasowego początku i końca, przebywa fazy ekspansji i kontrakcji. Hipoteza
ta w swojej pierwotnej wersji okazała się nie do utrzymania. A jednak
w wersji radykalnie zmienionej koniektura o cyklicznym charakterze dziejów naszego
wszechświata pojawiła się znów, jak o tym będzie mowa w dalszej części niniejszego
zarysu, na rubieżach współczesnej nauki, na podłożu teorii „bran” (rozwinięcia
popularnej wśród szeregu współczesnych fizyków teorii „strun”. Termin
„brana”, pochodny od terminu „membrana” oznaczać ma w leksykonie teorii
„strun” twór więcej niż jednowymiarowy).
Domysły dotyczące cyklicznego charakteru dziejów naszego wszechświata
na razie pominę. Wspomnę natomiast jak się przedstawia w świetle współczesnych
danych kosmologicznych zagadnienie końca dziejów naszego wszechświata,
kiedy się nie zakłada ich cykliczności. Według jednej wersji rozwiązania tego
zagadnienia wszechświat po fazie ekspansji powinien w istocie wejść w fazę kurczenia
się zakończoną „wielką zapaścią”. Według drugiej natomiast czeka go nieskończona
ekspansja, w ciągu której wygasłe gwiazdy i cząstki materii międzygwiezdnej
będą się oddalały od siebie, aż wreszcie na skutek odpowiednich procesów
fizycznych ze wszystkich obiektów tworzących nasz wszechświat pozostaną
jedynie elektrony i pozytony (elektrony o ładunku dodatnim) 96 oraz promieniowanie
– a potem, być może, ostatecznie, tylko promieniowanie. O tym, który z dwu
podstawowych scenariuszy destrukcji naszego wszechświata się zrealizuje, zadecydować
musi względna moc dwu tendencji: ekspansji i przeciwstawiającej się jej
powszechnej grawitacji. Otóż według najnowszych danych empirycznych zaakceptować
wypada scenariusz drugi, i to, z kolei, w odmianie dawniej przez naukę
nieprzewidywanej: „Przez długi czas sądzono, że ekspansja wszechświata musi
przebiegać coraz wolniej wskutek wzajemnego przyciągania grawitacyjnego
wszystkich składników materii we wszechświecie. Obecnie jednak wiemy, że tempo
ekspansji wzrasta. Natury czynnika wywołującego to przyspieszenie (i zwanego
«ciemną energią») nie udaje się wyjaśnić na gruncie [współczesnego] Modelu
Standardowego [teorii cząstek elementarnych]” 97 . Istnieje szereg hipotez na ten
temat.
96
W tak rozrzedzonym „gazie” elektronów i pozytonów bezpośrednie ich zderzenia owocujące
anihilacją powinny być, jak wskazuje M. Rees, bardzo rzadkim wydarzeniem.
97
G. Kane, The Dawn of Physics beyond the Standard Model [Początek fizyki wykraczającej
poza Model Standardowy], wyd. cyt., s. 61.
Ofiarowanie Izaaka. Abraham a Hiob
335
Najwcześniej wyzwolili się z niego Żydzi, stosując – miast ofiar ludzkich – formy
zastępcze, zwane kapara, czyli «odczepne». Taką kapara był ofiarowany zamiast
Izaaka baran, taką – krew zwierzęca, którą – w noc plagi egipskiej – namaszczali
Żydzi swe odrzwia, by chronić się przed demonem zagłady i nie musieć ofiarowywać
mu swych pierworodnych; taką wreszcie napletek, którym Cipora dotyka
nóg demona – Jahweh, przypominając mu, że jest jej «oblubieńcem krwi», czyli
że on to ją w noc poślubną zdeflorował 163 . Obrzezanie to symbol przymierza zawartego
z demonem, który na przyszłość zobowiązuje się zrezygnować ze swych
krwawych obyczajów. Oznacza ono wstąpienie ludu na wyższy szczebel, ucywilizowanie
rządzącej nim ciemnej siły” 164 .
W liście do mnie profesor Piotr Stępień wyraził opinię następującą; „Frazer
twierdzi, że dzieciobójstwo ofiarne wynikało z koncepcji, że bogom należy ofiarować
coś najcenniejszego, np. króla albo dziecko. Jestem przeciwnego zdania. Moja
propozycja jest socjobiologiczna, mego własnego autorstwa, całkowicie spekulatywna,
nigdzie dotąd nie ogłoszona. Dziecko poczęte w wyniku prostytucji sakralnej
młodej dziewicy jest obce genowo w domu męża, tak więc zabicie go jest
ekwiwalentem zachowań u wielu ssaków, np. makaków czy lwów, gdzie samce wybijają
potomstwo poprzedniego właściciela haremu lub przeprowadzają aborcję.
Jest niejasne, jaki sposób społeczności Homo sapiens nabyły? zachowały? instynkt
odrzucania dzieci obcych genowo. Warto jednak pamiętać, że statystyki
USA wykazują, że pasierb lub pasierbica ma kilkadziesiąt razy większą szansę
śmierci lub bycia obiektem znęcania się macochy albo ojczyma niż dzieci biologiczne.
Tak więc efekt genowy działa nadal, choć jest modulowany cywilizacyjnie.
163
Oczywiście autor ma tu na myśli mity, które służyły, logicznie lub nie, za usprawiedliwienie
ustania obyczaju świętego dzieciobójstwa – H. E.
164
A. Sandauer, Bóg, Szatan, Mesjasz i…, wyd. cyt., s. 212–213.
W swojej książce Mojżesz (Cyklady, Warszawa 1998) M. Buber nazywa rozważany powyżej
epizod z Księgi Wyjścia „niesamowitą sceną”. Jest to zresztą początek rozdziału zatytułowanego
„Demoniczność Boga”. Omawiając na s. 46–48 ten przekaz, Buber trzyma się egzegezy,
według której Sefora dotknęła napletkiem dziecięcia nóg Mojżesza i do niego kierowała swe
słowa. W obecności Boga ignorowała go i przemawiała do Mojżesza! Bubera wyjaśnienie motywu
napaści Jahwe jest arbitralne i wysoce nieprzekonujące: „Podobny [do opisu nocnej walki
Jakuba z zagadkowym zapaśnikiem u przeprawy przez Jordan, Księga Rodzaju 32: 25 nn.
– H. E.], a zarazem odmienny, jest dziwny epizod z Księgi Wyjścia. JHWH napada na tego, którego
dopiero co sam posłał, przypuszczalnie dlatego, że jego oddanie, kiedy przełamał jego
opór [widocznie opór Mojżesza, który w scenie Gorejącego Krzewu zgłasza zastrzeżenia przeciwko
obarczeniu jego właśnie znamienną misją? – H. E.], nie wydaje mu się jeszcze całkowite”
(s. 48). W odniesieniu do Boga „racjonalnego”, dziwny byłby to sposób przełamywania oporu,
zamiast zastosowania perswazji lub surowego rozkazu.
256
Biblia Hebrajczyków
na niebie oraz dziedzicami tej ziemi. „Będę ci [jak wynika z tekstu, ma to znaczyć:
temu narodowi] błogosławił i twoje imię rozsławię. Staniesz się błogosławieństwem.
Będę błogosławił tym, którzy ciebie błogosławić będą i złorzeczyć tym, którzy
tobie będą złorzeczyli. Przez ciebie będą otrzymywały błogosławieństwo ludy
całej ziemi” (12: 1–3). Enigmatycznych słów wyróżnionych tu kursywą i być
może wyrażających tendencję uniwersalistyczną tekst biblijny ani w tym, ani
w żadnym innym miejscu nie wyjaśnia. Reszta zacytowanego ustępu natomiast
stwierdza, że Bóg będzie szczególnym protektorem ludu potomków Abrahama.
Autor biblijny nie wyjaśnia, dlaczego Bóg postanowił związać się Przymierzem
właśnie z Abramem przemianowanym przezeń później na Abrahama. Jeśli
domyślnym motywem było oczekiwanie, że ten wybraniec stanie się wzorcem
pobożności, i to mianowicie w wersji postulowanej w historii Abrahama, to, jak widać
z przebiegu historii bohatera (zwłaszcza zaś z epizodu o Ofiarowaniu Izaaka),
Bóg w istocie nie doświadczył w tym względzie zawodu. Trudno jednak przypuścić,
że Abram był to jedyny człowiek o nieskazitelnej cnocie w owym pokoleniu
ludzkości.
Początkowo w ciągu długiego czasu wędrówek po kraju (najpierw wraz z Lotem,
a potem po oddzieleniu się od niego) i budowania w różnych miejscowościach
ołtarzy dla Boga Abraham wystawiony jest na próbę swej ufności w bożą obietnicę.
Próba polega na tym, że Bóg nie daje Abrahamowi potomka aż po dni, kiedy dosięga
go starcza impotencja, a przy tym jego małżonka Sara, która przez całe swoje
życie aż do cudownej bożej interwencji, była bezpłodna (w społeczeństwie tym
„winą” za bezpłodność obciążano kobiety), jest po klimakterium 39 . Kiedy w tej sytuacji
Bóg jednak swą obietnicę ponawia, „Abram uwierzył i Pan poczytał mu to
za zasługę” (Rdz 15: 6). Jak wiadomo, obietnica ostatecznie zostaje spełniona.
(b) Przed przejściem do prawdziwie ważnych opowieści autor biblijny przekazuje
dość nieciekawą dla nas i nieistotną dla głównego toku narracji historyjkę, zaczerpniętą,
o ile wiem, z literatury egipskiej. Historyjka ta z niezrozumiałych dla
mnie względów tak go fascynuje, że zamieszcza trzy jej wersje (Rdz 12: 10–20, 20:
1–18, 26: 1–11), dwa razy czyniąc bohaterem Abrahama, a raz Izaaka.
Jest to opowiadanie o tym, jak podczas pobytu w obcym kraju bohater, obawiając
się, że jako małżonek kobiety, która z powodu swojej piękności wzbudzić może
39
Tekst nie wyjaśnia, dlaczego w tym poligamicznym społeczeństwie Abraham oczekiwać
winien był narodzenia się uświęconego potomka, „syna Obietnicy”, jedynie z Sary. Predylekcja
Boga dla Sary pozostaje niewyjaśniona. Być może mamy tu wyraz charakterystycznej dla ludów
semickich i odgrywającej istotną rolę w dalszych opowieściach o „patriarchach” preferencji
dla małżeństw z krewniaczkami. Może zaś idzie o to, że „syn Obietnicy” powinien się był urodzić
z niewiasty o dostojnym rodowodzie, a nie z niewolnicy; byłyby to względy o nieistotnym
znaczeniu dla większości współczesnych ludzi wierzących.
Ofiarowanie Izaaka. Abraham a Hiob
331
(Wj 4: 27–29) Bóg powiadamia Aarona (w ustępie, w którym znów nie ma opisu jakiejś
fascynującej epifanii), że ma on wyjść na spotkanie Mojżesza na pustynię.
Dochodzi do serdecznego spotkania braci. Mojżesz opowiada Aaronowi o wszystkim,
co mu powiedział „Pan”, po czym bracia udają się w nakazana im drogę.
Niezależnie od tego, jakie refleksje z moralnego punktu widzenia budzi w nas
przekazane w Wj 4: 21–23 oświadczenie Boga dotyczące jego planów względem
Egiptu 153 , mamy tu do czynienia ze spójnie, logicznie rozwijającym się tekstem.
Bohaterem tej opowieści jest bóstwo działające w odniesieniu do podjętych przez
siebie zamiarów racjonalnie i celowo, rzec można z chłodną deliberacją. Nie znając
lepszego terminu, powiem, że Jahwe, aczkolwiek groźny i niesprawiedliwy
w swoim stosunku do ludu egipskiego, przejawia się w tej opowieści w swoim niedemonicznym
aspekcie.
I oto pośród tej opowieści natrafiamy na niesamowity wtręt, Wj 4: 24–25, w którym
mowa o epifanii Boga jako demona w stanie irracjonalnej furii! Zacytuję ten
tekst według BP, gdyż tam jest bardziej wymowny: „A w drodze, w czasie nocnego
postoju Jahwe rzucił się na Mojżesza i chciał go zabić. Wówczas [żona Mojżesza]
Cippora [w BT zwana Seforą – H. E.] wzięła ostry kamień, odcięła napletek
swego syna i dotknęła [nim] 154 nóg [Mojżesza] mówiąc: «Jesteś dla mnie oblubieńcem
krwi». Wtedy [Jahwe] odstąpił od niego. Ona rzekła wówczas: «Oblubieniec
krwi ze względu na obrzezanie»” 155 .
W BT w odpowiednim miejscu tekstu mamy po prostu: „i dotknęła nim nóg
Mojżesza” (bez nawiasu wskazującego, że mamy tu glosę redakcyjną), ostatnie
zaś zdanie brzmi: „Oblubieńcem krwi jesteś przez obrzezanie”.
Z kolei „nóg [Moszego]” czytamy w Szemot, czyli Pecarica wydaniu Księgi
Wyjścia 156 , gdzie jednak nawias kwadratowy znów wskazuje, że mamy do czynienia
z glosą. Natomiast w BW znajdujemy po prostu: „dotknęła się nóg jego” i kontekst
nie pozostawia wątpliwości, że mowa jest o nogach Jahwe 157 . (Zwraca też
na to uwagę Sandauer w przytoczonym poniżej tekście.).
153
Odsyłam tu czytelnika do tekstu Biblii. W zbiorze niniejszym omawiam tę sprawę, jak
już zapowiedziałam, głównie w szkicu „Biblia okrutników”.
154
Nawiasy kwadratowe w tym cytacie pochodzą od redaktorów BP, wskazując, że zawarte
w nich wyrazy są to glosy redaktorów.
155
T. 1, s. 87. Nb. opowieść ta jest bardzo niespójna: w innych jej fragmentach mowa o tym,
że Mojżesz i Sefora podróżowali z dwoma synami, a nie z jednym nieobrzezanym niemowlęciem
(Wj 4: 20). Z innego fragmentu biblijnego (Wj 18: 2–6) wynika, że udając się w podróż do Egiptu
Mojżesz pozostawił swoją rodzinę w Midianie i że ich z czasem przywiózł do niego na pustynię
jego teść. (W innym jeszcze przekazie czyni to szwagier Mojżesza.)
156
TPL, t. 2, s. 32.
157
BW, nie stosuje wielkich liter, kiedy zaimek odnosi się do Boga.
532
Biblia Hebrajczyków
widocznie, ma być uprawiana nad pucharem wina i w objęciach ukochanej niewiasty.
Nad takimi ekscesami egzegezy autorów starożytnych nie warto by się
było rozwodzić, gdyby się nie spotykało analogicznych rzeczy w pracach apologetów
współczesnych, co ilustrowałam w innych częściach niniejszego zbioru.
Uwagi samego Schoorsa, choć utrzymane w duchu ortodoksji chrześcijańskiej,
nie są tak ekstrawaganckie: „Ponieważ uważna lektura Księgi Koheleta
sprawia bardzo negatywne wrażenie, można by się zastanowić, czy nie byłoby lepiej
w ogóle pominąć ją milczeniem, przestać czytać ją jako księgę świętą, jak to
sugerowali niektórzy rabini. Wniosek taki byłby zbyt pochopny i fałszywy. Księga
Koheleta jest częścią Biblii, którą zaakceptowała tradycja żydowsko-chrześcijańska.
Dlatego [krsywa moja: a więc dlatego, że została przez kompilatorów Kanonu
uznana za księgę świętą! – H. E.] ma nam coś do powiedzenia... Księga Koheleta
daje wyraz ludzkiej rzeczywistości: walce o sens naszego istnienia i odczuciu, że
nie panujemy nad tym problemem [widocznie nad problemem, jak znaleźć sens
naszego istnienia – H. E.] albo przynajmniej nie panujemy nad nim całkowicie.
Gdybyśmy posiadali jedynie dzieła proroków, kapłanów i mędrców, którzy odznaczają
się entuzjastyczną wiarą i nadzieją, dokładnie wiedzą wszystko o rzeczywistości,
robią wrażenie, że sprawują nad wszystkim kontrolę, Biblia nie byłaby
prawdziwie ludzka... Księga Koheleta otrzeźwia, uczy realizmu; może nam pomóc
poważnie traktować problemy ludzkości.
Księga Koheleta nie jest jednak jedyną księga w Biblii. Należy czytać całą Biblię:
historię Boga i ludu bożego [jak mógł Ojciec nas wszystkich, który jest w niebie,
obrać sobie jeden lud za lud Boży? – H. E.], proroków potępiających zło i głoszących
zbawienie, historię Jezusa i wspólnoty Jego uczniów w NT. Biblia może
nam pomóc znaleźć odpowiedzi na pytania stawiane przez Księgę Koheleta. Możemy
skonfrontować jego obraz dalekiego Boga w 5: 1 z... [koncepcją Boga, którego
transcendencja ma znaczenie zbawcze]” 430 .
Według Schoorsa „[n]awet jeśli chodzi o nasz obraz Boga i nasz stosunek
do Boga, Kohelet ma coś do powiedzenia. Proponuje pewną korektę naszego
chrześcijańskiego obrazu boga, bo pojęcie Boga jako Ojca może być mylnie rozumiane:
Bóg jest miłosierny i przebacza nam nasze grzechy, lecz nie jest «dobrym
kumplem» [! – H. E.]; Boga nie mamy w garści do naszej dyspozycji. Bóg zawsze
pozostaje całkowicie innym [od czego? – H. E.], tajemniczym Bytem” 431 .
Skoro jednak motywy zrządzeń Boga są nieprzeniknione i nie możemy liczyć
na to, że będą według miary ludzkiej sprawiedliwe czy miłosierne, jaki sens ma
obstawanie przy tym, że ten tajemniczy Byt jest według miary ludzkiej (jakąż inną
możemy tu stosować?) sprawiedliwy czy miłosierny?
430
Tamże, s. 773–774.
431
Tamże, s. 774.
Opowieści biblijne i „Kohelet”
461
„Działania Elizeusza cechowały gotowość do pomocy i miłosierdzie [kursywa
– H. E.] – w przeciwieństwie do Eliasza, który przede wszystkim sprowadzał
karę. Jednak i on potrafił wydać okrutny wyrok na naśmiewające się zeń dzieci...,
na niedowierzającego tarczownika (2Krl 7: 2, 17–20), na chciwego Gehaziego” – piszą
autorzy (czy też modyfikatorzy) Leksykonu biblijnego 340 . Biorąc pod uwagę to,
że właśnie Elizeusz przekazał Izraelczykom „rozkaz Pana”(!), aby podczas ich
wojny z Moabitami dokonali totalnej dewastacji ich kraju, niszcząc wszelkie zdobyte
osady, pokrywając kamieniami pola, zasypując źródła, wycinając wszystkie
drzewa owocowe; jak również biorąc pod uwagę to, że powodując namaszczenie
Jehu na króla „nakazał mu jednocześnie wytracić cały ród Achaba (2Krl 9:
1–13)” 341 – a choćby biorąc pod uwagę i to, że tarczownik zginął stratowany przez
tłum za przewinę polegającą wyłącznie na niewierze w pewne Elizeuszowe proroctwo
– stwierdzić trzeba, że autorzy przytoczonej powyżej oceny „działań” męża
bożego dali w niej jeszcze jedno świadectwo swojej gruboskórności moralnej.
W istocie rzeczy opowieść o Elizeuszu zawiera epizod nawet bardziej szokujący
niż fragment z opowieści o Eliaszu, w którym mowa o zainspirowanym przezeń
masowym mordzie nad potokiem Kiszon. Mam tu na myśli ową wspomnianą już
wyżej masakrę dzieci, które obrzuciły proroka wyzwiskami: „[Elizeusz] poszedł
do Betel. Kiedy zaś postępował drogą, mali chłopcy wybiegli z miasta i naśmiewali
się z niego wzgardliwie mówiąc: «Pójdź tu, łysku! Pójdź tu, łysku!». On zaś... przeklął
je w imię Pańskie. Wówczas wypadły z lasu dwa niedźwiedzie i rozszarpały
spośród nich czterdzieści dwoje dzieci (2Krl 2: 23–24)”.
Człowiek „przeklinający”, czyli usiłujący ściągnąć nieszczęście – lub zgoła
śmierć – na łobuziaków, za to, że osypali go wyzwiskami, jest monstrum moralnym.
Monstrualna moralnie jest idea Boga, który skwapliwie spełnia tego rodzaju
prośbę swojego ulubieńca.
Redaktorzy BT uznali za rzecz stosowną skomentowanie tej opowieści, zamiast
na Boga dać jej w milczeniu spokój, skoro nie czują się w prawie cenzurować
swojego Pisma Świętego i wskazywać, co w nim mimo pozorów nie może naprawdę
być częścią „historii świętej”. W ich przypisie do zacytowanego ustępu
czytamy: „Betel łącznie z Dan było ośrodkiem nielegalnego [w oczach kasty kapłańskiej
– H. E.] kultu [Jahwe – H. E.] wprowadzonego przez Jeroboama (por
1Krl, 12: 28nn)... Szyderstwo chłopców świadczyło o postawie mieszkańców wobec
Boga i jego proroków” 342 .
Jaki jest sens tej enuncjacji? Czy ma to być małe ćwiczenie z zakresu teodycei?
Czy opisywany tu wybryk chłopców, nb. ograniczający się do wykrzykiwania
340
Hasło „Elizeusz”, wyd. cyt., s. 209.
341
Tamże, s. 210.
342
Przypis do 2Krl 2: 23, s. 341.
264
Biblia Hebrajczyków
dziwość tego sądu. Ateista jednak odrzuca, jako niegodną istoty myślącej, pokusę
kierowania się jakimikolwiek pragmatycznymi względami przy ocenie zasadności
hipotezy teistycznej.
(e) Za najważniejszą w cyklu Abrahamowym uchodzi opowieść o Ofiarowaniu
Izaaka, Rdz 22: 1–19. Zajmuję się nią w osobnym szkicu 48 , toteż tu poświęcę jej stosunkowo
mało miejsca.
Abraham (który w epizodzie o zagładzie Sodomy i Gomory, korząc się
przed bóstwem jako „pył i proch”, nie waha się jednak zwracać się do Boga z perswazją)
w epizodzie poświęconym Akedzie 49 , nie ośmiela się nie tylko czegokolwiek
Bogu perswadować, ale nawet naprzykrzać mu się błaganiami i lamentami.
Bez buntu i, jak by wynikało z opowieści, nawet bez poczucia krzywdy (jak może
stwórca i władca świata krzywdzić ludzki „pył i proch”, co by zakładało, że ma wobec
niego jakieś moralne zobowiązania?) zabiera się do spełnienia rozkazu.
Godna uwagi jest różnica pomiędzy opowieścią o ofiarowaniu Izaaka a opowieścią
o ofiarowaniu córki Jeftego (Sdz 11: 29–40). Pomiędzy tymi przekazami zachodzi
zapewne różnica polegająca na tym, że „ofiarowanie Izaaka” jest mitem, natomiast
złożenie w ofierze córki Jeftego było chyba rzeczywistym wydarzeniem. Tu
jednakże zajmę się jedynie treścią obu przekazów. Pod tym względem różnica pomiędzy
nimi nie polega jedynie na tym, że pierwsza z tych ofiar nie została dopełniona,
natomiast druga została.
Jefte działa jawnie. Jest w rozpaczy z powodu sytuacji, w którą się wmanewrował,
ale nie przeżywa konfliktu moralnego. Jego córka jest w pełni świadoma
losu, jaki przypadł jej w udziale, i uznaje konieczność poddania się mu. Pozostając
przez dwa miesiące poza zasięgiem władzy ojca, nie próbuje ucieczki, ale powraca,
aby ofiara została spełniona. Można powiedzieć, że jest zarazem ofiarą i ofiarnicą.
Co więcej, przygotowania do złożenia ofiary ludzkiej mają w tym wypadku
charakter publiczny – są trwającą dwa miesiące ceremonią, polegającą na tym, że
dziewczyna z towarzyszkami „wędruje po górach” i „opłakuje swoje dziewictwo”.
Można przypuszczać, że ceremonią publiczną było samo całopalenie. Daje ono początek
ceremonialnemu corocznemu czterodniowemu opłakiwaniu poświęconej
dziewczyny przez córy izraelskie.
Wydaje się, że Jahwisty wersja opowieści o (niedoszłym) ofiarowaniu Izaaka
odpowiada innemu, mniej archaicznemu, stanowi świadomości autora niż opowieść
o poświęceniu córki Jeftego. Co prawda, jak stwierdza R. E. Friedman, ita
ostatnia pochodzi od Jahwisty, ale tu autor, przekazując ją, musiał być skrępowany
ustaloną tradycją wyrażającą się np. w owych obchodach opłakiwania poświę-
48
Patrz szkic „Ofiarowanie Izaaka. Abraham a Hiob” w tym zbiorze.
49
Słowo to znaczy „związanie” i tak się ofiarowanie Izaaka nazywa w literaturze żydowskiej.
180
Biblia początków
że przed zakosztowaniem owocu z Drzewa Poznania Dobra i Zła spożywanie owoców
z Drzewa Życia było prarodzicielskiej parze dozwolone. Dopiero po ich rebelianckim
postępku Bóg wypędza ich z Raju, i to właśnie w celu uniemożliwienia im
dostępu do tego drugiego drzewa 157 .
Podobnie jednak jak przy rozważaniu anatomicznych i fizjologicznych cech
prarodziców obdarzających ich potencją seksualną już w czasie ich seksualnego
nierozbudzenia, również przy rozważaniu obecności w Raju owego Drzewa,
od którego prarodzice mają się trzymać z daleka, nasuwa się pytanie, po co było
ono tam umieszczone? Jakie było jego pierwotne przeznaczenie? Tekst przekazu
nie dostarcza powodu po temu, aby zakładać zgodnie z pewnymi myślicielami, których
charakter Boga Biblii bulwersuje ze względów moralnych (tak jak dawnych
gnostyków, którzy uważali Jahwe, stworzyciela materialnego świata, za złośliwego
demona), że Drzewo to było przez Boga podstępnie zasadzone po to, aby wieść
pierwszą parę ludzką na pokuszenie albo zgoła predestynować ją do grzechu i kary.
Nie dowiadujemy się jednak nic o tym, aby ktokolwiek inny spożywał owe owoce
lub kusił się o to.
Mimo takiego jak wskazany powyżej charakteru odnośnej bożej alokucji,
w przekazie Jahwisty natychmiast po epizodach spożycia owocu i ujawnienia tego
postępku przez Stwórcę (3: 6–13) zamiast o bolesnych „naturalnych” skutkach
zlekceważenia ostrzeżenia mowa jest o „karach”, którymi zagniewany Bóg osypuje
delikwentów. Innymi słowy, „naturalne” skutki uświadomienia sobie przez ludzi
ich seksualności oraz potencji prokreacyjnej i przeto „nieuchronnej” ich aktualizacji
(czemu widocznie towarzyszy aktualizacja seksualności i potencji prokreacyjnej
zwierząt) przedstawione są przez mitografa jako punitywne decyzje podjęte
przez zagniewanego Boga po dowiedzeniu się o postępku prarodziców. W samej
rzeczy, wszelako, tak można co najwyżej interpretować karę spadłą na Węża:
być może (tak podobno chce tradycja judaistyczna), traci on posiadane poprzednio
kończyny, który to „mankament” (zgodnie ze starotestamentowym etosem, według
którego sprawiedliwość boża wyraża się m.in. w karaniu potomków za grzechy
przodków) dziedziczą jego potomkowie, skazani przeto po wiek wieków
na „czołganie się na brzuchu i odżywianie się prochem ziemi”.
Nb. wbrew tendencji do utożsamiania Węża z o wiele później wprowadzonym
(wpływ perski) do repertuaru judaistycznych wierzeń Szatanem jako potężnym
157
Tak to jest rozumiane np. w BT, por. przypis do 2: 17, s. 25. Jednakże na podstawie 3: 22
można również mniemać, że dopiero „uzyskanie znajomości dobrego i złego”, czyli nieposiadanej
dawniej wiedzy, uświadomiło prarodzicom walor owego drugiego Drzewa, tak że dopiero
w tej nowej sytuacji ludzie mogliby pokusić się o nieśmiertelność. Być może mamy tu do czynienia
z niekonsekwencją opowiadacza mitu. Logiczne jest wszakże przypuszczenie, że Bóg
odmawia ludziom nieśmiertelności, ponieważ stali się płodni.
192
Biblia początków
o Potopie). Z wielkich rebelii ludzkości zwycięska okazuje się jedynie ta, która
dokonała się w Raju, jako że w tym etiologicznym micie ludzkość nie mogła zostać
pozbawiona uzurpowanych przez się atrybutów. (O jednym z nich, dotychczas tu
nierozważanym, mowa będzie poniżej.)
Jednakże jakkolwiek byśmy cenili zdobycze trwale uzurpowane przez Adama
i Ewę dla siebie i swego potomstwa, trudno zaprzeczyć, że przemiana ta
miała również skutki tragiczne. Wraz z nią musiała wejść do Raju śmierć
i udręki istot śmiertelnych, i chociaż według toku narracji delikwenci zostali wygnani
z Raju, to w istocie rzeczy unicestwili oni Raj. Opustoszały Raj w konsekwencji
wszystkich tych zaszłości znika z powierzchni Ziemi.
Zagadka Węża
6. Wgłębiając się w omawiany mit dostrzega się istotne niespójności i niewytłumaczalne
elementy narracji. Były już tu o nich pewne wzmianki powyżej. Nasuwa
się myśl, że pod powierzchnią omawianej opowieści utajony został jakiś mit inny,
którego pogłos dobiega do nas przez zagadkowe elementy uwiecznionego w Biblii
opowiadania. Przypuszczenie to wydaje mi się tym bardziej wiarygodne, że
późniejszy o kilka stuleci Hymn Kapłański (Rz 1) zupełnie odmiennie przedstawia
początki ludzkości. Atrybuty, które według autora Rdz 2 i 3 para pierworodna uzyskuje
w drodze uzurpacji, są według autora Rdz 1 darami udzielonymi jej przez Boga
w chwili jej stworzenia – a raczej są, rzec można, atrybutami zaprogramowanymi
w samej istocie człowieczeństwa. Przecież i to ujęcie musiało mieć za sobą jakąś
tradycję, która widocznie została stłumiona w przekazie Jahwisty.
Zapytajmy więc raz jeszcze, jaki był cel obdarzenia Adama i Ewy jako mieszkańców
Raju potencjalną płodnością? Po co pośród Raju znajdowało się Drzewo
Znajomości Dobra i Zła o rozkosznych owocach, skoro para ludzka została ostrzeżona
przed fatalnymi skutkami ich spożycia i nie widać, dla kogo miałyby być one
przeznaczone? Zapytajmy nadto, kim był i jaką rolę pełnił Wąż, którego w oczywisty
sposób nie można utożsamiać z potężnym antagonistą bożym – arymanopodobnym
Szatanem (choćby dlatego, że w wersecie 3: 1 jest on bezpośrednio nazwany
zwierzęciem, a po skuszeniu Adama i Ewy zostaje za karę uczyniony pełzającym
po ziemi i żywiącym się jej „prochem” protoplastą „gatunku” węży
i żmij)?
Skupmy na chwilę uwagę na postaci Węża. Wedle pewnego midraszu Wąż,
konceptualizowany jednak w tej opowieści jako demon, przed zaleceniem spożycia
„zakazanego owocu” uwiódł Ewę. Kain był jego dzieckiem, natomiast Abel był
dzieckiem Adama. Mamy tu do czynienia z jednym z tych mitów, które nazwać
można parabiblijnymi, ponieważ nawiązują do Biblii, ale w istocie nie są przez jej
454
Biblia Hebrajczyków
a także czterystu pięćdziesięciu proroków Baala oraz czterystu proroków
Aszery”.
Na polecenie proroka każda ze stron – tj. Eliasz i prorocy Baala – przygotowuje
ognisko i kładzie na nim cielca oprawionego na ofiarę całopalną, po czym po kolei
wzywa „swojego boga”, aby zesłał ogień z nieba dla pochłonięcia ofiary. Najpierw
kapłani Baala przez wiele godzin wzywają swoje bóstwo, dokonując przy tym
rozmaitych ceremonii, włącznie z aktami rytualnego samookaleczenia. Nie uzyskują
jednak „ani głosu, ani odpowiedzi, ani [innego] dowodu uwagi”. Eliasz szydzi
z nich, sugerując, że ich bóg śpi albo jest zamyślony, albo zajęty. Z kolei Eliasz „naprawia
rozwalony ołtarz Pański” i dokonuje szeregu ceremonii, wzywając Jahwe
do dokonania cudu. „A wtedy spadł ogień od Pana z nieba i strawił żertwę i drwa
oraz kamienie [ołtarza] i muł i wodę z rowu [wykopanego przez Eliasza wokół ołtarza].
Cały lud to ujrzał i upadł na twarz, a potem rzekł: «Naprawdę Jahwe jest Bogiem!
Naprawdę Pan jest Bogiem!» [kursywa – H. E.]. Eliasz zaś im rozkazał:
«Chwytajcie proroków Baala! Niech nikt z nich nie ujdzie!» Zaraz więc ich schwytali.
Eliasz zaś sprowadził ich do potoku Kiszon i tam ich wytracił” (1Krl 18: 38–40).
W wyniku tego kończy się klęska suszy (1Krl 18: 45) 329 . Komentując dokonany przez
Eliasza mord na prorokach Baala F. Rienecker i G. Meyer, zapewniają: „Nie był to
akt zemsty czy fanatyzmu, lecz czyn zgodny z pradawnym prawem, zgodnie z którym
każde odejście od Jahwe podlegało karze śmierci (Wj 22: 19, Pwt 13: 7–12)” 330 .
Autorzy ci nie definiują w swoim dziele fanatyzmu, a byłoby rzeczą ciekawą dowiedzieć
się, jak by to uczynili. Nb. zauważmy, że zabici przy potoku Kiszon wcale nie
„odeszli od Jahwe”, albowiem nigdy nie byli jego czcicielami. Niemniej faktem jest,
że prawo Mojżeszowe nakazywało karanie śmiercią każdego, kto na terytorium Kanaanu
uprawiał kult jakichś niejahwistycznych bóstw, wystawiając w ten sposób
„naród wybrany” lub poszczególnych jego członków na pokusę złamania nakazu
monolatrii.
Tak więc zdaniem zarówno Leksykonu, jak i (widocznie) katolickich modyfikatorów
ich pracy, Bóg nakazał karać śmiercią tych, co zmienili swą dawną wiarę
jahwistyczną, jak również przebywających na terytorium „narodu wybranego” kapłanów,
wyznawców i propagatorów obcych kultów. Eliasz wypełnił obowiązujący
od wieków nakaz Boży.
329
„W opowieści tej nie ma wzmianki o losie 400 proroków Aszery. Należy stąd widocznie
wywnioskować, że próba ich nie dotyczyła i że przeto nie spotkało ich nic złego. Zapewne więc
bez przeszkody uprawiali dalej kult swojej bogini... Wydaje się, że tylko Baal uważany był przez
Eliasza i ogół ortodoksyjnych jahwistów za niebezpiecznego rywala Jahwe, podczas gdy bogini
Aszera uchodziła za niezbywalne, niezbędne albo przynajmniej tolerowalne żeńskie dopełnienie
Jahwe”. R. Patai, The Hebrew Goddess, wyd. cyt., s. 43.
330
Leksykon biblijny, wyd. cyt., s. 207.
542
Jezus ewangelistów
2. Podstawowa trudność dotarcia do Jezusa historycznego polega, jak wiadomo,
na tym, że nie ma dotyczących go dokumentów pochodzących z czasu jego życia.
Nie istnieje pozostawiony przez Jezusa na piśmie wykład jego doktryny, nie
istnieją jego pamiętniki ani zapisy jego wystąpień publicznych. Nie miał kronikarza
wśród swoich towarzyszy, takiego, jakim w stosunku do Pawła z Tarsu był autor
Łk i Dz. Autor najstarszych tekstów włączonych do nowotestamentowego kanonu,
Paweł z Tarsu, nie był świadkiem działalności Jezusa; nadto nie interesuje
się on wcale dziejami Jezusa przed Ukrzyżowaniem oraz w istocie bardzo mało
swoistością jego moralnego nauczania. Jeśli idzie o ewangelie, orientacyjne daty
ich napisania to: pomiędzy 60 a 70 r. dla Mk – (z dodanym później fragmentem 16:
9–20); pomiędzy 70 r. a 100 dla Mt; ten sam przedział czasowy dla Łk; ok. r. 100 dla J 12 .
Jest rzeczą oczywistą, że autor Łk nie był bezpośrednim świadkiem działalności
Jezusa. Według tradycji kościelnej nie był nim również autor Mk, któremu tradycja
ta przypisuje opieranie się na wspomnieniach św. Piotra, gdyż kładzie on większy
niż pozostałe ewangelie nacisk na rolę Piotra we wspólnocie Jezusa. Autorami
Mt oraz J mieliby być według tej tradycji apostołowie, noszący odnośne imiona.
Nic w tekstach tych utworów nie świadczy jednak o tym, że były one w istocie
napisane przez osoby, które za życia Jezusa należały do jego otoczenia. Świadczy
zaś przeciwko temu fakt, że Mt oraz Łk, w znacznej mierze zależne są w swojej
treści od Mk, nadto zaś dwie te ewangelie, widocznie powstałe niezależnie od siebie,
wykazują podobieństwa nietłumaczące się korzystaniem ich autorów z utworu
„Marka” i, jak przypuszcza wielu biblistów, świadczące o wykorzystaniu jakiegoś
nieznanego „Markowi” źródła. Hipotetyczne to, nieutrwalone w żadnych dochowanych
po dziś dzień rękopisach, źródło nosi w literaturze bibliologicznej nazwę
Q (z niemieckiego słowa „Quelle”, czyli „źródło”). Zawierać by miało przypisywane
Jezusowi logia.
Ewangelie nie są utworami historycznymi, oczywiście nie po prostu dlatego,
że napisane zostały po śmierci Jezusa. W podstawowej swojej treści należą one
do innej kategorii utworów. W tej mierze, w jakiej dają się rozpatrywać jako źródło
przekazów historycznych, opierają się na tradycyjnych w środowiskach wczesnych
chrześcijan, ale w pewnej mierze niespójnych, przekazach o działalności
i naukach Jezusa. Przekazy te zostały wyselekcjonowane zgodnie z nastawieniami
autorów poszczególnych ewangelii 13 . W opowieściach tych ewentualne fakty zo-
12
Patrz Religia, Encyklopedia PWN, wyd. cyt., na początku haseł poświęconych odpowiednim
ewangeliom.
13
Samo włączenie czterech ewangelii do kanonu Nowego Testamentu jest owocem selekcji.
Poza obrębem kanonu pozostały tzw. ewangelie apokryficzne. O ile sądzić mogę, reprezentują
one mniejszą niż ewangelie kanoniczne wartość m.in. jako źródło informacji o Jezusie historycznym
jak również jako przekazy o jego etosie.
124
Biblia początków
gę tego, że Ziemia jest nie tylko naszą ojczyzną. Wciąż jeszcze Człowiek jest jednym
z najstraszliwszych niszczycieli żywej przyrody, porównywalnym pod tym
względem z katastrofami, takimi jak najbardziej destrukcyjne impakty meteorytów.
Masowo przecież wymierają po dziś dzień gatunki roślin i zwierząt, którym
odebrano lub śmiertelnie zanieczyszczono środowisko. (Wieści to również, jak
wiadomo, zagrożenie dla naszego gatunku, jak również już teraz w znacznej mierze
pozbawia Ziemię jej tak ukochanego przez wielu z nas splendoru.) Aby zapobiec
tej dewastacji przyrody, a zarazem pozwolić na podniesienie poziomu życia
ludności krajów obecnie zacofanych, wciąż jeszcze niezbędne może się okazać
świadome ograniczanie liczebności naszego gatunku wraz ze znalezieniem sposobów
przeciwdziałania niepożądanym skutkom zjawisk, takich jak starzenie się
ludzkich populacji 60 .
60
Raz po raz rozlegają się głosy uczonych ostrzegających, że dewastacja przyrody przez
Człowieka doprowadza do unicestwienia warunków bytowania naszego gatunku, a przynajmniej
jego bytowania bez ekonomicznej i kulturowej degrengolady. Por. np: „Aby Ziemia mogła
zaspokoić obecne potrzeby ludzkości, powinna mieć o 40% większą powierzchnię – wynika
z najnowszego raportu kalifornijskich naukowców ”. A. Hołdys, Pożeramy naszą planetę, „Gazeta
Wyborcza”, 1–2 kwietnia 2006, s. 10.
Glosy do mitów o grzechu pierworodnym...
187
do „uczynienia zadość sprawiedliwości” w drodze swojego rodzaju „zrównoważenia”
winy cierpieniem winowajcy, bez czego „moralny ład świata” zostałby według
tej koncepcji zakłócony. Retrybutywna koncepcja kary jest irracjonalna, jako że
odwołuje się do mętnych metafor i hipostaz (jak zadośćuczynienie sprawiedliwości,
jak gdyby sprawiedliwość była to jakaś osoba; jak pozbawione jakiegoś empirycznego
kryterium pojęcia moralnego ładu świata i zrównoważenia winy cierpieniem).
Jest też ona potencjalnie głęboko patogenna moralnie. O ile kara w swej
intencji korekcyjna powinna być w intencji karzącego nie bardziej dokuczliwa niż
tego, jego zdaniem, wymaga osiągnięcie zamierzonego celu, i jej dokuczliwość powinna
ustać, kiedy jest duże prawdopodobieństwo, że jej cel został osiągnięty
– o których to sprawach można starać się przynajmniej tentatywnie orzekać
na podstawie empirii – to stosowane przez karzącego kryterium „zrównoważenia”
winy i cierpienia winowajcy musi być najzupełniej arbitralne i przy tym kara nie
musi mieć żadnego zamierzonego kresu (tak jak go nie mają wymierzane, wedle
mitu, przez Boga kary wygnania ludzkości z Raju albo zesłania grzesznika
na wieczność do piekła).
Jeden z najbardziej niepokojących moralnie aspektów aprobaty kary retrybutywnej
polega na tym, że w ewolucji pewnych etosów okazuje się ona podłożem,
na którego gruncie kształtuje się uznanie, przynajmniej w pewnych wypadkach,
sprawiedliwości kary substytucyjnej: Mimo tendencji do uznawania, że wina
na ogół powinna być „zrównoważona” cierpieniem winowajcy, ostatnia z tych
koncepcji prowadzi, do moralnej zgody na to, że „równoważące” cierpienie może
być, czy to dobrowolnie, czy to pod przymusem, doświadczone przez kogoś
„zastępczo”. Karzący z jakichś powodów „sprawiedliwie” narzucić je może komuś,
kto osobiście nie ponosi winy, ale jest z jakichś powodów przez karzącego
uznawany za reprezentanta pewnej stosownej tu do wzięcia pod uwagę zbiorowości,
do której należy czy należał winowajca. Ktoś może też dobrowolnie wziąć
na siebie brzemię cierpienia za osobiście niepopełnione czyny, aby w ten sposób
„zadośćuczynić” za wyrządzoną komuś krzywdę albo uśmierzyć groźny gniew jakiegoś
obrażonego potentata i umożliwić „pojednanie” pomiędzy owym potentatem
a zbiorowością, do której należy ta jednostka albo jednostki, które swoimi postępkami
wzbudziły „słusznie” ogarniający całą zbiorowość gniew potentata.
Substytucyjna koncepcja kary leży, oczywiście, u podłoża fundamentalnego
chrześcijańskiego mitu, według którego dla „zrównoważenia” grzechu prarodziców
i otwarcia przynajmniej części ludzkości drogi do [pośmiertnego] „zbawienia”
jednostek potrzebna była straszliwa męka istoty doskonale niewinnej,
ale reprezentującej grzeszną zbiorowość.
Rozmaitymi aspektami fundamentalnego mitu chrześcijaństwa zajmuję się
w szkicu „Jezus ewangelistów”. Tu wspomnę jedynie, że chociaż w różnych odmianach
chrześcijaństwa niejednakowo jest pojmowany status ontologiczny Jezusa
Wstęp
33
niejszym zaś kontekście wymienić należy niefortunnie żywotną, a sprzeczną
z ustaleniami psychologii i socjologii, tendencję chrześcijaństwa do sprowadzania
ludzkiego seksu, w jego aspekcie pozytywnym, do jego roli w procesach rozrodu.
Wpływa to na normy moralne chrześcijaństwa, zwłaszcza katolicyzmu, odnoszące
się do życia seksualnego ludzi, do stosunków rodzinnych i rozrodu.
Broniąc najdziwniejszego chyba w dziedzinie seksualnej zakazu kościelnego,
mianowicie sprzeciwu Kościoła wobec „sztucznej” antykoncepcji, mającej nb. tak
istotny wpływ na zmniejszanie liczby sztucznych poronień, kard. J. Ratzinger
(obecny papież Benedykt XVI) czyni pod adresem praktyki używania pigułki antykoncepcyjnej
następujący zarzut: „Seksualność została odłączona od płodności
i tak dokonała się głęboka przemiana rozumienia pojęcia ludzkiego życia. Akt seksualny
stracił intencjonalność i celowość, które przedtem były dlań oczywiste i decydujące”
26 .
W rzeczywistości jednak seksualność została w istotnej mierze „odłączona”
od płodności nie w procesie upowszechnienia się pigułki antykoncepcyjnej, lecz
w procesie antropogenezy, co stanowiło istotny aspekt wyróżnienia się gatunku
Homo sapiens spośród pozostałych gatunków małp człekokształtnych. Jeśli Benedykt
XVI uważa, że naukowy opis antropogenezy jest do pogodzenia z doktryną
Kościoła katolickiego, to powinien uznać, że częściowe „odłączenie się” w gatunku
ludzkim seksualności od płodności urzeczywistniło określony plan Boga.
W grę wchodzą tu takie modyfikacje seksualności ludzkiej jak uzyskanie przez
kobietę receptywności seksualnej i atrakcyjności seksualnej poza okresami jej zapładnialności,
zanik zewnętrznych oznak tego, że organizm kobiety jest w stadium
zapładnialności, wzmożenie intensywności doznań przedstawicieli obu płci związanych
z aktem płciowym (wszystko to są czynniki stymulujące życie płciowe par
ludzkich poza okresami zapładnialności kobiet), zmiany w sposobie odbywania typowego
aktu płciowego sprzyjające przejęciu, w znacznej mierze, przez indywidualne
fizyczne i psychiczne cechy danego partnera funkcji bodźców seksualnych
(pełnionych dawniej przez niezindywidualizowane cechy gatunkowe), przy czym
atrakcyjność seksualna danej osoby dla danego partnera bynajmniej nie zawsze
ma cokolwiek wspólnego z jej płodnością. Te istotne zmiany anatomiczne, fizjologiczne
i psychologiczne zaszłe w procesie antropogenezy pozostają w związku
z faktem, że seksualność pełni w społeczeństwie ludzkim oraz względem psychiki
swoich istotnych rysach natury ludzkiej. „Jest ona w swojej rzeczywistości całokształtem [każdorazowych]
stosunków społecznych” (K. Marks, 6. Teza o Feuerbachu).
Związek pomiędzy utopią komunistyczną a pewnymi wątkami w chrześcijaństwie omawiam
w szkicu „Jezus ewangelistów”.
26
Bóg na marginesie. Z Kard. J. Ratzingerem rozmawia Marco Politi, „Tygodnik Powszechny”,
5 grudnia 2004, s. 8.
Glosy do Hymnu Kapłańskiego o stworzeniu świata...
121
skiego oraz redaktorów kanonu biblijnego było to, żeby odbiorcy tej opowieści
uznawali ją za prawdziwą przy literalnym jej rozumieniu. Według zaś czytelnika
niewierzącego nie jest, oczywiście, prawdą, aby za autorem ludzkim – „natchnionym”,
ale nie nieomylnym, tylko ograniczonym horyzontem swojej kultury – taił
się zsyłający natchnienie nieomylny „Prawdziwy Autor”, który by w ten niebezpośredni
sposób chciał nam ponad głową owego autora przekazać jakieś ponadczasowo
ważne treści 58 .
Tym, co spowodowało nieszczęsne w rozwoju naszej kultury skutki, nie mogła
być treść omawianej biblijnej opowieści. Autor Hymnu z niewątpliwą wiarą
w prawdziwość tego, co oznajmiał – chociaż, oczywiście, z punktu widzenia nauki
z wiarą niemającą za sobą poznawczej legitymizacji – po prostu przekazał nam
przecież jeden z licznych mitów genezyjskich stworzonych przez ludzi w rozmaitych
kulturach. Przekazał mit, który pod względem estetycznym, a także pod pewnymi
względami moralnymi bardziej satysfakcjonuje wielu odbiorców w obrębie
naszej kultury (włączając w to wiele osób niewierzących) niż przynajmniej niektóre
spośród innych genezyjskich mitów. Czynnikiem zaś, który pociągnął za sobą
niefortunne skutki dla naszej kultury, było ugruntowanie się w religiach naszego
kręgu kulturowego koncepcji zbioru ksiąg kanonicznych, „natchnionych” przez
samego Stwórcę i dlatego niezawierających w swych treściach składników kwestionowalnych
lub podlegających odrzuceniu.
Dziś w obrębie naszej kultury nikt nie jest narażony na stos z powodu sprzeciwiania
się geocentryzmowi lub głoszenia „gorszącej” doktryny o „pochodzeniu
człowieka od małpy”. Jeden wszakże element ideologii ucieleśnionej w Hymnie
Kapłańskim dotychczas nie został w naszej kulturze w pełni przezwyciężony – i zagraża
jej, jak również ludzkości jako takiej, jak również całej ziemskiej ekosferze.
Jest nim zalecenie dane ludziom, bez wszelkich ograniczeń i ostrzeżeń, aby się
„mnożyli i czynili Ziemię sobie poddaną”. Autor Hymnu Kapłańskiego stoi na stanowisku,
że Ziemia została stworzona dla Człowieka (tzn. gatunku ludzkiego)
i zdaje się też mniemać, że jest ona niewyczerpalnym skarbcem dóbr, z których
Człowiek może bez troski korzystać. Przeznaczeniem Człowieka jest „panowanie”
nad przyrodą, ujarzmianie jej, „cywilizowanie” – co w znacznej mierze okazuje się
„cywilizowaniem” na podobieństwo „cywilizowania” Aborygenów australijskich
prowadzącego do ich wytępienia. Nasza kultura odznacza się znamienną agresywnością
wobec przyrody, zarówno ze względu na dotyczącą tej sprawy ideologię inspirowaną
m.in. przez Hymn Kapłański 59 , jak, oczywiście, ze względu na dostar-
58
Ujęcie takie poddaję krytyce zwłaszcza we „Wstępie” oraz w szkicu „Mity początków
ludzkości”.
59
Jednym z dziedziców tego ideologicznego składnika Hymnu Kapłańskiego był, w szczególności,
Marks, z jego wyrażonym we wczesnych pismach postulatem „uczłowieczenia” przy-
570
Jezus ewangelistów
znaczenie. Nie odnosi się do takich przykazań jak te zawarte w Dekalogu. Odnosi
się do tego mnóstwa przepisów, jakie pętają pobożnych żydów w każdym dniu ich
życia – takich jak nakaz obrzezania, szereg uciążliwych tabu sobotnich, rozliczne
i uciążliwe tabu pokarmowe. Przepisy te w ujęciu Pawła mają charakter tzw. norm
tetycznych, czyli obowiązujących wyłącznie dlatego, że zostały wydane przez
uprawnioną do wydawania aktów legislacyjnych władzę, w tym wypadku Boga.
Ktoś, kto je narusza, nie wyrządza z samej natury swego czynu (i odpowiednich
praw przyrody łączących w tym świecie przyczyny ze skutkami) jakiegoś zła
– takiego, jakim by mogło być np. skrzywdzenie jakiejś osoby. Jego „wina” czy
„grzech” polega wyłącznie na naruszeniu „obowiązującej go” normy. Myśl ta jest
szczególnie dobitnie wyrażona w Liście do Rzymian, 4: 15: „Prawo bowiem pociąga
za sobą karzący gniew. Gdzie zaś nie ma Prawa, tam nie ma i przestępstwa”.
Podstawą teologii Pawłowej jest teza, że jedynym warunkiem „usprawiedliwienia”
(„zbawienia”, według innej terminologii chrześcijańskiej) jest wiara w Jezusa
i zbawczą rolę, jaką względem „wierzących w niego” spełnia jego ofiara.
W świetle tego warunku stosowanie się albo niestosowanie do przepisów „Prawa”
jest, według jednego z ustępów Listu do Galatów, bez znaczenia: „[O]brzezanie nic
nie znaczy,... tylko nowe stworzenie [tzn. odrodzenie się przez wiarę w Chrystusa]”
(Ga 6: 15). Zauważmy, że skoro nic ono nie znaczy, to poddanie się mu nie jest,
być może, rozsądne, ale też to by mógł być najmocniejszy zarzut wobec osób, które
by się z jakichś względów chciały mu poddać. Czynienie rzeczy zbędnych jako
takie nie jest grzechem. Jednakże w rozmaitych ustępach Listu do Galatów Paweł
daje wyraz rozmaitym ujęciom natury „Prawa”. Czytamy tam, że „Prawo” zostało
nadane Hebrajczykom po to, aby „stało się dla nas wychowawcą, prowadzącym ku
Chrystusowi, abyśmy dzięki wierze uzyskali usprawiedliwienie. Gdy jednak wiara
nadeszła, już nie jesteśmy poddani wychowawcy” (Ga 3: 24–25). W jaki sposób
„Prawo” odgrywało tę rolę, tego Paweł nie wyjaśnia. Natomiast w poprzedzających
rozdziałach Ga znajdujemy wyraz odmiennego stosunku do „Prawa”, zbieżny
ze wspomnianą powyżej wypowiedzią z Listu do Rzymian. Otóż według Pawła właściwością
„Prawa” jest to, że nikt nie może mu w pełni zadośćuczynić. O ile więc
jest ono obowiązujące, nikt nie może zostać „usprawiedliwiony” (por. Ga 2: 16).
„[N]a tych wszystkich, którzy polegają na uczynkach wymaganych przez Prawo,
ciąży przekleństwo. [Warto tę enuncjację porównać z zacytowanym powyżej
przypisywanym przez ewangelię Jezusowi oświadczeniem o bezwzględnej ważności
Prawa, Mt 5: 17–19 – H. E. 64 ] Napisane jest bowiem: Przeklęty jest każdy, kto
64
Paweł naturalnie nie mógł ustosunkowywać się do ewangelii, w szczególności do synoptyków,
pisał bowiem swoje listy przed ich powstaniem. Skonfrontowany jednak był z tradycjami,
które kultywowali judeochrześcijanie, i jak widać z przytoczonego powyżej ustępu pewne
z owych tradycji odrzucał.
Glosy do Hymnu Kapłańskiego o stworzeniu świata...
71
ności prarodziców oraz, na mocy dziedziczności, ich potomków za wszelkie przejawy
zła w świecie nie ma mowy.
W przeciwieństwie do mitów dopiero co wspomnianych podstawową treścią
przekazu z Rdz 3 (który poddam bardziej szczegółowej analizie w następnym szkicu)
jest dramatyczny akt uzurpowania sobie – w tym wypadku nieodwołalne skutecznego
– przez pierwotną parę ludzką pewnych prerogatyw boskich. Idzie tu,
po pierwsze, o prerogatywę powoływania do życia nowych istot (realizowaną w aktach
prokreacji płciowej), o czym świadczy cały podstawowy tok narracji – wszystko
to, co rebeliancki akt poprzedzało (lub go właśnie nie poprzedzało) i wszystko,
co nastąpiło po nim. Po drugie zaś idzie o wymienioną expressis verbis, ale w zagadkowych
słowach, prerogatywę „poznawania dobra i zła”: czyli zapewne zdolności
do autonomicznego a trafnego urabiania sobie przez umysł ludzki sądu w sprawach
dotyczących zarówno rzeczywistości, jak moralności? (Por. refleksję
nad tym przekazem w następnym szkicu tego zbioru.)
Do podstawowej treści Rdz 3 należy z kolei opis konsekwencji tej uzurpacji dla
losu prarodziców oraz całego ich potomstwa. Narrator przedstawia te konsekwencje
jako spadłą na prarodziców karę; a jednak byłyby to raczej, rzec można, naturalne
następstwa dokonanego przez nich aktu transformacji ich pierwotnej natury.
Uzurpatorzy odcięci zostają od dostępu do Drzewa Życia, a skoro przedtem
(por. Rdz 2: 16-17; Rdz 3: 2,3) nie było mowy ani o tym, aby spożywanie jego owoców
było im zakazane, ani o tym, że nie dysponując „znajomością dobra i zła”, nieświadomi
byli jego istnienia i cudownej mocy, przypuszczać można, że zdaniem
narratora spożywanie jego owoców nie było pierwotnie ludziom zakazane (co się
zgadza ze stwierdzeniem Ewy w jej dialogu z Wężem). W istocie, wbrew przebiegłemu
(bo pozornie prawdziwemu) zapewnieniu Węża, iż nie umrą, a zgodnie z pozornie
kłamliwym ostrzeżeniem Boga, „zakazany owoc”, za którego pośrednictwem
dokonała się seksualna inicjacja Adama i Ewy, musiał przecież być też owocem,
którego spożycie uczyniło ich istotami podległymi prawu umierania. Niepodobna,
aby osobniki jakiegoś naturalnego gatunku mogły być zarazem płodne
i nieśmiertelne. Odcięcie od Drzewa Życia, przedstawione przez narratora jako
umotywowane dążeniem Zazdrosnego do uniemożliwienia ludziom zawłaszczenia
sobie kolejnej, najważniejszej, z niebiańskich prerogatyw, z kolei wymagało „wygnania”
prarodziców z Raju, na Ziemię, pozwalającą przy tym ze względu na jej
rozległość na rozmnażanie się ludzkości. Po tym przesiedleniu jednak, zamiast
bez wysiłku spożywać owoce Ogrójca, musi Człowiek, zwłaszcza zaś mężczyzna,
celem wyżywienia siebie i swoich, oddawać się wyczerpującej i często zawodnej co
do wyników pracy (Rdz 3: 17–19). Kobieta za płodność musi zapłacić m.in. udrękaami
połogu. W istocie, konieczność przepuszczenia przez kanał rodny główki istoty,
której mózg zdolny będzie do nabycia „znajomości dobrego i złego” (jakkolwiek
by ten zwrot interpretować), sprawia, że dla samicy Homo sapiens poród jest
670
Jezus ewangelistów
ście z pomocą tym, co nas kiedyś skrzywdzili, albo tym, co nam samym uchybili
w nieszczęściu, bywa moralnie naganne. Kiedy „nieprzyjaciel” nasz dotknięty jest
klęską żywiołową, konsekwencją wojny czy głodu etc. albo jakimś ciężkim nieszczęściem
osobistym, z reguły nie na czasie jest rozpamiętywanie doznanych
od niego krzywd i przykrości i powstrzymywanie się od pomocy.
Jednakże nakaz powszechnej życzliwości, sformułowany powyżej w przekazie
ewangelicznym w sposób tak absolutny, w istocie rzeczy wymaga pewnej moderacji.
Wbrew etosowi pewnych skrajnych sekt chrześcijańskich nie powinien on być
interpretowany tak, aby sprzeciwiał się żądaniu sądu nad złoczyńcami, nad zbrodniarzami.
Nie powinien on również być interpretowany jako nakaz, abyśmy się w każdej
sytuacji pod każdym względem odnosili do wszystkich jednakowo: abyśmy w naszym
praktycznym stosunku do ludzi nie kierowali się np. naszym szczególnym
szacunkiem dla pewnych osób albo wdzięcznością, jaką jesteśmy komuś winni.
Również, abyśmy nie mieli w żadnej sytuacji, pod żadnym względem prawa
do preferowania ludzi z powodów partykularnych, takich np. jak pokrewieństwo,
miłość, przyjaźń, zażyłość. Odrzucanie moralnej wartości więzi partykularnych,
zwłaszcza tych, które się kształtują na podłożu „irracjonalnym” (jak te wymienione
powyżej) jest charakterystyczne dla etosów totalitarystycznych.
(c) Z powyższym postulatem życzliwości wiąże się postulat wielkoduszności,
czyli umiejętności przebaczania. „Piotr… zapytał: «Panie, ile razy mam przebaczyć,
jeśli mój brat zawinił względem mnie? Czy aż siedem razy?». Jezus odrzekł:
«Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy»” (Mt 18:
21–22). Do czego BT dodaje objaśnienie: „Sens: zawsze trzeba przebaczać”. (Ciekawe,
czy autorzy tego komentarza gotowi są wszystkim „przebaczać zawsze”?)
Wyraz „przebaczać” nie ma ściśle określonego sensu i odnosić się może
do rozmaitego rodzaju zachowań. „Nie przebaczyć” nie musi znaczyć tego samego,
co „mścić się”. Może to oznaczać np. odmowę powrotu do dawnej zażyłości.
Rzeczą chwalebną jest umiejętność puszczenia w niepamięć niegodziwego postępku
tego, kto, jak się spodziewamy, szczerze wyraża skruchę. Skrucha szczera
wyraża się w dążności do naprawienia skutków dawnych przewin, a w razie potrzeby
w usiłowaniu wprowadzenia do swego życia takich zmian, które ułatwią żałującemu
oparcie się pokusie popadnięcia w dawne nieprawości. Czy jednak powinniśmy
ulegać hipokrycie lub moralnemu słabeuszowi gotowemu dowolną liczbę
razy wyrażać skruchę bez rzetelnego wysiłku naprawy zła i trzymania się z dala
od pokusy? Czy dobroć jest tym samym, co nieumiejąca się oprzeć niczyim słodkim
słówkom dobrotliwość?
Podobne uwagi nasuwają się w związku z wersetem: „Nie sądźcie, a nie będziecie
sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie a będzie
wam odpuszczone” (Łk 6: 17).
510
Biblia Hebrajczyków
w każdym razie nie ma w nich wzmianki o tym, aby Maryja swoim zachowaniem
przyczyniła się do skazania na śmierć jakiegoś człowieka za zbrodnię, której nie
usiłował popełnić, albo żeby domagała się uśmiercenia synów jakiegoś złoczyńcy,
dlatego że byli jego synami (i to mimo że np. werset 24: 16 w Pwt świadczy o tym,
że praktyka taka stykała się z dezaprobatą przynajmniej niektórych twórców Pięcioksięgu),
albo żeby podejmowała starania o przedłużenie czasu jakiegoś pogromu.
Smutne jest to, że za tekst uświęcony współcześni wyznawcy dwu religii w naszym
kręgu kulturowym uważają utwór przesycony zajadłą mściwością. W szczególności,
czy katolicy powinni doszukiwać się w takim tekście jakiegoś starotestamentowego
„typu Maryi”?
„Kohelet”, czyli kompromitacja „mądrości” 400
1. „Księga [ta] nosi nazwę swego autora, który sam przedstawia się jako Kohelet
(1: 12) 401 . [Termin ten]... jest oznaczeniem funkcji lub urzędu mędrca «przemawiającego
na zebraniu». W języku greckim odpowiada temu określeniu nazwa
„Ekklesiastes”, którą otrzymała ta księga w Septuagincie i w Wulgacie” 402 .
Krótki ten utwór pochodzący według współczesnych badaczy 403 z drugiej połowy
III w. p.n.e. albo z początku II w. jest na tle literatury biblijnej dziełem osobliwym,
a zarazem – trudno się nie zgodzić z Antoonem Schoorsem – fascynującym
404 . W istocie, fascynowało ono wielu czytelników poprzez stulecia.
Czytelnikom Biblii obeznanym z pismami proroków czy psalmami niełatwo będzie
pogodzić tę księgę ze swymi wyobrażeniami o Biblii: jest tak inna, że trudno
uwierzyć, iż jest częścią Biblii [to znaczy, że odpowiednie autorytety zdecydowały się
ją włączyć zarówno do judaistycznego, jak do chrześcijańskiego kanonu – H. E.]” 405 .
400
Nazwa literatury mądrościowej odnosi się w kanonie chrześcijańskim m.in. do ksiąg
Przysłów, Mądrości, Syracha. Tylko pierwsza z nich należy do kanonu żydowskiego. (Rzecz
osobliwa, do literatury mądrościowej zaliczana jest w obu kanonach również „Pieśń nad Pieśniami”!)
Dzieła te miały liczne odpowiedniki w literaturze „pogańskiej”. Ortodoksja żydowska,
jak i chrześcijańska zalicza do literatury „mądrościowej” również Księgę Koheleta.
401
Jest więc rzeczą wygodną mówić o nim w niniejszym szkicu jako o „Kohelecie” – H. E.
402
BT, Wstęp do Księgi Koheleta, s. 741.
403
Tamże.
404
A. Schoors, Księga Koheleta czyli Eklezjastesa, w: Międzynarodowy komentarz do Pisma
Świętego, wyd. cyt., s. 771nn. Reprezentująca nastawienie egzegezy chrześcijańskiej, obce,
rzecz oczywista, autorce niniejszego szkicu, praca Schoorsa jest wszelako jedną z najbardziej
pouczających w MKPŚ.
405
Tamże, s. 771.
Glosy do Hymnu Kapłańskiego o stworzeniu świata...
99
na skutek przekonania, iż nie do pomyślenia jest, aby miłujący ludzi Bóg mógł tak
ich prowokować 34 .
Religie zakorzenione w tradycji judeochrześcijańskiej – a zwłaszcza katolicyzm
– są to, jak wspominałam powyżej, religie w znamienny sposób gloryfikujące cierpienie.
Mimo że w księgach kanonicznych judeochrześcijańskich zawiera się przekaz
o „przymierzu Noachicznym”, tj. o pojednaniu się Boga po straszliwej karze potopu
z rodem ludzkim i wszelkim żywym stworzeniem 35 , mimo że w kanonie chrześcijańskim
mowa o męczeńskiej Chrystusowej „ofierze przebłagalnej” jako zadośćczyniącej
za „Grzech Pierworodny” (co samo przez się popada w konflikt z ideą miłującego
i miłosiernego Boga), Bóg zdaje się wciąż domagać się od ludzi (włączając tych,
których ofiara Chrystusa miała od zmazy grzechu pierworodnego wykupić) ekspiacji
nie tylko za konkretne przewiny danej jednostki, ale za grzeszność rodu ludzkiego.
Przez akty dobrowolnego umartwienia jednostka może wybłagać u Boga zmiłowanie
dla siebie albo jakiejś innej jednostki, a nawet przyczynić się do jego lepszego
usposobienia względem ludzkości w ogóle. Mimo że „Bóg jest miłością”, satysfakcję
według tej koncepcji sprawiać mu mają ludzkie akty prywacji i autoagresji
(chociaż, jak o tym była mowa powyżej, Kościół współczesny zaprzestał zalecania
lub pochwalania skrajnych ekscesów na tym polu, znanych z epok dawniejszych albo
będących płodem spaczonej wyobraźni hagiografów). Bogu można „ofiarować
cierpienie”(!): nawet niekoniecznie jakiś dobry uczynek wymagający od tego, co go
spełnia, przystania na cierpienie, ale cierpienie pochodzące z jakiegokolwiek źródła.
Z niechrześcijańskiego punktu widzenia jednym z dylematów chrześcijaństwa
jest więc to, że, z jednej strony „ofierze odkupieńczej” Jezusa przypisuje się definitywne
znaczenie w przezwyciężeniu fatalnego rozdźwięku pomiędzy Bogiem
a ludzkością spowodowanego „grzechem pierworodnym” prarodziców – „wynagrodził
On za nasze winy i zadośćuczynił Ojcu za nasze grzechy”, jak podaje za dokumentem
soboru trydenckiego KKK ust. 615 – to, z drugiej strony, uważa się, że
cierpienie jednostek w epoce pojezusowej stać się może istotnym składnikiem
owej „ofiary odkupieńczej”. Ludzie mogą uczestniczyć w męce Jezusa, czego drastycznym
przejawem ma być przywilej stygmatyzacji.
Jedną z myśli przewodnich książki abp. J. M. Lustigera Obietnica jest niezbędność
włączania się chrześcijan do ofiary odkupieńczej Chrystusa: „Powołanie
chrześcijańskie, w swym najbardziej podstawowym sensie odnajduje znaczenie
wyjątkowe: wziąć udział w Męce Chrystusa, który niesie cierpienia swego narodu
i działa na rzecz odkupienia świata” 36 .
34
Tekst dawny znajduje się w BW, a także np. w NIV.
35
Patrz mój szkic „Mity początków ludzkości” w niniejszym zbiorze, rozdział „Potop i wieża
Babel”.
36
Kard. J. M. Lustiger, Obietnica, wyd. cyt., s. 79.
Glosy do Hymnu Kapłańskiego o stworzeniu świata...
107
potencje „musiały się zaktualizować”. W spekulacjach z punktu widzenia współczesnego
człowieka naiwnych i fantastycznych mówiło się więc np., że świat powstał
(tak a tak dawno temu!) w wyniku spontanicznego „przelania się boskiej dobroci”.
Według innych jeszcze, już tu zresztą wspominanych doktryn religijnych
przebrzydły (w odczuciu przedstawicieli tych koncepcji), choć zniewalający uwięzione
w nim dusze swym „czarem”, świat materialny jest tworem antagonisty doskonałego
bóstwa albo w jakiś inny sposób powstał skutkiem bynajmniej przez
doskonały byt boski niezamierzonej katastrofy w przedwiecznym świecie niematerialnym.
W kontekście niniejszych rozważań nie będę się zajmowała się tymi
różnorodnymi doktrynami, dalekimi od poglądu autora Hymnu Kapłańskiego, redaktorów
Biblii oraz większości wyznawców „monoteistycznych” religii śródziemnomorskich.
Tym natomiast, co mnie tu głównie interesuje, jest zagadnienie zasadności
kreacjonizmu będącego składnikiem wiary religijnej wyznawców tych religii.
Ze względu na swą treść kreacjonizm jest poglądem, którego nie można prawomocnie
poprzeć argumentami o charakterze pozaempirycznym. Znamion celowości
w budowie i dziejach wszechświata można poszukiwać jedynie w drodze
empirycznego badania. Zauważyć tu przy tym trzeba, że zawartość treściowa
kreacjonizmu wykracza daleko poza zawartość treściową naukowej hipotezy mówiącej
o powstaniu wszechświata – czy też, może, „naszego, poszczególnego”,
wszechświata – w drodze tzw. Wielkiego Wybuchu. W konsekwencji tego, jakiekolwiekby
były świadectwa empiryczne na rzecz tej ostatniej hipotezy 44 , nie mogą
one być prawomocnie traktowane jako świadectwa bezpośrednio przemawiające
na rzecz doktryny kreacjonistycznej. Kreacjonizm nie ogranicza się przecież
do twierdzenia o jakoś pojmowanym czasowym początku istnienia bytu fizycznego,
gdyż postuluje nadto, iż powstał on w jakimś celu przyświecającym jego
stwórcy.
W naszym poznaniu potocznym i naukowym wnioskowania dotyczące celowości
zaistnienia czegoś dokonywane są na podłożu jakichś częściowo explicite
stwierdzanych, częściowo zaś milcząco czynionych założeń empirycznych.
W oparciu o te założenia wnioskowanie niekiedy posuwa się od rozpoznania w jakimś
obiekcie fizycznym lub zdarzeniu celowo wykonanego wytworu – wytworu
wykonanego w zrozumiałym dla nas celu albo w którymś ze zrozumiałych dla nas
możliwych celów – do uznania istnienia (obecnie albo w przeszłości) odnośnego
celowo (choć nie zawsze świadomie) działającego wytwórcy czy sprawcy. Niekiedy
zaś na podstawie rozpoznania w jakimś danym przedmiocie lub zdarzeniu skutku
sprawstwa takiego sprawcy, o którym już skądinąd wiemy, że z reguły działa
44
Zajmę się tą hipotezą w Aneksie 2 do niniejszego szkicu.
88
Biblia początków
Jak widać, Kraszewski stoi tu na gruncie dominującej w tradycji judeochrześcijańskiej
i uwiecznionej w Hymnie Kapłańskim koncepcji kreacjonizmu monoteistycznego:
w podstawowych swych zarysach świat materialny jest dziełem doskonale
suwerennego stwórcy. Ta właśnie koncepcja jest w rozdziale niniejszym
przedmiotem dalszej mojej analizy. Na uwadze głównie mieć będę – z powodów
powyżej wskazanych – popularną wersję tego kreacjonizmu, niewątpliwie odpowiadająca
również poglądowi Kraszewskiego.
W zacytowanym ustępie wyodrębniłam kursywą części najistotniejsze dla tematu,
któremu poświęcam ten rozdział. Pominę tu na razie apodyktyczność przeświadczenia,
że „materia musi mieć rację bytu, a sama siebie stworzyć nie mogła”.
Do tych spraw powrócę w dalszym toku mych rozważań.
Przy czytaniu bardzo ciekawych zapisków Kajetana Kraszewskiego uderzyło
mnie to, że pytanie o cel, jaki mógł przyświecać Stwórcy w jego kreatywnych poczynaniach,
narzucało się umysłowi tego człowieka religijnego, „serdecznie przywiązanego
do wiary katolickiej”; człowieka przy tym niebędącego filozofem ani
teologiem (choć był to człowiek w swojej sferze nietuzinkowy, któremu mimo jego
zakorzenionych przesądów społecznych, swoistego sarmatyzmu, nie można odmówić
szerszych zainteresowań intelektualnych i bystrości umysłowej). Uderzyło
mnie też jego przekonanie, że pytanie to dręczy umysły „dzisiejsze, bardziej niż
kiedy” – a więc np. w stuleciach dawniejszych.
Lektura zacytowanego ustępu przywiodła mi też na pamięć epizod z moich
czasów szkolnych, kiedy, będąc już bardzo daleka od przywiązania do wiary religijnej,
poważnie naraziłam mój celujący stopień ze sprawowania nie jakimś sztubackim
figlem, tylko przez to, że skonfundowałam nauczycielkę, zadając jej coram całej
klasy dwa pytania, z których jedno brzmiało jak następuje: „Proszę Pani, skoro
Bóg jest doskonały, to nie może odczuwać żadnych pragnień. A skoro nie mógł odczuwać
żadnych pragnień, to po co stworzył świat?” 30
Jak widać, w obecnej epoce naszej kultury „pytanie Kraszewskiego”: Na co Bogu
był i jest świat? narzuca się niekiedy nawet intelektualnie rozbudzonym kilkunastolatkom,
a rozważanie tego problemu częstokroć prowadzi do zerwania z wiarą, że
świat zawdzięcza swe istnienie jakiemuś intencjonalnie działającemu stwórcy.
Przyznać trzeba, że pojęcie „potrzebującego absolutu” – pragnącego „nieukojonego
absolutu” – jest bardzo nieintuicyjne i zdaje się nie być w zgodzie z rozpowszechnionym
wśród filozofów w naszej kulturze pojęciem absolutu, choć uzna-
30
Drugie pytanie brzmiało: „Skoro jest wszechmocny, to mógł od razu stworzyć taki świat,
jakim chciał go mieć. Ale wobec tego dlaczego w świecie zachodzą zmiany?”. Tak jak Einsteinowi
nie przychodziło do głowy, że „Bóg może chcieć grać w kości”, tak mnie, jak widać, nie
przychodziło do głowy, że Bóg mógł chcieć stworzyć zmieniający się świat.
Biblia zawłaszczonego Boga
239
realnionej „Niniwy”, jak gdyby był to jego „własny” naród, i dla ich zbawienia posyła
do nich izraelskiego proroka 17 . Należy do tego nurtu piękna Księga Rut – opowieść
o szlachetnej Moabitce, która z miłości do swej teściowej przyłącza się do ludu
Jahwe (i wedle autora tej Księgi zostaje pramatką gloryfikowanego w tradycji
judeochrześcijańskiej Dawida). Utwór ten uważany jest przez pewnych badaczy
za polemikę z okrutnymi ksenofobicznymi zarządzeniami Ezry i Nehemiasza nakazującymi
(w oparciu o powtarzane w Pięcioksięgu zakazy małżeństw z osobami
spoza „narodu wybranego”) wyrzeczenie się przez judejskich mężów i ojców
swych „cudzoziemskich” żon oraz zrodzonego z nich potomstwa. Polemikę implicite
z ksenofobicznym nurtem religijnym zawiera (niewłączona do żydowskiego
kanonu ST) Księga Judyty, gdzie jednym z bohaterów pozytywnych jest Ammonita
Achior przyczyniający się do skutecznej obrony izraelskiego (fikcyjnego) miasta
Betulii przed pretendującym do boskości pogańskim władcą, a w końcowej części
opowieści poddający się obrzezaniu i zostający czcicielem Jahwe. W Pwt 23: 4 zakazuje
się „na wieki” przyłączania do wspólnoty czcicieli Jahwe Moabitów oraz
Ammonitów!
Za przejaw postawy uniwersalistycznej uznać należy włączenie do biblijnego
kanonu częściowo przełożonej, częściowo dostosowawczo do potrzeb tego kanonu
uzupełnionej przejmującej Księgi Hioba 18 , której bohater, umiejscowiony gdzieś
poza ziemią Izraela, zupełnie obcy pojęciom Abrahamowego Przymierza i „narodu
wybranego”, jest „Jedermannem”, „Kimkolwiek” wadzącym się z władcą świata
o sprawiedliwość względem każdej jednostki ludzkiej 19 . Innym Jedermannem,
mimo iż autor każe mu się mienić „synem Dawida, królem w Jeruzalem” jest rozważający
sens żywota człowieka jako takiego „Kohelet (Eklezjasta)”. I w tej księdze
nie ma żadnego odniesienia do pojęcia „narodu wybranego”. W pewnym sensie
do nurtu uniwersalistycznego (ale wypreparowanego z jego humanizmu) zaliczyć
można opowieść o zagładzie Sodomy i Gomory, których mieszkańcy giną
za obrażające Boga grzechy, a nie dlatego, że stoją na drodze do opanowania Kanaanu
przez „naród wybrany”. (Są oni więc sami przez się przedmiotem zainteresowania
Boga). To samo odnieść można do stwierdzenia w Pwt 9: 5, że pierwotnych
mieszkańców Kanaanu „Pan, Bóg twój wypędził przed tobą z powodu niegodziwości
tych ludów” (a więc przejawiał zainteresowanie stanem moralnym wszelkich
ludów, a nie tylko „narodu wybranego”) – do czego się jednak w tym samym
17
Jakże więc, zauważmy przy okazji, inaczej z nimi postępuje niż Bóg zsyłający zagładę
na Sodomę i Gomorę, a z czasem, w trakcie podboju „Ziemi Obiecanej” przez Jozuego, patronujący
ludobójstwu „oczyszczającemu” Kanaan z grzesznych narodów.
18
Jest to, o ile wiem, w głównej swojej części dzieło o niejudejskiej proweniencji,
przy czym jednak pochodzenie oryginału nie zostało ustalone.
19
Por. mój szkic „Ofiarowanie Izaaka. Abraham a Hiob” w niniejszym zbiorze.
Ofiarowanie Izaaka. Abraham a Hiob
289
śnego przekazu w nonsens, nie zaś tyle, ile by należało im przypisać na podstawie
jakichś innych przekazów.
Jako całość fantastyczne komentarze zawarte w tekście Pecarica godne są uwagi
o tyle, że – w przeciwieństwie do interpretacji oferowanych przez innych autorów
– nie widać w nich awersji do myśli, że Bóg Biblii mógł dopuszczać składanie ofiar
z ludzi. Że w omawianym wypadku z takiej ofiary zrezygnował, to inna sprawa 90 .
6. Najdawniejsza znana mi interpretacja przekazu z Rdz 22, reprezentująca
kanoniczne stanowisko chrześcijańskie, znajduje się w Liście św. Pawła do Hebrajczyków
91 . Czytamy tam: „Dzięki wierze Abraham, wystawiony na próbę, ofiarował
Izaaka, i to jedynego syna składał na ofiarę, on, który otrzymał obietnicę [że
z Izaaka będzie dla niego potomstwo – H. E.]. Pomyślał bowiem, iż Bóg mocen jest
wskrzesić także umarłych, i dlatego odzyskał go...” (Hbr 11: 17–19).
Redaktorzy BT oświadczają w swoim komentarzu do omawianej tu opowieści:
„Głównym celem opisu jest podkreślenie heroicznej wiary Abrahama”. Odwołują
się do zawartego w Hbr 11: 6 wywodu o tym, że „bez wiary [tzn. żywionej względem
Boga ufności – H. E.] nie można podobać się Bogu”, heroiczna zaś wiara bywa
w cudowny sposób nagradzana 92 .
90
Według Pecarica i autorytetów, na których się opiera, Izaak nie wyszedł zresztą ze swej
przygody bez szwanku. Związany na ołtarzu „spojrzał w górę, na aniołów [aniołowie widocznie,
jak w czasach płaskiej Ziemi i sklepienia niebieskiego, wciąż jeszcze przebywają nad naszymi
głowami – H. E.], którzy... zapłakali nad [jego] losem [widocznie oczekując przyjęcia przez Boga
ofiary z niego – H. E.]. Łzy aniołów wpadły do oczu Jicchaka. Z tego powodu później «jego
wzrok osłabł» (Midrasz; Raszi)”. Tak toksyczne miałyby więc być łzy aniołów! Zresztą „Raszi
podaje trzy przyczyny [ślepoty starego Izaaka]: 1)dym kadzideł, które zapalały żony Ezawa dla
swoich bożków [był to widocznie cud Boski, że dym ten w całym obozowisku Izaaka zaszkodził
wyłącznie jemu, a nie np. kadzącym kobietom albo Rebece i Jakubowi]; 2) [łzy aniołów, tamże];
3) Opatrzność spowodowała osłabienie wzroku, „aby to Jaakow mógł otrzymać błogosławieństwo
od Jicchaka)...”.
Wszechmocny Haszem według Pecarica nie znalazł, jak już wiemy, innej drogi przeniesienia
pierworództwa na Jakuba niż posłużenie się obrzydliwym podstępem Rebeki i Jakuba!
„... Inne wytłumaczenia: była to kara [widocznie bez oznajmienia, na czym polegała przewina
– H. E.] za niepowstrzymanie Ezawa od niegodziwości (Mormo). Bóg spowodował osłabienie
wzroku Jicchaka, aby oszczędzić mu we własnym domu widoku bałwochwalstwa praktykowanego
przez żony Ezawa (Tanchuma)” [Biedny patriarcha nie mógł nic poradzić na to,
co się działo w jego obozowisku – H. E.], TPL, t. I, wyd. cyt., s. 168.
91
Uznawanym współcześnie za nieautentyczny (por. „List do Hebrajczyków”, Religia, Encyklopedia
PWN, wyd. cyt.) – co w niniejszym kontekście jest bez znaczenia.
92
Por. przypis do Księgi Rodzaju 22: 1–24, s. 40. W dalszym ciągu tego przypisu redaktorzy
głoszą: „[Celem] ubocznym [jest] potwierdzenie zakazu składania ofiar z ludzi (Księga kapłańska
18: 21; 20: 2–5)...” Do tego ostatniego stwierdzenia powrócę w niniejszym szkicu.
250
Biblia Hebrajczyków
którą syna Chama, Kanaana, zupełnie niezamieszanego w uchybienie czy zbrodnię
swojego ojca, obłożył jego dziad Noe: „Użycie [w słowach klątwy] imienia syna
i całego potomstwa [? – H. E.] Chama wiąże się z przyszłą rozwiązłością Kananejczyków
(por. Rdz 13: 13 i 19: 5–11)” 34 .
Powołanie się na powyższe wersety biblijne jest chybione, ponieważ jeśli o nie
chodzi, to mowa tam nie o rozwiązłości wszystkich Kananejczyków czy też o rozwiązłości
dominującej wśród wszystkich społeczności Kananejczyków, ale jedynie
o rozwiązłości – i w ogóle „złości” – mieszkańców Sodomy i Gomory. Ci zostali
zgładzeni w czasach Abrahama, a więc ludobójstwo dokonane według Biblii
pod przewodem Jozuego nie mogło mieć z nimi nic wspólnego. Logiczniejsze jest
przyjęcie, że według przekazu biblijnego (abstrahującego od opisów pokojowego
koczowania „patriarchów Izraela” w Kanaanie, okazywanej im przez autochtoniczną
ludność życzliwości i nawet wchodzenia Abrahama z ich przywódcami
w przymierze wojskowe) Kananejczyków spotkał tak okrutny los, ponieważ byli
przeklęci – i może też skorumpowani – jako potomkowie przeklętego Kanaana 35 .
Okrutne traktowanie przez Jahwe potomków znienawidzonych przezeń osób (nawet
niekoniecznie w razie splamienia się tych potomków jakąś winą) nie jest
w świetle przekazów biblijnych czymś nieoczekiwanym. No i cóż przy tym dziwnego,
że nasz wróg, zwłaszcza taki, z którym toczymy wojnę na wytrzebienie, okazuje
się nienawistny samemu Bogu i skazany na swój los, a nadto i winien jakichś
niebywałych grzechów, jak o tym świadczy spadła na niego kara?
Na pytanie, dlaczego autorzy biblijni przypisują Bogu przyobiecanie Abrahamowi
dla jego potomstwa tego, a nie innego kraju, odpowiedź nie jest trudna. Mamy
tu do czynienia z mitem o charakterze etiologicznym, który zakończeniem
swym musi zakorzenić się w rzeczywistości. „Ziemią Obiecaną” przez Boga Abrahamowi
dla jego potomków musiała wobec tego zostać ziemia zasiedlona przez
Hebrajczyków lub pozostająca w zasięgu ich aspiracji w czasach Dawidowego miniimperium,
kiedy to tworzył Jahwista, w którego tekście Bóg dość szczodrze zakreśla
granice tego terytorium (por. Rdz 15: 18–21).
Mit o Ziemi Obiecanej, na wieki przynależnej Izraelowi z nieodwołalnych wyroków
Boga, wywarł w czasach nowożytnych i wywiera obecnie złowrogi wpływ
na losy narodu żydowskiego. Jest to, oczywiście, pogląd, związany z żywionym
przeze mnie poglądem na istnienie państwa Izrael.
W przeświadczeniu moim państwo to ma prawo do istnienia. Społeczność międzynarodowa,
zwłaszcza zaś państwa, które nie mogą mieć czystego sumienia, je-
34
Patrz BT, s. 31, komentarz do Księgi Rodzaju 9: 25.
35
Powód, dla którego „sprawiedliwy” Noe przeklął, widocznie z boską aprobatą, Kanaana,
mimo że nie uczestniczył on w zbrodni swego ojca, omawiam (za komentarzem A. Sandauera
do odpowiedniego rozdziału Księgi Rodzaju) w szkicu „Mity początków ludzkości”.
Opowieści biblijne i „Kohelet”
459
istnienia królestwa Judy (i niewątpliwie napisanych po jego upadku 336 ) autor
deuteronomistyczny opowiada o straszliwych grzechach króla Manassego (2Krl
21), który w o wiele większym stopniu niż inni władcy hebrajscy „czynił, co jest
złe w oczach Pana” i którego syn i następca Amon w czasie swego krótkotrwałego
panowania „kroczył tą samą drogą, którą szedł jego ojciec” 337 . Według tej opowieści
za czasów Manassego „Pan powiedział przez sługi swoje, proroków, te
słowa: «Ponieważ Manasses, król judzki popełnił te ohydne grzechy... i nawet Judę
[lud] doprowadził do grzechu przez swoje bożki, przeto... Ja sprowadzam zagładę
na Jeruzalem i na Judę... Wytrę Jeruzalem tak, jak wyciera się miskę,
a po wytarciu obraca się ją dnem do góry. Odrzucę resztę mego dziedzictwa, wydam
je w ręce nieprzyjaciół, tak iż staną się łupem i pastwą wszystkich swoich
wrogów, ponieważ... obrażali mnie od chwili wyjścia ich przodków z Egiptu aż
do dnia dzisiejszego” 338 (2Krl 21: 10–15). Po opisie grzesznych czynów Manassego
i Amona następuje w „Księdze” gloryfikujący opis restauracji i zreformowania
kultu Jahwe przez Jozjasza, wnuka Manassego. „Nie było przed nim króla
podobnego do niego, by zwrócił się do Pana całym sercem, całą duszą i całą mocą
– zgodnie z całym prawem Mojżesza. I po nim nie zjawił się taki jak on” (2Krl
23: 25). „Jednakże – kontynuuje autor – Pan nie poniechał żaru wielkiego gniewu.
Gniew ten zapłonął przeciwko Judzie za wszystkie zniewagi, które mu wyrządził
Manasses” (2Krl 23: 26). I chociaż autor stwierdza, że następcy zabitego
w bitwie Jozjasza aż po ostatniego z królów judzkich, „czynili to, co jest złe
w oczach Pańskich”, to jednak powtórnie głosi (2Krl 24: 3), że upadek królestwa
i wygnanie ludu były wykonaniem wyroku wydanego z powodu grzechów Manassego,
któremu Jahwe pozwolił umrzeć we względnym spokoju, przesuwając karę
na pokolenie potomne.
4. „Z dużą ostrożnością – pisze ks. J. Synowiec – należy osądzać wartość historyczną
opowiadań hagiograficznych dotyczących życia Eliasza (1Krl 17–19, 21;
2Krl 1) i Elizeusza (1Krl 19, 19n; 2Krl 2–9, 13).
336
Księgi musiały się początkowo kończyć na opisie panowania gloryfikowanego przez autora
króla Jozjasza (641–609) i mieć zakończenie optymistyczne. Por. R. E. Friedman, Who
Wrote the Bible?, wyd. cyt., s. 117.
337
Tamże. Nb. postępowanie takie nie pozbawiło owych królów popularności czy przynajmniej
prawowitości w opinii ludności, co świadczy o stosunku owej ludności do jahwizmu: „Słudzy
Amona uknuli spisek przeciwko niemu i zabili króla w jego pałacu. Lecz lud kraju wytracił
wszystkich, którzy spiskowali przeciw Amonowi i na jego miejsce ustanowił królem syna jego
Jozjasza” (tamże).
338
Ta przepowiednia zagłady królestwa judzkiego jest to tzw. prophetia ex eventu – „przepowiednia”
sformułowana po zajściu „przepowiedzianego” faktu i antydatowana.
Ofiarowanie Izaaka. Abraham a Hiob
327
Do tekstu tego redaktorzy BT dodają komentarz: „– Na podstawie klątwy oficjalnej,
por. Wj 22: 19, Pwt 7: 2, 13: 16, bo ofiary z ludzi były zakazane przez Prawo,
por. Kpł 18–21, Pwt 12–31” 149 . Żaden ze wskazanych tekstów nie ma jednak związku
z powyższym ustępem, gdzie mowa o człowieku, na którego nałożony jest cherem.
Zakładając, że nałożenie cheremu wymagało „klątwy oficjalnej” (o czym
w omawianym tekście nie ma mowy) uznać wszakże należy, że mowa tu o bezwarunkowym
nakazie zabicia człowieka, przy czym zabójstwo to konceptualizowane
jest jako ofiara, skoro człowiek, który podlega cherem jest „najświętszy dla Pana”
i jest „poświęcony Panu”.
W BP komentarz do Kpł 27: 29 brzmi: „Chodzi tu o człowieka – niewolnika, który
stanowi własność pana. Przepis w. 29, sprzeczny z poprzednim [? – H. E.] uchodzi
w [tym? – H. E.] kontekście za glosę przedstawiającą najstarsze ujęcie cherem,
jakie występuje np. w Kodeksie Przymierza Wj 22: 19” 150 . Powołany ustęp z Wj zakazuje
składania ofiar „obcym” bogom, a więc znów nie pozostaje w związku
z omawianym tu przepisem. W każdym razie redaktorzy BP przyznają, że chodzi
o człowieka – mianowicie o niewolnika, z jakiejś okazji przeznaczonego przez jego
pana na ofiarnicze zabójstwo. Zarazem stwierdzają, że ma się tu do czynienia
z glosą uwieczniającą obyczaj archaiczny.
O ile się orientuję, w księgach historycznych ST nie ma wzmianki o tym, aby
ktoś ofiarował Jahwe, np. jako wotum albo jako wyraz dziękczynienia, swojego niewolnika.
Jednakże obyczaj ofiarniczego zabijania ludzi objętych cherem nie okazuje
się tak archaiczny, skoro się weźmie pod uwagę, że mogło chodzić o jeńca,
zwłaszcza z ludu rzekomo jako ogół objętego z wyroku Jahwe cherem. Przykładem
uśmiercenia człowieka obłożonego cherem z wyroku „Pana”, naturalnie objawionego
przez usta jego ludzkiego „rzecznika”, jest los wziętego przez Saula do niewoli,
a zabitego przez Samuela amalekickiego króla Agaga, 1Sm 15: 7–9; 32nn.
Nadto w 2Krl 23: 20 czytamy, że niszcząc „heretyckie” (według niego) sanktuaria
poza świątynią jerozolimską, król judzki Jozjasz „złożył [według przekładu
np. w BT] w ofierze na ołtarzach” ich kapłanów.
Święte ludobójstwo
Swoistym rodzajem ofiary z ludzi, nie tylko dozwolonym, ale wręcz nakazanym
w Biblii jest cherem zbiorowy, czyli święte ludobójstwo, jakie winno być zastosowane
względem ludu objętego przez Boga klątwą. Cherem taki nakazany jest
„narodowi wybranemu” w stosunku do kilku narodów, np. w stosunku do auto-
149
Przypis, s. 136.
150
T. 1, przypis, s. 189.
Glosy do Hymnu Kapłańskiego o stworzeniu świata...
133
subpopulacji [stwarza warunki, w których] siły przeciwdziałające na ogół zmianom
ewolucyjnym ulegają osłabieniu lub wręcz przełamaniu” 74 . „Nacisk trzeba tutaj
położyć na długie okresy «stazy»... gdyż jest to zjawisko, które poprzednio przeoczono,
a które doprawdy domaga się wyjaśnienia”. Znamienne jest stwierdzenie
A. Jerzmanowskiego, że „[p]luralizm w dziedzinie sposobów specjacji jest wart
rozważenia... Możliwe jest zarówno rozdzielenie głównej populacji, na przykład barierą
geograficzną, co prowadzi do powstania z pierwotnego gatunku dwóch nowych,
jak i przekształcenie się jednego gatunku w inny” 75 .
Neodarwiniści odpowiadają również na trzeci z wymienionych powyżej zarzutów
ze strony przedstawicieli kreacjonizmu biologicznego „naukowego”. W Ślepym
zegarmistrzu Dawkins daje szereg przykładów na to, że mutacja, której wynikiem
jest powstanie „zaczątków” 76 znajdowanej w gatunku potomnym złożonej struktury,
już sama przez się dostarczać może organizmowi jakichś drobnych, w porównaniu
z innymi współgatunkowcami, korzyści w rywalizacji o sukces reprodukcyjny. Struktura
złożona może wobec tego powstać w wyniku „małych kroków” mutacyjnych. Inna,
ciekawsza, część odpowiedzi wiąże się z wprowadzonym do neodarwinizmu pojęciem
egzaptacji. „Wiele cech [istot żywych] funkcjonuje zrazu w jednym, a później
w innym kontekście. U ptaków na przykład pióra mogły powstać pierwotnie... [jako
przystosowanie] do termoregulacji, a nie do fruwania... Przypadek piór dobrze ilustruje
niezwykle częste zjawisko ewolucyjne, które próbuje się ostatnio poddać formalnej
analizie z zastosowaniem nowej i właściwej terminologii, wolnej od obciążeń
narosłych wokół niezbyt szczęśliwego pojęcia «preadaptacji» 77 . Wszystkie korzystne
cechy, zgodnie z nowymi propozycjami, powinny być nazywane aptacjami. Adaptacjami
zaś nazwiemy te cechy, które powstały w kontekście, w którym spotykamy je
dziś. Pióra, które funkcjonowały najpierw w jednym, a później w innym kontekście,
są egzaptacjami” 78 . Odwołując się do egzaptacji, wyjaśnić można powstanie nowej
złożonej struktury w wyniku jednej mutacji. Nie kreując nowej struktury biologicznej
jako czegoś niemającego żadnych zaczątków w historii danego gatunku, muta-
74
Tamże, s. 381–382.
75
Tamże, s. 380. A. Jerzmanowski, Geny i życie, niepokoje współczesnego biologa, Prószyński
i S-ka, Warszawa 2001, s. 137 oraz 136 (cytowane w tej kolejności).
76
Biorę to słowo w cudzysłów, aby nie nasuwać myśli, że idzie tu o zapoczątkowanie procesu
celowego zmierzającego do wystąpienia z czasem jakiegoś w pełni ukształtowanego narządu.
77
Tzn. terminologii nienasuwającej myśli, że ewolucja, zamiast być „ślepym zegarmistrzem”
zmierza stopniowymi krokami do jakiegoś celu.
78
Por. I. Tattersal, I stał się człowiek [ewolucja i wyjątkowość człowieka], CiS i WAB, Warszawa
2001, s. 126–127.
Nie używając tego nowego terminu również Dawkins podaje pewne przykłady egzaptacji
w Ślepym zegarmistrzu.
Rozważania ogólne
577
świadectwem jego nadludzkiego statusu. Po wzmiance o ich intencji zabicia Łazarza
zarówno on, jak jego siostry znikają z opowieści o ostatnich dniach Jezusa: nie
są świadkami jego ukrzyżowania, jego złożenia do grobu, nie są świadkami jego
pośmiertnych epifanii. Harmonizuje to z fikcyjnym charakterem tych postaci.)
Dla tych, którzy uprzednio wierzyli w mesjański status Jezusa, jego męczeńska
śmierć powinna stać się świadectwem tego, że nie był prawdziwym Mesjaszem,
ten bowiem powinien być niezwyciężony.
Jeśli zaś uznawano, że był po prostu człowiekiem, może prorokiem, to jego
śmierć powinna była być w oczach tych, co z nim sympatyzowali, zbrodnią będącą
skutkiem nie tylko ludzkich działań, ale wrogiego czysto ludzkiego zamysłu – czyli,
jeśli można się tak wyrazić, zbrodnią naturalną. Zbrodnią, w odniesieniu
do której co najwyżej można było postawić pytanie o przyczynę „dopustu bożego”
– pytanie nasuwające się w odniesieniu do każdego innego zbrodniczego czynu,
a zwłaszcza w odniesieniu do każdego zabójstwa popełnionego na osobie jakiegoś
doskonałego męża, od czasów „Abla sprawiedliwego”.
Nie byłoby nic osobliwego w tym, gdyby na skutek pojmania i umęczenia Jezusa
jego będący w zaczątku ruch mesjański się załamał, tak jak to się potem zdarzało
w historii Żydów z pokonanymi mesjaszami.
Stało się jednak, jak wiemy, inaczej. Śmierć Jezusa stała się prologiem żywota,
w świecie idei, „Jezusa Chrystusa”, postaci o dominującym znaczeniu dla dziejów,
dla kultury, dla ewolucji etosu ludów wielkiej (powiększonej w ciągu wielu stuleci)
oikumeny.
Chociaż pojmanie Jezusa, jak podają ewangelie, doprowadziło do ucieczki
i ukrycia się najbliższych mu uczniów, wspólnota jego wielbicieli – na tym etapie
nazwać ich można czcicielami – dość prędko się widocznie odrodziła i okrzepła
(w każdym razie przed początkiem działalności Pawła).
Decydującą rolę, jak wnioskować można na podstawie przekazów nowotestamentowych,
odegrały pogłoski o zmartwychwstaniu Jezusa i jego ukazaniu się
pewnej (niewielkiej) liczbie wybrańców w jego drodze do Nieba – pogłoski wkrótce
dopełnione przez pogłoskę o „zesłaniu Ducha Świętego” na pewną liczbę zgromadzonych
członków tej wspólnoty, co miało zaskutkować ich mówieniem wieloma
nieznanymi im przedtem językami.
„«A myśmy się spodziewali…». Znaczy to, że teraz już nie spodziewają się niczego...
Wszystko okazało się próżnym marzeniem, trzeba więc myśleć o jak najszybszym
powrocie do normalnego życia… Tymczasem stało coś nieprzewidzianego.
Zaledwie w parę tygodni później ci sami, dla których, jak się zdawało,
wszystko się skończyło, pojawiają się na nowo na ulicach Jerozolimy 76 . Wołają te-
– H. E.
76
W przekazie o „Zesłaniu Ducha Świętego”(Dzieje Apostolskie 2: 1nn) wyszli przed dom
Biblia okrutników
385
ści, włączając żonę (m.in. Talmud, Filon Aleksandryjski, ojcowie Kościoła wschodniego.
Podział ten przyjął Kościół prawosławny i ewangelicko-reformowany).
W wariancie drugim... nakaz czci i zasada anikoniczności [tzn. niesporządzania wizerunków]
zostały połączone w jedno przykazanie... podzielono natomiast zakaz pożądania
na dwa: dziewiąte dotyczy żony, a dziesiąte – innej własności (m.in. Orygenes,
Augustyn, następnie Kościół rzymskokatolicki, anglikański, luterański)” 235 .
Rozważę obecnie treść poszczególnych przykazań. Z punktu widzenia etosu
humanistycznego, tak jak go rozumie m.in. również wiele osób wierzących, w Dekalogu
jako zbiorze norm moralnych adresowanych do wszystkich ludzi w ogóle
nie powinno być miejsca na przykazania „wertykalne”, ponieważ treści ontologiczne
danej religii i przepisy kultowe w zasadzie nie należą do zakresu uniwersalistycznych
norm moralnych. Nie jest bezpośrednio problemem z zakresu moralności
to, czy się jest monoteistą, czy wyznawcą doktryny o dobrym i złym bogu, czy
politeistą czczącym wielu bogów, czy też politeistą poczuwającym się do wyłącznej
czci jednego boga, np. dlatego, że uważa się go za troskliwego a zazdrosnego protektora
odnośnej grupy etnicznej. Nie jest bezpośrednio problemem z zakresu moralności
to, czy w taki lub inny sposób należy okazywać cześć bóstwu, któremu, jak
dana osoba wierzy, należy wyłączną albo niewyłączną cześć okazywać. (Naturalnie,
o ile nie chodzi o zbrodnicze z punktu widzenia etosu humanistycznego sposoby
praktykowania jakiegoś kultu, takie jak np. składanie ofiar ludzkich lub palenie
na stosach „heretyków”.) Jest rzeczą naturalną, że w rozmaitych doktrynach religijnych
oczekuje się od ich wyznawców uznawania takich czy innych tez ontologicznych,
np. tezy o jedyności bóstwa. Jest rzeczą naturalną i to, że rzecznicy określonej
religii wymagają od jej wyznawców określonych zachowań kultowych czy
też przestrzegania określonych tabu, i jest rzeczą zrozumiałą, że nieczynienie zadość
tym wymaganiom ze strony jakichś wyznawców tej religii piętnują jako
grzech: jako wyraz lenistwa, wygodnictwa, konformizmu, strachu przed prześladowaniami.
Tylko jeżeli usiłują przedstawić sprzeczne z ich wierzeniami poglądy
na sprawy dotyczące religii jako przejaw niegodziwości reprezentantów tych poglądów;
tylko jeżeli usiłują przemocą stłumić wszelką krytykę własnych wierzeń
albo próby pozyskania zwolenników dla poglądów im przeciwstawnych; tylko jeżeli
usiłują uniemożliwić praktykowanie wszelkich innych kultów albo wręcz usiłują
narzucić wszystkim praktykowanie własnego, wtedy gwałcą jedną z najważniejszych
norm etosu humanistycznego – normę tolerancji.
Mimo że za treść Dekalogu jako zbioru uniwersalistycznych norm moralnych
uznać można jedynie przykazania „horyzontalne”, treść przepisów „wertykalnych”
również wymaga rozpatrzenia z punktu widzenia humanistycznego etosu.
Uczynię to poniżej.
235
Hasło „Dekalog”, w: Religia, Encyklopedia PWN, wyd. cyt.
614
Jezus ewangelistów
gdzie włada – piekło – a zarazem wywiera wraz ze swoimi kohortami ogromny
wpływ na bieg dziejów świata ziemskiego i na losy poszczególnych ludzi. W każdej
poszczególnej konfrontacji z obdarzonym dostatecznie silnym charyzmatem sługą
bożym – a już zwłaszcza z istotą o takim nadprzyrodzonym statusie jak Jezus!
– „siła nieczysta” ponosi klęskę, ale mimo to kres jej istnienia, czy też jedynie jej
działania w domenach ludzkich nie nastąpi aż do wydarzeń apokaliptycznych. Dlaczego
ten stan rzeczy jest tolerowany przez Boga? Przy założeniu jego miłosierdzia
w odniesieniu do jego stworzeń jako jedyne wytłumaczenie pozostaje ograniczoność
jego potęgi. Ahura Mazda i Aryman odcisnęli niezatarte piętno na judeochrześcijańskim
„monoteizmie”.
Jak zauważyłam wyżej, cuda Jezusa (nie tylko zresztą te związane z uzdrawianiem
opętanych) są przejawem jego miłosierdzia w stosunku do cierpiących – i to
nawet, jak o tym mówią przekazy ewangeliczne, do grzeszników pomiędzy nimi.
Są jednak i takie relacje dotyczące cudów, które świadczą o pewnym prymitywizmie
moralnym ewangelistów i, najwidoczniej, tradycji, z której czerpali. O jednej
z nich była już mowa powyżej: idzie o epizod, w którym Gerazeńczycy wywłaszczeni
zostali ze swojego stada świń, być może stanowiącego podstawę ich utrzymania.
Innym jest przekaz (zrelacjonowany w J 9: 1nn o uzdrowieniu człowieka niewidomego
od urodzenia: Kiedy Jezus wraz ze swoimi uczniami mijał tego kalekę,
uczniowie jego wiedząc (nie wiadomo skąd), że był on niewidomy od urodzenia, pytali:
„Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomy, on czy jego rodzice?”. Pierwszy
człon tej alternatywy wydać się musi większości współczesnych czytelników
absurdalny, musiałoby się bowiem założyć, że kaleka zgrzeszył przed swoim urodzeniem.
(Może uczniowie wierzyli, że Bóg mógł przewidzieć jego grzeszność
i skarać go uprzedzająco?) Drugi z członów alternatywy zakłada, że Bóg może jakichś
ludzi skarać nie uderzeniem w nich samych, ale kalectwem ich dziecka. Jezus,
jak by o tym świadczyła jego odpowiedź, nie uznaje żadnego z członów powyższej
alternatywy za absurdalny. Okazuje się wszakże, że żaden z nich nie jest
prawdziwy: „Ani on nie zgrzeszył, ani jego rodzice, ale [stało się tak] aby się
na nim objawiły sprawy boże”. Tak więc Jezus ewangelisty oświadcza, że Bóg skazał
pewnego człowieka na kalectwo od urodzenia, a rodziców jego nie tylko na znoszenie
wraz z nim tego nieszczęścia, ale i na cierpienie z powodu podejrzeń, iż spotkała
ich kara za jakieś grzechy, po to, aby człowiek ten posłużył jako rekwizyt
przy demonstracji nadludzkich właściwości Jezusa! Czy jako rekwizyt do tej demonstracji
nie mógł posłużyć jakiś człowiek, który by zaledwie godzinę temu
za sprawą nieczystego ducha stracił wzrok na skutek nieszczęśliwego wypadku?
Nb. nie wątpię, że ponieważ ludzie wierzący z reguły wyczytują z opowieści
ewangelicznych to, co im odpowiada, a blokują w lekturze to, co by ich mogło zgorszyć,
wielu z nich interpretuje przytoczony przekaz w sposób odmienny, niż ja to
uczyniłam powyżej. W przeciwieństwie do mnie nie znajdują w tym przekazie nic
Rozważania ogólne
557
Jedno z pytań, jakie się nasuwają w odniesieniu do całej tej teorii „zapowiedzi”,
polega na tym, dlaczego Bóg posługuje się enuncjacjami, dwuznacznymi, tak,
że zarówno prorocy wygłaszający te „zapowiedzi”, jak ich pierwotni odbiorcy nie
wiedzą, co właściwie jest głoszone. Dlaczego produkuje wieszczby w postaci werbalnej
i rzeczowej (por. wydarzenia będące „typami” dla nowotestamentowych
„antytypów”), które staną się zrozumiałe jedynie post factum i to tylko gdy je wyjaśni
biegły w Piśmie egzegeta?
Pytanie istotniejsze dotyczy tego, jak połączyć koncepcję wszechmocnego
i miłosiernego Boga z przypisaniem mu czynienia takich obietnic dokonania
zbawczego (w jakimkolwiek miałoby to być sensie) aktu wobec ludzkości, które poprzedzać
by miały ten akt o wiele stuleci. Tzn. z przypisaniem mu czynienia
obietnic, których dopełnienie, tak pilnie ludzkości potrzebne, zostaje przez niego
na całe stulecia odłożone.
Jako istoty bynajmniej nie wszechmocne częstokroć zmuszeni jesteśmy składać
obietnice uczynienia czegoś dobrego w przyszłości. Musimy tak postępować,
jeśli obietnica nasza nie może być spełniona dopóki nie zrealizują się jakieś okoliczpod
wpływem mitu perskiego Arymana – a obsesyjny strach przed Szatanem i jego kohortami
zdają się odczuwać Judejczycy w czasach Jezusa, i to zarówno jego zwolennicy, jak przeciwnicy.
Natomiast jeszcze według Iz 45: 7 Jahwe stwierdza w duchu ścisłego monoteizmu: „Ja. czynię
światło i stwarzam ciemności, sprawiam pomyślność i stwarzam niedolę, Ja, Pan, stwarzam
to wszystko”. Kiedy Szatan pojawia się w Starym Testamencie, w prologu do Księgi Hioba,
to jest on sługą Jahwe, dworzaninem dostatecznie faworyzowanym przez „Pana”, aby
„Pan” zawarł z nim zakład, z Hiobem jako nieszczęsnym przedmiotem zakładu.
Wąż z Księgi Rodzaju 3 nie jest Szatanem, tylko mitologicznym zwierzęciem zamieszkującym
wraz z innymi stworami ogród Eden, i przy tym „przecherą”, takim, jak w innych mitologiach
bywa np. lis. Bóg zalicza go do ogółu „wszystkich zwierząt, domowych i dzikich”. (Cóż
osobliwego w tym, że w ogrodzie Eden zwierzęta mają dar przemawiania?)
Jak się wydaje, na skutek „grzechu” Adama i Ewy, dzięki któremu protoplaści ludzkości
zdobywają niezbywalne skarby płodności i rozumności, dar płodności uzyskują też zwierzęta,
a przeto tak samo jak ludzie muszą one opuścić Eden. Na Ziemi stają się przodkami odpowiednich
gatunków fauny. „Kusiciel” zostaje przodkiem gadów beznogich, „czołgających się
na brzuchu i jedzących proch”, w szczególności zaś żmij. Trudno, aby rolę protoplasty tych
zwierząt pełnił Szatan albo żeby sam Szatan czołgał się na brzuchu i jadał „proch”. Zrozumiały
jest antagonizm pomiędzy ludźmi a jadowitymi gadami. Autorzy mitu o „Protoewangelii” nie
zauważyli, że w świetle ich koncepcji zwycięstwo w walce pomiędzy ludzkością a Szatanem
przypaść ma Szatanowi, jako że „Wąż” nawet „ugodzony w głowę”, mimo to jadowicie kąsa
„człowieka” w piętę. W rzeczywistości w Księdze Rodzaju mowa jest o „potomstwie” Ewy
i o „potomstwie” Węża. Nadepnięcie przez niebacznego człowieka na żmiję z jej sączącymi jad
zębami to zjawiska niestety powtarzające się raz po raz w poedeńskiej epoce bytowania ludzi
oraz gadów.
Glosy do mitów o grzechu pierworodnym...
201
ciowej doniosłości jest chyba w zasadzie wyeksploatowany intelektualnie. Tu natomiast
pragnę zauważyć, że niepodobna być humanistą, a zwłaszcza humanistą naturalistycznym
177 , bez dostrzegania głębokiego sensu tego, o czym w symboliczny
sposób mówi wskazany powyżej epizod z mitu o Drzewie Poznania Dobra i Zła, tj.
epizod, według którego pierwsza norma uświadomiona sobie przez prarodziców
po uzyskaniu zdolności rozróżniania moralnego dobra i moralnego zła dotyczyła
niedopuszczalności publicznego eksponowania narządów rodnych. Mit omawiany
symbolicznie przekazuje wiedzę, że w gatunku ludzkim w każdej danej społeczności
pewne spośród najdonioślejszych norm moralnych dotyczyć muszą dziedziny
seksu. Nie ma społeczności, która by mogła usankcjonować bezrefleksyjny lub czysto
ludyczny stosunek jednostek do przejawów własnej seksualności i nie domagała
się od nich należytej (z punktu widzenia danej społeczności) kontroli nad nimi.
Mimo że moralność seksualna humanizmu naturalistycznego jest w pewnych
istotnych punktach odmienna i w pewnych spośród nich mniej rygorystyczna niż
tradycyjna moralność seksualna judaizmu bądź chrześcijaństwa, nie jest się humanistą
naturalistycznym, jeżeli w takich na pozór anachronicznych pojęciach,
charakterystycznych dla judeochrześcijańskiej moralności seksualnej, jak wierność,
powściągliwość, przyzwoitość, nie dostrzega się nic prócz nietolerancji, pruderii,
osadu gnostyckiego stosunku do „cielesności” ludzkiej.
Swoistością gatunku ludzkiego jest to, że jego indywidua normalnie pędzą cały
swój żywot w populacjach obupłciowych, w których nie tylko wzajemna tolerancja,
ale i dostateczny poziom solidarności i współpracy zapewniony być musi zarówno
w pewnych charakterystycznych dla danej społeczności grupach jednopłciowych,
jak i w pewnych charakterystycznych dla danej społeczności grupach
obupłciowych. Przy czym zjawiska seksualności nie mają charakteru sezonowego
(jak u zwierząt, które przeżywają w ciągu roku okresy aktywności seksualnej oraz
okresy fizjologicznie uwarunkowanego jej zawieszenia), ale towarzyszą społeczeństwu
przez cały rok. Aktywność seksualna nie może też być zmonopolizowana
przez nieliczne dominujące w populacji osobniki, jak to się dzieje (na skutek działania
rozmaitych gatunkowo swoistych mechanizmów) w pewnych innych populacjach
zwierzęcych, gdzie również istotną rzeczą jest to, by seksualność osobników
nie naruszała spoistości społecznej. Przy tym, mimo że życie gatunku przebiega
w populacjach trwale zawierających znaczną (niekiedy bardzo znaczną) liczbę jednostek
zarówno męskich, jak żeńskich (a nie, jak u pewnych innych naczelnych,
w samotniczych monogamicznych parach lub w trzymających się osobno „haremach”),
jest z przyczyn biologicznych rzeczą niezbędną, aby w przeważającej liczbie
przypadków z kobietą w istotny sposób, z wielkim wysiłkiem i zaangażowaniem
177
Tak moją postawę określił, z moją aprobatą, jeden z uczestników dyskusji nad moją
książką Homo sapiens i wartości, PWN, Warszawa 1994.
Glosy do Hymnu Kapłańskiego o stworzeniu świata...
151
Koncepcję podobną do poglądu Lindego pod względami istotnymi z punktu widzenia
omawianej tu problematyki przedstawia Lee Smolin, według którego
wszechświaty powstają we wnętrzach tzw. czarnych dziur, a więc wszechświat generujący
czarne dziury generuje nowe wszechświaty i jest tym płodniejszym „rodzicem”,
im więcej czarnych dziur generuje. Smolin posługuje się metaforą „doboru
naturalnego”, aczkolwiek pomiędzy wszechświatami nie ma, oczywiście, walki
o przetrwanie. Przypuszcza on mianowicie, że wszechświaty generowane cechuje
pewne podobieństwo (pod względem panujących w nich praw) do „rodzicielskich”.
Dochodzi przeto, w związku z różnicami w „płodności” wszechświatów, do mnożenia
się wszechświatów o pewnych swoistych cechach, i do takich „uprzywilejowanych”
przez „dobór naturalny” wszechświatów należeć ma nasz. Koncepcja ta według
niego uwolnić może szczególne właściwości naszego wszechświata od znamion
nieprawdopodobieństwa.
Inne hipotezy na temat powstawania wszechświatów z odwiecznego substratu
oraz ich wielości proponowane są m.in. na gruncie teorii „strun” oraz „bran”. (Znaczenie
tego ostatniego terminu podane jest na s. (145). Jest to rozwijana obecnie
w szeregu wersji teoria aspirująca do fundamentalnej roli w opisie rzeczywistości fizycznej.
Podstawowa dla niej koncepcja „strun” zmienia całkowicie dotychczasowe
poglądy na naturę cząstek elementarnych, traktując je właśnie jak „struny”, a nie
twory punktopodobne. Teoria ta nie cieszy się w fizyce uznaniem powszechnym, zyskuje
w niej jednak coraz więcej popularności, jako być może najbardziej obiecująca
droga do połączenia w spójną całość mechaniki kwantowej oraz teorii względności.
Artykuł R. Bousso oraz J. Polchinskiego 105 przynosi doskonały popularny wykład
bazowych założeń tej teorii oraz kosmologii proponowanej na tym podłożu
m.in. przez tych autorów. Aby nie przeciążać niniejszego zarysu, kosmologii tej nie
będę tu przedstawiała, musiałoby to bowiem być poprzedzone przedstawieniem
szeregu pojęć i założeń egzotycznych z punktu widzenia światopoglądu potocznego,
i dotychczasowej fizyki.
Wspomniany powyżej Lee Smolin oraz jego współpracownicy rozwijają, tzw.
pętlową kwantową teorię grawitacji, rywalizującą z teorią „strun” 106 . Jednakże i tu
105
„Scientific American” 2004, September (Special Issue, Beyond Einstein), s. 61nn. Obszerny
popularny wykład teorii strun i jej pochodnych (teorii „bran”) zawiera popularna książka
B. Greene’a, Piękno wszechświata [The Elegant Universe], Prószyński i S-ka, Warszawa b.d.
oraz inna książka popularna tegoż autora, Struktura kosmosu [The Fabric of the Cosmos], tegoż
wydawnictwa. Krótki zarys tej teorii daje M. Heller w Granicach kosmosu, wyd. cyt.
106
Por. L. Smolin, Trzy drogi kwantowej grawitacji, CiS, Warszawa 2001. Patrz również
jego artykuł Atoms of Space and Time [Atomy przestrzeni i czasu], „Scientific American”,
2004, January.
278
Biblia Hebrajczyków
ga będącego personifikacją absolutnej doskonałości moralnej, usiłują pogodzić
z własnym poczuciem moralnym, pod wieloma względami różniącym się od o ileż
bardziej prymitywnych nastawień tych, których głosy dobiegają nas poprzez teksty
biblijne. Materiału do krytyki autorów współczesnych dostarczą mi pewne wypowiedzi
w toczonej niedawno w literaturze polskiej dyskusji o tym, jak należy interpretować
przekaz o Ofiarowaniu Izaaka.
Część druga szkicu poświęcona będzie nakreśleniu kontrastu pomiędzy postawami
Abrahama i Hioba – owych dwu postaci mitycznych o niezmiernie doniosłym
znaczeniu dla refleksji moralnej w naszej kulturze.
2. Rzeczą celową jest poprzedzenie rozważań nad właściwą interpretacją mitu
o Ofiarowaniu Izaaka przytoczeniem tu tego biblijnego przekazu. Oto tekst
(w skrócie) zawierającej go części Rdz 22 (kursywa pochodzi ode mnie): „... Bóg 66
wystawił Abrahama na próbę... Rzekł do niego: «Weź swego syna jedynego, którego
miłujesz, Izaaka, idź do kraju Moria i tam złóż go w ofierze na jednym z pagórków,
który ci wskażę». Nazajutrz rano Abraham... osiodłał swego osła, zabrał ze
sobą dwóch swoich ludzi i syna Izaaka, narąbał drew do spalenia ofiary i ruszył
w drogę... Na trzeci dzień [znalazłszy się u podnóża góry]... rzekł do swych sług:
«Zostańcie tu z osłem, ja zaś i chłopiec pójdziemy tam, aby oddać pokłon Bogu,
a potem wrócimy do was»... Zabrawszy drwa do spalenia ofiary włożył je na... Izaaka,
wziął do ręki ogień i nóż, po czym obaj się oddalili... Izaak... zapytał: «... Gdzież
jest jagnię na całopalenie?». Abraham odpowiedział: «Bóg upatrzy sobie jagnię
na całopalenie, synu mój»... A gdy przyszli na to miejsce, które Bóg wskazał, Abraham
zbudował ołtarz, ułożył na nim drwa i związawszy... Izaaka położył go na tych
drwach na ołtarzu. Potem... sięgnął... po nóż, aby zabić swego syna. Ale wtedy
Anioł Jahwe 67 zawołał do niego z nieba: «... Nie czyń [chłopcu] nic złego! Teraz poznałem,
że boisz się Boga, bo nie odmówiłeś Mi nawet twego jedynego syna».
Abraham... spostrzegł barana uwikłanego rogami w zaroślach... i złożył go w ofierze
całopalnej zamiast swego syna... Po czym Anioł Jahwe... przemówił po raz drugi:
«Przysięgam na siebie, wyrocznia Jahwe, że ponieważ... nie odmówiłeś Mi syna
swego jedynego, będę ci błogosławił i dam ci potomstwo tak liczne jak gwiazdy
na niebie i jak ziarnka piasku na wybrzeżu morza; potomkowie twoi zdobędą
66
BT oddaje termin hebrajski „Elohim” jako „Bóg”, natomiast imię „Jahwe” jako „Pan”.
Ze względu na to, o czym będzie mowa, pozostawiam tu termin „Jahwe” bez zmiany. Poza powyższym
fragmentem nie ma dla rozważań w szkicu niniejszym znaczenia, czy się do „Boga
Biblii” stosuje terminy „Bóg”, „Jahwe”, „Pan” czy „Pan Bóg”.
67
W przypisie do wcześniejszego tekstu (Rdz 16: 7) redaktorzy BT wyjaśniają, że „Anioł
Pański” – tj. „Anioł Jahwe” – „jest określeniem objawiającego się Boga”.
449
Opowieści biblijne i „Kohelet”
W szkicu niniejszym zajmę się tymi narracyjnymi częściami ST, które noszą
charakter „beletrystyczny” (niezależnie od tego, czy są to utwory piękne, czy nie)
– w przeciwieństwie do jego składników quasi-historycznych i historycznych.
Niestety pominąć tu muszę dwie spośród najcenniejszych pereł tego gatunku,
mianowicie nowelę o Józefie i Księgę Hioba, ponieważ omówiłam je w szkicach
poprzednich 311 .
Legenda o Eliaszu i Elizeuszu, czyli święte masakry
1. Opowieść, od której zaczynam, znajduje się w Pierwszej Księdze Królewskiej.
Jest to przekaz zbyt obszerny, abym mogła się zająć całą jego zawartością;
rozpada się przy tym na względnie niezależne historie. Uwzględnię tylko te jego
partie, które wydają mi się godne komentarza ze strony współczesnego odbiorcy.
Tłem historycznym tej opowieści jest fragment dziejów królestwa Izraela, powstałego
z podziału państwa Dawida. Oprócz licznych wojen z wrogami zewnętrznymi
dzieje te odznaczają się nieustannymi krwawymi przewrotami pałacowymi, w których
następstwie zwycięzca doprowadza do wymordowania wszystkich członków
klanu pokonanego króla, zapoczątkowując własną równie nietrwałą dynastię.
(Uderzająca jest bierność, którą zdaje się przy tym okazywać ogół ludności państwa.)
Jak o tym widocznie świadczy omawiana tu legenda, w przewrotach politycznych
ważną rolę odgrywają, przynajmniej niekiedy, zaciekłe walki religijne pomiędzy
obrońcami jahwistycznej monolatrii a przedstawicielami kultów innych
bóstw kanaanejskich.
1Krl i 2Krl stanowiły początkowo jedno dzieło. Podzielono je w Septuagincie.
„Pierwsze wydanie Księgi ukazało się prawdopodobnie jeszcze przed zburzeniem
Jerozolimy, w czasie reformy Jozjasza (621–609) 312 ... Po dalszych uzupełnieniach
ostatnie spisanie dzieła nastąpiło w latach 561–538 [tzn. w czasie niewoli babiloń-
311
Opowieść o Józefie omawiam w szkicu „Biblia zawłaszczonego Boga”, a Księgę Hioba
– w szkicu „Ofiarowanie Izaaka. Abraham a Hiob”.
312
O tej reformie mowa w poprzednich moich szkicach: „Biblia zawłaszczonego Boga”
oraz „Biblia kłamców” – H. E.
680
Jezus ewangelistów
wanie Jezusa pośród nich jest dla nich czasem radości; podejmą jednak praktykę
postów, kiedy go utracą.
W każdym razie w swym Wielkim Kazaniu Jezus nie wypowiada się przeciwko
postom, tylko przeciwko praktykowaniu ich w sposób ostentacyjny: „Kiedy pościcie,
nie bądźcie posępni jak obłudnicy... gdy pościsz, namaść sobie głowię i obmyj
twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu.
A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie” (Mt 6: 16–18).
Jakże daleka jest taka koncepcja postu od odstręczających masochistycznych
praktyk ascetycznych gloryfikowanych w ciągu wieków przez Kościół! 197 Mimo to
osobie niewierzącej nasuwa się pytanie, dlaczego w ogóle post ma uchodzić
za praktykę miłą „Ojcu ludzi w Niebiesiech”?
Z treści hasła „Post” w Religia, Encyklopedia PWN zaczerpnąć można elementarną
wiedzę o znaczeniach postu w rozmaitych kulturach i religiach. Post bywał
środkiem terapeutyczno-magicznym służącym do uwolnienia ciała od „szkodliwych”
substancji wchłanianych z pożywieniem. (Nb. w takich celach „oczyszczających”
stosują co pewien czas post pewni ludzie współcześni nie przypisujący tej
praktyce jakiegoś znaczenia magicznego.) Bywał też środkiem „oczyszczenia ciała”,
bez którego nie można było „skłonić bóstwa” do komunikacji z pragnącą tego osobą.
Tak np. „indiański inicjowany głoduje, aby we śnie spotkać swojego ducha opiekuńczego”.
Podobnie z punktu widzenia religii katolickiej świętokradztwem byłoby
przystąpienie do komunii przed upływem właściwego czasu od spożycia posiłku.
Godna uwagi jest rola, w pewnych kulturach, długotrwałego postu jako środka
przezwyciężenia przez jednostkę właściwej ludziom słabości i uzyskania w ten
sposób jakichś mocy magicznych. Zauważmy, że nasilone, przechodzące zwykłą
ludzką miarę praktyki ascetyczne bywają niekiedy konceptualizowane jako buntownicze
usiłowanie przezwyciężenia przez daną jednostkę ograniczeń narzuconych
przez bóstwo lub bóstwa czy to na osobę jej płci, czy na osobę o jej statusie
społecznym, czy też na ludzi jako takich – i wobec tego bywają konceptualizowane
jako grzeszne, choć niekiedy zmuszają one bóstwa do ustępstw i udzielenia jednostce
upragnionych przez nią mocy. Wreszcie 198 – i to jest, oczywiście, znaczenie,
o które w niniejszym kontekście chodzi – praktyki ascetyczne, w szczególności
post, mogą być środkiem uzyskiwania przychylności bóstwa. Tu jednak zachodzi
pytanie, dlaczego, przy założeniu, iż idzie o bóstwo miłujące ludzi, uznawać by
się miało, że bóstwo to lubuje się w aktach ludzkiej autoprywacji? Czy mają to
197
Por. moje uwagi na ten temat w szkicu „Glosy do Hymnu Kapłańskiego...” w tym zbiorze.
198
Nie zamierzam wyczerpywać tematu znaczenia przypisywanego praktykom ascetycznym,
w szczególności postowi, w rozmaitych kulturach i religiach. Przykłady powyższe służą
jedynie do podmalowania pewnego kontrastowego tła dla omawianej tu podstawowej funkcji
postu w tradycji judeochrześcijańskiej.
Opowieści biblijne i „Kohelet”
455
Pogląd ten podziela A. Świderkówna. W artykule, który jest poświęcony egzegezie
zwrotu „Bóg, przed którym stoję”, zajmuje się ona incydentalnie postacią
Eliasza jako jednej z osób, które według przekazu biblijnego użyły tego zwrotu.
Eliasz – jak pisze – bywał też „obarczany misjami straszliwymi: powoduje w kraju
przeraźliwą suszę [wyraz gniewu Boga, za uprawianie niejahwistycznych kultów
– H. E.], ściąga z nieba piorun, morduje proroków Baala, lecz istota jego posłannictwa
zdaje się leżeć gdzie indziej: w odkryciu szczególnej zażyłości z Bogiem, jaką
prorok poznał na górze Horeb (1Krl 19: 1–18)” 331 .
Tak więc i ta autorka wierzy, że dokonując masakry kilkuset kapłanów Baala
z pomocą ludności podnieconej przez niego do pogromu, Eliasz wypełnił „misję,
którą został przez Boga obarczony”. Aczkolwiek „straszliwa”, misja ta nie przestaje
być misją zleconą mu przez Boga, którego wyznawczynią jest Świderkówna.
Rzeczą godną zastanowienia jest, co zdaniem autorki implikuje wyrażony
przez nią pogląd. Ponieważ Boga Biblii należy pono uważać za stałego w swych sądach
i postanowieniach, zachodzi pytanie, czy ktoś jeszcze był czy też może nawet
jest, obarczony taką misją. Czy np. obarcza ona współczesnych misjonarzy katolickich
działających w krajach, gdzie niosą „światło prawdziwej wiary” poganom, albo
w krajach, w których zwalczać muszą zagrożenie tradycyjnie dominującego katolicyzmu
przez nowe lub uzyskujące nową popularność wierzenia? Czy autorka
gotowa by była zaaprobować podjudzanie przez te osoby ludności do zabijania
eskimoskich albo afrykańskich szamanów, propagatorów ruchu Hare Kryszna,
agnostyków i ateistów niewahających się dawać publicznie wyraz swoim poglądom?
Rękę dam sobie uciąć, że zdaniem Świderkówny w osądzie Boga, którego
jest ona wyznawczynią, czyny tego rodzaju mogłyby tylko być ohydą. Czy więc należy
przypisać jej przekonanie, że pod tym względem Bóg jednak zmienił zdanie?
Kiedy? Czego się domagał od wiernych, a zwłaszcza od tych, co powołani byli
do czuwania nad ich prawowiernością, w czasie holokaustu albigensów, w Noc
Bartłomiejową, w czasach działalności Inkwizycji, która tak trafnie obrała sobie
Eliasza za patrona, w czasach tumultów wzniecanych przez jezuitów przeciwko
żydom i protestantom w przedrozbiorowej Polsce?
Wydaje mi się, że wypowiedź Świderkówny o Eliaszu daje nam przykład tego,
co nazywam 332 „otorbieniem” (w świadomości) nieakceptowalnych w istocie rzeczy
dla danego wiernego elementów biblijnej tradycji. Nie podważa on ich, ale też
nie wyciąga z nich nieakceptowalnych dla niego poznawczo albo moralnie wniosków.
Toleruje raczej sprzeczności. Tak np. Eliasz jest postacią wzniosłą i spełnia
wolę bożą, ale owe inne wspomniane zaszłości historyczne to coś zupełnie innego.
Jahwe nakazał zabójstwa na tle religijnym, ale skądinąd Bóg, tzn. Jahwe,
331
A. Świderkówna, Bóg, przed którego obliczem stoję, „Znak”, październik 2002, s. 116.
332
Por. poprzedzające części tego zbioru: „Wstęp”, s. 4nn i „Biblię kłamców”, s. 443.
Glosy do Hymnu Kapłańskiego o stworzeniu świata...
73
równo triumfu, jak frustracji. Dlatego ci, dla których kanon biblijny jest świętością
i którzy odrzucają „fałszywy” w świetle całości ludzkiego doświadczenia ponury
gnostycki mit o świecie materialnym jako tworze czy to demonicznego Jadalbaota,
czy to pojmowanego jako złośliwiec i okrutnik Jehowy, nie mogą jednak, nie popadając
w hipokryzję, odrzucać pytania o pochodzenie zła w świecie i o moralną odpowiedzialność
Boga za ogrom zła w stworzonym i nadzorowanym przez niego
świecie.
Ci zaś, dla których Biblia jest przekazem literackim, powinni żywić dla redaktorów
jej kanonu wdzięczność za to, że niepomni wymogów spójności logicznej
ocalili dla nas obie te estetycznie poruszające i pełne głębokiej treści egzystencjalnej
narracje.
2. Zastanowić się pragnę nad tym, jakie znaczenie omawiany doniosły tekst
miał i może mieć dla naszej kultury. Pewnymi aspektami tej sprawy zajmę się
obecnie, innymi zaś w innych częściach niniejszego szkicu.
Już u samych początków swej ewolucji chrześcijaństwo zostało dogłębnie zarażone
jadem zwalczanej przez siebie gnozy, z jej pogardą, odrazą do materialnego
świata, jako nie tylko udręczającego na tysiączne sposoby uwięzione w nim dusze
ludzkie, ale na dobitek zniewalającego je i degradującego swym powabem,
sprawiającym, że w odurzeniu zapominają o swej ojczyznie i własnej wzniosłej
istocie, kochają natomiast swoje więzienie oraz swój status dusz upadłych. W pewnych
odmianach gnozy panował kult samobójstwa przez zagłodzenie jako środka
uwolnienia duszy unurzanej w przebrzydłej materii. Ogromny wpływ gnozy poprzez
chrześcijaństwo na naszą kulturę zadokumentowany jest w znaczeniach
pewnych słów w językach europejskich. To pod wpływem gnozy dwuznacznością
odznaczają się takie słowa jak „urok” i „czar”. Wiąże się z nimi znaczenie powabu,
ale też zwodniczości, oszukaństwa, pokusy, duchowego zniewolenia 12 . To
pod wpływem gnozy słowo „zmysły” zawęziło swoje znaczenie do dziedziny satysfakcji
seksualnej, jak gdyby nie było to dzięki zmysłom, że możemy się radować np.
pięknem owych lilii polnych, o których Jezus ewangelistów, w duchu Hymnu Kapłańskiego,
mówi, że Bóg przyozdobił je większą krasą, niż ją miał okryty klejnotami
Salomon. Dziedzina zaś zadośćuczynień seksualnych uznana została za grzeszną
i degradującą, z usprawiedliwieniem jedynie takiego aktu płciowego, który
stwarza prawdopodobieństwo prokreacji i w tej intencji, nie zaś w intencji doznania
rozkoszy, jest podejmowany. W istocie, od zarania swego rozwoju chrześcijań-
12
Rosyjskie słowo „prielest’” współcześnie oznacza wybitne piękno (chyba że używane
jest żartobliwie, na oznaczenie czegoś przyjemnego), etymologicznie jednak wiąże się ze słowem
„lest’”: „oszustwo” (obecnie raczej „pochlebstwo”) – i w zwrocie „prielest’ mira siego”
oznacza przeklęty, wodzący na pokuszenie urok „tego świata”.
Biblia zawłaszczonego Boga
273
miokrotnego pokłonu „Ezaw pośpieszył mu na spotkanie i objąwszy go za szyję
ucałował go i rozpłakali się obaj” (33: 4) 57 . Jakub obdarowuje sowicie brata, ale
oszustwem wykręca się od wspólnej z nim podróży i potajemnie oddala się od niego.
Widzę w tym rys psychologicznego realizmu: przebiegły i nawykły do zażywania
ludzi z mańki człowiek pokroju Jakuba nie jest w stanie uwierzyć w autentyczność
braterskiego przebaczenia.
Zauważyć warto, że talent literacki Jahwisty przejawiał się w nadaniu Jakubowi
charakteru niejednoaspektowego. Nie jest on tylko przecherą: w lapidarny
a wzruszający sposób autor odmalowuje jego tkliwą i niesłabnącą z czasem miłość
do Racheli, przeniesioną potem na Józefa i Beniamina.
(k) Ostatnim epizodem z życia Jakuba, który pragnę tu omówić, jest błogosławieństwo
udzielone na łożu śmierci synom po przeniesieniu się całego klanu
do Egiptu (Rdz 49). Błogosławieństwo to jest tekstem napisanym w epoce dominowania
wśród plemion izraelskich pokoleń Judy (do którego należał Dawid) i Efraima,
potężniejszego z dwu pokoleń uważanych za „potomków Józefa”. (Do Efraima
należał pierwszy władca odrębnego królestwa Izraela, Jeroboam.) W czasach
powstania tego tekstu zajordańskie pokolenie Ruben było bardzo zredukowane liczebnie
w walkach z wrogami i miało małe znaczenie wśród „dzieci Izraela”. Pokolenia
Lewiego i Symeona nie miały własnego nadziału ziemi i były rozproszone,
choć oba zachowywały jeszcze indywidualność, którą symeonici z czasem utracili.
Błogosławieństwo sankcjonuje pierwszeństwo Judy i Józefa pośród braci. Juda
otrzymuje przywilej pierworództwa, co wymaga odsunięcia od niego trzech starszych
braci. W przypadku Rubena do umotywowania tego służy zawarty w jednym
z poprzedzających rozdziałów Rdz przekaz o dopuszczeniu się przez tego syna ka-
57
Podobno według pewnego midraszu Ezaw podczas powitania nie pocałował Jakuba, tylko
ugryzł go w policzek. Przekaz ten nie ma oparcia w tekście biblijnym.
W książce Elijahu Desslera Pożądaj prawdy, Pardes Lauder, Warszawa 2003, czytamy
(s. 113–114) na temat pokłonów Jakuba w zupełnej niezależności przytoczonych wymysłów
od tekstu biblijnego: „Zohar zaprzecza... jakoby Jaakow, najbardziej doskonały z naszych Praojców
[! – H. E.] mógł tak poniżyć się przed Ezawem, który reprezentował bałwochwalstwo
i moce zła”. W istocie Jakub spostrzegł, że „Obecność boża” „przechodziła właśnie przed nimi”
(co, jak to by wynikało z tekstu Zoharu, było widzialne tylko dla niego). „W rzeczywistości kiedy
zobaczył Boga przechodzącego przed nim [! – H. E.], to Jemu się pokłonił”. Ta jezuicka
avant la lettre hipokryzja, z którą Jakub kłania się Bogu utrzymując obecnych w przekonaniu,
że kłania się Ezawowi, jest, jak widać, w Zoharze przedmiotem chwały. Cóż, dla Desslera notoryczny
oszust Jakub jest ucieleśnieniem „cechy prawdy” (s. 47), co chyba z konieczności
wzbudza zdziwienie w czytelniku niezaindoktrynowanym do utraty zdolności odróżniania dobra
od zła przy rozważaniu tekstów biblijnych. (Por. moje uwagi o „otorbieniu” we „Wstępie”
do tego zbioru szkiców, s. 44–46.)
Glosy do mitów o grzechu pierworodnym...
189
rzeczywiście zagrażał on jego obranemu modelowi świata, mógłby zdusić bunt
w samym zarodku: mógłby np. wydrzeć Ewie Owoc z dłoni.
Jak wskazywałam powyżej, Bóg Jahwisty nie jest również wszechmocny.
Aczkolwiek może on, w ujęciu narratora, osypać winowajców dotkliwymi „karami”,
to nie może ich pozbawić podstawowych zdobyczy uzyskanych w drodze rebelii.
Nie może przywrócić Raju do stanu pierwotnego. Jeśli z jakichś powodów
(z miłosierdzia?, z miłości?) wzdraga się przed tym, by grzeszników „obrócić
w proch” i na ich miejsce, jeśliby taka była jego wola, stworzyć nową parę przerośniętych
Piotrusiów Panów – oraz, być może, mniej inteligentnego lub mniej buntowniczego
Węża – to widocznie nie może również zatrzeć w ludziach świadomości
ich seksualności oraz pozbawić ich zdolności do autonomicznego ustalania
ważności (nieodrzucalności) pewnych sądów, m.in. sądów moralnych (np.
sądu, że niedopuszczalne jest publiczne eksponowanie przez człowieka własnych
narządów rodnych). Nie może też unicestwić wyzwolonej w ludziach i zwierzętach
płodności ze wszystkimi tego konsekwencjami, takimi jak nieodzowność
narzucenia stworzeniom śmiertelności, a przeto, pośrednio, wszystkiego, co
seksualność, płodność i śmiertelność ze sobą niosą, a więc m in. różnorakich
cierpień.
Ta założona implicite bezradność Boga w obliczu fatalnej, jego zdaniem, zaszłości
jest, oczywiście, konsekwencją nieprzezwyciężalnych ograniczeń, jakim
w snuciu swej opowieści poddany jest narrator. Tym, co oferuje, jest przecież mit
etiologiczny, czyli mający w intencji opowiadającego odtworzyć genezę tego, co
jest. Narrator oraz zapewne mnodzy jego poprzednicy, opowiadacze niezapisanego
jeszcze i niespetryfikowanego w świętym kanonie mitu, mogą sprezentować
nam fantastyczny opis rajskiej prehistorii świata znanego nam z empirii, a ufając
tradycji mogą nadto wierzyć, że dają nam opis prawdziwy. Ostatecznie jednak
omawiany mit biblijny musi to być opowieść o wyłonieniu się z Raju przyrody
i w niej gatunku ludzkiego takich, jakimi je znamy, czyli opowieść o naturalizacji
ludzkości i całej ziemskiej przyrody. Zakończenie musi stwierdzać, że prarodzice
ludzkości, na skutek zakosztowania owocu, przed którego spożyciem byli przez
Stwórcę ostrzeżeni, nabyli cech najbardziej fundamentalnych dla gatunku ludzkiego
jako składnika empirycznie nam danej przyrody (i między innymi w ten właśnie
sposób stali się prarodzicami ludzkości).
4. Witwicki w swej parodii uwzględnia inne elementy narosłej nad omawianym
starotestamentowym przekazem mitologii chrześcijańskiej 166 . Na gruncie wskaza-
166
Przytaczając tu fragmenty parodii Witwickiego, znajdujące się na s. 104 jego wspomnianej
wyżej książki, nie trzymam się jego tekstu dosłownie, nawet w bezpośrednich cytatach, nigdzie
jednak nie zmieniam, oczywiście, wymowy tekstu.
Etos Jezusa ewangelistów
677
na doniosłość więzi pozytywnego zaangażowania emocjonalnego i solidarności życiowej
– więzi, których szczególnie doniosłym ucieleśnieniem jest rodzina ze związkiem
małżeńskim jako jej jądrem; edukacja kładąca nacisk na moralną doniosłość
wytrwałości w spełnianiu dobrowolnie przyjętych na się ról życiowych, o ile uchybianie
im traumatyzuje innych ludzi bądź pogarsza ich byt materialny; wychowanie
uczące wczuwania się w potrzeby i stany emocjonalne innych osób; edukacja ucząca
sztuki kompromisu i niekiedy poświęcania, ze względów sumienia, potrzeb i pragnień
własnych; pouczanie o bolesnych lub wręcz tragicznych, emocjonalnie i praktycznie,
skutkach, jakimi rozwód często dotyka innych członków rodziny, zwłaszcza
dzieci; wsparcie tego „moralizowania” przez działalność specjalistów wykwalifikowanych
w pomocy osobom pragnącym uratować swoje szwankujące małżeństwo
– są to, w przeciwieństwie do ograniczeń prawnych, rzeczy niezbędne.
Na tle powyższych uwag godny uwagi jest przedstawiony w Kazaniu na Górze
stosunek Jezusa do niewierności małżeńskiej kobiety jako do jedynej „przewiny”
usprawiedliwiającej rozwód. Jest w nim dla mnie coś osobliwego.
Niewierność współmałżonka – czy idzie tu o żonę czy o męża – bywa dla osoby
„pokrzywdzonej” bardzo traumatycznym przeżyciem i już dlatego nie jest ona
czymś, do czego odnosić by się należało z lekceważeniem. Jednakże nie widzę powodu,
aby miałoby się ją traktować jako przewinę „wyróżnioną” – jedyną, która
usprawiedliwia zerwanie przez stronę „pokrzywdzoną” związku małżeńskiego. Miałabym
o wiele więcej zrozumienia np. dla osoby niewidzącej dla siebie możliwości
pozostawania w związku małżeńskim z człowiekiem, który, jak się okazało, dopuścił
się kiedyś względem kogoś jakiejś podłości i nie wykazuje autentycznej skruchy,
lecz jedynie dążenie do utajnienia niegodziwego czynu. Albo – co szczególnie typowe
– dla osoby, która nie chce się pogodzić z przemocą współmałżonka, zagrażającą
zdrowiu jej czy innych członków rodziny, paczącą charakter dzieci, jej zaś nadto
zagrażającą przyjęciem na siebie poniżającej roli nieopierającej się ofiary. Albo też
np. dla osoby, która za poniżające dla siebie uważa pozostawanie w związku z człowiekiem
o skłonnościach pasożytniczych. Z drugiej strony miałabym uznanie dla
osoby usiłującej przezwyciężyć ból, jaki sprawiła jej niewierność współmałżonka,
po to, aby uratować rodzinę, a zwłaszcza aby nie narazić dzieci na traumę, jaką by
dla nich było karne wydalenie „winnego” współmałżonka z rodziny.
5. Szereg wypowiedzi Jezusa synoptyków dotyczy aprobowanych przez niego
i potępianych przez niego postaci religijności. Dla Jezusa synoptyków jądrem religii
jest etos, nie zaś rytuał.
W dyskusji z „uczonymi w Prawie” o tym, „które przykazanie w Prawie jest
największe”, Jezus oświadcza: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym
swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe
i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego
Biblia kłamców
405
Jedną z bulwersujących cech omawianego fragmentu Biblii jest nasycenie
kłamstwem. Z pewnością nie wszystko co np. w częściach Biblii omawianych w szkicach
poprzednich jest fikcją, traktować się daje jako niebudzący zdziwienia, jeśli
chodzi o autorów tych tekstów, bezkrytyczny przekaz mitów, pogłos splątanych ze
sobą wątków mitycznych, przekaz sag czy wierzeń ludowych, czy baśni. Również
i tam natrafiamy na opowieści po prostu sfingowane, mające zilustrować i wesprzeć
słuszne, zdaniem autorów, przeświadczenia teologiczne i moralne. W „Biblii okrutników”,
idąc za Friedmana Who Wrote the Biblie? wskazywałam, że taki właśnie
charakter ma oskarżycielska implicite w stosunku do króla izraelskiego Jeroboama
i jego następców, jak również w stosunku do aaronidów monopolizujących funkcje
kapłańskie w Świątyni Jerozolimskiej, opowieść Elohisty o herezji Złotego Cielca.
Oraz – z kolei – implicite rzucająca cień na Mojżesza, a gloryfikująca potomków
Aarona opowieść Kapłana o tym, jak podczas heretyckich ekscesów w czasie przebywania
Izraelczyków w miejscowości Szittim stary Mojżesz pozostaje bierny wobec
niesłychanego świętokradztwa popełnionego przez osobnika bezczeszczącego
Namiot Spotkania (istnienie synów Mojżesza w ogóle nie jest w tej opowieści
uwzględnione), reaguje zaś gorliwie, zabijając w drastyczny sposób świętokradcę
i jego towarzyszkę w grzechu, potomek Aarona, którego ród Jahwe w nagrodę za to
wynagradza monopolem na funkcje kapłańskie.
Mało który jednak utwór biblijny jest tak przepojony kłamstwami o motywacji
religijnej bądź politycznej jak fragment Biblii stanowiący przedmiot niniejszego
studium. Kłamstwa te zresztą w znacznej mierze łatwe są do zdemaskowania albo
przynajmniej łatwo jest uzasadnić nieufność względem odnośnych opowieści.
Zilustruję to w dalszych partiach niniejszego szkicu.
Samuel i Saul
2. Biografia Samuela tak bardzo pełna jest zmyśleń, że Sandauer w swym szkicu
Bóg, diabeł, Mesjasz i... wypowiada wątpliwość co do samego istnienia tej osoby.
Moim zdaniem jest to konkluzja dziwnie naiwna. To tak, jak gdyby Sandauer
nie zetknął się z zafałszowanymi biografiami osób, których realności jest doskonale
świadom. Przynajmniej część materiałów dotyczących życia i działalności Samuela
sporządzona została przez ludzi nieomal współczesnych epoce, w której ten
żywot i działalność miały przebiegać. Trudno więc przypuścić, że ma się tu po prostu
do czynienia z fikcyjnym bohaterem mitów, jak wyłącznie lub głównie traktować
można postaci Abrahama lub Mojżesza. W każdym razie w pracy niniejszej
nie podważam historyczności postaci Samuela, zakładam nawet, że był to człowiek
o znacznej roli na religijnej i politycznej arenie swoich czasów, godzę się natomiast
z przypuszczeniem, że jego wpływ na dzieje kraju został w przekazie kłam-
Glosy do Hymnu Kapłańskiego o stworzeniu świata...
81
W istocie jednak na tle całej historii ludzkiej sprawa nie przedstawia się tak prosto.
Na pytanie, czy kreacjonizm monoteistyczny reprezentuje większe walory poznawcze
albo moralne niż np. politeizm albo dualizm upatrujący w świecie materialnym
teren zmagania się dwu równorzędnych bóstw personifikujących, odpowiednio,
tendencję do wprowadzania do świata ładu i do wprowadzania doń chaosu
oraz dobroć i złość, nie ma, w istocie rzeczy, zasadnej odpowiedzi rozstrzygającej,
tzn. pozytywnej albo negatywnej. Jest to bowiem pytanie źle postawione.
Każdy z wymienionych typów religijności odgrywał i odgrywa rozmaite role
pod poznawczymi oraz moralnymi względami w zależności od kontekstów społecznych
i kulturowych, w jakich występuje, a więc z reguły też w rozmaitych epokach
rozwoju tej czy owej kultury. Tak np. przed rozkwitem kultury greckiej poznanie
empiryczne i matematyczne w kręgu kultur Bliskiego Wschodu uwikłane było
w praktykę użytkową. Natomiast wykraczające poza taką wiedzę użyteczną zainteresowania
kosmologiczne oraz etiologiczne (tzn. dotyczące genezy takiego czy
innego składnika rzeczywistości, takiej czy innej przejawiającej się w niej regularności)
zaspokajane były przez mity. Przodownictwo w rozmaitych odmianach
praktyki wspomaganej przez odpowiedni rodzaj poznania należało w owej epoce
i kręgu kulturowym do ludów politeistycznych i bynajmniej nieuprawiających monolatrii.
Jeśli więc idzie o osiągnięcia poznawcze tego „stosowanego” typu, to
przynajmniej w ich stadiach mało, według naszych standardów, zaawansowanych
politeizm nie stanowił dla ich uzyskiwania żadnej przeszkody. Z kulturami Egipcjan,
Sumerów, Babilończyków, Fenicjan, Filistynów wiążą się osiągnięcia np.
w dziedzinie rolnictwa, irygacji, architektury, metalurgii, budowy okrętów i żeglarstwa.
Lud, w którego łonie ukształtowała się Biblia, nie odznaczył się, o ile wiem,
na tym polu. Przeciwnie, był w zakresie technologii i znajdującej w niej wyraz wiedzy
empirycznej raczej zacofany. Nie znam przyczyny tego zacofania. Nie widzę
powodu do przypuszczenia, że wiązało się to jakoś z nieustannymi walkami w obrębie
tego ludu pomiędzy jahwistyczną monolatrią, wraz z jej wysublimowaną
wersją monoteistyczną, a kultem „obcych [w stosunku do Jahwe] bogów”.
Również osiągnięcia uczonych hellenistycznych w zakresie wiedzy empirycznej
nie pozostają w żadnym związku z monoteizmem: powstały one w łonie społeczeństw
politeistycznych. Pierwociny charakterystycznego dla nauki we współczesnym
sensie tego słowa czysto poznawczego zainteresowania światem materialnym,
jego strukturą, jego prawami odnajdujemy u presokratycznych filozofów
Grecji. Najbliższy nauce współczesnej (zarówno co do głoszonej koncepcji, jak i zastosowanego
sposobu jej uprawdopodobnienia) był atomizm Demokryta, uznającego
istnienie bogów 22 .
22
Por. hasło „Ateizm” w: Religia, Encyklopedia PWN, wyd. cyt.
Biblia okrutników
397
Sens omawianego przykazania staje się jasny, kiedy się je rozpatruje w świetle dekalogowych
przykazań dotyczących grzechu „pożądania” tego, co należy do bliźniego,
oraz w świetle wszystkich przepisów, które w czteroksięgowym korpusie
praw dotyczą małżeństwa. W zakazie „cudzołóstwa” idzie mianowicie o coś ściśle
analogicznego do naruszenia własności w sferze materialnej. Idzie o naruszenie
wyłącznego prawa odnośnego mężczyzny do seksualności danej kobiety. Prawo
to jest, jeśli chodzi o dziewczynę niepoślubioną i niezaręczoną, prerogatywą ojca
albo krewnego, który je po jej ojcu dziedziczy. Może on bez uchybienia nakazom
moralności wydać za mąż „należącą” do niego w tym sensie dziewczynę komu zechce
(byle nie do obcego kraju), nie pytając jej o zgodę, może ją sprzedać na żonę
drugorzędną albo nałożnicę. W przypadku kobiety poślubionej albo zaręczonej jej
seksualność jest prerogatywą męża albo narzeczonego. Bez uchybienia nakazom
moralności mężczyzna może narzucić partnerstwo seksualne niewolnicy lub brance:
nie ma tu mowy o cudzołóstwie, skoro kobieta jest jego własnością.
Takim nastawieniem twórców Dekalogu tłumaczy się dziwny na pierwszy rzut
oka fakt, że wśród wymienionych w tym dokumencie najcięższych przestępstw
(przeciwko członkom własnej wspólnoty etnicznej) nie jest uwzględniony gwałt.
Pojęcie gwałtu seksualnego we współczesnym zakresie tego słowa w ogóle nie jest
twórcom czteroksięgowego korpusu praw znane. Uwzględniają oni jedynie przypadek
(Pwt 22), gdy dziewczyna broni się przed naruszeniem przez gwałciciela
prerogatywy ojca, męża lub narzeczonego. Dekalog bynajmniej nie przyczynia się
do uznania, że gwałtem jest wszelkie narzucenie kobiecie wbrew jej woli udziału
w akcie płciowym, nawet jeśli czyni to małżonek.
(g) Nie omawiam niewzbudzającego żadnych szczególnych refleksji, zwłaszcza
krytycznych, zakazu składania fałszywych zeznań w sądzie.
Zakończę natomiast ten poświęcony Dekalogowi komentarz podaniem głównego
powodu, dla którego nie można go uznać za wystarczający fundament moralności
czy to laickiego humanizmu, czy to etosów właściwych współcześnie religiom
wyrastającym z tradycji judeochrześcijańskiej. W swej części „horyzontalnej”
Dekalog jest głównie zbiorem zakazów dotyczących większości spośród najcięższych
przestępstw. W świetle natomiast wskazanych etosów niepopełnianie
przestępstw nie jest wystarczającą kwalifikacją po temu, aby ktoś zasługiwał
na miano człowieka przyzwoitego.
czyźni rozwodzili się z posiadanymi „nadliczbowymi” żonami, nie licząc się z ich wolą; a jeśli
tak, to jak miano według niego te odrzucone kobiety życiowo zabezpieczać.) O klątwie tej nic
nie wiedzieli Żydzi mieszkający w krajach muzułmańskich, tak, że pośród tych, którzy schronili
się po ostatniej wojnie z tych krajów do Izraela, były rodziny poligamiczne. Zauważyć warto,
że explicite wyrażonego zakazu wielożeństwa nie ma również w Nowym Testamencie,
do czego zapewne odwoływali się mormoni broniąc swej praktyki wielożeństwa.
Biblia okrutników
339
rego biblijnych przedstawicieli natrafia się na osoby noszące imiona o etymologii
egipskiej („Mojżesz”, „Pinchas” etc.), jedyne też (oprócz małego i szybko wyzbytego
tożsamości plemiennej pokolenia Symeona 169 ) pozbawione od początku swojego
wkroczenia do Kanaanu zwartego terytorium plemiennego i rozproszone
wśród innych plemion (co widocznie z czasem stało się czynnikiem sprzyjającym
jego karierze jako specjalistów, a potem monopolistów jahwistycznego kultu
i przeto ostatecznie uwarunkowało, po powrocie części wygnańców z niewoli babilońskiej,
osiągnięcie przez jego warstwę wyższą, kapłańską, pozycji teokratów).
Częścią tego problemu jest zagadnienie, jaka jest relacja owych wychodźców
z Egiptu do grupy etnicznej kultywującej wspomnienie o pochodzeniu od Jakuba
i jego klanu. Stwierdza bowiem Księga Wyjścia (12: 38), że „także wielkie mnóstwo
cudzoziemców wyruszyło z nimi”. Jeszcze bardziej interesującą częścią tego problemu
jest to, czy zrazu pośród przodków narodu izraelskiego jedynie lewici byli
czcicielami bóstwa o imieniu Jahwe 170 i jak, jeśli to by miało być prawdą, z czasem
to właśnie bóstwo zyskało sobie wśród czczonych w Kanaanie bogów pozycję prominentną,
aspirując przynajmniej w pewnych okresach jeszcze przed niewolą babilońską
do kultowego monopolu – a przede wszystkim jak bóstwo to stało się bohaterem
tego niezwykłego korpusu ksiąg, jakim jest Biblia, i ostatecznie jedynym
bogiem (jeśli nie liczyć istot nadprzyrodzonych o niższym statusie) judaizmu,
chrześcijaństwa i islamu 171 . Inną częścią tego problemu jest kwestia, czy, a jeśli
tak, to jaki, był historyczny wzorzec mitycznej postaci Mojżesza, tego, według Biblii,
lewity, a zarazem wychowanka egipskiej księżniczki; banity, który po wielu latach
wypasania na stepie owiec należących do swego teścia – kapłana innego boga
niż Jahwe – powrócił do Egiptu, aby uciśnionemu narodowi podarować przemożne
bóstwo opiekuńcze, a temu bogu naród zobowiązany do jego niedzielonego
z żadnym innym bóstwem kultu.
Są to doniosłe i fascynujące zagadnienia, a jednak dotyczą jednego tylko z historycznych
„podłoży” omawianego tu zbioru tekstów.
(b) Jakkolwiekby się sprawy miały z „wyjściem” z Egiptu, koczowaniem
na „pustyni” i zwycięskim najściem hebrajskich koczowników na Kanaan, faktem
oczywistym jest, że nadane według Biblii Hebrajczykom w czasie Exodusu prawa
169
Może więc i ono było pokoleniem przybyszów?
170
„Imię osobiste Boga [tzn. „Jahwe” – H. E.] zapewne było znane na długo przed epoką
Mojżesza. Matka Mojżesza nazywała się [według Biblii] Jochebed (por. Wj 6: 20). Jest to imię
związane z imieniem „Jahwe”. Tak więc pokolenie lewitów... prawdopodobnie znało imię „Jahwe”,
które mogło być zrazu, w swojej krótkiej postaci „Jo”, „Jah” albo „Jahu”, inwokacją religijną
nie mającą precyzyjnego znaczenia, a inspirowaną przez tajemniczy i grozę wzbudzający
splendor manifestacji bóstwa”. Hasło „Yahweh”, w: Encyclopaedia Britannica, 2002.
171
Powracam do tej sprawy poniżej w tym szkicu.
Opowieści biblijne i „Kohelet”
465
pozostałego po nim gruntu (co by również zaopatrzyło wdowę po Elimeleku, Noemi
w środki do życia), upatruje zrazu korzyść dla siebie w tej transakcji. Kiedy się jednak
dowiaduje, że przywiązany jest do tego serwitut w postaci obowiązku poślubienia
Moabitki, wycofuje się, nie naruszając przez to (wobec widocznie jednak dość dalekiego
pokrewieństwa ze zmarłym?) żadnego przepisu prawnego. Natomiast Booz,
w którym szlachetność Rut wzbudziła miłość do niej, korzysta ze sposobności zawarcia
tego niekonwencjonalnego małżeństwa.
Wzbudzając podziw dla postępków tych postaci utworu, które działają poza
granicami obowiązku, autor nie wzywa nas do potępienia tych, co nie przejawiając
moralnego bohaterstwa, nie uchybili żadnym określonym wymogom prawa i przyzwoitości.
Oryginalną cechą Rt jest rola elementu kobiecego w tej opowieści. Głównymi
postaciami są dwie kobiety, Noemi i bohaterka tytułowa. Mało tego, towarzyszy im
„chór” kobiet, które komentują powrót Noemi w towarzystwie synowej do Betlejem
i w zakończeniu utworu winszują Noemi narodzin wnuka. Czy jest rzeczą możliwą,
że nowela ta wyszła spod pióra kobiety?
R. E. Friedman uznaje za rzecz możliwą, iż autorem jednego ze źródeł, z których
powstał Pięcioksiąg, mianowicie źródła Jahwista, była kobieta. (Jest to wyłączone,
jeśli idzie o pozostałe źródła.)
„W historiach [opowiedzianych przez Jahwistę zwraca się na ogół o wiele więcej
uwagi na rolę, uczucia i zainteresowania kobiet niż w opowieściach Elohisty.
W istocie rzeczy w Elohista nie ma nic, co by się dało porównać z przekazaną przez
Jahwistę historią Tamar z Rdz 38. Nie idzie o to jedynie, że niewiasta, Tamar, pełni
tam doniosłą rolę. Opowiadacz odnosi się ze współczuciem do krzywdy doznanej
przez kobietę, czyni centralnym elementem opowieści wykonanie powziętego
przez nią planu zmierzającego do przezwyciężenia niesprawiedliwości, a w zakończeniu
każe męskiemu bohaterowi opowiadania (Judzie) przyznać, że synowa broniła
swoich praw, on zaś postąpił niewłaściwie.
Wszystko to nie wystarcza na dowód, że omawiana opowieść wyszła spod pióra
kobiety. Jednakże stanowi wskazówkę, że nie powinniśmy pochopnie przesądzać,
iż autorem był mężczyzna. Przewaga świadectw jest wciąż po stronie autorstwa
mężczyzny, ponieważ w starożytnym Izraelu bycie skrybą [pisarzem] było
zawodem męskim – a jednak nie jest wyłączona możliwość, że [związana ze środowiskiem
dworskim Dawida, gdzie kobiety cieszyły się względną wolnością] kobieta
skomponowała utwór, który lubiano i do którego przywiązywano wagę” 346 .
Dla mnie powyższy wywód Friedmana nie jest przekonujący. Ze wszystkich
opowiadań biblijnych chyba właśnie Rt, w większym stopniu niż wkład Jahwisty
346
R. E. Friedman, Who Wrote the Bible?, wyd. cyt., s. 86.
480
Biblia Hebrajczyków
tym spod prawa wyrzutkiem, którego strona neutralna w wojnie może wydać dla
swojej korzyści w ręce jego wrogów. Autor opowieści z Sdz nie rozwodzi się
nad motywami Jael. Na ten temat możemy jedynie spekulować. W jej postępowaniu
trudno doszukać się innych motywów niż chęć zaskarbienia sobie łaski zwycięzców.
Czyn Judyty jest bohaterski, natomiast czyn Jael jest podły i jego gloryfikacja
w Pieśni Debory jest przejawem tzw. moralności Kalego.
3. Na zakończenie omawiania Księgi Judyty warto zatrzymać się na chwilę
na jeszcze jednym temacie. Jeśli doszukiwanie się „pochwały stanu wdowiego”
w Księdze Rut – tak jak to czynią autorzy wstępu do niej w BT – jest bezzasadne, to
niewątpliwie mamy z tą ideą do czynienia w Jdt. Jest to motyw niespotykany w literaturze
starotestamentowej, gdzie nikt nie zaleca wdowie dożywotniego celibatu.
Judyta jest młodą, piękną (no i bogatą) wdową. Ten jej „stan cywilny” odgrywa
istotną rolę w opowieści. Dziewica – a więc w warunkach ówczesnego społeczeństwa
z reguły młodziutka dziewczyna – nie mogłaby się chyba cieszyć takim prestiżem,
jaki by jej pozwalał na wzywanie „na dywanik” do swojego domu członków
starszyzny miejskiej. Kobiety dojrzałe, mężatki o znacznym prestiżu społecznym
znane są z przekazów starotestamentowych, począwszy od legendarnej Debory,
po zapewne realną „prorokinię” Chuldę, która swoim autorytetem wsparła reformę
religijną króla Jozjasza (2Krn 34: 20–28). Z reguły jednak taką wolnością działania,
jaka przysługiwała Judycie, cieszyć się chyba mogła jedynie zamożna wdowa.
Być może z takich właśnie względów życiowych pozostawanie na stałe w stanie
wdowim odpowiadało pewnym kobietom. Jednakże autor Jdt podsuwa nam inne
zapatrywanie na tę sprawę. Niewstąpienie w powtórny związek małżeński nawet
w przypadku bezdzietności jest, jak widać, w jego przekonaniu, jest przejawem
cnoty. (Później pewne wyznania chrześcijańskie odnosić się będą do powtórnych
związków małżeńskich z dezaprobatą, nawet jeśli nie ich zabraniają.)
Spotykamy się tu po raz pierwszy w Biblii z apologią pewnej odmiany celibatu
– a więc z pewną deprecjacją seksu. Idea ta, jak wiadomo, uzyska pełną ekspresję
dopiero na gruncie chrześcijaństwa. Nie ma jednak w opowieści o Judycie apologii
dożywotniego dziewictwa. Dla statusu i prestiżu bohaterki istotne znaczenie
ma to, że jest ona wdową.
48
Wstęp
M. Buber w książce Mojżesz 48 , usprawiedliwiając nakazane rzekomo przez
Boga wytrzebienie narodu Amalekitów, oświadcza, że nie zasługuje na życie plemię,
które napada na bezbronnego przeciwnika. Jak się jednak zdaje, na szczęście
nie domaga się zastosowania tej zasady np. do narodu niemieckiego en masse.
Przykłady „otorbienia” można mnożyć.
8. Szereg światłych współczesnych adoratorów Pisma Świętego radzi sobie
z zawartymi w nim przekazami, które są dla nich w zwykłym odczytaniu nieakceptowane,
przechodząc na stanowisko metaforyzmu. Według tej doktryny w swoim
przesłaniu do ludzkości w postaci Biblii Bóg częstokroć posługiwał się metaforami.
Ich rozpoznanie oraz właściwe rozszyfrowanie usuwać ma wskazane powyżej
trudności akceptacji. Aby tego dokonać, należy posiadać wiedzę, którą przynosi
współczesna nauka, oraz świadomość tego, że w księgach natchnionych przez Boga
nie mogą znajdować się rzeczy obrażające nieodznaczający się prymitywizmem
zmysł moralny.
Metaforyzm najczęściej jest stosowany jako sposób pogodzenia przekazów biblijnych
z danymi współczesnej nauki empirycznej. Metaforyczny okazuje się
więc, przede wszystkim, biblijny opis kosmogenezy oraz antropogenezy. Metaforyczne
okazują się jednak, jak wspomniałam, również przekazy niepokojące moralnie
przy zwykłym ich odczytaniu, takie jak doniosły w percepcji czcicieli Boga
Biblii przekaz o kuszeniu Abrahama przez Boga „rzekomo” domagającego się
od niego złożenia w ofierze własnego syna i okazującego łaskę w nagrodę za to, że
ojciec bez szemrania i nawet bez błagań przystąpił do wypełnienia danego mu rozkazu
(por. mój szkic „Ofiarowanie Izaaka…”, a zwłaszcza omówienie wkładu
profesora Grzegorczyka do dyskusji nad właściwym sensem biblijnego przekazu).
Metaforyzm nie jest skuteczną metodą radzenia sobie z moralnie bulwersującymi
przekazami. W pewnych wypadkach konieczność odczytania literalnego jest
aż nadto oczywista. Jaka metafora kryje się w wydanym według pisarza biblijnego
przez Boga rozkazie zabijania czarownic? (Jak ludzie wierzący radzą sobie z tym,
że Bóg będący „miłością” dopuścił do tego, aby w jego imieniu głoszono przez
wieki taki nakaz i stosowano się do niego?)
Metaforyści nie zdają sobie widocznie sprawy z kłopotu, jaki sprawiają teodycei.
Według ich teorii Bóg przemawia do ludzi żyjących tysiące lat po obwieszczeniu
jego enuncjacji i zdolnych do pojmowania ich sensu z powodu posiadania wiedzy
nabytej niezależnie od tych enuncjacji. Ludzkich zaś spisywaczy jego enuncjacji,
działających pod wpływem „natchnienia”, traktuje najzupełniej instrumentalnie,
każąc im wypisywać teksty, których prawdziwego znaczenia nie rozumieją.
Obojętnie też odnosi się do tego, że znaczenia tego nie uchwycą mnogie pokolenia
48
Cyklady, Warszawa 1998.
Biblia kłamców
447
udziałem całej ludzkości, jak i niesprzeczny z nim nurt polegający na uznawaniu,
że poza „narodem wybranym” również nie brakuje ludzi „sprawiedliwych”, którym
Jahwe sprzyja bez obciążania ich obowiązkiem przestrzegania rozlicznych tabu
wiążących wyłącznie „naród wybrany”. Koncepcja Boga „sprawiedliwego”, którego
„sprawiedliwość” przejawia się w okrutnym punitywizmie, m.in. w karaniu
dotkliwymi klęskami wspólnoty za grzechy jednostek i wnuków za grzechy dziadów
– ściera się i przez wieki poszukuje nieosiągalnej syntezy z koncepcją Boga
„bogatego w miłosierdzie” 307 , gotowego przebaczać skruszonym grzesznikom. Rytualizm
ściera się z przekonaniem, że prawdziwa pobożność przejawia się w praktykowaniu
„miłości bliźniego” znajdującej wyraz we wspomaganiu słabych i wydziedziczonych.
Analizą charakteru i ścierania się rozmaitych nurtów teologicznych i moralnych
w wielowiekowej historii judaizmu nie mogę się w zasadzie w tym zbiorze zajmować.
Szkic niniejszy zakończę odnotowaniem, za Friedmanem 308 , dwu zagadek,
przed którymi stawia nas zakończenie „historii deuteronomistycznej” w ST 309 .
„Cyrus pozwolił Żydom na powrót do Judei... Pozwolił im odbudować... ich świątynię.
Zwrócone zostały zrabowane przez Babilończyków drogocenne przedmioty
używane do kultu w Świątyni – z jednym wszakże wyjątkiem, mianowicie Arki.
Z jakiegoś powodu źródła biblijne nie mówią, co się stało z Arką, w której [według
Księgi Wyjścia – H. E.] przechowywane były tablice z tekstem Dekalogu.
Światła na tę sprawę nie rzuca również archeologia. Zniknięcie Arki jest jedną
z dwu wielkich tajemnic tego okresu i jest to jedna z największych tajemnic związanych
z Biblią. Nie ma przekazu mówiącego że Arka została zrabowana albo
zniszczona, albo ukryta. Nie ma też nawet wzmianki, która by stwierdzała, że podczas
rabunku Świątyni Arka znikła i nie wiadomo, gdzie jest obecnie. Najważniejszy,
z punktu widzenia Biblii przedmiot na tym świecie po prostu znika z kart historii.
Czy Arka istniała?... Księgi «Królów» i «Kronik» stwierdzają explicite, że została
ona umieszczona w komorze wewnętrznej (Świętym Świętych) Świątyni w dniu
poświęcenia jej przez Salomona. Nie ma jednak żadnej późniejszej dotyczącej jej
wzmianki... Repatrianci odbudowali Świątynię, ale ta druga świątynia nie zawierała
ani Arki, ani złotych cherubów, które miały rozpościerać nad nią skrzydła. Święte
Świętych Drugiej Świątyni widocznie było pustą komorą...
Drugą wielką tajemnicą dotycząca tej epoki jest zniknięcie dynastii dawidiańskiej.
Według ksiąg «Ezry» i «Nehemiasza» przywódcami repatriantów byli mężo-
308
R. E. Friedman, Who Wrote the Bible?, wyd. cyt.
309
O pierwszej była już mowa w szkicu „Biblia okrutników”, s. 375.
236
Biblia Hebrajczyków
jakiegoś narodu lub organizmu państwowego częstokroć inicjowało postanowienie
władcy kierującego się z reguły określonymi motywami politycznymi, np. presją
potęg ościennych, i nadto, być może, potrzebami wdrożenia sprawnej administracji
przy pomocy odpowiednio wykształconego kleru; oraz w tym, że zanim
chrystianizacja została przez odnośne społeczeństwo zinternalizowana, była z reguły
wdrażana siłą, bynajmniej niewzdragająca się przed okrucieństwem 13 . Ewangelizacja
zaś musi być wewnętrzną przemianą, nieraz głębokim przełomem w życiu
duchowym jednostek, i dlatego chrystianizacja jakiegoś kraju z natury rzeczy
nie może natychmiast – a właściwie sama przez się po prostu nie może – mieć
za swój skutek autentycznego jej upowszechnienia. Nie negując rozmaitych istotnych
pożytków, m.in. cywilizacyjnych, jakie chrystianizacja częstokroć przynosiła
poddawanym jej narodom; nie negując tego, że w odpowiednich okolicznościach,
pod pewnymi względami chrystianizacja przyczyniała się do upowszechnienia
wśród ludzi w danym społeczeństwie jakichś elementów etosu ewangelicznego,
stwierdzić się musi, bez rozwodzenia się nad tym dobrze znanym tematem, że
etos autentycznie przeważający w chrześcijańskiej Europie był przez wieki nacechowany
wielorako przejawiającym się okrucieństwem, nietolerancją, pychą i nienawiścią
w stosunku do innych narodów oraz innowierców. „Naród [według ST]
wybrany” z pewnością więc nie spełnił rzekomego swojego przeznaczenia, polegającego
na przygotowaniu zrazu samego siebie do przyjęcia etosu ewangelicznego,
a z kolei do skutecznego rozpowszechniania go pośród innych narodów.
Odpowiedź współczesnego judaizmu, przynajmniej w jego humanistycznej,
nieksenofobicznej wersji, na pytanie o istotę „wybraństwa” analogiczna jest
do chrześcijańskiej, jako że również jest odpowiedzią, w której usiłuje się połączyć
ideę wybraństwa z uniwersalizmem religijnym. Wyróżniony status „synów Izraela”
znów polegać by miał na niesieniu pośród ludów kagańca religijno-moralnej
oświaty: na szerzeniu monoteizmu, na zapoznawaniu ludów ze wzniosłym starotestamentowym
etosem. Doktryna ta znajduje wyraz np. w dumie ze sprezentowania
ludzkości Dekalogu, niezmiernie gloryfikowanego przez żydów i chrześcijan,
mimo że w swej autentycznej postaci jest to tekst etnocentryczny i pod wieloma
względami zbyt archaiczny po temu, aby mógł być podstawą współczesnego humanistycznego
etosu, a nadto jest to tekst wtórny wobec innych analogicznych dokumentów
bliskowschodnich 14 .
Znów, oczywiście, nasuwa się pytanie, dlaczego, jeśli rzeczywistym (po dziś
dzień zresztą w przekonaniu ludzi wierzących nie spełnionym) celem Boga miało
13
Por. hasło „Chrzest Polski”, w: Religia, Encyklopedia PWN, wyd. cyt.
14
Wypowiedziałam się na ten temat pokrótce w swym głosie w dyskusji na temat „Kościół
i niewierzący”, opublikowanej w „Znaku” (grudzień 2001). Obszerniejszą analizą Dekalogu zajmuję
się w aneksie „Korpus prawny Czteroksięgu” do szkicu „Księga okrutników”.
698
Indeks cytowanych autorów
Hartle J. 156–157, 158, 160–161
Hawking S. 142, 143, 149, 156–158,
160–161
Heller M. 83, 126, 134–136, 143, 147, 149,
151, 152, 156, 159–160, 161–162
Hen J. 96
Herling-Grudziński G. 285, 291, 295, 297
Heym S. 404
Hołdys A. 124
Hoyle 141, 142
Hryniewicz W. 68, 291, 587, 590, 610, 631,
633
Hubble E 140–141
Hugget N. 116
Hume D. 19, 102
Isham Ch. 116
Iwaszkiewicz J. 280
Jakubiec C. 50
Jan Paweł II 63, 100, 209, 663
Jedlicki J. 54
Jerzmanowski A. 133, 137
Jewitt D. 112
Jodkowski K. 125–126, 131, 135–136
Johnson P. E. 125, 135–136
Józef Flawiusz 537–8, 602
Justyn 558
Kane G. 22, 145
Kaźmierczakowie, E. oraz J. 218
Kenney R. 138
Kepler J. 76–77
Kierkegaard S. 265, 280, 281, 284–285,
290, 295, 596
Kleyna J. 112
Kloppenborg J. S. 544
Kołakowski L. 25, 286
Kotarbiński T. 19, 215
Kracik J. 590
Krajewski S. 279
Kraszewski K. 87–88
Küng H. 562
LaCocque A. 487, 493
Lapide P. 550
Laplace J.-S. 185
Leibniz G. 163, 166–167, 171–174
Leske A. 554
Leśmian B. 25, 91, 119
Linde A. 111, 146–147, 150–151
Lizut M. 688
Lockwood M. 154, 158
Lothring G. 297
Lustiger J. M. 44, 99, 558, 563, 580, 611, 639
Luter M. 667
Łukasiewicz J. 17
Maier G. 421–422, 426, 454, 665
Majewski J. 590
Maliński M. 554, 582, 611
Marcjon 558
Marks K. 33
McMullin E. 160
Mikołajewski J. 598
Mikołejko Z. 68, 74–75, 195, 633
Merini A. 598
Muser G. 152
Newton I. 76
Noweli I. 482, 485
O’Brien M. 456
Ockham W. 21, 143
Oersted H. Ch. 36
Ogonowski Z. 555–556
Oko D. 260
Okure T. 553, 592, 620, 621
Pagán S. 500–502
Parmenides 157
Patai R. 247, 454
Paweł św. 184, 289, 543, 562–565, 569, 570,
571, 581, 584, 615, 626, 638, 653,
681–682
Pawlicki A. 665
Pecaric S. 260, 265, 274, 274, 287–289, 322,
358–359
Penrose R. 149
Pieronek T. 587, 695
308
Biblia Hebrajczyków
Czy istnieją ogólne normy moralne, których prawomocność ma charakter
obiektywny? Czym by była taka obiektywna prawomocność? Czy w razie, jeśliby
nie była tożsama z prawdziwością prawdziwych sądów opisowych (tzn. sądów nie
wartościujących, ale tylko stwierdzających zachodzenie jakichś stanów rzeczy), to
byłaby czymś do tej prawdziwości jakoś analogicznym? Jeśli tak, to do prawdziwości
jakich sądów opisowych byłaby analogiczna? Załóżmy, że prawdziwe jest Newtona
prawo grawitacji. Również przy tym założeniu jest to prawda przygodna. Nie
przysługuje jej żadna oczywistość ani wywodliwość z prawd oczywistych; nie jest
ona nieodparta dla umysłu. Myśliciel wierzący w osobowego Boga, stwórcę świata
– nazwijmy go myślicielem religijnym – powie przeto zapewne, że prawdziwość
tego sądu ma swe źródło w arbitralnym postanowieniu Boga. To prawda, że tzw.
słaba zasada antropiczna głosi, że bardzo subtelne dostosowanie do siebie prawidłowości
przyrody stanowi warunek niezbędny (przez nasz wszechświat spełniony)
po temu, aby we wszechświecie mogło się rozwinąć i trwać życie, w szczególności
zaś życie istot rozumnych. Cóż z tego, skoro przecież według naszego myśliciela
religijnego istnienie takich jak my, tzn. „wcielonych” w obiekty materialne,
indywiduów rozumnych też jest wynikiem arbitralnego postanowienia Boga. Jeśli
inna byłaby jego wola, nie istniałby żaden wszechświat albo istniałby wszechświat
niezdolny do bycia siedliskiem istot żywych i rozumnych. Istoty rozumne oprócz
Boga mogłyby albo nie istnieć, albo być niewcielonymi w materię intelektami.
Co więcej, zdaniem naszego religijnego myśliciela, ponieważ prawdziwość
prawa grawitacji ma swe źródło w arbitralnym postanowieniu Boga, Bóg mocen
jest stwarzać wszechświaty, w których nie byłoby grawitacji. (Może stwarza on takie
wszechświaty.) Bóg może też aktem swej suwerennej woli sprawić, że od jutra
wszystkie ciała w naszym wszechświecie podlegać będą prawidłowości odmiennej,
np. takiej, że przyciąganie grawitacyjne pomiędzy nimi ustawać będzie
na pewnej skończonej odległości. Może też Bóg aktem swej suwerennej woli stworzyć
np. jedyne we wszechświecie ciało nieprzyciągające ani nieodpychające grawitacyjnie
żadnych innych i przez żadne inne ciała grawitacyjnie nieprzyciągane
ani nieodpychane.
Innego rodzaju charakter przypisuje się zazwyczaj prawdziwości sądu, że
dwójka jest jedyną parzystą liczbą pierwszą. Jest to prawda konieczna i mało który
myśliciel religijny zgodzi się przyjąć tezę, że Bóg, gdyby zechciał, mógłby stworzyć
rzeczywistość, w której by sądowi temu nie przysługiwała prawdziwość. Dla
większości myślicieli religijnych teza taka byłaby tak samo absurdalna, jak teza, że
Bóg mógłby stworzyć rzeczywistość, w której by on sam nigdy nie istniał. Jest to
więc sąd, którego prawdziwość według tych myślicieli nie zależy od arbitralnego
postanowienia Boga.
Problemem, który rozważyć musi myśliciel religijny opowiadający się za tezą,
że normom moralnym przysługuje obiektywna prawomocność, jest, czy ta obiek-
38
Wstęp
danie zjawisk religijnych, a także badanie wpływu Biblii na ewolucję społeczeństw
naszego kręgu kulturowego. Autor wskazanego hasła za dział naukowych studiów
nad Biblią widocznie też uważa „teologię biblijną”. Czytelnika niniejszej pracy nie
zdziwi, że nie uważam teologii za dyscyplinę naukową. Nie jest działem nauki dyskurs,
w którym wychodzi się od uznania pewnych tez za nieomylne, w żadnych warunkach
niepodlegające niezależnemu sprawdzeniu, i stanowiące jedynie przedmiot
egzegezy i potwierdzeń dopełniających skądinąd samowystarczalną wiarę 31 .
Natomiast teologia, jak każdy system poglądów, w jego ewolucji i w występujących
na jego terenie dysputach, stanowi przedmiot badania naukowego.
Otóż nie jestem specjalistą w zakresie którejkolwiek z wymienionych powyżej
dyscyplin naukowych. Podczas pisania tych szkiców przeczytałam pewną liczbę
prac z zakresu naukowych badań nad Biblią 32 . Niewątpliwie nie pozostało to bez
wpływu na mój sposób odczytywania utworów biblijnych. Niemniej jednak, odczytywanie
to pozostało w znacznej mierze „naiwne”, „bezpośrednie”. Obcowałam
z Biblią jak czytelnik po raz pierwszy biorący ją do ręki i przy tym nieindoktrynowany
ani przez jakąś wiarę religijną, ani przez naukowe egzegezy treści jej przekazów.
Tego dyletantyzmu bynajmniej się nie wstydzę. Stanowi on swoistość, a w moich
oczach nawet zaletę niniejszego zbioru. Jak Gilgamesz, jak Iliada i Odyseja
oraz tragedie Sofoklesa, jak Mahabharata, tylko w jeszcze większym stopniu Biblia
należy do literackich filarów naszej kultury. Tak samo jak się ma rzecz z owymi
innymi dziełami, czytanie jej i refleksja nad nią nie powinny być monopolem
przedstawicieli odpowiednich działów nauki. Każdy ma prawo do obcowania z tymi
utworami na własną rękę, do fascynacji nimi, do przeżywania wzbudzanych
przez nie doznań estetycznych, do inspirowania się zrodzonymi przez nie refleksjami
egzystencjalnymi i moralnymi. Również do usiłowania wzbudzenia dla
tych swoich doznań i refleksji oddźwięku w umysłach innych ludzi.
Ponieważ jestem ateistką, mój stosunek do Biblii jest pod pewnymi względami
taki sam jak do innych wymienionych powyżej utworów. A jednak pod pewnym
względem jest on inny. Niektórzy spośród moich przyjaciół czynią mi z tego zarzut.
Upatrują w moim stosunku do przekazów biblijnych rys naiwności, by nie rzec barbarzyństwa.
Polegać to ma na braku emocjonalnego i moralnego dystansu w stosunku
do tekstów, którymi się zajmuję: na przykładaniu do ich autorów, ich fabuł
i dochodzących w nich do głosu koncepcji teologicznych i moralnych miary współczesnego
humanizmu w uznawanej przeze mnie jego odmianie. To, naturalnie,
częstokroć prowadzi do surowej krytyki oferowanych tam przekazów. „Nie masz
31
Krytykę uroszczeń teologii do naukowości zawiera Jan Woleński Granice niewiary,
wyd. cyt.
32
Cytuję szereg tych prac w moich szkicach.
Biblia kłamców
433
Biblia w dwu przylegających do siebie rozdziałach zawiera dwa sprzeczne
przekazy o śmierci Saula. Według 1Sm 31: 1–5 „Filistyni rozpoczęli natarcie
na Saula i jego synów, zabijając Jonatana, Abinadaba i Malkiszuę.... W końcu walka
srożyła się tylko wokół Saula... Wytropili go łucznicy... I odezwał się Saul do swojego
giermka: «Dobądź miecza i przebij mnie nim, ażeby nie przyszli ci nieobrzezańcy,
nie przebili mnie sami i nie naigrawali się ze mnie». Lecz giermek nie chciał
tego uczynić, gdyż bardzo się bał [widocznie naruszenia nietykalności cielesnej
pomazańca]. Saul więc dobył miecza i sam rzucił się na niego. Gdy giermek zobaczył,
że Saul umarł, sam też rzucił się na swój miecz i umarł wraz z nim”.
Natomiast w 2Sm 1: 1 i nn. czytamy: „Po śmierci Saula, po swoim zwycięstwie
nad Amalekitami wrócił Dawid i zatrzymał się... w Siklag. Na trzeci dzień przybył
jakiś człowiek... Odzienie miał podarte, a głowę posypaną ziemią. Podszedłszy
do Dawida padł na twarz i oddał mu pokłon... [Na pytanie Dawida oświadczył]:
«Ocalałem z izraelskiego obozu... Przypadek zrządził, że znalazłem się na górze
Gilboa i właśnie Saul stał oparty na swojej włóczni, gdy tymczasem zbliżały się rydwany
i jeźdźcy. Rozejrzał się i spostrzegłszy mnie przywołał do siebie... Zapytał:
«Kim jesteś?». Odrzekłem: «Jestem Amalekitą». [To dziwne znalezienie się Amalekity
„przypadkiem” na terenie bitwy Izraelczyków z Filistynami i ufność, z jaką
według dalszego ciągu opowieści zwraca się do niego Saul, widocznie ma zapobiec
podejrzeniu, że królobójstwa dopuścił się jakiś Izraelczyk.]... Saul rzekł mi: «Podejdź
proszę i dobij mnie, gdyż czuję bóle 291 , chociaż jest we mnie życie». Podszedłem
więc i dobiłem go, bo widziałem, że nie będzie żył.. Potem zabrałem jego diadem
i naramiennik. Przynoszę to mojemu panu».
Dawid rozdarł swe szaty. Tak też uczynili wszyscy mężowie, którzy z nim byli.
Potem lamentowali i płakali i pościli aż do wieczora, ponieważ padli od miecza
Saul i Jonatan oraz z powodu ludu Pańskiego i domu Izraela [który w ten sposób
poniósł ogromną stratę]...
Powiedział Dawid do młodzieńca, który przyniósł te wieści: «Jak to? Nie bałeś
się podnieść ręki na pomazańca Pańskiego?» Dawid wezwał jednego ze swych ludzi
i wydał rozkaz: «Podejdź i przebij go!». Ten zadał mu cios śmiertelny. Dawid zaś
wołał: «Odpowiedzialność za twoją krew spada na twoją własną głowę. Usta twe wydały
o tobie świadectwo, gdy mówiłeś: ‘Ja zabiłem pomazańca Pańskiego’»”.
Tak więc młodzieniec, który ufnie przybywa do Dawida zostaje stracony, ponieważ
naruszył tabu nietykalności cielesnej pomazańca. Zostaje stracony za to,
że spełniając wyrażoną explicite prośbę Saula wyzwolił go do strachu, iż niezdolny
do walki dostanie się żywcem w ręce wrogów, którzy będą się nad nim
znęcać i poniżać go. Z jakimże poczuciem zdrady musiał ten młodzieniec umierać!
291
Poprawione wg R. E. Friedman, Księga ukryta w Biblii, wyd. cyt. – H. E.
203
Mity początków ludzkości.
„Po konfiskacie nakład drugi”
Kainowie
1. W szkicu tym omawiam część Rdz od rozdziału 4 do 11: 10 (gdzie twórcy
ST 180 porzucają uniwersalistyczne zainteresowanie ludzkością w jej stosunku
do uniwersalistycznie przeto pojmowanego Boga, aby się odtąd z trybalistyczną
wyłącznością skoncentrować na „patriarchach Izraela” począwszy od ich popotopowych
antenatów – i gdzie, odpowiednio, Bogu, w poprzednich fragmentach
Biblii konceptualizowanemu jako stwórca świata, opiekun i sędzia ludzkości, narzucają
charakter bóstwa plemiennego).
W interesującej mnie tu części Kanonu nader wyraźnie dochodzą do głosu
dwie (wspomniane we „Wstępie”) skłócone ze sobą wzajem tendencje jego twórców.
Jedną jest dążność do uszanowania i połączenia w całość odmiennych i częściowo
przeczących sobie wzajem tradycji, w szczególności do spojenia nieprzystających
do siebie dubletów. Niekiedy twórcy Biblii czynią to, rozcinając odpowiednie
odziedziczone opowieści na małe fragmenty, rzec można „paski”, i mechanicznie
„sklejając” owe „paski” ze sobą. Tak sobie poczynając z odziedziczonymi
tekstami, okazują się uderzająco niedbali o zadośćuczynienie wymogowi
niesprzeczności. W istocie uzyskują rezultaty szokujące niekiedy jego naruszeniem.
Dobrze znanym tego przykładem jest przekaz o przebiegu potopu, czym
się w tym szkicu zajmę pokrótce (gdyż nie reportaż z przebiegu potopu, ale inne
aspekty tego mitu są dla mnie interesujące). W innych wypadkach „sklejają”, jeden
po drugim, fragmenty odziedziczonych opowieści, niewiążące się w niesprzeczną
i nie ziejącą zagadkowymi lukami narrację. Przykładem jest przekaz
„o Kainie”, którym się tu właśnie niebawem zajmę. Tendencją drugą jest wyeliminowanie
z pamięci zbiorowej takich przekazów lub ich części, które pozostają
w sprzeczności z teologią twórców Kanonu. W wyniku usiłowań łącznego zadośćuczynienia
obu tym tendencjom z niektórych opowieści odziedziczonych przez
180
Jak to omawiam w „Biblii Hebrajczyków”.
252
Biblia Hebrajczyków
ludzi przybyło tam z krajów, które były dla nich krainami grobów i w znacznej mierze
krainami, w których doznali obojętności na swój los i niekiedy wręcz zdrady
„sąsiadów”. Ludzie ci przybywali w poszukiwaniu przystani życiowej, gdzie by mogli
czuć się „wśród swoich” i dzięki temu uleczyć traumę Zagłady, odzyskać równowagę
psychiczną, zacząć nowe życie.
Poparcie powstania państwa Izrael było najłatwiejszą, cudzym kosztem przez
społeczności naszego kręgu kulturowego wypłaconą rekompensatą za przewiny
wielowiekowego antysemityzmu i za niesamowitość Zagłady oraz towarzyszących
jej zjawisk.
Zniesienie lub ograniczenie w wielu państwach naszego kręgu kulturowego
prawnej dyskryminacji Żydów wzbudziło w XIX i XX wieku wśród najbardziej
oświeconych odłamów tej ludności aspirację, popieraną również przez najbardziej
oświecone odłamy ludności, wśród której Żydzi żyli, do możliwie pełnej, gospodarczej,
politycznej, kulturowej integracji z odnośnymi narodami. Jak to naturalne
w wypadku mniejszości, mogły się w warunkach nieistnienia nie tylko prawnej, ale
i faktycznej dyskryminacji realizować różne typy i różne stopnie owej integracji.
Jednostki, które nie doznawały przeszkody ze strony swego religijnego lub silnego
etnicznego zaangażowania, aspirowały po prostu do wtopienia się w naród-gospodarza.
W asymilacji jednostek do obcego narodu nie ma nic zdrożnego, jeżeli
nie dokonuje się to chyłkiem, z próbą zaparcia się przez jednostkę swego pochodzenia,
jeżeli nie jest to próba odcięcia się od narodowości walczącej z dyskryminacją
albo nawet przyłączenia się, dla własnego kamuflażu, do ataków na nią, jeżeli
nie łączy się to z deprecjacją wszystkiego, co wartościowe, w tradycji owej narodowości.
Co więcej, żadna grupa etniczna odznaczająca się jakąś, np. kulturową
lub religijną, swoistością nie ma „obowiązku” trwania, jeżeli w jej łonie bez godnych
napiętnowania nacisków zewnętrznych zachodzą procesy asymilacyjne, co
zazwyczaj bywa dość długim, wielopokoleniowym procesem.
Inni Żydzi pragnęli być i przy odpowiedniej polityce mogli się stać zachowującą
wiele ze swej odrębności mniejszością religijną i kulturową, dorównującą patriotyzmem
dominującej etnicznie i religijnie ludności. Inni, najmniej podatni
na asymilację, mogli w zupełnej lojalności względem kraju-gospodarza przebywać
w dobrowolnej quasi-izolacji od reszty społeczeństwa, tak jak amisze (jest to konserwatywny
pod wieloma względami odłam chrześcijaństwa) we współczesnej
Ameryce.
Historia diaspory żydowskiej, historia stosunków gospodarczych Żydów
z ludnością krajów ich zamieszkania, typ uprawianej w diasporze kultury sprawiały,
że Żydzi aspirujący do integracji nie przychodzili do narodów, z którymi
chcieli się połączyć, bez materialnego i duchowego „posagu”. Mieli wielki, nieraz
pionierski, udział w rozwoju różnych gałęzi gospodarki w tych krajach, bywali
w życiu tych narodów wybitnymi politykami. Szczególnie zaś znamienny okazał
330
Biblia Hebrajczyków
w świadomości, nie wyciąga z nich żadnych wniosków, nie poddaje intelektualnej
czy moralnej ocenie. Powracam też do przykładu Exodusu, aby go szerzej omówić
z punktu widzenia refleksji moralnej, w szkicu „Biblia okrutników”. Tu mogę jedynie
odesłać czytelnika do powyższych tekstów, ponieważ sprawa ta nie należy
do głównego wątku obecnych rozważań.
Rozdziały 3 i 4 Wj opisują oznajmienie Boga o jego wejrzeniu w los Hebrajczyków
i postanowieniu wyzwolenia ich oraz, z kolei, przysposabianie i ośmielanie
Mojżesza przez Boga do podjęcia jego misji i udzielanie mu instrukcji co do jej wykonywania.
Na początku mamy fascynującą scenę bożej epifanii w postaci Gorejącego Krzewu
– scenę, która zainspirowała wielu pisarzy i malarzy w naszej kulturze. W scenie
tej Bóg również oznajmia Mojżeszowi, i nakazuje oznajmić synom Izraela, swe imię,
mianowicie „Jestem” albo „Jestem, który Jestem”, dając w ten sposób przedmiot
do rozważań teologicznych oraz filozoficznych intelektualistom w naszej kulturze
poprzez wieki. Wreszcie do elementów tego dialogu pomiędzy Jahwe i Mojżeszem
należy usiłowanie Mojżesza uchylenia się od poruczanej mu przez Boga misji,
do której wypełnienia nie czuje się zdolny chociażby z powodu właściwej mu wady
wymowy. Bóg nie uwalnia go od niej, tylko oświadcza, że zarówno pertraktując z faraonem,
jak, przy przekonywaniu swojego ludu będzie on mógł korzystać z pomocy
swojego nieobciążonego taką przypadłością starszego brata Aarona. W ten sposób
Kapłan inauguruje chwalebną mityczną prehistorię kapłańskiego klanu Aaronidów.
Dzięki interpolacjom Kapłana do jahwistycznego i elohistycznego tekstu Aaron okazuje
się nieodzownym pomocnikiem Mojżesza, jego alter ego, niejednokrotnie wraz
z nim zaszczycanym alokucjami Pana. Jego poważne uchybienia opisane przez Elohistę
są mu darowywane, chociaż „Pan” nie odnosi się równie pobłażliwie do jego
współwinowajców. Z kolei już na pustyni w odnośnym dramatycznym epizodzie (Lb
25: 7–8) o popadnięciu Izraela w herezję i wymierzonej za to przez Jahwe karze
wnuk Aarona okazuje się gorliwszy w służbie „Pana” od biernie zachowujących się
potomków Mojżesza, wskutek czego przywilej kapłański przyznany zostaje Aaronidom.
R. E. Friedman w cytowanej pracy Who Wrote the Bible? nader ciekawie ujawnia
w Biblii ślady rywalizacji pomiędzy Aaronidami a odsuniętym przez nich
od wpływu klanem pretendującym do pochodzenia od Mojżesza. I ten jednak temat
nie należy do moich zainteresowań w obrębie niniejszego tekstu.
Istotna natomiast jest tu konstrukcja początkowej partii opowieści o Exodusie.
Po zakończeniu epizodu z Krzewem Gorejącym Mojżesz powraca do swojego
domu na wygnaniu midianickim. Tam (Wj 4: 19–23) niebawem otrzymuje zawiadomienie
od „Pana” (tym razem bez jakiejś fascynującej optycznej epifanii?), że czas
już, aby udał się do Egiptu w celu rozpoczęcia swojej misji. Odebrawszy ten
rozkaz, Mojżesz wyrusza z żoną i synami w drogę i podczas tej podróży otrzymuje
powtórnie instrukcje dotyczące tego, jak się ma w Egipcie zachować. Zarazem
50
Wstęp
VI
9. Na zakończenie Wstępu zajmę się sprawą fundamentalizmu.
Fundamentalizm w stosunku do jakiegoś tekstu czy tekstów – np. w stosunku
do ksiąg kanonicznych jakiejś religii – polega na uznawaniu jakichś sądów o charakterze
opisowym i/albo aksjologicznym za niepodlegające krytyce wobec tego,
że są one w mniemaniu danego fundamentalisty autoryzowane (niekoniecznie
w sposób dla innych odbiorców bezsporny) explicite albo implicite przez ów tekst
albo zbiór tekstów. Terminem powyższym będę się w tym szkicu posługiwała, mając
na myśli wyłącznie fundamentalizm, dla którego owym autoryzującym „fundamentem”
jest Biblia. Nie będę więc musiała za każdym razem tego zaznaczać.
Pozwolę też sobie wprowadzić termin „hiperfundamentalizm”. Z nim ma się
do czynienia, kiedy dany fundamentalista przyznaje, że jakieś sądy w jego
mniemaniu niepodważalne nie są „bezpośrednio” autoryzowane przez odnośny
„fundamentalny” tekst czy teksty, ale przypisuje im status niepodważalności,
ponieważ są one autoryzowane przez instytucję, której nieomylność jest, jego
zdaniem, poświadczona przez ów tekst kanoniczny. Są więc one w jego mniemaniu
usankcjonowane przez tradycję, ale tradycję wyselekcjonowaną
i usankcjonowaną przez odnośną instytucję.
Chociaż istnieją również obecnie w naszej kulturze fundamentaliści totalni,
dla których wszelki sąd ich zdaniem autoryzowany przez Biblię jest nieomylny, to
wśród znacznej liczby wyznawców Boga Biblii przeważa, na skutek współczesnego
stanowiska kościołów, takich jak katolicki, fundamentalizm wybiórczy. Znamienne
są tu sformułowania ks. Czesława Jakubca z Wprowadzenia w lekturę Pisma
Świętego: „[B]łędne byłoby mniemanie, że skoro Pismo św. jest słowem Bożym,
to cała treść tego słowa Bożego musi być szczególnie wzniosła… Skoro Bóg
do sporządzenia ksiąg św. posłużył się pisarzami starożytnymi, a zatem ich pojęciami
i myślami, słowem ich umysłowością, to nic dziwnego, że w tych księgach są
poglądy przyrodnicze, jakie istniały w starożytności, i że opis wydarzeń historycznych
ma wspólne cechy z utworami dziejopisarzy starożytnych. Toteż nie da się
zaprzeczyć, że w Piśmie św. są poglądy przyrodnicze, moralne, a nawet religijne,
z którymi trudno się dziś zgodzić, i że są opisy historyczne, które dziś mogą budzić
zastrzeżenia…. Z wyjątkiem Ewangelii, które są wiernym odtworzeniem nauki
Chrystusa i faktów wiążących się z Jego dziełem, treść Pisma św. ma bardzo ludzki
charakter… [Według] Konstytucji drugiego Soboru Watykańskiego «Księgi Pisma
Świętego wiernie i bez błędu podają prawdę, jaka z woli Bożej miała być przez
Pismo św. utrwalona dla naszego zbawienia»” 50 .
50
BP, Stary Testament, t. 1, s. XIV–XV. W powyższym cytacie nieco zmieniono kolejność zdań.
Kursywa pochodzi ode mnie. W oryginale cały tekst ks. Jakubca wydrukowany jest kursywą.
506
Biblia Hebrajczyków
ne srebro [mające być zrabowane żydom? – H. E.] i lud ten, abyś uczynił z nim to,
co wydaje ci się słuszne»... Potem wysłano listy przez gońców do wszystkich
państw króla, aby wygubić... wszystkich żydów od chłopca do starca, dzieci i kobiety
w tym samym dniu, to jest w dniu trzynastym miesiąca... Adar, a majątek ich
skonfiskować... Ogłoszono wszystkim narodom, aby były gotowe na ten dzień...
Król i Haman siedzieli i pili, miasto zaś Suza było w rozterce” (3: 10–14).
Dekret był więc jawny, dzień zaś wyznaczony przez Hamana zgodnie z wynikiem
losowania na masakrę oddalony był o miesiące od dnia wydania dekretu
(por. 3: 12–13). Judejczycy zostali przeto wcześnie uprzedzeni. „A w każdym państwie,
wszędzie, dokąd doszedł dekret króla... powstał wielki smutek wśród Żydów,
i posty, i płacz, i lament. Wór pokutny i popiół stanowiły posłanie dla wielu” (4: 3).
Mardocheusz również „rozdarł szaty i okrył się worem i popiołem i wyszedł na środek
miasta i lamentował głośno i gorzko”(4: 1).
Z poplątanego tekstu wynikać się zdaje, że Estera zrazu była nieświadoma całej
tej sytuacji i dowiedziała się tylko o dziwnym zachowaniu Mardocheusza, co ją
skłoniło do poszukiwania z nim kontaktu przez zaufane osoby, w celu namówienia
go do porzucenia nieodpowiednich szat. (Nie docieka przy tym, dlaczego oblókł się
w nie.) Mardocheusz powiadamia ją przez jej wysłańca o grożącej Judejczykom
zgubie i domaga się, aby wstawiła się za swoimi rodakami do króla. Estera początkowo
wzdraga się to uczynić, ponieważ usiłowanie zadośćuczynienia poleceniu
Mardocheusza naraziłoby ją, według tego, co głosi opowieść, na śmiertelne niebezpieczeństwo
– a to ze względu na osobliwe porządki panujące na perskim dworze
królewskim. Ktokolwiek bowiem usiłuje dotrzeć do króla chociaż nie był przez
niego wezwany, zostaje zabity, chyba że zdoła dostać się przed oblicze władcy,
a ten (przed dowiedzeniem się, co sprowadza intruza?) wyciągnie nad nimi złote
berło (które widocznie zawsze ma na podorędziu). Nie jest tam więc widocznie
znany obyczaj zwracania się do władcy z prośbą o audiencję za pośrednictwem odpowiednich
sług królewskich. Procedura taka nie ułatwiała królowi uzyskiwania
wiadomości o tym, co dzieje się w jego imperium. Jesteśmy jednak w obrębie bajki,
a więc dajmy spokój tym zdroworozsądkowym uwagom. Ważne jest to, że przepis
powyższy dotyczy również małżonki królewskiej. Estera zaś już od dni trzydziestu
nie była wzywana przed oblicze króla – a to, jak by wynikało z tekstu, nie dlatego,
że popadła w niełaskę, ale że władca w charakterystyczny dla siebie sposób
zapomniał o jej istnieniu. Mardocheusz jednak przekazuje wychowanicy wspomniane
już powyżej w tym tekście naglące polecenie i ostrzeżenie (4: 13–15). Estera
decyduje się zaryzykować życie po przygotowaniu się do tego trzydniowym
postem, którego domaga się również, dla swego wspomożenia, od wszystkich Judejczyków
w Suzie. Po upływie dni postu Estera udaje się do króla. „Znajduje łaskę
w oczach jego” (5: 2), zostaje ułaskawiona wyciągnięciem berła i zaszczycona
pytaniem, co ją sprowadza: „Choćby to była połowa królestwa, będzie ci to dane”
512
Biblia Hebrajczyków
z punktu widzenia twórców Kanonu – co niejednokrotnie czyniono za cenę spójności
lub jasności tekstu. W poprzednich moich szkicach znajdują się przykłady poświadczające,
że to, co znajdujemy w Kanonie, częstokroć reprezentuje „po konfiskacie
nakład drugi” 410 . W pewnych przypadkach korygent nie ingerował, o ile sądzić
można, w tekst utworu, natomiast skutecznie narzucał jego interpretację tym,
co decydowali o zawartości Kanonu. Wystarczyło doprowadzić do uznania zbioru
pieśni erotycznych i weselnych, mianowicie Pieśni nad pieśniami, za mistyczny
utwór, w którym mowa o relacji pomiędzy Jahwe i jego „narodem wybranym” 411 ,
aby ocalić dla nas ten uroczy tekst, podczas gdy utwory niewłączone do Kanonu
miały znikomą szansę dochowania się do potomności. Niejednokrotnie wszakże
celem „uprawomyślnienia” jakiegoś utworu korygent „wzbogacał” go o odpowiednie
wstawki. Zapewne autorowi mów Elihu niewnoszących nic istotnego do dysputy
pomiędzy Hiobem a jego „pocieszycielami” zawdzięczamy ocalenie Księgi Hioba
przed „ukryciem”. Kanoniczność Księga Estery „budziła w kręgach chrześcijańskich
wiele wątpliwości: opowiadanie ma niejasne i powierzchowne znaczenie
religijne; przy tym brak w nim imienia Boga. [Zamieszczony tylko w kanonie katolickim]
tekst grecki [dopełniający, w postaci wstawek, ten pisany po hebrajsku
utwór] zawiera ważne dodatki wprowadzające nie tylko imię Boga, lecz pogłębiające
także religijną wartość księgi” 412 .
Raz przyjęty do Kanonu utwór musiał okazać się „bogobojny” i „prawomyślny”.
Wykazanie, że jest takim „mimo pozorów”, było dziełem egzegetów, którzy
w celu jego dokonania posługiwali się niekiedy (co zilustruję w szkicu niniejszym)
zadziwiającymi chwytami umysłowymi.
Zachodzi pytanie, czy celem „rehabilitacji” zatrącającej herezją Księgi Koheleta
korygent posłużył się jedynie zaopatrzeniem jej w prawomyślny epilog, czy też
ingerował w sam tekst utworu.
Schoors tłumaczy występowanie w Księdze Koheleta sprzeczności „dialektycznym”,
rzec można (Schoors nie używa tego terminu) charakterem zawartych
w nim wywodów. Według niego Kohelet przytacza aforyzmy charakterystyczne
dla bogobojnej literatury mądrościowej po to, by się z kolei im przeciwstawić. Nie
przekonuje mnie ta opinia. Gdyby taka była intencja Koheleta, musiałby on chyba
jakoś wyraźnie rozróżnić zdania wyrażające odrzucane przezeń poglądy obiegowe
od zdań wyrażających wyniki jego własnej refleksji. Musiałby uciekać się do takich
410
Por. podtytuł mojego szkicu „Mity początków ludzkości”, gdzie podaję przykłady takiej
działalności.
411
Wiązało się to z rzuceniem klątwy na tych, co śpiewali pieśni należące do tego zbioru
w „nieodpowiednich” sytuacjach, np. w karczmie.
412
S. Pagán, Księga Estery, wyd. cyt., s. 607.
Glosy do Hymnu Kapłańskiego o stworzeniu świata...
65
będącego według przekazanej nam opowieści zarazem archetypem prozaicznego
gatunku zwierzęcego (protoplastą węży skazanych za jego przewinę na czołganie
się po ziemi i „żywienie się jej prochem”) oraz najprzebieglejszym ze sworzeń,
za którego namową Adam i Ewa, mimochcąc, radykalnie a bezpowrotnie zmieniali
zaplanowany przez Boga ustrój rzeczywistości.
Zanim podejmę główny wątek niniejszych rozważań, zatrzymam się na chwilę
nad niezmiernie interesującym ustępem Hymnu (26–30) poświęconym stworzeniu
ludzkości – chociaż tym, co najważniejszego mam o tym fragmencie do powiedzenia,
zajmę się później. Zacytuję tu odnośny ustęp w całości. Po zapowiedzi stworzenia
„człowieka” na boży „obraz i podobieństwo” Bóg mówi dalej: „Niech panuje
nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią,
i nad wszystkimi zwierzętami poruszającymi się po ziemi”. „Stworzył więc Bóg
– kontynuuje narrator – człowieka na swój obraz i podobieństwo; stworzył mężczyznę
i niewiastę. Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc: «Bądźcie płodni i rozmnażajcie
się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali
nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami
poruszającymi się po ziemi. Oto wam daję wszelką roślinę przynoszącą ziarno...
i wszelkie drzewo, którego owoc ma w sobie nasienie. Dla was będą one pokarmem.
A dla wszelkiego zwierzęcia polnego i dla wszelkiego ptactwa w powietrzu
i dla wszystkiego, co się porusza po ziemi i w czymkolwiek jest dusza żyjąca, będzie
pokarmem wszelka trawa zielona»”.
Jedną z rzeczy godnych uwagi w przytoczonym fragmencie jest to, że mimo
swojego stosunkowego wyrafinowania narrator przypisuje w nim Bogu postać
ludzką, na której modłę ukształtowany zostaje „człowiek”. (Arbitralne jest wszelkie
inne pojmowanie słów „obraz i podobieństwo” najwidoczniej odnoszących się
do kształtu.) Nadto natychmiast dowiadujemy się, że w istocie rzeczy stworzony
został nie „człowiek”, ale para ludzka, mężczyzna i kobieta. Jednakże gatunek
ludzki jest stosunkowo dymorficzny, tzn. istnieje wyraźna różnica w budowie ciała
pomiędzy mężczyznami i kobietami. Jak więc można rozumieć ukształtowanie
każdej z tych istot „na obraz i podobieństwo” Boga? Czy narrator wyobrażał sobie
Boga w postaci androgyna – co by może wyjaśniało zbędność uzupełnienia Boga
Biblii przez bóstwo żeńskie w celu realizacji jego mocy stwórczej? Czy też narrator
przypisywał Bogu postać ludzką z wyjątkiem niepotrzebnych mu narządów
i znamion płciowych? Czy po prostu przeoczył ten nasuwający się na tle jego przekazu
problem? Z punktu widzenia tego, co w Biblii może być istotnie dla czytelnika
współczesnego, wierzącego czy niewierzącego, jest to, oczywiście, rzecz bez
znaczenia: mamy tu do czynienia z anachroniczną dla współczesnego czytelnika
naiwnością, którą jest przypisanie Bogu jakiegokolwiek quasi-cielesnego kształtu.
Istotniejsze natomiast jest coś innego. Biblia na ogół przesycona jest maskulinistycznym
seksizmem. Jak o tym będzie mowa w pewnych szkicach niniejszego
560
Jezus ewangelistów
mamy oczekiwać?” – por. Mt 11: 2–3. (Nb. w odpowiedzi Jezus powołuje się
na swoje liczne jawne cuda: „niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, głusi
słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się ewangelię. A błogosławiony
jest ten, kto nie zwątpi we mnie” – Mt 11: 4–6.) O tym jednak, jaka była reakcja Jana
na tę odpowiedź, ewangelie nie mówią.
Kto z wyznawców Jezusa był świadkiem jego śmiertelnej męki? Por. sprzeczne
przekazy na ten temat w poszczególnych w ewangeliach. Kto odkrył pusty grób
Ukrzyżowanego i kto ma być wymieniony na liście osób, którym ukazał się Zmartwychwstały
– por. różne przekazy na ten temat w ewangeliach (i sprzeczny z nimi
wszystkimi przekaz Pawła, 1Kor 15: 6).
Czy Judasz działał z własnej woli, czy też był „opętany przez Szatana” (a więc
własnej woli pozbawiony), a jeśli tak, to od kiedy? W jaki sposób zakończył życie,
co, oczywiście, jest istotne dla zrozumienia jego motywów? Ewangelie zawierają
niezgodne ze sobą wzajem przekazy o tych sprawach.
Inne sprzeczności mają istotniejsze znaczenie z punktu widzenia analizy doktryny.
Według Mt oraz Łk Jezus poczęty został w łonie dziewicy Marii z Ducha
Świętego, i Mt stwierdza expressis verbis, że jeszcze przed jego narodzinami powiadomiony
został o tym Józef. Trudno przypuścić, że według Łk, który o tym powiadomieniu
expressis verbis nie mówi, rzecz ta pozostała przed Józefem utajona.
(Dopatrywałby się wszak grzechu w „przedwczesnym” narodzeniu się syna
Maryi.) A jednak według Łk okazuje się kilkakroć, że oboje „rodzice” Jezusa, jak
ich ewangelista nazywa, nie zdają sobie sprawy z nadprzyrodzonego charakteru
Dziecięcia. Podczas Ofiarowania Jezusa w Świątyni jako nowonarodzonego pierworodnego
„ojciec jego i matka [tak, również i ona!] – dziwili się temu, co o nim
mówiono”, tzn. dziwili się, że natchniony przez Boga prorok Symeon ujrzał w niemowlęciu
„światło na oświecenie pogan i chwałę… Izraela” (2: 25–33). Również
kiedy po pobycie dwunastoletniego Jezusa z „rodzicami” w święto Paschy w Jerozolimie
opuszcza on Marię i Józefa niepostrzeżenie, bez powiadomienia dokąd
się udaje, i zasiada pomiędzy nauczycielami w Świątyni, a oni biedni przez trzy
dni go szukają, odnaleziony mówi im: „Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście,
że powinienem być w tym, co należy do Mego Ojca?” Jednakże „oni nie zrozumieli
tego, co im powiedział” (Łk 2: 41–50).
Nb. natrafiamy tu – kiedy „Łukasz” nazywa Marię i Józefa „rodzicami” Jezusa
– na jedną ze znamiennych, powyżej wspomnianych, sprzeczności odgrywających
istotną rolę w tekstach Mt i Łk. Idzie o sprawę ojcostwa Józefa. Mk oraz J nie
zawierają przekazu o poczęciu Jezusa z Ducha Świętego, a więc nie przeczą wierzeniu
tzw. adopcjonistów, że został on poczęty jako dziecię Marii i Józefa, później
zaś został w jakimś sensie, różnym w doktrynach różnych adopcjonistów, „adoptowany”
przez Boga (w łonie matki? podczas chrztu? w jakimś innym czasie?). Doktryna
ta pozwala bez sprzeczności utrzymywać, że Jezus był zarazem potomkiem
200
Biblia początków
ków innych narodowości. Bóg może arbitralnie czegoś zakazać ludziom na wieki,
chociaż motywacji tego zakazu nie są oni w stanie dociec. Ponieważ np. w obecnym
stanie wiedzy empirycznej nie istnieją żadne świadectwa na rzecz tezy, aby
homoseksualizm ze swej natury związany był z jakimiś elementami psychopatologii
albo socjopatologii, usprawiedliwieniem zakazującej go normy jest, w oczach
fundamentalistów, po prostu to, że jest on zakazany przez Boga. Judeochrześcijańska
myśl moralistyczna w istocie waha się pomiędzy dwoma odmiennymi ujęciami
stosunku pomiędzy bożymi żądaniami względem ludzkich zachowań
a „obiektywnymi” wartościami moralnymi.
8. Powracam do mitu inicjacyjnego. Jeszcze przed skonsumowaniem swojego
związku seksualnego, natychmiast po spożyciu owocu z Drzewa Poznania Dobra
i Zła, prarodzice uświadamiają sobie konieczność respektowania pewnej normy
z dziedziny moralności seksualnej. Jest to norma orzekająca o niewłaściwości eksponowania
przez człowieka swoich narządów rodnych poza sytuacjami intymnymi.
Nad tym ich odkryciem z dziedziny moralności warto się tu zatrzymać.
Tradycja judeochrześcijańska, w szczególności chrześcijańska, a obecnie
w naszej kulturze przede wszystkim katolicka (oraz właściwa pewnym formom judaizmu)
odznacza się w porównaniu z wieloma innymi tradycjami kulturowymi
wielkim rygoryzmem seksualnym, nabierającym w katolicyzmie (mimo zaprzeczeń
jego współczesnych autorytatywnych przedstawicieli) zabarwienia deprecjacji
seksu, usprawiedliwianego według tej ideologii jedynie przez swoją funkcję
prokreacyjną. Por. w tym kontekście nakazany księżom katolickim celibat, nieodwołaną
dotychczas pochwałę życia ascetycznego i monastycznego, bezwzględne
potępienie seksu pozamałżeńskiego (w którym uczestnicy z reguły wystrzegają
się prokreacji) i wszelkich nieprokreacyjnych ze swej natury odmian seksu, jak
również nawet małżeńskich aktów płciowych, o ile praktycznie eliminuje się
w nich możliwość prokreacji.
Jest to stanowisko anachroniczne. Charakteryzuje się ono nieprzyjmowaniem
do wiadomości tego, co socjologii Homo sapiens, psychologii Homo sapiens oraz
prymatologii (do której biologia zalicza naukę o gatunku ludzkim) wiadomo o doniosłości
i wielofunkcyjności seksu ze względu zarówno na społeczności ludzkie, jak
i na jednostki. Jest to również stanowisko nacechowane swoistą hybris, która nie
chce się liczyć ze współczesną realnością problemów przeludnienia pewnych krajów
i groźbą katastrof zagrażających w związku z nim globalnej populacji ludzkiej,
a zwłaszcza z tym, że nie można przezwyciężyć nędzy gnębiącej całe narody i kontynenty
bez ograniczenia przynajmniej tam rozrodczości 176 . Temat powyższy
wszakże był wielokrotnie, i to w pracach wielu autorów, omawiany i mimo swej ży-
176
Poruszam ten temat w zakończeniu szkicu „Glosy do Hymnu Kapłańskiego...”
Opowieści biblijne i „Kohelet”
497
o świcie do wylotu jaskini król przekonuje się, że Daniel jest tam cały i zdrów. Mędrzec
wyjaśnia, że Bóg przysłał anioła, który zamknął paszcze lwom.
Daniel zostaje uwolniony i, naturalnie, tych, co dybali na jego życie, „wrzucono
do jaskini lwów wraz z ich żonami i dziećmi. Nim jeszcze spadli na dno jaskini,
lwy pochwyciły ich i zmiażdżyły ich kości” (6: 25).
Ma to nas przejmować radością.
Księga Estery, czyli uświęcony kicz
1. W religii i obyczajowości żydowskiej Księga Estery pozostaje w ścisłym
związku z dwudniowym świętem Purim, przypadającym na przełom lutego i marca.
Rzekomo upamiętnia ono ocalenie od przygotowywanej i zatwierdzonej dekretem
królewskim zagłady ogółu Judejczyków zamieszkałych w imperium perskim
za czasów króla Aswerusa, czyli Ahaswerosza, tj. Kserksesa. W wyniku mądrej
i śmiałej interwencji małżonki króla, Judejki Estery, w dniu nakazanej poprzednio
totalnej masakry Judejczyków doszło według tego utworu w całym państwie do zaaprobowanego
przez króla wzięcia przez nich masowego i krwawego odwetu
na wrogach żydów oraz ich rodzinach, nie wyłączając niemowląt.
Poprzedzone jednodniowym „postem Estery” święto Purim to krótki żydowski
karnawał. Są to dni uczt i zabaw, i chodzenia po domach przebierańców odgrywających
przedstawienia o treści zaczerpniętej z Księgi Estery. Do obyczajów związanych
z tym świętem należy dawanie jałmużny oraz wymienianie podarków pomiędzy
zaprzyjaźnionymi rodzinami. Przesyłają one sobie wzajemnie torty. Dzieci
delektują się specjalnie na to święto wypiekanymi makowymi ciastkami, tzw.
hamentaszami, których nazwa pozostaje w związku z imieniem pokonanego i zabitego
dzięki wstawiennictwu Estery arcywroga Judejczyków Hamana. Mimo że
pijaństwo nie należy do obyczajów żydowskich, tego dnia jest ono żartobliwie tolerowane.
Żartobliwie zaleca się nawet upicie się aż do zatracenia zdolności do rozróżniania
sensów zdań „Niech żyje Mordechaj” (Mardocheusz, Judejczyk, w istocie
główny bohater zawartej w Księdze Estery opowieści) oraz „Niech sczeźnie
Haman”.
Ludziom pobożnym zaleca się dwukrotne odczytanie w ciągu tego święta
Księgi Estery. Należy ona podczas Purim do liturgii synagogalnej. Jednakże i ta
ma częściowo charakter zabawowy, dzieci bowiem zaopatrywane są na czas tego
święta w specjalne drewniane grzechotki, których hałasem zagłuszają imię Hamana,
ilekroć pada ono w ciągu lektury.
W istocie jednak związek pomiędzy świętem Purim a Księgą Estery wydaje się
oparty na nieporozumieniu. „Purim” to liczba mnoga od rzeczownika „pur”, zaczerpniętego
z języka babilońskiego, a oznaczającego los wróżebny. W starożytno-
Opowieści biblijne i „Kohelet”
485
mnogości ludzi niewinnych a cierpiących na tę szczególną łaskę zasłużyli. Jeszcze
bardziej dziwaczne jest to, że potężny demon Asmodeusz zamiast hulać, siejąc zło
po całym świecie uwziął się nie wiadomo dlaczego właśnie na Sarę. „Nie wyjaśnia
się obecności w jej [Sary] życiu złego ducha” 367 . Jeśli Sara, jak ujawnia Tobiaszowi
jego towarzysz podróży (zapominając, że jako człowiek nie powinien posiadać
takiej wiedzy) „od wieków” była przez Boga przeznaczona mu na małżonkę (Tb 6:
18), to demon okazuje się instrumentem wypełnienia się bożych wyroków strzegąc
dziewictwa Sary przed niewłaściwymi oblubieńcami. Tego autor nie zauważa. Jak
już wskazałam powyżej, uderza przy tym bezwzględność Boga w stosunku do niefortunnych
oblubieńców. Tego autor, oczywiście, również nie zauważa, nie zauważają
tego również apologetyczni hermeneuci, np. cytowana już powyżej Irene Nowell.
Żenującym ze względu na zabobonność elementem opowiadania jest wygnanie
demona z komnaty Sary za pomocą nieznośnego dlań swądu spalonego serca
i wątroby ogromnej ryby.
Księga Tobiasza odegrała podobno istotną rolę w ukształtowaniu się chrześcijańskiej
angelologii i demonologii.
Mnie interesuje inny aspekt jej treści. Wraz z Jdt stanowi ona swoistą dylogię.
W obu dominuje temat bożej opatrzności. W Jdt temat ten traktowany jest w perspektywie
„makroskopowej”: opatrzność czuwa tu nad „narodem wybranym”,
a właściwie nad wszystkimi narodami, nad którymi sroży się szaleniec i tyran Nabuchodonozor.
W Tb opatrzność ingeruje w losy jednostek.
Na tle tej dylogii nasuwają się trudne zagadnienia dla teodycei. Jednym z nich
jest dobrze znane pytanie, dlaczego Bóg, pono sprawiedliwy, a nadto pono miłosierny,
dopuszcza do cierpienia niewinnych? Takich jak cnotliwy Tobiasz starszy
albo jak żadnym grzechem nieskalana Sara? W omawianym utworze nieszczęsne
zrazu losy bohaterów niezbędne są po to, aby w tym bardziej oczywisty sposób zajaśniała
w nim ratownicza opatrzność boża. Dlaczego jednak dzieje się tak, zdaniem
reprezentantów teodycei, w rzeczywistym życiu?
Według Irene Nowell Księga Tobiasza implicite zawiera odpowiedź na to pytanie.
Utwór ten „przedstawia wyraźnie teologię odpłaty... Bóg karze grzeszników
i błogosławi sprawiedliwym. Teologia odpłaty została przedstawiona w Księdze
powtórzonego prawa... W Księdze [tej] jednak się też mówi, że odpłata nie jest
czymś automatycznym. Grzesznikom może się do czasu [przez cały czas ich
życia? – H. E.] dobrze powodzić, a sprawiedliwi mogą doznawać cierpień (Pwt 8:
2–16)” 368 .
367
I. Nowell, Księga Tobiasza, wyd. cyt., s. 592.
368
Tamże, s. 596.
370
Biblia Hebrajczyków
krwawej czystki wśród ludu. Albowiem Mojżesz rzekł do nich: „Tak mówi Jahwe,
bóg Izraela: każdy z was niech przypasze miecz do boku. Przejdźcie tam i z powrotem
od jednej bramy w obozie do drugiej i zabijajcie: kto swego brata, kto
swego przyjaciela, kto swego krewnego”. Synowie Lewiego uczynili według rozkazu
Mojżesza i zabito w tym dniu około trzech tysięcy mężów. Mojżesz powiedział
wówczas do nich: „Poświęciliście ręce dla Pana, ponieważ każdy z was
był przeciw swojemu synowi, przeciw swojemu bratu. Oby Pan użyczył wam
dzisiaj błogosławieństwa!” (Wj 32: 27–29).
„Opowieść ta – jak wskazuje Friedman – nasuwa mnóstwo pytań. Dlaczego
osoba, która ją napisała, przedstawia swój naród jako lud, który się buntuje, właśnie
gdy został wyzwolony i ma otrzymać Przymierze? Dlaczego Aaron jest w tej
opowieści przywódcą herezji? I dlaczego on właśnie unika wszelkiej kary? Dlaczego
posągiem sporządzonym przez winowajców jest złoty cielec? Czemu ludzie mówią:
«Oto twoi bogowie, Izraelu», skoro jest tylko jeden cielec? I czemu mówią:
«którzy cię wyprowadzili z ziemi egipskiej», skoro cielec został ulany po opuszczeniu
przez nich Egiptu? Czemu Aaron mówi: «Jutro uroczystość ku czci Jahwe», jeśli
cielec ma był rywalem Jahwe? Dlaczego cielec – młody byk – jest traktowany
w tej opowieści jako bożek, skoro byk nie był czczony jako bóg na starożytnym Bliskim
Wschodzie? Po co autor włączył do tej historii Jozuego, jako osobę, która nie
miała nic wspólnego z herezją Złotego Cielca?
Wykazałem już – pisze Friedman – że Elohista, autor z królestwa Izraela, interesuje
się szczególnie sposobem sprawowania władzy przez króla Jeroboama...
Również Elohista w większym stopniu niż Jahwista podkreśla zasługi Mojżesza.
W omawianej opowieści błaganie Mojżesza ratuje naród przed zagładą...
Załóżmy, że – kontynuuje Friedman – Elohista był kapłanem lewitą, zapewne
z Szilo, a zatem, być może, potomkiem Mojżesza 217 ... Przypomnijmy sobie, że kapłani
z Szilo utracili za Salomona stanowisko w hierarchii kapłańskiej. Ich naczelnik,
Abiatar, został wygnany z Jerozolimy [za poparcie aspiracji rywala Salomona
do tronu]. Kapłan Sadok, uważany za potomka Aarona, pozostał na stanowisku.
Ziemie lewitów północnych Salomon oddał [w transakcji handlowej] Fenicjanom.
Z kolei Achiasz, prorok z Szilo, nakłonił [po śmierci Salomona] plemiona północne
do oddzielenia się od państwa Judy i pomógł Jeroboamowi zostać królem. Jednakże
kapłani z Szilo zawiedli się w nadziejach pokładanych w powstaniu nowego królestwa,
ponieważ Jeroboam ustanowił ośrodki religijne z posągami młodych byków
w Dan i Bet-El, ale nie zaangażował ich tam jako kapłanów. [Stanowiska te
obsadzał za łapówki – H. E.]. Dla przedstawicieli tego starego rodu kapłańskiego
217
Albo członkiem rodu kultywującego tradycję wywodzenia się od Mojżesza, co nie przesądza,
czy Mojżesz był historyczną postacią – H. E.
354
Biblia Hebrajczyków
Co czuł adept wyrafinowanej egipskiej kultury, który był dla córki faraona
„jak syn”, kiedy przebywał, bez perspektywy powrotu, w stepie, wśród „barbarzyńców”,
jako pasterz owiec? Czy mówił sobie, że nie jest to najgorsza odmiana
losu, gdyż rodzina, wśród której przebywa, są to, w przeciwieństwie do ludzi
zdemoralizowanych uprawianiem przemocy i ludzi zdemoralizowanych doznawaniem
przemocy, ludzie prostej cnoty; że żona i teść są mu oddani; że on sam
lubi otwarte horyzonty stepu i ciszę sprzyjającą rozmyślaniom? I czy mówiąc
tak sobie, był jedynie na poły szczery, jako że los pasterza stepowego nie był losem
oczekiwanym przezeń od młodości i nie mógł się chyba z nim w pełni zżyć?
Czy rozmyślał, czy może nawet rozmawiał ze swoim teściem, o bogach i o zniewolonym
narodzie mającym pono za sobą dumną przeszłość? Coś przecież musiało
predestynować go do tego, aby to on właśnie natrafił w stepie na Krzew
Gorejący.
Exodus: Krzew Gorejący
4. W każdym razie oto ukazuje się na drodze Mojżesza Krzew Gorejący.
Od tej epifanii Jahwe rozpoczyna się prawdziwa historia Exodusu. Z punktu widzenia
wyznawców judaizmu jest to najdonioślejsza z historii biblijnych. Jest to
opowieść o zadzierzgnięciu wyjątkowej więzi pomiędzy Jahwe a Izraelem; opowieść
o bogu – wyzwolicielu i wychowawcy „wybranego” przez siebie narodu.
Każdy wyznawca tej religii pouczany jest, że powinien wzbudzić w sobie poczucie,
iż on sam, osobiście, wyzwolony został z Egiptu, domu niewoli, i dzięki opiece
Boga przeprowadzony przez pustynię do Ziemi Obiecanej. Że powinien w obliczu
tego starodawnego wydarzenia nigdy nie tracić ufności w szczególną opiekę
Jahwe nad Izraelem.
Jest to zarazem opowieść najbardziej chyba spośród przekazów starotestamentowych
gloryfikowana również przez niejudaistycznych adeptów tradycji judeochrześcijańskiej.
Bywa to dla nich, w szczególności, opowieść ilustrująca nienawiść
Boga do niewolnictwa i ucisku etnicznego czy rasowego, niezależnie
od przedmiotu tego ucisku w tej czy innej sytuacji historycznej; opowieść napawająca
nadzieją na pomoc boską serca tych, co w tej czy innej sytuacji historycznej
walczą o wyzwolenie ujarzmionego ludu. Tak np. bojownicy o wyzwolenie z niewoli
Murzynów amerykańskich, a nawet, później bojownicy przeciwko ich dyskryminacji,
nader często czerpali natchnienie z tej opowieści, utożsamiając duchowo
Murzynów z wyzwolonym przez Boga z „domu niewoli” ludem izraelskim. Nadto
niejednokrotnie opowieść ta bywa percypowana jako mówiąca, że długiego czasu
– nawet życia całego pokolenia – może być potrzeba, aby lud ocalony z niewoli nauczył
się ponad wszystko cenić wolność, choćby miała ona być okupiona biedą
Glosy do Hymnu Kapłańskiego o stworzeniu świata...
161
cownicy pracują nad rozwinięciem i ugruntowaniem koncepcji jeszcze bardziej radykalnie
niż ta ostatnia podważającej tradycyjne poglądy na naturę czasu i przestrzeni.
Jest ona przedstawiona na użytek laika w książce Hellera Początek jest
wszędzie. Nowa hipoteza pochodzenia wszechświata 121 . W pracy swojej autorzy
ci stosują do rozważania tej problematyki nowatorski, aparat matematyczny tzw.
geometrii nieprzemiennej. We wspomnianej książce Heller usiłuje przybliżyć czytelnikowi
odnośne pojęcia matematyczne z umiarkowanym, powodzeniem. Mimo
to daje on w niej laikowi cenny wgląd w treść fizyczną opracowywanej przez siebie
hipotezy.
Jak wskazywałam powyżej, według hipotezy Hartle’a–Hawkinga przy rozważaniu
tej „epoki” w istnieniu wszechświata, kiedy jego rozmiary nie przekraczają
tzw. objętości obszaru Plancka, pojęcie czasoprzestrzeni, w której zachodzi zasadnicza
różnica pomiędzy wymiarem czasowym a przestrzennymi, zastąpić należy
pojęciem czterowymiarowego kontinuum, w którym taka różnica nie ma miejsca,
a więc nie stosują się pojęcia wcześniejszości i późniejszości, cóż dopiero pojęcie
„zaistniewania”. Jednakże i tu wciąż jeszcze mamy do czynienia z klasycznym pojęciem
kontinuum, jako zbioru indywidualnych czteropunktów, tak że można
np. mówić o odległościach pomiędzy nimi i o odmiennych charakterystykach przyporządkowanych
im zdarzeń. Natomiast według hipotezy zalecanej przez Hellera
przy przechodzeniu do rozważania tego, co ma miejsce „na poziomie Plancka”
również i powyższe pojęcie musi być odrzucone.
Rozważanie tego, co ma miejsce „na poziomie Plancka” oznacza zarówno rozważanie
charakteru wszechświata w tej jego początkowej epoce, kiedy przypisywać
mu należy rozmiary nieprzekraczające obszaru „planckowskiego”, jak rozważanie
tego, co ma miejsce w najgłębszej warstwie bytu fizycznego, przy której rozpatrywaniu
musimy brać pod uwagę charakter przejawiany przezeń w obszarach
„planckowskich”. Według omawianej hipotezy w rozważaniach uwzględniających
charakter bytu fizycznego „na poziomie planckowskim” klasyczne pojęcie kontinuum
zastąpione być musi przez radykalnie holistyczne pojęcie „przestrzeni”,
do której opisu stosują się jedynie pojęcia globalne, nie zaś lokalne. Przestrzeń ta
nawet w myśli nie daje się „rozbić” na indywidualne czteropunkty, z odrębnymi
charakterystykami przyporządkowanych im zdarzeń, z określonymi odległościami
pomiędzy nimi. Nie mają więc w myśl tej koncepcji „na poziomie planckowskim”
zastosowania pojęcia „tu”, „teraz”, „dalej”, „bliżej”, „wcześniej”, „później” (a więc
a fortiori pojęcia „upływu czasu”, i „zaistniewania”). Zarazem jednak na podłożu
tej teorii można wykazać, jak pojęcia te – i wraz z nimi ogół zwykle stosowanych
pojęć odnoszących się do relacji czasoprzestrzennych oraz dynamicznych w obrę-
121
Por. przypis 116.
Opowieści biblijne i „Kohelet”
523
lić ojczyste miasto przed najeźdźcą (9: 13–15). W ogóle zresztą, „nie ma pamięci
o tych, co dawniej żyli... nie pozostanie wspomnienie o tych, co będą potem” (1: 11).
4. To, że życie ludzkie upływające w cierpieniach i znoju jest „marnością i pogonią
za wiatrem”, nie wynika jedynie z ludzkiej śmiertelności. Wpływa na to również
charakterystyczna dla jednostki ludzkiej i dla ludzkiego społeczeństwa niestałość
uznawanych wartości i celów. „Wszystko ma swój czas i jest wyznaczona
godzina na wszystkie sprawy pod niebem”(3: 1). Słowa te nie oznaczają, jak tego
chcą pewni apologeci, że we wspaniałym ustanowionym przez Boga ładzie przyrody
zdarzenia następują po sobie w podziwu godnym ordynku. Dalszy ciąg tego
ustępu tłumaczy, o co Koheletowi chodzi: mianowicie właśnie o doczesność, znikomość
ludzkich nastrojów, postaw, upodobań, celów i zajęć. To, co jest w pewnym
czasie cenione, w innym odstręcza; to, co jest w pewnym czasie z zapałem budowane,
w innym jest zaciekle niszczone. Nie tylko istnieje, dla każdego człowieka,
„czas przychodzenia na świat i czas umierania” (3: 2), ale jest też, w kołowrocie
zdarzeń, przemijający, powracający, przemijający „czas sadzenia i czas wyrywania
tego, co zasadzono; czas zabijania i czas leczenia, czas burzenia i czas budowania,
czas płaczu i czas śmiechu, czas zawodzenia i czas pląsów, czas rozrzucania
kamieni i czas ich zbierania, czas pieszczot cielesnych i czas wstrzymywania
się od nich, czas szukania i czas tracenia, czas zachowywania i czas wyrzucania,
czas rozdzierania i czas zszywania, czas milczenia i czas mówienia, czas miłowania
i czas nienawiści, czas wojny i czas pokoju. Cóż [więc] przyjdzie pracującemu
z trudu, jaki sobie zadaje?” (3: 2–9).
5. Szczególną przyczyną rozterki Koheleta jest świadomość, iż empiria bynajmniej
nie potwierdza, by w rzeczywistym biegu dziejów świata przejawiała się boska
piecza nad tymi, co na nią zasługują: „Widziałem wszystkie uciski, jakie się
zdarzają pod słońcem. Oto łzy uciśnionych, a nie ma, kto by ich pocieszył. Ręka
ciemięzców jest twarda” (4: 1). „Grzesznik czyni źle stokrotnie, a jednak długo żyje”
(8: 12). „Widziałem, jak złoczyńców ze czcią składano w grobie, a ludzie przychodzili
i odchodzili z miejsca świętego [miejsca pochówku ludzi sprawiedliwych?
– H. E.] i zapominano w mieście o tym, co tamci czynili” (8: 10).
„Oto jest marność, która się dzieje na ziemi: są sprawiedliwi, którym zdarza
się to, na co zasługują grzesznicy, i grzesznicy, którym zdarza się to, na co zasługują
sprawiedliwi” (8: 14).
Nie jest więc gwarancją życiowego sukcesu cnota polegająca na właściwym
stosunku do ludzi. Nie jest nią również bogobojność polegająca na przestrzeganiu
przykazań kultu: „Ten sam jest los sprawiedliwego jak złoczyńcy, czystego jak nieczystego,
składającego ofiary i nie składającego ofiar... przysięgającego jak i obawiającego
się przysięgać” (9: 2).
350
Biblia Hebrajczyków
bec tych zaszłości! – H. E.] aż do trzeciego i czwartego pokolenia”. W świetle przytoczonego
wersetu Jahwe konceptualizowany jest na podobieństwo ziemskiego
tyrana, który z reguły domaga się od swych poddanych zarówno strachu, jak
uwielbienia, przypisywania mu zarówno srogości, jak miłosierdzia.
Opierając się na takich jak przytoczone i podobne przekazy ze Starego Testamentu,
pewni gnostycy zwalczający judaizm i chrześcijaństwo w pierwszych stuleciach
naszej ery upatrywali w Jahwe złośliwego demiurga więżącego dusze
ludzkie w materialnej rzeczywistości po to, by się napawać swoim okrucieństwem.
Exodus: prolog opowieści
3. Przystępuję do omawiania wybranych części z narracyjnego składnika
Czteroksięgu. Historia opowiedziana w tych dziełach zaczyna się, w pierwszych
rozdziałach Wj, od początkowych stadiów żywota Mojżesza. Początek tej początkowej
narracji uderza swą nielogicznością, która tym jedynie, jak sądzę, daje się wytłumaczyć,
że mamy tu do czynienia z kontaminacją kilku wątków mitycznych. Mowa
w nim o wrogim stosunku faraona panującego w czasie narodzin Mojżesza
do Hebrajczyków, którzy po okresie pomyślnego życia w Egipcie zepchnięci zostali
do statusu niewolników państwowych używanych do prac przy budowie nowo
wznoszonych fortec. Z tekstu Wj wynika, że ów wrogi stosunek władcy do nich jest
nacechowany sprzecznością. Z jednej strony faraon obawia się, że liczny, a obcy
Egipcjanom, lud okazać się może zagrożeniem dla kraju, wiążąc się w czasie cudzoziemskiej
inwazji z wrogami Egiptu. Tego rodzaju obawa powinna była skłonić
faraona do wypędzenia Hebrajczyków albo, jeśliby nie miał po temu skrupułów,
do pozbycia się ich w drodze masakry. Okazuje się jednak (Wj 1: 10), że faraon obawia
się również, iż Hebrajczycy mogliby połączyć się z wrogiem w celu wywalczenia
sobie odejścia z kraju. Innymi słowy, tak samo pragnie uniemożliwić im
opuszczenie kraju, jak w czasach historycznych pragnęli uniemożliwić to niewolnikom
murzyńskim plantatorzy amerykańskiego Południa. Ta dwoista obawa
skłania faraona do kroku szaleńczego z punktu widzenia jego interesów, a mianowicie
do usiłowania zmniejszenia, przez zabójstwa noworodków, proporcji osobników
płci męskiej w populacji hebrajskiej. Usiłuje więc wybiórczo pozbywać się właśnie
tych osobników, którzy niebawem powinni należeć do produkcyjnie najcenniejszej
części tej kasty 191 . Jeśli chce, aby Hebrajczyków po prostu zrobiło się
191
„Motyw rzezi dzieci... pozostaje wręcz w sprzeczności z logiką opowieści (gospodarka
oparta na niewolnictwie nastawiona jest w naturalny sposób na zwiększenie liczebności siły roboczej);
powstał on przypuszczalnie w nawiązaniu do motywu uratowania małego Mojżesza.
A i ten motyw jest przecież czysto legendarny”. M. Buber, Mojżesz, wyd. cyt., s. 29. Buber wspo-
396
Biblia Hebrajczyków
We współczesnej tradycji judeochrześcijańskiej samobójstwo z reguły traktowane
jest jako grzech, a mianowicie jako naruszenie przysługującej jedynie Bogu
prerogatywy położenia kresu ludzkiemu życiu. Takie z reguły jest podłoże moralnego
potępienia eutanazji niezależnie od okoliczności. Obrońcy normy moralnej
zakazującej samobójstwa i na tym podłożu zakazującej eutanazji mogą, oczywiście,
przedstawiać różne argumenty (o podłożu religijnym lub nie) na rzecz swojego
stanowiska, ale poszukiwanie dla niego oparcia w Dekalogu jest bezzasadne.
Analogicznie do zakazu zabójstw, sens zakaz kradzieży może być właściwie
zrozumiany jedynie w kontekście całego Czteroksięgu. Nie ma tam bynajmniej totalnego
potępienia rabunku. Etnocentryczność Dekalogu tłumaczy to, że przykazanie
„Nie kradnij” znaleźć się mogło w tej samej Księdze, co np. przekaz o nakazanym
przez Jahwe „złupieniu Egiptu”.
(f) Już nie nadinterpretacją, ale dezinterpretacją bywa z reguły stosunek
współczesnych apologetów Dekalogu do przykazania zakazującego „cudzołóstwa”.
Przykazanie to z reguły bywa interpretowane jako stwierdzenie grzeszności
wszelkiego aktu płciowego dokonanego poza usankcjonowanym religijnie monogamicznym
małżeństwem. Jest to interpretacja w znacznej mierze anachroniczna.
Termin przetłumaczony na polski jako „cudzołóstwo” oznacza w hebrajskim
wszelkie niedozwolone stosunki płciowe, a więc wierny przekład tego przykazania
mógłby brzmieć „Nie popełniaj grzechu cielesnego”. Żeby zrozumieć sens
tego przykazania, trzeba więc (tak samo jak w przypadku omawianych powyżej
dwu przykazań) rozpatrzyć je w kontekście całego czteroksięgowego kodeksu
praw i w ten sposób dowiedzieć się, co w jego pojmowaniu jest grzechem cielesnym.
Znajduje się tam wykaz rozmaitego typu surowo zakazanych stosunków
płciowych, w szczególności np. homoseksualnych albo stanowiących według tego
kodeksu naruszenie tabu kazirodztwa. Uznać można jednak, że zakaz z Dekalogu
przede wszystkim dotyczy przypadków najbardziej typowych, tj. pewnych niekazirodczych
stosunków płciowych heteroseksualnych. W tym właśnie przede wszystkim
zakresie zwyczajowa, podtrzymywana współcześnie przez autorytety religijne
w naszej kulturze, interpretacja treści tego zakazu jest dezinterpretacją. I w tym
właśnie zakresie trafny się okazuje polski przekład odnośnego hebrajskiego terminu
jako „cudzołóstwo”.
Dobrze wiadomo (i wyraźnie wynika to z tekstu czteroksięgowych przepisów
prawnych), że twórcy ST traktowali zarówno wielożeństwo, jak i posiadanie nałożnic
jako normalne instytucje społeczne, nie budzące zastrzeżeń z ich strony 242 .
242
W Europie pewien autorytatywny rabin w XI w. n.e. nałożył, może w związku z koniecznością
uniknięcia przygany ze strony chrześcijan, klątwę na mężczyzn mających więcej niż jedną
żonę. (Nie wiem, czy z fanatyzmem i okrucieństwem tak często cechującymi autorytety religijne
nakazał – jak to czynią misjonarze chrześcijańscy w egzotycznych krajach – aby męż-
Opowieści biblijne i „Kohelet”
509
– H. E.]... Na zamku w Suzie wycięli pięciuset mężczyzn..., ale na majątek ich nie
wyciągnęli ręki” (9: 16 i 9: 6–10). Esterze wszelako było tego wszystkiego za mało,
uprosiła więc króla, aby powieszono dziesięciu synów Hamana, których przewiną
najwidoczniej było to, że byli synami Hamana, oraz żeby pogrom wrogów Judejczyków
w Suzie trwał przez jeszcze jeden dzień (9: 13–15).
Utwór kończy się rozesłaniem przez Mardocheusza zalecenia do wszystkich
Judejczyków, aby rocznicę swojego triumfu czcili świętem, które na pamiątkę rzucania
losów przez Hamana ma się nazywać Purim. W liście jest nawet wzmianka
o ustalonym już widocznie w czasie powstania Est zwyczaju wzajemnego obdarowywania
się żywnością oraz rozdawnictwa jałmużny.
Księga Estery stanowi wymowny przykład tego, jak zaliczenie jakiegoś utworu
do uświęconego kanonu blokuje zdolność wiernych do jego rzetelnej oceny
pod względem zarówno moralnym, jak literackim. Jest też przykładem tego, że życie
w ucisku, poniżeniu, poczuciu niebezpieczeństwa może upowszechniać wśród
członków jakiejś wspólnoty tendencję do poszukiwania psychicznego wytchnienia
w obcowaniu z utworem pełnym mściwych triumfalistycznych rojeń.
***
Jak pisałam we „Wstępie”, niektórzy czytelnicy moich szkiców mają mi za złe
to, że nie licząc się z odmiennością dominujących w odnośnym czasie poglądów
moralnych przykładam do bohaterów opowieści biblijnych miarę etosu, który moim
zdaniem powinien obowiązywać ludzi współczesnych, i wskutek tego szafuję
potępieniami. W istocie rzeczy jednak nie potępiam bohaterów starodawnych tekstów
ani nawet ich autorów, ale tych, którzy współcześnie traktują owe postaci biblijne
jako wzorce moralne, przyczyniając się w ten sposób do zamieszania w kwestiach
moralnych i do obniżenia moralnego poziomu wśród wyznawców religii,
których są autorytatywnymi przedstawicielami. Cóż to mnie obchodzi, że autor kiczu
zwanego Księgą Estery miał tak mało zmysłu moralnego, że z aprobatą przypisał
swojej bohaterce podłe w moim poczuciu postępowanie? Nie mogę jednak
powstrzymać się od krytycyzmu, dowiadując się np., że „Estera, podobnie jak Judyta,
dzięki uratowaniu ludu bożego od zagłady uchodzi w tradycji i liturgii za typ
Maryi” 398 .
W żadnej z ewangelii nie ma mowy o tym, aby Maryja uratowała lud Boży
od zagłady, temu jednak dajmy w niniejszym kontekście spokój. Obraz Maryi
w ewangeliach różni się znacznie od jej obrazu w katolickiej mariolatrii 399 , ale
398
Wstęp do Est, w: BT, s. 476.
399
Zajmuję się tym w szkicu „Jezus ewangelistów”.
172
Biblia początków
Aby na powyższe „wielkie pytanie Leibniza” odpowiedzieć, należy jego zdaniem
„posłużyć się 144 tą... wielką zasadą, która głosi, że nic nie powstaje bez racji
dostatecznej, czyli że nie dzieje się nic, w odniesieniu do czego ktoś wystarczająco
znający się na rzeczy nie mógłby podać racji dostatecznie tłumaczącej, dlaczego
dzieje się właśnie tak, a nie inaczej...
Otóż ta dostateczna racja istnienia wszechświata nie może tkwić w ciągu rzeczy
przypadkowych, tzn. ciał i ich przedstawień w duszy, ponieważ materia sama
w sobie jest obojętna wobec spoczynku i ruchu oraz wobec takiego czy innego rodzaju
ruchu; nie można zatem odnaleźć w niej racji ruchu, a tym bardziej takiego
właśnie ruchu. A chociaż ruch obecny, który zachodzi w materii, pochodzi z poprzedniego,
a ten z kolei znów z poprzedniego, nie posuwamy się dalej..., zawsze
bowiem pozostaje to samo pytanie. Dlatego też racja dostateczna, która nie wymaga
już innej racji, powinna znajdować się poza ciągiem rzeczy przypadkowych,
i to w substancji, która by... była bytem koniecznym, zawierającym we sobie rację
własnego istnienia. W przeciwnym razie nie mielibyśmy nadal racji dostatecznej,
na której moglibyśmy skończyć. A ta ostateczna racja rzeczy zowie się Bogiem” 145 .
Jak widać, Leibniza dowód kosmologiczny również nacechowany jest tymi samymi
mankamentami, co wersje omawiane poprzednio. Nie widać powodu, dla
którego miałby on być uznany za nieodparty. W istocie, na czym polega racja dostateczna
do przyjęcia sądu, że nic nie powstaje czy nie istnieje bez aktualności
warunku dostatecznego jego zaistnienia czy też istnienia? Dla Leibniza racją dostateczną
do przyjęcia tego sądu jest widocznie jego „oczywistość”, ale „oczywistość”
ta nie jest w istocie rzeczy niczym innym niż idiosynkratycznym poczuciem
Leibniza 146 . Obawiam się, że jeśli się tę przesłankę zakwestionuje, to argument
144
Cytat przytoczony przez Craiga podaję tu (ze skrótami) w przekładzie Stanisława Cichowicza,
por. Zasady natury i łaski oparte na rozumie, w: G. W. Leibniz, Wyznanie wiary filozofa,
Rozprawa metafizyczna, Monadologia, Zasady natury i łaski oraz inne pisma filozoficzne
[przekład kilku tłumaczy], PWN, Warszawa 1969. Strony podane są według tego wydania.
145
Tamże, s. 288–289.
146
Przytoczyć tu warto następującą informację Craiga: „Swinburne zaoferował indukcyjną
wersję Leibnizowskiego argumentu kosmologicznego, w której dopuszcza się przypuszczenie,
ze Byt Ostateczny wyjaśniający istnienie czegoś raczej niż niczego [the explanatory Ultimate]
jest nagim faktem. R. Swinburne, The Existence of God, Clarendon Press, Oxford 1991. Rzeczywiście
ciekawą cechą argumentu Swinburne’a jest... konkluzja o metafizycznie przygodnym
istnieniu Boga... Byt ten [tzn. Bóg – H. E.] nie wyjaśni własnego istnienia (a więc pytanie Leibniza
nie uzyska odpowiedzi [jak widać według Swinburne’a wyraz „coś”, występujący w pytaniu
Leibniza odnieść można również do Boga – H. E.]), ale wyjaśni istnienie wszystkiego innego.
Swinburne argumentuje, że Bóg jest najlepszym wyjaśnieniem, dlaczego istnieje wszystko,
gdyż nie wyjaśnia jedynie istnienia Bytu Ostatecznego... Jest to wyjaśnienie najlepsze, ponieważ
jako byt jedyny [w swoim rodzaju – H. E.] oraz nieskończony [widocznie w jakimś nie
Glosy do Hymnu Kapłańskiego o stworzeniu świata...
141
Ponieważ uznaje się w nauce, że nie mamy powodu do zakwestionowania tzw.
zasady kopernikańskiej, według której nasza galaktyka nie odznacza się pośród innych
jakąś wyjątkowością (np. pod względem swojego usytuowania przestrzennego
w stosunku do innych galaktyk lub pod względem ruchu innych galaktyk względem
niej), do fundamentalnych ustaleń współczesnej kosmologii należy stwierdzenie, że
owo oddalanie się jest zjawiskiem uniwersalnym: wszystkie gromady galaktyk rozbiegają
się od siebie wzajem z prędkością rosnącą z ich wzajemną odległością. Odkrycie
Hubble’a zapoczątkowało więc erę, w której większość kosmologów za rzecz konieczną
uznała odrzucenie założeń tradycyjnej kosmologii o stacjonarnym stanie
wszechświata i o jego odwieczności. Co prawda, nie wszyscy uczeni okazali się skłonni
do odrzucenia tych tez. Pewni wybitni astronomowie – H. Bondi, F. Hoyle i T. Gold
– opowiedzieli się za przypuszczeniem, że mimo rozbiegania się galaktyk powyższe
założenia kosmologiczne zachowują moc, ponieważ „luki” pomiędzy rozlatującymi się
w nieskończoność galaktykami zostają zapełnione dzięki wyłanianiu się z próżni nowej
materii i jej następnym skupianiu się w gwiazdy i galaktyki. Starczyłoby pojawianie
się w drodze takiej „spontanicznej kreacji” z próżni jednego atomu wodoru na 60
kilometrów sześciennych na rok, aby uratować wskazane kosmologiczne zasady.
Zauważyć tu trzeba, że przypuszczenie o pojawianiu się nowych cząstek materii
z próżni nie musi być utożsamiane z przypuszczeniem o ich przychodzeniu
na świat „z niczego”, ponieważ z punktu widzenia fizyki próżnia nie może być
utożsamiana z „niczym” – z „niebytem” – ale przeciwnie, traktowana być musi jako
rodzaj bytu fizycznego. (Bytu w świetle późniejszych teorii fizycznych będącego
podłożem nader „ożywionych” procesów fizycznych, o czym pokrótce będzie
mowa w tym aneksie.) Utożsamianie próżni z „niczym” nie daje się utrzymać nawet
na gruncie mechaniki newtonowskiej 89 i jest szczególnie anachroniczne
w świetle fizyki kwantowej). Cząstki, o których mówi powyższa hipoteza, mogłyby
być uznawane za generowane przez próżnię 90 .
[tj. prawo Hubble’a] stosuje się do gromad galaktyk. W poszczególnej gromadzie należące
do niej galaktyki podlegają wzajemnemu przyciąganiu grawitacyjnemu i nie oddalają się
od siebie. To samo dotyczy obiektów należących do poszczególnych galaktyk”. M. Rees, Our
Cosmic Habitat, wyd. cyt., s. 55.
89
Już na gruncie atomizmu demokrytejskiego nie jest ona „niczym”, mimo nazywania jej
„niebytem”.
90
Przyznać zresztą wypada, że pojmowana w sposób ścisły zasada głosząca, że „nic nie powstaje
z niczego” – ex nihilo nil – (opatrzona lub nie zastrzeżeniem, że nie ma ona zastosowania,
gdy w grę wchodzi interwencja boska) również nigdy, mimo poglądu pewnych filozofów,
nie może rościć sobie prawa do statusu pewnika niezależnego od doświadczenia. Jednakże, jak
o tym była dopiero co mowa, hipoteza wspomnianych powyżej uczonych nie musi być interpretowana
jako podważenie zasady ex nihilo nil.
Opowieści biblijne i „Kohelet”
487
mnóstwem innych pytań – jak np. „gdzie był Bóg”, kiedy Stalin poskramiał głodem
Ukrainę, kiedy rozbudowywał się Archipelag Gułag – no i „gdzie był Bóg” przez cały
zresztą ciąg ludzkich dziejów, np. kiedy krzyżowcy wymordowywali europejskich
Żydów, palestyńskich muzułmanów, albigensów; kiedy zagładzie poddawani
zostawali przez konkwistadorów Indianie, wyludniana przez handlarzy niewolników
Afryka, wybijani jak zwierzyna Aborygeni australijscy i Tasmańczycy. Itd.
Nieustanne powtarzanie, że „Bóg jest miłością” sprawia na ateiście wrażenie próby
ubłagania przez „wiernych” ich Boga, żeby zechciał być miłością.
Księga Daniela, czyli nieskładna składanka
Oprócz dzieł o znacznej, w pewnych wypadkach wybitnej, wartości literackiej
Biblia zawiera również takie, które są po prostu kiczami. Nie wiem dlaczego teksty
o takim charakterze są charakterystyczne dla epoki konfrontacji judaizmu
z hellenizmem. (Eklezjastę z tej generalizacji wyłączam.) Na miano kiczów oprócz
Tb zasługują moim zdaniem Księga Daniela oraz Księga Estery.
1. Pierwsza z nich, przedmiot mojego niniejszego szkicu, jest tworem osobliwym.
Badacze wyróżniają w podstawowym jej tekście „Księgę Daniela A” oraz
„Księgę Daniela B” 371 . Pierwsza z nich ma charakter narracyjny, druga wizjonerski,
apokaliptyczny. „Księga B” powstała w okresie okrutnych prześladowań judaizmu
przez Antiocha Epifanesa. Analiza jej treści pozwala nawet umiejscowić datę jej powstania
tuż przed śmiercią Epifanesa w 164 r. p.n.e. 372 „Księga A” według LaCocque’a
pochodzi z VI w. p.n.e. 373 i została przerobiona przez autora „Księgi B” zgodnie
z jego intencjami. Inni uważają, że opiera się ona na ustnej tradycji. „Opowiadania
w «Księdze A» – przyznaje zresztą również LaCocque – należały do tradycyjnego
cyklu utworów o Danielu (czy Danelu), który może sięgać folkloru kanaanejskiego”
374 . Księga ta nosi charakter quasi-historyczny. Jednak autor, dobrze obznajomiony
z sytuacją historyczną, do której odnosi się „Księga B”, ma bardzo słabe pojęcie
o czasach i postaciach historycznych, o których jest mowa w „Księdze A”.
Obie części w zasadzie pisane są prozą, ale zawierają też wstawki poetyckie,
w postaci hymnów i modlitw.
371
Por. A. LaCocque, Księga Daniela w: Międzynarodowy komentarz do Pisma Świętego,
wyd. cyt., s. 967. Obszerny artykuł LaCocque’a ma charakter apologetyczny, a więc reprezentuje
diametralnie odmienny od mojego stosunek do omawianego utworu.
372
Tamże, s. 969.
373
Tamże, s. 966.
374
Tamże, s. 969.
Biblia okrutników
379
Jednakże, jak w innych wypadkach, gdy zadać można pytanie o stosunek analizowanego
przekazu do wydarzeń historycznych, sprawa ta jest w kontekście mojego
szkicu nieistotna. Opowieść, o którą idzie, ważna jest jako ilustracja pewnych postaw
moralnych, które musiały wpływać na rzeczywistą sytuację kobiet w społeczeństwie.
W historii tej mowa jest o pewnym lewicie, którego opuściła niezadowolona ze
związku z nim konkubina, chroniąc się u swojego ojca. Mężczyzna po pewnym czasie
udał się tam po nią, został przyjaźnie przyjęty przez ojca i bez trudu odzyskał
kobietę. Podczas podróży powrotnej, znalazłszy się przed nocą w obcym dla niego
beniaminickim mieście Gibka, został zaproszony na nocleg przez człowieka, który
mieszkał tam, choć nie był beniaminitą. I otóż „przewrotni mężowie tego miasta”
otoczyli dom, żądając (wzorem opowieści o Sodomie), aby przybysz został im wydany
w celu dokonania na nim zbiorowego gwałtu. Na podobieństwo Lota gospodarz
usiłuje odciągnąć ich od zamiaru skrzywdzenia gościa oferując im w zamian
swoją córkę dziewicę oraz konkubinę lewity! Żadna siła nadprzyrodzona nie przychodzi
tym razem oblężonym z pomocą, wobec czego lewita wypycha za drzwi
swoją konkubinę. (Gospodarz powstrzymał się widocznie od wydania córki.) Ponieważ
napastnicy, zagarnąwszy kobietę, odstąpili, jej pan udaje się na spoczynek,
jak wnioskować można ze słów opowieści o tym, co zrobił „wstawszy rano”. A mianowicie
otworzył drzwi, znalazł umęczoną kobietę na progu i zażądał, aby wstała
i udała się z nim w drogę. Dopiero po chwili zorientował się, że przyczołgawszy się
do drzwi umarła. Narrator bynajmniej nie traktuje bohatera tego opowiadania jako
kata swojej konkubiny i najwyraźniej sympatyzuje z nim, gdy szuka on pomsty
rozsyłając po plemionach izraelskich jako swoiste wici kawały poćwiartowanego
przez siebie ciała udręczonej kobiety. Rozpoczyna się wojna jedenastu plemion
z beniaminitami, którzy odmówili wydania winnych zbiorowego gwałtu. Z całego
wielotysięcznego pokolenia pozostaje zaledwie 600 mężczyzn, którym udaje się
przeżyć w górach. Osiedla plemienia zostają stałym zwyczajem wojennym zrabowane
i spalone, a ich ludność wymordowana. Zwycięzcy nadto związują się przysięgą,
że nikt nie odda beniaminicie swojej córki za żonę – tak że i tych 600 ocalałych
ma zejść ze świata bezpotomnie. (W opowieści tej nie rozważa się możliwości
małżeństw z cudzoziemkami.) Z kolei jednak zwycięzcy odczuwają żal z powodu
zgładzenia jednego z plemion izraelskich i postanawiają znaleźć sposób, by się
mogło odrodzić. Ustalają, że mężowie jednego z miast niebeniaminickich powstrzymali
się od udziału w wojnie, a przeto również nie związali się przysięgą.
Z kolei więc mordują wszystkich mieszkańców tego miasta oprócz czterystu dziewic,
które uprowadzają, jakby to było bydło i darują ocalałym beniaminitom. Ponieważ
branek jest za mało, nakazują tym mężczyznom, dla których ich nie starczyło,
aby zrobili zasadzkę w pobliżu drogi, którą dziewice z miasta Szilo winny się
udać w święto na obrzędowe tańce, i aby porwali kandydatki na żony (tak jak
72
Biblia początków
o wiele bardziej bolesny i niebezpieczny niż dla samic wielu innych ssaków. Nieodparta
zaś rozkosz aktu płciowego czyni kobietę emocjonalnie zależną od męskiego
partnera i przyczynia się do jej uległości wobec jego przemocy (Rdz 3: 16).
W seksistowskiej swej jednostronności narrator pomija „upokarzającą” emocjonalną
zależność mężczyzny od kobiety, dobitnie zresztą przedstawianą przez
inne mity i historyczne przekazy biblijne.
Jest rzeczą oczywistą, że z logicznego punktu widzenia pomiędzy Rdz 1 a Rdz
2–3 zachodzi zarówno jaskrawa sprzeczność na poziomie narracji (tekst niniejszy
zawiera zresztą jedynie niekompletną analizę tej dobrze znanej sprzeczności), jak
też radykalna różnica ogólnego egzystencjalnego nastawienia narratorów.
W świetle tego, o czym opowiada autor Rdz 1, nie ma scenerii, w której miałby
dojść do skutku akt rebelianckiej uzurpacji, nie ma też po temu motywów; nie ma
również wzmianki o bolesnych konsekwencjach, jakimi zostało okupione zawłaszczenie
sobie boskiej prerogatywy powoływania na świat istot żywych. Ziemia nie
jest tu dla prarodziców oraz ich potomków miejscem wygnania. Jest ich pierwotną
kolebką, jedyną ojczyzną, jest przeznaczonym przez Boga dziedzictwem.
Niezbywalne właściwości gatunku ludzkiego, nabyte według autora Rdz 3
w drodze rebelii, są według Rdz 1 z początkowego ustanowienia bożego fundamentalnymi
cechami jego natury: płodność jest przeznaczeniem i błogosławieństwem
ludzkości. Autor nie wie też nic o zakazie nabywania znajomości „dobrego
i złego”. (Jeśli ludzie mają zdobyć władztwo nad ziemią, to rozwijanie intelektu
również jest ich przeznaczeniem.) Znamienna jest różnica w potraktowaniu przez
obu autorów stosunku gatunku ludzkiego do jego ziemskiego otoczenia. Podczas
gdy autor Rdz 3 mówi o wyczerpującym i w znacznej mierze frustrującym trudzie
zatruwającym dni ludzkiego żywota – o cierniach i ostach rodzonych przez uprawianą
w pocie czoła ziemię – autor Rdz 1 mówi o triumfalnym „czynieniu sobie ziemi
poddaną”.
Relacja zawarta w Hymnie Kapłańskim nie tylko więc nie dostarcza żadnego
ugruntowania dla mitu o dziedziczności „Grzechu Pierworodnego”, ale też nie dostarcza
podłoża dla mitu o rebelianckim postępku prarodziców, który by miał w jakiś
sposób spowodować kontaminację całej ziemskiej natury złem, zwłaszcza zaś
pociągnąć za sobą udręki towarzyszące żywotowi Człowieka na Ziemi. W porywie
ekstatycznego natchnienia autor tego tekstu zdaje się głosić, że świat nie tylko wyłonił
się jako jednoznacznie „dobry” z bożego aktu stwórczego, ale i takim odtąd
pozostaje. Jak już wyżej powiedziałam, jest to wizja nieakceptowalna w świetle potocznego
doświadczenia ludzkich pokoleń. W istocie, w świetle tego doświadczenia
relacje z Rdz 1 oraz Rdz 2–3, logicznie ze sobą sprzeczne, z egzystencjalnego
punktu widzenia uzupełniają się, łączą się ze sobą jak awers i rewers monety. Gatunkowa
natura ludzka i naturalne otoczenie gatunku są dla Człowieka nieustającym
źródłem zarówno szczęścia, jak cierpienia, zarówno zachwytu, jak grozy, za-
Biblia zawłaszczonego Boga
271
na ciele pożywną potrawą, żeby uzyskać moc błogosławienia. Błogosławieństwo
raz dane, nawet jeśli jest wyłudzone, nie może być cofnięte, nie rozporządza też
Izaak jego duplikatem, którym by mógł obdarzyć ukochanego syna.
Skupić się tu jednak muszę na moralnym aspekcie tej opowieści. Matka i syn
dopuszczają się oszustwa w celu wydarcia niezmiernie cennego dobra niekochanemu
synowi i bratu, wykorzystując przy tym kalectwo oszukiwanego. Celem
uprawdopodobnienia oszustwa matka nadużywa również zaufania, jakim ją niekochany
syn darzył, powierzając jej na przechowanie swoje szaty. W postępowaniu
tej pary autor biblijny również nie dostrzega nic rażącego 55 .
(i) Uciekając do rodziny matki przed zemstą brata 56 Jakub (Rdz 28) w drodze
doznaje swojego słynnego snu o drabinie łączącej niebo z ziemią. W śnie tym Bóg
zjawia mu się w widzialnej postaci i powtarza obietnicę, jaką dał Abrahamowi,
nadto zaś przyrzeka jemu samemu opiekę w czasie wygnania i oraz powrót do kraju.
Dochodzi tu, jak widać, do głosu koncepcja zawłaszczonego Boga. Stwórca i sędzia
świata, jakim Bóg jest w tej wizji, nic nie ma do powiedzenia na temat występku,
w którego następstwie bohater tej opowieści stał się wygnańcem. Występek
ten nie zostaje zganiony, ponieważ jest jednym z epizodów powoływania do życia
„narodu wybranego”.
Epizod kończy się ślubowaniem Jakuba. Przyrzeka on Bogu, że uczyni go swoim
bogiem, jeżeli dozna od niego takich a takich łask. Obyczaj warunkowych ślu-
55
Według przypisu Pecarica w TPL (t. I, s. 168) Rebeka postąpiła tak, ponieważ „jeszcze
przed narodzinami bliźniaków powiedziano jej [w wyroczni], że jej młodszy syn będzie wywyższony,
wiedziała [przeto], że błogosławieństwo powinien otrzymać Jaakow”. Dlaczego jej, a nie
Izaakowi udzielona została ta wiadomość? I czy będąc w jej posiadaniu, obawiała się, że jeśli
nie wspomoże Wszechmogącego własnym fortelem, to nie będzie on w stanie urzeczywistnić
swoich planów? Czemu nie podzieliła się swoją wiedzą o przeznaczeniu synów z „czczącym Boga
z bojaźnią”, a więc posłusznym wyrokom bóstwa, Izaakiem, tylko wolała upokorzyć niewidomego
męża? Tego Pecaric już nie wyjaśnia.
Pomijając powyższy komentarz z TPL, założyć można, że Rebeka zdawała sobie sprawę,
iż cechy charakteru i intelektu każdego z bliźniaków czynią Jakuba godniejszym niż Ezaw dziedzicem
Błogosławieństwa. Również na gruncie tej interpretacji woli ona uciec się do bolesnego
dla męża oszustwa zamiast do argumentacji, która mogłaby go przekonać.
W sadze tej mamy, jak wspominałam w innym miejscu, jeden z przykładów na to, że zdaniem
twórców Biblii Bóg niekiedy posługuje się podłymi czynami ludzi dla osiągnięcia swoich
wzniosłych celów. Trudno, aby osobom wierzącym nie przychodziło na myśl, że będąc wszechmocnym,
mógłby w każdym wypadku osiągnąć zamierzony cel inaczej – co podważa autorytatywny
charakter Pisma Świętego.
56
Rebeka pozoruje przed mężem, że celem wyprawienia Jakuba do jej krewnych jest
umożliwienie mu małżeństwa endogamicznego. Izaak traktuje teraz Jakuba jako umiłowanego
syna i nie żywi do żony i syna żalu z powodu ich podstępu.
500
Biblia Hebrajczyków
bywała opowieść o nieomal cudownym, implicite będącym dziełem bożej opatrzności,
ocaleniu Judejczyków w imperium perskim przed zgotowaną im zagładą.
Na tle takich doświadczeń historycznych nie dziwi też popularność w tych środowiskach
opowiadania o zabiciu z rozkazu królewskiego całego potomstwa arcywroga
Izraelczyków Hamana, jak również o dwudniowej krwawej łaźni sprawionej
w całym państwie perskim, z aprobaty władz, przez dopiero co ocalonych Judejczyków
ich wrogom. Wiemy z doświadczenia np. ostatniej wojny, jakiego, przynajmniej
chwilowego, komfortu psychicznego dostarczają niekiedy ludziom rojenia
o przyszłym, dorównującym wrogowi w okrucieństwie, odwecie na prześladowcach
– przy czym wyżywającymi się w takich rojeniach bywali również ludzie, którzy
po zwycięstwie bynajmniej nie posunęli się i wcale nie chcieli się posunąć dalej niż
domaganie się wykonania kary śmierci na sądownie ujawnionych złoczyńcach.
2. Do dziwactw Est należy przede wszystkim to, że opowieść o Mardocheuszu,
Esterze i Hamanie najwidoczniej została zaszczepiona (w tym sensie, w jakim się
mówi o wszczepieniu gałęzi jednego drzewa w pień drzewa innego gatunku) na jakiejś
niemającej nic wspólnego z losami Judejczyków noweli orientalnej, podobnej,
jak wspomniałam powyżej, do opowieści z Tysiąca i jednej nocy 384 . Nowela ta,
stanowiąca „podkład” opowieści rzekomo z dziejów diaspory judejskiej w państwie
perskim, ma za bohaterów króla Aswerusa i jego małżonkę Waszti. Opowiada się
w niej, że w trzecim roku swego panowania król ten „wydał ucztę dla wszystkich
swoich książąt i sług... wielmoży i władców państw, którzy byli razem z nim... [Uroczystości,
których celem było zademonstrowanie bogactwa i splendoru królestwa
trwały] 180 dni” (Est 1: 3–4). Zaiste, cysorz to ma klawe życie.
Natychmiast po tym „wydał król ucztę dla całego ludu, który znajdował się
na zamku w stolicy imperium, Suzie (1: 5). Autor noweli splagiatowanej przez
twórcę Est z lubością i wielce plastycznie opisuje bajeczny przepych, wśród którego
odbywała się ta uczta. „Także królowa Waszti wydała ucztę dla kobiet w pałacu
królewskim...” (1: 9) 385 .
W siódmym dniu tego biesidowania podchmielony król zapragnął zademonstrować
zebranym jeden z największych posiadanych przez siebie skarbów, a mianowi-
384
Skojarzenie to nasuwa się nawet pewnym apologetycznym hermeneutom. Por. S.
Pagán, Księga Estery, w: Międzynarodowy komentarz do Pisma Świętego, wyd. cyt., s. 610.
385
„Na ogół w imperium perskim w tego rodzaju uroczystościach uczestniczyli wspólnie
mężczyźni i kobiety... W tym jednak opowiadaniu rozdzielenie ucztujących mężczyzn od kobiet
było autorowi potrzebne” (tamże, s. 612).
Mamy tu widocznie świadectwo tego, że zapożyczona przez autora „Estery” nowela nie
wywodzi się ze źródeł perskich, ale z jakiegoś kraju, gdzie kobiety przebywały w haremach.
Obyczaje panujące w imperium perskim są temu autorowi mało znane.
537
Rozważania ogólne
Problematyka historyczności Jezusa
1. Tytuł niniejszego szkicu jest jedynie pod pewnym względem adekwatny
do jego treści 1 . Sygnalizuje on, że w zasadzie zamierzam się zająć tym, co o Jezusie
z Nazaretu mówią ewangelie. (Tylko okazjonalnie sięgać będę do przekazów
zawartych w innych częściach NT.) Pominę natomiast poza niniejszymi rozważaniami
wstępnymi problematykę dotyczącą Jezusa historycznego: zagadnienie,
czy jest on postacią historyczną – tzn. czy istniał, a w razie pozytywnej odpowiedzi
na to pytanie, w jakiej mierze można wiarygodnie zrekonstruować jego losy
i naukę.
Rzeczywiste istnienie Jezusa było przedmiotem dysputy pomiędzy bibliologami,
i spór ten widocznie nie jest dotąd przebrzmiały, skoro ks. A. J. Skowronek 2 ,
uważa za rzecz słuszną poświęcić tej sprawie kilka stron. Stwierdza, że „pozachrześcijańskie
świadectwa o Jezusie” (którym, zauważmy, prima facie przypisać
by można było największą wiarygodność) „nie są zbyt obfite a ich wartość historyczna
jest dyskusyjna” 3 . Szczególnie godne uwagi wydaje się tu „milczenie
Józefa Flawiusza, który w swym dziele Dawne dzieje Izraela z 93 roku obszernie
opowiada o działalności i śmierci Jana Chrzciciela, lecz ani słowem nie wspomina
o Jezusie Chrystusie... Spośród osób z kręgu Jezusa Józef zauważa i wymienia
dwie osoby: wspomnianego już Jana Chrzciciela oraz pierwszego biskupa Jerozolimy
– Jakuba, opisując jego męczeńską śmierć i nazywając go bratem «Jezusa
przezwanego Chrystusem». Jest to jedyna wzmianka Józefa o Jezusie...” 4
Wydawałoby się, że jeśliby nie budziła ona zastrzeżeń co do swojej autentyczności,
to stanowiłaby poświadczenie przez Józefa realności Jezusa, trzeba bowiem
istnieć, żeby mieć brata. Jednakże z jakichś powodów znanych dyskutującym
bibliologom ani ks. Skowronek, który naturalnie nie ma wątpliwości co do historyczności
postaci Jezusa, ani ci, którzy ją kwestionują, nie uważają tej wzmianki
za definitywnie rozstrzygającą sprawę.
1
Pod jakim względem jest on nieadekwatny, to się wyjaśni w dalszym toku moich rozważań.
2
Ks. A. J. Skowronek, Kim jest Jezus z Nazaretu, Znak, Kraków 2003.
3
Tamże, s. 18.
4
Tamże, s. 20–21.
Rozważania ogólne
545
26–28. (Oprócz szokująco pogardliwego stosunku do nie-Judejczyków i ekskluzywistycznego
pojmowania przez Jezusa swej misji – co oczywiście pozostaje w konflikcie
z innymi przekazami zawartymi w ewangeliach – natrafiamy w tej opowieści,
nb., na naiwną koncepcję mocy uzdrowicielskiej Jezusa jako jakiegoś przesycającego
jego ciało fluidu, którego może zabraknąć przy nieopatrznym szafowaniu
nim. Tę samą koncepcję fluidu znajdujemy w Mt 9: 20–22, a zwłaszcza w wersji odnośnego
przekazu w Mk 5: 25–34, gdzie jasno jest przedstawione to, że kobieta
cierpiąca na krwotok „kradnie” Jezusowi nieco jego „mocy” i natychmiast zostaje
uzdrowiona; on zaś czuje, że wskutek dotyku jakiegoś człowieka „moc wyszła
od niego” – co zresztą po przyznaniu się kobiety do winy Jezus przebacza jej dla
„jej wiary”.)
W Łk 17: 7–10 posługujący się alegorią Jezus z najzupełniejszą aprobatą, jako
o rzeczy zwykłej i bynajmniej niebudzącej zastrzeżeń moralnych mówi o gospodarzu,
który wracającemu po całodziennej pracy w polu słudze nakazuje, aby zanim
sam zabierze się do jedzenia najpierw przygotował wieczerzę dla swego pana
i usługiwał mu przy stole. Alegoria ta ma przy tym zachęcić uczniów do tego, aby,
czegokolwiek dokonają, uważali się za „sługi niegodne [albo nędzne]”, czyli w istocie
rzeczy ma ich zachęcić do hipokryzji.
Miłującemu uczniowi, który wypowiada nieśmiałą nadzieję, że nie sprawdzi
się Jezusowa zapowiedź jego śmierci z rąk wrogów, i który może też usiłuje poddać
Jezusowi myśl, że powinien zrobić coś, aby ustrzec się przed takim losem, Jezus
nie odpowiada po prostu, iż to, co tamten mówi, jest nie do przyjęcia jako
sprzeczne z planami Bożymi, ale gromi go słowami: „Zejdź mi z oczu, szatanie, jesteś
mi zawadą” (por Mt 16: 21–23). Ma to być ten sam Jezus, który w innym ustępie
w ewangelii (Mt 5: 22) surowo zabrania posługiwania się wyzwiskami nawet
w stosunku do ludzi nam nieżyczliwych.
Człowiekowi, który wyraża chęć przyłączenia się do wędrującej gromady wielbicieli
Jezusa, ale oznajmia, że musi przedtem pogrzebać ojca, Jezus po sekciarsku
odpowiada, iż należy pozostawić „umarłym grzebanie ich umarłych” (por. Mt
8: 21–22) – czyli od przyłączających się do niego wymaga, aby zerwali najgłębsze
więzi uczuciowe z tymi, co się do Jezusa jako nowatorskiego proroka duchowo nie
przyłączają, i aby zlekceważyli najsurowiej usankcjonowane obyczajem obowiązki
względem osób takich jak rodzice. W tymże duchu (według przekazu ewangelicznego),
kiedy jego matka i bracia przybyli do niego, „stanęli na dworze i chcieli
z nim rozmawiać”, widocznie zamierzając wyperswadować mu jego „heretycką”
i narażającą go na niebezpieczeństwo działalność, Jezus nie podjął próby przekonania
ich albo przynajmniej rozstania się w atmosferze życzliwości po wyrażeniu
niezgody, tylko w ogóle odmówił wyjścia do nich i „wyciągnąwszy rękę ku swoim
uczniom rzekł: «Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Ojca mojego, który
jest w niebie, ten jest Mi bratem, siostrą i matką»” (por. Mt 12: 46–50) – czyli wy-
376
Biblia Hebrajczyków
stując uznane prawnie kanały, to czynią to, wykorzystując kanały nieformalne. Nawet
harem sułtanów tureckich wywierał istotny wpływ na politykę państwa.
W świetle starotestamentowych przekazów kobiety, niewięzione przecież w gyneceach,
mimo ich żałosnej sytuacji prawnej, tym bardziej wykorzystywać mogły
różnorodne kanały w celu wywierania wpływu sprawy publiczne.
Przede wszystkim więc mogły uzyskać stanowisko publiczne dzięki swojemu
osobistemu charyzmatowi, a mianowicie dzięki ich publicznie uznanemu darowi
proroczemu. W przeciwieństwie do kapłana lub króla prorok – „man” embraces
„woman”, jak mówią gramatycy angielscy 226 – nie musiał opierać się na prawie
dziedziczenia, nie musiał być wybierany albo mianowany, nie musiał być wprowadzany
na urząd w drodze dopełnienia jakiejś odpowiedniej ceremonii. Musiał jedynie
być zdolny do przekonania wspólnoty, że jest natchniony przez Jahwe. Wśród
starożytnych Izraelczyków rola taka niekiedy przypadała w udziale kobiecie.
Przy odpowiednio silnej osobowości prorokini mogła wywierać znaczny wpływ ideowy,
religijny, jak również polityczny na wspólnotę.
Prorokinią była legendarna Miriam, siostra Mojżesza. Pełniła ona pewną rolę
w kulcie, będąc przewodniczką obrzędowych tańców kobiet (Wj 15: 20–21). Legenda
jednak każe sądzić, że do tego się jej stanowisko we wspólnocie nie sprowadzało.
Według przekazu biblijnego (Lb 12) pozwalała ona sobie nawet twierdzić, że
Jahwe przemawia do niej (i do Aarona) tak samo bezpośrednio, jak do Mojżesza.
Ripostą Jahwe była istotnie zwrócona bezpośrednio do niej (i do Aarona) przemowa,
potwierdzająca jednak absolutnie wyjątkową relację pomiędzy nim a Mojżeszem.
Miriam została za karę porażona przez Jahwe na trzy dni trądem. Pozostała
jednak ważną osobistością we wspólnocie: „lud nie ruszył dalej zanim Miriam
nie powróciła po uleczeniu się z trądu” (Lb 12: 15). Odnotowano też jej pochówek.
Debora była, być może, postacią historyczną. Jej charyzmat prorocki zapewniał
jej nieformalną, ale bardzo rzeczywistą władzę polityczną, tak że „zasiadała
ona pod Palmą Debory... dokąd przybywali Izraelczycy, aby rozsądzać swoje sprawy”
(Sdz 4: 4). Z jej inicjatywy został dowódcą wojskowym Barak, a charyzmat jej
był tak wielki, że uzależnił on zorganizowanie wyprawy wojennej od jej udziału.
Rzecz ciekawa, że do pełnienia funkcji publicznej nie uniezdolniało Debory to, że
była zamężna. Jej mąż Lappidot był, jak można sądzić w świetle omawianego
przekazu, po prostu mężem swojej żony.
Postacią historyczną widocznie jest Chulda, żona niejakiego Szalluma, której
opowiedzenie się za reformą religijną króla Jozjasza miało decydujący wpływ
na jej wprowadzenie (2Krl 22: 14–20).
226
Tzn. w pewnych kontekstach rzeczownik rodzaju męskiego odnosi się również do kobiet
– co w języku polskim, naturalnie, bardzo pospolite.
486
Biblia Hebrajczyków
„W każdym... przypadku, czy cierpienie ma źródło w grzechu człowieka, czy
w ukrytych racjach tajemnicy mądrości bożej, wszystko dzieje się za sprawą mocy
i miłosierdzia Boga” 369 .
Skoro wszystko, cokolwiek się dzieje, dzieje się ex definitione za sprawą miłosierdzia
Boga, to w odniesieniu do Boga pojęcie miłosierdzia pozbawione zostaje
określonego sensu.
Jeśli ograniczyć się do problemu operacji opatrzności bożej w doczesnym życiu
ludzi, co przecież zazwyczaj jest przedmiotem ich modłów, to na tle Księgi Tobiasza
nasuwa się pytanie o niewytłumaczalną wybiórczość przejawiania się
opatrzności. W omawianym utworze beneficjentami opatrzności okazują się Tobiaszowie
i Sara, ale nie są nimi ofiary tyrańskiej władzy chowane do grobu przez
Tobiasza, ani jak już zwracałam na to uwagę, siedmiu niedoszłych małżonków Sary.
Dlaczego? Jeszcze bardziej drastycznie niż explicite w Tb owa wybiórczość bożej
opatrzności przejawia się w ulubionej widocznie przez autora tego utworu historii
„Achikara”. O noweli o „Achikarze” dowiadujemy się np. z książki J. D. Cressona
Historyczny Jezus. Okazuje się, że według tej, „jednej z najbardziej znanych
i najszerzej rozpowszechnionych opowieści świata śródziemnomorskiego w starożytności”,
zbrodniczy krewniak Achikara „przekonuje Esarchaddona [tj. władcę,
któremu Achikar wiernie służył], że starzec zamierza zrzucić go z tronu... [K]ról
każe stracić Achikara. Oficer wysłany z poleceniem wykonania wyroku okazuje się
jednak starym przyjacielem Achikara, który uratował mu kiedyś życie. Teraz
wspólnie układają plan, w wyniku którego zamiast Achikara zabity zostaje niewolnik
[kursywa – H. E.]. Koniec historii nie jest znany, prawdopodobnie jednak
opowiadał o tym, że Achikar wraca do łask, a jego niewdzięczny krewniak ponosi
zasłużoną karę” 370 .
Jest rzeczą godną uwagi, że ów „Achikar” ratujący własne życie za cenę życia
innego człowieka, a mianowicie za cenę bezwartościowego widocznie w jego
oczach życia niewolnika, wzmiankowany jest w Tb co prawda pobieżnie, ale jako
postać szacowna. Autora Tb nie razi to, że opatrzność boża rozciągnęła się na cnego
Achikara, ale nie na niewolnika.
Wybiórczość opatrzności bożej nabiera przy tym jeszcze bardziej tragicznego
charakteru, kiedy się ją rozważa w perspektywie „makroskopowej”. W Jdt tyran
Nebuchodnozor zostaje, jak się należy domyślać, poskromiony, kiedy z pomocą
Bożą Judyta zabija Holofernesa. Jednakże nie jest to casus charakterystyczny dla
dziejów ludzkich. Pytanie, „gdzie był Bóg podczas Holocaustu” dręczy dziś, o ile
wiem, teologów żydowskich, i zapewne nie tylko nich. Można je jednak uzupełnić
369
Tamże.
370
J. D. Crossan, Historyczny Jezus, Książka i Wiedza, Warszawa 1997, s. 404–405.
Biblia zawłaszczonego Boga
265
conej dziewicy. Ma on natomiast więcej wpływu na ukształtowanie opowieści
o Akedzie. Wydaje mi się, że jest skonsternowany myślą o złożeniu w ofierze człowieka,
a zwłaszcza własnego dziecka. Stąd przebieg zdarzeń w tej opowieści jest
w znamienny sposób odmienny od tego, co opisane w przekazie o córce Jeftego.
W przeciwieństwie do tej dziewicy Izaak jest prowadzony na śmierć podstępem.
Pyta ojca, gdzie jest jagnię na ofiarę, i otrzymuje odpowiedź, że Bóg upatrzy je sobie
(Rdz 22: 7–8) 50 . Jest tak samo nieświadomy i bierny jak jagnię przeznaczone
na ofiarę. Abraham kryje się z tym, co ma uczynić, nie tylko przed nim, ale
przed wszystkimi. Wyrusza na górę Moria z dwoma sługami, ale nie tylko nie powiadamia
ich o celu podróży, lecz okłamuje ich do końca (Rdz 22: 5).
Nic dziwnego, że rodzi to u wielu późniejszych, np. nowoczesnych, komentatorów
(exemplum S. Kierkegaard) myśl, że jest on wewnętrznie rozdarty. To, do czego
spełnienia się zabiera, jest w jego własnym odczuciu zarazem świadectwem doprowadzonej
do apogeum cnoty – heroicznej uległości względem Boga – jak i zbrodnią.
Mamy tu do czynienia z konfliktem pomiędzy etosem bezwzględnego posłuszeństwa
Bogu a etosem opartym na normach moralnych, z których jedna orzeka,
że ojciec powinien chronić dziecko i w razie konieczności poświęcić się dla niego.
Abraham zostaje wynagrodzony za sposób, w jaki we własnym duchu rozwiązał
ten konflikt. Opowieścią o Akedzie twórcy Biblii pouczają nas, że względem Boga
obowiązuje skwapliwe, wyłączające nawet skargi i lamenty, posłuszeństwo, nawet
jeśli oznacza to pogwałcenie czyichś najgłębszych uczuć i najbardziej podstawowych
norm moralnych.
Choć Abraham jest postacią mityczną, można wyobrażać sobie jego uczucia
– tak jak pytamy, czy Hamlet naprawdę kochał Ofelię albo czy Otello uległ perswazjom
przewrotnego Jagona dlatego, że wystawiony wielokrotnie na przejawy rasizmu
sam w głębi duszy nie mógł oprzeć się poczuciu, że jest coś niewiarygodnego
w miłości „białej” wenecjanki do „Maura”, tzn. Araba. Rozważanie takich pytań
jest to pewien sposób refleksji nad możliwościami stanów właściwych ludzkiej
psyche. Czy Abraham nie tylko „bał się”, ale i miłował Boga, wspinając się z dzieckiem
na górę Moria? Uważam to za możliwe, ponieważ do repertuaru sposobów,
w jakie ludzie radzą sobie ze stresami wynikającymi z poczucia bezradności w sto-
50
S. Pecaric, usiłując sprostać beznadziejnemu zadaniu wykazania porządku w biblijnej
chronologii życia postaci biblijnych, oświadcza w Tora Pardes Lauder (t. 1, s. 134) za mistyczną
judaistyczną księgą Zohar, że Izaak miał 37 lat w epizodzie Akedy. Był trzydziestosiedmioletnim
bezżennym młodzieńcem! Dalej Pecaric raczy czytelnika opartą na Zoharze historyjką
o radosnym przyjęciu na się przez Izaaka roli ofiary mającej być zarżniętą i spaloną na ołtarzu.
Opowiadanie to stanowi jaskrawy wyraz postawy scharakteryzowanej przeze mnie w innym ze
szkiców tego zbioru słowami veneratore-fabulatore. Więcej na ten temat piszę w szkicu „Ofiarowanie
Izaaka”.
Opowieści biblijne i „Kohelet”
457
Jednakże ich uwaga niezupełnie jest trafna. Konflikt etosów zaczyna się tu nie dopiero
na poziomie rozważań o karze (i dlatego jego podłożem nie musi być opozycja
wielu osób współczesnych przeciwko stosowaniu kary śmierci w przypadkach
zbrodni jakichkolwiek). Konflikt zaczyna się już na poziomie rozważań o winie: dotyczy
on tego, czy za winę można poczytywać poglądy i wierzenia sprzeczne z „religią
prawdziwą”, a zwłaszcza wszelkie usiłowania szerzenia takich poglądów
i wierzeń. Wiele osób współczesnych wyznających tę czy inną religię wyrosłą z tradycji
judeochrześcijańskiej gorszy się stosowaniem w tym kontekście kar jakichkolwiek,
choćby to były np. nierujnujące grzywny; gorszy się stawianiem przeszkód
jawnemu uprawianiu kultów „nieprawowiernych” (albo wyrażaniu poglądów
agnostycznych czy też ateistycznych) zamiast usiłowania krzewienia „prawdziwej
wiary” sposobami pokojowymi.
„Ogień spadający z niebios” i pochłaniający złożoną na ołtarzu żertwę to, oczywiście,
jeden z fantastycznych składników opowieści o Eliaszu. Mimo to można dociekać
historycznego podłoża omawianego powyżej fragmentu opowieści. Czy
w czasach Achaba i Izebel jakiś prorok wzniecił w Izraelu gorliwość w uprawianiu
wyłącznie jahwistycznego kultu – por. „Cały lud rzekł «Naprawdę Jahwe jest Bogiem!»”
– gorliwość posuniętą do mordowania sprowadzonych przez Izebel kapłanów
Baala?
Wydaje się jednak, że cała ta opowieść jest wymysłem rozbijającym się o rzeczywistość:
masakra nad potokiem Kiszon nie ma według niej wpływu na stosunki
panujące w Izraelu. Izebel pozostaje u władzy i śle do Eliasza posłanie (1Krl 19:
2) zawierające groźbę śmiertelnego odwetu na nim za mord na prorokach Baala.
Według legendy Eliasz zmuszony jest przeto do ucieczki na pustynię, gdzie zamiast
kruka tym razem żywności dostarcza mu anioł. Nie musiałby tak się ratować,
gdyby to on, a nie występna królowa miał za sobą tak masowe poparcie ludu.
Wpływ Izebel – a więc i reprezentowanego przez nią niejahwistycznego kultu
– rozciąga się poza śmierć jej męża.
ści bożej. Por np. persewerujący temat karania przez Boga potomków za grzechy przodków, co
niekiedy jest w dodatku konceptualizowane przez deuteronomistę jako przejaw łaski Boga
w stosunku do owych przodków – H. E.]... Niemniej, nie możemy lekceważyć przekonania deuteronomistów,
że właściwy związek z Bogiem stanowi podstawę pomyślności każdego społeczeństwa,
czy to w ustroju monarchicznym, czy to w ustroju demokratycznym”. Tamże, s. 520.
Nie dostrzegam żadnych przekonujących świadectw empirycznych na poparcie tego ostatniego
stwierdzenia autorów. W świecie współczesnym nie widać korelacji pomiędzy pomyślnością
jakiegoś społeczeństwa a jego umiejscowieniem na skali pobożności ogółu składającej się
na nie ludności.
Ofiarowanie Izaaka. Abraham a Hiob
325
dzieci. Nic nie powinno by było im zagrażać. W tej perspektywie nie widać, dlaczego
akurat w dniu egipskiej masakry, a nie o jakimś innym czasie, Bóg „poświęcił
dla siebie” wszystko, co pierwiastkorodne w Izraelu. Podane wyjaśnienie
dowodzi, że pierwotny jego autor, jak również redaktor ostatecznego tekstu Biblii
nie zdawali sobie sprawy z początkowego uzasadnienia konieczności wykupywania
izraelskich pierwiastkorodnych. Postęp moralny, tak samo jak postęp
techniczny, często wiąże się z zatraceniem zrozumienia sensu pewnych dawnych
praktyk.
Wyjaśnienia związku pomiędzy masakrą egipskich pierworodnych a obowiązkiem
wykupu pierwiastkorodnych izraelskich szukać więc widocznie należy na innej
drodze. Może w przekazie o dziesiątej pladze egipskiej, kiedy to ocalone
od śmierci zostają jedynie dzieci Hebrajczyków przebywające w odpowiednio
oznakowanych domach, ma się do czynienia z pogłosem o wiele bardziej archaicznego
mitu. Według niego egipscy pierworodni (pierwiastkorodni?) byliby „zabijani”,
czyli w każdym razie ponosiliby śmierć, nie z powodu konfliktu pomiędzy Jahwe
a faraonem, ale dlatego, że Jahwe, będący jeszcze nader prymitywnym bóstwem,
rościł sobie prawo do wszystkich dzieci tej kategorii, przynajmniej
na terytorium Egiptu; natomiast wobec „zaadoptowania” Hebrajczyków zgodził
się na wykupywanie ich właśnie pierworodnych? Czy taki mit hebrajski
o zabijaniu dzieci egipskich miał jakieś podłoże w micie egipskim, tego nie wiem.
To, co piszę, jest w zasadzie zgodne z tekstem Sandauera: „W przeszłości zbyt
odległej, by nawet Stary Testament zachował z niej cokolwiek prócz niewyraźnych
wspomnień, Jahweh karmił się, jak Moloch, krwią pierworodnych... W Izraelu dokonał
się wcześniej niż u sąsiednich ludów religijny przełom, który pozwalał okupywać
dziecko barankiem stanowiącym jego magiczny substytut. Dwie... opowieści
umiejscawiają ten przełom... Legenda o Izaaku [tzn. o jego niespełnionym ofiarowaniu
– H. E.] umiejscawia go w przestrzeni: dokonał się [według mitu – H. E.]
na górze ha-Morijah, gdzie też miał się później powtarzać [tzn. gdzie w rzeczywistości
w kulcie Jahwe ofiarowywano zastępującego dziecko baranka – H. E.]. Legenda
o pladze egipskiej umiejscawia go w czasie: pożerający pierworodnych
w noc paschalną demon Jahweh daje się obłaskawić, zawiera przymierze i godzi
się przyjąć okup w postaci baranka, tak by domy izraelskie omijać (co właśnie znaczy
[termin] «pasach»)” 143 .
W każdym razie na podłożu konstrukcji intelektualnej, charakterystycznej dla
myślenia mitologicznego, niewytracenie przez Jahwe pierwiastkorodnych izraelskich
w noc zagłady pierworodnych egipskich stanowić miało, jak widać, precedens,
a przeto i usprawiedliwienie, odrzucenia praktyki ofiarowania mu
143
A. Sandauer, Bóg, Szatan, Mesjasz i…, wyd. cyt., s. 258–259.
92
Biblia początków
w najlepszej wierze zgubne lub okrutne środki lecznicze albo izolowanie od społeczeństwa
w obawie przed zarazą osób dotkniętych chorobami stosunkowo mało
przy odpowiedniej profilaktyce zaraźliwymi, takimi jak trąd albo dziś w znacznej
mierze AIDS. Albo jak np. praktyki produkcyjne i populacyjne, które prowadziły
do wyniszczenia środowiska przyrodniczego całych populacji i upadku cywilizacji.
Pewni myśliciele za przejaw opiekuńczości Boga uznają to, że pozwala on ludziom
na stopniowe i trudne uzyskiwanie wiedzy o świecie za pomocą ich naturalnych
władz poznawczych – co niewątpliwie bywa dla wielu jednostek źródłem najgłębszej
satysfakcji. Co więcej, sposób, w jaki Bóg przemawia do ludzi za pośrednictwem
autorów ksiąg „natchnionych” i tych, co są powołani przez ustanowienia
Boskie do ich interpretacji, dostosowuje się zdaniem tych myślicieli do osiągniętego
przez ludzkość poziomu poznawczego; tak że np. wiele pokoleń naszych przodków
żyć mogło w mylnym przekonaniu, iż zamierzoną przez Boga treścią pierwszego
rozdziału Rdz naprawdę był geocentryczny opis stworzenia świata. Trudno
jednak tak samo potraktować powstrzymanie się Boga przez tysiąclecia z przekazaniem
ludziom np. wiedzy o tym, że czarownice nie istnieją, co jest dostateczną
racją dla niepoddawania ludzi torturom w celu wymuszenia na nich przyznania się
do czarownictwa i dla niepalenia na stosach rzekomych czarownic; albo powstrzymanie
się Boga przez tysiąclecia z przekazaniem ludziom wiedzy o tym, że większość
chorób utożsamianych przez nich z trądem nie jest trądem, a trąd nie jest
chorobą tak zaraźliwą, aby usprawiedliwiał wyłączanie dotkniętych nim ludzi ze
społeczeństwa, i jest przy tym chorobą, która nie więcej niż każda inna zasługuje
na traktowanie jej jako oznaki ciążącej na dotkniętym nią człowieku klątwy bożej.
Podobnie traktować można nieudzielenie ludzkości wiedzy, która by chroniła odnośne
populacje przed najgroźniejszymi klęskami zdrowotnymi i ekologicznymi.
Przy omawianiu problematyki unde malum wziąć trzeba, ogólniej, pod uwagę
ogrom zła wyrządzonego ludziom i zbiorowościom przez ludzi i zbiorowości nie
z powodu świadomego poddania się popędom złej woli, ale np. właśnie w przekonaniu,
że dokonywane przez nich czyny naganne (z punktu widzenia humanisty)
lub wręcz straszliwe były spełnieniem objawionych nakazów boskich. Autorzy reprezentujący
judaizm lub chrześcijaństwo stoją w obliczu „faktu”, że Bóg nie zapobiegł
temu, aby księgi uznawane przez wyznawców owych religii za natchnione
– w szczególności ST – głosiły, iż Bóg nakazał „narodowi wybranemu” w rozlicznych
wypadkach popełnianie tego właśnie rodzaju czynów. Wszak np. według zawartego
w tych księgach przekazu wkraczający do Ziemi Obiecanej Hebrajczycy
byli zobowiązani do dokonania doszczętnego ludobójstwa na dawnych jej mieszkańcach.
ST zawiera wiele prawdziwych lub zmyślonych opisów takich poczynań
dokonanych rzekomo z rozkazu Boga przez „naród wybrany” albo jego wierną Bogu
część. Według tych samych ksiąg spełnianiem nakazów bożych było np. kamienowanie
cudzołożnic, zabijanie homoseksualistów, dyskryminowanie bękartów.
684
Jezus ewangelistów
względu na Królestwo Niebieskie”. Pozostaje to w domyśle czytelnika, widocznie
oswojonego z deprecjacją seksu, dlaczego ta autoprywacja ma uzdalniać tych, którzy
ją praktykują, do uczestnictwa w Królestwie Niebieskim, albo, inaczej, jaką korzyść
odnieść ma Królestwo Niebieskie z praktykowania przez jakichś ludzi takiej
autoprywacji, albo, jeszcze innymi słowy, dlaczego należy uznać, że miłujący ludzi
Bóg lubuje się w takich aktach autoprywacji?
Rozważając pozytywne i negatywne aspekty wpływu chrześcijaństwa, w toku
jego ewolucji, na kulturę europejską, i posługując się tu dla prostoty rubrykami
„Ma” i „Winien” deprecjację seksu i apologię celibatu humanista ateistyczny zaliczyć
musi do rubryki „Winien”. Były one w ciągu dziejów podłożem tragedii ludzi
przymuszanych wbrew ich woli do zostania zakonnikami lub zakonnicami albo
do przyjęcia święceń kapłańskich. Przyczyniały się nawet do usprawiedliwiania
praktyki kastracji chłopców dla potrzeb chórów papieskich. Były podłożem tragedii
osób karanych za uczestnictwo w „grzechu” złamania celibatu przez duchownych:
jak wspomniałam powyżej, w średniowieczu żony, konkubiny, dzieci księży
sprzedawano w niewolę 203 . Oparta na aberracyjnym podejściu do normalnej psychiki
ludzkiej deprecjacja seksu przejawiała się szczególnie w tym, że celibat narzucano
pewnym kategoriom osób przemocą, uznając zarazem, że nie ma to uzasadnienia
w dogmatyce, tylko z takich czy innych względów odpowiada interesom
Kościoła. Dziś, kiedy związanie się ślubami dozgonnej „czystości” (co to za termin
wyrażający stosunek do seksu!) pod przymusem jest w zasadzie sprawą nieaktualną,
śluby te jednak stają się w jakże licznych przypadkach przyczyną nerwicy zarówno
tych, którzy po ich przyjęciu dochowują ich, jak również tych, którzy łamiąc
je, żyją w obsesji swojej „grzeszności”. Deprecjacja seksu była też jednym z najmocniejszych
stymulatorów tak silnego w chrześcijaństwie nurtu mizoginizmu.
Kobieta jawiła się jako „pokusa” do grzechu, jako „kusicielka” i jako istota, którą
tylko poddanie surowej kontroli może powstrzymywać od „grzechu”.
O przypowieściach Jezusowych
6. Tekstem szczególnie doniosłym przy omawianiu zasygnalizowanego tu tematu
jest J 8: 1nn 204 , mimo że w ewangelii nie figuruje on pomiędzy przypowieściami.
Jest to przekaz o ocaleniu przez Jezusa wleczonej na ukamienowanie cudzołożnicy.
203
Por. hasło „Celibat”, w: Religia, Encyklopedia PWN, wyd. cyt.
204
BT podaje: „Urywek ten, niewątpliwie natchniony i kanoniczny, początkowo nie należał
do Ewangelii św. Jana, gdyż brak go w najstarszych rkp. Styl jego i temat wskazywałyby na św.
Łukasza” (s. 1247).
186
Biblia początków
momentalnego stanu wszechświata przewidzieć z doskonałą dokładnością każdy
przyszły momentalny stan wszechświata oraz bezbłędnie opisać z takąż dokładnością
każdy miniony momentalny stan wszechświata. Zachodzi pytanie, czym różni
się L od postulowanego przez tradycję judeochrześcijańską stwórcy wszechświata,
o ile Stwórcy przypisuje się wszechwiedzę w myśl radykalnej koncepcji wszechwiedzy.
Ktoś może mniemać (i przywiązywać do tego istotną dla niego wagę), że,
w przeciwieństwie do Boga, L obdarzony jest jedynie taką zdolnością dokonywania
obserwacji, która zawsze ograniczona jest do jednego momentu czasu, a więc
musi się on dla poznawania przeszłości i przyszłości wszechświata posługiwać obliczeniami,
podczas gdy Bogu cały nieskończony bieg dziejów wszechświata dany
jest „w bezpośrednim oglądzie”. W kontekście tematyki niniejszego szkicu nie ta
różnica byłaby wszakże istotna. Istotne natomiast jest to, że L nie jest żadnym
podmiotem działania. Nie tylko nie jest stwórcą świata, ale nie wywiera żadnego
wpływu na bieg jego dziejów. Jeśli jest obdarzony odpowiednimi dyspozycjami
psychicznymi, może ubolewać nad jakimiś składnikami tych dziejów i radować się
innymi ich składnikami. Może odczuwać zachwyt lub oburzenie z powodu jakichś
czynów takich istot jak ludzie, ale za nic z tego, co się dzieje w świecie, nie ponosi
moralnej odpowiedzialności.
Bóg natomiast według omawianej tu obecnie koncepcji najzupełniej suwerennie
(co do każdego szczegółu) stwarza świat i w zupełności wyznacza bieg jego
dziejów. Predestynuje więc każdego niegodziwca do bycia niegodziwym, każdego
grzesznika do bycia grzesznikiem. Na tym tle powstaje dla teodycei problem „moralnego
prawa” Boga do karania grzeszników 165 .
Zagadnienie to nabiera jeszcze bardziej drastycznego charakteru, kiedy bierze
się pod uwagę, że jeśli cały bieg dziejów świata jest co do wszystkich swych
szczegółów przesądzony, to kary zsyłane przez Boga na grzeszników nie mogą
w swej intencji być karami korekcyjnymi, natomiast mogą być (i tak to jest zazwyczaj
pojmowane) karami retrybutywnymi. Kara w intencji karzącego korekcyjna
ma według niego wpłynąć w pożądanym kierunku na repertuar zachowań karanego
w pewnych możliwych sytuacjach w przyszłości. Racjonalność i sprawiedliwość,
w ogólnym wypadku, kar w intencji karzącego korekcyjnych to skomplikowany
splot zagadnień, m.in. filozoficznych, ale też i praktycznych, którymi nie mogę
się tu zajmować. Natomiast kara w intencji karzącego retrybutywna zmierza
165
Naturalnie, mamy tu również do czynienia z dylematem ontologicznym, o ile w omawianej
koncepcji zakłada się, z jednej strony, że bieg dziejów świata jest od czasu jego kreacji przesądzony,
a z drugiej, że Bóg raz po raz interweniuje w te dzieje, w szczególności, reaguje na to,
co czynią grzesznicy. Można jednak dla konsekwencji po paulińsku założyć, że zarówno grzech
grzesznika, jak i ponoszona przezeń kara należą do raz na zawsze ustalonego programu światowej
historii.
352
Biblia Hebrajczyków
i w ogóle od egipskiej kultury i którzy niekiedy snują spekulacje, że Mojżesz był
egipskim arystokratą lub kapłanem, może banitą; że być może pod wpływem
odrzuconej przez egipski establishment doktryny solarnego henoteizmu czy monoteizmu
(religii Atona) wymyślił pewnego szczególnego boga czy też doznał odpowiedniego
objawienia i zdołał też znaleźć naród, któremu jako przywódca religijny
i polityczny mógł zaszczepić kult tego boga. Wszelkie hipotezy na temat:
„Mojżesz – czy też mozaizm – a religia Egiptu”, znów pozostają poza zasięgiem
zarówno mojej kompetencji, jak i mojego zainteresowania, ponieważ sprawy te
nie mają wpływu na współczesną potoczną recepcję Biblii. Opierając się na Wj,
przyjmuję przeto, że Mojżesz – tzn. tak nazywająca się postać literacka, bohater
najważniejszego starotestamentowego mitu – był Hebrajczykiem z pokolenia
Lewi, z jakichś powodów wychowanym na dworze faraona i zrazu cieszącym
się przywilejami wysokiego statusu społecznego (ale świadomym swojego pochodzenia),
który jednak potem w obawie przed skutkami swojego przestępczego
czynu zbiegł do krainy Midian, pozostającej poza zasięgiem egipskiego wymiaru
sprawiedliwości.
Od Wj 2: 11 ustaje poprzednia niespójna narracja, a zaczyna się jedna z najbardziej
przejmujących biograficznych (być może czysto mitycznych) historii biblijnych.
Jako młodzieniec Mojżesz odznacza się nienawiścią do niesprawiedliwości,
zwłaszcza zaś niezdolnością do tolerowania widoku znęcania się nad bezbronnym.
Nadto jednak odznacza się też porywczością, która sprawia, że jego reakcja
na spostrzeżony gwałt okazała się jeszcze gwałtowniejsza.
Historia dorosłego Mojżesza zaczyna się bowiem od tego, że pewnego razu,
zwiedzając plac budowy, „ujrzał Egipcjanina bijącego jakiegoś Hebrajczyka, jego
rodaka”, wobec czego „rozejrzał się na wszystkie strony, a widząc, że w pobliżu nie
ma nikogo, zabił Egipcjanina i ukrył go w piasku”. Komuś, skłonnemu do odnajdywania
w Biblii inspiracji do ogólnoludzkiej solidarności, a nie do nacjonalizmu „narodu
wybranego”, wolno uznać, biorąc też pod uwagę pierwszy epizod z życia Mojżesza
po przybyciu do kraju Midianitów, że w epizodzie tu omawianym Mojżesz dał
się unieść porywczości (za bicie zabił), widząc, że nadzorca bije niewolnika, a nie,
że szło mu o bicie jego rodaka przez Egipcjanina. W każdym razie Mojżeszowi wydaje
się zrazu, że postępek jego nie miał innych świadków oprócz człowieka, w którego
obronie stanął. Jednakże „wyszedł znowu nazajutrz, a oto dwaj Hebrajczycy
kłócili się ze sobą. I rzekł do winowajcy: «Czemu bijesz swego rodaka?». A ten mu
odpowiedział: «Któż cię ustanowił naszym przełożonym i rozjemcą? Czy chcesz
mnie zabić, jak zabiłeś Egipcjanina?». [Jak to w istocie nieraz bywa, obrońca uciśnionych
doznaje zawodu, spodziewając się z ich strony wdzięczności i solidarności.
– H. E.]. Przeląkł się Mojżesz i pomyślał: «Z całą pewnością sprawa się ujawniła».
Także faraon usłyszał o tej sprawie i usiłował stracić Mojżesza. Uciekł więc
Mojżesz przed faraonem i udał się do kraju Midianitów” (Wj 2: 11–15).
598
Jezus ewangelistów
ciaż według Łk (którego autor wydaje się być skonsternowany tym, że po przyjściu
Jezusa na świat jego rodzicielce nie przypadła już nigdy więcej żadna doniosła rola
w jego życiu), Maria przynajmniej „zachowywała wszystkie te sprawy [związane
z narodzeniem Jezusa] i rozważała je w swoim sercu” (2: 19) – Maria w istocie
sama zdaje się o cudownym poczęciu swojego syna nie pamiętać, jak o tym świadczą
przytoczone powyżej przekazy Łk o „rodzicach” Jezusa nierozumiejących, kim
jest ich syn, a zwłaszcza wspomniana tu już kilkakrotnie podjęta przez Marię wraz
z „braćmi” Jezusa próba powstrzymania go od kontynuacji jego działalności.
Stosunki pomiędzy dorosłym Jezusem a Marią dalekie są od serdeczności. Ich
spotkania są bardzo rzadkie. Jezus, który do Boga zwraca się tkliwym zwrotem
„Abba” – „Tato, ojczulku” – nigdzie w ewangeliach nie nazywa Marii matką. Podczas
wesela w Kanie (jest to, oprócz sceny u krzyża w J, jedyne miejsce w ewangeliach,
gdzie mowa o przebywaniu Marii w pobliżu Jezusa) Jezus, odmawiając
Marii zajęcia się sprawą, która według niego do niego nie należy, zwraca się
do niej słowem „Niewiasto” (J 2: 4), i tym samym pozbawionym czułości słowem
zwraca się do niej nawet wtedy, kiedy przemawiając z krzyża powierza ją w opiekę
swojemu uczniowi (J 19: 26). W związku z owym pierwszym użyciem słowa „niewiasto”
redaktorzy BT 104 oświadczają: „Jezus posłużył się tutaj wyrazem «Niewiasto»
w odniesieniu do swej Matki przypuszczalnie także [? – H. E.], dlatego że
chciał podkreślić Jej nową godność w stosunku do całej ludzkości nawiązując
do pierwszej niewiasty – matki Ewy”. Jest to komentarz nie do przyjęcia. Wyraz
„niewiasta” odnosi się do każdej kobiety, a nie swoiście do Ewy. Również
do grzesznic. GNB opatruje to samo miejsce następującym komentarzem: „Zwrot
«niewiasto [Frau]» nie jest wyrazem braku szacunku [respektlos], ale w odniesieniu
do matki nie jest jednak czymś, czego można by było oczekiwać [ist…
ungewöhnlich]… Jego użycie daje do zrozumienia, że Jezus czuje się tak dogłębnie
[radikal] związany z wolą swego Ojca w Niebiesiech, iż nie może brać
pod uwagę nawet najściślejszych więzi rodzinnych” 105 . Również i ten komentarz
jest nieprzekonujący, nie widać bowiem, aby czulszy stosunek do matki pozostawał
w jakiejkolwiek sprzeczności z dogłębnym związaniem się Jezusa z wolą jego
Ojca w Niebiesiech. Autorzy tych komentarzy są po prostu zakłopotani przekazami
o tak pozbawionym serdeczności stosunku Jezusa do Marii i obawiają się, że
może on wywołać w pewnych czytelnikach poczucie konsternacji 106 .
104
Por. przypis na s. 1240.
105
Przypis na s. 121 w NT.
106
„Rozumiem Aldę Merini, wielką poetkę włoską, która napisała: «Za każdym razem przejmuje
mnie dreszcz, kiedy czytam w Ewangelii, jak Chrystus mówi do swojej matki ‘niewiasto’.
Wyobrażam sobie, co odczuwała Maria Dziewica. Nigdy nie nazwał jej mamą»”. J. Mikołajewski,
Gdzie jest Maria?, „Gazeta Wyborcza”, dodatek „Wysokie obcasy”, 20 grudnia 2003.
194
Biblia początków
Jaki jednak był, wobec takiego stosunku Boga do ludzkiej rozrodczości, rzeczywisty
stosunek Boga do inicjacji seksualnej ludzi? W znacznej mierze temat
ten był już poruszony powyżej: Adam i Ewa stworzeni zostali jako potencjalna para
rodzicielska. Drzewo Poznania Dobra i Zła jak gdyby czekało na nich w Ogrójcu!
Zauważyć też warto, że przekaz o entuzjastycznym powitaniu Ewy przez Adama
kończy się uwagą: „Dlatego też mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją
i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem” (2: 24). Komentarz
ten wydaje się być wypowiedzią kogoś, kto uważa związek seksualny mężczyzny
i kobiety za coś należącego do „natury rzeczy”, nie wiążąc z tym wyobrażeń
o „grzechu” czy „upadku”. Wreszcie, według narracji biblijnej po erupcji gniewu
Bóg wspomaga parę prarodzicielską w zastosowaniu się do obowiązujących ją
w nowym stanie rzeczy norm przyzwoitości, obdarowując ją odzieniem ze skór.
Pod powierzchnią narracji biblijnej zdaje się czaić mit, według którego epizod
z zakosztowaniem Owocu nie był aktem rebelii, tylko zamierzonej przez Boga inicjacji
seksualnej prarodziców!
Jaka jednak byłaby w takim wypadku rola Węża? W poprzedniej (potem skorygowanej)
wersji tego szkicu ośmieliłam się dać pewną swoistą interpretację
omawianego mitu. Nie ulega wątpliwości, że Jahwe miewał reprezentacje teriomorficzne
(tzn. zwierzopodobne). „Cielec” (młody byk) jest najbardziej znaną z nich 168 .
W tym kontekście wspomnieć też chyba należy osobliwą pozytywną relację Jahwe
z wężami. Według Wj 7: 10–12, aby poświadczyć autentyczność posłannictwa
Mojżesza do faraona, Aaron rzuca podczas audiencji na ziemię laskę, która zamienia
się w węża, a kiedy kapłani egipscy celem poniżenia Mojżeszowego bóstwa
również zamieniają swoje laski w węże, wąż powstały z laski Aarona pożera owe
inne. W Lb 21: 4–9 zaś znajdujemy opowieść o tym, jak za karę za szemranie ludu
zniecierpliwionego długą wędrówką przez pustynię Bóg zesłał nań węże (żmije),
które uśmierciły jadem wielką liczbę ludzi; z kolei jednak ulitowawszy się
nad „swoim ludem” każe on Mojżeszowi sporządzić miedzianego węża i umieścić
go na wysokim palu. Spojrzenie na tego węża zapobiegało śmierci od ukąszenia
żmii. Wąż miedziany, zwany Nechusztanem, uważany za tego samego, o którym
mowa w Lb 21 – w co, rzecz osobliwa, wierzyli również autorzy i redaktorzy biblijnego
kanonu aprobujący jego zniszczenie – przechowywany był przez wieki
w świątyni jerozolimskiej, gdzie „składano mu ofiary kadzielne” (2 Krl 18: 4) 169 ,
i stłuczony został dopiero przez wykonawców religijnej reformy Ezechiasza 170
168
Sens epizodu o rzekomej „herezji złotego Cielca” na pustyni wyjaśnia R. E. Friedman
w Who Wrote the Boble?, wyd. cyt. Zajmuję się tą sprawą w szkicu „Biblia okrutników”.
169
Oczywiście nie „jemu”, jako wyrobowi z metalu, tylko reprezentowanemu przezeń
Jahwe.
170
Z powodów wyjaśnionych w: R. E. Friedman, Who Wrote the Boble?, wyd. cyt.
688
Jezus ewangelistów
najmniej w pewnej mierze do „zadośćuczynienia” Bogu za nieustannie grzeszącą
ludzkość 205 .
7. Przechodzę do omawiania pewnych przypisywanych Jezusowi w ewangeliach
przypowieści. Jak postaram się zilustrować poniższym wyborem, stanowią
one zbiór bardzo niejednolity pod względem moralnej i literackiej wartości. Niektóre
z nich należą do najcenniejszych fragmentów NT. Wobec niejednoznaczności
alegorii pozwalają one częstokroć na interpretację, która pobudza do wartościowej
refleksji moralnej również ludzi niewierzących i przeto obojętnych na ich
zawartość religijną. Inne spośród przypowieści są jednak utworami literacko nieudanymi
oraz zawierającymi elementy moralnie kwestionowalne.
Przykładem tekstu w pewnej mierze chybionego może być opowieść o skarbie
ukrytym w roli oraz o perle, Mt 13: 44–46. Jest to dublet, a więc z literackiego punktu
widzenia tekst obarczony niepotrzebną redundancją. W drugiej części tego dubletu
mówi się o „kupcu poszukującemu pięknych pereł. Gdy znalazł jedną drogocenną...
sprzedał wszystko, co miał, i nabył ją”. Jest to, oczywiście, alegoria, w której
idzie o to, że okupiony cnotą i pobożnością „udział w Królestwie Niebieskim”
jest wartością godną tego, aby dla niej poświęcić, w razie potrzeby, wszelkie posiadane
dobra i doczesne zadośćuczynienia. J. D. Crossan 206 zwraca uwagę na pewne
potknięcie literackie w tej opowieści: jej bohaterem jest kupiec, czyli ktoś nabywający
drogocenności w celu ich odprzedaży, a nie zatrzymania dla siebie. Nie jest
to jednak uchybienie istotne. Wystarczy zastąpić „kupca” człowiekiem lubującym
się w klejnotach, a usterka zostanie zlikwidowana.
Inaczej jest z poprzedzającą częścią dubletu, w której bohater znajduje przypadkiem
skarb ukryty w ziemi na cudzym polu, zakopuje go ponownie i nabywa
grunt od właściciela nieświadomego, co się w nim kryje. Czyli nabywa ów „skarb”
mający symbolizować Królestwo Niebieskie podstępnie. Zdaniem niektórych moralistów
orzec by trzeba było, że winien jest nawet kradzieży, chociaż nie wiadomo,
kto ukrył skarb w polu i kto powinien być uważany za jego prawowitego właściciela.
Jeszcze bardziej chybiona jest opowieść o talentach, Mt 25: 14nn, oraz jej wersja,
tzn. opowieść o minach srebra, Łk 19: 11nn. W formie alegorii mowa w nich
o człowieku, który wskutek swojej gnuśności nie poświęca posiadanych talentów
służbie bożej mającej widocznie pozyskiwać ludzi do Królestwa Niebieskiego.
205
Por. wzmiankę o uprawiających „umiarkowane” umartwianie cielesne członkach Opus
Dei w reportażu M. Lizuta Duch gwiżdże jak woda w czajniku, „Gazeta Wyborcza”, dodatek
„Duży Format”, 15 maja 2006, s. 11.
206
J. D. Crossan, Historyczny Jezus, wyd. cyt., s. 302.
Opowieści biblijne i „Kohelet”
511
Schoors wspomina, że w judaizmie rabinicznym dyskutowano nad kanonicznością
tego utworu. „Z Miszny (żydowskich tradycji prawnych skodyfikowanych ok. 200 r.
po Chr.) dowiadujemy się, że opinie rabinów podzieliły się w odpowiedzi na pytanie,
czy Księga Koheleta... należy do świętych ksiąg... Miszna odpowiada na to
pytanie twierdząco, ale... donosi o znacznej rozbieżności zdań na ten temat w pewnych
kręgach rabinackich... W Talmudzie czytamy: «Salomonie 406 , gdzie twa mądrość,
gdzie twoje pojmowanie? Słowa twoje nie tylko zaprzeczają słowom twego
ojca Dawida, lecz także zaprzeczają same sobie»” 407 . Głównym kamieniem obrazy
dla przeciwników tej księgi było jednak niewątpliwie coś bardziej ich bulwersującego
niż sprzeczności, od których, rzecz to dobrze znana, bynajmniej nie są wolne
inne składniki Biblii. „Nawet w późniejszych czasach słyszy się echa tej dyskusji,
np. w rabinackim komentarzu do «Księgi Koheleta», Qohelet rabba: «Mędrcy
chcieli ukryć ‘Księgę Koheleta’ [tzn. nie dopuścić do włączenia jej do Kanonu
–H.E.], ponieważ znajdowali w niej słowa skłaniające do herezji»” 408 . Ostatecznie
do rehabilitacji utworu „przyczyniło się jego redakcyjne zakończenie” 409 .
Zagadnienie źródła sprzeczności, w które obfituje Księga Koheleta, pozostaje
w ścisłym związku z pytaniem, ilu autorom zawdzięczamy obecną jej postać. Jest
rzeczą wiadomą, że jej epilog, 12: 9–14, wyszedł spod innego pióra niż tekst główny:
autor tych wersetów mówi o Kohelecie w trzeciej osobie, podczas gdy księga
sama pisana jest jako monolog. Jak stwierdza Schoors (por cytat powyżej), epilog
ten wywarł decydujący wpływ na przyjęcie „Koheleta” do Kanonu. Czy jednak ratowniczy
wkład współautora ograniczył się do epilogu?
Pozwolę sobie, w braku znajomości jakiegoś ustalonego terminu, który by się
nadawał do pełnienia niezbędnej tu funkcji, na wprowadzenie neologizmu, a mianowicie
słowa „korygent”. (Czynię tak, ponieważ „korektor” i „adiustator”, które
by się tu mogły nadawać, są wyrazami obarczonymi innymi funkcjami semantycznymi.)
Korygentem utworu biblijnego ma być ktoś, czyja redakcyjna obróbka usunęła
przeszkody do włączenia tego dzieła do odnośnego, np. starotestamentowego,
kanonu. Typowym środkiem, do którego uciekali się korygenci celem „uprawomyślnienia”
kłopotliwych utworów, było usuwanie fragmentów kwestionowalnych
406
We wspomnianym wyżej wersecie 1: 12 czytamy: „Ja, Kohelet, byłem królem nad Izraelem
w Jeruzalem”. Z dalszego ciągu tej autoreprezentacji wnioskować by należało, że idzie
o Salomona. Jest to jeden z łatwo uchwytnych paradoksów tej księgi, ponieważ Salomon, który
umarł jako „król nad Izraelem w Jeruzalem”, mógłby użyć w powyższym zdaniu czasu przeszłego
tylko gdyby przemawiał spoza grobu, co by było jaskrawo sprzeczne z poglądami Koheleta
– H. E.
407
A. Schoors, Księga Koheleta, wyd. cyt., s. 772.
408
Tamże, s. 772.
409
Tamże, nieco powyżej.
Quasi-diatessaron
613
wieńcze dla chorych okazuje się dotknięcie szat Jezusa – jest on proszony o pozwolenie
na to.
Jest rzeczą godną uwagi, że wszystkie cudowne oddziaływania Jezusa na ludzi
są w swej intencji dobroczynne. Nigdy punitywne, jak w przypadku np. Eliasza
i Elizeusza. W utarczkach z przeciwnikami Jezus posługuje się inwektywami
i groźbami kary boskiej, nigdy jednak nie używa swojej „mocy” przeciwko nim,
nawet wtedy, gdy przed nadejściem „jego godziny” życie jego jest w niebezpieczeństwie.
Bardzo znaczna część cudów polega na wypędzaniu nękających ludzi „duchów
nieczystych”, czego Jezus dokonuje sam albo za pośrednictwem swoich uczniów.
Wprawdzie Kościół po dziś dzień nie odrzucił wiary w opętanie i w skuteczność egzorcyzmów,
odgrywa to w jego współczesnej działalności i w świadomości wielu
wiernych rolę marginalną i w ogóle jest przez pewnych katolików milcząco negowane.
Natomiast czytając ewangelie, spostrzega się, że zarówno ich autorzy, jak
i ludność, o której piszą, są w stanie istnej obsesji strachu przed złośliwymi wyczynami
demonów. Według ewangelistów niektórzy spośród przeciwników Jezusa, faryzeusze,
uciekają się do obłędnej hipotezy, że jego powodzenie w poskramianiu
„duchów nieczystych” tłumaczy się jego własnym związkiem z Szatanem. Nikt natomiast
nie wątpi w realność Szatana i harce jego kohort w świecie. Jezus oraz
działający w jego imieniu uczniowie nie są zresztą, jak już wspominałam, według
ewangelii jedynymi skutecznymi egzorcystami. Odpowiadając na powyższy zarzut
faryzeuszy Jezus według Mt 12: 27–28 mówi: „[J]eśli Ja mocą Belzebuba wyrzucam
złe duchy, to czyją mocą wyrzucają je wasi synowie?” Po czym niekonsekwentnie
dodaje: „Lecz jeśli Ja mocą Ducha bożego wyrzucam złe duchy, to istotnie
przyszło do was królestwo Boże”. Niekonsekwencja polega na tym, że jeśli jest
prawdą, iż skoro Jezus nie wyrzuca złych duchów mocą Belzebuba, to wyrzuca je
mocą Ducha bożego, to wniosek ten mutatis mutandis powinien dotyczyć „synów
faryzeuszy”, co podważa Jezusowy dowód na to, że wyrzucając złe duchy mocą
Ducha Bożego, jest on zwiastunem rychłego nadejścia Królestwa Bożego.
Aczkolwiek takie nasilenie strachu przed demonami, o jakim zdają się świadczyć
ewangelie, cechuje środowiska żydowskie albo chrześcijańskie jedynie
w pewnych epokach historycznych, fakt ten zwraca uwagę na to, że obie te bliźniacze
religie reprezentują, rzec można, quasi-monoteizm w przeciwieństwie do monoteizmu
w ścisłym sensie tego słowa 129 . Świat pozostaje pod władzą „wszechmocnego”
Boga – a jednak mimo bożej wszechmocy świat jest również domeną działania
wrogiego Bogu Szatana i jego zastępów. Szatan ma swoją własną dziedzinę,
łaby się dotknąć szaty Jezusa bez wiary w cudotwórczy charakter jego mocy jako mogącej zadziałać
nawet bez jego wiedzy. „Ukradła” cud, co jej zostało przebaczone.
129
Zajmuję się tym tematem w szkicu „Glosy do Hymnu Kapłańskiego…” w tym zbiorze.
464
Biblia Hebrajczyków
znają wielu nieszczęść. Rodzina Elimeleka i jego żony musi udać się na obczyznę,
uchodząc przed głodem. Tam po dziesięciu latach postarzała Noemi zostaje
na skutek zgonu zarówno męża, jak synów osierocona i postanawiając powrócić
do rodzinnego miasta, początkowo skazuje się na status nędzarki.
Rut z miłości do ukochanej teściowej, dla której stała się jedynym oparciem,
decyduje się podążyć z nią do obcego kraju, gdzie obawiać się może nie tylko niedostatku
i trudności przystosowania do nowych warunków życia, ale i zetknięcia
się z przejawami ksenofobii.
A jednak w pewnym sensie utwór ten jest idyllą. Epoka „sędziów”, w której autor
umiejscawia dzieje swych bohaterek, to według przekazu twórców Biblii czasy
krwawe. Trwa zwada pomiędzy Jahwe i „jego ludem”, nieustannie staczającym
się w grzech cudzobóstwa, wobec czego Jahwe stosuje charakterystyczną dla niego
pedagogikę kar polegających na najazdach wrogów.
Księga Sędziów zawiera nadto przerażające opowieści dotyczące wewnętrznych
dziejów Izraela, takie jak opowiadanie o wymordowaniu przez dążącego
do jedynowładztwa Abimeleka syna Gedeona wszystkich spośród kilkudziesięciu
swoich braci (z poligamicznych małżeństw swojego ojca) oprócz jednego, który
zdołał się ukryć, oraz o wojnie domowej pomiędzy Abimelekiem a miastami izraelskimi
(Sdz 9), a także o tragicznym losie córki Jeftego, którą ten ku swej rozpaczy
musiał złożyć na „ofiarę Panu” (Sdz 11).
Nic wszakże z opisu tych grzechów, zbrodni i okropności nie przedostaje się
na karty Rt. Główna akcja noweli toczy się Betlejem, przedstawionym jako miasto
owite aurą pokoju i ładu. Ludzie zajęci są żniwami i omłotem ziarna, przy czym
przynajmniej wielu z nich honoruje obyczaj dopuszczania biedaków do kłoskowania,
tj. zbierania kłosów ominiętych przez żniwiarzy przy ich pierwszym przejściu
przez pole. W bramie miejskiej zawierane są pod nadzorem starszyzny transakcje,
m.in. na podstawie prawa pierwokupu i lewiratu.
Godną szczególnej uwagi osobliwością omawianego utworu jest to, że na liście
jego „dramatis personae” nie ma złoczyńców. Przeciwieństwo pomiędzy działającymi
osobami polega na różnicy pomiędzy tymi, którym szlachetność dyktuje postępki
nacechowane odrzuceniem względów na interes osobisty, śmiałością, odwróceniem
się od konwenansu – a tymi, co mając interes własny czy też konwenans
na uwadze, nie naruszają jednak żadnego obowiązku moralnego, który by na nich
ciążył. Jedna z dwu synowych Noemi, Orpa, która początkowo ulegając porywowi
serca, zamierzała tak samo jak Rut towarzyszyć Noemi w jej powrocie do kraju, daje
się ostatecznie przekonać teściowej, że nie powinna na skutek powziętej przez
starą kobietę decyzji przekreślać własnych szans życiowych. Natomiast Rut gotowa
się okazuje na znoszenie wszelkich nieprzewidywalnych przeciwności, aby nie pozostawiać
własnemu losowi osieroconej przybranej matki. Człowiek, któremu jako najbliższemu
żyjącemu krewnemu zmarłego Elimeleka przysługuje prawo pierwokupu
Ofiarowanie Izaaka. Abraham a Hiob
301
brał Pan” (H 1: 21), „Dobro przyjęliśmy z ręki Boga. Czemu zła [z nieumniejszonym
uwielbieniem] przyjąć nie możemy?”(H 2: 10) wyrażają „filozofię implicite” mitu
o Akedzie, przeciw której buntuje się Hiob w poetyckiej części tej Księgi.
Jest więc Rdz 22 nader ważnym ogniwem w łańcuchu fragmentów Biblii podbudowujących
koncepcję, którą pozwalam sobie nazwać ateodyceą, ponieważ
uchyla problem, z którym biedzą się w ciągu wieków autorzy silący się na przekonująca
teodyceę. Ateodycea w sensie nadanym tu temu terminowi jest to, jak
widać, koncepcja, według której Bóg nie podlega ludzkim sądom moralnym,
i z tego to powodu nie można nigdy prawomocnie orzekać, że jakieś jego postanowienie
czy postępowanie jest wiarołomne albo okrutne. Przy założeniu, że wola
boża w jakimś danym wypadku może być wiarygodnie rozpoznana, człowiek zobowiązany
jest czynić jej zadość bez wysuwania jakichkolwiek ewentualnych
obiekcji moralnych. Na nieposłusznych spadają kary, które niejednokrotnie
z punktu widzenia zwykłych ludzkich intuicji moralnych szokują swoją surowością.
Kobieta zamieniona zostaje „w słup soli”, ponieważ uciekając z niweczonego
kataklizmem rodzinnego miasta, narusza, z rozpaczy, z przerażenia czy z ciekawości
zakaz oglądania się. (Zauważmy, że według przekazu biblijnego „grzech”
żony Lota polega wyłącznie na złamaniu wydanego przez Boga zakazu. Jej postępek
nie jest zły ze swej natury, tzn. w tym sensie, aby przyczyniał się do wyrządzenia
szkody Bogu albo jakiemukolwiek człowiekowi, albo jakiemukolwiek
w ogóle stworzeniu. Nie musiał nawet być skutkiem zamierzonego nieposłuszeństwa:
mógł być odruchowy. Autor biblijny relacjonujący ten mit jest pod względem
moralnym dość prymitywny, aby w przypisywaniu Bogu wydawania tak arbitralnych
– irracjonalnych – zakazów czy nakazów i tak nielitościwego karania
za ich naruszenie nie dopatrywał się niczego uwłaczającego doskonałości moralnej
Boga 109 .)
Najwierniejszy ze sług Pańskich ukarany zostaje odmową pozwolenia wkroczenia
na teren „Ziemi Obiecanej”, do której w niezmiernych trudach doprowadził
swój lud, za to, że powodując cudowne wytryśnięcie wody ze skały, postąpił tak,
jak to mu w takim samym wypadku nakazane było poprzednio, tzn. uderzył skałę
laską, zamiast do niej, według rozkazu ostatnio otrzymanego, po prostu prze-
109
Por. przejmujący wiersz Wisławy Szymborskiej Żona Lota w zbiorze Wiersze, wyd. cyt.,
s. 5nn.
Nb. legenda o istocie ludzkiej zamienionej w słup soli ma swe źródło, zapewne, w kształcie
jakiejś formacji geologicznej. Zakaz oglądania się znany jest z mitów (por. mit o Orfeuszu i Eurydyce)
i bajek. Popularność tego motywu zapewne wyjaśnić mogą uczeni zajmujący się psychologicznym
podłożem mitów i baśni. W odniesieniu do żony Lota zakaz i kara za jego naruszenie
uderzają swą irracjonalnością i okrucieństwem tylko jeżeli opowieści biblijne traktuje
się jako coś w zasadzie odmiennego niż archaiczne mity i baśnie.
Ofiarowanie Izaaka. Abraham a Hiob
333
terpretowana jest jako jego nagłe popadnięcie w chorobę 160 . Nieoszacowany Pecaric
podaje za mędrcem żydowskim Raszim, że „anioł Boga... przybrał kształt węża
i zaczął połykać Moszego od jego głowy do bioder. Wypluł go i ponownie zaczął go
pochłaniać od jego stóp do miejsca męskiego organu” 161 . Z punktu widzenia zawartości
przytoczonego tekstu biblijnego jest to twierdzenie całkowicie bezpodstawne,
ale ciekawe, o tyle że przypomina znajdującą słaby pogłos w Biblii asocjację,
jaka pierwotnie musiała łączyć Jahwe z wężami. (Por. historię miedzianego
węża Nechusztana, sporządzonego na rozkaz Boga przez Mojżesza i umieszczonego
na słupie, aby spojrzenie na niego ratowało ludzi, kiedy Jahwe za karę nasłał
na obóz Izraelczyków jadowite węże. Wąż ten był przechowywany w Świątyni
do czasów króla judzkiego Ezechiasza i składano mu ofiary. Ezechiasz, protektor
kapłaństwa aaronidzkiego kazał go zniszczyć.)
Powracając do koncepcji nagłego zachorowania Mojżesza, należy stwierdzić,
że jest ona nieakceptowalna. Dlaczego taką nagłą chorobę małżonkowie mieliby
sobie wytłumaczyć jako napaść Jahwe „chcącego zabić Mojżesza” właśnie kiedy
spieszy wykonać powierzoną mu przez Boga misję? Dlaczego nie przypuszczali
raczej, że jest to sprawka jakiegoś demona, może jednego z owych „bogów egipskich”,
nad którymi Jahwe następnie „sprawował sąd” w noc zagłady egipskich
pierworodnych (Wj 12: 12)? Czemu nie zwrócili się do Jahwe z rzewną modlitwą
o pomoc? I co to też za dziwna choroba, na którą natychmiastowo skutecznym remedium
okazuje się dotknięcie organu rodnego Mojżesza odciętym napletkiem
dziecięcia? Przy czym wyzdrowienie opisuje się słowami: „i odstąpił od niego
Pan”?
Tekst nie pozostawia wątpliwości co do tego, że Jahwe chciał zabić Mojżesza,
tak że dopiero Sefora domyśliła się sposobu uśmierzenia jego gniewu. Co jednak
było przyczyną tego gniewu? Jeśli Jahwe miał Mojżeszowi za złe nieobrzezanie syna
(cokolwiek miałoby symbolizować bezwarunkowo i pod groźnymi sankcjami
obowiązujące wzystkich czcicieli Jahwe przed reformą paulińską obrzezanie noworodków),
to czemu, działając w swym niedemonicznym modusie, w którym
przekazał Mojżeszowi dopiero co tyle poruczeń i w którym niebawem przekaże instrukcje
Aaronowi, nie oświadczył po prostu swemu wiernemu słudze expressis
verbis, że ma syna natychmiast obrzezać? Czemu nie kazał mu dopełnić obrzędu
obrzezania przed zabraniem noworodka w drogę?
Omawianego ustępu nie można zrozumieć, nie biorąc pod uwagę, że jest on
wtrętem rozrywającym spójną opowieść, utrzymanym w obcej jej konwencji; tekstem,
w którym dochodzi do głosu zupełnie inna koncepcja Jahwe niż w wersach
poprzedzających i następujących po nim. Przedarł się tu widocznie na karty
161
TPL, t. 2, przypis na s. 30.
Wstęp
35
nia ich życia w „absurdalnym i okrutnym” świecie, w szczególności zaś pozbawienie
ich, w obiektywnie beznadziejnych sytuacjach, nadziei na skłonienie Boga
do wejrzenia w ich niedolę i przyjścia im z pomocą. Niektórzy z tych moich przyjaciół
wręcz zwierzali mi się z tego, jak zazdroszczą ludziom wierzącym. Moja odpowiedź
na tego rodzaju obiekcje składa się z czterech „punktów”, które poniżej
przedstawiam.
(a) Nader rzadko się zdarza, aby jakiekolwiek argumenty pozbawiały wiary religijnej
ludzi, którym jest ona potrzebna jako jedyne antidotum na percypowanie
świata jako „absurdalnego i okrutnego”. W kim wiary w rządy nad światem sprawowane
przez istotę miłosierną, wszechwiedzącą i wszechmocną nie podważyły
azjatyckie tsunami z końca 2004 r., huragan Katrina i trzęsienie ziemi w Pakistanie
w 2005 r., i wiele innych takich katastrof w ciągu dziejów ludzkich, w tym wiary
tej nie zachwieją żadne argumenty ateistów, nawet jeśli nie podejmuje się on
ich odparcia. Bardzo często zresztą osoby wierzące odmawiają wysłuchiwania antyteistycznych
argumentów, uważając dyskurs na temat istnienia Boga za jałowy.
Niekiedy argumentom takim przeciwstawiają oni „dowód” odmienny, dla nich nieodparty,
a mianowicie ich „bezpośrednie”, nawiedzające ich czasami, „doznanie
obecności Boga”.
Nie ma powodu, by kwestionować szczerość sprawozdań o takich „doznaniach”,
na czymkolwiek by one miały polegać. Ateista (i agnostyk) stojący na gruncie
empiryzmu kwestionuje natomiast ich doniosłość dla dysputy – kwestionuje
ich walor poznawczy, wskazując, że nie mają one charakteru doświadczenia intersubiektywnego,
na którym opierają się nauki empiryczne.
Intersubiektywność doświadczeń uwiarygodniających hipotezę o realności jakiegoś
zdarzenia lub obiektu nie musi polegać na możliwości dowolnego i dowolną
liczbę razy powielanego stwarzania warunków, w których każdy, lub przynajmniej
każda osoba odpowiednio przygotowana do posługiwania się przyrządami
eksperymentalnymi oraz do teoretycznej interpretacji tego, co doznaje, jest w stanie
„bezpośrednio” 28 albo pośrednio zaobserwować występowanie zjawiska czy
obiektu odnośnego typu. Potwierdzone w intersubiektywnym doświadczeniu może
być istnienie jakiegoś obiektu lub zjawiska, którego badacze nie są w stanie dowolnie
wytwarzać albo które wystąpiło w obrębie empirii ludzkiej jednokrotnie.
Tym, co musi być „powtarzalne”, powinny być wielorakie i wielorakiego typu ślady,
tzn. dostępne niezależnie od siebie badającym sprawę osobom skutki wystąpienia
odnośnego obiektu lub zjawiska, przy czym skutki te nie mogą jedynie polegać
na czyimś, choćby najbardziej prawdomównym, sprawozdaniu o „doświadczeniu
obecności” obiektu lub zjawiska. Muszą to być ślady dające się odnaleźć
w świecie materialnym. Nie może przy tym być tak, że w jednych i tych samych
28
Znaczenie tego terminu jest w metodologii naukowej przedmiotem różnorakich dysput.
10
Zastosowane skróty
1 i 2 Krl – Księgi Królewskie
1 i 2 Krn – Księgi Kronik
1 i 2 Sm – Księgi Samuela
1 Kor – 1. List do Koryntian
1 P – 1. List św. Piotra
1 Tes – 1. List do Tesaloniczan
1 Tm – 1. List do Tymoteusza
BT – Biblia Tysiąclecia wyd. 5 (Pallotinum,
Poznań 2002)
BP– Biblia Poznańska (Księgarnia św.
Wojciecha, Poznań, t. 1–3 2003, t. 4 2004)
BW – Biblia wg Jakuba Wujka (Apostolstwo
Modlitwy, Kraków 1962)
Dn – Księga Daniela
Dz – Dzieje Apostolskie
Ef – List do Efezjan
Est – Księga Estery
Ga – List do Galatów
GNB – Gute Nachricht Bible (Deutsche
Bibelgesellschaft, Stuttgart 1997)
Hbr – List do Hebrajczyków
Hi – Księga Hioba
Iż – Księga Izajasza
J – Ewangelia „wg” Jana
Jdt – Księga Judyty
Jk – List św. Jakuba
Jon – Księga Jonasza
Joz – Księga Jozuego
KKK – Katechizm Kościoła Katolickiego
(Pallotinum, Poznań 1994)
Koh – Księga Koheleta
Kol – List do Kolosan
Kpł – Księga Kapłańska
Lb – Księga Liczb
Łk – Ewangelia „wg” Łukasza
Mk – Ewangelia „wg” Marka
MKPŚ – Międzynarodowy komentarz do Pisma
Świętego (Verbinum, Warszawa
2001)
Mt – Ewangelia „wg” Mateusza
Ne – Księga Nehemiasza
NIV – The Biblie, New International Version
(Hodder and Stoughton, London
etc. 1984)
NT – Nowy Testament
Pwt – Księga Powtórzonego Prawa
Rdz – Księga Rodzaju
Rt – Księga Rut
Sdz – Księga Sędziów
ST – Stary Testament
Tb – Księga Tobiasza
TPL – Tora Pardes Lauder (Pardes Lauder,
Kraków, t. 1 2001, t. 2 2003)
Tt – List do Tytusa
Wj – Księga Wyjścia
20
Wstęp
triadę tez empirycznie sprzeczną, czyli taką, że jej człony nie dają się łącznie
utrzymać w obliczu doświadczenia. Przeczenie temu mogę jedynie zakwalifikować
jako przeczenie empirycznej oczywistości. Teodycea jest nieustannym wysiłkiem
obalenia tej konstatacji, lecz wysiłek ten wydaje mi się beznadziejnie jałowy.
W moim szkicu „Glosy do Hymnu Kapłańskiego o stworzeniu świata…”, w rozdziale
„Unde malum” rozważam rozmaite aspekty istnienia zła w świecie oraz
pewne argumenty teodycei. Są to w istocie rzeczy przyczynki do dobrze znanego
tematu.
Jeżeli więc przez „Boga” należy rozumieć istotę nacechowaną wszystkimi
wskazanymi powyżej atrybutami, to nieistnienie takiej osoby uważam za empirycznie
uwiarygodnione do stopnia praktycznej pewności.
Negacja tezy o istnieniu tak pojmowanego Boga nie pociąga za sobą wszakże
negacji tezy o istnieniu Boga jako postępującego celowo i w doskonały sposób
osiągającego swoje cele stwórcy, który powołał do istnienia byt fizyczny nacechowany,
m.in. znanymi nam z doświadczenia atrybutami. Nie jest prawdą logicznie
konieczną to, że celem stwórcy było stworzenie oraz umieszczenie w odpowiednich
warunkach bytowania istot zdolnych zarówno do cierpienia, jak do doznawania
szczęścia, a także zdolnych do darzenia szczęściodawcy wdzięcznością i miłością
– że jego celem było stworzenie ich po to, by im świadczyć akty miłości i łaski.
Bez sprzeczności (ale – zdaniem ateisty, tak samo, jak teisty – również bez należytego
empirycznego wsparcia) można sobie wyobrazić stwórcę bytu fizycznego
jako złośliwego boga, który stworzył świat, aby napawać się cierpieniem zdolnych
do odczuwania go istot, a w szczególności dawać upust swojej pasji punitywnej.
Można też bez sprzeczności przypuścić, że cele stwórcy nic nie miały wspólnego
z tendencją do zapewnienia istotom czującym czy to okazji do cierpienia, czy
to okazji błogostanu, oraz do podporządkowania biegu dziejów świata wymogom
po ludzku pojmowanej sprawiedliwości. Stwórca mógłby być zupełnie obojętny
na wielorako przejawiające się w świecie malum (z ludzkiego punktu widzenia),
kierując się przy stworzeniu świata zupełnie odmiennymi od tego celami. (Byłby
to więc znów Bóg, którego wielbienie w kulcie i do którego adresowanie modłów
o wsparcie byłyby bezcelowe).
Żeby uprawdopodobnić empirycznie istnienie tak pojmowanego stwórcy, musiałoby
się wiarygodnie wyjaśnić na podstawie doświadczenia, czy to potocznego,
czy to w wyrafinowany sposób uzyskanego i zinterpretowanego naukowego,
na czym te cele miałyby polegać.
Niewątpliwie w życiu potocznym wielokrotnie wiarygodnie stwierdzamy celowość
działań jakichś podmiotów albo celowość ich wytworów w sytuacjach, gdy
nie jesteśmy w stanie wskazać ich celów. Nie wiemy, po co dana znana nam osoba
wybiegła dziś z domu przed świtem, ale nie prowadzi nas to do powątpiewania,
że miała w tym jakiś cel. Wiemy bowiem na podstawie doświadczenia, że jest to
Biblia zawłaszczonego Boga
245
no wprowadzanych w Judzie w ostatnim okresie istnienia tego państwa reform
jahwistycznych Ezechiasz (panujący na przełomie VIII i VII w. p.n.e.) niszczył
znajdujące się w różnych miejscach kraju sanktuaria „obcych bogów” oraz ich posągi
(2Krl 18: 1–4). Nie oszczędził też znajdującego się w salomonowej świątyni
miedzianego węża Nechusztana – „nieprawomyślną”, według twórców Biblii, reprezentację
Jahwe, któremu „aż do tego czasu Izraelczycy składali ofiary kadzielne”
(tamże). Jego zaś prawnuk Jozjasz (panujący w drugiej połowie VII wieku,
po swoim dziadzie Manassem i ojcu Amonie, którzy odrestaurowali „pogaństwo”
zniesione przez Ezechiasza) nakazać musiał, „aby usunęli ze świątyni Pańskiej
wszystkie przedmioty sporządzone dla Baala, Aszery, i całego wojska niebiańskiego.
Kazał je spalić... Zniósł kapłanów pogańskich, których ustanowili królowie
judzcy i którzy składali ofiary kadzielne na wyżynach [tzn. w sanktuariach] w miastach
Judy i w okolicach Jerozolimy oraz tych, którzy składali ofiary kadzielne Baalowi,
słońcu, księżycowi i całemu wojsku niebiańskiemu. Usunął Aszerę ze świątyni
Pańskiej... i spalił ją w dolinie Cedronu... Zburzył domy osób uprawiających
nierząd sakralny w świątyni Pańskiej... Splugawił Palenisko w Dolinie synów Hinnoma,
aby już nikt odtąd nie przeprowadzał swego syna lub swojej córki przez
ogień na cześć Molocha [a więc i to czyniono! – H. E.]... Kazał usunąć konie, które
królowie judzcy poświęcili słońcu... Splugawił wyżyny... które Salomon, król izraelski,
zbudował dla Asztarty – ohydy Sydończyków, dla Kemosza – ohydy Moabitów
i dla Milkoma – obrzydliwości Ammonitów. [A więc te miejsca kultu „obcych bogów”
przetrwały od czasu Salomona, X w. p.n.e.! – H. E.]. Połamał stele, wyciął
aszery [rzeźbione słupy stawiane na cześć bogini Aszery], a miejsca ich zarzucił
kośćmi ludzkimi. Nawet ołtarz będący w Betel – wyżynę [miejsce kultu] utworzoną
przez Jeroboama syna Nebata [założyciela królestwa izraelskiego oddzielonego
od królestwa Judy, X w. p.n.e. – H. E.], który doprowadził Izraela do grzechu
– zburzył również i ten ołtarz i wyżynę, potłukł jej kamienie, starł na proch, spalił
też aszerę” (2 Krl 23: 4–15) 29 . Opis ten daje miarę zakorzenienia w narodzie kultów
„pogańskich” w czasach królewskich w Izraelu i Judzie oraz stwierdza, że reforma
jahwistyczna była wprowadzana siłą. „Pogaństwo” wraca za panowania potomków
Jozjasza, ostatnich nieszczęsnych królów Judy.
29
Tekst ostatniego z zacytowanych zdań nie jest dla mnie jasny. Reforma religijna Jeroboama,
nb. źródło legendy o „Złotym Cielcu” rzekomo ulanym podczas wędrówki Hebrajczyków
z Mojżeszem przez pustynię, nie miała charakteru antyjahwistycznego, tylko zwracała się,
że zrozumiałych względów politycznych, przeciwko kultowemu monopolowi świątyni jerozolimskiej
jako znajdującej się na terytorium królestwa Judy. Zajmuję się tą sprawą w szkicu „Biblia
okrutników”. Może ostatnie zdanie powyższego cytatu mówi o sanktuarium, które się
z czasem stało przybytkiem „heterodoksalnego” kultu, w którym wraz z Jahwe czczono przydaną
mu za małżonkę Aszerę.
648
Jezus ewangelistów
ewangelistów dotyczące tego zdarzenia przeczą sobie wzajemnie. Pierwszymi odkrywcami
zniknięcia Jezusa są w nich różne osoby, nie można się również doliczyć
aniołów przebywających tam, widocznie w celu oświecenia uczniów: czy był tam jeden
z niebian czy dwu. Ewangelia „Marka” zawiera przekaz dziwny niezależnie
od sprzeczności z innymi: niewiasty spieszą do grobu, aby namaścić ciało Ukrzyżowanego,
chociaż nie wiedzą, jak będą mogły się tam dostać z powodu zabezpieczającego
grób kamienia. (Wchodzą tam, ponieważ kamień został odwalony w związku
ze zmartwychwstaniem i odejściem Jezusa.) Nade wszystko jednak nie spełniają
polecenia anioła, aby zawiadomiły „Jego uczniów i Piotra”, że mają się udać do Galilei
na spotkanie ze Zmartwychwstałym: „Wyszły i uciekły sprzed grobu, ogarnęły
je bowiem zdumienie i przestrach. Nikomu też nic nie powiedziały, bo się bały” (16:
1–8). Jako święte niewiasty, czego się bały i dlaczego nie spełniły, co im polecono?
Nie warto się jednak zajmować szczegółami tych przeczących sobie wzajem
przekazów. Godne uwagi są dwie sprawy. Według świadectwa wszystkich ewangelii
uczniowie Jezusa są zupełnie zaskoczeni jego zmartwychwstaniem, mimo że
według autorów tychże ksiąg Jezus zapowiadał im to kilkakrotnie. O tym jednak
również była mowa w poprzedzających fragmentach tego szkicu. Tu natomiast zająć
się muszę osobliwym przekazem z Mt (27: 62–66, 28: 11–15), dotyczącym żydowskich
dostojników religijnych winnych śmierci Jezusa. Według tego, co tam czytamy,
nazajutrz po złożeniu Jezusa do grobu przyszli arcykapłani i faryzeusze do Piłata
„i oznajmili: «Panie, przypomnieliśmy sobie, że ten oszust powiedział jeszcze
za życia: ‘Po trzech dniach powstanę’. Każ więc zabezpieczyć grób aż do trzeciego
dnia, żeby nie przyszli jego uczniowie i nie powiedzieli ludowi: ‘Powstał z martwych’.
I będzie ostatnie oszustwo gorsze od pierwszego». Rzekł im Piłat: «Macie
straż!... zabezpieczcie grób, jak umiecie». Oni poszli, zabezpieczyli grób opieczętowując
kamień i stawiając straż”. Z kolei, gdy straże odkryły, że wskutek lokalnego
trzęsienia ziemi grób został mimo ich czuwania w tajemniczy sposób otwarty, niektórzy
ze strażników „przyszli do miasta i powiadomili arcykapłanów o wszystkim,
co zaszło. Ci, po naradzie dali żołnierzom sporo pieniędzy i rzekli: «Rozpowiadajcie
tak: Jego uczniowie przyszli w nocy i wykradli go, gdyśmy spali. A gdyby to doszło
do uszu namiestnika, my z nim pomówimy i wybawimy was z kłopotu». Ci więc
wzięli pieniądze i uczynili tak, jak im poruczono. I tak rozniosła się ta pogłoska
między Żydami i trwa aż do dnia dzisiejszego” – co, zauważmy, powinno usprawiedliwić
wyznawców judaizmu z ich trwającej aż po dzień dzisiejszy niewiary
w zmartwychwstanie Jezusa.
Nie będę tu rozstrzygała kwestii wiarygodności poszczególnych spośród rozmaitych
prima facie akceptowalnych dla ateisty hipotez na temat opustoszałego
grobu: np. hipotezy zdjęcia z krzyża żywego Jezusa, pozornego pogrzebania
go i dopomożenia mu niebawem do przejścia do życia w ukryciu, może do emigracji,
skoro na arenie publicznej nie mógł już działać; albo hipotezy o zupełnej
332
Biblia Hebrajczyków
Zarówno BT, jak BP stwierdzają w przypisach, że opisana powyżej scena jest
„bardzo tajemnicza, różnie tłumaczona” (BT, s. 74) – że mamy tu do czynienia
z „zagadkowym, bardzo skrótowo podanym tekstem” (BP, s. 87).
Zagadka zaczyna się widocznie od ustalenia brzmienia tekstu. Czyich nóg dotknęła
Sefora? Jak widzimy, tylko według tekstu BW dotknęła ona nóg Boga, gdy
natomiast autorzy pozostałych przytoczonych tłumaczeń, stosując glosy albo nawet
zaniedbując tego, usiłują nakazać czytelnikowi, aby przyjął, że dotknęła nóg
Mojżesza.
Widać tu niechęć komentatorów do idei, że Jahwe w furii nawiedził Mojżesza
w antropomorficznej postaci, chociaż redaktorzy BP przyznają 158 , że omawiany
tekst „przypomina walkę Jakuba z Bogiem, z Rdz 32: 25–33”. W istocie, już w Wj widoczna
jest tendencja do unikania antropomorficznego przedstawiania Jahwe. Objawia
się on Mojżeszowi w Krzewie Ognistym, wędruje z Izraelczykami po pustyni
„w dzień jako słup obłoku... w nocy zaś jako słup ognia” (13: 21) – stwórca i władca
całego świata wędruje z jakimś ludem po pustyni! Komunikuje się ze swoimi wybrańcami
z reguły jako głos, nie zaś w widzialnej postaci. Faktem jest jednak, że
w tekstach biblijnych opisujących prehistorię i wczesne dzieje Izraela nie brak
wzmianek o antropomorficznych epifaniach Boga. W Raju Bóg przechadzał się
po ogrodzie lubując się powiewem wietrzyka, Adam zaś usłyszał jego kroki (Rdz 3: 8).
W ludzkiej postaci Bóg nawiedza Abrahama (Rdz 18); w ludzkiej „walczy z Jakubem”
(Rdz 32: 25–31); Mojżeszowi w pewnym ustępie Wj (33: 20–23) pozwala widzieć
się w ludzkiej postaci, aczkolwiek tylko od tyłu 159 , co zresztą przeczy stwierdzeniu
w Pwt, że Mojżesz był jedynym człowiekiem, któremu dane było widzieć
twarz Boga. W postaci ludzkiej ukazał się też Gedeonowi (Sdz 6: 11nn). O ile wiem,
ostatni raz Bóg ukazał się w ludzkiej postaci przyszłym rodzicom Samsona, zapowiadając
im jego urodzenie (Sdz 13). Przyszły ojciec obawiał się, że epifania ta wieści
ich śmierć, ale żona uśmierzyła jego lęk, który okazał się bezpodstawny. Odtąd
nawet tak wybitnym osobistościom, jak Samuel, a także prorokom, Jahwe objawiał
się tylko jako głos.
Tendencja do uniknięcia antropomorfizmu prowadzi redaktorów znanych mi
Biblii chrześcijańskich do naiwnego „naturalizmu”: napaść Jahwe na Mojżesza in-
158
T. 1, s. 87, przypis.
159
Tłumaczy to tym, że żaden człowiek nie może oglądać jego oblicza i pozostać przy życiu.
Widocznie Jahwe nie może tego odmienić. Wierzenie to nie zgadza się zresztą z opisami
jego innych wspomnianych tu epifanii.
160
Według BT Sefora wyczuła niebezpieczeństwo grożące Mojżeszowi „może na skutek choroby”
– przypis, s. 74. Według BP„nagła, ciężka choroba Mojżesza jest znakiem kary bożej za niedopełnienie
obrzezania” – przypis, s. 87. Nawet w BW, gdzie kwestionowane nogi uznane są za nogi
Jahwe, czytamy, ze „chciał go zabić, prawdopodobnie przez ciężką chorobę”, przypis, s. 79.
492
Biblia Hebrajczyków
a po przekazaniu w ten osobliwy sposób Danielowi posiłku odnosi Habakuka z powrotem
na ojczyzny łono. (Zapewne szło o to, żeby zapewnić Danielowi strawę
odpowiadająca przepisom kaszrutu, czyli judaistycznym tabu pokarmowym, ale
doprawdy dysponując siłą nadprzyrodzoną, można było załatwić to jakoś inaczej,
nie szarpiąc niewinnego człowieka za włosy.)
Po siedmiu dniach (posiłek dostarczony Danielowi musiał być obfity) król
„przyszedł, aby opłakiwać Daniela” (14: 40). Zastawszy go przy życiu, nakazuje wydobyć
go z jamy, sam zostaje czcicielem jego Boga (nie obawia się już widocznie
rebelii), wrogów zaś jego, naturalnie, każe wrzucić do jaskini lwów, gdzie zostają
pożarci.
3. Zajmę się teraz „Księgą A”. W początkowej swej części opowieść o Danielu
jest w niej luźno zszyta z opowiadaniem o trzech pobożnych młodzieńcach, noszących
hebrajskie imiona Chananiasz, Miszael i Ananiasz, a przez Chaldejczyków
przemianowanych na Szadraka, Meszaka i Abed-Nega. Opowiadanie to zapewne
było początkowo autonomiczna częścią literatury pisanej albo folkloru.
Młodzieńcy owi na początku księgi występują wraz z równie młodzieńczym
Danielem, przemianowanym przez Chaldejczyków na Belteszassara. Są to pobożni
Judejczycy ze znakomitych rodów, którzy przeto po uprowadzeniu ich do niewoli
babilońskiej mieli być, wraz z innymi młodzianami takiegoż pochodzenia, z rozkazu
króla kształceni w celu przysposobienia ich do służby królewskiej. (Jak się
okazuje, zostali z czasem najlepszymi w królestwie wykładaczami snów i wróżbitami
– 1: 20). Czwórka ta, w przeciwieństwie do innych młodzieńców w ich sytuacji,
wystrzega się spożywania potraw rytualnie nieczystych i uzyskuje od nadzorcy
służby dworskiej, zrazu na próbę, pozwolenie żywienia się jedynie jarzynami i wodą,
co z pomocą boską wychodzi im na zdrowie.
Dalej zaczyna się historia samej tylko pobożnej trójki, historia, w której Daniel
zostaje pominięty. (Związek pomiędzy Danielem a nimi wspomniany jest jeszcze
parę razy, ale pobieżnie i nie ma znaczenia dla opowieści, w której trzej młodzieńcy
są bohaterami.)
Z rozkazu króla Nabuchodonozora wzniesiony zostaje złoty posąg, traktowany
jako bóg, któremu mają się pokłonić „wszystkie narody, ludy i języki” (3: 4). Osoby
odmawiające posągowi czołobitności maja być wrzucone do „ognistego pieca”.
„Pewni Chaldejczycy” denuncjują trzech młodzieńców, którzy przeto zostają
wrzuceni do rozpalonego pieca „w ich płaszczach, obuwiu, tiarach i ubraniach”.
Ponieważ piec był nadmiernie rozpalony, płomień wydostał się z niego i zabił mężów,
którzy wrzucili Judejczyków do pieca. Natomiast młodzieńcy, nie ponosząc
szkody, chodzili wśród płomieni „wysławiając Boga i błogosławiąc Pana” (3: 24).
Ponad płomienie wznosiły się dwa ich hymny będące wstawkami deuterokanonicznymi
– jeden, „Pieśń Azariasza”, i drugi, śpiewany przez całą trójkę. (Pieśni te
16
Wstęp
winnymi klęsce), chociaż przypisując modlitwie autentyczną skuteczność należy
widocznie założyć, że przed jej wysłuchaniem Bóg nie powziął zamiaru działania
w ten zbawczy sposób.
Bogu jako stwórcy świata i nadzorcy jego dziejów przypisuje się w analizowanej
tutaj koncepcji szereg atrybutów.
(a) Jednym z nich jest wszechwiedza. Istnieją rozmaite sposoby jej rozumienia.
Aby je wyłożyć, nie odbiegając zbyt daleko od światopoglądu potocznego (i implicite
zakładanego w Biblii), należy przypisać charakter absolutny takim pojęciom
odnoszącym się do czasu jak chwila, równoczesność, teraźniejszość, przeszłość,
przyszłość 9 . Na tym tle utrzymywać można, że wszechwiedza Boga polega
na tym, iż wie on wszystko, co chce wiedzieć. Z pewnego rodzaju wiedzy mógł on
jednak zrezygnować. O każdej chwili posiada on wyczerpującą wiedzę o teraźniejszości
i przeszłości, natomiast przyszłość może kryć w sobie dla niego mnóstwo
niespodzianek. Jest to koncepcja boskiej wszechwiedzy ograniczonej. Teista może
zakładać, że jest ona ograniczona z bożej woli.
W istocie, Bóg mógł ze znanych sobie motywów stworzyć świat, w którego dziejach
nieredukowalną rolę odgrywają przypadki (być może podległe prawidłowościom
statystycznym). Czyli zdarzenia nieprzewidywalne w swojej konkretności
nawet przez Boga. Koncepcja świata niepodległego w pełni zasadzie determinizmu
była wysoce nieintuicyjna dla Einsteina (jak i dla wielu innych uczonych i filozofów
z epoki przedkwantowej), czemu dał on wyraz w swoim słynnym aforyzmie: „Bóg
nie gra w kości” 10 . Na to któryś z wybitnych fizyków kwantowych – być może, był to
J. A. Wheeler – miał odrzec: „Einsteinie, nie mów Bogu, jak ma się zachowywać”.
Teizm tu przeze mnie analizowany waha się w tej materii. Wielu jego przedstawicieli
przypisuje Bogu wszechwiedzę nieograniczoną, natomiast pogląd potoczny
wierzących oraz przekazy biblijne przypisują mu wszechwiedzę ograniczoną
w odniesieniu do przyszłości. Koncepcja ta leży u podłoża związanej z tym teizmem
koncepcji wolnej woli istot takich jak ludzie. Tej ostatniej koncepcji nie będę
tu analizowała, w szczególności nie będę analizowała kwestii jej wewnętrznej
sprzeczności bądź niesprzeczności. Istotne jest dla mnie to, że według niej decyzja
podjęta przez dany podmiot na podłożu jego wolnej woli jest przed jej podjęciem
nieprzewidywalna ani dla tego podmiotu, ani dla kogokolwiek innego, włączając
Boga.
9
Absolutność tych pojęć uchodzi za niezgodną z teorią względności. Są jednak na forum
naukowym poglądy, według których kosmologia relatywistyczna przywraca im ten walor. Są
też poglądy, według których odmówienie im tego waloru jest mankamentem teorii względności
i jest nie do przyjęcia w fizyce kwantowej. Ma się rozumieć, nie wdaję się tu w te dysputy.
10
Była to metafora – Einstein nie wierzył w Boga teistów.
Wstęp
55
Temat przerywania ciąży w Biblii nie występuje. Jest rzeczą ciekawą, którą
nie mogę się tu zajmować, że znany z innych mitologii motyw dziecka niechcianego
przez rodziców, zabitego lub porzuconego w ogóle nie występuje w mitologii biblijnej
ani w biblijnych narracjach historycznych. W ST natrafia się jedynie na obsesyjny
strach przed bezdzietnością, a zawłaszcza przed bezpłodnością kobiet.
Być może istnieje odwołujące się do warunków środowiskowych, do diety, etc. naukowe
wytłumaczenie tej tak częstej troski i powtarzającego się legendarnego motywu
zapłodnienia bezdzietnej dotąd przez długi czas kobiety przez jej małżonka
jako przejawu szczególnej łaski bożej. (Por. również mit o Elżbiecie i Zachariaszu
w NT.) Nb. czy opowieści te wyparły znane z innych mitologii przekazy o zapłodnieniu
kobiet przez bóstwa?
Niewątpliwie spędzanie płodów albo tajemne zabijanie noworodków przez ich
matki występuje w każdym społeczeństwie, w którym kobieta, niejednokrotnie
pod groźbą utraty życia, musi ukrywać świadectwo swojego wejścia w „grzeszny”
stosunek płciowy. Proceder ten nie mógł być całkiem nieobecny w Palestynie
w czasach biblijnych. Niemniej jednak, faktem jest, że w Biblii nie ma o nim
wzmianki, nawet jako o grzechu. Bezwzględny zakaz spędzania płodu, a nawet
embrionu w stadium przedpłodowym (przez co w medycynie rozumie się zarodek
do około trzeciego miesiąca rozwoju w łonie matki) opierać się może w religiach
i wyznaniach odwołujących się do Biblii jedynie na postbiblijnej tradycji, która
oczywiście podlega zmianom stosownie do zmian w warunkach życiowych danej
społeczności oraz do przemian panujących w niej poglądów. Jakie elementy tej
tradycji zostają spetryfikowane, uznawać przeto trzeba za kwestię wyboru.
„We wczesnym chrześcijaństwie praktyki przerywania ciąży zostały potępione.
… [Szereg wczesnych synodów ekskomunikowało] dokonujących przerywania
ciąży [i nakładało] długoletnią pokutę na przyznających się do winy. … [Mimo to]
w średniowieczu trwał spór o dopuszczalność przerywania ciąży zakończony
w 1679 potępieniem tych, którzy dopuszczali taką możliwość. W 1872 [a więc tak
późno – H. E.] papież Pius IX potępił także możliwość przerwania ciąży w przypadku
ratowania życia matki” 55 .
Sprzeciw autorytetów religijnych wobec usuwania zarodka ludzkiego we
wszelkim, nawet przedpłodowym, stadium jego rozwoju, opiera się na argumencie,
że przerwanie ciąży jest przypadkiem uśmiercenia niewinnego i bezbronnego
człowieka. Prawomocność tego argumentu powinna budzić wątpliwości samych
jego obrońców. Wydawać by się mogło, że za „człowieka” powinni oni uważać
istotę obdarzoną nie tylko ciałem, ale i duszą, podczas gdy np. wśród pisarzy
Problemy te należą więc do dyskusyjnych wśród przedstawicieli świeckiego humanizmu. Oczywiście,
przedstawiam tu po prostu stanowisko, które sama podzielam.
55
Hasło „Ciąży przerywanie”, w: Religia, Encyklopedia PWN, wyd. cyt.
694
Jezus ewangelistów
europejskiej, inspiruje ją nadal. Potrafi ją przy tym inspirować nawet gdy oficjalni
jej głosiciele, hierarchowie instytucjonalnego chrześcijaństwa, okazują się dalecy
od jej realizacji. Obraca się wtedy przeciwko nim w rewolucyjnych zrywach” 212 .
W tych słowach autor odróżnia znaczenie, jakie miał dla naszej kultury, dla
formowania się podstaw charakterystycznego dla niej etosu, przekazany nam
w NT etos Jezusa ewangelistów od roli, jaką w dziejach naszego kontynentu odgrywało
„chrześcijaństwo instytucjonalne”.
Jak widać z moich wywodów, nie odnoszę się bezkrytycznie do etosu Jezusa
ewangelistów. Dlatego nie zarzucam „chrześcijaństwu instytucjonalnemu” tego,
że nie usiłowało wcielić go w pełni w życie.
Zgadzam się jednak w zasadzie z poglądem wyrażonym przez A. Grzegorczyka
w zacytowanym urywku. Humanizm europejski, również w swej postaci niereligijnej,
nawet związanej z ateizmem, zawdzięcza wiele inspiracji etosowi Jezusa
ewangelistów. Promieniowanie tego etosu poprzez wieki było jednak w znacznej
mierze niezależne od magisterium Kościoła. Co więcej, odwoływanie się do niego
częstokroć nosiło charakter duchowej rebelii przeciwko naukom Kościoła i jego
działalności.
Trudno zaprzeczyć temu, że mimo doniosłej roli cywilizacyjnej pełnionej przez
Kościół w ciągu wieków w naszej kulturze, jego rola w dziejach narodów chrześcijańskich
oraz w kształtowaniu się europejskiego etosu humanistycznego była
pod wielorakimi względami niechlubna. Nie mam zamiaru czynić Kościołowi zarzutów
z tego, że nie dążył do obalenia ustrojów społecznych opartych na ucisku
stanowo-kastowym i klasowym – niewolnictwa, feudalizmu, wczesnego nieokiełznanego
kapitalizmu – przez cały czas ich istnienia; że w ustrojach tych był integralną
częścią warstw uprzywilejowanych. Nie umiem dać odpowiedzi na pytanie,
w jakich czasach walka z jakimś danym ustrojem jaskrawego ucisku społecznego
była możliwa i możliwe było jego zastąpienie bardziej podobającym się współczesnemu
humaniście układem warunków społecznych. To pewna, w każdym razie,
iż Kościół bronił tych ustrojów w czasach, kiedy ich trwanie okazywało się anachronizmem.
Szczególnie ważną rzeczą w niniejszym kontekście jest to, że w czasach
istnienia tych ustrojów Kościół oprócz zalecenia dawania jałmużny w zasadzie
nie usiłował humanizować ich „od wewnątrz”, jak by mu to nakazywał (vide
powyższy cytat z książki Grzegorczyka) etos Jezusa ewangelistów. Kościół należał
do panów nie mniej oprymujących niż panowie świeccy, a protesty i bunty uciskanych
piętnował jako grzech przeciwko ustanowionemu przez Boga układowi rzeczy.
W nowożytności zajął się sprawą klas pracujących dopiero wtedy, gdy powstały
instytucje reprezentujące ich interesy na forum ekonomicznym i politycznym
212
A. Grzegorczyk, Europa. Odkrywanie sensu istnienia, Instytutu Politologii Uniwersytetu
Kardynała Stefana Wyszyńskiego, Warszawa 2001, s. 18.
Etos Jezusa ewangelistów
695
i kiedy znaczącą popularność zyskiwać zaczęły idee socjalistyczne. Bynajmniej nie
do niego należy palma inicjatywy w dziele emancypacji tych klas.
„Jak mocno wyrasta z Ewangelii szacunek dla godności każdego człowieka!
Tymczasem Kościół przez wieki często… łamał tak fundamentalne i przyrodzone
ludziom prawa. To smutne, że do życia publicznego przeniosła owe zasady rewolucja
francuska, ruch krwawy i antyreligijny. Niektóre ewangeliczne i humanistyczne
hasła głosili ludzie, którzy deklarowali się jako wrogowie Kościoła – stąd pewnie
upór i niechęć duchownych do idei praw człowieka. Na szczęście z czasem udało
się oddzielić zasady od tych, którzy je głoszą, i powrócić na drogę Ewangelii” 213 .
Swoiście niechlubną kartę w dziejach Kościoła stanowią, jak wiadomo, prześladowania
religijne: krucjaty, „nawracanie” całych narodów siłą 214 , wojny z heretykami,
pogromy antyżydowskie, tortury i stosy Inkwizycji. Prześladowania te miały u swojego
podłoża nie tylko sam w sobie godny potępienia fanatyzm religijny, ale i dążenie
Kościoła do zachowania uprzywilejowanej pozycji monopolisty kultu religijnego.
Kościół w ciągu wieków nie sprzeciwiał się okrucieństwu w życiu publicznym:
np. stosowaniu tortur jako metody śledztwa i zabijaniu skazańców na sposoby wyrafinowanie
okrutne. Opowiadał się za dyskryminacją kobiet i przemocą względem
nich w życiu małżeńskim. Jego przedstawiciele wielokrotnie szerzyli mizoginizm.
Opowiadał się za dyskryminacją „bastardów”. Propagował surowe aż
do okrucieństwa metody wychowawcze względem dzieci.
Nie ulega wątpliwości, że w ciągu ostatnich dziesięcioleci dokonuje się w Kościele
pod wieloma względami proces znamiennej humanizacji. Przejawy tego to
odżegnanie się od tradycyjnego antyjudaizmu, tendencje ekumeniczne w stosunku
do wyznań chrześcijańskich oraz innych religii, potępienie kary śmierci (co musi
uznać za tendencję humanistyczną nawet ten, kto tego stanowiska nie podziela),
sprzeciw wobec rasizmu i kolonializmu, wzmożona troska o upośledzonych
ekonomicznie, częściowy odwrót od ideologii dyskryminacji kobiet.
Moje wywody we „Wstępie” do tego zbioru szkiców wyjaśniają, dlaczego ten
proces humanizacji współczesnego Kościoła pozostaje zdaniem laickiego humanisty
niezadowalający.
213
T. Pieronek, Kościół bez znieczulenia, wyd. cyt., s. 183.
214
„Przyjmowanie chrześcijaństwa” naraz przez całe narody – co częstokroć bywało wynikiem
nie krucjaty, ale kierujących się motywami politycznymi decyzji władców (por. np.
„chrzest Polski”, 966 r.) Kościół zwykł po dziś dzień nazywać „ewangelizacją”. Jest jednak, jak
wskazywałam w szkicu „Biblia zawłaszczonego Boga” rzeczą oczywistą, że składnikiem chrześcijaństwa
„przyswajanym” w ten sposób, w tym tempie, przynajmniej przez jakąś znaczną
część ludności danego kraju nie mógł być wymagający długotrwałych wysiłków dla swego szerzenia
etos Jezusa ewangelistów, ale związek z Kościołem jako siłą polityczną orz elementy
obrzędowości chrześcijańskiej mające zastąpić mniej skuteczną pogańską magię.
Biblia zawłaszczonego Boga
275
mowała domysłami zgłaszanymi pono przez jakichś badaczy, że wielobarwna szata
Józefa oraz jego pobyt w studni świadczą, że opowieść o nim jest echem archaicznego
mitu słonecznego. Nawet bowiem jeśli jest to prawdą, nie ma to wpływu
na recepcję omawianej opowieści przez współczesnego czytelnika. Ja zaś zamierzam
się skupić na tych elementach przekazu, które decydują o jego cenności właśnie
dla nas, obecnych czytelników.
Józef wchodzi na scenę biblijną jako samolubny chłopiec, faworyzowany przez
ojca w sposób nieznośny dla pozostałych jego synów. Umacnia tę swoją pozycję
donosicielstwem, wielokrotnie zawiadamiając Jakuba o jakichś niesprecyzowanych
przez narratora nagannych postępkach braci. Nic dziwnego, że nienawidzą
oni szczeniaka – co, oczywiście żadną miarą nie usprawiedliwia ich przestępstwa.
Mając Józefa w swej mocy poza zasięgiem władzy ojca bracia w swej większości
początkowo zamierzają go zabić. Ratuje go podstępem Ruben 62 namawiający
resztę braci do wrzucenia go do studni (skąd ma zamiar potajemnie go uwolnić).
Ostatecznie pod nieobecność Rubena ratuje go Juda, z którego inicjatywy Józef
zostaje wyciągnięty ze studni i sprzedany w niewolę wędrownym kupcom udającym
się do Egiptu.
Na obczyźnie strącony do statusu niewolnika Józef niezmiernie szybko dojrzewa
zarówno intelektualnie, jak moralnie, wspinając się z czasem do pozycji najwyższego
po faraonie dostojnika w kraju. Jakże odmienna jest jednak jego kariera
od wzbogacenia się jego ojca w służbie Labana! Józef łączy w sobie wewnętrzną
odporność na klęski, dzielność, mądrość z nieposzlakowaną uczciwością – z lojalnością,
niepozwalającą mu wykorzystywać tych, co mu zaufali i nawet nie bez gnuśności
powierzyli jego pieczy wszystkie swoje dobra. (Co za różnica w porównaniu
z postępowaniem Jakuba obracającego na swoją korzyść przywary Ezawa!) Dzięki
swym zaletom, a bez krzywdzenia kogokolwiek, zdobywa zaufanie ludzi, od których
zależy, i dostępuje znośnego losu w każdej sytuacji, w jaką zostaje wtrącony.
Odnosi się łaskawie do strąconych dostojników, nad którymi ma władzę. Wreszcie
robi karierę, stając się dobroczyńcą kraju swojego wygnania.
Dostosowując się w tej mierze, w jakiej to nie narusza jego wewnętrznej tożsamości,
do zwyczajów społeczności, wśród której przebywa, zawierając małżeństwo
z córą tej ziemi, zakładając na obczyźnie rodzinę, Józef pozostaje sobą, czcicielem
swojego własnego boga, i nie kryje się ze swoją odmiennością od otoczenia.
62
W ustępie należącym do pisarza północnego, Elohisty. W kolejnym ustępie, należącym
do Judejczyka Jahwisty, Józefa ratuje Juda. (Co do Rubena, to podstęp jego ma ciekawy charakter.
Namawia on braci, aby zamiast przelać krew brata, wrzucili go na umarcie do studni.
Takie bezkrwawe zabójstwo ma być w pojęciu braci – i widocznie również autora opowieści
– mniejszym grzechem.)
Mity początków ludzkości...
213
Fikcyjność powyższego ewangelicznego przekazu 199 nie ma w niniejszym
kontekście istotnego znaczenia. Opowieść przywołana przez ks. Witczyka, traktowana
jako piękna przypowieść, dostarcza nam implicite informacji o ważnym
fakcie, a mianowicie, że wśród pewnego przynajmniej odłamu wczesnych chrześcijan
panował etos, który znalazł wyraz w jej stworzeniu i uwiecznieniu; że panowało
przynajmniej wśród tego odłamu takie wyobrażenie o Jezusie, które znalazło
wyraz w przypisanych mu tam słowach. Ks. Witczyk w swych rozważaniach
o karze śmierci staje przed nami jako dziedzic pewnych (jak wykażę w szkicu
„Jezus ewangelistów”) elementów tego etosu i tego wizerunku Jezusa.
„Jezus uczy, że we wspólnocie ludu nowego Przymierza żaden człowiek nie
ma moralnego prawa skazywać grzesznika na śmierć w imieniu Boga. Nawet jeżeli
liczne prawa starego Przymierza wręcz nakazywały w określonych sytuacjach
wykonanie kary śmierci, to jedyne prawo nowego Przymierza – prawo miłości,
obejmujące także nieprzyjaciół – nie da się pogodzić z karą śmierci” 200 .
Wobec tak drastycznej różnicy pomiędzy etosem głoszonym w imieniu Boga
przez Jezusa w epizodzie z cudzołożnicą a etosem wyrażającym się w wyrokach
i działaniach przypisywanych Bogu we wspomnianych powyżej przekazach ST
narzuca się niechrześcijaninowi, w szczególności ateiście, pytanie, jak właściwie
zrozumieć można na gruncie chrześcijaństwa relację pomiędzy nowym a starym
Przymierzem. Czy nowe Przymierze oferowane jest innemu niż stare zbiorowemu
podmiotowi ludzkiemu (ludzkości, a nie „narodowi wybranemu”) przez odmiennego
boga, który powinien stać się przedmiotem czci oraz posłuchu w kwestiach
moralnych zamiast starotestamentowego Jahwe? Czy też mamy tu
do czynienia z moralnym udoskonaleniem się samego Boga?
W stosunku do tego zagadnienia ujawnia się, oczywiście, fundamentalna różnica
poglądów pomiędzy ks. Witczykiem, a autorką niniejszego szkicu. Dla niej
bowiem jest rzeczą oczywistą, że ten Jahwe, którego wspomniane powyżej działania
i wyroki relacjonują księgi ST, oraz Jezusa Ojciec Niebieski, którego etos
wyraża się w epizodzie z jawnogrzesznicą, nie są jednym i tym samym bogiem.
(Utożsamienie ich jest samoułudą chrześcijan.) Należą oni do plejady bogów judeochrześcijańskiej
i współczesnej judaistycznej oraz chrześcijańskiej tradycji
religijnej, znającej rzekomo tylko jednego boga 201 . Odkładając zaś na bok metafory,
powiedzieć trzeba, że w tradycjach tych występują niedające się połączyć
w spójną całość koncepcje bóstwa, w szczególności zaś koncepcje reprezentowa-
199
Zajmuję się tą opowieścią w moim szkicu „Jezus ewangelistów”. Tam m.in. wyjaśniam
jej fikcyjny charakter.
200
Tamże, s. 9.
201
Por. humorystyczny szkic Bernarda Shawa Czarna dziewczyna szuka Boga, tłum.
F. Sobieniowskiego, PIW, Warszawa 1956.
277
Ofiarowanie Izaaka. Abraham a Hiob
Skandal „Akedy”
Nie dość Mu, że poigrał Sobie z sercem starca
i ślepego posłuchu żądzę tym nasycił?
Józef Wittlin, „Lament barana ofiarnego” 63
Według Starego Testamentu Bóg wymaga
od nas, abyśmy chcieli poświęcać życie naszych
dzieci na jego żądanie…Czy to ładnie
tak postępować? Tak, tak, wiem, że nie powinniśmy
osądzać Boga według miar ludzkich,
ale… jeśli nie jesteśmy przekonani, że Bóg istnieje,
i poszukujemy argumentów na rzecz tezy
o jego istnieniu w drodze poszukiwania
w świecie przejawów jego dobroci, to jakie inne
miary moglibyśmy stosować?
Steven Weinberg, „A Universe
with no Designer” 64 .
1. „Akedą [Izaaka]”, czyli „związaniem”, nazywa się w literaturze żydowskiej
niedoszłe do skutku jego ofiarowanie przez Abrahama Bogu jako żertwy całopalnej.
Opowieść o tym znajduje się w Rdz 22 65 . Głównym tematem, któremu poświęcona
będzie pierwsza część niniejszego szkicu, jest charakter etosu znajdującego
wyraz w owym przekazie. Reprezentowane przeze mnie ujęcie tej sprawy połączę
z krytyką pewnych interpretacji opowieści o Akedzie na gruncie tradycji judeochrześcijańskiej,
a zwłaszcza z krytyką ujęć pewnych myślicieli współczesnych,
którzy swój stosunek do Biblii jako do „Pisma Świętego”, natchnionego przez Bo-
63
W zbiorze zestawionym przez Leszka Kołakowskiego 128 bardzo ładnych wierszy,
Znak, Kraków 2004.
64
„Annals New York Acadamy of Scienes”, 2001, s. 174.
65
Por. uwagi o różnicach pomiędzy Akedą a ofiarowaniem córki Jeftego, s. 264–266 tego
zbioru.
Etos Jezusa ewangelistów
659
wielka jest wasza nagroda w niebie. Tak bowiem prześladowali proroków, którzy
byli przed wami” 174 .
(##) Błogosławieni jesteście, gdy ludzie was nienawidzą i gdy was wyłączą
spośród siebie, gdy zelżą was i z powodu Syna Człowieczego odrzucą z pogardą
wasze imię jako niecne. Cieszcie się i radujcie w owym dniu, bo wielka jest wasza
nagroda w niebie. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili prorokom 175 .
(**)Natomiast biada wam, bogaczom, bo odebraliście już pociechę waszą.
(**)Biada wam, którzy teraz jesteście syci, albowiem głód cierpieć będziecie.
Biada wam, którzy się teraz śmiejecie, albowiem smucić się i płakać będziecie.
(##) Biada wam, gdy wszyscy ludzie chwalić was będą. Tak bowiem przodkowie
ich czynili fałszywym prorokom”.
Założyć można, że tam, gdzie nie ma oczywistej różnicy, zachodzi zgodność
tendencji pomiędzy oboma przekazami. Należący do Mt jest po prostu bardziej
explicite przedstawiony. Błogosławieni są według niego, jako przyszli uczestnicy
nadchodzącego Królestwa Bożego, ci co są uciśnieni i poniżeni, a zarazem sami
praktykują miłosierdzie, nikogo nie krzywdzą, unikają zwady; tacy, którzy, co więcej,
nie stawiają oporu swoim krzywdzicielom – „cisi”, będący takimi, jak ten epitet
zdaje się wskazywać, nie tylko w poczuciu bezsilności, ale i z nieskłonności
do wchodzenia w konflikt i do podejmowania walki. Bezsilni w obecnej sytuacji,
uzyskają oni zadośćuczynienie nie na skutek jakichś swoich działań, ale na skutek
cudownego przekształcenia otaczającej ich rzeczywistości: mianowicie zapanowania
(widocznie jeszcze za ich żywota) Królestwa Bożego na ziemi.
Zarazem jednak oczywiste są pewne istotne różnice pomiędzy Mt a Łk.
Zwrot „ubodzy w duchu” podlegać może (i podlegał) rozmaitym interpretacjom
dotyczącym m.in. relacji „ubóstwa w duchu” do posiadania dóbr materialnych.
Natomiast o wiele mniej pola do interpretacji pozostawiają zwroty „ubodzy”
oraz „głodujący”. W swym „kazaniu na równinie” Jezus „Łukasza” obiecuje udział
w Królestwie Niebieskim biedakom. Zarazem grozi „bogaczom” i „sytym”,
174
To ostatnie błogosławieństwo widocznie stanowi uzupełnienie odpowiadające czasowi
konfliktu pomiędzy ortodoksyjnymi judaistami a judeochrześcijanami. Jest to jeszcze bardziej
wyraźne w Łukaszowym wersecie (##). Jest rzeczą charakterystyczną, że w tej alokucji Jezus
nie obiecuje tym, co zasługują na błogosławieństwo, zadośćuczynienia w mającym nadejść
Królestwie Niebieskim na ziemi, ale nagrodę pośmiertną. Zarzucona, jak widać, zostaje perspektywa
rychłego nadejścia Królestwa Niebieskiego na ziemi.
175
Patrz przypis 174. W dalszej analizie werset (#) oraz oba wersety oznakowane jako
(##) pominę.
Mity początków ludzkości...
205
nych, być może tylko hipotetycznych, przeciwników, i alokucję 181 swą kieruje właśnie
do małżonek (czy chce się przed nimi pochwalić srogością?) – ale nadto nie
wiadomo, po co jesteśmy poinformowani o imionach jego dzieci oraz o zatrudnieniach
synów, skoro później nie ma o nich mowy. Szczególnie zagadkowe jest podanie
imienia Naamy, zamiast stereotypowego w Biblii stwierdzenia, że po urodzeniu
się pierworodnego dany patriarcha miał również innych synów oraz córki
182 , o imionach, których nie trudzono się uwiecznić. Nie dowiadujemy się też nic
o tym, co na dictum Lameka odpowiedziały jego żony. Wprowadzenie imion dzieci
Lameka każe przypuszczać, że w pierwotnej narracji była mowa o wydarzeniach,
w które te osoby były jakoś uwikłane i do których się też powinna odnosić
przytoczona alokucja Lameka oraz nieprzekazana reakcja jego żon na nią. To
zaś znaczy, że z narracji wyeliminowana została środkowa część, zawierająca
właściwą treść opowieści. Jej nieobecność pozbawia jednoznaczności nawet zachowany
fragment końcowy, który przeto rozmaicie jest tłumaczony w różnych
przekładach Biblii. BT każe Lamekowi przemawiać w trybie warunkowym,
a więc, być może, rzucać pogróżki względem możliwego, nie zaś określonego
przeciwnika. Takie tłumaczenie utajnia interwencję pierwszego cenzora, a cały
przekaz czyni beztreściwym. Nie odpowiada ono odczytom innych tłumaczy.
W BW czytamy: „... żem zabił męża za ranę moją i młodzieniaszka za siniec
mój” – tu więc Lamek mówi o czymś, co zaszło, i co widocznie szczególnie obchodzi
jego żony. Redaktorzy NIV w przypisie dopuszczają, jako możliwy, odczyt
„I will kill”, czyli „zabiję”, ale w tekście głównym podają wersję „I have killed
a man for wounding me, a young man for injuring me”, czyli „zabiłem mężczyznę
za to, że mnie zranił, młodzieńca za skaleczenie mnie” – co również, jak
w wypadku Wujka, wskazuje, że Lamek powiadamia żony o tym, jak się zakończył
jakiś widocznie obchodzący je zatarg 183 . Nadto przekład ten każe przypuszczać,
że mamy do czynienia z charakterystycznym dla poezji hebrajskiej powtórzeniem
treści użytego dopiero co zwrotu (jak powyżej: „słuchajcie... nastawcie
ucha”), a więc mężczyzna i młodzieniec byłaby to jedna i ta sama osoba.
Sandauer, dobrze przecież znający hebrajski, nie waha się tłumaczyć: „Zabiłem
męża ku boleści swej, a młodzieńca ku utrapieniu swemu”. Zgodnie ze
swym rozumieniem tekstu powinien był „a” pominąć, we wstępie bowiem do tego
rozdziału wysuwa przypuszczenie, że „tym, kogo ku swemu utrapieniu [La-
181
Znaczenie tego terminu w moim użyciu wyjaśnione jest w przypisie 154, s. 179.
182
Według pewnej tradycji „Nadobna” była przodkinią nierządnic, ale w tekście Biblii nie
ma o tym wzmianki.
183
Jednakże przekład GNB brzmi w tłumaczeniu na polski: „zabijam męża za swoją ranę
i młodzieńca, jeśli mnie który uderzy”.
184
Biblia początków
Radykalna doktryna o bożej wszechwiedzy orzeka między innymi, że Bóg każdej
chwili posiada kompletną wiedzę o tym, jakie wydarzenia nastąpią w przyszłości.
Skoro zaś o jakimś przyszłym zdarzeniu Bóg wie, że ono nastąpi, to zdarzenie
to niechybnie nastąpi, a więc w pewnym podstawowym sensie terminu „musi”
zdarzenie to musi nastąpić. Jeśli zaś jakieś zdarzenie A musi nastąpić w przyszłości,
a zarazem warunkiem niezbędnym jego zajścia jest uprzednie zajście wcześniejszego
przyszłego zdarzenia B, to musi też nastąpić owo zdarzenie B (o którego
nastąpieniu Bóg wobec tego posiada uprzednią wiedzę, co zresztą już samo
w sobie implikuje, że musi ono nastąpić), ponieważ zajście warunku niezbędnego
dla zajścia jakiegoś zdarzenia koniecznego samo jest zdarzeniem koniecznym.
Jeśli więc warunkiem niezbędnym zajścia jakiegoś przewidywanego przez Boga,
i przeto nieuchronnego, acz dezaprobowanego („zakazanego”) przezeń, zdarzenia
jest świadoma i dowolna czynność jakiegoś osobnika, który zajścia tego zdarzenia
pragnie albo na zajście tego zdarzenia na skutek swojej czynności się godzi – czyli
jeśli warunkiem tym jest czyjś grzech – to grzech ten jest przewidywanym z góry
(o każdej poprzedzającej chwili) przez Boga i nieuniknionym składnikiem przyszłych
dziejów świata; a jeżeli niezbędnym warunkiem realizacji takiego grzechu
jest trwała niegodziwość grzesznika, to osobnik ten jest „skazany” na bycie niegodziwym
– jak to zresztą stwierdza paulińska doktryna o predestynacji – doktryna
jednak w poczuciu przedstawicieli innych odmian chrześcijaństwa sprzeczna
z uznawaną przez nich koncepcją wolnej woli, implikującą, iż żaden grzesznik nie
jest „skazany” na popełnienie grzechu, jakiego się dopuścił; bez którego to założenia
poddawanie go przez Boga karze nie byłoby w oczach przedstawicieli tych odmian
chrześcijaństwa „sprawiedliwe” 163 . Odpowiedź na pytanie, czy doktryna
o predestynacji jest sprzeczna z doktryną o wolności woli grzesznika, zależy od tego,
jaka ze skłóconych ze sobą koncepcji wolności woli jest przez osobę wypowia-
163
Doktryna o predestynacji, z komentarzem mówiącym, że nikt nie ma moralnego prawa
do uskarżania się z tego powodu, iż Bóg jednych ludzi przeznacza na to, by byli cnotliwymi i zostali
zbawieni, a innych na to, by byli zatwardziałymi grzesznikami i za swoje grzechy zostali
potępieni, znajduje się w Liście Świętego Pawła do Rzymian (9: 19–22). Według autora tej koncepcji
zachodzi analogia pomiędzy moralnym prawem Boga do takiego postępowania a wolnością
garncarza, który wedle swych arbitralnych postanowień pewne grudki gliny przeznacza
na piękne wazony, a inne na smrodliwe nocniki. Tym chrześcijanom, których ten tekst „natchnionego”
autora bulwersuje, nie pozostaje nic innego jak uciec się do jednego z najbardziej
typowych chwytów stosowanych przy „oswajaniu” przez wiernych biblijnego kanonu zawierającego
niemożliwe dla nich moralnie do zaakceptowania treści. Chwyt ten polega na wypieraniu
takich treści z pamięci. Rzeczą godną uwagi jest to, że wspomniane powyżej fundamentalne
osobliwości teologii paulińskiej nie znajdują wyrazu w „Łukaszowych” częściach Nowego
Testamentu.
Biblia okrutników
401
ców, ani w rzeczywistości nie służyły celom profilaktyki zdrowotnej i higieny 248 , tylko
zachowaniu „czystości” rytualnej „świętości” „narodu wybranego”, która byłaby
naruszona przez jedzenie rzeczy „obrzydliwych” 249 . Do triumfu chrześcijaństwa
w świecie pozajudejskim przyczyniło się, naturalnie, odrzucenie tych krępujących
tabu, z przejściem do porządku nad słowami ewangelicznego Jezusa, że ani jedna
jota w prawie mojżeszowym nie może być odmieniona 250 .
Składnik religijny czteroksięgowego korpusu praw zawiera szereg innych
uciążliwych tabu (zniesionych przez chrześcijaństwo), którymi z braku miejsca
nie będę się zajmować. Do tego składnika zaliczyć też jednak należy, rozbudowaną
listę tabu w dziedzinie seksualnej. Oprócz tabu kazirodztwa oraz stosunków
seksualnych pomiędzy osobami uznanymi za powinowatych znajdujemy tu, m.in.,
nienawistny stosunek do homoseksualizmu.
(c) Składnik religijny obejmuje również, naturalnie, niezmiernie rozbudowane
przepisy dotyczące organizacji kultu. Uderza przejawiający się w nich pedantyzm.
Jahwe zajmuje się wszystkimi szczegółami wyglądu sprzętów należących do wyposażenia
świątyni oraz szat kapłańskich. Zajmuje się frędzlami na tych szatach!
Nic tu nie jest pozostawione inwencji ludzkiej, nic nie może doznać odmiany. Podkreśla
to, jak wskazywałam powyżej, rolę kapłanów jako kompetentnych specjalistów
kultu.
Niektóre z przepisów kultowych noszą charakter archaiczny i barbarzyński,
np. polecenie smarowania krwią zwierzęcą ucha, wielkiego palca prawej ręki oraz
prawej nogi kapłana wyświęcanego na urząd (Wj 29: 20).
248
Zakazuje się np. spożywania mięsa pewnych zwierząt jadanych bez szkody przez narody
z tego samego obszaru geograficznego. Nie zakazuje się natomiast np. jedzenia mięsa nieświeżego,
niemytych owoców i jarzyn, picia wody z zanieczyszczonych zbiorników. Wbrew wyznawcom
uznawanej niekiedy również przez agnostyków i ateistów doktryny o „ciemnym” narodzie,
którego „światli” kapłani musieli strzec przed szkodzeniem zdrowiu za pomocą systemu
religijnych nakazów i tabu, prawdziwie higieniczne zalecenia nie wymagałyby sankcji religijnych,
tylko ostrzeżenia przed naturalnymi skutkami niestosowania się do nich. Irracjonalne
tabu dotyczące pożywienia mają podłoże w archaicznych warstwach religii.
249
Na takiej samej zasadzie kulturowo uwarunkowanego obrzydzenia, niemającego nic
wspólnego ze względami medycznymi, opiera się również w naszej kulturze szereg tabu pokarmowych,
np. tabu spożywania owadów, gdy np. szarańcza była przysmakiem Etrusków, a w Biblii
pożywieniem Jana Chrzciciela. (Nie figuruje ona na liście tabu starotestamentowych.) Rozpowszechnione
jest poczucie odrazy wobec obyczajów kulinarnych takich narodów, które nie
przestrzegają charakterystycznych dla naszej kultury lub dla naszego narodu tabu pokarmowych.
Sprzyja ono przekonaniu o „niższości” tych narodów.
250
Rozliczne tabu pokarmowe wywierały w ciągu wieków niekorzystny wpływ na sytuację
Żydów i wywierają go po dziś dzień na sytuację Żydów ortodoksyjnych. Były one i są uciążliwe
dla ubogich, przyczyniając się do podwyższenia ceny dozwolonej im żywności.
472
Biblia Hebrajczyków
we wnętrznościach ryby, np. Augustyn, „O państwie bożym”, 18, 30: «Jonasz przepowiedział
Chrystusa... O jego śmierci i zmartwychwstaniu wołał swoim głosem.
Po cóż bowiem dostał się on do brzucha potwora... jeśli nie po to, aby stać się znakiem
zapowiednim Chrystusa mającego w trzecim dniu wrócić...»” 357 .
Pytanie „po co Jonasz dostał się do brzucha potwora” jest osobliwe, jako że
z Księgi Jonasza wiadomo, po co według intencji autora prorok się tam dostał:
oczywiście po to, aby pożałował swojej krnąbrności i wezwał bożego miłosierdzia.
Jest to na tle całego utworu zupełnie jasne. Do przekazów ewangelicznych o zmartwychwstaniu
Chrystusa ta opowieść nie ma więc żadnego odniesienia: nic z treści
tych przekazów nie snuło się po głowie autorowi Jon. Doczytywanie się zaś
w ST mnóstwa „zapowiedzi zdarzeń z żywota Jezusa i jego sentencji” – „zapowiedzi”,
których „rzeczywistego sensu” wcale nie mogli zrozumieć ich pierwsi słuchacze
lub czytelnicy, ani nawet być świadomi sami ich głosiciele(!) – ma swoje podłoże
w fakcie, że pisząc w dziesięciolecia po śmierci Jezusa (przy założeniu, że był
on postacią historyczną) i cierpiąc niedostatek autentycznej wiedzy o szczegółach
jego żywota i mów, autorzy nowotestamentowi oprócz niespójnej tradycji wczesnego
środowiska chrześcijańskiego obficie korzystali przy swym „natchnionym”
„rekonstruowaniu” żywota oraz wypowiedzi Jezusa z paradygmatów, jakich się
doszukiwali w ST. (Tłumaczenie to pozostaje tym bardziej w mocy, jeśli Jezus nie
był postacią historyczną, co mi się wydaje nieprawdopodobne.) Cytat z Augustyna
ilustruje typowe mankamenty tej metody: autor chrześcijański odwołuje się do wyrwanego
z kontekstu fragmentu opowieści, nie licząc się z jego znaczeniem dla całości.
Jak może myśliciel chrześcijański dopatrywać się analogii pomiędzy spoczywającym
przez trzy dni w grobie Jezusem a krnąbrnym Jonaszem umieszczonym
za karę w ciemnicy wielorybiego żołądka? Prawdziwość twierdzenia arytmetyki,
że 3=3, i ugruntowana na niej prawdziwość twierdzenia, że 3 dni to 3 dni, nie
wystarczą do podtrzymania tego wywodu.
Jednakże ustanowiona przez Augustyna paralela nie jest jego wymysłem.
Jeszcze bardziej dla chrześcijan autorytatywny autor Ewangelii „według” Mateusza
wkłada w usta Jezusa 358 słowa: „Plemię przewrotne i wiarołomne [tzn. współcześni
Jezusowi a odrzucający go Hebrajczycy] żąda znaku [potwierdzającego misję
czy też szczególny status ontologiczny Jezusa], ale żaden znak nie będzie mu
357
E. Eynikel, Księga Jonasza, w: Międzynarodowy komentarz do Pisma Świętego, wyd.
cyt.., s. 1027.
358
Przy obcowaniu z ewangeliami niezbędne jest pamiętanie, że niezależnie od tego, czy
Jezus z Nazaretu był postacią historyczną, nie ma żadnych sporządzanych „na gorąco” zapisów
jego mów i powiedzeń. Ewangeliści „przytaczając je” co najwyżej dokonywali wyboru z zastanej
przez nich tradycji w jakichś środowiskach wczesnochrześcijańskich.
238
Biblia Hebrajczyków
nowiące dobitny wyraz postawy uniwersalistycznej znajdujemy wśród ksiąg Izajaszowych
16 . Z Proto-Izajasza pochodzą znane piękne wersety eschatologicznego
proroctwa: „Stanie się na końcu czasów, /że góra świątyni Pańskiej /stanie mocno
na szczycie gór /i wystrzeli ponad pagórki. /Wszystkie narody do niej popłyną
/i mnogie ludy pójdą i rzekną: /«Chodźcie, wstąpmy na Górę Pańską, /do świątyni
Boga Jakubowego! /Niech nas nauczy dróg swoich, /byśmy kroczyli Jego ścieżkami»,
bo prawo pochodzi z Syjonu /i słowo Pańskie z Jeruzalem. /On będzie rozjemcą
pomiędzy ludami /i sędzią dla licznych narodów. /Wtedy swe miecze przekują
na lemiesze, /a swoje włócznie na sierpy. /Naród przeciw narodowi nie podniesie
miecza, /nie będą się więcej zaprawiać do wojny. /Chodźcie, domu Jakuba, /postępujmy
w światłości Pańskiej!” (Iz 2: 1–5).
Wątek uniwersalistyczny wydaje się w istocie charakterystyczny dla jednego
z nurtów związanych z imieniem Izajasza. Odnajduje się go w pewnych innych
eschatologicznych ustępach w Proto-Izajaszu. W Trito-Izajaszu zaś czytamy w odniesieniu
do czasów autorowi współczesnych: „Niechże cudzoziemiec, który się
przyłączył do Pana, nie mówi: „Z pewnością Pan wyłączy mnie ze swego ludu”.
Rzezaniec także niechaj nie mówi: „Oto ja jestem uschłym drzewem”. Tak bowiem
mówi Pan: „Rzezańcom, którzy przestrzegają Moich szabatów i... trzymają się
mocno Mojego przymierza, dam... [miejsce]... w Moim domu i w Moich murach...
oraz imię lepsze od [imienia] synów i córek, dam im imię wiekuiste i niezniszczalne.
Cudzoziemców zaś, którzy się przyłączyli do Pana, aby Mu służyć i ażeby miłować
imię Pana i zostać Jego sługami – wszystkich zachowujących szabat... i trzymających
się mocno Mojego przymierza przyprowadzę na Moją Świętą Górę i rozweselę
w Moim domu Modlitwy. Całopalenia ich oraz ich ofiary będą przyjęte
na Moim ołtarzu, bo dom Mój będzie nazwany domem modlitwy dla wszystkich narodów”
(Iz 56: 1–7).
Wersety te robią wrażenie świadomej polemiki z ekskluzywistyczną polityką
religijną Ezry i Nehemiasza.
Do nurtu uniwersalistycznego w Starym Testamencie (poza rozdziałami początkowymi
Rdz) zaliczyć wypada szereg utworów. Oczywiście należy do niego naiwna,
ale urocza baśń o Jonaszu, gdzie Bóg trapi się grzechami mieszkańców od-
16
W tradycyjnie tak zwanej Księdze Izajasza bibliści współcześni rozróżniają (nie bez trudności
dotyczących rozgraniczenia) trzy zbiory tekstów pisanych i skompilowanych w odległych
od siebie epokach. Najprawdopodobniej żaden z tych zbiorów nie wyszedł spod pióra jednego
proroka i nie reprezentuje jednolitego nastawienia ideowego. Według wstępu do Księgi Izajasza
w BT (s. 859–860) Proto-Izajasz zawiera m.in. teksty pisane za czasów istnienia królestwa
judzkiego w VIII w. p.n.e., Deutero-Izajasz przedstawia bliski już powrót Izraela za sprawą Cyrusa
z babilońskiego wygnania, a Trito-Izajasz jest dziełem autora, który pisał po powrocie z tego
wygnania, pod koniec VI wieku.
Rozważania ogólne
553
ten zapowiada koniec kultu świątynnego. Przedmiotem sądu jest świątynia, Jerozolima,
a tym samym judaizm 28 . Po drugie, mamy tu, być może, symbol swobodnego
dostępu do Boga, który zawdzięczamy śmierci Jezusa. Za zasłonę oddzielającą
Miejsce Najświętsze (w tym obrazie może chodzić tylko o tę właśnie zasłonę) mógł
wchodzić, i to jedynie raz w roku, tylko najwyższy kapłan. Zresztą te dwie interpretacje
nie wykluczają się wzajemnie” 29 .
Symbole są ze swej natury niejednoznaczne. Powstrzymam się tu od rozważania,
czy trafne są wszystkie przytoczone powyżej interpretacje Gnilki. Ważne jest
wskazanie, że czytając ewangelie mamy do czynienia z symboliką teologiczną
w formie „przekazu” o tym, co się działo podczas umierania Jezusa na krzyżu.
Podobnie, jak wskazuje T. Okure, w J „[o]powiadane wydarzenia są świadomie
nazywane «znakami»... «Znaki» dokonywane przez Jezusa... mają wewnętrzny
związek z Jego roszczeniami (np. przywrócenie wzroku niewidomemu z byciem
światłością świata), stąd służą one jako właściwe wskazówki, za jakimi musimy podążać
w wierze, jeśli chcemy dojść do prawdziwej wiedzy o Jezusie i Jego zbawczej
misji” 30 .
W koniekturach ewangelistów, w których kierunek wyznacza ich myśl teologiczna,
inspiracja jest w ogromnej mierze czerpana ze ST. Stary Testament odgrywa
wieloraką rolę jako podłoże twórczości ewangelistów. Czerpane są z niego sformułowania.
Np. zwrot „błogosławiona między niewiastami” zaczerpnięty jest
z laudacji wygłoszonej przez prorokinię Deborę na cześć podstępnej zabójczyni
Jael.
Nieopatrzne posługiwanie się ewangelistów cytatami ze ST ilustruje werset
z Mt 8: 16–17, gdzie mowa o „wypędzaniu” przez Jezusa z ludzi demonów i uzdrawianiu
chorych, do czego autor dodaje komentarz: „Tak oto spełniło się słowo proroka
Izajasza: «on przyjął nasze słabości i dźwigał choroby»”. Komentarz ten jest
nieusprawiedliwiony, ponieważ Jezus, w przeciwieństwie do opiewanego przez
Izajasza tajemniczego „sługi Pańskiego” nie przejmuje na siebie „chorób”, z których
wyzwala ludzi.
28
Obraz ten musiał więc widocznie zostać wprowadzony do opisu wydarzeń towarzyszących
Ukrzyżowaniu po klęsce, którą na judeochrystianizm ściągnęły zagłada świątyni i Jerozolimy
w r. 70 oraz wygnanie judeochrześcijan z synagog przez przedstawicieli utwierdzonej jako
reakcja na te wydarzenia ortodoksji judaistycznej. Z przekazów ewangelicznych o Jezusie
wynika przecież, że „bronił” on świątyni przed rzekomą profanacją, a nie, że atakował kult
świątynny – H. E.
29
J. Gnilka, Teologia Nowego Testamentu, „M”, Kraków 2002, s. 191–193, fragment cytowany
tu w znacznym skrócie.
30
T. Okure, Ewangelia według św. Jana, w: Międzynarodowy komentarz do Pisma
Świętego, Verbinum, Warszawa 2001, s. 1303.
522
Biblia Hebrajczyków
powiedzieć, że jest „pozbawiony” dóbr, które dzięki swojemu trudowi uzyskał człowiek
żywy. Daremność gromadzenia dotyczy zresztą nie tylko dóbr materialnych,
śmierć bowiem unicestwiając człowieka wyzuwa go tym samym np. z nagromadzonej
mądrości: „Jaki jest los głupca, taki i mój będzie, po cóż więc nabyłem tyle
mądrości?” (2: 15).
W obliczu nieuchronności śmierci życie ludzkie nakierowane na osiągniecie
jakichś trwałych dóbr czy wartości okazuje się więc w ujęciu Koheleta daremnym
mozołem: „Wszystkie dni człowieka są cierpieniem, a zajęcia utrapieniem. Nawet
w nocy serce jego nie zaznaje spokoju” (2: 23). Samo zresztą powodzenie, np.
w gromadzeniu bogactw, może powiększać mizerię ludzkiego życia: „Gdy dobra
się mnożą, mnożą się ich zjadacze... Słodki jest sen robotnika, czy zje on mało, czy
dużo, natomiast bogacz mimo swej sytości nie ma spokojnego snu”(5: 10–11).
Non omnis moriar. Sentencja ta, w rozmaitych jej wersjach znaczeniowych łagodzi
rozterkę wzbudzaną w ludziach przez świadomość nieuchronności śmierci.
Pewne jej wersje są w stanie dostarczać pociechy również tym, co nie wierzą w życie
pozagrobowe. Niekiedy pociechy takiej dostarcza sama świadomość przynależności
do o wiele trwalszej wspólnoty. Uznawszy daremność swoich usiłowań
Gilgamesz powraca z nowym przyjacielem, przewoźnikiem Urszanabi do rodzimego
miasta. Zwraca się do druha ze słowami: „Urszanabi, wstąp a przejdź się
po murach Uruku, podwaliny ich obejrzyj, sprawdź dłonią cegły. Czy te cegły nie
są wypalane? Siedmiu mędrców kładło te mury. Jedna trzecia tego obszaru to masto,
jedna trzecia to obszar ogrodów, jedna trzecia to zatapiane pola i ziemia, która
należy do Isztar. Razem trzy części i jeszcze ich obwód ogarniają warowne mury
Uruku” 422 . Tak w obliczu zbliżającej się śmierci Gilgamesz pociesza się trwałością
splendoru jego rodzimego miasta, choć nie jest ono nawet jego dziełem. Kohelet
jednak uświadomiłby go, że prędzej czy później w kołowrocie zdarzeń unicestwiony
zostanie również Uruk ze swoimi wspaniałymi murami, zatraci się też
wieść o Gilgameszu i jego bohaterskich czynach.
Autor nasz bardziej zresztą zainteresowany jest kwestią, czy po trudach człowieka
pozostanie coś przysługującego mu jako jednostce. Pogląd Koheleta na tę
sprawę jest, oczywiście, głęboko pesymistyczny. Dobra dostaną się w ręce spadkobiercy,
a ten, co je zgromadził i zachował, nie może przewidzieć, czy dziedzic będzie
ich godny, czy niegodny – mądry czy głupi, zapobiegliwy czy rozrzutny (2: 19).
Bywa też tak, że jakieś nieszczęście pozbawia syna spadku, które dla niego przygotował
ojciec (5: 13).
Znikoma, tak samo jak żywot człowieka, jest też pamięć o nim, choćby był mędrcem
albo bohaterem: ginie imię tego, co dzięki swojej przemyślności zdołał oca-
422
Gilgamesz, wyd. cyt. (por. przypis 415), cytat lekko zmieniony.
526
Biblia Hebrajczyków
tego chce literatura mądrościowa, potwierdzało się dzięki niemu przeświadczenie
o działającej w świecie boskiej opatrzności, a przeto o tym, że popłaca być cnotliwym,
jak również że popłacają w życiu cnoty i walory pragmatyczne: ćwiczenie się
w kunsztach, trzeźwość, zapobiegliwość, etc. Skoro jednak wysiłek poświęcony
na utwierdzanie się w tych oczekiwaniach prowadzi do zakwestionowania ich, gromadzenie
„mądrości” okazuje się z życiowego punktu widzenia głupstwem.
8. Jedyną, rozsądną postawą wobec życia okazuje się ostatecznie dla Koheleta,
jak o tym była już mowa powyżej, zaakceptowany na podłożu skrajnego pesymizmu
hedonizm: Skoro „mądrość” jest utrapieniem, nie pozostaje nic innego jak
odwrócić się od niej i szukać remedium na gorzkie jej owoce w dostępnych danej
osobie uciechach zmysłowych.
„Nuże więc! W weselu chleb swój spożywaj i w radości pij wino... Każdego czasu
niech szaty twoje będą białe, olejku też niech na głowę twą nie zbraknie! Używaj
życia z niewiastą, którąś ukochał, po wszystkie dni marnego twego żywota,
których ci [Bóg] użyczył pod słońcem 424 po wszystkie dni twojej marności. Bo taki
jest udział twój w życiu i w twoim trudzie” (9: 7–9).
Jest to jednak w istocie zalecenie stłumienia własnej świadomości jako źródła
rozterki i lęku – zalecenie ucieczki człowieka od autentycznego siebie. Doświadczenie
poucza nas wszakże, że w ten sposób nie można spolegliwie pozbyć się egzystencjalnego
lęku. Może on uporczywie, pośród owych zalecanych uciech, przedzierać
sobie drogę do świadomości, a tłumiony może nawet znajdować ujście
w objawach nerwicowych.
U Koheleta zalecenie hedonistyczne wiąże się nadto z radą pozostawania
w granicach konwenansu, niewznoszenia się ponad przeciętność również w zakresie
stosowania się do wymogów moralności. „Wszystko widziałem za marnych dni
moich. Tu sprawiedliwy, który ginie przy swojej sprawiedliwości, a tu złoczyńca,
który przy niegodziwości swojej długo żyje. Nie bądź zbyt sprawiedliwy ani nazbyt
mądry! Dlaczego miałbyś sam sobie gotować zgubę! Nie bądź nazbyt zły i nie bądź
głupcem. Dlaczego miałbyś przed swym czasem umrzeć?” (7: 15–17). Jak widać,
nie służy zdaniem Koheleta używaniu życia praktykowanie „sprawiedliwości”
w szerszym zakresie niż to wymagane od przeciętnego zjadacza chleba: zapewne
wystarczy przestrzegać pisanego prawa, nie wchodzić w taki otwarty konflikt z sąsiadem,
w którym byłbyś uznany przez otoczenie za winną stronę, i może również
dawać tyle jałmużny, ile potrzeba, żeby nie stać się przedmiotem nieprzychylnych
plotek.
424
Słowo „Bóg” wzięte jest w BT, w nawias kwadratowy, jako dodane przez redaktorów.
W BW czytamy: „które ci są dane pod słońcem”.
Opowieści biblijne i „Kohelet”
529
ny”. Przekład „Koheleta” nie tylko wyraził moją ówczesną postawę względem problematyki
egzystencjalnej, ale mnie w niej utwierdził.
Na szczęście udało mi się niebawem tę postawę ateizmu tragicznego przezwyciężyć,
chyba zrazu nie tyle w drodze wysiłku intelektualnego, ile po prostu
dzięki instynktowi życia.
Przez fazę ateizmu tragicznego częstokroć zapewne muszą przejść ci, którzy
do ateizmu dochodzą poprzez odrzucenie, pod nieodpartym naporem doświadczenia,
wiary w Boga będącego w jego stosunku do ludzkości i jednostek ludzkich
„opatrznością” czy zgoła „miłością”. Ateizm nie jest jednak „z samej swej natury”
światopoglądem tragicznym.
Pozwolę sobie powtórzyć tu z niewielkimi zmianami słowa, za których pomocą
wyraziłam w jednym z poprzednich moich szkiców 427 swój – niewątpliwie charakterystyczny
dla wielu ateistów – stosunek do rzeczywistości.
Wbrew zapewnieniu autora Hymnu Kapłańskiego (Rdz 1) wszechświat nie
jest, z konieczności, w swojej relacji do ludzkości i do poszczególnych jednostek
ludzkich „dobry”, ale też nie jest „niedobry”. Z konieczności nie jest ani przyjazny
ludziom, ani im wrogi. Nasuwa się tu na myśl starożytny aforyzm: „Świat nie wie,
że na nim jesteśmy”.
W niezmiernie przeważających częściach swojej czasoprzestrzeni kosmos
nasz jest skrajnie nieprzyjazny istnieniu życia, takiego jak je znamy, i takiej, jak ją
znamy, inteligencji (pod postulowanym przez ateistę warunkiem, że inteligencja
jest czymś, co cechuje odpowiednio ukonstytuowane układy materialne). Niemniej,
kosmos ten spełnia warunki niezbędne po temu, aby przynajmniej w pewnych
ograniczonych obszarach czasoprzestrzenni życie oraz inteligencja były możliwe,
czego jesteśmy oczywistym dowodem. Nasze najbliższe otoczenie kosmiczne (Ziemia,
jej usytuowanie w Układzie Słonecznym, usytuowanie Układu Słonecznego
w Galaktyce) jest obecnie przyjazne rozwojowi życia, ludzkości, kultury. Spodziewać
się możemy, że tak będzie przez bardzo jeszcze długi szmat czasu, zwłaszcza
jeżeli nauczymy się zawczasu przewidywać śmiercionośne zderzenia Ziemi z wielkimi
meteorytami (które w przeszłości kilka razy nieomal wytrzebiły życie na naszej
planecie) i za pomocą dostatecznie rozwiniętej techniki zapobiegać temu niebezpieczeństwu.
Może też – jeśli nauczymy się zawczasu rozpoznawać możliwość
wystąpienia innych katastrofalnych wydarzeń zagrażających życiu na naszej planecie
i zawczasu im zapobiegać za pomocą kierowanej przez naukę techniki.
Jest rzeczą wiadomą, że w wyniku oddziaływań na przyrodę zalecanych
na gruncie niedostatecznej wiedzy o nieuchronnych skutkach przedsięwziętych
działań; w wyniku poczynań podyktowanych już nie przez niewiedzę, ale przez
427
Por. „Glosy do Hymnu Kapłańskiego o stworzeniu świata”.
282
Biblia Hebrajczyków
Nie mając swobody odrzucenia przesłania moralnego ucieleśnionego w tym przekazie,
osoby te odczuwają nieodpartą potrzebę, aby tę rzecz jakoś oswoić, jakoś
rozładować, rzec można „odczynić” w drodze „odpowiedniej” interpretacji, chociażby
miała ona odpowiadać raczej ich dążności do przezwyciężenia psychicznego
dysonansu niż wymogowi elementarnej lojalności względem dosłownego
brzmienia tekstu.
4. Aby zrozumieć dyskomfort psychiczny osób, o których mowa powyżej,
wmyślmy się w treść zawartej w Rdz 22 opowieści o Akedzie. Mamy tu, przynajmniej
według dosłownego brzmienia tekstu, do czynienia z przerażającą, z punktu
widzenia współczesnego żyda i chrześcijanina, epifanią Boga.
Pozostawiając na razie na uboczu sprawę autentyczności (z punktu widzenia
osób wierzących) tej osobliwej boskiej epifanii, co jest kwestią podnoszoną przez
niektórych współczesnych komentatorów, skoncentrujmy się na osobach przedstawionego
w tekście dramatu.
Bóg jest jedną z nich. Mamy tu epifanię, w której na podobieństwo archaicznych
demonów żąda on ofiary z człowieka. W epifanii tej nadto prezentuje samego
siebie jako wiarołomcę. Idzie bowiem o nakaz złożenia przez Abrahama w ofierze
właśnie Izaaka, „dziecięcia Obietnicy”, powołanego do życia cudem (wobec starości
Abrahama i Sary), jako zapoczątkowanie sowitej nagrody za długie lata pobożności,
będące zarazem trudnymi latami ufnego oczekiwania na spełnienie Obietnicy.
W istocie, wedle przekazu z Rdz jedyna istotna nagroda dla Abrahama za jego
nieprześcignioną pobożność polegać miała na tym, że poprzez lędźwie Izaaka
stanie się on protoplastą wielce licznego ludu, który będzie faworyzowany i wspomagany
przez Boga w swoich starciach z innymi ludami i wydziedziczając autochtonów
zawłaszczy ziemię, gdzie Abraham koczował jako życzliwie traktowany
cudzoziemiec: „Potomstwu twemu daję ten kraj, od Rzeki Egipskiej aż do rzeki...
Eufrat, wraz z Kenitami, Kenizytami, Kadmonitami, Chetytami, Peryzzytami, Rewfaitami,
Amorytami, Kananejczykami, Girgaszytami i Jebusytami” (Rdz 15: 18–21).
Cokolwiek myśleć o moralnym charakterze tej nagrody, teraz w każdym razie
jej otrzymanie przez Abrahama ma być, jak się na początku omawianej narracji
wydaje, uniemożliwione, skoro zabity ma być w wieku dziecięcym jedyny (oprócz
wygnańca) syn ubezpłodnionego przez swój podeszły wiek ojca 74 . Żądając złożenia
74
Aby w pełni docenić dramatyzm omawianej sytuacji, tak jak go odczuwają ci czciciele
Kanonu, których Księga Rodzaju 22 wprawia w stan teologicznej i moralnej rozterki, lepiej jest
przy rozważaniu tej opowieści nie uwzględniać innego składnika „sagi” Abrahamowej, gdzie
mowa o tym, że po śmierci Sary krzepki ten starzec zdolny się okazał do spłodzenia w powtórnym
małżeństwie jeszcze kilku synów, spośród których mógłby był sobie wybrać zastępczego
dziedzica, jeśliby Izaakowi coś złego się przytrafiło – ale których vivente Isaac wolał odesłać
592
Quasi-diatessaron
Mity Dziecięctwa
1. W następujących poniżej fragmentach mojego szkicu zajmować się będę
dziejami Jezusa w przekazach ewangelistów.
„Diatessaronem” nazywał się utwór wczesnego apologety chrześcijaństwa
Tacjana, który usiłował w nim połączyć opowieści wszystkich czterech ewangelistów
w jedną spójną całość. Jednakże „podejmowane we wczesnych wiekach próby
zharmonizowania ewangelii i dostarczenia jednej relacji, takiej jak Diatessaron
Tacjana, nie powiodły się” 95 .
Ja również zamierzam omówić w szkicu niniejszym żywot i nauczanie Jezusa
„w porządku chronologicznym”, posługując się przekazami zawartymi we wszystkich
ewangeliach. Niepowodzenie, o jakim mówi zacytowana powyżej autorka,
mnie jednak nie musi zagrażać, ponieważ nie będę się siliła na uzyskanie w ten
sposób opowieści spójnej. Przeciwnie, wskazywać będę ujawniające się przy tym
przedsięwzięciu sprzeczności. Od tego właśnie zacznę, jako od „prologu” mojego
„Quasi-diatessaronu”.
Przypomnijmy więc, że, w szczególności, pomiędzy ewangeliami synoptyków
a J zachodzi nie tylko różnica „perspektywy” (tj. że są tam przekazy o różnych
rzeczach), ale i sprzeczność. Teologia J jest odmienna od teologii synoptyków.
U tych ostatnich najbardziej wyniosłym statusem ontologicznym, jaki Jezus sobie
przypisuje, jest status „Syna Boga żywego”, Mesjasza oraz znanej z eschatologii
Księgi Daniela (7: 13–14) tajemniczej postaci Syna Człowieczego, przyszłego
władcy świata, który wszakże nie jest Bogiem 96 . Według J natomiast Jezus jest
wcielonym „Słowem”, Logosem: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga,
a Bogiem było słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało,
a bez Niego nic się nie stało [z tego], co się stało” (1: 1–3]. Bynajmniej nie zamierzam
wdawać się tu w próbę wyjaśnienia koncepcji Logosu za pomocą kategorii
pojęciowych właściwych mentalności ludzi współczesnych, a więc np. dociekać,
95
T. Okure, Ewangelia wg Św. Jana, w: Międzynarodowym komentarzu do Pisma Świętego,
wyd. cyt., s. 1316.
96
W niektórych miejscach w ewangeliach synoptyków Jezus mówi o sobie po prostu jako
o człowieku (por przekazy o „kuszeniu na pustyni”) albo jako o proroku (por. uwagę z Ewangelii
„wg” Mateusza 13: 57 o tym, że prorok bywa „lekceważony” w swojej ojczyźnie).
Biblia okrutników
375
Co tak straszliwego mogło się w niej – według tych wierzeń – zawierać pierwotnie?
Może rzekoma pustka będąca w istocie obecnością niewidzialnego demonicznego
Jahwe? Wysuwanie hipotez na ten temat przekracza moje kompetencje.
Tajemniczości sprawie przydają jednak jeszcze dwie okoliczności. Po pierwsze,
„o Arce nie ma w ogóle mowy w Elohiście. O Namiocie Spotkania nie ma mowy
w Jahwiście” 222 . Po drugie, podczas dokonanej przez Babilończyków zagłady Jerozolimy
i zburzenia świątyni Arka znika. Kiedy Cyrus zezwala na powrót uprowadzonych,
„cenne sprzęty świątynne zrabowane przez Babilończyków zostają Judejczykom
zwrócone. Z jednym wyjątkiem, mianowicie Arki” 223 . Znika przy tym nie
tylko Arka, ale i wszelka wieść o niej, tak, jakby nigdy nie istniała. „Z jakiegoś powodu
źródła biblijne nie zawierają żadnej wiadomości o losach Arki... Również archeologia
nie rzuca żadnego światła na te sprawę. Zniknięcie Arki jest... jedną
z najbardziej tajemniczych rzeczy w Biblii. Nie ma żadnego przekazu, który by mówił
o tym, że Arka została zrabowana albo zniszczona, albo schowana. Nie ma nawet
wzmianki, która by głosiła: «Arka zaś wtedy znikła i nikt nie wie, co się z nią
stało», albo «Nikt nie wie, gdzie się obecnie znajduje». Najważniejszy według poglądu
twórców Biblii przedmiot na świecie po prostu znika z kart historii” 224 .
Czy Arka istniała? Trudno o tym wątpić, skoro Jahwista 225 , a więc świadek wydarzeń
zachodzących za panowania Dawida, opisuje dramatyczny przebieg jej
transportu do Jerozolimy. Może została usunięta ze Świątyni jako przedmiot związany
nie z aaronidzką, tylko z muszycką tradycją w czasie reformy króla Ezechiela?
W każdym razie pozostaje ona tajemniczym przedmiotem, który łatwiej powiązać
z demonicznym Jahwe z odpowiednich przekazów Wj niż z dawcą Dekalogu.
11. Zajmę się tu kilkoma postaciami przywódców izraelskich z Księgi Sędziów.
Pominę najbardziej przejmującą spośród tych przekazów historię Jeftego, ponieważ
była o niej mowa w szkicach „Ofiarowanie Izaaka” oraz „Biblia zawłaszczonego
Boga”.
(a) Zastanawiająca jest postać Debory. Jest ona jedyną kobietą spośród przywódców
przynajmniej części plemion izraelskich. Tekst biblijny nie wyjaśnia, w jaki
sposób uzyskała tak prominentne stanowisko.
Może warto zająć się tu pokrótce tematem roli kobiet w przekazach biblijnych.
Nie istnieją zapewne społeczeństwa, w których kobiety nie wywierają żadnego
w ogóle wpływu na bieg spraw publicznych. Jeśli nie mogą tego czynić, wykorzy-
222
R. E. Friedman, Who Wrote the Bible?, wyd. cyt., s. 75.
223
Tamże, s. 155.
224
Tamże, s. 155–156.
225
Jak wskazuje R. E. Friedman w: Księga ukryta w Biblii, wyd. cyt., s. 220–224.
Biblia kłamców
437
stwę wendety siedmiu ludzi, którzy osobiście nic nie mieli wspólnego z dokonaniem
zbrodni.
Tego rodzaju wymiar sprawiedliwości według zasad, które ze współczesnego
punktu widzenia, rzec można, „wołają o pomstę do nieba”, nie jest wśród niebian
niczym niezwykłym. Analogia zachodzi nie tylko pomiędzy Rispą a Antygoną. Cała
ta opowieść w oczywisty sposób przypomina mit o Edypie królującym w Tebach
i o wyludniającej miasto epidemii jako „karze” za jego nieświadomy „grzech”.
Olimpijczycy jednak działają we wskazany wyżej sposób nie dlatego, iżby byli bóstwami
„bogatymi w miłosierdzie” czy też wzorcami sprawiedliwości. Działają
w swoim własnym interesie: mianowicie, aby wzmóc osłabioną w ludziach wiarę
w prawdomówność wyroczni delfickiej.
Ogromna różnica pomiędzy obiema tymi opowieściami – hebrajską i grecką
– polega wszakże na tym, że przekaz biblijny nie należy do dziedziny mitu, tylko historii.
Dawid jest postacią rzeczywistą i rzeczywistymi ludźmi są ostatni potomkowie
Saula wydani na śmierć za czyn, którego miał się dopuścić ich protoplasta. To
jest w tej historii do głębi bulwersujące.
Człowiekowi niewierzącemu skomentowanie tej opowieści nie nastręcza
szczególnych trudności. Dawid w trosce o pozbycie się rywali do tronu wyniszcza
cały klan Saula, eliminując jego potomków nawet w linii żeńskiej. Pozostawia
przy życiu jedynie kalekę – chromego syna Jonatana. Ponieważ jest sprzymierzony
z kapłaństwem ufundowanego przez się jerozolimskiego ośrodka kultowego,
wyrocznia usłużnie obwieszcza to, czego mu potrzeba. Innymi słowy, gloryfikowany
w tradycji judeochrześcijańskiej Dawid dopuszcza się świętokradztwa, fingując
orzeczenie wyroczni.
Jak jednak ma skomentować ten osobliwy przekaz osoba wierząca? Na ogół
osoby takie go nie komentują, ponieważ po prostu go nie znają. Jak już kilkakrotnie
stwierdziłam, Biblia jest percypowana w naszej kulturze w sposób wybiórczy.
Fragment tu omawiany nie jest wśród wiernych popularyzowany, nie są oni wzywani
do refleksji nad nim. Zapytać jednak można, jak może skomentować ten osobliwy
przekaz osoba wierząca i podzielająca elementarne przeświadczenia współczesnego
etosu humanistycznego, jeśli jest obznajomiona z jego treścią. Czy może
uniknąć konkluzji, że pewne przekazy Pisma Świętego przekazują tendencyjnie
zafałszowaną koncepcję bożej sprawiedliwości? 295
295
Podobnie osobliwy opis działania sprawiedliwości bożej znajdujemy w 2Sm 24, gdzie
czytamy, iż (z powodów niepodanych w tym przekazie) „Pan zapłonął gniewem przeciwko Izraelczykom”
– a przeto, żeby mieć powód do ich ukarania (widocznie powód gniewu do tego nie
wystarczał), pobudził Dawida do „grzechu” polegającego na zarządzeniu spisu ludności. Za ten
„grzech” karę miał według orzeczenia wyroczni ponieść naród. „Pan” przedstawił Dawidowi
trzy możliwości: „Czy chcesz, by w tej ziemi nastało siedem lat głodu, czy wolisz przez trzy mie-
Ofiarowanie Izaaka. Abraham a Hiob
309
tywna prawomocność jest analogiczna do prawdziwości sądów opisowych przygodnych,
czy też do prawdziwości sądów opisowych koniecznych. Problem ten
sformułować też można jako pytanie, czy Bóg arbitralnie dekretuje, czy też jedynie
ujawnia innym podmiotom, np. ludziom, prawomocne normy moralne; czy
Bóg może aktem swej suwerennej woli sprawić, aby czyny, które były dotychczas
moralnie dobre, stały się moralnie złe lub na odwrót; albo czy może sprawić, żeby
jakieś postępowanie naruszające prawomocną ogólną normę moralną było w jakimś
danym przypadku moralnie dobre, czy to ponieważ zostało nakazane przez
Boga, czy to ponieważ podmiotem sprawczym jest sam Bóg. Można też nadać temu
ostatniemu problemowi formę pytania, czy Boga „obowiązują” jakieś ogólne
normy moralne.
Normatywizmem nazwać można pogląd, według którego postępkami godziwymi
w mocnym sensie tego słowa są takie, w których podmiot działający stosuje
się do prawomocnych norm moralnych. (Postępki ani nienakazane, ani niezabronione
przez prawomocne normy moralne, są według tego poglądu moralnie
obojętne.) Cnota to w ujęciu normatywisty to samo, co prawość, czyli bezwzględna
gotowość do przestrzegania prawomocnych ogólnych norm moralnych. Aspektem
tak pojmowanej prawości jest odpowiednio pojmowana sprawiedliwość, czyli
stosowanie się do odpowiednich prawomocnych ogólnych norm moralnych
w ocenie postaw i postępków wszelkich podmiotów moralnych oraz kierowanie się
odpowiednimi prawomocnymi ogólnymi normami moralnymi we własnych reakcjach
na takie postawy i czyny.
Zdaniem supranormatywisty 120 normatywizm jest zbyt ciasnym poglądem
na naturę moralności. Istnieją bowiem wysoce pochwalne postawy i czyny, które,
nie naruszając żadnych prawomocnych ogólnych norm moralnych, nie są jednak
również spełnieniem żadnych takich norm. Są to postawy i czyny, do których nikogo
nie wolno (tzn. nie ma się moralnego prawa) zobowiązywać, a w których przejawia
się mniej lub bardziej daleko posunięta wielkoduszność podmiotu: cechy, takie
jak hojność, zdolność przebaczania, zdolność do ściśle dobrowolnego poświęcenia
jakichś własnych dóbr, a może nawet życia, na rzecz innych ludzi albo dla
podtrzymania godnych tego wartości. Pomiędzy skłonnościami do podobnych zachowań
a sprawiedliwością możliwe jest napięcie: znane jest zachodzenie niekiedy
konfliktu pomiędzy sprawiedliwością a miłosierdziem. Według supranormatywisty
prawdziwie wielkoduszny, prawdziwie dobry widocznie jest ten, kto
w swych postawach i postępowaniu potrafi rozwiązywać ten konflikt, unikając zarówno
rygoryzmu normatywisty, jak sentymentalizmu.
Supranormatywista rozszerza więc zakres sądów moralnych, o których słuszność
można zapytywać. Czy istnieje obiektywna miara tej słuszności? Czy sądy
120
Nazywa się on w literaturze etycznej zwolennikiem teorii supererogacji.
Glosy do Hymnu Kapłańskiego o stworzeniu świata...
123
Jednym z aspektów tej sprawy jest stosunek ludzkości do jej własnej rozrodczości.
W ogromnej mierze wyzwoliliśmy się spod kontroli natury nad przyrostem
populacji ludzkiej, ale w dalece niedostatecznej mierze zdajemy sobie sprawę,
że wobec tego ludzkość sama musi przejąć kontrolę nad własną rozrodczością.
Do przeszkód w zrozumieniu i rozwiązywaniu tego problemu należy w naszym
kręgu kulturowym jednostronnie pronatalistyczny etos religii śródziemnomorskich.
Tak więc w szczególności Kościół katolicki zachowuje tradycyjną wrogość
wobec wszelkich takich form życia seksualnego ludzi, które nie wiążą się
z szansą, czy ryzykiem, prokreacji, natomiast bynajmniej nie traktuje jako grzechu
nieodpowiedzialnego płodzenia dzieci, zagrażającego zarówno dobru potomstwa
i rodziny, jak i dobru gatunku ludzkiego. A jednak rzeczą niezbędną jest
obecnie, abyśmy spośród składników treści Hymnu Kapłańskiego odrzucili nie
tylko geocentryzm i inne jego kosmologiczne naiwności, nie tylko jego antyewolucjonizm
biologiczny avant la lettre, ale i przejawiającą się w nim naiwną postawę
triumfalistyczną pozwalającą ludzkości mnożyć się bez ograniczeń. Zalecenie:
„Mnóżcie się i czyńcie Ziemię sobie poddaną”, powinno być zastąpione zaleceniem:
„Poszukujcie sposobów zachowania równowagi z przyrodą bez destrukcji
waszych osiągnięć cywilizacyjnych i kulturowych i kontrolujcie waszą rozrodczość,
utrzymując ją na poziomie nie uniemożliwiającym zachowanie tej równowagi”.
Jeszcze dość niedawno demografowie bili na alarm z powodu oczekiwanego
przyrostu globalnej populacji ludzkiej, której nie sposób będzie wyżywić. Obecnie
okazało się podobno, że te maltuzjańskie obawy się nie sprawdzają; że oczekiwać
należy spadku globalnej liczebności osobników Homo sapiens, dla których,
przy odpowiedniej polityce powołanych do tego instytucji działających w skali globu,
nie powinno zabraknąć żywności – choć obecnie, jak wiadomo, głodują miliony.
(Wyłaniają się nawet nowe problemy związane z oczekiwanym spadkiem liczebności
populacji ludzkiej, np. problem jej „starzenia się”.) Nasuwają mi się jednak
w związku z tym dwie uwagi.
Pierwsza, banalna, że jednym z czynników skutkujących uchyleniem groźby
maltuzjańskiego przeludnienia w naszym gatunku jest to, że do elementów kultury
zaawansowanych gospodarczo i społecznie krajów weszły praktyki sprzeczne
z nauczaniem Kościoła katolickiego w sprawie rozrodczości: powszechność
stosowania środków antykoncepcyjnych, stosowanie (legalnie lub nie, ale jednak
nagminnie) sztucznych poronień w przedludzkim stadium rozwoju płodu ludzkiego.
Nakazy Kościoła nagminnie bojkotują w życiu prywatnym jego wierni, popadając
w konflikt sumienia i zaprawiając się w hipokryzji. Po drugie jednak,
mam wątpliwości co do tego, czy wraz z zażegnaniem groźby przeludnienia maltuzjańskiego
znika w ogóle problem przeludnienia w naszym gatunku. Wciąż
jeszcze w naszym etosie nie zajmuje należnego miejsca postulat brania pod uwa-
520
Biblia Hebrajczyków
niu do przedłużenia swego ziemskiego żywota wartościom cenionym w świetle
właściwych tym religiom aksjologii jeszcze wyżej niż doczesne życie poszczególnego
człowieka. Za godne wysokiej aprobaty, za niekiedy bohaterskie uważa się
według tych doktryn wysiłki zmierzające do ocalenia od śmierci również innych ludzi:
ludzi ukochanych przez tych, co dla nich ponoszą ofiary, albo – co szczególnie
pochwalne – będących dla ratujących po prostu egzemplarzami „bliźniego”. „Kto
ratuje jedno życie ludzkie ratuje cały świat!” Pozbawienie kogoś życia, traktowane
jako jeden z najstraszliwszych grzechów, uważa się nie tylko za naruszenie prerogatywy
boskiej, ale, na ogół, za akt najwyższej wrogości względem zabitej osoby
– i to nawet takiej osoby, jaka, że względu na swoje przejawione na ziemi cnoty powinna,
jako wyzwolona z materii dusza, niezmiernie zyskać na przeniesieniu się
z ziemskiego padołu łez do raju.
Powyższe uwagi nie implikują bynajmniej, że wiara w pozagrobowe życie dusz
ludzkich oraz w „rajski przebyt” cnotliwych jest nieistotna, czy to z punktu widzenia
tych religii, czy to jako jeden z czynników decydujących o ich własnej żywotności.
Wiara ta dostarcza jej wyznawcom potężnego środka przezwyciężenia traumy
psychicznej w sytuacjach, kiedy jednostka musi się liczyć z nieuchronną bliskością
własnej śmierci albo śmierci drogiej jej osoby, albo radzić sobie z bólem utraty kogoś,
kogo się kochało.
Paradoks ten omawiam w mojej książce Life Contemplative, Life Practical 420
w obrębie rozważań o różnicy pomiędzy „rozumem teoretycznym” (poświęconym
bezinteresownym wysiłkom poznawczym, w szczególności w dziedzinie filozofii
i nauki) a „rozumem praktycznym” w człowieku. Przytoczę tutaj (w przekładzie)
kilka fragmentów z tej pracy. „Człowiek jest filozofującym zwierzęciem. Filozofujące
zwierzę nie jest w stanie być w każdym momencie swojego życia filozofem albo
teoretykiem pogrążonym w czysto poznawczych dociekaniach... Filozofujące
zwierzę zazwyczaj musi spędzać większość czasu na wysiłkach zmierzających
do zachowania przy życiu siebie samego, swojego potomstwa, swojej wspólnoty.
To obejmuje również dążenie do utrzymywania jego własnej psyche w stanie niezbędnym
do tego, aby móc sprostać trudnościom i wyzwaniom życia. Treść świadomości
człowieka teoretycznego 421 w człowieku i treść świadomości człowieka
praktycznego w człowieku na ogół nie mogą być ściśle te same, o ile człowiek praktyczny
nie ujarzmia człowieka teoretycznego i nie ogranicza jego autonomii...
Przeważający w naszej kulturze stosunek do ludzkiej śmiertelności dostarcza
jaskrawej ilustracji różnic w celach i sposobach funkcjonowania pomiędzy naszym
420
H. Eilstein, Life Contemplative, Life Practical, wyd. cyt., patrz s. 156–159.
421
Który jest podmiotem, jak wskazuję w tym rozważaniu, autentycznych osiągnięć poznawczych.
Glosy do Hymnu Kapłańskiego o stworzeniu świata...
131
częto obliczać prawdopodobieństwo powstania [w warunkach ziemskich] w sposób
przypadkowy systemu enzymatycznego najprostszej z wyobrażalnych komórek.
Przy założeniach sugerowanych przez obecną wiedzę otrzymywano wielkości
rzędu 10 -4000 , co doprowadziło część uczonych do przekonania, iż [dojście na drodze
naturalnej do skutku zjawiska tak wysoce nieprawdopodobnego w świetle
ustalonych praw nauki uznać się musi za niemożliwe, a przeto, że] istnieć musiała
pozamaterialna przyczyna powstania życia. [Po trzecie], [d]o podobnych wyników
prowadzą obliczenia szans na pojawienie, się w drodze przypadkowych mutacji
i doboru naturalnego, korzystnych zmian budowy narządów. Struktury biologiczne
są niesłychanie złożone, a całość funkcjonuje należycie tylko pod warunkiem
zgodnej współpracy wszystkich części... Zgodnie z założeniem o przypadkowości
mutacji każdy ze składników [odnośnej struktury biologicznej] zmienia się
w sposób niezależny od zmian reszty układu. Tymczasem dobór naturalny może
selekcjonować [pozytywnie] zmiany zachodzące w jednej części jedynie wtedy,
gdy zajdą odpowiednie zmiany w pozostałych. Prawdopodobieństwo wielu równoczesnych
korzystnych mutacji (przypadkowe zmiany są o wiele częściej destruktywne
niż korzystne) jest znów zastraszająco małe” 70 .
Nawet w popularnej literaturze naturalistów biologicznych znaleźć można
przekonujące, moim zdaniem, odpowiedzi na przynajmniej niektóre z powyższych
zarzutów 71 . Jeśli idzie o pierwszy z wymienionych przez Sadego zarzutów, to godzi
on względnie skutecznie jedynie w tak zwaną gradualistyczną, w swoistym sensie
tego słowa, odmianę neodarwinizmu. Gradualizm tak pojmowany polegać by miał
na zakładaniu nieomal jednostajnego, „powolnego” (w geologicznej skali czasu)
tempa ewolucji w poszczególnych liniach rodowych. Ewolucja w obrębie danej linii
rodowej, zachodząca na podłożu „małych kroków” mutacyjnych, imitowałaby
proces ciągły. Procesem ciągłym powinno by też być ewentualne przesuwanie się
danej linii rodowej w przestrzeni. Wyróżnienie gatunków ancestralnych i potomnych
w danej linii rodowej miałoby charakter konwencjonalny, a pomiędzy odda-
70
W. Sady, Dlaczego kreacjonizm «naukowy» nie jest naukowy i dlaczego nie prowadzi
do teizmu? „Przegląd Filozoficzny. Nowa Seria” 2001, nr 1(37). Artykuł ten jest głównie polemiką
z książką Jodkowskiego na tematy metodologiczne. Opierając się na uznawanym przez siebie
i przedstawionym w tekście pojęciu naukowości, autor krytykuje poglądy Jodkowskiego
na naukę, a zwłaszcza na relację pomiędzy teorią i doświadczeniem, jako anachroniczne i naiwne.
Uzasadnia też swoją odpowiedź nie tylko na pierwsze, ale i na drugie z wymienionych
w tytule pytań. Nie mogąc się tu wdawać w krytyczne rozważanie podstawowych poglądów Sadego
na istotę nauki, stwierdzę jedynie, ze podzielam jego opartą na nich ocenę poglądów Jodkowskiego
na problemy naukowości.
71
Odpowiedzi te mogą naruszać metodologiczne postulaty akceptowane przez Jodkowskiego,
z czym się jednak nie liczę.
Biblia zawłaszczonego Boga
261
ła się ona osiedleniem się Lota z córkami w Soarze, oraz inna, według której Lot
po ucieczce z Sodomy od razu udaje się do głuszy. To zaś, co znajdujemy w Biblii,
byłoby niefortunną kontaminacją obu tych wersji. Ostatecznie opowieść kończy
się tym, że zamiast być odrodzicielkami ludzkości córki Lota ku uciesze Izraelczyków
okazują się matkami synów zrodzonych ze związków kazirodczych. Zostają
oni protoplastami spokrewnionych z Izraelczykami a nienawistnych im – jak to
między sąsiadami bywa – narodów.
(d) Kulminacyjną rolę w cyklu Abrahamowym odgrywają opowieści o narodzinach
i wygnaniu Izmaela oraz o narodzinach i ofiarowaniu Izaaka. Zajmijmy się
pierwszą z nich. Sara, nie mogąc znieść ciążącego na niej stygmatu bezpłodności,
ucieka się do środka podsuwanego przez ówczesną kulturę i doprowadza do zapłodnienia
przez Abrahama jej niewolnicy Hagar, której dziecko ma być z punktu
widzenia prawa i obyczaju dzieckiem jej pani. Być może Hagar, dziecię obcej nam
kultury, nie czuje, że uczyniono jej krzywdę, zmuszając ją do wejścia do łoża starego
mężczyzny. Może raczej uważa, że zaszczycono ją wyborem na biologiczną matkę
dziecka potężnego szejka. W każdym razie czuje się ona wywyższona przez swą
ciążę w porównaniu z bezpłodną Sarą i według narratora nie okazuje jej należnej
rewerencji. Sara zanosi do męża skargę na doznawane od Hagar afronty. Jak to typowe
dla naczelnika patriarchalnej poligamicznej rodziny, Abraham nie zamierza
zaprzątać sobie głowy swarami kobiet – i o tej, która nosi jego dziecko w swoim łonie,
mówi do Sary: „Oto sługa twoja w ręku twoich jest, czyń z nią, jak ci się podoba”
43 . Pewna odtąd bezkarności Sara dokucza Hagarze tak bardzo, że ta ucieka, nie
bacząc na swoją ciążę i na to, że jako cudzoziemka nie liczy chyba na niczyją pomoc
44 . Jednakże na pustyni objawia jej się „Anioł Pański” i nakazuje powrót, obiecując
zarazem (o ile można zrozumieć werset 16: 12 jako pocieszającą obietnicę),
że urodzi ona syna, który będzie mocarzem i władcą pustyni 45 . Hagar powraca
pod władzę Sary i rodzi Izmaela. Zauważyć należy, że jest to zapewne jeden z dwu
wariantów opowieści o opuszczeniu obozu Abrahama przez Hagar. Jak wskazują
bibliolodzy, wersja ta pochodzi od Jahwisty, gdy natomiast dobrze znana zwykłemu
43
Księga Rodzaju 16: 6. Cytowane według BW.
44
Reprezentanci tradycji judeochrześcijańskiej, zwłaszcza żydzi, mają do Sary stosunek
pełen rewerencji, jako że była jedną z „matek” Izraela. Biblia nie zawiera jednak przekazów
o jej miłosiernych czy w jakiś inny sposób szlachetnych postępkach. Tu dowiadujemy się, że
ciężarnej (i to z jej inicjatywy!) niewolnicy dokucza tak bardzo, że tamta ucieka, gdzie oczy poniosą.
45
Trudno uznać, że „Anioł Pański” pocieszał Hagar słowami: „...a będzie to człowiek dziki
jak onager. Będzie on walczył przeciwko wszystkim, a wszyscy przeciwko niemu; będzie on
utrapieniem swych pobratymców” (Księga Rodzaju 16: 12). Wygląda to na podmianę jakiegoś
pierwotnego tekstu przez kogoś, kto nie lubił mitycznego protoplasty Arabów.
Wstęp
29
sunku do osób, których jakieś niegodziwe ich czyny w jakimś sensie wyłączyły
poza obręb globalnej wspólnoty ludzkiej, obowiązuje naturalne rozszerzenie tego
postulatu, a mianowicie postulat powstrzymywania się od okrucieństwa, zarówno
fizycznego, jak psychicznego, względem wszelkich istot czujących, łącznie ze
sprawcami „czynów nieludzkich” i łącznie ze zwierzętami.
Postulaty te dopuszczają rozmaite interpretacje. W przeciwieństwie np. do absolutnego
sprzeciwu wobec tortury humaniści dyskutować mogą pomiędzy sobą
kwestię dopuszczalności kary śmierci za najohydniejsze zbrodnie ludzkie. W przeciwieństwie
do absolutnego sprzeciwu wobec dręczenia zwierząt i szkodzenia im
bez przeważającej potrzeby ludzkiej, humaniści mogą dyskutować np. o moralnym
zagadnieniu wegetarianizmu.
Wskazane postulaty nie wyczerpują ogólnej charakterystyki humanizmu.
Istotną rolę w etosach humanistycznych odgrywa postulat uznawania nieinstrumentalnej
wartości i godności poszczególnej jednostki ludzkiej, którego składnikiem
jest postulat poszanowania jej autonomii w znacznym zakresie dotyczących
jej decyzji – zakresie ograniczonym jedynie wymogiem nieszkodzenia innym
i poszanowania prawa owych innych do kultywowania ich własnego światopoglądu,
stylu życia, działań. Jak wyznaczyć granice tego zakresu, to bywa
przedmiotem dysput pomiędzy humanistami.
Ze względu na tematykę moich szkiców doniosły jest następujący składnik postulatu
poszanowania godności i autonomii jednostki ludzkiej. Zawiera on m.in.
pewien godny tu szczególnej uwagi wymóg moralny wobec jednostki oraz pewne
pojęcie o przysługujących jej prawach. Wymogiem tym jest postulat wewnętrznej
intelektualnej rzetelności jednostki. Nakazuje on jej przy rozważaniu jakiegokolwiek
zagadnienia, którego rozważanie należy do dziedziny sądów opisowych (tzn.
niemających wśród swoich konsekwencji żadnych ocen czy norm) akceptować,
przynajmniej tentatywnie, jako odpowiedź na to zagadnienie tezę możliwie dobrze
uwiarygodnioną (o ile tylko teza taka jest dostępna), w przeciwieństwie np. do tezy,
której uznanie bardziej by odpowiadało pragnieniom owej jednostki czy też
mniej by ją narażało na konflikt z dominującymi w jej społeczności autorytetami
albo ze środowiskami, w których łonie pragnie ona pozostać. Oczywiście, rozważanie
jakiegoś zagadnienia może ujawnić, że przynajmniej w danym czasie nie ma,
w świetle kryteriów nauki, dostatecznie dobrze uwiarygodnionej odpowiedzi
na nie. Rzetelność intelektualna nakazuje w takim przypadku zawieszenie sądu,
a nie uleganie podszeptom myślenia życzeniowego.
Istnieją sytuacje, w których ktoś nie uważa za rzecz możliwą ujawnienia jakiegoś
swojego poglądu. W jakich wypadkach tego rodzaju postępowanie potępić należy
jako małoduszność czy wygodnictwo, to już odrębna sprawa z zakresu aksjologii
moralnej. Ma się rozumieć, właściwa etosowi humanistycznemu koncepcja
godności ludzkiej w ogólnym przypadku preferuje odwagę wyrażania własnych
229
Biblia zawłaszczonego Boga
Generalia na początek
1. Interesująca mnie tutaj część Rdz, od 11: 27 do końca, jest, jak te, co ją poprzedzają,
kompilacją źródeł składających się na Pięcioksiąg. Redaktor podzielił
odziedziczone przez siebie przekazy, głównie Jahwisty i Elohisty, na fragmenty,
niekiedy stanowiące rozdziały albo nieomal całkowite rozdziały obecnej Księgi,
niekiedy kilkuzdaniowe, i połączył je, wpisując też miejscami krótsze wstawki pochodzące
od Kapłana albo od niego samego 1 . Nie osiągnął w ten sposób całości zupełnie
spójnej, wolnej od dubletów, sprzeczności i niekonsekwencji; a jednak przyznać
trzeba, że zwykły czytelnik, zwłaszcza zaś taki, którego pietyzm dla uświęconego
dzieła pozbawia nastawienia krytycznego, łatwo odnosi wrażenie, że obcuje
ze spójną narracją. Ponieważ głównym przedmiotem mojej refleksji jest Biblia
w obecnym jej kształcie, jej wpływ na koncepcję bóstwa i stosunku pomiędzy ludźmi
a bóstwem, a zwłaszcza na ukształtowanie się podstawowych przeświadczeń
moralnych w naszej kulturze, z reguły nie będę się interesowała rozczesywaniem
zastanego tekstu omawianej tu części Rdz na pasma pochodzące z ustalonych
przez bibliologów źródeł. Istotna jest natomiast w kontekście niniejszego szkicu
podstawowa zasada konstrukcyjna, którą się kierował redaktor Księgi Rodzaju.
Kompozycję Pięcioksięgu i w szczególności tej księgi „przejął redaktor z najbliższego
mu czasowo oraz ideowo praźródła Kapłańskiego... Opowieść Kapłana
postępuje na zasadzie odrzucania oraz selekcji. Zaczyna od stworzenia świata, by
później zająć się tylko człowiekiem. Spośród potomków Noego śledzi dokładniej
tylko Sema, spośród potomków Sema – tylko Abrahama, spośród potomków Abrahama
– po sumarycznym naszkicowaniu rodowodów Izmaela oraz Ezawa – tylko
Izaaka, by wreszcie dotrzeć do przedstawiciela narodu – Jakuba-Izraela. Punktami
węzłowymi dziejów są dlań trzy przymierza. Pierwsze zawarł Bóg z Noem
[oraz wszelką istotą żywą – H. E.], drugie – z Abrahamem, trzecie – z Mojżeszem.
Pierwsze dotyczyło całej ludzkości, drugie – tylko synów Izraela, trzecie – tylko
kasty kapłańskiej. [Trudno się z tym w pełni zgodzić. Mimo nacisku położonego
w „Mojżeszowej” części Pięcioksięgu na monopol kasty kapłańskiej w sprawowa-
1
Identyfikację wkładów poszczególnych źródeł do Pięcioksięgu podaje m.in. R. E. Friedman
w Who Wrote the Bible?, wyd. cyt., s. 246–255, jeśli zaś idzie o Księgę Rodzaju – s. 246–249.
22
Wstęp
elektrony i pozytony (elektrony o ładunku dodatnim) oraz promieniowanie – a potem,
być może, ostatecznie, tylko promieniowanie. O tym, który z dwu podstawowych
scenariuszy destrukcji naszego wszechświata się zrealizuje, zadecydować
musi względna moc dwu tendencji, ekspansji i przeciwstawiającej się jej powszechnej
grawitacji. Według najnowszych danych empirycznych zaakceptować
wypada scenariusz drugi, i to, w odmianie dawniej przez naukę nieprzewidywanej:
„Przez długi czas sądzono, że ekspansja wszechświata musi przebiegać coraz wolniej
wskutek wzajemnego przyciągania grawitacyjnego wszystkich składników
materii we wszechświecie. Obecnie jednak wiemy, że tempo ekspansji wzrasta.
Natury czynnika wywołującego to przyspieszenie (zwanego «ciemną energią») nie
udaje się wyjaśnić na gruncie [współczesnego] Modelu Standardowego [teorii cząstek
elementarnych]” 17 . Istnieje szereg hipotez na ten temat.
Zauważmy, iż oba wspomniane powyżej scenariusze są scenariuszami destrukcji,
degradacji „zorganizowanego” wszechświata i, oczywiście, zaniku warunków
pozwalających na istnienie w nim życia oraz, jak zapewne sądzić należy, jakiegokolwiek
rodzaju układów materialnych (odpowiadających lub nieodpowiadających
przyjmowanej obecnie w nauce definicji istot żywych), które by mogły być obdarzone
intelektem 18 .
17
G. Kane, The Dawn of Physics beyond the Standard Model [Początek fizyki wykraczającej
poza Model Standardowy], „Scientific American”, 2003, June, s. 61.
18
Sformułowanie powyższe ma postać tak ostrożną –„jak zapewne sądzić należy” – ponieważ,
jak stwierdza M. Rees (por. jego Przed początkiem – nasz wszechświat i inne wszechświaty,
Prószyński i S-ka, Warszawa 1999, s. 236–237), gdyby protony były wieczne (podczas
gdy według pewnych koniektur współczesnych dotyczących natury cząstek elementarnych
mają one jedynie niezmiernie długi czas rozpadu), istnieć by mogła w drastycznie zdegenerowanym
przez ekspansję wszechświecie jakaś postać świadomości nie na podłożu znanego nam
życia organicznego. „Rozszerzając się wszechświat się ochładza. Po upływie biliona lat jego
temperatura spadnie poniżej jednego milistopnia. Wraz ze spadkiem temperatury każda możliwa
do pomyślenia forma życia czy inteligencji będzie musiała przebywać w chłodzie, myśleć
coraz wolniej i poddawać się hibernacji na długie okresy... Ale dlaczego mielibyśmy się spieszyć,
skoro przed nami jeszcze eony czasu?” Rees stwierdza również (tamże), że „ewolucja nie
musi się zakończyć, nawet jeśli wszystkie protony znikną. Zawsze mogłyby jeszcze istnieć czarne
dziury [powstałe z zapaści dostatecznie masywnych gwiazd], o ile rosłyby dzięki zderzeniom
wystarczająco szybko, aby zrównoważyć erozję przez parowanie... W czarnych dziurach
może się skupić wystarczająco dużo energii, aby zaczęła powstawać nowa materia. W rozproszonym
gazie elektronów i pozytonów mogłyby powstawać obwody sterowane skomplikowanymi
polami magnetycznymi i prądami [i one to, przypuszcza autor, mogłyby być podłożem
szczególnego rodzaju inteligencji]”. Są to jednak wszystko, jak widać, jedynie refleksje autora
na temat różnych dających się pomyśleć możliwości dalszej ewolucji skrajnie zdegenerowanego
wszechświata, a nie przewidywania o charakterze dobrze ugruntowanej hipotezy naukowej.
388
Biblia Hebrajczyków
rzając w ciągu sześciu dni świat materialny, i na siódmy dzień oddał się wypoczynkowi,
co go skłoniło do pobłogosławienia tego dnia i uświęcenia go przez ustanowienie
zakazu pracy obejmującego wraz z wolnymi Izraelczykami ich niewolników,
przebywających w kraju cudzoziemców, a także zwierzęta. W Pwt Deuteronomista
nie sili się nawet na takie uzasadnienie. Wystarczy mu stwierdzenie, że
autorem zakazu jest Jahwe, który wyprowadził naród izraelski z niewoli.
Tabu szabatowe wiąże się szapewne z archaiczną wiarą w dni feralne. Świadczy
o tym groza, jaką twórców Czteroksięgu napawało naruszenie tego tabu, o tym
zaś z kolei świadczy niesamowity dla nas przepis karania śmiercią tego, kto by tabu
pracy w szabat naruszył (Wj 31: 15). Dziś w ogólnym swoim sformułowaniu tabu
to jest oczywiście odrzucane (bez usunięcia go z Kanonu) przez większość wyznań
wyrosłych z tradycji judeochrześcijańskiej – nie mówiąc już o tym, iż ludzi
współczesnych grozą z kolei przejmuje myśl, że jego złamanie mogłoby był karane
śmiercią. W społeczeństwie współczesnym wiele zakładów produkcyjnych oraz
najrozmaitszych instytucji nie mogłoby przerywać pracy w święta bez trudnych
do znoszenia albo wręcz groźnych skutków dla populacji 237 . Pozostaje nakaz powstrzymywania
się wiernych od prac, których potrzeba nie jest nagląca, oraz ich
uczestniczenia, w miarę możności, w zbiorowych nabożeństwach w dzień uświęcony.
Jak wiadomo, uczestnictwo w tego rodzaju obrzędach częstokroć zamiast
być traktowane jako przymus, odczuwane bywa przez wierzących jako coś wartościowego.
Dla pewnych osób „dzień święty” ma przy tym znaczenie szczególne, jako
dzień, kiedy ich umysł odrywa się od banalnych i nieraz kłopotliwych realiów
czasu powszedniego i zwraca się ku umiłowanemu przez nich Bogu. Ma to dla nich
znaczenie katarktyczne. Ich stosunek do „szabatu” oczywiście zasługuje na szacunek
ludzi niewierzących. Słuszną też rzeczą jest ułatwianie im świętowania szabatu,
tak jak tego pragną. Nb. jest rzeczą niewątpliwą, że bez pospólnie przeżywanych
świąt nie obywają się żadne społeczeństwa. Obyczaj ten naśladują na rozmaite
sposoby różne najzupełniej laickie wspólnoty.
Z drugiej strony jednak przestrzegane przez wyznawców najbardziej ortodoksyjnych
odłamów judaizmu niezmiernie rozbudowane tabu szabatowe jest ciężarem,
bez którego zrzucenia nie mogłoby zatriumfować chrześcijaństwo. Jego zakres
trudno sobie wyobrazić komuś mało obznajomionemu z tym wyznaniem. Nie
tylko wzniecanie ognia w kuchence gazowej lub oświetlanie domu w drodze przekręcenia
kontaktu elektrycznego i mnóstwo innych czynności tego rodzaju, ale nawet
np. czesanie się uważane są za wysiłek objęty tabu. Szereg niezmiernie uciążliwych
zakazów i nakazów dotyczących soboty obchodzić się musi w drodze zawi-
237
Wyznawcy najbardziej ortodoksyjnych form judaizmu uważają, że tabu sobotnie może
być złamane jedynie dla ratowania życia ludzkiego.
558
Jezus ewangelistów
ności, które co najwyżej możemy przewidywać, ale na których urzeczywistnienie
nie mamy wpływu, czyli nie jesteśmy w stanie go przyspieszyć. Co jednak jest przyczyną
tego, że Wszechmocny zwleka ze spełnieniem obiecanego aktu zbawczego?
Jeśli do jego dokonania niezbędne było przyjście na świat, zakończenie żywota
w męce i zmartwychwstanie Syna bożego (jak mogło to być niezbędne? Czy
Bóg podlega jakimś koniecznościom pozalogicznym? 39 ), to dlaczego Chrystus
z boskiej woli pojawił się na Ziemi dopiero w 3x14 (Mt) lub jeszcze więcej (Łk) 40 pokoleń
od stworzenia świata?
Jeśli zwłoka była uzasadniona, zachodzi pytanie, dlaczego Bóg wyznaczył ten,
a nie inny czas na przyjście na świat Zbawiciela? Według pierwszych chrześcijan
odpowiedź miała widocznie polegać na tym, że osiągnięta została „pełnia czasu”:
świat wkroczył w erę eschatologiczną i historia ludzka dobiega końca. Z punktu
widzenia niechrześcijanina czas przyjścia na świat Chrystusa, wydarzenia rzekomo
będącego spełnieniem najdonioślejszych w dziejach całej ludzkości planów bożych
wydaje się przypadkowy, choć historyk, być może, wyjaśni, że czas narodzenia
się chrześcijaństwa to czas, który mimo stosunkowego spokoju zewnętrznego
był epoką jakiegoś osobliwego, bolesnego niepokoju w ludziach zamieszkujących
śródziemnomorską oikumenę; że był to czas sprzyjający temu, aby jako „Dobra
Nowina”(!) powitany mógł być przez wielu ludzi mit o umęczeniu „Syna bożego”
jako o zbawczej dla ludzi „Ofierze Przebłagalnej”.
7. Kontynuuję analizę ewangelii włączonych do chrześcijańskiego kanonu. Są
one pełne rozbieżności. Sprzeczności zachodzą pomiędzy poszczególnymi ewangeliami
(głownie, ale nie tylko, pomiędzy synoptykami a „Janem”). Zdaniem Crossana
„[c]zytając je [tzn. ewangelie] wertykalnie, to znaczy od początku do końca
i jedną po drugiej, uzyskujemy wrażenie jedności, harmonii i zgodności. Jeśli jednak
będziemy je czytać horyzontalnie, skupiając uwagę na tym lub owym wydarzeniu
i porównując jego dwie, trzy lub cztery wersje, bardziej uderzą nas rozbieżności
niż ich zgodność. Już w połowie II wieku pogańscy przeciwnicy chrześcijaństwa,
tacy jak Celsus, i apologeci chrześcijańscy, tacy jak Justyn, Tacjan czy Marcjon,
dobrze zdawali sobie sprawę z istnienia tych rozbieżności, choćby tylko pomiędzy
relacjami Mateusza i Łukasza. Jednolitą relację można było otrzymać
na dwa sposoby: albo odrzucając wszystkie ewangelie prócz jednej – takie było
39
„Niezrozumiałość konieczności tego, że Syn Człowieczy musi cierpieć, aby wejść do swej
chwały, jest zasadniczą tajemnicą Mesjasza, którego uczniami jesteśmy. Tajemnica ta pozostanie
nieodkryta aż do końca czasów”. Kard. J. M. Lustiger, Obietnica, wyd. cyt., s. 114.
40
Liczby te są podane (w Ewangelii „wg” Mateusza bezpośrednio, na podstawie Ewangelii
„wg” Łukasza można je obliczyć) w rozbieżnych genealogiach Jezusa, patrz Ewangelia „wg”
Mateusza 1: 1nn, Ewangelia „wg” Łukasza 3: 23nn.
Rozważania ogólne
563
Na początku swojej działalności Paweł, wówczas nastawiony na prowadzenie
swojej misji zarówno wśród żydów w diasporze jak wśród pogan, popadł w konflikt
z przywódcami zboru judeochrześcijańskiego skupionego głównie w Jerozolimie.
Sprawa miała znaczenie o nieoszacowanej doniosłości. Działalność Pawła
wśród żydów w diasporze nie przynosiła na ogół pomyślnych skutków, tak samo
jak głoszenie wśród Izraelczyków w Judei poglądów judeochrześcijańskich, a tym
bardziej głoszenie w niej o wiele jawniej „heretyckich” w stosunku do tradycyjnego
judaizmu nauk samego Pawła. Paweł zmuszony został przez to do przyjęcia
na siebie roli „apostoła pogan”, a jego sukcesy na tym polu stały się preludium
do triumfalnego pochodu chrześcijaństwa przez dzieje. Nieodzownym warunkiem
tych sukcesów było jednak odrzucenie takiego stanowiska, jakie wyrażało zacytowane
powyżej przypisywane Jezusowi logion o „jocie i kresce”. Misja Pawła nie
mogłaby się powieść, gdyby wymagał od wychowanych w kulturze helleńskiej neofitów
podporządkowania się takim wymogom judaistycznego „Prawa”, jakie były
w ich oczach odstręczające lub trudne do spełnienia (np. wymóg obrzezania 47 ) albo
barbarzyńskie i niemądre (jak tabu soboty i rozliczne tabu pokarmowe). To było
zarzewiem konfliktu, od którego rozstrzygnięcia zależał w istocie rzeczy los
chrześcijaństwa.
Konflikt ten został rozwiązany na „soborze jerozolimskim”, jak nazywa się
„naradę apostołów i starszych Kościoła w Jerozolimie ok. 49 r. (Dz, 15: 1–21)...
[G]łówną przyczyną jej zwołania był powstały w Antiochii spór między judeochrześcijanami
domagającymi się obrzezania pogan i włączenia ich do Synagogi
przed chrztem oraz chrześcijanami wywodzącymi się ze środowisk pogańskich,
którzy odrzucali ten wymóg... Ostatecznie wykształciły się 2 obozy: 1) judaistów
stojących na straży żydowskich przepisów i sprzeciwiających się «naginaniu»
Prawa na potrzeby misji chrześcijańskiej i 2) pogan-konwertytów mówiących
może to również odnosić się do wypełnienia proroctw o Nim jako o Mesjaszu, zawartych w Prawie
i u Proroków (por. Łk 24: 44)”. Potraktowanie wyrazów „wypełnić” i „udoskonalić” jako synonimów
jest czymś najzupełniej arbitralnym.
47
„W judaizmie przeżywającym okres silnej ekspansji w cesarstwie rzymskim było wielu
jarej szamajim, bojących się Boga, to znaczy pogan, którzy pragnęli wejść do Przymierza. Czy
zmuszać ich do obrzezania, do którego czuli wielką odrazę? W I wieku czy też pod koniec II wieku
przed Chrystusem coraz częściej włączano ich do Izraela nie przez obrzezanie, ale przez
chrzest, który stanowił pewien obrzęd zastępczy [widocznie jedyny dostępny dla kobiet, o ile
w ogóle brano pod uwagę „włączenie ich do Izraela” – H. E.]; czyniono to w nadziei, że z kolei
oni sami poddadzą swe dzieci obrzezaniu [na które sami nie mogli się zdobyć! – H. E.]… W późniejszym
okresie judaizm zarzucił tę praktykę… Poganie mieli bowiem skłonność, by traktować
obrzęd chrzcielny jako pewne ułatwienie i uchylali się później od wypełnienia zobowiązań”.
Kard. J. M. Lustiger, Obietnica, wyd. cyt., s. 86.
Glosy do Hymnu Kapłańskiego o stworzeniu świata...
143
czysto metafizyczny: ich istnienie albo nieistnienie jest nieistotne dla obecnego
stanu wszechświata. Można więc tu zastosować zasadę ekonomii [poznania] znaną
jako brzytwa Ockhama... i powiedzieć, że [z punktu widzenia naszego poznania
– H. E.] czas rozpoczyna się od Wielkiego Wybuchu” 91 .
Niezbędne są tu dwie uwagi. Po pierwsze, stwierdzić należy, że jeśliby należało
uznać słuszność powyższego komentarza Hawkinga, to nie stanowiłby on zaprzeczenia
tezy o istnieniu pierwotnego bytu fizycznego, z którego w jakiś sposób
„wyłonił się” w Wielkim Wybuchu nasz wszechświat. Komentarz ten w razie swojej
słuszności pozostawiałby tę sprawę w zawieszeniu i uświadamiałby nas w ten
sposób o pewnych nieprzekraczalnych granicach naszego poznania: pewne zagadnienia,
w świetle naszego poznania naukowego bynajmniej nie pozbawione
sensu, byłyby w świetle tego poznania zasadniczo empirycznie (choćby hipotetycznie)
nierozstrzygalne, co z punktu widzenia empirystycznej teorii poznania
bytu fizycznego – do której zwolenników zalicza się np. autorka niniejszego
tekstu – znaczyłoby, ze są one dla umysłu ludzkiego zasadniczo, nawet hipotetyczne,
nierozstrzygalne. Niezdolność nauki do ich rozstrzygania nie stanowiłaby
jednak dowodu na rzecz hipotezy kreacjonistycznej. Myśląc inaczej, spadlibyśmy
na poziom naiwnej teologii „Boga luk [w ludzkim poznaniu]”, o której wypowiadał
się krytycznie (w uwagach do fragmentów mojej pracy) np. Michał Heller 92 . Jak
już pisałam powyżej, kreacjonizm dla swojego uwiarygodnienia wymaga o wiele
więcej, a mianowicie dających się empirycznie uzasadnić odpowiedzi na pytanie,
w jakim celu Bóg stworzył byt fizyczny – i jeśliby Wielki Wybuch miał być rzeczywistym
czasowym początkiem bytu fizycznego, dlaczego Bóg, będąc „odwiecznym”
czy też „pozaczasowym”, stworzył go tyle a tyle jednostek czasu temu.
Najmocniejszą „antynaturalistyczną” tezą, dla której można by było szukać
oparcia w stanowisku Hawkinga, byłby więc agnostycyzm zalecający zawieszenie
sporu o istnienie stwórcy rzeczywistości fizycznej jako sporu nierozstrzygalnego
dla umysłu ludzkiego.
Po drugie, zacytowana uwaga Hawkinga odnosi się do kosmologii mającej
za swoje podłoże klasyczną ogólną teorię względności. Ze względu na swój niekwantowy
charakter teoria ta nie może na zawsze pozostać takim podłożem, co
pozwala na zakwestionowanie narzucanej przez nią koncepcji Wielkiego Wybuchu
jako osobliwości, poza którą nasze poznanie nie może się posunąć 93 . Na rubieżach
91
The Edge of Spacetime [Skraj czasoprzestrzeni], w: P. Davies (red.), The New Physics
[Nowa fizyka], Cambridge University Press, Cambridge 1989, s. 66.
92
Por. przypis 83 do niniejszego tekstu.
93
Hawking przedstawia nowsze koniektury kosmologiczne w swojej książce Wszechświat
w skorupce orzecha [The Universe in a Nutshell], Zysk i Ska, Poznań 2002.
672
Jezus ewangelistów
W odniesieniu do pewnych okoliczności jest to, jak stwierdziłam powyżej, zalecenie
moralnego heroizmu, któremu nie każdy może sprostać. Z drugiej strony
wszakże wyrzeczenie się stosowania przemocy względem każdego zła, w każdych
warunkach, wcale nie wydaje mi się czymś moralnie zalecanym. Mimo tak rozpowszechnionej
rewerencji (przynajmniej w słowie) dla ewangelii, łącznie z omawianym
„Jezusowym” przykazaniem, w kulturze naszej „odciskanie gwałtu gwałtem”
jest w wielu wypadkach uważane za nie tylko usprawiedliwione, ale i za chwalebne,
zarówno jeśli chodzi o złoczyńców zagrażających nam osobiście, jak i o jakieś
krzywdy wyrządzane lub zagrażające jakimś zbiorowością. Podzielam aprobatę
dla takiego poglądu.
Wskazać tu warto niekonsekwencję Jezusa ewangelistów w odniesieniu do zasady
niesprzeciwiania się złu. W Łk 22: 36nn Jezus zaleca uczniom kupno mieczy:
„«…To bowiem, co się do mnie odnosi, dobiega kresu». Oni rzekli: «Panie, tu są
dwa miecze». Odpowiedział: «Wystarczy»”.
Trudno zrozumieć, do czego miały służyć te dwa miecze. Cały ten ustęp jest
zresztą trudny do zrozumienia. Wydaje się, że sens jego jest taki, iż Jezus był zdecydowany
sam bezopornie ulec przemocy, uczniom jednak zalecił zbrojny opór
przeciwko pojmaniu. Nie zgadza się to jednak z opisami epizodu pojmania Jezusa.
Scena pojmania Jezusa opisana jest w każdej z ewangelii odmiennie pod interesującym
mnie tu względem. Według każdej z nich, co prawda, w obozowisku Jezusa
w Getsemani broń jest obecna. Podczas pojmania Mistrza pewien uczeń próbuje
użyć miecza do jego obrony i ucina jednemu z napastników ucho (w J podaje
się, że uczniem tym był Piotr, kilkakrotnie występujący w ewangeliach jako ten
spośród uczniów, który nie rozumie intencji Mistrza 189 ). Według Mk, jak wiadomo
najstarszej, Jezus nie potępia tego czynu, chociaż sam się poddaje napastnikom,
ponieważ „muszą się wypełnić słowa Pisma” (14: 47–49). „Wtedy opuścili Go wszyscy
i uciekli” (14: 50), oprócz tajemniczego młodzieńca, który usiłuje pójść za nim,
dopóki nie musi również uciekać. Wygląda na to, że uczniowie nie podejmują walki
zbrojnej, ponieważ widzą, że jest ona beznadziejna. Według Mt, Łk i J Jezus
wzbrania uczniom próby wybronienia go mieczem, a według Łk nawet leczy w cudowny
sposób zranione ucho napastnika. W J powołuje się przy tym na los, który
jest mu przeznaczony (18: 11). Jedynie w Mt strofuje krewkiego ucznia, nie tylko
przypominając mu o swoim posłusznie przyjętym przeznaczeniu (26: 53–54), ale
i pouczając, że „wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną” (26: 52).
Sentencja zawarta w tych słowach ma charakter raczej prakseologiczny niż
moralny: zbrojny opór nie jest zalecany, ponieważ naraża tego, kto się do niego
ucieka, na niebezpieczeństwo. Nie jest to, jak wiadomo, sentencja trafna, gdyż nie
189
Por. s. 627 powyżej.
586
Jezus ewangelistów
oczywiście nie obejmuje Eskimosów grenlandzkich, tubylczej ludności Przylądka
Horn, Chińczyków, Hindusów, Tasmańczyków, Indian amerykańskich – etc.; wyliczankę
tę można by, naturalnie, długo kontynuować, włączając na końcu odkryte
dopiero w minionym stuleciu plemiona mieszkańców Nowej Gwinei. W miarę rozszerzania
się horyzontu geograficznego chrześcijan coraz bardziej natarczywe
stawało się przeto pytanie, czemu miłosierny Bóg pozbawiał w ciągu wieków możności
dokonania tego wyboru jednostki należące do tak mnogich ludów.
W ciągu wieków potępieńczy los tych nieszczęśliwców nie wzruszał przynajmniej
wielu teologów chrześcijańskich i nie naruszał ich wiary we właściwą Bogu
bezgraniczną dobroć. Obecnie jednak sprawą tą zajmuje się KKK, stwierdzając, że
„wiadomymi tylko sobie drogami może Bóg doprowadzić ludzi nie znających
Ewangelii bez własnej winy do wiary, «bez której niepodobna podobać się Bogu»
(Hbr 11: 6)” (ust. 848). Rzecz jasna, autorzy KKK nie mogą mniemać, że poza jakimiś
zupełnie wyjątkowymi, cudownymi wydarzeniami Bóg bez udziału misjonarzy
chrześcijańskich kiedykolwiek doprowadza jakichś ludzi nie znających ewangelii
do wiary specyficznie w te rzeczy, w które według J musi się wierzyć, aby dostąpić
żywota wiecznego. KKK precyzuje wszakże w innym ustępie (1260): „Ponieważ
«za wszystkich umarł Chrystus….», musimy uznać, że Duch Święty wszystkim
ofiaruje możliwość dojścia w sposób Bogu wiadomy do uczestnictwa w… Paschalnej
Tajemnicy (Sobór Watykański II, konst. Gaudium et spes, 22; por konst. Lumen
gentium, 16; dekret Ad gentes, 2). Każdy człowiek, który nie znając ewangelii
i Jego kościoła, szuka prawdy i pełni wolę Bożą na tyle, o ile ją zna, może być
zbawiony”. (Następuje zdanie, którego treścią zajmę się w innym miejscu: „Można
przypuszczać, że te osoby zapragnęłyby wyraźnie chrztu, gdyby wiedziały o jego
konieczności”.)
Oświadczenie to jednak nie obiecuje zbawienia cnotliwym (w świetle ewangelicznego
etosu) w swoich stosunkach z ludźmi i innymi istotami ziemskimi innowiercom,
agnostykom i ateistom, którzy znając ewangelię i Kościół odrzucają
wiarę katolicką, kierując się względami ontologicznymi i epistemologicznymi,
a niekiedy również aksjologicznymi, ponieważ, nawet jeśli akceptują w całości lub
w znacznej mierze etos przypisywany w ewangeliach Jezusowi, to nie mogą się pogodzić
z koncepcją „miłosiernego Boga” wyegzekwowującego zastępczą „Ofiarę
Przebłagalną” w postaci męki istoty bezgrzesznej. Włączenie również takich osób
do wspólnoty tych, co zostaną zbawieni, zdeprecjonowałoby ostatecznie chrześcijański
– powyżej sformułowany w J – wymóg wiary. Pozostawałby jedynie wymóg
przestrzegania podstawowych norm moralnych.
Można sobie wyobrazić, że nienaganne moralnie życie takich osób powinno
wystarczać do ich pośmiertnego zbawienia. Osoby te po śmierci przekonywałyby
się o prawdziwości ontologicznych tez doktryny chrześcijańskiej – o boskości Jezusa,
jego zmartwychwstaniu itp., i również dostępowałyby zrozumienia tego,
534
Glosy do Hymnu Kapłańskiego o stworzeniu świata...
95
Drapieżniki często są niejako „dawcami dobrej – bo stosunkowo szybkiej
– śmierci” swych ofiar, w przeciwieństwie do pasożytów wewnętrznych pożerających
z wolna np. serca lub nerki swych ofiar, co powoduje długotrwałe, bolesne
i śmiertelne choroby.
Jak dobrze wiadomo, okrutna wobec istot żywych bywa w swych kataklizmach
przyroda nieożywiona. Najrozmaitszego rodzaju klęski naturalne spadają na winnych
i niewinnych, na ludzi i na zwierzęta. Niezliczone rzesze istot żywych giną
w trzęsieniach ziemi, erupcjach wulkanów, cyklonach, tsunami, powodziach, suszach.
Śmierć poprzedzona bywa trwającą godzinami lub dniami torturą walki
o przeżycie. Upadek meteorytów na Ziemię powodował odcięcie jej od światła słonecznego
i zagładę nieomal całych ekosystemów, co, oczywiście, oznaczało mękę
osobników skazanych na zagładę. Wybuchy wulkanów, zmiany klimatyczne, susze
i epidemie wyludniały w znanej nam historii całe kraje, unicestwiały cywilizacje,
stawały się przyczynami wędrówek ludów i wojen – i w dobie obecnej również pociągają
za sobą ruinę ekonomiczną i masowy głód ludzi na znacznych obszarach
Ziemi.
Biblia oprócz mitycznego potopu opisuje jedną tylko nieodwracalną w swych
skutkach katastrofę żywiołową, choć wielokrotnie wspomina o nękających np. krainę
Hebrajczyków suszach, okresach głodu, epidemiach (często, ale nie zawsze,
interpretowanych przez autorów biblijnych jako kara za naruszenie przez „naród
wybrany” przykazania monolatrii). Ową katastrofą miała być rzeczywista, być może,
zagłada Sodomy i Gomory. Przypisywana implicite przerażającemu losowi
tych miast wyjątkowość pozwalała dopatrywać się w nim kary Bożej spadłej na wyjątkowo
grzesznych ich mieszkańców. W dobie dzisiejszej, kiedy horyzont geograficzny
przeciętnego zjadacza chleba zaopatrzonego w telewizor obejmuje w zasadzie
całą Ziemię, telewizja nieomal codziennie szokuje nas wieściami o rozmaitych
klęskach żywiołowych obracających całe kraje w perzynę, pozbawiających
życia dziesiątki tysięcy istot ludzkich, nie licząc zwierząt.
Stosunek oficjalnych przedstawicieli religii zakorzenionych w tradycji judeochrześcijańskiej,
w szczególności stosunek najwyższych autorytetów Kościoła,
do klęsk masowych, takich jak wspomniane powyżej srożenie się żywiołów albo
np. epidemie, jest z punktu widzenia ateistycznego humanisty pod pewnym względem
godzien uznania, pod innym zaś, przynajmniej moim zdaniem, osobliwy. Godne
uznania jest to, że wbrew np. morałowi opowieści o Sodomie i Gomorze odrzuca
się obecnie interpretację takiej klęski jako kary Bożej – kary będącej świadectwem
winy. Bez dociekania jakichś szczególnych nieprawości populacji dotkniętych
klęską zaleca się współczucie i spieszenie im z pomocą. Z drugiej strony zaleca
się wnoszenie do Boga modłów na rzecz ludności dotkniętej taką klęską. Dla
człowieka niewierzącego, a przynajmniej dla mnie, modlitwy błagalne – modlitwy
nieograniczające się do wyrażania miłości, ufności do wszechwiedzącego, wszech-
Biblia okrutników
359
na tym, że jest on ostateczną przyczyną sprawczą wszystkiego, co ma miejsce
w świecie.
Natomiast według jeszcze innych interpretacji owo „jestem, kim jestem” było
próbą usensownienia, przez powiązanie z pojęciem istnienia, okrzyku „Jahu” lub
„Jahwe”, który od pradawnych czasów był wyrazem ekstazy religijnej jego czcicieli,
zrazu bez określonego sensu albo znaczącym jedynie „O, on!”.
Nie mam zamiaru wdawać się w te dysputy, w których uczestniczyć z sensem
mogą jedynie historycy religii oraz filozofowie religii. Mój komentarz na temat
tych interpretacji ogranicza się do dwóch uwag. Pierwsza dotyczy niedopuszczalności
we wszelkiej egzegezie tekstu będącego dla danego komentatora
„pismem świętym” takiej arbitralności, jakiej próbkę dał np. Pecaric. Druga
stwierdza, że zagadnienie dotyczące wyznaczania zakresu godnych rozważenia
interpretacji takich czy innych prima facie niejednoznacznych zdań czy ustępów
z Biblii wiąże się z kwestią, kto jest rzeczywistym autorem tekstów biblijnych.
Według wielu wierzących autorem tym, zgodnie z koncepcją nadprzyrodzonego
„natchnienia”, jest Bóg, prorocy zaś oraz inni ludzcy autorzy i redaktorzy tekstów
biblijnych są jego narzędziami. Bywa, że na podłożu tej koncepcji uznaje
się 202 , że Bóg może dyktować swoim żywym narzędziom teksty, których nie są
oni na swoim niedostatecznie zaawansowanym poziomie kulturowym w stanie
w pełni rozumieć. Intencją Boga w takich wypadkach jest umożliwienie odczytania
całkowitej treści owych enuncjacji dostatecznie wyrafinowanym intelektualnie
odbiorcom, być może o tysiąclecia późniejszym. Ta osobliwa koncepcja
z pewnością jest z punktu widzenia wielu ludzi wierzących niewiarygodna. Według
zaś ateisty autorami tekstów biblijnych naturalnie są po prostu ludzie – nader
często przy tym ludzie wierzący, że wieszczą lub piszą ogarnięci nadprzyrodzonym
„natchnieniem” zapewniającym im nieomylność również wtedy, gdy
fantazjują; autorzy zmierzający do tego, by ich w pełni zrozumieli współcześni im
odbiorcy. W takim ujęciu interpretacja prima facie niejednoznacznych tekstów
biblijnych musi polegać na wyjaśnieniu tego, co mieli na myśli – a więc co mogli
mieć na myśli – odnośni prorocy, pisarze, redaktorzy. Tak więc np. nie ma sensu
interpretowanie rozważanej tu bożej autodeskrypcji w duchu tomistycznej
koncepcji „istoty” i „istnienia”.
202
Por. wzmianki o metaforyzmie we „Wstępie” do tego zbioru oraz w szkicu „Ofiarowanie
Izaaka...”
203
Mojżesz mówi, że ma „nieobrzezane wargi” – por. przypis do Księgi Wyjścia 6: 12 w BT,
s. 75. (W samym tekście tłumaczenia w BT Mojżesz jedynie przypomina, że „mówienie sprawia
mu trudność”.) Ma się rozumieć, w kulcie Jahwe warg się nie okaleczało. Tu po raz pierwszy
w Starym Testamencie wyraz „nieobrzezany” zastosowany zostaje jako ogólne określenie
pejoratywne.
518
Biblia Hebrajczyków
go możliwości nie bierze nawet pod rozwagę – H. E.] Jaka śmierć jednego, taka
śmierć drugiego, i tchnienie życia to samo. W niczym więc człowiek nie przewyższa
[pod tym względem] zwierząt... Wszystko idzie na jedno miejsce: powstało
wszystko z prochu i wszystko do prochu wraca” (3: 19, 20). Śmierć człowieka tak
samo jak zwierzęcia polega więc na tym, że z ciała ulatnia się „tchnienie życia”.
Jest to pierwiastek bezosobowy, którego „porcja”, jeśli mogę tu użyć tego słowa,
nie zachowuje żadnej indywidualności, ale rozpływa się w przyrodzie. Przy tym,
„któż pozna, czy owo tchnienie ożywiające synów ludzkich idzie w górę, a tchnienie
ożywiające zwierzęta zstępuje w dół, ku ziemi?” (3: 21). Autor wspomina
wprawdzie o „Szeolu”, ale, stosownie do twierdzeń przytoczonych powyżej, ów
„Szeol”, będący, być może jedynie figurą retoryczną, w każdym razie nie jest siedliskiem
dusz ludzkich obdarzonych indywidualną świadomością i wolą: „Bo nie
ma żadnej czynności, ani rozumienia, ani poznania, ani mądrości w Szeolu, do którego
zdążasz” (9: 10).
Na gruncie religii Boga Biblii zagadnienie życia pozagrobowego było przedmiotem
rozbieżności zdań. ST mówi na ten temat bardzo niewiele. Z opowieści
o wywołaniu przez Saula przy pomocy medium ducha Samuela z Szeolu (1Sm 28)
wynika, że w tym przybytku zmarłych dusze zachowywały indywidualność – świadomość,
pamięć – i przynajmniej niektóre z nich przebywały tam w zadowalającym
je spokoju. (Samuel zarzuca Saulowi, że mu ten spokój zakłócił.) Według tego
przekazu dusze można też było, jak widać, na krótko wywołać z Szeolu przy pomocy
wyspecjalizowanych mediów. Z kolei proroctwo Ezechiela w Ez 37: 1–14 najłatwiej
zrozumieć jako zapowiedź indywidualnego zmartwychwstania, we właściwym
czasie, przynajmniej pewnych jednostek.
Ma się rozumieć, wiara w życie pozagrobowe, szczęsne dla cnotliwych, piekielne
dla grzeszników jest współcześnie jednym z podstawowych składników religii
śródziemnomorskich, a więc w szczególności judaizmu i chrześcijaństwa. Jednakże
o stanowczym odrzucaniu tego wierzenia przez pewien odłam czcicieli Jahwe,
mianowicie przez tzw. saduceuszy monopolizujących funkcje kapłańskie w świątyni
jerozolimskiej, czytelnik dowiaduje się np. z relacji o sporze pomiędzy nimi a Jezusem
w Mt 22: 23nn. Księga Koheleta dowodzi starodawności tego poglądu.
Warto tu może wspomnieć tragiczną postać Uriela da Costy, uwiecznioną
w przejmującej autobiografii napisanej przezeń na krótko przed samobójczą
śmiercią w 1640 r. 419 Autor pochodził z rodu portugalskich marranów, ale jego zamożna
rodzina zakorzeniona była w wyższych warstwach społeczeństwa portugal-
419
Por. Exemplar vitae meae, wyd. pol. Wizerunek własny żywota, 1960. Krótka nota
o Acoście, tj. da Coście, znajduje się w: Religia, Encyklopedia PWN, wyd. cyt. Poniżej posługuję
się zaczerpniętymi z niej cytatami, zmieniając nieco kolejność zdań.
Quasi-diatessaron
611
szych przekazów ewangelicznych. Dziwny jest sam rodzaj cudu i jego motywacja.
Cel wydaje się błahy: jest nim dostarczenie trunku gościom weselnym już nieco podpitym.
Błahość tego celu zdaje się domagać pogłębiającej symbolicznej interpretacji
omawianego przekazu. W istocie, usiłują jej dostarczyć teologowie chrześcijańscy.
Tak np. kard. Lustiger stwierdza: „Jezus… staje przed nami jako Oblubieniec
na zaślubinach eschatologicznych. Takie jest znaczenie wesela w Kanie, gdzie
po raz pierwszy ludzie mogli niejako spróbować wina królestwa wiecznego, antycypowanego
przez przyjście Jezusa” 125 . Jest to jednak przykład najzupełniej arbitralnej
spekulacji teologicznej. W opisie J nic nie usprawiedliwia przypuszczenia, że weselnicy
w Kanie odznaczali się czymkolwiek szczególnym, co by ich predestynowało
do tego, by przed innymi „spróbowali wina królestwa wiecznego” – przeciwnie, jak
o tym mówię poniżej, gospodarz okazuje się człowiekiem kłamiącym przez przemilczenie,
nadto zaś nie ma w ewangelii mowy o jakichś dalszych związkach pomiędzy
weselnikami i Jezusem. Sami weselnicy reagują na cud (niespostrzeżony przez nich
jako taki) po prostu zdziwieniem, że gospodarz podał swoje najlepsze wino na końcu.
Nie czują, aby antycypująco doznali splendoru Królestwa Bożego. Pozostaję
więc przy interpretacji cudu w Kanie zgodnie z akceptowaną przeze mnie zasadą liberalizmu
w odniesieniu do przekazów ewangelicznych.
Rozważana w literaturze zagadką jest, czyje to było wesele? Pan młody czy gospodarz
nie wydaje się być stałym przyjacielem Jezusa, tak jak Łazarz i jego siostry
(którzy też zresztą znikają, z kart ewangelii po wskrzeszeniu Łazarza). Nigdzie
wszak więcej nie ma o tej osobie mowy. Nasuwa się też (naturalnie bez inspiracji
autora J) refleksja, że był to człowiek niezbyt rzetelny, skoro pozwolił gościom
wierzyć, że to on dostarczył im tego doskonałego wina.
Wszystko to robi wrażenie jakiejś anegdoty niepasującej do ogólnego stylu J.
Czy jest to wstawka, tak jak wstawką do J jest według szeregu biblistów chrześcijańskich
podniosły przekaz o przebaczeniu cudzołożnicy, do którego powrócę we
właściwym miejscu?
Jak stwierdza np. ks. Maliński 126 , omawiany tu tekst J został przy tym zniekształcony:
najwidoczniej wypadł z niego (został usunięty?) jakiś fragment, wskutek
czego to, co pozostało, straciło spójność logiczną. Maria zwraca się do Jezusa,
aby zaradził na niedostatek wina, jak gdyby istotnie była to jego sprawa, nie gospodarza.
Jezus szorstko jej odmawia – na co ona reaguje tak, jak gdyby uzyskała zgodę,
i rozporządzając się w cudzym domu, poleca sługom wykonanie oczekiwanych
przez nią rozkazów Jezusa, co też czynią.
Przy całej swojej nielogiczności opowieść o weselu w Kanie może mieć,
i zapewne miewa, pewne znaczenie budujące dla chrześcijan. Może ona stanowić
125
Kard. J. M. Lustiger, Obietnica, wyd. cyt., s. 37.
126
Por. wzmianka w niniejszym szkicu, s. 544.
Mity początków ludzkości...
207
– główna zagadka, z którą konfrontuje nas mit „kainowy” – polega na tym,
czemu tak srogi zazwyczaj wobec zabójców Jahwe otacza pieczą zabójcę, surową
zaś karą grozi temu, kto na jego życie nastaje. Jeśli uznać, że Lamek zostaje
uniewinniony lub przynajmniej ułaskawiony, ponieważ wymierzył karę synowi-bratobójcy,
to zagadka ta wydaje się szczególnie intrygująca w stosunku
do „Kaina” 187 .
2. Porzucam temat Lameka, aby się zająć o wiele ważniejszym dla recepcji
Biblii mitem „kainowym” (4: 1–17). Przy jego rozważaniu spostrzega się, że niewątpliwie
mamy w przekazie biblijnym kontaminację co najmniej dwu odziedziczonych
opowieści lub tradycji, nie może tam bowiem chodzić o jedną osobę noszącą
imię Kaina. Bohater jednej z tych opowieści żyje na niezaludnionej ziemi.
Nawet przed jego zbrodnią populacja ludzka składa się z co najwyżej sześciu
osób – jeśli uznać, że skoro ludzkość się rozmnożyła, to synowie Adama mieli
zlekceważone przez Jahwistę małżonki (zapewne ich bliźniaczki) albo przynajmniej
nie był bezżenny Kain. Udając się na wygnanie, bratobójca nie może się
więc obawiać śmierci ani z ręki jakiegoś mściciela Abla, ani z ręki kogoś zupełnie
nieznającego braci i nieinteresującego się zbrodnią Kainową, ale, być może,
musiałoby zapłacić śmiercią siedemdziesiąt siedem osób”. A więc Bóg zagrażałby aż tak
krwawą wendetą za te hipotetyczne zabójstwa! Współczesnemu wyznawcy Boga Biblii trudno
w to uwierzyć, a jednak wydaje się to najbardziej naturalnym tłumaczeniem odnośnego
tekstu, chociaż „z jego rodziny” jest dodatkiem tłumacza.
Odmienną, widocznie przyjętą przez pewnych bibliologów, interpretację słów stanowiących
groźbę Boga względem możliwego zabójcy Kaina podaje ks. Henryk Witczyk w cytowanym
przeze mnie poniżej ustępie z jego artykułu. Interpretacja ta zdaje się źle pasować
do paralelizmu pomiędzy słowami Boga w narracji o Kainie i słowami klątwy Lameka.
187
Istnieje tradycja judeochrześcijańska, według której Lamek jest czarnym charakterem,
a jego srogość, przejawiająca się czy to w pogróżce, czy to w dokonanym czynie, ma ilustrować
postępującą korupcję moralną w kolejnych generacjach kainitów, przeciwstawionych
cnotliwym setytom (potomstwu Seta, przez którego narodziny Bóg zrekompensował
prarodzicom utratę Abla). Przeciwstawienie to wkrótce w narracji biblijnej traci na znaczeniu,
gdyż w czasie poprzedzającym potop źli okazują się wszyscy potomkowie Adama z wyjątkiem
rodziny Noego. Nie jest ono jednak bez znaczenia dla recepcji Biblii, gdyż jest przejawem
tendencji do utrzymywania, że pewni ludzie są niekorygowalnie źli z powodu należenia
do klanu czy też narodu złych, nienawistnych Bogu ludzi. Co zaś do postaci samego Lameka,
to przekaz biblijny nie mówi nic o tym, iżby został on (jeśli to, co powiedział do żon, odnosi
się do dokonanego czynu) ukarany, przez jakichś ludzi czy też przez Boga. Co więcej,
w odnośnej narracji nie znajdujemy ani żadnej wypowiedzi explicite, ani żadnej wskazówki
implicite, która by pozwalała sądzić, czy narrator odnosił się do bohatera przekazu z aprobatą
czy z dezaprobatą.
Opowieści biblijne i „Kohelet”
467
potomków „aż do dziesiątego pokolenia”. Nadto, według Lb 25 podczas tejże wędrówki
nierządnice (prostytutki świątynne?) moabickie w miejscowości Szittim
skłoniły znaczną liczbę synów „narodu wybranego” do uczestnictwa w kulcie bóstwa
zwanego Baal-Peor. Herezję tę Mojżesz przezwyciężył w drodze masowej
rzezi grzeszników. W czasach „sędziów” oraz w czasach późniejszych Izraelczycy
i Moabici, ich sąsiedzi od wschodu, wielokrotnie toczyli ze sobą wojny, w których
jeden naród usiłował uczynić drugi swoim wasalem. Biblia z satysfakcją opisuje
okrucieństwa, jakich się podczas tych wojen (zapewne tak samo, jak strona przeciwna)
dopuszczali Izraelczycy 350 .
I znowuż nic z tego nastawienia nie przenika na karty Rt. Dla autora tej Księgi
Moab jest po prostu ościennym krajem, który w pewnym czasie uniknął klęski
głodowej nękającej wówczas Izrael 351 . Rodzina Elimeleka i Noemi zmuszona
do opuszczenia kraju znajduje tam azyl. Najwidoczniej nie cierpi ze strony Moabitów
żadnych prześladowań i zasnuwa tam normalne życie. Synowie tej pary są
w stanie uiścić zwyczajowe wiano małżeńskie i pojąć moabickie dziewice za żony.
Te okazują się idealnymi synowymi, a więc również, jak należy z tego wnioskować,
idealnymi żonami. Rut traktuje Noemi jak ukochaną matkę. Jako czytelnicy jesteśmy
widocznie wezwani do wyciągnięcia wniosku, że „nawet” Moabitka (a cóż dopiero
bliższe religijnie powracającym Judejczykom Samarytanki, których w szczególności
dotyczyły drakońskie zarządzenia Ezdrasza i Nehemiasza) może być osobą
szlachetną.
W tym miejscu zająć się chyba warto „teologią” autora Rt. Na podstawie tekstu
tego utworu sądzić można, że nie jest on monoteistą, jest jedynie henoteistą. Jego
Jahwe wydaje się być czy to bóstwem Izraelczyków, czy to bóstwem ziemi Kanaan.
Dlatego Rut oświadcza teściowej, że w kraju, do którego się udają, „naród Noemi będzie
również jej narodem, a Bóg Noemi jej Bogiem” (1: 16), Booz zaś chwali Rut
za to, że „przyszła” się schronić „pod skrzydła Pana, Boga Izraela” (2: 12).
W utworze tym nie ma żadnej wzmianki o znanym z innych tekstów biblijnych
plemiennym bogu Moabitów Kemoszu, który więc przeto również nie jest tam
wspomniany jako wróg i rywal Jahwe – jako „obrzydliwość i straszydło”, którymi
to epitetami jest obrzucany np. w opowieści o popadnięciu Salomona w „bałwochwalstwo”.
Nic w tym dziele nie każe przypuszczać, że wchodząc do rodziny Judejczyków
Orpa i Rut zostały czy to nakłonione, czy zmuszone do wyparcia się Kemosza
i zostania czcicielkami Jahwe. Rut oświadcza przecież, że będzie jego czci-
350
Są one opisane powyżej, w historii Dawida w „Biblii kłamców” oraz w „Legendzie
o Eliaszu i Elizeuszu”.
351
Autor traktuje głód zdarzający się od czasu do czasu w kraju jako zjawisko naturalne,
nie doszukując się w nim przejawu punitywnej działalności Jahwe.
690
Jezus ewangelistów
ważnym myśleniem możemy osiągnąć królestwo boże” – pisze S. Abogunrin 208 .
Tak oto tendencja do wczytywania w Pismo Święte tego, co wczytujący wolałby,
żeby tam było, zamiast tego, co tam jest, prowadzić może komentatora poza granice
rzetelności. „Nie pochwala”, mimo że „pochwalił”!
Dla osoby wierzącej w świętość ewangelii nasuwającym się rozwiązaniem tego
dylematu moralnego jest, jak sądzę, po prostu uznanie, że mimo „natchnionego”
na ogół charakteru tych pism znajdują się w nich również treści bynajmniej
nie „natchnione”, a niekiedy świadczące o niedoskonałym zmyśle moralnym danego
ewangelisty, co jest szczególnie przykre, gdy konsternujące wypowiedzi wkłada
on w usta Jezusa.
Po tekście przytoczonej przypowieści następuje w Łk takie samo jak w przypowieści
o minach srebra pouczenie, że kto w małej sprawie jest wierny, ten
i w wielkiej będzie wierny, etc. Bezpośrednie przejście od pochwały oszustwa
do tego pouczenia zdaje się poświadczać, że opowieść o obrotnym słudze jest
po prostu niefortunnym wtrętem pośród przypisywanych Jezusowi przypowieści.
Niektóre przypowieści „Jezusowe” należą jednak do pereł naszego dziedzictwa
kulturowego. Do najlepiej znanych i najbardziej wzruszających należy opowieść
o powrocie syna marnotrawnego, Łk 15: 11nn. Mowa w niej, naturalnie,
o skruszonym grzeszniku i przebaczającym Bogu – Bogu, który w hojności swojego
miłosierdzia nie czyni różnicy pomiędzy skruszonym grzesznikiem a kimś, kto
nigdy nie splamił się poważniejszym grzechem. O Bogu więc jakże różnym od tego
usymbolizowanego w postaci wielmoży, który żnie, gdzie nie posiał. Zarazem
jednak w swojej warstwie zewnętrznej, fabularnej, przypowieść ta jest zarysem
ładnej noweli obyczajowej.
Protagonistami są trzy osoby: ojciec i dwu synów.
Skrucha marnotrawnego syna nie jest z najlepszego kruszcu: postanawia on
powrócić do ojca nie dlatego, że w refleksji nad swoim postępowaniem zrozumiał,
jaki ból mu sprawił, porzucając go i pędząc życie hulaszcze, ale dlatego, że udręczony
jest głodem i poniewierką. Jednakże jest w nim zarodek uczuć, które zapoczątkować
mogą prawdziwe duchowe odrodzenie: pamięta miłość i dobroć ojca
i jest w stanie ukorzyć się przed nim jak dziecko zamiast sczeznąć trawiony zarazem
rozpaczą i pychą. Przygotowany jest na pokutę. Ojciec jednak okazuje się
ucieleśnieniem bezwarunkowej przebaczającej miłości. Młodzieniec, który powrócił,
to dla niego, niezależnie od tego, jak zranił go swoim postępowaniem, syn, „który
ożył”.
Godna uwagi jest jednak również reakcja drugiego syna, który nigdy nie odstąpił
od ojca i jego zasad. Wpada on w sidła tego grzechu, jakiemu jakże często ule-
208
S. O. Abogunrin, Ewangelia według ś. Łukasza, w: Międzynarodowy komentarz do Pisma
Świętego, wyd. cyt., s. 1282.
206
Biblia początków
mek] zabił, był własny jego syn... [którego] ukarał za bratobójstwo”. Autora skłania
do tego domysłu m.in. podobieństwo imion synów Lameka do imion postaci
uwikłanych w mit o Kainie i Ablu. „Tubal-Kain” przypomina „Kaina”, przy czym
ten syn Lameka jest kowalem, wyraz zaś „kain” znaczy „kowal”. Imię pierwszego
syna Ady przypomina „Abla”. „Podobieństwo zaś (zwłaszcza pisemne) imion
„Jabal” i „Jubal” zdaje się świadczyć, że pierwotnie była to jedna i ta sama osoba...
Dodajmy, że wśród potomstwa Lamechowego wymienia Pismo i córkę Naamę...
Kto wie, czy nie przez nią to właśnie [a nie z zazdrości o zademonstrowaną
przez Boga preferencję] Kain zabił Abla, Tubal-Kain – Jabala-Jubala? Legenda
o Kainie byłaby przeróbką opowieści o Lameku, w której przedmiot braterskiej
waśni stanowiły względy siostry 184 , karę zaś wymierzał ojciec”.
Dlaczego odmówiono nam dostępu do sedna opowieści o Lameku, o tym
trudno mi sądzić, skoro jej nie znam. Może bibliolodzy mają jakieś hipotezy
na ten temat.
Dla Jahwisty historie „Kaina” (użycie cudzysłowu wyjaśnię niebawem) i Lameka
są niewątpliwie różnymi historiami. Lamek zna dobrze dzieje swego
przodka – bratobójcy, co pozwala mu zakończyć jego alokucję do żon słowami
(wg BT): „Jeżeli Kain miał być pomszczony siedmiokrotnie, to Lamek siedemdziesiąt
siedem razy”. Słowa te nawiązują do najosobliwszych słów w opowieści
„o Kainie”, mianowicie do groźby Boga: „Ktokolwiek by zabił Kaina, siedmiokrotną
pomstę poniesie” (4: 15).
Ponieważ 185 w alokucji Boga mowa o karze, która by miała spaść na zabójcę
Kaina, przypuszczać można, że Lamek mówi o karze zagrażającej ewentualnemu
mścicielowi zabitego męża-młodzieniaszka. W pierwszym wypadku sam Bóg
ogłasza wyrok na ewentualnego sprawcę zabronionego czynu; w drugim przemawia
Lamek, ale to, co mówi, najwidoczniej nie jest jedynie pogróżką (nikogo
by przecież po swojej śmierci nie zabił), tylko klątwą, wypowiedzią wiążącą możliwe
przyszłe stany rzeczy, a więc mającą za sobą sankcję Boga (tak jak np. klątwa
rzucona przez Noego na Kanaana). W obu zacytowanych wypowiedziach
narrator zgotował nam zagadki. Dziwi wielokrotność zapowiedzianej kary: nie
można przecież być zabitym wielokrotnie 186 . Jednakże zagadka ważniejsza
184
Nawet jeszcze w epoce historycznej, np. w czasach Dawidowych, dopuszczalne było
wśród Hebrajczyków małżeństwo rodzeństwa przyrodniego: por. błaganie córki Dawida Tamar,
by jej gwałciciel Amnon, czyli jej przyrodni brat, ją poślubił.
185
Komentarz mój nawiązuje do podanej dopiero co Sandauerowej interpretacji sagi
o Lameku.
186
Wg GNB, Bóg mówi do Kaina (4: 15): „Gdyby cię ktoś zabił, to musiałoby za to ponieść
śmierć siedem osób z jego rodziny” i odpowiednio wkłada Lamekowi w usta słowa: „Za zamordowanie
Kaina śmierć musiałoby ponieść siedem istot ludzkich, ale za mord na Lameku
Biblia kłamców
425
że, w naszej kulturze rzeźbę Michała Anioła: postać pięknego młodzieńca nieulękłym
wzrokiem rzucającego wyzwanie przemożnemu na pozór Złu.
Opowieść ta wprowadza nas w dziedzinę baśni.
Dawid jest tu młodzieniaszkiem, który ze względu na swój wiek nie uczestniczy
w pospolitym ruszeniu Izraelczyków zmuszonych do wojny z Filistynami. Pasał
on dotychczas we wsi rodzinnej trzody swojego ojca, i kiedy na polecenie rodzica
pojawia się z prowizją na polu konfrontacji wojska izraelskiego z Filistynami, to,
ma się rozumieć, nie jest zrazu znany ani Saulowi, ani jego przybocznym, ani nikomu
poza swoimi braćmi. Poprzedni przekaz o Dawidzie, dzielnym wojowniku,
przebywającym na dworze Saula i kojącym jego ducha grą na cytrze, zostaje puszczony
w niepamięć. Szorstkie obejście się z nim brata, którego zdaniem Dawid
przemądrzale i zuchwale rozmawia z ludźmi, dziwiąc się długotrwałemu tolerowaniu
przez bojowników „Pana” bluźnierstw „nieobrzezańca”, podkreśla młodzieńczość
bohatera (jak również to, że widocznie nikt w rodzinie nie wie o tajnym namaszczeniu
go na króla).
Dawid zastaje więc na miejscu postoju wojska groźną i upokarzającą dla Izraelczyków
sytuację. Od czterdziestu dni (baśń jest baśnią) wszystko trwa w zawieszeniu,
wrogie wojska nie przystępują do walki, ponieważ codziennie harcownik filistyński
Goliat wzywa Izraelczyków, aby wyznaczyli wojownika do pojedynku
z nim. Wynik pojedynku ma rozstrzygnąć, który naród będzie ludem niewolników
podległym drugiemu. Może sama treść wyzwania Goliata uniemożliwia Izraelczykom
rozpoczęcie bitwy – a może czyni to jego postać zdająca się rokować Izraelczykowi,
który by podjął wyzwanie, nieuchronną klęskę. Goliat nie jest bowiem
zwykłym osiłkiem – filistyńskim Burłajem. Jest to olbrzym i jego zbroja i broń również
są na miarę olbrzyma.
W nagrodę za pokonanie Goliata król obiecuje zwycięzcy rękę swojej córki,
niezmierzone bogactwa, zwolnienie jego rodziny od danin.
Dowiedziawszy się o tym, że znalazł się śmiałek oznajmiający ludziom swą gotowość
podjęcia wyzwania, Saul poleca przyprowadzić go do siebie. Jest jednak rozczarowany,
kiedy się przekonuje, że jest to młodzieniaszek. Gdy jednak Dawid obstaje
przy tym, iż przy pomocy Jahwe zdolny będzie pokonać potwornego przeciwnika,
Saul decyduje się udzielić mu pozwolenia. Pięknym efektem literackim jest to,
że Saul ofiaruje mu własną zbroję, którą jednak chłopiec po przymierzeniu odrzuca,
jako nienawykły do noszenia takich rzeczy. Stawia więc Goliatowi czoło w odzieniu
pastuszka i pokonuje go jednym jedynym wypuszczonym z procy kamieniem.
Opowiadacz (czy też raczej redaktor), niestety, nie zdołał zachować konsekwencji
w przekazie swojej historii: zapominając z kolei o spotkaniu Dawida z Saulem
poprzedzającym wyruszenie Dawida do boju, każe temu ostatniemu „zauważyć”
Dawida dopiero w chwili wystąpienia do walki. Dopiero po swoim wyczynie
zostaje Dawid przedstawiony królowi i przyjęty do jego gwardii.
Opowieści biblijne i „Kohelet”
491
aby po opuszczeniu przez nich świątyni, a przed jej zamknięciem i zapieczętowaniem
zamku sygnetem królewskim, rozsypano w tajemnicy popiół na podłodze.
Kapłani zaś w istocie rzeczy „mieli pod stołem tajemne wejście, którym stale
wchodzili i zjadali wszystko, co ofiarowano Belowi. [I tym razem, nie przeczuwając
podstępu] przyszli jak zwykle nocą wraz z żonami swoimi i dziećmi, zjedli
wszystko i wypili” (14: 12,15). Kiedy dzięki śladom na podłodze ich oszustwo się wydało,
rozgniewany król, naturalnie, rozkazał zabić ich całymi rodzinami, „Bela zaś
wydał Danielowi, który go zniszczył wraz z jego świątynią” (14: 22).
Opowieść ta ugruntowuje w wierzących znaną również z innych tekstów biblijnych
teorię, według której „poganie” czczą posągi, traktując te wytwory rąk ludzkich
jak bogów. Z naiwności tego poglądu łatwo jest zdać sobie sprawę każdemu,
kto zna rolę wizerunków i posągów nadprzyrodzonych postaci w świątyniach
chrześcijańskich, a może też słyszał cokolwiek np. o religijnej roli posągów bogów
w świątyniach starożytnej Grecji. Nadto opowiastka omawiana ugruntowuje tezę
o kapłanach „pogańskich” bóstw jako o oszustach i wyzyskiwaczach ich czcicieli.
(Czytelnik polski jest z tą teorią obznajomiony już w dzieciństwie, z lektury W pustyni
i puszczy, gdzie nawrócony przez dzieci na chrześcijaństwo Kali demaskuje
oszukańczych kapłanów wyzyskujących ludzi jego plemienia.) Poglądy takie
przez wieki szerzyły pogardę dla kultury i religii ludów „pogańskich”, zwłaszcza
tych uważanych przez Europejczyków za „dzikie”, i wpływały w pożałowania godny
sposób na metody działalności misjonarskiej.
W drugiej z omawianych opowiastek Babilończykom przypisuje się (pono według
współczesnych historyków bezzasadnie) zoolatrię. W szczególności mieli oni
czcić hodowanego przez nich wielkiego węża. Daniel podejmuje się dowieść królowi,
że wąż ten nie jest istotą nadprzyrodzoną. Dowodem ma być uśmiercenie go
przez Daniela, i to nawet bez pomocy miecza albo maczugi. Król zezwala na ten
eksperyment. Daniel podaje wężowi do zżarcia tyle placków, że zwierz „pęka”
z przejedzenia. (Jest to jak widać m.in. prototyp legendy o smoku wawelskim i krakowiaku
Skołubie.)
Dokonania Daniela obudzają jednak gniew Babilończyków, którzy oskarżają
króla, iż „stał się żydem” (14: 28) i najwidoczniej mniemają, że Daniel nie dowiódł
nieboskiego charakteru Bela oraz węża. Domagają się oni śmierci Daniela,
grożąc uśmierceniem, w przeciwnym wypadku, samego króla wraz z całą jego rodziną!
Wydany im Daniel zostaje wtrącony do jaskini lwów – jest to dublet figurującego
już we wcześniejszej partii „Księgi A” opowiadania o nieszkodliwym dla
Daniela wrzuceniu go jaskini lwów. Zwierzęta, jak należało oczekiwać, nie robią
świątobliwemu mężowi krzywdy. Podczas zaś pobytu Daniela w jamie „Anioł
Pański” zjawia się w Judei i porywa za włosy (czemu tak brutalnie, to boli!) „proroka”
imieniem Habakuk, który właśnie niósł w misce obiad jakimś żniwiarzom.
Z prędkością wiatru anioł przenosi go wraz z żywnością na skraj lwiej jaskini,
202
Biblia początków
uczuciowym, współdziałał w wychowaniu jej niezmiernie wolno (w porównaniu
z innymi gatunkami) dojrzewającego potomstwa określony mężczyzna – pater,
czyli jej dziecka czy dzieci „ojciec” w sensie społecznym, określonym w danej populacji
i kulturze. Którą to rolę, nawet w populacjach, gdzie nieznany jest udział
mężczyzny w prokreacji, z reguły w najlepszy sposób wypełnia w odniesieniu
do danego dziecka osobnik, co do którego istnieje obiektywnie wysokie prawdopodobieństwo,
iż to on jest jego ojcem biologicznym – genitorem. To znaczy, mężczyzna
trwale, i częstokroć wyłącznie, związany z daną kobietą więziami pożycia seksualnego,
solidarności życiowej, a w optymalnym wypadku również zaangażowania
uczuciowego. Swoistość gatunku ludzkiego narzuca przeto wymóg, aby członkowie
danej populacji, mężczyźni i kobiety, zachowywali się w taki sposób, by przejawy
ich seksualności nie zakłócały przebiegu nieodzownych działań grupowych;
aby rywalizacja seksualna nie wpływała destrukcyjnie na solidarność wspólnot;
aby przejawy te nie wpływały destrukcyjnie na wzajemne przywiązanie i solidarność
ustalonych par związanych pożyciem seksualnym 178 . Na tym tle owe listki figowe,
po które według mitu sięgnęli prarodzice natychmiast po uświadomieniu
sobie swojej seksualności, mają biologicznie uwarunkowany głęboki sens moralny,
ponieważ w społeczeństwie ludzkim jednostka ponosi odpowiedzialność moralną
za to, aby, stosownie do standardów danej kultury, zachowaniem swym
i strojem (lub nagością) nie pobudzać seksualnie innych ludzi, jeśli nie jest to właściwe
w danych okolicznościach czy w odniesieniu do danego innego osobnika;
i w związku z tym również jednostka ponosi odpowiedzialność moralną za to, aby
nie ujawniać własnego stanu pobudzenia seksualnego w okolicznościach nieodpowiednich
lub wobec nieodpowiedniego osobnika. (Standardy obowiązujące pod tym
względem w rozmaitych kulturach można krytykować. Nie musi się na nie patrzeć
z punktu widzenia absolutnego moralnego relatywizmu kulturowego, zalecającego
każdej jednostce po prostu podporządkowanie się normom własnej wspólnoty. Nie
może jednak takich standardów w jakiejś społeczności po prostu nie być 179 .)
178
Jest to przede wszystkim wymóg trwałości związku pomiędzy płodzącą parą, sam przez
się nieimplikujący ani wymogu czynienia w danym społeczeństwie różnicy pomiędzy religijnie
i/albo prawnie usankcjonowanym małżeństwem a konkubinatem, ani wymogu monogamii,
gdyż dany osobnik może być członkiem więcej niż jednej takiej pary.
179
Zdolność i potrzeba kontrolowania przez osobnika przejawów swego pobudzenia seksualnego
odziedziczone są przez Człowieka po jego zwierzęcych przodkach. Świadczą o tym interesujące
dane z dziedziny prymatologii. W jednej z prac poświęconych życiu szympansów
na swobodzie znajduje się opis sceny, w której młody samiec doznaje erekcji na widok przechodzącej
w pobliżu samicy w rui. Widząc jednak nadchodzącego dominującego samca (który
w stadzie szympansów usiłuje utrzymać przywilej monopolu na zbliżanie się do samic będących
w stanie zapładnialności), młodzik zasłania penis dłonią.
Glosy do Hymnu Kapłańskiego o stworzeniu świata...
169
goś wyodrębniony spośród ogółu cech rzeczywiście przysługujących tej rzeczy,
tylko zbiór jakoś szczególnie dla charakterystyki tej rzeczy doniosły 139 . Istota każdej
danej rzeczy jest „powszechnikiem”, co na gruncie tej filozofii m.in. znaczy, że
może ona przysługiwać nieograniczonej liczbie poszczególnych rzeczy, umiejscowionych
w różnych obszarach czasu i przestrzeni – czyli może mieć rozliczne konkretne
egzemplifikacje 140 . Sprawą o fundamentalnym znaczeniu jest jednak
w omawianym tutaj kontekście to, że według koncepcji arystotelesowsko-tomistycznej
tylko istnienie odpowiedniej, właściwej danym poszczególnym rzeczom,
istoty gwarantuje możliwość istnienia czy zaistnienia odpowiedniej rzeczy w jakimś
danym miejscu i czasie. Tak więc, mogą istnieć czy zaistniewać takie obiekty
jak ludzie, konie, diamenty, przysługują im bowiem, odpowiednio, takie ich istoty
jak człowieczeństwo, koniowatość, diamentowość. Natomiast nie mogą istnieć
takie obiekty jak wilkołaki lub substancje niepodległe prawu ciążenia, nie ma bowiem
odpowiednich powszechników 141 . Nie jest wszelako istota „rzeczy skończonej”
jej aktualizatorem.
„Otóż – wyjaśnia w dalszym ciągu tę koncepcję Craig – jeśli istota [danej rzeczy]
ma być zegzemplifikowana [w danym miejscu i czasie], to musi jej towarzyszyć
[będący czymś odmiennym od niej] akt istnienia. [Ponieważ istota rzeczy
przygodnej nie gwarantuje jej istnienia], rzeczy takiej musi być nieustannie [kursywa
– H. E.] udzielane istnienie, w przeciwnym bowiem razie uległaby unicestwieniu...
Z tego samego powodu żadna substancja nie może sama się zaktualizować,
ponieważ aby udzielić sobie istnienia, musiałaby już być aktualna. [Akwinata
139
Koncepcja ta ma odpowiedniki we współczesnej nauce i filozofii nauki. Nawiązuje do niej,
przynajmniej implicite, postulat poszukiwania klasyfikacji naturalnej obiektów jakiegoś nadrzędnego
typu, a więc klasyfikacji, która by była doniosła ze względu na prawidłowości przyrody fundamentalne
dla jakiejś danej dziedziny zjawisk, nie zaś arbitralna, oparta na cechach mało ważnych
ze względu na takie prawidłowości. Do pojęcia „istoty” poszczególnych rzeczy nawiązują więc, rzec
można, np. pojęcia pierwiastka chemicznego, typu cząstki elementarnej, gatunku biologicznego.
Nie musi się przy tym wraz z Arystotelesem zakładać, że każdy obiekt ma jedną jedyną „istotę”.
140
Według arystotelizmu wszelka istota rzeczy musi w każdej chwili mieć jakieś egzemplifikacje,
przynajmniej jedną. Jest to antyplatońska koncepcja „universale in re”, wiążąca arystotelizm
ze stacjonarystyczną koncepcją wszechświata.
141
Nb.: Jak widać, naprawdę o tym, jakie „powszechniki” (rodzaje naturalne) istnieją
(a więc są zegzemplifikowane), sądzimy na podstawie doświadczenia. Może nas jednak ono
skłonić do uznania hipotezy o istnieniu jakiegoś „powszechnika”, mimo że nie odkryto żadnych
jego egzemplifikacji. Tak np. Mendelejew oczekiwał, że puste miejsca w jego tablicy pierwiastków
powinny się z czasem zapełnić po odkryciu odpowiednich atomów w przyrodzie; paleontolodzy
poszukują niewykrytych szczątków takich wymarłych gatunków, które by stanowiły „brakujące”
dotychczas ogniwa pomiędzy pewnymi zegzemplifikowanymi (na podstawie szczątków)
i pewnymi współczesnymi gatunkami.
300
Biblia Hebrajczyków
i małej istotności tego podania dla naszej kultury, w przeciwieństwie do treściowego
bogactwa i doniosłości dla naszej kultury mitu o Abrahamie.
Ci, którzy nie są gotowi posunąć się do zanegowania realności postaci Abrahama,
mogą naśladować ks. Witczyka, zaliczając do mitów opowieść o Akedzie.
Nawet jednak ewentualne zajęcie takiego stanowiska względem tej opowieści
(czy też względem całego cyklu o patriarchach) nie zamknęłoby sprawy Akedy!
Coś tu bowiem, jak wskazałam powyżej, niewątpliwie jest faktem. Faktem jest istnienie,
również w naszej własnej epoce, wielu ludzi, którzy opowieść tę uważają albo
za literalnie prawdziwą, albo za opowiadanie w jakiś aluzyjny sposób przekazujące
doniosłe treści teologiczne i moralne. Dlatego jest to tekst, którym nie należy
przestać się zajmować nawet w razie uznania jego treści za mityczną.
12. Stwierdźmy przeto, odrzucając dokonane przez wielu autorów w dobrej
wierze przeinaczenia, jaką naukę moralną przekazuje autor omawianej opowieści.
Jak o tym była mowa we fragmencie 4, w opowieści o Akedzie Bóg inspiruje
myśl, że może on być (skoro w tej opowieści jest!) wiarołomcą oraz że może żądać
od swojego czciciela, który niczym nie zawinił, ofiary łamiącej mu serce. Czciciel
godzien jest gloryfikacji, jeżeli bez protestu, błagania albo chociażby wewnętrznej
rozterki przystępuje do wykonania takiego bożego rozkazu. Cnotą Abrahama okazuje
się nie ufność w Bogu w sensie wywodów autora Hbr – ufność nie tylko w jego
moc, ale i miłosierdzie, czy przynajmniej „sprawiedliwość”, której jednym z kapitalnych
punktów jest wierność złożonym obietnicom. Cnotą Abrahama okazuje
się bezwarunkowe posłuszeństwo wobec Boga 108 .
Przekaz zawarty w Rdz 22 oczywiście nie stanowi rozwiniętego teologiczno-
-moralnego wykładu expressis verbis, ale należy do tekstów podbudowujących
określoną doktrynę teologiczno-moralną.
W myśl tej doktryny Boga nie obowiązują żadne moralne normy ogólne, nawet
te przez niego samego proklamowane – choć takie tylko są prawomocnymi normami
moralnymi. Czciciela zaś obowiązuje wypełnienie każdego bożego nakazu, chociażby
nakaz ten był sprzeczny z jakąś wyrytą w jego sumieniu normą moralną.
Do istoty pobożności i cnoty należy też wielbienie Boga zarówno wtedy, kiedy za pobożność
i cnotę obdarza dobrami, jak i wtedy, kiedy na kogoś, kto nie ma na sumieniu
żadnej winy, zsyła zło. Znane formuły z prologu do Księgi Hioba: „Dał Pan i za-
108
Z czasem w toku rozwoju religii Boga Biblii takie pojmowanie najbardziej kapitalnego
punktu dotyczącego właściwego stosunku czciciela do bóstwa stać się musiało podłożem doktryny,
według której, skoro Bóg nie przekazuje bezpośrednio swoich żądań zwykłym ludziom,
najbardziej kapitalnym punktem pobożności jest posłuch względem enuncjacji takich „mężów
bożych” jak np. Samuel lub Eliasz albo oficjalnych dostojników kultu Boga Biblii.
140
Biblia początków
stwierdzającą stacjonarność, jaką powinien przejawiać wszechświat przy rozpatrywaniu
go w dostatecznie dużej skali. W myśl tej zasady poszczególne stany
wszechświata różnić się mogą tylko w sposób w skali kosmicznej nieistotny: powstawać,
doznawać przemian, przemieszczać się względem siebie wzajem, ginąć
(dając początek tworom innym) mogą jedynie poszczególne obiekty i ich układy
we wszechświecie, natomiast wszechświat jako całość, rozpatrywany w dostatecznie
globalnej skali, w myśl tej koncepcji nie podlega ewolucji.
Przeświadczenia te nazywać będę dla wygody tradycyjną kosmologią naukową.
W długim okresie jej dominacji w nauce ujawniły się w drodze analizy logicznej
pewne wyrastające na jej gruncie trudności (którymi w szkicu niniejszym nie
będę się zajmować). Niemniej, panowało przekonanie, że jest ona w światopoglądzie
naukowym nieodrzucalna, a więc że rozwiązania owych trudności poszukiwać
się musi nie schodząc z jej gruntu.
Na oświeconych wyznawców takich religii, których księgi kanoniczne zawierają
przekaz o stworzeniu świata w sensie zapoczątkowania jego istnienia przez wszechwiedzącego
i wszechmocnego boga w jednorazowym akcie jego suwerennej woli
(lub – co w perspektywie niniejszych rozważań na jedno wychodzi – w krótkim ciągu
takich kreacyjnych aktów) spadała troska o pogodzenie ich wiary w „natchniony”
charakter tych ksiąg z tradycyjną kosmologią naukową. Ci, co usiłowali ten konflikt
rozstrzygnąć, czynili to na rozmaite sposoby: np. uznając (co było w czasach nowożytnych
coraz rzadsze), że kosmologia naukowa należy jedynie do przeświadczeń
nieodpartych dla nieoświeconego przez wiarę rozumu naturalnego, podczas gdy
o tym, iż błądzi on w tym względzie, poucza wiernych objawienie; albo też nadając
naiwnemu, ale w zasadzie jednoznacznemu przekazowi zawartemu w kanonicznym
tekście jakiś sens żadną miarą nieusprawiedliwiony przez literalne jego rozumienie;
albo też, wreszcie, przystając na to, że w sprawach teologicznie i moralnie nieistotnych
księgi „natchnione” zawierają fałsze, wynikłe z naiwności ich autorów, oraz
przechodząc, jak o tym będzie mowa w innej części aneksu, do innych koncepcji zależności
pomiędzy istnieniem świata a istnieniem Boga.
2. Początkiem końca epoki dominacji kosmologii tradycyjnej było odkrycie rozbiegania
się galaktyk. Od 1912 r. wiedziano, że światło wielu odległych od nas galaktyk
przesunięte jest ku czerwieni. Wkrótce wysunięto hipotezę, że jest to skutkiem
ich oddalania się od nas. W 1929 r. Edwin Hubble ustanowił swoje słynne prawo,
głoszące, że wszystkie obserwowane przez badaczy ziemskich galaktyki oddalają
się od naszej z prędkością proporcjonalną do ich odległości od nas 88 .
88
Wraz ze wzrostem przesunięcia ku czerwieni coraz mniej energii świetlnej od danej galaktyki
dociera do nas. Gdy prędkość ucieczki galaktyki zbliża się do prędkości światła w próżni,
galaktyka stopniowo znika z naszego pola widzenia. Przy tym „ściśle rzecz biorąc relacja ta
326
Biblia Hebrajczyków
„w naturze” izraelskich pierwiastkorodnych. Byłyby to precedens i „usprawiedliwienie”
paralelne do precedensu i „usprawiedliwienia” odrzucenia tej praktyki
upatrywanych w micie o rezygnacji przez Jahwe ofiary z całopalnej z Izaaka 144 .
Ofiara spełniona
Czy na podstawie przytoczonych powyżej przepisów dotyczących obligatoryjnego
wykupu pierwiastkorodnych należy uznać, że według twórców Biblii w ogóle
niedopuszczalne było, niezależnie od okoliczności, złożenie Bogu przez kogokolwiek
ofiary „w naturze” z jakiegokolwiek człowieka? Przeczyłby temu rzeczowy,
niewyrażający potępienia, charakter opowieści z Księgi Sędziów o ofiarowaniu
córki Jeftego 145 . Nie jest to jednak argument zbyt silny. Mogło bowiem być tak, że
zarówno Jahwista, który tworzył swe dzieło co najmniej sto lat po epoce Jeftego,
jak i R, który dokonał swego dzieła scalenia Pięcioksięgu stulecia po epoce, w której
pisał Jahwista 146 , żywili pogląd o bezwarunkowej niedopuszczalności takiej
ofiary, a mimo to żaden z nich nie zdecydował się na usunięcie z przekazu o epoce
Sędziów historii Jeftego i jego córki, ponieważ była ona szeroko znana i popularna,
może nawet w jakichś źródłach spisana. Pamiętano też dawne (zapewne
w czasach scalenia Pięcioksięgu już zarzucone) publiczne obrzędy kobiet upamiętniające
heroizm i tragedię tej dziewicy.
Sprawa nie przedstawia się jednak tak prosto. W przypisie do opowieści o córce
Jeftego redaktorzy BP stwierdzają 147 , że jedyną ofiarą ludzką złożoną dla Jahwe,
a nie dla bogów pogańskich, którym Izraelczycy grzeszący kultem innych niż
Jahwe bogów „niekiedy” składali ofiary z dzieci, była córka Jeftego.
Jednakże w Kpł 27: 28–29 czytamy: „Jeżeli ktoś poświęci coś ze swej własności
dla Pana jako «cherem» 148 : człowieka, bydlę albo część gruntu dziedziczonego
– to [w takim razie to, co poświęcone] nie będzie sprzedane ani wykupione. Każde
«cherem» jest rzeczą najświętszą dla Pana. Żaden człowiek, który jest poświęcony
dla Pana jako «cherem» nie może być wykupiony. Musi zostać zabity”.
144
Nb. zauważmy, że był on pierwiastkorodnym Sary i być może, w jakiejś wcześniejszej
wersji mitu dlatego właśnie przeznaczony był zrazu na ofiarę.
145
Por. uwagi na ten temat w poprzedzającym szkicu, s. 304–306.
146
Patrz „Wstęp” do tego cyklu szkiców, s. 39.
147
T. 1, s. 392, przypis do Księgi Sędziów 11: 31.
148
„Cherem [hebr. „wyłączenie”, „ekskomunika” „klątwa”]: w judaizmie w okresie bibl.
(Stary Testament) ch. oznaczał status wyłączenia czegoś z powszechnego użytku lub zakaz
kontaktów z kimś ze względu na odrzucenie przez Boga i przeznaczenie na zniszczenie; w prawie
talmudycznym... ch. to kara wykluczenia ze społeczności grożąca za którekolwiek z 24 przestępstw...”.
Hasło „Cherem”, w: Religia, Encyklopedia PWN, wyd. cyt.
Glosy do Hymnu Kapłańskiego o stworzeniu świata...
103
Nic dziwnego, że takiej koncepcji Stwórcy przeciwstawiały się na gruncie
światopoglądu religijnego rozmaite koncepcje usiłujące lepiej sobie poradzić
z problemem unde malum.
Najłatwiejszym, być może, sposobem ocalenia przeświadczenia o bożej dobroci
jest odrzucenie tezy o w pełni suwerennym bożym akcie stworzenia świata „z niczego”.
Bóg czy też bogowie okazują się w świetle różnych mitów nie stwórcami,
w ścisłym sensie tego słowa, ale demiurgami materialnego świata: porządkują oni
istniejącą odwiecznie materię, ale nie są w pełni odpowiedzialni za właściwości
świata.
Bóg monoteisty jako stwórca świata „z niczego” może też jednak podlegać
swojego rodzaju niepojętej dla nas konieczności warunkowej, nie ograniczającej
się do nienaruszalności również dla niego praw logiki i matematyki 40 . Na mocy tej
konieczności, jeśli świat miał być stworzony (to jest przesłanka, którą ma się tu
na myśli, mówiąc o konieczności warunkowej), to wśród światów, których stworzenie
było dla niego możliwe, nie było świata w mniejszym stopniu zainfekowanego
złem niż świat stworzony.
Przesłanką tej koncepcji jest, po pierwsze, przekonanie, że zaistnienie tego
ociekającego cierpieniem i okrucieństwem materialnego świata było jednak „dobrem”
większym niż po prostu nieistnienie materialnego świata, a więc Bóg decydujący
się w tych warunkach na stworzenie świata wybrał „najlepszą z możliwości”.
Jest to przesłanka aksjologiczna, niepodlegająca jakiejś obiektywnej ocenie.
(Przypomnijmy sobie, że np. gnostycy uważali zaistnienie materialnego świata
za katastrofę.) Przesłanką drugą jest jednak założenie o owej krępującej Boga niepojętej
dla nas warunkowej konieczności. Skoro jest dla nas niepojęta, co może
nas skłonić do uznania jej zachodzenia? Czy coś innego niż ufność, że zainfekowany
złem świat jest jednak dziełem doskonale dobrego Boga? Tak więc świat istniejący
jest „najlepszy z możliwych”, o czym świadczy to, że został stworzony przez
doskonale dobrego Boga. Dowodem zaś doskonałej dobroci Boga jest to, że obrał
do realizacji najmniej zainfekowany złem z „możliwych” światów. Nie widzę w tej
koncepcji sposobu na wyplątanie się z błędnego koła.
W mitologii perskiej, jak wspomniałam, świat jest domeną walki dwu w epoce
teraźniejszej równie potężnych bóstw, dobrego oraz złego. Wpływ tego ostatniego
na bieg dziejów świata nie może być wyeliminowany. Oczyszcza to bóstwo dobre
od zarzutu, iż zło pleni się w świecie, jeśli nie z jego pozytywnej woli, to z jego „dopustu”.
Ma się rozumieć, w naszej kulturze myśliciel usiłujący lansować tego rodzaju
koncepcję musiałby, podobnie jak przedstawiciel jakiejkolwiek teologii monoteistycznej,
borykać się z zadaniem przedstawienia przekonujących świadectw
empirycznych na jej poparcie, wbrew np. stanowisku ateistycznemu.
40
To ostatnie „ograniczenie wszechmocy boskiej” uznają nieomal wszyscy teiści.
657
Etos Jezusa ewangelistów
Wokół wątku „Jezusa nędzarzy”
1. Przechodzę do omawiania najważniejszego dla niechrześcijanina składnika
przekazów ewangelicznych – składnika, który ze względu na jego doniosłość dla
wielowiekowego rozwoju moralności i refleksji etycznej w naszym kręgu kulturowym
wyodrębniłam i umieściłam na końcu tego szkicu jako na miejscu wyeksponowanym.
Składnikiem tym jest etos Jezusa ewangelistów.
W ewangeliach synoptycznych niebawem po przekazie o kuszeniu Jezusa
na pustyni rozpoczyna się część poświęcona jego publicznej działalności, sięgająca
aż do części pasyjnej, zainaugurowanej przekazem o Ostatniej Wieczerzy.
Część ta mogłaby się zacząć natychmiast po przekazie o kuszeniu (jako pomyślnie
przebytej przez Jezusa próbie). Tak to jest w istocie w Łk, gdy natomiast w Mk i Mt
otrzymujemy jeszcze wiadomość, że po kuszeniu Jezus rozpoczął swą działalność,
gdy usłyszał, że Jan został uwięziony. Ewangelie te nie wyjaśniają, jaki był związek
pomiędzy uwięzieniem Jana a rozpoczęciem działalności przez Jezusa. Z Łk
nie dowiadujemy się explicite, czy Jezus rozpoczął swą działalność po uwięzieniu
Jana, czy też (jak głosi J) przez pewien czas działał równolegle z nim. Ponieważ
od rozpoczęcia przekazów o działalności Jezusa nie ma już w Łk mowy o działalności
Jana, dorozumiewać się widocznie powinniśmy, że to pierwsze jest według
Łk prawdą. Jest to zresztą bez znaczenia dla spraw, którymi się zajmę w tym i kolejnych
fragmentach niniejszego szkicu.
Wskazane powyżej części ewangelii synoptycznych zawierają opisy zarówno
kaznodziejskiej, jak cudotwórczej działalności Jezusa. Przedstawiają one etos
przypisywany przez synoptyków Jezusowi: czyli to, co nazywam tutaj etosem Jezusa
ewangelistów albo etosem ewangelicznym. Wielu niechrześcijan, a w szczególności
wielu ateistów, żywi głęboki szacunek do tego etosu ze względu na jego
nieoszacowaną rolę w kształtowaniu się postawy moralnej współczesnego humanizmu.
Osoby gloryfikujące ten etos (zarówno chrześcijanie, jak niechrześcijanie)
częstokroć przy tym zarzucają współczesnym narodom chrześcijańskim, że dalekie
są od stosowania się w realnym życiu do jego podstawowych wymogów, a głównym
kościołom chrześcijańskim, że również w swojej praktyce kaznodziejskiej
pod wieloma względami od tego etosu odstąpiły. Mimo że (jak to będzie widać
w rozwinięciu mojego wywodu) nie podzielam tak bezzastrzeżeniowo pozytywnego
stosunku do etosu ewangelicznego ani też, w konsekwencji, w pełni zarzutu
Ofiarowanie Izaaka. Abraham a Hiob
315
zadowalająca z punktu widzenia ateistycznego humanisty, ale też z jego punktu
widzenia zadowalającej odpowiedzi po prostu być nie może. Zdaniem ateisty jedyną
skuteczną teodyceą jest ateizm. Wobec ogromu zła w świecie „bluźnierstwem
jest pomawiać Boga o istnienie”, jak pisał w jednej ze swoich fraszek Tadeusz
Kotarbiński. Niemniej, odpowiedź, jakiej Bóg udziela Hiobowi, jest godna uwagi,
nie tylko dlatego, że z estetycznego punktu widzenia należy, wraz z pewnymi lamentacjami
Hioba, do najbardziej impresywnych części poematu.
Bóg w swej odpowiedzi najzupełniej pomija opowiastkę z Prologu. Nie ma w jego
mowach wyjaśnienia, że Hiob był przedmiotem zakładu, że właśnie nim grając
Bóg pewien był wygranej – czyli, innymi słowy, że u podłoża cierpień Hioba leżało
przeświadczenie Boga o jego cnocie i bogobojności! Paradoksalny to pogląd
na „sprawiedliwość” Bożą, czyniącą cierpienie karą za cnotę. Nie jest on jednak
nieznany tradycji judeochrześcijańskiej, jak o tym świadczy znane porzekadło:
„kogo Pan Bóg kocha, krzyżyki mu daje”. Co prawda, przeświadczenie wyrażone
w tym porzekadle wiąże się z o wiele późniejszym niż opowieść o Hiobie nabytkiem
owej tradycji, a mianowicie z wiarą w pozagrobowe szczęście cnotliwych jako w rekompensatę
za ich ziemskie cierpienia. Tego rodzaju aksjologia nie wszystkich,
naturalnie, zadowala: wedle tych, co przeciw niej oponują, usprawiedliwieniem
intencjonalnie zadanego niezasłużonego cierpienia nie może być to, że zostaje
ono później zrekompensowane – Hiob zresztą również, według Epilogu, otrzymuje
„rekompensatę”, i to w swym życiu ziemskim. (Jeśli cierpienie jest zadawane
w charakterze „próby” i wobec tego doznają go ci właśnie, co do których jest przypuszczenie,
że mogą tej „próbie” sprostać, to postępowanie takie nosi znamiona
okrucieństwa. Inni przecież unikają „potępienia”, jeżeli bez poddania ich warunkom
ekstremalnym nie dopuścili się grzechu. Koncepcja „próby” nabiera sensu
chyba jedynie na podłożu założenia, że „potępieniu” podlegają wszyscy oprócz nielicznych,
którzy uznani zostali za godnych „próby” i szczęśliwie ją przebyli.)
Usprawiedliwieniem intencjonalnie zadanego komuś cierpienia może być tylko
niezbędność takiego potraktowania go dla osiągnięcia jakichś przeważająco
dobrych celów – niezbędność, jaka nie mogłaby przecież wiązać istoty wszechmocnej.
W Prologu, skoro celem Boga jest wygranie zakładu, traktuje on „swego wiernego
sługę Hioba” tak instrumentalnie, jak w micie o Akedzie potraktował chłopię
Izaaka. (Jeszcze bardziej instrumentalnie traktuje on dzieci Hioba, uśmiercone
wyłącznie po to, aby poddać ich ojca kolejnej z coraz okrutniejszych prób gotowości
do akceptacji bez wewnętrznego protestu wszelkich „dopustów bożych”.)
Jednakże Bóg z poematu (oraz Epilogu) nie odwołuje się, jak wspomniałam
powyżej, do wyjaśnienia opartego na Prologu; nie ma tam mowy nie tylko o zakładzie,
ale, rzecz znamienna, również o Szatanie, kusicielu. Sprawcą niezasłużonego
żadną winą cierpienia okazuje się wyłącznie Bóg. Jeszcze bardziej znamienną
372
Biblia Hebrajczyków
Autor Elohista był zwolennikiem politycznej struktury królestwa Izraela, tzn.
jego uniezależnienia od królestwa Judy. Natomiast jego opowieść o złotym cielcu
jest atakiem na religijny establishment zarówno Judy jak Izraela” 219 .
Tu koniec przytoczonych przeze mnie wywodów Friedman. Są one przynajmniej
dla mnie ciekawe i przekonujące. Jednakże widać różnicę w perspektywach
problemowych pomiędzy historykiem-biblistą a mną. Dla mnie w opowieści Elohisty
najważniejsze są nie te passusy, których wyjaśnieniem zaprząta się Friedman,
ale te wyróżnione przeze mnie powyżej kursywą, tzn. zakończenie opowieści (por.
s. 431). W ich świetle jest z mojej perspektywy rzeczą bez znaczenia, czy Złotego
Cielca trzeba sobie wyobrażać jako symbol boga rywalizującego z Jahwe czy też
jako nienawistny kapłanom z Szilo symbol Jahwe.
Niezależnie od wnikliwej analizy Friedmana samo to zakończenie dowodzi, że
opowieść jest sfingowana. Lewici przechodzą od jednego krańca obozu do drugiego
wyrzynając tysiące ludzi. Cóż więc czynią ci ludzie? Po prostu dają się wyrzynać!
Nie bronią się? Autor nie opowiada przecież o jakiejś bitwie, tylko o rzezi. Czy
tylko lewici są uzbrojeni? Nic nie uprawnia do takiego przypuszczenia, lewici nigdy
nie byli kastą zbrojną Izraela. A jednak w obozie odbywa się masakra, jak gdyby
bojownicy „Pana” zabijali zamknięte w ogrodzeniu owce. Trudno wątpić, że nie
mamy tu do czynienia z jakimś mniej lub bardziej wiernie zarejestrowanym w narodowej
pamięci zdarzeniem, ale z krwawym rojeniem twórcy tego przekazu.
Przydaje to temu tekstowi jeszcze więcej grozy. Zabijajcie! Za to świadectwo
wierności Panu czeka was błogosławieństwo, a waszych potomków uprzywilejowany
status sług „Pańskich”! Jaka zajadłość każe autorowi włożyć w usta Jahwe
rozkaz, aby każdy z gorliwców zabijał przede wszystkim osoby sobie najbliższe:
przyjaciół, krewnych, braci! 220
Nie muszę tu po raz kolejny rozwodzić się nad tym, że chociaż treścią omawianego
przekazu jest krwawa fantazja, to obfitującą w skutki rzeczywistością jest
znajdowanie się tego i takich jak ten przekazów w zbiorze, który w tradycji religijnej
naszej kultury jest częścią Pisma Świętego. Przekazy te wdrażają określoną
koncepcję bóstwa i gorliwości w jego służbie. Stronice Biblii zawierające tę i jej podobne
opowieści splamione są krwią albigensów, ofiar Nocy Bartłomiejowej etc.
219
R. E. Friedman, Who Wrote the Bible?, wyd. cyt., s. 70–74.
220
Por. również w przekazie o herezji w Szittim (Lb 25: 4–5): „Rzekł Pan do Mojżesza:
«Zbierz wszystkich przywódców tych ludzi i powieś ich dla Pana w obliczu słońca, a wtedy odwróci
się od Izraela zapalczywość gniewu Pana [być może znajdującego ujście w wybuchu zarazy,
o czym w przekazie nie ma explicite mowy]». Rozkazał więc Mojżesz sędziom Izraela:
«Zabijajcie każdego z waszych ludzi, którzy się przyłączyli do Baal-Peora»”.
Opowieści biblijne i „Kohelet”
525
deochrześcijańskiej ukształtowało – ale nie ma śladu tego, aby Kohelet usiłował
oprzeć na takiej koncepcji jakąś teodyceę oraz teorię empirycznie potwierdzalnej
podległości przebiegu zdarzeń w ludzkim świecie racjonalnym zamysłom bożym.
Jeśli za tekstem Koheleta ukrywa się jakaś koncepcja operującego w świecie
Boga, to jest to Bóg kierujący się motywami najzupełniej dla ludzi niezrozumiałymi;
Bóg, na którego zrządzenia nie można spolegliwie wpływać stosowaniem się
do jakichś wydanych przez niego dekretów, błaganiami czy ofiarami. Jest to więc
Bóg, którego ewentualne istnienie nie ma dla człowieka żadnego znaczenia.
Swój epilog do Koheleta korygent rozpoczyna słowami 423 : „Pomnij jednak
na Stwórcę swego w dniach swojej młodości, zanim jeszcze nadejdą dni niedoli
i przyjdą lata, o których powiesz «Nie mam w nich upodobania»” (12: 1), po czym
następuje ciekawy alegoryczny opis starości. Dla autora rozdziału 12, kimkolwiek
jest, starość człowieka jest jedynie czasem fizycznej degrengolady i związanego
z nią przygnębienia. Nie bierze się pod uwagę, że bywa ona również czasem satysfakcji
z nagromadzonych materialnych i/lub duchowych plonów wysiłku życiowego;
cieszenia się nagromadzonymi dobrami, a także dziećmi i wnukami, a także
nadzieją, że się im zapewniło dziedzictwo; a także zasłużonym we wspólnocie dobrym
imieniem i autorytetem z racji uzyskanego i dzielonego z ludźmi doświadczenia;
a także, być może, okresem, w którym, na podłożu zachodzących w osobie
starej zmian psychicznych, mniej bolesna się staje świadomość doznanych w życiu
rozczarowań zarówno sobą, jak tym, czego nie udało się dopiąć w życiu. Według
Koheleta ten, którego udziałem okazała się pożądana długowieczność,
po czasie zmagań, choćby nawet nie były one bezowocne, staje się pastwą lat,
w których „nie ma on upodobania”. Zaiste, „wszystko marność!”
Wracając jednak do kwestii Koheletowej koncepcji stosunku pomiędzy człowiekiem
a Bogiem – zalecenie, aby człowiek „pamiętał o swoim Stwórcy od lat
swej młodości”, okazuje się w istocie rzeczy daremne, skoro pobożność nie gwarantuje
widomych oznak łaski bożej za życia, ostatecznie zaś „taki sam jest los
sprawiedliwego jak złoczyńcy, czystego i nieczystego, składającego ofiary i nie
składającego ofiar... przysięgającego i obawiającego się przysięgać”. Usiłowanie
zaskarbienia sobie względów Boga również okazuje się „pogonią za wiatrem”.
7. Skoro taki, jak to przedstawia Kohelet, jest los człowieka na ziemi, to bezsensownym
zabiegiem jest dlań, jak o tym była mowa powyżej, również poszukiwanie
„mądrości”. „Mądrość” bowiem to dla Koheleta nic innego niż zgłębianie
ludzkiego losu. Wysiłek zaś jej zdobywania przynosiłby upragniony plon, gdyby, jak
423
Zakładam, że należą one (może jak cały rozdział 12) do korygenta, chociaż komentatorzy
apologetyczni zaliczają do dokonanego przez niego dopisku jedynie 12: 9nn.
54
Wstęp
Dyskusja nad projektem przyznania tworzącym trwały związek parom homoseksualnym
prerogatyw analogicznych do prawnych prerogatyw małżonków heteroseksualnych
toczy się często tak, jakby szło o to, czy rzeczą dopuszczalną jest
udzielenie homoseksualistom jakichś koncesji w imię pobłażania dla ludzkich
przywar. A więc tak, jak gdyby szło np. o kwestię zalegalizowania marihuany. Jest
to zupełnie opaczne podejście do omawianego zagadnienia. Społeczeństwo, państwo,
zainteresowane są w tym, aby ludzie na ogół żyli w trwałych związkach
solidarności życiowej, wzajemnej troskliwości i, o ile można, pozytywnego emocjonalnego
zaangażowania. Jest to potrzebne po to, aby chronić społeczeństwo
przed koniecznością ponoszenia nadmiernych kosztów ratowania ludzi przed dyskomfortem
psychicznym, chorobami, niedostatkiem. Społeczeństwo, państwo zainteresowane
są tym, aby osoby niemogące znaleźć stosownego zadośćuczynienia
w związkach opartych na bazie heteroerotyzmu znajdowały zachętę do zadzierzgania
takich związków na bazie homoerotyzmu. Wobec groźby zdrowotnej,
jaką w naszych czasach niesie ze sobą „rozwiązłość” (por. przypis 53), zwłaszcza
zaś groźby szerzenia się AIDS, na poparcie zasługuje legislacja wspomagająca
trwałość i wyłączność związków seksualnych pomiędzy partnerami, włączając
związki homoerotyczne.
Powracając zaś do głównego tematu rozważań – jeśli chodzi o wkład tradycji
biblijnej do występującej w naszym kręgu kulturowym homofobii, to wskazać trzeba,
że znów mamy do czynienia z koncepcją normy moralnej tetycznej o boskiej
proweniencji. Jak explicite oświadcza jedna z osób występujących w powieści Iris
Murdoch Dzwon, homoseksualizm nie jest zakazany przez Boga dlatego, że jest
zły, ale jest zły, ponieważ jest zakazany przez Boga. Innymi słowy, znów mamy tu
do czynienia z przykładem irracjonalnego fundamentalizmu.
(c) Jako przykłady hiperfundamentalizmu wskazać można stosunek Kościoła
katolickiego (podzielany przez pewne inne religie i wyznania odwołujące się do Biblii)
do aborcji embrionu ludzkiego w każdym stadium jego rozwoju oraz do eutanazji
na żądanie 54 .
pisuje homoseksualistom „większą zapadalność na różne choroby”, co „jeśli nie zawsze ma …
bezpośredni związek z zachowaniami homoseksualnymi, to wynika np. z częstszej dla osób
o takich zapatrywaniach [kursywa – H. E.] rozwiązłości”. Wzmianka o „zapatrywaniach” jest
kapitalna. Religa widocznie stoi na tradycyjnym stanowisku, że homoseksualizm jest sprawą
„zapatrywań”, a przeto osoby o tej orientacji seksualnej należy drogą perswazji nakłaniać
do jej zmiany.
54
Profesor Jerzy Jedlicki zwrócił mi uwagę, że nie powinnam wypowiadać się w sposób,
który może sprawiać wrażenie, iż mój stosunek do tych spraw jest niejako konsekwencją stanowiska
świeckiego humanizmu. Pewna część obrońców podstawowych założeń tego etosu
– m.in. on sam – nie podziela afirmowanych tu przeze mnie poglądów, zwłaszcza co do aborcji.
Etos Jezusa ewangelistów
663
dami imieniem Łazarz, [który] pragnął nasycić się odpadkami ze stołu bogacza”.
Po zgonie bogacz, „cierpiąc męki w Otchłani”, spostrzega Łazarza „spoczywającego
na łonie Abrahama” i prosi praojca, aby posłał go do niego z palcem umoczonym
w wodzie celem przynajmniej chwilowego ochłodzenia jego języka 181 . Abraham odmawia.
Oczekiwać by można było, że jako powód po temu poda przejawiony za żywota
przez bogacza brak miłosierdzia względem chorego żebraka leżącego u jego
wrót. Praojciec jednak oświadcza: „Wspomnij, synu, że za życia otrzymałeś swoje
dobra, a Łazarz… niedolę. Teraz on tu doznaje pociechy, a ty męki cierpisz”.
Co prawda, z dalszego ciągu opowieści zdaje się wynikać, że bogacz znalazł się
w piekle nie po prostu dlatego, że za życia opływał w dostatki, ale za jakieś grzechy,
przed którymi pragnąłby przestrzec swoich rodzonych braci, aby w ten sposób
uchronić ich przed podzieleniem jego losu. Bogactwo wszakże zdaje się sprzyjać
grzeszności.
W Mt 19: 16nn 182 Jezus zaleca bogatemu młodzieńcowi zapytującemu go o warunek
zapewnienia sobie „żywota wiecznego”, aby sprzedał cały swój majątek,
a uzysk rozdał ubogim. Jest to wszakże według tego opowiadania warunek zostania
kimś „doskonałym”, a więc przewyższającym moralnie zwykłych ludzi. W istocie,
sprzedaż dóbr nie byłaby możliwa, jeśliby nie istnieli ich nabywcy. Czy więc
tylko „doskonali” dostąpić mieli udziału w Królestwie Niebieskim i/albo „życia
wiecznego”?
Jak wiadomo, omawiany tu epizod kończy się tym, że młodzieniec „odszedł zasmucony”,
nie mogąc się zdobyć na spełnienie zalecenia Jezusa, „miał bowiem
wiele posiadłości”. Mamy tu słuszne, być może, spostrzeżenie socjologiczne, że
na spełnienie „postulatu komunizmu Janowego” łatwiej zdobyć się komuś, kto ma
zaledwie nieco więcej majątku niż jedną koszulę, niż komuś, kto ma „wiele posiadłości”.
Komentując zachowanie młodzieńca, Jezus oświadcza uczniom, iż „bogatemu
trudno będzie wejść do królestwa niebieskiego… Łatwiej jest wielbłądowi przejść
przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego”. Jeśli prawdą
jest, że „Uchem igielnym” nazywano pewną znajdującą się w murach jerozolimskich
bardzo ciasną bramę, przez którą wielbłąd mógł się przecisnąć jedynie
z trudnością, to wzmianka ta, tak samo jak wyraz „trudno” zmiękcza werdykt Jezusa.
W każdym razie zmiękcza go zakończenie narracji: „Gdy uczniowie to [co podane
powyżej] usłyszeli, bardzo się przerazili [dlaczego? Nie byli przecież bogaczami
– H. E.] i pytali: «Któż więc może być zbawiony?». Jezus… rzekł: «U ludzi to
181
Wbrew temu, czego by pragnęli pewni współcześni myśliciele katoliccy, w szczególności
Jan Paweł II, ewangelicznemu Jezusowi nieobca jest, jak widać, doktryna mąk piekielnych.
182
Por. też Ewangelię „wg” Marka 10: 17–22 oraz Ewangelię „wg” Łukasza 18: 18–23.
242
Biblia Hebrajczyków
Dla pełni wywodu wspomnę, że ewangelie, pisane wszak nieco później niż listy
Pawłowe, dają wgląd w to, że wśród sporów ideowych w łonie rodzącego się
chrześcijaństwa istotną rolę odgrywała kontrowersja pomiędzy judejskim ekskluzywizmem
a uniwersalizmem. Znajduje to wyraz w przypisywaniu Jezusowi
rozbieżnych wypowiedzi na ten temat jak również w traktowaniu postaci niehebrajczyków
w ewangeliach. Zajmuję się tą sprawą w szkicu „Jezus ewangelistów”.
Ksenofobii charakterystycznej dla głównego ciągu Starego Testamentu towarzyszy
to, co kulturze polskiej za sprawą Sienkiewicza nazywa się „moralnością
Kalego”. Postępki jednostek są oceniane nie w świetle ogólnie obowiązujących
norm moralnych, ale w świetle ich korzystności lub niekorzystności dla „narodu
wybranego”. Przykładem jest aprobata dla zdrady, jakiej w stosunku do rodzinnego
miasta dopuszcza się dla prywaty jerychońska nierządnica Rachab (Joz 2) albo
dla podstępnego zabicia przez Jael bezbronnego zbiega, który pomny swojej dawnej
przyjaźni z jej małżonkiem oddał się jej w opiekę (Sdz 4: 17–23 i 5: 24–27). O immoralizmie,
z jakim twórcy Biblii odnoszą się do pewnych opisywanych przez siebie
niechlubnych postępków mitycznych patriarchów narodu Izraela, mowa będzie
poniżej.
Na razie, skoro już tu wspomniałam ową mityczną historię „patriarchów Izraela”,
stwierdzę, że jest to część Biblii nacechowana mniejszym okrucieństwem niż
szereg innych jej składników. Z jednym tylko wyjątkiem narratorzy nie przypisują
owym „patriarchom” wrogich akcji względem obcych ich klanowi ludzi i ludów.
Bohaterowie tych historii są zresztą na to za słabi (raz tylko Abraham bierze
udział w koalicji wojennej) i odpowiednio do tego dbają o pokojowe względem siebie
nastawienie ludności, wśród której koczują. Wyjątkiem jest wymordowanie
mężczyzn i totalne splądrowanie przez synów Jakuba, pod przewodem Symeona
i Lewiego, miasta Sychem, rzekomo w zemście za pohańbienie ich siostry Diny,
które Sychemici zobowiązali się w pełni (według ówczesnych pojęć) zrekompensować
przez małżeństwo dziewczyny z królewiczem, proponując przy tym połączenie
się z klanem Jakuba w jeden lud. Po pozornym przyjęciu propozycji mściciele
działają podstępnie, a nawet perfidnie: „[Symeon i Lewi] wymordowali [po wtargnięciu
do miasta] wszystkich mężczyzn [cierpiących i bezsilnych po obrzezaniu
nakazanym przez synów Jakuba, co miało być warunkiem przyjęcia ich ludu
do wspólnoty]... Wtedy [pozostali] synowie Jakuba przyszli do pomordowanych
i obrabowali miasto... Zabrali trzody, bydło i osły i wszystko, co było w mieście
i na polu... wszystkie dzieci i kobiety uprowadzili w niewolę” (Rdz 34: 25–29).
W tym wypadku zbrodnia zostaje napiętnowana przez ojca złoczyńców (Rdz
34: 30), a w dalszym ciągu karą staje się przekleństwo rzucone w przedśmiertnej
mowie Jakuba (Rdz 49) na dwu synów będących w niej prowodyrami (o udziale
innych nie ma już tam mowy). Przekleństwo to pociąga za sobą pozbawienie od-
Glosy do Hymnu Kapłańskiego o stworzeniu świata...
97
Stwierdza się niekiedy wartość cierpienia. Zauważmy, że ma ono niekiedy
po prostu wartość biologiczną dla doznającego go osobnika. Dla organizmów zarówno
zwierzęcych, jak ludzkich cierpienie miewa walor sygnału, że organizm musi
się bronić przed jakimiś niebezpieczeństwem. Skoro jednak prawidłowości przyrody
– w szczególności dotyczące zjawisk biologicznych – mają swe źródło w suwerennej
decyzji Boga, istnieć by mogły inne niż ból sygnały; przy czym ból często
chybia celu zmobilizowania organizmu do jakichś skutecznych akcji obronnych,
a nawet utrudnia takie akcje.
Myśliciele religijni mówiący o wartości cierpienia interesują się nim jednak
głównie jako czynnikiem duchowego wzrostu człowieka. Nie da się zaprzeczyć, że
niekiedy ma ono w istocie taki walor. Wiadomo, że cierpienie nieraz usposabia ludzi
do współczucia w zetknięciu z niedolami innych. Nadto, podjęte dobrowolnie
i mężnie przebyte, w warunkach gdy wystawienie się na nie i wytrwanie w nim jest
niezbędne z punktu widzenia danej osoby do realizacji lub obrony pewnych drogich
jej wartości, może ono wzmóc autoafirmację jednostki, jej zaufanie do siebie,
a więc w ostatecznym skutku przydać jej życiu cenności dla niej samej. Łatwo
wszakże wykazać, że częstokroć nie ma ono tego rodzaju walorów. Nie ma go cierpienie
dziecka w agonii, nie ma go cierpienie narzucone komuś wobec niego bezradnemu
przez tych, co go nim zniewalają, znieważają czy uśmiercają. Nie ma go
cierpienie zwierząt.
Spotkać się można z poglądem, że obojętność, jaką Bóg zdaje się niejednokrotnie
wykazywać wobec niezawinionego i nieprzynoszącego żadnych wartościowych
skutków cierpienia ludzi, nie świadczy o braku miłosierdzia z jego strony,
ponieważ cierpienie jest rzeczą błahą, a to ze względu na swoją krótkotrwałość
w skali wieczności (niezależnie od tego, jak długo by trwało w skali ludzkiego
żywota na Ziemi i jak byłoby intensywne), człowiek zaś jest przeznaczony
do życia wiecznego, w zaświatach. Pogląd powyższy uderza mnie jako wyraz bezwzględności
ze strony tych, co go głoszą, ponieważ niezawinione i nieprzynoszące
żadnych pozytywnych skutków cierpienie jest złem niezależnie od tego, jak jest
krótkotrwałe „w skali wieczności”. Nadto zaś pogląd ten jest znów wyrazem moralnie
nagannej obojętności na cierpienia zwierząt, którym religie śródziemnomorskie
nie obiecują zapłaty w niebiesiech za mękę doznaną na Ziemi z winy ludzi
albo bez ich winy.
Dowodem, że świat jest wytworem miłującego swe stworzenia Boga, jest według
niektórych samo istnienie życia. W istocie, instynkt dzielony ze zwierzętami
zazwyczaj każe jednostce ludzkiej pragnąć pozostania przy życiu. Ludzie zazwyczaj
czynią cokolwiek jest w ich mocy, w celu odsunięcia od siebie lub swoich bliskich
momentu śmierci. W celu zachowania życia jednostki niezmiernie często godzą
się na znoszenie wielkiego bólu, prywacji, krzywd, upokorzeń. Niekiedy potrafią
realizować w życiu drogie sobie wartości, np. być intelektualnie lub artystycz-
Quasi-diatessaron
647
rą słuszną karą byłoby nawet nie po prostu zastosowanie kary śmierci, ale
ukrzyżowanie? Albo wbijanie na pal? Albo łamanie kołem? Albo palenie na stosie
czy gotowanie żywcem w smole? Albo wieszanie człowieka aż do śmierci za nogi
wraz z tak samo powieszonymi psami, które miały w agonii gryźć powieszonego?
Przez wieki czciciele Pisma zawierającego Kazanie na Górze oraz przekaz o niedopuszczalności
ukamienowania cudzołożnicy tak właśnie mniemali i takie praktyki
stosowali, a jeśli obecnie wielu z nich tak nie mniema, a przynajmniej tak nie
mniemają ich intelektualne i polityczne elity – jeżeli zatorturowanie na śmierć nie
groziło hitlerowskim ludobójcom, rosyjskiemu kanibalowi, belgijskiemu pedofilowi-zabójcy
– to taka zmiana poglądów i praktyki nie odbyła się pod wpływem kościelnego
kaznodziejstwa. Na skutek zjawiska psychicznego nazwanego przeze
mnie we „Wstępie” do niniejszego zbioru szkiców „otorbieniem” znakomita liczba
chrześcijan współczesnych nie zauważa postępu, jaki się w czasach nowożytnych
dokonał w chrześcijańskim etosie. Nie zauważa, iż nie zgadza się z ewangelistą,
który swój konformizm w stosunku do państwa rzymskiego posuwa tak daleko, że
uznaje „słuszność” wymierzania „złoczyńcom” kary ukrzyżowania (nb. stosowanej,
o ile wiem, jedynie do buntowników, którzy w naszych oczach uchodzić mogą
za bojowników o wolność ich krajów, oraz do niewolników). Na tym tle rzuca się
w oczy to, że świadectwo o niesprawiedliwości ukrzyżowania Jezusa wydaje
w ewangeliach synoptycznych nie po prostu poganin, który mógłby się znaleźć
w tłumie przyglądającym się kaźni, ale setnik, siepacz, który nadzorował przybijanie
ludzi do krzyży. (O tym „świadku”, jak już na to zwracałam uwagę, niczego się
więcej nie dowiadujemy – nie dowiadujemy się, czy został czcicielem Jezusa
i przejęty etosem Kazania na Górze porzucił zawód siepacza.)
Przy rozważaniu tej sprawy narzuca się pytanie, co to znaczy „ewangelizacja”.
Wiadomo, że w przekonaniu współczesnych światłych chrześcijan nie oznacza ona
szerzenia poglądu, że prawdziwe są wszystkie ewangeliczne przekazy dotyczące
referowanych „faktów”. Można ich zdaniem przeczyć temu, że w czasie agonii Jezusa
mrok ogarnął „całą” ziemię łącznie z krajami okrytymi wówczas ciemnością
nocną. Co jednak z przekazywanymi explicite lub implicite przez ewangelie sądami
moralnymi? Czy „ewangelizacja” oznaczać ma propagowanie ich wszystkich
łącznie z sądem, że za pewne zbrodnie słuszną karą jest poddawanie delikwenta
długotrwałej torturze aż do śmierci, albo, przeciwnie, wkładane w usta Jezusa zalecenie
nie stawiania nigdy oporu złu? Czy też „ewangelizacja” dopuszcza krytyczny
stosunek również do etosu ewangelistów, który pod pewnymi względami okazuje
się dziś nieakceptowalny dla chrześcijańskiego humanizmu?
(b) Z kolei kilka uwag o odkryciu przez najbliższych Jezusa, że skalny i zabezpieczony
przez ciężki kamień grób, do którego za sprawą Józefa z Arymatei albo Józefa
i Nikodema (gdyż co do tego ewangelie nie są zgodne) złożone zostało ciało Jezusa,
po trzech dniach został przez niego opuszczony. Przekazy poszczególnych
128
Biblia początków
na swój akt stwórczy nie potrzebował więcej czasu niż przyznane mu przez autora
Hymnu Kapłańskiego 6 dni.
W obrębie kreacjonizmu „naukowego” na wyróżnienie zasługuje (czego Jodkowski
nie czyni) jego wersja, którą nazwać można „zredukowaną”. Jest to pogląd,
którego przedstawiciele nie sprzeciwiają się naturalizmowi biologicznemu w zakresie
zagadnień dotyczących powstania oraz ewolucji życia z wyłączeniem problemu
powstania Homo sapiens, głoszą natomiast, że po „przygotowaniu” przez
ewolucję biologiczną gatunku ludzkiego w jego aspekcie cielesnym Bóg osobnymi
aktami stwórczymi wyposaża osobniki tego gatunku w duszę. Z tym ma się wiązać
swoistość gatunku ludzkiego pod względem właściwości psychicznych i społecznych
– swoistość uderzająca nawet przy porównaniu naszego gatunku z jego biologicznymi
pobratymcami.
W zakresie problematyki ewolucji gatunków naturalizm biologiczny, zazwyczaj
zwany w tym kontekście ewolucjonizmem reprezentowany jest obecnie
w nauce nieomal wyłącznie przez neodarwinizm 67 . Teoria ta różni się od poprzedniej
wersji darwinizmu zrozumieniem roli genów oraz ich mutacji w procesie
powstawania i zanikania gatunków. Mutacjom genów przypisuje się charakter
„losowy” w tym sensie, że mogą one zarówno przyczyniać się do sukcesu reprodukcyjnego
dziedziczących je organizmów, jak i zmniejszać jego szanse, co prowadzi
do odsiewu nosicieli owych mutacji w procesie „doboru naturalnego”. (Częściej
realizuje się druga z powyższych możliwości.) Jednakże „losowy” w powyższym
sensie charakter nie oznacza, że mutacje są bezprzyczynowe, aczkolwiek
przyczynowość, jakiej podlegają, może mieć znany np. z mechaniki kwantowej
charakter probabilistyczny. Rozmaite czynniki fizyczne, których natężenie może
być różne w różnych środowiskach i może się zmieniać w toku dziejów naszej planety,
wpływają na częstość mutacji, przy czym pewne geny bardziej są podatne
na mutacje niż inne. Czynniki środowiskowe wpływają również na upowszechnienie
się lub nieupowszechnienie danego rodzaju mutacji w danej populacji. Upowszechnieniu
się zmiany mutacyjnej w jakiejś populacji osobników danego gatunku
może, w szczególności, sprzyjać jej wywołana jakimiś zmianami geograficznymi
izolacja od populacji obszerniejszej, co odgrywać się zdaje istotną rolę w powstawaniu
na danej bazie biologicznej nowego gatunku; przy czym inne zmiany
geograficzne mogą z czasem przełamać izolację, co z kolei doprowadzić może
do zagłady czy to wyjściowego, czy to nowego gatunku. Mutacyjny proces prze-
67
Szereg ewolucjonistów współczesnych nie uważa się za neodarwinistów (a tym bardziej
za darwinistów). Dotyczy to w szczególności punktualistów, o których będzie tu niebawem mowa.
Jednakże w szerokim sensie tego słowa oni również mogą być uznawani za neodarwinistów
i tak też czyni np. sztandarowy neodarwinista R. Dawkins w swej cytowanej poniżej książce
Ślepy zegarmistrz.
Glosy do Hymnu Kapłańskiego o stworzeniu świata...
111
Pytanie powyższe jest tylko uprzykładowieniem ogólniejszego problemu. Według
mitu o stworzeniu świata przekazanego przez Hymn Kapłański istota wszechwiedząca
i wszechmocna stwarza świat w pełni odpowiadający jej zamierzeniom.
Wytwór tak zadowalający stwórcę powinien być, jak by sądzić było można, światem
stacjonarnym (tzn. co do swoich podstawowych właściwości i struktury niezmiennym,
nieewoluującym), i taki właśnie jest świat, o którym mówi przekaziciel mitu.
Tymczasem nauka każe nam uznać, że wszechświat nasz przechodzi fazy ewolucyjne
zasadniczo różniące się od siebie pod względem fizycznym. Uderzający zwłaszcza
jest fakt, że ewolucja naszego wszechświata zmierza do destrukcji, na jeden
z kilku sposobów rozważanych przez naukę. Mało tego – powstawanie i zagłada
na skalę kosmiczną zachodzą nieustannie w obrębie tego świata. Zadziwia wspomniana
we „Wstępie” koncepcja Boga zabawiającego się w Penelopę, kolejno tkającą
i prującą fragmenty swego dywanu. Stwórca nie wiadomo dlaczego ustanowić by
miał takie prawidłowości przyrody, na których mocy nieodzownym warunkiem powstania
życia, takiego jakie znamy, była zagłada całych generacji gwiazd. Trudno
zrozumieć, po co było Bogu stworzyć na Ziemi erę dinozaurów, a potem doprowadzić
dinozaury do zagłady; w ogóle doprowadzić w toku dziejów Ziemi do zagłady
ogromną mnogość gatunków biologiczny. W szczególności po co było Bogu stworzyć
całą mnogość gatunków hominidów, a potem zgładzić nieomal wszystkie spośród
nich, pozwalając jednemu tylko odłamowi przekształcić się w „człowieka rozumnego”
i, z czasem, czciciela Stwórcy? Po co było pozwolić rozkwitnąć pewnym cywilizacjom,
a potem je zgładzić siłami natury? Takie pytania można, naturalnie, mnożyć.
Na temat rzekomej celowości struktury świata pisze jeden ze znanych kosmologów:
„Uczeni często [wyrażali myśl], że wszechświat był stwarzany wielokrotnie
aż do uzyskania ostatecznego sukcesu. Nie było rzeczą jasną, kto to robił i dlaczego
było niezbędne stworzenie wszechświata nadającego się na siedlisko naszego
istnienia. Nadto, byłoby o wiele prościej stworzyć odpowiednie warunki dla naszego
istnienia w małym otoczeniu jakiegoś układu słonecznego, niż stworzyć w tym
celu cały wszechświat” 47 .
47
A. Linde, Inflation, Quantum Cosmology and the Anthropic Principle [Inflacja, kosmologia
kwantowa i zasada antropiczna], w zbiorze: J. D. Barrow, P. C. Davies, C. L. Harper (red.),
Science and the Ultimate Reality [Nauka a rzeczywistość ostateczna], Cambridge University
Press, Cambridge 2004, s. 427.
Uwaga Lindego zasługuje na następujący komentarz: celem wszechmocnego stwórcy mogło
być zaistnienie życia wyłącznie w naszym Układzie Słonecznym. Według kosmologii współczesnej
warunkiem powstania życia był jednak rozsiew odpowiednich pierwiastków w wyniku
powstania i rozpadu gwiazd. Wszelako nawet jeśli potrzeba było dla produkcji węgla etc. zbiorowiska
rozpadających się gwiazd, to nie zbiorowisk galaktyk. Co prawda, osoba wierząca może
też przypuścić, że we wszechświecie jest wielka mnogość siedlisk życia.
640
Jezus ewangelistów
„znaki” mogły ugruntowywać w nim przekonanie o jego mesjańskim charakterze
i misji. Teraz na krzyżu ujawniła się ich zwodniczość: Bóg, któremu najgorliwiej
służył i który pozwalał mu wierzyć w owe „znaki”, ostatecznie go „opuścił”.
Temu przekazowi z Mk oraz Mt przeciwstawia się przekaz z Łk 23: 46, według
którego „Jezus zawołał donośnym głosem: «Ojcze, w twoje ręce powierzam ducha
mego»”, widocznie więc nie czując się „opuszczonym”. Radykalnie zaś przeciwstawia
mu się, oczywiście, przekaz z J 19: 30, według którego ostatnie słowa umierającego
Jezusa to triumfalistyczne „Dokonało się!”
Przypuszczam że chrześcijanin świadom tego, że żaden z synoptyków nie był
obecny przy śmierci Jezusa; że przekazywali tylko własny, w ich przekonaniu natchniony,
domysł o tym, co się wtedy działo – albo też, być może, że każdy z nich
przekazywał tę wersję tradycji, którą znał czy którą wyróżniał jako wiarygodną
– mógłby dojść do wniosku, że synoptycy, w przeciwieństwie do autora J (również
opierającego się na „natchnieniu” i odpowiednich elementach tradycji), mylili się
co do tego, jakie były ostatnie słowa Jezusa na krzyżu, i przy tym autorzy Mk i Mt
nawet popełnili poważny błąd teologiczny. Inną, o wiele mniej fortunną, próbę znalezienia
wyjścia z narzucającego się tu chrześcijanom dysonansu poznawczego,
zaleca ks. Seweryniak. Omawiając ten epizod, nie wyjaśnia, czemu mamy w ewangeliach
trzy niezgodne przekazy o tym, co powiedział umierający Jezus. Pisze natomiast:
„Mk 15: 34 poświadcza, że ukrzyżowany Jezus modlił się [? – H. E.] słowami
psalmu 22: «Boże mój…». Cytat z początkowego wersetu psalmu był w religijnym
piśmiennictwie żydowskim równoznaczny z zacytowaniem całości. A psalm
22 jest lamentacją, która w drugiej części przechodzi w dziękczynienie. Skoro Jezus
na krzyżu odmawiał te słowa, to znaczy, że podzielał przekonanie o pośmiertnej
rekompensacie udzielanej przez Boga niewinnie cierpiącym… W cierpieniu
i śmierci Jezus doświadcza najbardziej bolesnego opuszczenia, ale zarazem pokłada
pełną ufność w Bogu, wobec Niego skarży się i wyraża pewność, że zostanie
uratowany do nowego życia. Dlatego słowa Ukrzyżowanego nie są wyrazem rozpaczy,
ale modlitwą bólu wypowiedzianą z pewnością, że zostanie wysłuchana, że
Ojciec niebieski usprawiedliwi cierpiącego Sługę” 158 .
Jest to arbitralna konstrukcja myślowa mało charakterystyczna dla utworu,
z którego ten wywód został zaczerpnięty. Wiadomo, że ewangeliści zmuszeni
do szukania w swoim „natchnieniu” niedostępnych im w autentycznych przekazach
historycznych wiadomości o zaszłościach z życia Jezusa i o jego słowach, nader
często pomagali sobie, przywołując obrazy i zwroty ze ST. Słowa, które według
Mk i Mt wypowiada w agonii Jezus, są istotnie początkowymi słowami psalmu 22.
Jednakże jak wytłumaczyć to, że Jezus w swej męce czyni aluzję do tego właśnie
158
Ks. H. Seweryniak, Tajemnica Jezusa, wyd. cyt., s. 330.
Wstęp
15
nia, moim zdaniem, bardzo dla niego kłopotliwego, chociaż może on usiłować
wziąć rekurs do stanowiska, że cele Boga są w istocie rzeczy dla umysłu ludzkiego
niepojęte, co stawia jego tezę poza racjonalną dyskusją.
Istnieją przy tym rozmaite warianty koncepcji Boga jako stwórcy i wobec tego
sposoby pojmowania jego 7 stosunku do bytu fizycznego. Niektórzy popierający teizm
filozofowie głosili, że jako doskonały stwórca Bóg raz na zawsze ustanowił takie
prawa przyrody i takie warunki początkowe ewolucji bytu fizycznego, że raz
„powołany do istnienia” byt fizyczny ewoluuje pod każdym względem zgodnie z jego
wolą – tak że Bóg odtąd żadną miarą w jego dzieje nie ingeruje. Jest to wobec
tego od czasu stworzenia świata („naszego świata”?), przynajmniej w swym stosunku
do niego tzw. Deus otiosus, Bóg bezczynny. Komunikowanie się z nim ludzi,
a w szczególności zanoszenie do niego próśb, np. w modlitwach, aby podjął jakąś
określoną nową decyzję dotyczącą przebiegu zdarzeń w świecie – aby, być może,
odmienił decyzję poprzednio podjętą – jest bezcelowe.
Rola religii w stosunku do jednostek ludzkich i społeczeństw tłumaczy niepopularność
takiej filozoficznie wysublimowanej koncepcji stwórcy bytu fizycznego.
Jest ona przeciwstawna potocznym w naszej kulturze pojęciom ludzi wierzących
o stosunku pomiędzy Bogiem a światem, jest niezgodna z koncepcjami głoszonymi
przez dominujące religie naszego kręgu kulturowego i sprzeczne z przekazami biblijnymi
dotyczącymi stosunku Boga do świata. (Według Biblii Bóg niejednokrotnie
zmieniał swoje postanowienia, np. w swoim czasie postanowił zgładzić, z powodu
niepoprawnej krnąbrności, lud, któremu poprzednio przyznał status „wybranego”,
ale odstąpił od tej decyzji pod wpływem perswazji Mojżesza – Wj, 32: 9–14.)
Według koncepcji popularnej, którą jedynie będę się w tej pracy interesować,
jako że analiza zawartości odpowiednich części Biblii jest głównym tematem moich
szkiców, Bóg jest nie tylko stwórcą bytu fizycznego, ale i jego nadzorcą i korygentem
8 . W świecie tym nieustannie dzieją się rzeczy nieprzewidywane przez niego,
a nawet niezgodne z jego wolą, co skłania go do ingerencji w przebieg dziejących
się w nim zdarzeń (niekiedy w drodze spektakularnych cudów). Typową taką
ingerencją jest karanie grzeszników. Szczególnie zaś istotne jest to, że Boga można
skłonić, np. modlitwami, do działania w sposób przez jakąś jednostkę albo społeczność
pożądany (np. do położenia kresu jakiejś srożącej się nad winnymi i nie-
7
Używanie wielkich liter w zaimkach odnoszących się do Boga jest wyrazem czci. Ateista,
rzecz naturalna, nie odczuwa ani czci, ani uczuć niechętnych w stosunku do istoty, w której istnienie
nie wierzy. Dlatego nie stosuję się do owego obyczaju używania wielkich liter. (Nb. ponieważ
nie przypisuję statusu boskiego Jezusowi, również i w tym wypadku nie stosuję wielkich
liter przy odnoszących się do niego zaimkach.)
8
Nie znam stosownego ustalonego terminu na oznaczenie kogoś, kto coś naprawia, a więc
ukułam ten.
Biblia okrutników
373
Już u siebie
10. Aby ograniczyć objętość niniejszego szkicu, rezygnuję z dalszego śledzenia
legendarnej wędrówki Dzieci Izraela przez „pustynię” synajską.
Do zakończenia pozostaje mi omówienie pewnych elementów treści Księgi Jozuego
i Sędziów.
Ze składnikami narracyjnymi Czteroksięgu wiąże je m.in. to, że są one w dalszym
ciągu popisem okrucieństwa ich autorów i przeto popisem okrucieństwa wykreowanego
przez nich Boga. Mimo obecnych w nich elementów mitycznych, są
również mającymi z pewnością w znacznym stopniu oparcie w historii przekazami
o okrutnych czynach swojego zbiorowego ludzkiego bohatera, tzn. osiedlającego
się, przynajmniej częściowo w drodze podboju, i osiadłego w Kanaanie Izraela. Dotyczy
to zwłaszcza Księgi Jozuego. Z rozkazu lub przynajmniej z aprobatą,
a w pewnych wypadkach w drodze bezpośredniego sprawstwa Jahwe (Jerycho!
– Joz 6; zwycięstwo pod Bet-Choron! – Joz 10: 13) zdobywane są miasta autochtonów.
Wyrzynana jest doszczętnie ich ludność, masakrowani są gradem przez Boga
uciekający wojownicy, zabijani są jeńcy, a w wypadkach, kiedy daruje się im życie,
obcina się im duże palce u rąk i stóp. Według Joz 11: 6 i 9 Jahwe bezpośrednio
nakazuje swemu walecznemu słudze, aby okulawił zdobyte na wrogach konie!
Z pewnością obyczaje wojenne Hebrajczyków nie różniły się od wojennych
obyczajów innych ludów z owej (i późniejszej) epoki i z tamtego regionu geograficznego
221 . Z punktu widzenia współczesnego humanizmu mamy tu jednak do czynienia
z zasadniczą różnicą, ponieważ tylko w wypadku Dzieci Izraela okropieństwa
te przedstawione są jako nakazane, osobiście wspomagane lub przynajmniej
aprobowane przez bóstwo, które przez współczesnych adeptów religii wyrosłych
z tradycji judeochrześcijańskiej utożsamiane jest z „ich” Bogiem.
O Księdze Jozuego niewiele mam do powiedzenia wobec uwag poczynionych
w poprzedzających partiach tego zbioru.
W nawiązaniu do Kięgi Jozuego zajmę się tu natomiast fascynującym problemem
Arki Przymierza. Według przekazów biblijnych z różnych ksiąg jest to przedmiot
pełen grozy. Mogą się do niej zbliżać tylko specjalnie powołani do tego ludzie.
Podczas przejścia Izraelczyków pod wodzą Jozuego suchą stopą przez Jordan
(duplikat przejścia przez morze podczas ucieczki z Egiptu) kapłani niosący Arkę
221
„Wystąpił... Juda [pokolenie – H. E.] do walki i Pan wydał Kananejczyków i Peryzzytów
w ich ręce... Uciekł Adoni-Bezek [władca miasta Bezek – H. E.], lecz oni ścigali go, schwycili
i odcięli mu kciuki i duże palce u nóg. Powiedział wtedy Adoni-Bezek: «Siedemdziesięciu
królów z odciętymi kciukami i dużymi palcami u nóg zbierało okruchy pod moim stołem.
Oto jak ja postąpiłem, tak i mnie oddał Bóg». Odprowadzono go do Jerozolimy i tam umarł”
(Sdz 1: 4–7).
566
Jezus ewangelistów
O jawnym rozłamie pomiędzy chrześcijaństwem a judaizmem, a w konsekwencji
o klęsce judeochrześcijaństwa zdecydowały jednak ostatecznie wydarzenia,
których areną była Judea.
Wobec narastania nastrojów buntowniczych względem „bezbożnej” i oprymującej
władzy okupanta coraz wyraźniej zaznaczał się konflikt pomiędzy przedstawicielami
dominujących wśród ludności prądów a judeochrześcijanami oczekującymi,
w myśl tradycji znajdującej wyraz w Kazaniu na Górze, wybawienia dzięki
nadejściu Królestwa Niebieskiego, nie zaś dzięki rebelii, i kultywującymi przypisywany
w tej tradycji Jezusowi logion o obowiązku „oddawania cesarzowi tego, co
cesarskie”. Sytuacja stała się tak napięta, że ostatecznie nastąpił kres istnienia
zboru judeochrześcijańsiego w Jerozolimie. „Nie chcąc angażować się w wojnę
mesjańską przeciw Rzymowi pewna grupa judeochrześcijan schroniła się w 66 r.
n.e. w miejscowości Pella w Transjordanii. Inne grupy przeniosły się do Syrii, Azji
Mniejszej, Aleksandrii” 53 .
Proces rozłamu osiągnął kres w latach 66–70 w wyniku tragicznych ówczesnych
wydarzeń. Judea victa! Miasto zdobyte, ludność zmasakrowana, uprowadzona
w niewolę, wygnana. Horror nad horrorami: Świątynia została spalona.
Judaizm ocalał z tego kataklizmu, jednakże w jego obrębie zaszła istotna
zmiana. Przeminął czas tolerancji dla ścierania się prądów w jego łonie. Jedyną
partią prócz judeochrześcijan, która nie uległa zagładzie w tej pożodze dziejowej,
okazali się faryzeusze. Ich działalność, rozpoczęta od założenia „akademii”
w małej miejscowości Jawne nieomal natychmiast po zburzeniu Jerozolimy,
ocaliła judaizm jako religię, która z czasem okazała się zdolna do przetrwania tysięcy
lat, i również obecnie, choć niezdolna do uprawiania na szerszą skalę prozelityzmu
[do czego jej wyznawcy się zresztą nie kwapią] i w zasadzie ograniczona
do środowiska dziedzicznych swoich wyznawców, należy do najżywotniejszych.
Religią tą jest wszakże judaizm faryzejski. W braku kultu świątynnego jego
fundamentem stała się ścisła ortodoksja oraz rytualizm przenikający całe życie
wyznawców. W oparciu o tę ortodoksję w latach osiemdziesiątych poczęto judeochrześcijan
jako „heretyków” wyłączać z synagog w całej Judei. W odniesieniu
do tego procesu, a nie w odniesieniu do ukrzyżowania Jezusa, kiedy to okazał się
on przedmiotem wrogości jakiegoś znacznego odłamu mieszkańców Jerozolimy,
wywołanym przez znajdowanie się tego wywodu w Piśmie Świętym? Zapewne najczęściej tak,
jak to zazwyczaj w przypadkach takiego konfliktu bywa: z pamięci wyznawcy takiego czy innego
kanonu z łatwością wypierane są znajdujące się tam wątki dla niego nieakceptowalne.
53
M. Eliade, Historia wierzeń i idei religijnych, t. II, PAX, Warszawa 1994, s. 224. Cyt. wg
M. Wodnar, Nowy Testament..., wyd. cyt., s. 125.
442
Biblia Hebrajczyków
Inny obraz rządów Salomona nakreślił biblista amerykański Baruch Halpern.
„Wykazał [na podstawie analizy biblijnego przekazu o rządach Dawidowego następcy],
że polityka wewnętrzna i zagraniczna Salomona zagrażała jedności państwa...
Wiele z tego, co czynił, pobudzało tendencje odśrodkowe wśród plemion
północnych zamiast skłaniać je do poparcia królestwa.
Tak więc np. odsunął on od świątyni głównego kapłana reprezentującego plemiona
północne, Abiatara. Inny przykład dyskryminacji północy dotyczył podatków.
Podatki musieli płacić wszyscy poddani, Halpern wykazał jednak... że król
spędził nieproporcjonalnie wiele na militarne zabezpieczenie południa. Osłaniał
własne plemię, plemię Judy, przed zagrożeniem ze strony Egiptu. Jednakże Syria
wyzwoliła się spod jego władzy, Salomon zaś nie zatroszczył się o to, by równie
skutecznie osłonić plemiona północne od nader realnego zagrożenia z jej strony.
Północ płaciła za bezpieczeństwo południa.
Innym przykładem polityki Salomona w stosunku do północnego Izraela jest
to, że Salomon otrzymał pomoc w budowie świątyni i swojego pałacu od swojego
teścia Hirama, króla Tyru... Hiram dostarczył drewno cedrowe z Libanu i 120 talentów
złota. Jako rekompensatę Salomon oddał mu część terytorium północnego
Izraela z dwudziestoma miastami. Znów więc widzimy, że przyczynił się do wspaniałości
swojej stolicy wyłącznie na koszt północy.
Jeden element polityki Salomona godził w samą strukturę ustroju plemiennego.
Podzielił on kraj na dwanaście okręgów, z których każdy zaopatrywać miał
dwór jerozolimski w żywność w ciągu jednego miesiąca w roku. Granice tych okręgów
nie odpowiadały tradycyjnym granicom dwunastu plemion... To [niepopularne]
ustanowienie nowych okręgów dotyczyło jedynie północy. Nie obejmowały one
terytorium Judy.
Jak gdyby tego wszystkiego nie starczyło do przekonania poddanych, że król
zamierzał poddać cały kraj potężnej scentralizowanej władzy sprawowanej z Jerozolimy,
Salomon wprowadził jeszcze jedną reformę, która nie pozostawiała co
do tego wątpliwości. Mianowicie, wprowadził missim. Ten ostatni termin oznacza
w hebrajskim coś w rodzaju szarwarku. Poddani musieli wywiązywać się z tego
obowiązku przez miesiąc każdego roku. Hebrajska tradycja o pracy niewolniczej
w Egipcie i wyzwoleniu z niej musiała czynić missim szczególnie znienawidzoną
powinnością...
Mimo niezadowolenia, które wśród plemion północnych wywoływały rządy Salomona,
był on dość potężny na to, by utrzymać jedność królestwa... Jednakże... jego
syn Rehoboam okazał się niezdolny do tego... Rehoboam przybył do Szechem,
ważnego miasta północnego, celem dokonania obrzędu pomazania. Przywódcy
plemion północnych zapytali go, czy zamierza kontynuować politykę ojca. Rehoboam
[w arogancki sposób, według Biblii – H. E.] potwierdził to. Plemiona północne
odpowiedziały secesją. Za oznakę tego, co przede wszystkim budziło w nich pro-
90
Biblia początków
stości – przynajmniej o tyle, o ile jest ona dziełem Boga nieskorumpowanym w tej
czy innej mierze przez złośliwe poczynania jego wiecznego antagonisty.
Jeśli świat jest „dobry”, to łatwa do zaakceptowania wydaje się odpowiedź, że
motywem jego stworzenia było pragnienie Stwórcy, aby przez akt kreacyjny zadowolić
własną potrzebę czynienia dobra. Odpowiedź powyższa, o ile wiem, trafia
do przekonania większości myślicieli reprezentujących tradycję judeochrześcijańską.
W oparciu o tę przesłankę można uznać, że Bóg kierował się potrzebą zaistnienia
stworzeń, które by mógł kochać, nad którymi by mógł roztaczać pieczę
i które zdolne by były do odpłacania mu się za to wdzięcznością, ufnością i miłością.
Jest to typ potrzeby, który znamy z repertuaru potrzeb ludzkich. Jakże często
po to właśnie ludzie pragną mieć dzieci, a jeśli nie mogą mieć własnych, to zabiegają
o możność adoptowania cudzych, i jakże często tego właśnie rodzaju potrzebie
służy nabywanie o tyle niższych intelektualnie od człowieka zwierząt
i wchodzenie z nimi w kontakt uczuciowy. Czy ludzka potrzeba posiadania w swoim
zasięgu istot, którym można świadczyć dobro i w miarę możności być za to
przez nie wynagradzanym przywiązaniem, nie może być jednym ze znamion tego,
że Człowiek został pod względem emocjonalnym stworzony „na obraz i podobieństwo
Boże”?
Jak wynika z poprzednich moich wywodów, powyższa koncepcja dotycząca celu
stworzenia materialnej rzeczywistości natrafia na nieprzezwyciężalny w moim
poczuciu szkopuł wyrażający się w pytaniu o to, jak na jej gruncie wytłumaczyć
ogrom zła w świecie. Nie trzeba upatrywać w świecie materialnym wytworu złego
ducha, nie trzeba kwalifikować go jednoznacznie jako „złego”, żeby widzieć,
że świat ten ocieka cierpieniem zamieszkujących go istot wszelkiego rodzaju;
że ocieka okrucieństwem jednych z nich względem drugich.
Unde malum?
Przy rozważaniu tego zagadnienia niektórzy myśliciele religijni mają tendencję
do skupiania się na antropogennym złu moralnym, i to mianowicie na krzywdach
i cierpieniach zadawanych ludziom przez ludzi nie z powodu niewłaściwego
rozeznania istoty tego, co czynią, ale z podszeptu złej woli: egoizmu, chciwości,
mściwości, okrucieństwa. Popularna wśród owych myślicieli jest koncepcja, według
której bez możności kierowania się złą wolą ludzie nie mieliby wolnej woli:
bez rzeczywistej, a więc – według tej koncepcji – nieuchronnie ujawniającej się
w pewnych wypadkach w czynie możności świadomego wyrządzania bliźnim ludzie
nie mieliby też rzeczywistej możności obioru moralnego dobra, niekiedy
wbrew własnym interesom i pragnieniom. Tak więc w myśl tego poglądu Bóg wybrał
do urzeczywistnienia najlepszy ze „światów możliwych”: dopuszczenie
do urzeczywistniania się zła moralnego w świecie było niezbędnym warunkiem
urzeczywistniania się w nim takich nadrzędnych dóbr, jakimi są wolna wola jedno-
166
Biblia początków
wynika, że można sensownie mówić o jednej tylko rzeczywistości, a nie o jakiejś
ich mnogości.
Otóż jednak z kolei wypada stwierdzić, że zarówno aktualiści, jak posybiliści,
we wskazanych poprzednio sensach tych terminów, mogą nadawać – i niekiedy
nadają – inny sens pojęciu obiektywnej możliwości. Mogą oni – zarówno jedni, jak
drudzy – utrzymywać, że nie jest pozbawione obiektywnego sensu jakoś odpowiednio
sprecyzowane pojęcie „globalnej rzeczywistości możliwej”, inaczej zwanej często
„światem możliwym” – albo, co wydaje się tu fortunniejszym terminem – pojęcie
„całościowego bytu możliwego” – albo, co wydaje się fortunniejszym terminem
– pojęcie „globalnego bytu możliwego” (którego składnikiem może być „możliwy
całościowy byt fizyczny” 129 z odpowiednimi swoimi jednostkowymi składnikami).
Nie jest sprawą oczywistą, ale raczej przedmiotem dysput pomiędzy pewnymi filozofami,
jak powinno być to pojęcie „globalnego bytu możliwego” sprecyzowane
czy zinterpretowane. Dla prostoty załóżmy, że w przekonaniu filozofów mówiących
o „globalnych bytach możliwych” skończonemu zbiorowi zdań opisowych jakiegokolwiek
języka, odznaczającemu się tym, że koniunkcja dowolnej liczby dowolnych
elementów tego zbioru nie jest zdaniem sprzecznym, odpowiada jakaś
klasa „globalnych bytów możliwych”. Na gruncie tej koncepcji zapytywać można,
przynajmniej zdaniem pewnych jej zwolenników, dlaczego wśród takiej mnogości
globalnych bytów możliwych jednemu tylko, mianowicie „naszemu”, przysługuje
aktualność 130 .
Problem „aktualizatora” rozważany więc być może w odniesieniu do jakichś
składników „naszej” rzeczywistości, i to również bez założenia, że jakiś sens obiektywny
przysługuje pojęciu „nieaktualnych – nie zaktualizowanych – globalnych bytów
możliwych”. Może on jednak być również rozważany w odniesieniu do jakichś
„globalnych bytów możliwych”. Wreszcie, nawet bez wprowadzania pojęcia
mnogości „globalnych bytów możliwych” rozważać można – i zdaniem pewnych filozofów
należy – pytanie, dlaczego istnieje przynajmniej ten nasz (być może jeden
jedyny możliwy) globalny byt. Jest to słynne Leibnizowskie pytanie, dlaczego
w ogóle coś istnieje, zamiast żeby nic nie istniało? W autentycznym sformułowaniu
Leibniza pytanie to ma postać: „dlaczego istnieje coś raczej niż nic?” 131 .
129
Odtąd mówiąc o „globalnym” bycie fizycznym – w przeciwieństwie do „jednostkowych
bytów fizycznych w jego obrębie” – będę czasem, dla prostoty, wyrażenie „globalny” pomijała.
130
Co zdaniem owych filozofów nie wyłącza tego, ze pewnym jego składnikom przysługuje
w danym czasie status „otwartej jeszcze na razie możliwości” albo „już wygaszonej możliwości”:
mają one mianowicie ten status w aktualnym świecie.
131
Owo „coś”, o które tu idzie, to zazwyczaj, w pojmowaniu wielu uczestników tej debaty,
byt fizyczny. Wielu myślicieli biorących udział w tej debacie odnosi pojęcie istnienia również
do pewnych abstraktów, np. do bytów matematycznych, takich jak liczby naturalne, ale w ob-
552
Jezus ewangelistów
wencja wpłynęła na wierzenia ludzi dotyczące natury Jezusa i czym się zakończyło
to wtargnięcie świętych nieboszczyków do świata żywych.
Według ewangelii synoptycznych podczas konania Jezusa „mrok” ogarnął
o dziennej porze „całą[!] ziemię”. Nie tylko jednak nigdzie na „całej ziemi” poza
Jerozolimą, np. w Rzymie czy w Aleksandrii, nie mówiąc już o miejscowościach
poza oikumeną imperium rzymskiego, nikt tego osobliwego zjawiska nie zauważył;
ale, rzecz charakterystyczna, jedynie według Łk zauważyli je świadkowie ukrzyżowania
(co miało sprawić, że rozbiegli się w popłochu), gdy natomiast w Mk i Mt
niezwykłe to wydarzenie widocznie uchodzi uwadze również tych świadków. Nie
przestają oni naigrawać się z cierpiącego Jezusa.
Innym cudem towarzyszącym męce Jezusa ma być według Mk i Mt samoistne
rozdarcie się „zasłony przybytku” (przy wejściu do Świętego Świętych) 27 , jednakże
i tego wydarzenia, które powinno by było przerazić czcicieli Jahwe, nikt poza
tymi dwoma autorami nie zarejestrował.
6. Przykładanie do ewangelii kryteriów stosowanych względem dzieł autorów,
którzy obiecują, że opierając się na możliwie wiarygodnych źródłach postarają się
przekazać nieprzetransformowane przez ich własną ideologię wiadomości o tym,
wie es eigentlich gewesen, tzn. jak się rzeczy miały w prozaicznej rzeczywistości,
nie jest jednak w stosunku do autorów ewangelii właściwe, ponieważ gromadząc
i selekcjonując elementy tradycji wczesnochrześcijańskiej oraz dając wyraz swoim
wyobrażeniom o tym, jak rzeczy mieć się były powinny, nie zmierzali oni po prostu
powiększać grona takich historyków.
Ich utwory są to w podstawowym swoim rdzeniu enuncjacje teologiczne przekazane
w szacie biografii Jezusowej oraz symboliki czytelnej przynajmniej dla
osób „najoświeceńszych” (w odpowiednim zakresie) spośród tych, dla których
dzieła te były przeznaczone.
Tak np., jeśli idzie o wspomniane powyżej „wydarzenia” towarzyszące męce
Ukrzyżowanego, czytamy w książce katolickiego biblisty J. Gnilki: „Do... wątków
interpretacyjnych bylibyśmy skłonni zaliczyć owe wydarzenia, które miały miejsce
w momencie śmierci Jezusa. Należy w nich widzieć nie szczegóły historyczne, lecz
interpretamenty teologiczne. Ogarniające całą ziemię ciemności (Mk 15: 33) oznaczają,
że krzyż stanowi sąd nad światem... Dokładniej, ciemność mogłaby oznaczać,
że powszechne znaczenie krzyża ukaże się na przyszłym sądzie... Dość enigmatyczny
jest... obraz rozdartej zasłony świątynnej (Mk 15: 38). Możliwe są dwie
interpretacje. Po pierwsze, podkreślony jest przez to motyw sądu, ponieważ obraz
27
Autorzy zdają się nie wiedzieć, że były tam dwie równolegle wiszące zasłony – por. opis
świątyni jerozolimskiej, hasło „Jerozolimska Świątynia”, w: Religia, Encyklopedia PWN, wyd. cyt.
Wstęp
25
o jego poznawczej akceptowalności – mówi nam raczej coś o umyśle ludzkim. Znamienną
cechą tego umysłu jest przy tym zdolność do rozpoznawania prawdziwości
albo wiarygodności pewnych tez – albo ich wiarygodności nie mniejszej od wiarygodności
ich negacji – nawet jeżeli nie mija poczucie ich dziwności. W jednym
z moich tekstów żartobliwie napisałam, że istnienie świata jest tak zdumiewające,
iż nie do wiary jest istnienie ludzi zdolnych do dziwienia się czemukolwiek w jego
obrębie. „Dziwność” dla wielu ludzi tezy, że byt fizyczny nie musi, aby istnieć, ani
być stworzony, ani być jakoś „wiecznie podtrzymywany w swoim istnieniu” przez
jakiś inny byt, nie jest argumentem przeciwko akceptowalności tej tezy 21 .
Kilka uwag do poprzednich wywodów
(a) Z tego, że byt fizyczny, a zwłaszcza otaczający nas świat nie jest tworem
troskliwego o dobro swoich zdolnych do odczuwania cierpienia oraz błogości stworzeń,
nie wynika, że ma on takie cechy, jak gdyby był stworzony przez złośliwego
demiurga. W myśl światopoglądu ateisty świat nie jest ani dobry, ani zły. „Świat
nie wie, że na nim jesteśmy” – głosiła maksyma starożytnych ateistów. Parafrazując
wers z jednego z poematów Leśmiana, powiedzieć wypada, że „ta pustka [tzn.
„pustka niebios”] nie drwi z nas”.
Z ateizmem żadną miarą nie pozostaje w konflikcie konstatacja, że w tym
wszechświecie, na ogół niestwarzającym sprzyjających warunków do rozwoju życia
(zwłaszcza w bliskiej ziemskiemu postaci) oraz inteligencji, znajdujemy się
w obszarze czasoprzestrzeni właśnie stwarzającym takie warunki (inaczej byśmy
nie istnieli) i że ten stan rzeczy może trwać jeszcze przez milionolecia (aczkolwiek
możliwa jest również katastrofalna zagłada ziemskiego życia i/albo ludzkiej kultury,
jeżeli np. Ziemia dozna nowego letalnego impaktu meteorytu zanim nasza nauka
nauczy się chronić ją przed takimi katastrofami). Z punktu widzenia osobni-
21
Swoiste ujęcie stosunku Boga do bytu fizycznego reprezentował Tomasz z Akwinu:
„Na pytanie… dlaczego Bóg świat stworzył, skoro nie mógł przecież żadnego braku cierpieć,
żadnej potrzeby [istnienia] czegoś innego [od siebie] odczuwać, … mamy …u Tomasza… odpowiedź:
dobro ma przyrodzoną skłonność, by się rozprzestrzeniać i więcej dobra tworzyć”
(L. Kołakowski, Tomasz z Akwinu, „Tygodnik Powszechny”, 19 grudnia 2004, s. 13). Pomijając
arbitralność przypisania „dobru” takiej skłonności, zauważamy, że według tej koncepcji Bóg
stworzył świat zgodnie ze swoją naturą, nie zaś zgodnie ze swoją absolutnie swobodną wolą.
W obliczu swojej natury musiał on świat stworzyć. Może musiał chcieć go stworzyć? I czemu
„rozprzestrzenianie się” (co jest tu metaforą) „dobra” musiało przybrać formę kreacji bytu fizycznego?
Mamy tu w każdym razie jeszcze jeden pogląd odmienny od potocznego w naszej kulturze
sposobu pojmowania Boga jako stwórcy bytu fizycznego.
Wstęp
13
nie była wśród Izraelczyków religią permanentnie dominującą, lecz konkurowała
z politeizmem znajdującym wyraz w kulcie również (lub miast niej) innych bogów.
II
2. Moja analiza krytyczna materiału biblijnego przeprowadzana jest z pewnego
stanowiska ateistycznego i pewnego stanowiska humanistycznego. Ponieważ
ateizm i humanizm występują w różnych odmianach, jest rzeczą słuszną, abym
przedstawiła tu w najogólniejszym zarysie, na czym polega moje ateistyczne i moje
humanistyczne stanowisko.
Zacznę od ateizmu. W ogólnej swojej postaci polega on na odrzuceniu poglądu
przypisującego istnienie Bogu (lub bogom) 5 .
Odrzucać jakiś pogląd można na rozmaite sposoby. Można np. utrzymywać, że
głosiciele tego poglądu mają subiektywne poczucie, iż afirmują jakąś tezę, gdy
w istocie rzeczy nie ma się tu wcale do czynienia z wypowiedzią o jakimś określonym
sensie, i to takim, w odniesieniu do którego wypowiedź tę można by było racjonalnie
czy to afirmować, czy zanegować. W takim wypadku nie ma, oczywiście,
mowy o racjonalnej dyskusji bezpośrednio o akceptowalności omawianego poglądu.
Przedmiotem dysputy musi tu widocznie być przede wszystkim kryterium sensowności
zdań oraz, w odniesieniu do zdań uznawanych za sensowne, kryterium tego,
że posiadają one określoną wartość prawdziwościową, tzn. że przysługuje im
cecha bądź prawdziwości, bądź fałszywości.
W innym razie można głosić, że teza wyrażająca omawiany pogląd jest wewnętrznie
sprzeczna, wobec czego jej fałszywość można wykazać a priori.
W innym wreszcie razie można stwierdzać, że teza wyrażająca dany pogląd
jest hipotezą wysoce niewiarygodną w świetle naukowego – albo może w świetle
zarówno naukowego, jak potocznego – doświadczenia. Można wykazywać, że
negacja tej tezy jest uwiarygodniona przez doświadczenie do stopnia tzw.
praktycznej pewności – innymi słowy, że przysługuje jej „oczywistość empiryczna”.
W odniesieniu do poglądu o istnieniu Boga logicznie możliwe jest stanowisko,
według którego wyrażająca go teza nie może być pozaempirycznie ani zweryfiko-
5
Profesor Jan Woleński w swojej znakomitej książce Granice niewiary, Wydawnictwo Literackie,
Kraków 2004, z którą się zapoznałam po zakończeniu pracy nad tym zbiorem, daje
przegląd logicznie możliwych stanowisk w kwestii istnienia Boga i, w szczególności, charakteryzuje
ateizm oraz agnostycyzm. (Autor określa siebie jako agnostyka.) Mimo że książki J. Woleńskiego
i niniejsza różnią się w znacznej mierze problematyką, a w pewnej także zapatrywaniami
autorów, uważam, że się pod wieloma względami dobrze uzupełniają.
144
Biblia początków
zaś współczesnej fizyki, tam, gdzie się poszukuje nieistniejącej dotąd kwantowej
teorii grawitacji i wobec tego docieka struktury czasoprzestrzeni w najmniejszych
jej obszarach – poniżej tzw. poziomu Plancka, charakteryzowanego przez długość
10 -33 cm – rozwijane są hipotezy, według których Wielki Wybuch nie miał charakteru
takiej katastrofalnej osobliwości. W myśl tych hipotez dają się uzasadnić przypuszczenia
o poprzedzających Wielki Wybuch dziejach naszego wszechświata.
W istocie rzeczy w dobie obecnej konkuruje ze sobą na forum nauki szereg
koncepcji dotyczących odpowiedzi na wskazane powyżej fundamentalne pytania.
Zwolennicy tych koncepcji niejednokrotnie proponują jako ich niezbędną przesłankę
określone modyfikacje w pojmowaniu zarówno teorii kwantów, jak grawitacji
– modyfikacje, które dopiero doprowadziłby do rzeczywiście spójnej fundamentalnej
teorii bytu fizycznego. Przy tym zwolennicy tych koncepcji traktują je
jako bona fide hipotezy naukowe, tzn. przypisują im sprawdzalność. Uwiarygodnieniu
tych hipotez służyć ma w istotnej mierze ich moc eksplanacyjna pozwalająca
powiązać ze sobą i wyjaśnić na podłożu głębszego wglądu w rzeczywistość fizyczną
pewne właściwości wszechświata jawiące się współczesnej nauce jako
ustalone empirycznie „nagie fakty”. Co więcej jednak, reprezentanci tych koncepcji
na ogół przypisują im również moc prognostyczną, oczekując ich poparcia
przez wyniki obserwacji i doświadczeń, które powinny być realizowalne w niedalekiej
przyszłości.
„Żaden z tych scenariuszy 94 – stwierdza M. Rees – nie został po prostu wzięty
z powietrza [dreamed up out of the air]; każdy jest poważnie, aczkolwiek spekulatywnie,
umotywowany przez [cieszące się obecnie autorytetem] teorie... Wszelka
teoria [idzie o omawiane scenariusze], która by dała nam jakiś wgląd w to, dlaczego
istnieją takie, a nie inne rodziny cząstek elementarnych, oraz w naturę sił jądrowych
i elektrycznych, zyskałaby wiarygodność. Bylibyśmy skłonni traktować
poważnie inne czynione na jej gruncie prognozy, nawet jeślibyśmy nie byli w stanie
sprawdzić ich bezpośrednio” 95 .
3. Dość popularna była w swoim czasie w nauce hipoteza cyklicznego charakteru
ewolucji wszechświata. Według niej „nasz wszechświat” był tylko jednym
z nieskończenie wielu następujących po sobie i pod najbardziej fundamentalnymi
względami podobnych do siebie „wszechświatów”, z których każdy generowałby
swego następnika. Każdy z owych „wszechświatów” przebywałby fazę ekspansji
94
Mowa tu o rozmaitych scenariuszach postulujących wielość wyłaniających się z odwiecznego
bytu fizycznego nieodwiecznych „wszechświatów”. Słowa te odnieść można jednak
również do różnych hipotez dotyczących natury wielkiego wybuchu zapoczątkowującego dzieje
naszego wszechświata.
95
M. Rees Our Cosmic Habitat, wyd. cyt., s. 171.
Część trzecia
Jezus ewangelistów *
*
WBT, z której tu korzystam, kursywą zaznaczone są cytaty implicite ze Starego Testamentu.
(W tekście Nowego Testamentu nie podaje się ich źródeł, czynią to redaktorzy BT
w przypisach.) Nie uwzględniam tej kursywy, gdyż w kontekście moich rozważań nie ma znaczenia
to, że jakiś zwrot lub zdanie jest cytatem ze Starego Testamentu. Natomiast posługuję
się kursywą w zacytowanych przeze mnie ustępach z Nowego Testamentu oraz w moich komentarzach,
aby uwypuklić to, na co chcę zwrócić szczególną uwagę czytelnika. Jeśli kursywa
występuje w nawiasach kwadratowych, nie zaznaczam explicite, że zawartość tych nawiasów
pochodzi ode mnie.
616
Jezus ewangelistów
ste na jego widok padały przed nim [niewidzialnie dla ludzi? – H. E.] i wołały [słyszalnie
dla ludzi? – H. E.]: «Ty jesteś Syn Boży». Lecz On surowo im zakazywał, aby
Go nie ujawniały” (Mk 3: 11–12). Również kiedy apostołowie (za sprawą objawienia
doznanego przez Piotra) zdają sobie sprawę z tego, że jest on „Synem Boga żywego”
i Mesjaszem, Jezus zabrania im ujawniania tego przed ludźmi (Mt 16: 20).
Wskazane powyżej niekonsekwencje pozostają, jak widać, w związku z interferencją
dwu koncepcji dotyczących kwestii ujawnienia się natury Jezusa w czasie
jego ziemskiego żywota. O ile w J głównym tematem przemówień Jezusa jest jego
boski charakter i grzeszność kwestionowania go przez ludzi, to w ewangeliach
synoptycznych mamy do czynienia z niekonsekwentnie utrzymywaną koncepcją
„tajemnicy mesjańskiej”. Redaktorzy BT podają: „[W]g zamiarów Bożych zbawienie
świata i sposób dokonania tego przez Jezusa Chrystusa miały pozostać tajemnicą
aż do jego zmartwychwstania. Tylko Apostołowie, zwłaszcza Piotr, Jakub
i Jan, i uczniowie stali się uczestnikami tej tajemnicy mesjańskiej, tajemnicy królestwa
Bożego. Innym Jezus objawia ją tylko częściowo pod osłoną przypowieści
i symboli, których dokładnie nie wyjaśnia. Z tego powodu Jezus zabrania uzdrowionym
rozgłaszać cuda [a co np. z cudami takimi jak nakarmienie rzesz cudownie
rozmnożoną żywnością albo seryjne uzdrowienia? Czy też miały być utrzymane
w tajemnicy? – H. E.] i szatanowi zdradzać, kim jest” 131 .
Sprawę „tajemnicy mesjańskiej” porusza K. Deschner: „Swoje dostojeństwo
mesjańskie ukrywa Jezus u Marka aż do przesłuchania u arcykapłana, a więc
do ostatnich dni życia; u Jana pojawia się on już w pierwszym rozdziale jako Mesjasz
i wszędzie domaga się, by go za takiego uważano… Taktyka systematycznego
kamuflażu realizowana przez Marka i widoczna również u pozostałych ewangelistów
przeczy wszakże temu, że Jezus chciał przecież objawić siebie jako wysłannika
bożego! O tym, że rozrzucone po tekstach ewangelii nakazy milczenia są dodatkami
autorów, niech przekona legenda o córce Jaira. Jezus wskrzesza dziewczę,
ale surowo przykazuje, by tego nie ujawniano!... Marek każe Jezusowi… polecić
coś, co by było zgoła bezsensowne albo szarlatańskie, bo «śmierć» dziewczynki
była faktem znanym powszechnie, bo zaczęły się już przygotowania do pogrzebu
i przed domem czekał cały tłum ludzi… Mamy tu do czynienia ze słowami
ewangelisty, które wkłada on Jezusowi w usta, bo chce dowieść słuszności swojej
apologetycznej teorii…
Dlaczego nie dawano Jezusowi wiary, skoro ponoć zdobywał się na tak nadzwyczajne
czyny? Dlaczego był prześladowany i dlaczego został przybity do krzyża?
Celsus… dostrzegł także sprzeczność między rzekomą tajemnicą Mesjasza,
którą chciano zatuszować niepowodzenia Jezusa, a głosem z nieba rozlegającym
131
Przypis na s. 1182.
Biblia okrutników
351
mniej, to czemu nie dybie również na życie noworodków płci żeńskiej? Niedobór
potencjalnych matek jeszcze skuteczniej ograniczyłby rozrodczość. Czy dziewczynki
nie były godne zabijania ich, tzn. bycia bohaterkami starodawnego mitu
o masakrze noworodków, na którego pogłos kilka razy natrafiamy w Biblii?
Być może ze względu na panujący w społeczeństwie egipskim etos męskie noworodki
Hebrajczyków miały być według planu faraona uśmiercane skrytobójczo:
nakazał on położnym mordować je podczas porodu i udawać, że dziecko urodziło
się martwe lub zmarło w jego trakcie. Na skutek tajnego oporu akuszerek niechcących
uczestniczyć w zbrodni plan ten zawodzi. Wynika jednak z powyższego
przekazu, że dziecku niezabitemu w czasie połogu nic nie zagrażało, a więc dalsza
opowieść o podrzuceniu Mojżesza w koszu wiklinowym nie ma sensu. Matka
jednak obawia się, że zostanie zgładzony, i usiłuje go uratować (Wj 2: 2–3).
Dziwny wszakże okazuje się sposób, w jaki usiłuje to uczynić, jako że dziecię podrzucone
z pewnością byłoby bezpieczniejsze, gdyby kosz stał na ziemi, chociażby
na brzegu Nilu, zamiast chybotać się na wodzie 192 . Widocznie mamy tu znów pogłos
starodawnego mitu, mitu o wyciągnięciu cudownego dziecięcia z wody.
Na scenę wkracza córka faraona, która adoptuje wyłowione z sitowia niemowlę.
Zagadkowy jest stan cywilny tej osoby. Czy była dziewicą? Zaadoptowanie niemowlęcia
przez pannę musiało być w tym społeczeństwie czymś niezwykłym. Jeśli
była zamężna, co na to rzekł jej mąż? Jeśli była bezpłodna i udawała, że Mojżesz
był jej dzieckiem, wymagałoby to uprzedniego przygotowania. Rzecz pozostaje
tajemnicza. W ogóle niewyjaśnioną sprawą pozostaje status Mojżesza podczas
przebywania na dworze faraona: był on dla córki władcy „jak syn” (Wj 2: 10). Czy
jednak uchodził za jej syna? Czy też wiadomo było, że jest adoptowany? Czy znane
było, co więcej, jego otoczeniu oraz jemu samemu jego pochodzenie, jak to by
wynikało z Wj 2: 11, gdzie mowa o tym, że kiedy dorósł, „poszedł odwiedzić swych
rodaków”? A jeśli tak, to czemu faraon znosił pobyt członka pogardzanego plemienia
na swoim dworze?
Wszystkie te zagadkowe sprawy są doniosłe dla tych uczonych biblistów i tych
amatorów, których pasjonuje sprawa zależności mozaizmu od religii egipskiej
mina o występowaniu w innych mitologiach opowieści o wyłowieniu przyszłego herosa jako
dziecięcia z wody. Nie nasuwa się mu natomiast skojarzenie z persewerującym w Biblii motywem
„rzezi młodzianków”.
192
Niedorzeczność pomysłu, aby w celu uratowania dziecka rzucić zawierający je kosz
na powierzchnię wód rzecznych, skłoniła Howarda Fasta do przedstawienia w swojej powieści
Mojżesz (Amber, Warszawa 2002) innej historyjki na temat wyłowienia Mojżesza: dziecię jest
według niej rzucone w koszu na powierzchnię nie po to, by je uratować, ale po to, aby utonęło
jako ofiara dla boga płodności mającego postać wodnego węża. Dlaczego rzucone zostało w koszu,
a nie bezpośrednio do wody, tego Fast w tej historyjce nie wyjaśnia.
Etos Jezusa ewangelistów
687
przede wszystkim osąd samego siebie: wejrzenie w naganny charakter własnego
zachowania, wejrzenie w jego psychiczne podłoże, czyli krytyka własnych
cech, skłonności, nawyków i bezkrytycznie przyjmowanych dotychczas poglądów.
Skrucha jest przeto nieodłączna od mniej lub bardziej nasilonego cierpienia,
wymagać może determinacji w spełnianiu jej aktów; może być przeżyciem
traumatycznym.
Niemniej, skrucha jest czymś zasadniczo różnym od pokuty, tzn. od aktów autoagresji
i autoprywacji (dawniej niekiedy tak okrutnych jak poddawanie się biczowaniu
czy naruszające zdrowie posty), czyli od zachowań mających na celu „odcierpienie”
winy przez osobę skruszoną.
Jaki jest cel zadawania sobie cierpienia zamiast lub oprócz opisanych powyżej
konstruktywnych aktów skruchy? Pomyśleć potrafię tylko o dwóch rodzajach motywacji
prowadzących do takiego zachowania. Jedna z nich uzasadnia sensowność
pokuty, czyli nałożonej na siebie kary, tak samo jak uzasadnia „nieodzowność”
poddania winnego karze (nawet kiedy ma się powody do przypisania mu autentycznej
skruchy), w oparciu o irracjonalną koncepcję swoistej „moralnej równowagi”
rzeczywistości. Zły postępek zakłóca „równowagę” bytu, a skutki tego mogą
być fatalne: według dawnych wierzeń chińskich niegodziwy postępek władcy, taki
jak nałożenie na ludność nieznośnie uciążliwego podatku, spowodować mógł klęskę
żywiołową, np. fatalną powódź. Jedynym sposobem przywrócenia zachwianej
równowagi bytu jest odcierpienie złego czynu przez winowajcę. Mimo że wierzenia
takie, jak przytoczone powyżej starochińskie wydawać się nam mogą skrajnie
irracjonalne, a przeto barbarzyńskie, dosłuchuję się ich pogłosu w nieobcym naszej
kulturze przekonaniu, że występek „domaga się” kary (nawet w przypadku
skruszonego winowajcy): że „sprawiedliwości musi się stać zadość” (co za hipostazowanie:
sprawiedliwość jako coś na podobieństwo osoby, którą należy usatysfakcjonować),
a właściwym sposobem „zadośćuczynienia sprawiedliwości” jest
odcierpienie winy przez winowajcę – wobec czego przejawem, konsekwencją autentycznej
skruchy powinna być autoagresja. Drugi rodzaj motywacji polega
na tym, że przez akt autoagresji usiłuje się uzyskać zmiłowanie Boga i skłonić go
do zaniechania zastosowania kary jeszcze surowszej niż ta, jaką winowajca sam
na siebie nakłada. Taka jest z reguły, jak sądzę, motywacja skruszonych pokutników
w Kościele katolickim i to tłumaczy, dlaczego „sakrament pokuty” silniej niż
jakikolwiek inny wiąże wiernych z Kościołem. Pokuta nałożona przez spowiednika
i zaakceptowana przez grzesznika ratować ma winowajcę przed piekłem lub
czyśćcem zgotowanymi dla grzeszników przez miłosiernego Boga.
Z punktu widzenia etosu humanistycznego szczególnie odstręczające, jak
sądzę, jest przekonanie (oparte na idei odpowiedzialności zbiorowej), że „sprawiedliwy”
Bóg może znaleźć upodobanie w pokucie, której się ktoś poddaje nie ze
względu na jakiś popełniony przez siebie grzech, tylko żeby przyczynić się przy-
Opowieści biblijne i „Kohelet”
505
aby poślubiła „nieobrzezańca”, aby ukrywała swoje pochodzenie i przeto widocznie,
stosując się do obyczajów dworu perskiego, rezygnowała z przestrzegania
pewnych nakazów swojej religii. Cnotliwy Judejczyk godzi się na to wszystko, niejako
na wszelki wypadek, zanim uzyskuje podstawy do mniemania, że dostąpienie
przez Esterę godności królowej będzie niezbędne do ocalenia jej rodaków ze śmiertelnego
niebezpieczeństwa. Wzorem Mardocheusza nie mają jej tego wszystkiego
za złe żydzi świętujący przez wieki w rozlicznych krainach Purim, nie wiem jednak,
jak jasno zdają sobie z tego sprawę. Wracam wszelako do omawianej narracji.
Po dziwacznym opisie całorocznych(!) procedur kosmetycznych, które poprzedzać
miały przedstawienie kandydatki na małżonkę królowi, dowiadujemy się,
że Estera wygrała konkurs piękności i została królową. To jednak, według opowieści,
nie zapewniało jej swobodnego dostępu do władcy, do którego niekiedy nie bywała
wzywana nawet przez cały miesiąc. Na początku ich małżeństwa widuje go
jednak dość często po temu, aby mu przekazać wspomniane powyżej pilne przesłanie
Mardocheusza. Ten bowiem przypadkiem odkrywa, że tacy a tacy „eunuchowie
królewscy” planują zamach na życie władcy. Lekkomyślny król natychmiast
po swoim ocaleniu o tym ostrzeżeniu zapomina, jakby to była błahostka. Nie
nagradza Mardocheusza i nie przybliża go do siebie. Natomiast niebawem
„po tych wydarzeniach [tzn. po zażegnaniu spisku?]”, ale, jak wynikałoby z tekstu,
niezależnie od nich, uczynił on, z niewyjaśnionych przez autora powodów, swym
wezyrem Hamana. Dostojnik ten doznaje ze strony mieszkańców stolicy zwyczajowo
mu przysługującej, na modłę orientalną przesadnej, czci: ludzie witają go,
klękając. Mardocheusz jednak w sposób zwracający powszechną uwagę od tych
oznak czołobitności się uchyla, widocznie uważając, że uwielbienie należy się jedynie
Bogu. Wzbudza tym nienawiść Hamana. Jest ona tak intensywna, że przemienia
się w śmiertelną wrogość względem ogółu współplemieńców „zuchwalca”. Haman
postanawia przeto uzyskać od króla zgodę na wytracenie wszystkich Judejczyków
w imperium.
Rzucając losy, za ich wskazówką obiera pomyślny dla tego przedsięwzięcia
dzień (Est 3: 7), chociaż logicznie rzecz biorąc, powinien był to uczynić dopiero
po uzyskaniu od króla pozwolenia na masakrę. Tak czy inaczej, przystępuje
do króla z prośbą o pozwolenie na nią, motywując to zarówno interesem państwa,
jak gotowością zapłacenia pokaźnej sumy jako gratyfikacji za spełnienie jego prośby.
Oświadcza mianowicie królowi: „Jest pewien naród rozproszony i odłączony
od wszystkich narodów we wszystkich państwach królestwa twego, a prawa jego
są inne niż każdego innego narodu. Do praw króla oni się nie stosują i w interesie
króla leży, aby ich nie pozostawić w spokoju. Jeśli król uzna to za słuszne, niech
wyda dekret, aby ich wytracić, a ja wpłacę... dziesięć tysięcy talentów srebra...
do skarbca królewskiego” (3: 8–9). Na to Ahaszwerosz, ten rex bene, „zdjął sygnet
z ręki swojej i dał go Hamanowi... I powiedział... do Hamana: «Niech będzie ci da-
Opowieści biblijne i „Kohelet”
531
w judaizmie, jak w Kościele... Pominąwszy wspomniane dzieło Teodora z Mopsuestii
w starożytnym Kościele nie znajdujemy śladów dyskusji dotyczących świętego
charakteru Księgi Koheleta, które by przypominały spory na ten temat w środowisku
żydowskim. Zwraca jednak uwagę fakt, że nie jest ona cytowana w NT i że
w porównaniu z innymi księgami biblijnymi dotarło do nas stosunkowo niewiele
poświęconych jej komentarzy Ojców Kościoła” 428 . Nic dziwnego: jej kanonizacja
stwarzała wszak sytuację kłopotliwą dla pisarzy chrześcijańskich.
Bezpośrednio po przytoczonych powyżej słowach Schoors kontynuuje: „Najstarszy
komentarz chrześcijański, jaki się zachował w całości, pióra Grzegorza
Cudotwórcy (III w.) nosi już oznaki tradycyjnej interpretacji chrześcijańskiej:
«Księga Koheleta ma pokazać, że wszystkie sprawy ludzkie i przedsięwzięcia ludzkie
są czcze i bezużyteczne, by mogło nas to doprowadzić do kontemplowania rzeczy
niebiańskich»”.
Na szczęście rzeczy tak się mają, że aczkolwiek doktryna głosząca, iż w obrębie
„doczesnego świata” wszystkie sprawy i przedsięwzięcia ludzkie są czcze
i bezużyteczne, jest mocno reprezentowana w niespójnej pod względem stosunku
do „doczesnego świata”, tradycji chrześcijańskiej, to nie jest ona w tej tradycji jedynym
poglądem na ten temat – i, zauważmy, nie jest wątkiem przeważająco eksponowanym
przez Kościół współcześnie. Nie ta jednak okoliczność interesuje
mnie w niniejszym kontekście. Idzie mi o stosunek zacytowanego chrześcijańskiego
egzegety do omawianego przezeń tekstu. Jest on bezceremonialny. „Cudotwórca”
chce, abyśmy uwierzyli, że Kohelet zaleca ludziom kontemplowanie „rzeczy
niebiańskich” (nie wiem jakich) nad pucharem wina i w objęciach „ukochanej niewiasty”
429 . Cudem by było, gdybyśmy dali temu wiarę.
Bezpośrednio dalej czytamy z kolei u Schoorsa: „Starsze komentarze, Hipolita,
Orygenesa i Dionizego Aleksandryjskiego zachowały się jedynie we fragmentach.
Grzegorz z Nysy (IV w.) w swych homiliach kontynuuje to podejście: «Celem
tej księgi jest wzniesienie umysłu ponad wszelkie przedmioty materialne i wyciszenie
go, tak by mógł się wznieść ponad wszystko, co wydaje się wielkie i wzniosłe
w tym świecie, docierając do tego, do czego nie mogą dotrzeć postrzeżenia
zmysłowe, oraz wzbudzenie w umyśle tęsknoty za rzeczami ponadzmysłowymi».
Zdaniem Hieronima, współczesnego Grzegorzowi, celem Księgi Koheleta jest
«ukazanie całkowitej marności wszystkich rzeczy ziemskich i w związku z tym
konieczności oddania się życiu ascetycznemu [kursywa – H. E.], poświęconemu
całkowicie służbie Bogu»”. Tak więc, jak się okazuje, chęć szczera egzegety
zdolna jest przedstawić Koheleta jako autora zalecającego ascezę, która znów,
428
A. Schoors, Księga Koheleta, wyd. cyt., s. 773.
429
Rzecz naturalna, Kohelet zwraca się jedynie do mężczyzn.
Glosy do Hymnu Kapłańskiego o stworzeniu świata...
167
Postać ta znamionuje, że w odczuciu Leibniza nieistnienie w ogóle czegokolwiek
byłoby jakoś a priori bardziej wiarygodne niż istnienie czegoś (czymkolwiek by
owo coś było) – to więc, że jest inaczej, domaga się wytłumaczenia. Wprowadzenie
pojęcia aktualizatora ma wyjaśnić ten problem.
Pojęcie to wymaga jednak uściślenia przynajmniej pod jeszcze jednym względem.
Wiąże się to z niejednoznacznością terminu „konieczność”. W pewnym sensie
tego terminu cokolwiek jest aktualne, jest swoim własnym aktualizatorem (jedynym
albo nie), ponieważ skoro jest aktualne, to „nie może” – np. „już nie może”
– nie być aktualne, byłaby to bowiem sprzeczność. (Inaczej mówiąc, przy pewnym
rozumieniu terminu „konieczność” ab esse ad necesse valet consequentia). Inaczej
jednak zapatrują się na tę sprawę zwolennicy tej czy innej wersji „kosmologicznego”
argumentu na rzecz tezy o istnieniu Boga. Wprowadzają oni rozróżnienie
pomiędzy tym, co ma naturę bytu przygodnego, a tym, co ma naturę bytu koniecznego.
Mianowicie bytem przygodnym ma być taki, dla którego aktualizacji
lub permanentnej aktualności warunkiem niezbędnym jest posiadanie nietożsamego
z nim aktualizatora. Natomiast bytem koniecznym ma być taki, dla którego
aktualności nie potrzeba innego niż on sam aktualizatora 132 .
Po tym przygotowaniu tła pojęciowego przystępuję do analizy rozważanych
w artykule Craiga wersji „kosmologicznego” argumentu na rzecz tezy o istnieniu
Boga. „Argument kosmologiczny przedstawiony przez reprezentantów kalamu
zmierza do wykazania, że wszechświat zaistniał w jakimś przeszłym czasie, a ponieważ
nic nie może zaistnieć bez aktualizatora, musiał przed jego zaistnieniem istnieć
jakiś transcendentny aktualizator. Klasyczni reprezentanci tego argumentu
usiłowali wykazać, ze wszechświat musiał kiedyś zaistnieć, odwołując się do argumentów
filozoficznych przeciw nieskończonemu regresowi czasowemu minionych
zdarzeń. Okolicznością, która współcześnie pobudza zainteresowanie tym argumentem,
jest zaskakujące świadectwo kosmologii astrofizycznej na rzecz tezy, że
przestrzeń i czas kiedyś zaistniały. Według standardowego modelu Wielkiego Wybuchu
wszechświat zaistniał ex nihilo w tym sensie, że w czasie początkowej osobliwości
było prawdą, że nie było wcześniejszego punktu czasoprzestrzeni, albo
było fałszem to, że coś [prócz czasoprzestrzeni? – H. E.] istniało przedtem” 133 .
Argument przedstawicieli kalamu opiera się, jak widać, na dwu przesłankach.
Jedną jest fałszywe twierdzenie, że pojęcie nieskończonego ciągu stanów wszechrębie
tej dysputy zazwyczaj się nie pyta, dlaczego one istnieją i czy kiedyś w jakiś sposób zaistniały.
Niektórzy przypisują takim bytom „odwieczne istnienie w Bogu”.
132
W autentycznym ich języku do takiego bytu stosuje się termin „causa sui”. Ma on być
„swoją własną przyczyną”, co, oczywiście, nie odpowiada koncepcjom przyczynowości we
współczesnej nauce i filozofii nauki.
133
W. L. Craig, Prof. Grünbaum..., wyd. cyt., s. 373.
568
Jezus ewangelistów
otwarcie z określonym programem politycznym, mającym na celu podkopanie autorytetu
cesarza rzymskiego i zastąpienie jego panowania żydowskimi rządami
teokratycznymi” 56 .
Skrajnie występny charakter Judejczyków zostaje rzutowany w przeszłość.
O ile w ewangeliach synoptycznych uwidoczniona jest, m.in., tradycja traktowania
ich przez Jezusa jako „narodu wybranego”: stwierdza on wszak, że został „posłany
tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela” (Mt 15: 24) i również Dwunastu
posyła, jak podkreśla, z misją wyłącznie „do owiec, które poginęły z domu Izraela”
(Mt 10: 6) 57 ; o ile w ewangeliach przypisuje mu się nawet wypowiedzi znamionujące
pogardę dla nie-Judejczyków – por. przytoczoną powyżej wypowiedź o „dzieciach
i psach” 58 ; o ile po Ukrzyżowaniu uczniowie jego zwierzają się na drodze
do Emaus „nieznajomemu”, że przed tragedią żywili wiarę, iż Jezus „wyzwoli Izraela”
(Łk 24: 21) – w nowym ujęciu Izrael okazuje się od wieków sługą przeniewierczym.
Jeruzalem jest miastem, które „zabija proroki” i kamienuje tych, którzy
zostali do niego posłani (Mt 23: 37) 59 . Co więcej, okazuje się teraz, iż jest rzeczą
56
Ks. A. J. Skowronek, Kim jest Jezus z Nazaretu?, wyd. cyt., s. 150–151.
57
Wypowiedzi te przeczą poglądowi, jakoby Judejczycy jako ogół byli narodem grzeszników.
58
W szeregu innych ustępów w ewangeliach (por. epizod z „setnikiem z Kafarnaum”
Ewangelia „wg” Mateusza 8: 5nn), odpowiadających nowszej tendencji do prozelityzmu wśród
pogan, mowa, jak wiadomo, o epizodach, w których Jezus znajduje większą wiarę wśród pogan
niż wśród żydów (tak zresztą kończy się wspomniany tu epizod o wzruszeniu się przez Jezusa
wiarą kobiety kanaanejskiej i spełnieniu jej prośby). Również w końcowym epizodzie w scenie
Ukrzyżowania spośród świadków poganie (według synoptyków) są tymi, którzy zdają sobie
sprawę z niesprawiedliwości wyroku, a nawet według Ewangelii „wg” Mateusza i Ewangelii
„wg” Marka jeden lub kilku z nich rozpoznaje, że Jezus był „Synem Bożym”. Nadto, oczywiście,
Jezus, który rzekomo za swojego żywota wzbraniał swoim wysłannikom działać wśród nie-Judejczyków,
„po zmartwychwstaniu” nakazuje uczniom powszechny prozelityzm: „Idźcie i nauczajcie
wszystkie narody”, Ewangelia „wg” Mateusza 28: 19. Por. też Ewangelia „wg” Marka
16: 15, Ewangelia „wg” Łukasza 24: 47.
59
To oskarżenie włożone w usta Jezusa jest oparte na starotestamentowych przekazach
o wypadkach prześladowania i uśmiercania proroków w Jerozolimie, por. 2Krn 24: 19nn. oraz
36: 15–16; Jr 20: 2 oraz 26: 24. Niemniej, według Starego Testamentu pewni prorocy (Natan,
Chulda, Izajasz, Jeremiasz) byli wpływowymi ludźmi w Jerozolimie. Istnieje co prawda tradycja,
zresztą nie utrwalona w żadnych tekstach Starego Testamentu i niepewna, według której
Izajasz (proto-Izajasz), wielce wpływowy za króla Ezechiasza, został zgładzony na rozkaz własnego
wnuka (syna swojej córki), złego króla Manassego oraz tradycja, według której Jeremiasz,
również w pewnym czasie bardzo wpływowy na dworze jerozolimskim, został zamordowany
w czasie gwałtownych wydarzeń, które nastąpiły po zniszczeniu państwa Judy przez Babilończyków.
Jednakże, jeśli wierzyć tym wierzeniom, okoliczności tych śmierci wyłączają
przypisywanie odpowiedzialności za nie „grzesznemu ludowi” Jerozolimy jako ogółowi, a miejscem
akcji w obu wypadkach również nie była Jerozolima.
32
Wstęp
implikujących normy i/albo oceny) z drugiej, istnieć nie może – jakieś pozamoralne
„uzasadnienie”, „usprawiedliwienie”, „uprawomocnienie” moralności. Oczywiście
można pytać, w odniesieniu do społeczności i do jednostek, o genezę poczuć
moralnych. Odpowiedzi poszukiwać należy w dziedzinie nauk empirycznych: antropogenezy,
historii, psychologii, socjologii; zwłaszcza można doszukiwać się zakorzenienia
postaw moralnych jako takich (w przeciwieństwie do poszczególnych
etosów) w gatunkowej naturze ludzkiej. Jednakże tego rodzaju dociekania nad genezą
tego, że Człowiek jest „zwierzęciem moralnym”, z natury rzeczy nie mogą dostarczyć
ani jakimkolwiek ludzkim poczuciom moralnym, ani jakimkolwiek etosom
„uzasadnienia” czy też „usprawiedliwienia”.
Z drugiej wszakże strony nie istnieje nic takiego jak potrzeba „uzasadnienia”
i przeto „usprawiedliwienia” moralności. Domaganie się na serio czegoś
takiego i uzależnianie podporządkowania się jakimkolwiek w ogóle normom moralnym
od uzyskania „zadowalającego” pozamoralnego „uzasadnienia” czy
„usprawiedliwienia” moralności jest przejawem tzw. moral insanity, a więc psychicznej
patologii jednostki. Żądanie to nie ma większego sensu niż np. domaganie
się „uzasadnienia” czy „usprawiedliwienia” ludzkiego pragnienia bycia na taki
czy inny sposób szczęśliwym.
Te jednak uwagi z zakresu etyki, czyli nauki o moralności, mają tu charakter
dygresji. W niniejszym kontekście istotne są natomiast różnice w treści humanizmu
chrześcijańskiego i reprezentowanej przeze mnie odmiany humanizmu. Idzie
o kwestię zakresu autonomii, która powinna przysługiwać jednostce w odniesieniu
do jej własnych działań.
Jeśli nazywam reprezentowaną przeze mnie odmianę humanizmu humanizmem
naturalistycznym, to czynię to nie tylko dlatego, że nie odwołuje się ona
do jakiegoś autorytetu nadprzyrodzonego. Istotną cechą tego humanizmu jest branie
pod uwagę ukształtowanej w procesie antropogenezy i w znacznej mierze inwariantnej,
choć podlegającej modyfikacjom kulturowym, gatunkowej natury ludzkiej.
Nie daje się ona adekwatnie scharakteryzować w samych terminach anatomicznych
i fizjologicznych. Związane są z nią pewne stałe potrzeby psychiczne typowych
przedstawicieli gatunku ludzkiego, a przeto również pewne stałe wymogi w stosunku
do układu stosunków społecznych. Humanizm, o który mi chodzi, domaga się
czynienia zadość tym wymogom. Próby ich przezwyciężenia, zwłaszcza przemocą,
prowadzą do unieszczęśliwienia wielkiej liczby ludzi oraz do groźnej patologizacji
życia społecznego. Spośród tych prób wymienić można utopię komunistyczną z jej
nieodpowiadającym naturze ludzkiej modelem stosunków międzyludzkich 25 . W ni-
25
Zajmowałam się tą sprawą w książce Homo sapiens i wartości, PWN, Warszawa 1994,
zwłaszcza w szkicach „Motywy postępowania” oraz „Trzy albo cztery motywy w marksizmie”.
W swej marksistowskiej odmianie komunizm wręcz neguje istnienie inwariantnej w pewnych
Wstęp
39
szacunku do mitów”, powiedziała mi pewna wybitna przedstawicielka polskiej filozofii.
Inny z moich przyjaciół ganił mnie za brak wyrozumiałości dla ludzi zanurzonych
w egzotycznej dla nas kulturze.
Nie zgadzam się z tymi zarzutami. Prawdą jest, że piszę o przekazach biblijnych
inaczej, niż bym pisała o tym, że po wygraniu konkursu muzycznego Apollo odarł satyra
Marsjasza żywcem ze skóry, albo o tym, że szlachetni Pandawowie z Mahabharaty,
wiedząc, że ich wrogowie zamierzają zatarasować wyjście z ich domu i podpalić
go, a przy tym pragnąc utrzymać tych wrogów przez pewien czas w złudzeniu, że
się ich zamiar powiódł, schwytali pięciu siudrów („niedotykalnych” pariasów), związali
ich i porzucili w domostwie, które miało być spalone. O tych reliktach egzotycznej
czy dawnej kultury z pewnością pisałabym sine ira, gdy natomiast nie kryję, jak
głęboko bulwersują mnie moralnie pewne przekazy biblijne. Ta odmienność moich
nastawień usprawiedliwiona jest przez rolę, jaką Biblia (a nie np. mity greckie albo
Mahabharata) pełniła i pełni do dziś w kształtowaniu przeświadczeń moralnych
w naszej kulturze i w inspirowaniu odnośnych zachowań. W tej mierze, w jakiej rola
ta była czy jest demoralizująca, powinna ona być napiętnowana.
Opowieść o Marsjaszu nie spowodowała męczeńskiej śmierci żadnego rzeczywistego
człowieka. Natomiast gloryfikacja proroka Eliasza wywarła ogromny
wpływ na losy podległych masakrom wspólnot heretyków i innowierców oraz na losy
ofiar inkwizycji (której ten inspirator krwawych pogromów został patronem).
Koncepcja Boga „miłującego”, a wciąż stosującego bezlitosne kary względem
swojego umiłowanego narodu przez wieki wspomagała ideologię rodziny surowego
patriarchy, z przemocą wobec żon, zwłaszcza zaś ze srogimi metodami wychowywania
dzieci. (Do dzisiaj koronnym argumentem obrońców stosowania przez
rodziców wobec dzieci pedagogiki rózgi jest powoływanie się na zalecenia zawarte
w „mądrościowej” literaturze Starego Testamentu.)
Wrzask rozwścieczonego starca, któremu obrzydliwy postępek syna uniemożliwił
dorównanie temuż synowi w płodności przez powołanie do życia jego własnego
czwartego potomka – „Przeklęty Kanaan [czwarty, „nadliczbowy” w stosunku
do potomstwa Noego syn Chama]” – służył przez wieki jako usprawiedliwienie zarówno
wyzucia Kanaanejczyków z ich ziemi, jak i niewolnictwa Murzynów (na tle
niczym nieusprawiedliwionej konstrukcji ideologicznej przedstawiającej ich jako
potomków Kanaana).
Skrzek sekutnicy – „Nie będzie syn niewolnicy dziedziczył z synem wolnej [i to
kiedy szło o dziecko, które zrazu miało być powołane na świat jako jej adoptowany
syn!]” – przez wieki wywierał złowrogi wpływ na losy kobiet, które niejednokrotnie
zostawały konkubinami pod przymusem, i ich „nieprawego” potomstwa.
Złowrogi moralnie wpływ pewnych nastawień i przekazów biblijnych na życie
społeczności naszego kręgu kulturowego nie ustał w czasach współczesnych.
Mimo obecnych nazbyt umiarkowanych wysiłków Kościoła w zwalczaniu antyju-
Ofiarowanie Izaaka. Abraham a Hiob
303
10–15). Zgodnie z osobliwymi cechami swojej sprawiedliwości (tj. zgodnie z osobliwymi
cechami sprawiedliwości przypisywanej Bogu przez Deuteronomistę) kara
nie spada jednak na grzesznego króla i zwiedzionych przez niego poddanych za jego
żywota: Manasses jest najdłużej panującym władcą spośród wszystkich królów
Judy i Izraela. Po nim panują (niektórzy bardzo krótko) jego syn, jego wnuk Jozjasz
oraz trzej synowie i jeden wnuk Jozjasza. Spośród tych władców Jozjasz
(za którego czasów „znaleziono” w Świątyni Księgę Powtórzonego Prawa) jest herosem
jahwizmu przywracającym monolatrię Jahwe i monopol Świątyni. „Nie było
przed nim króla podobnego do niego, który by zwrócił się do Pana całym sercem
i całą mocą... I po nim już nie zjawił się taki, jak on” (2Krl 23: 26). Jednakże Bóg
przerzucający nagrody i kary z przodków na potomków nie ulitował się nad Judą
ze względu na Jozjasza (którego następcy, co prawda, od nowa poczęli „czynić, co
jest złe w oczach Pana”; „bałwochwalstwem” jednak grzeszyli nieomal wszyscy
królowie Izraela i Judy, począwszy od Salomona, i Jahwe zsyłał za to, niekiedy
z odwłoczką, kary na władców i lud, nigdy jednak tak ciężkie jak zagłada królestwa),
tylko wykonał wyrok poprzysięgnięty „za wszystkie zniewagi, które Mu wyrządził
Manasses” (2Krl 23: 26) 114 .
Jozjasz m.in. „splugawił Tofet 115 w Dolinie synów Hinnoma, aby już nikt odtąd
nie przeprowadzał swojego syna lub córki przez ogień na cześć Molocha” (2Krl
23: 10).
W haśle „Moloch” w Religii, Encyklopedii PWN czytamy, że według pewnych
hipotez „[Moloch] miał być tożsamy z Jahwe... [S]kładano mu ofiary z ludzi,
przede wszystkim z dzieci, które palono w Tofet, w dolinie Hinnom k. Jerozolimy”.
Wszelako w czasach Jozjasza Moloch widocznie przynajmniej dla wielu nie był tożsamy
a Jahwe. Możemy założyć, że według doradców duchowych tego króla oraz
według niego samego składanie ofiar z dzieci dla Jahwe było niedopuszczalne
– Jahwe brzydził się takimi darami.
To jednak dygresja. Ustalony tekst Biblii nie pozostawia wątpliwości, że był
czas taki, kiedy bóstwo mające w toku swej ewolucji stać się Bogiem znanym ze
współczesnej tradycji judeochrześcijańskiej przyjmowało ofiary z ludzi 116 . Jak widzieliśmy
powyżej, niektórzy autorzy (w tym szkicu przykładem jest Sandauer)
uważają, że to właśnie było podłożem powstania mitu o Akedzie: mit ten „usprawiedliwiał”
zaniechanie tego rodzaju żertw.
114
Orzeczenia Deuteronomisty o wyrokach bożej sprawiedliwości są, oczywiście, zdeterminowane
przez rzeczywisty przebieg wydarzeń historycznych: państwo Judy uległo zagładzie,
ludność została na ogół uprowadzona w niewolę babilońską; ci nieliczni, co pozostali, musieli
wskutek dalszego przebiegu wydarzeń ujść do Egiptu.
115
Redaktorzy BT przypuszczają, że było to palenisko – H. E.
116
Por. Aneks do niniejszego szkicu.
Ofiarowanie Izaaka. Abraham a Hiob
321
Spisał więc Mojżesz... pierworodnych Izraelczyków... Rzekł znowu Pan do Mojżesza
tymi słowami: «Weź lewitów na miejsce wszystkich pierworodnych Izraelczyków
oraz bydło należące do lewitów zamiast ich bydła. I będą lewici należeć
do mnie, bo ja jestem Pan. Jako wykup za owych dwustu siedemdziesięciu
trzech pierworodnych Izraelczyków którzy przewyższają liczbę lewitów, weźmiesz
po pięć syklów od głowy... Daj to srebro Aaronowi i jego synom jako wykup
za tych nadliczbowych... »”.
Nadto w Lb 8: 14–19 Bóg oświadcza: „Wyodrębnij lewitów spośród Izraelczyków,
gdyż oni do mnie należą... Są oni Mnie oddani na własność spośród Izraelczyków.
Biorę ich spośród Izraela w miejsce tego, co otwiera łono matki... Do mnie bowiem
należy wszystko, co pierworodne w Izraelu, tak spośród ludzi, tak też i bydła.
Poświęciłem ich dla siebie w owym dniu, kiedy pobiłem wszystkich pierworodnych
w ziemi egipskiej. Obecnie biorę lewitów w miejsce wszystkich pierworodnych
Izraelczyków, i daję ich Aaronowi i jego synom jako własność... by za Izraelczyków
pełnili służbę w Namiocie Spotkania. Będą wyjednywać przebaczenie dla Izraelczyków,
by nie spotkała ich kara, gdy sami zbliżą się do przybytku”.
Jest rzeczą jasną, że wszystkie przemowy Jahwe do Mojżesza i do Aarona
na pustyni synajskiej oraz przekazy o ówczesnych zaszłościach (takich jak spis lewitów
oraz pierwiastkorodnych) są tworami o całe epoki późniejszymi niż domniemany
czas wędrówek przynajmniej jakichś plemion izraelskich po pustyni synajskiej.
Odpowiadają one wierzeniom, obyczajom, prawom oraz przyjętym wyjaśnieniom
genezy obyczajów i praw z czasów, gdy powstawały utwory stanowiące
źródło ustalonego tekstu Pięcioksięgu i zwłaszcza z czasów ustalenia jego ostatecznego
tekstu.
Jeden z przewijających się w zacytowanych ustępach wątków dotyczy szczególnego
statusu lewitów, zwłaszcza zaś ich elity – klanu Aaronidów. Lewici są
„własnością” Jahwe. Z tego powodu ich pierwiastkorodni nie muszą być wykupywani,
aby Jahwe zrzekł się swojego roszczenia do nich 131 , na czymkolwiek miałoby
ono polegać. (Nawet ich „pierwiastkorodne” bydło nie musi być składane
w ofierze albo wykupywane, gdyż jest własnością tych, którzy sami są własnością
Jahwe!) Pieniądze uzyskiwane z wykupu nielewickich pierwiastkorodnych stanowić
mają własność Aaronidów. Lewici cieszą się przywilejem obsługiwania Przybytku
(potem – Świątyni), podczas gdy zbytnie zbliżanie się do tych miejsc świętych
jest dla innych Izraelczyków tabu. (Stykamy się tu z fascynującym tematem
131
We współczesnej obrzędowości żydowskiej nie „wykupuje” się pierwiastkorodnego, jeżeli
ojciec jest lewitą albo matka córką lewity. (Z pewnych względów, w które nie będę tu wchodzić,
uznaje się, zapewne niebezpodstawnie, że można po dzień dzisiejszy wiarygodnie ustalić,
czy jakiś Żyd wywodzi się z pokolenia Lewi i, w szczególności, czy jest z urodzenia „kapłanem”,
czyli wywodzi się z klanu Aaronidów.)
338
Biblia Hebrajczyków
usprawiedliwia ten tytuł, chociaż można by mu zarzucić jednostronność w odniesieniu
do składnika prawodawczego, gdzie okrucieństwu cechującemu go
pod pewnymi względami towarzyszą przejawy nieznanego pewnym innym starożytnym
kulturom nastawienia charytatywnego w stosunku do ludzi społecznie i fizycznie
upośledzonych.
Tytuł ten nie byłby jednak usprawiedliwiony, gdyby był rozumiany jako wyraz
przekonania, że tylko w omawianych tu księgach autorzy dają upust okrucieństwu
i przy tym, stwarzając obraz czczonego przez siebie bóstwa na swoje własne duchowe
podobieństwo, także i jemu nadają cechę zajadłego okrucieństwa. Ta bowiem
charakterystyka odnosi się równie dobrze do szeregu innych (choć nie
do wszystkich) ksiąg ST. Owe inne przesycone okrucieństwem części Biblii będę
jednak musiała omówić w mych szkicach pod innymi tytułami, również usprawiedliwionymi
ich treścią.
Dla biblistów doniosłym przedmiotem studiów jest podłoże historyczne tego
obszernego (i pod wieloma względami niespójnego) przekazu, jaki zawarty jest
w dziełach omawianych w niniejszym szkicu. Gwałcąc zwyczaj językowy, mówić tu
w istocie rzeczy wypada o jego historycznych podłożach.
(a) Po pierwsze więc, jak wiadomo, dla historyka kompetentna analiza mitów,
sag i innych tradycyjnych w danej społeczności przekazów bywa ważnym narzędziem
poznania rzeczywistości, do której się one odnoszą, a która przy tym należeć
może do warstw czasu odległych od epoki zakrzepnięcia tych opowieści
w kształt dostępny historykowi. W naszym wypadku historyk docieka więc, w oparciu
o narracje biblijne i, w miarę możności, o pozabiblijne źródła, co w rzeczywistości
odpowiada np. mitowi o „wyjściu” (ucieczce czy też wypędzeniu) „Dzieci Izraela”
z Egiptu; o ich koczowaniu na suchym synajskim stepie; co odpowiada sadze o „podboju”
Kanaanu przez Jozuego 167 i o rozdaniu przezeń ziemi pomiędzy plemiona izraelskie;
co odpowiada sagom o walkach Hebrajczyków z Filistynami w epoce przedkrólewskiej,
gdzie znajdujemy zarówno opowieści w jakiejś mierze wiarygodne, jak
np. o przywództwie Debory i Baraka, o Gedeonie lub o Jeftem Gileadczyku, jak i, być
może, stanowiącą uhistoryczniony mit opowieść o Samsonie 168 .
Fascynującym problemem, wspomnianym już w tym zbiorze, jest to, kto mianowicie
„wyszedł” z Egiptu: w szczególności czy opuścili Egipt przodkowie całego
narodu izraelskiego, czy tylko jego części, z czasem połączonej w jeden naród z autochtoniczną
(w czasach „podboju” kraju przez Jozuego) hebrajską ludnością Kanaanu;
czy też może było to samo tylko plemię lewitów – to jedyne pono, wśród któ-
167
Zarówno z części przekazu biblijnego, jak i z niezależnych od niego danych historycznych
wynika, że opanowanie, w znacznej mierze pokojowe, Kanaanu przez Hebrajczyków nie
dokonało się w pełni aż do czasów Dawida (X w. p.n.e.).
168
Jego imię znaczy „Słoneczko”.
658
Jezus ewangelistów
względem współczesnego chrześcijaństwa, że nie usiłuje wprowadzić go w życie,
zgadzam się naturalnie z tym, że przynajmniej pewne elementy etosu ewangelicznego
odegrały ogromną rolę w kształtowaniu się postawy moralnej współczesnego
humanizmu.
2. Wykład etosu ewangelicznego w Mt i Łk rozpoczyna się od najważniejszego
należącego do niego przekazu, tj. od „Wielkiego Kazania”, jeśli mogę wprowadzić
tu tę nazwę. W Mt jest to tzw. Kazanie na Górze 172 (5–7). W Łk odpowiada mu kazanie
„na równinie” (6: 20 nn). Ta rozbieżność, mało istotna dla treści „Kazania”,
jest jedną ze wskazówek, że nie idzie tu o jakąś autentyczną mowę Jezusa (któż by
ją stenografował?), ale o zbiory, niezupełnie spójne, przypisywanych Jezusowi we
wczesnych środowiskach chrześcijańskich wypowiedzi na podstawowe tematy
moralne.
Kazania zaczynają się od „błogosławieństw”, po których w Łk następują groźby.
Celem porównania połączę obecnie odnośne teksty z Mt i Łk, wyodrębniając
zarazem tekst Łk kursywą.
„(*) 173 . Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.
(**). Błogosławieni ubodzy, albowiem do was należy królestwo boże.
(**) Błogosławieni, którzy teraz głodujecie, albowiem będziecie nasyceni.
Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.
Błogosławieni, którzy teraz płaczecie, albowiem śmiać się będziecie.
Błogosławieni cisi, albowiem oni posiądą ziemię.
Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni.
Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią.
Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.
Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami
Bożymi.
Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem
do nich należy królestwo niebieskie.
(#) Błogosławieni jesteście, gdy wam urągają i prześladują was i gdy z mego
powodu mówią kłamliwie wszystko złe o was. Cieszcie się i radujcie, albowiem
172
Kaznodzieja stawał na miejscu podwyższonym, aby być lepiej słyszanym przez liczne
audytorium.
173
Gwiazdki i krzyżyki w nawiasach pochodzą ode mnie. Wyróżniają one zdania o szczególnej
wadze.
Opowieści biblijne i „Kohelet”
481
Księga Tobiasza, czyli o niewytłumaczalnej
wybiórczości bożej opatrzności
1. Napisana w tym samym mniej więcej okresie historycznym co Jdt (i również
stanowiąca utwór deuterokanoniczny) sentymentalna, naiwna, zakończona happy
endem nowela o Tobiaszu musiała stanowić w czasach starożytnych dość popularną
lekturę, jak o tym świadczy fakt, że znana jest z kilku przekładów na grecki. Z jej
tekstów hebrajskiego i aramejskiego 364 pozostały jedynie fragmenty znalezione
– rzecz ciekawa – wśród dokumentów qumrańskich.
Śledzenie zrazu żałosnych, a na koniec szczęśliwych losów Tobiasza seniora,
Tobiasza juniora i Sary, córki Raguela, mogło być dla ówczesnych czytelników
zajmujące. Co więcej: w ludziach gnębionych przez życie bez żadnej uświadamianej
sobie przez nich przewiny lektura ta budzić mogła (i może) nadzieję, że w nieobliczalnej
swojej wybiórczości Bóg, spośród rzesz ludzi tak samo niewinnie
cierpiących, ich właśnie przyłączy do beneficjentów swojej opatrzności zamiast
strzepnąć ich niczym okruchy ze stołu – jak to się stało w tejże opowieści
np. z siedmioma uśmierconymi w komnacie weselnej niedoszłymi oblubieńcami
Sary.
Badacze literatury starożytnej wykazują, że nowela ta jest powiązaniem oraz
przetwórzeniem w duchu dydaktyki judaistycznej pewnych popularnych w ówczesnym
folklorze wątków. Jednym z nich jest wątek „wdzięcznego nieboszczyka”.
Cnotliwy młodzieniec natrafia w podróży na porzucone bez pogrzebu szczątki
ludzkie i zapewnia im godziwy pochówek. Wkrótce na jego drodze pojawia się
i wprasza na towarzysza podróży nieznany mu przedtem człowiek, którego zabiegi
doprowadzają do uzyskania przez bohatera bogactwa oraz zawarcia korzystnego
i upragnionego małżeństwa. Towarzysz podróży znika, był to albowiem duch
pochowanego, który odwdzięczył się w ten sposób swojemu dobroczyńcy. Wśród
zbożnych uczynków Tobiasza seniora prominentną rolę odgrywa tajne zapewnianie
pochówku zabitym przez tyrańską władzę w krainie wygnania, Asyrii, rodakom,
których zwłoki miały być zbezczeszczone przez niezłożenie ich do grobu. Rolę
zaś pomocnego towarzysza podróży Tobiasza juniora odgrywa anioł zesłany
przez Boga w nagrodę za to (mimo że beneficjenci zrazu nie zdają sobie z tego
sprawy). Z literackiego punktu widzenia jest to, w moim odczuciu, niefortunna
przeróbka odziedziczonego wątku, ponieważ dobroczynny duch nieboszczyka wydaje
się bardziej zajmujący niż świadczący dobro anioł. Jednakże z punktu widzenia
dydaktyki religijnej przeróbka ta może być celowa.
364
Tym ostatnim językiem posługiwali się na co dzień Judejczycy już w epoce powstania
tego utworu.
Glosy do mitów o grzechu pierworodnym...
179
gi alokucją 154 : „Z wszelkiego drzewa tego ogrodu możesz spożywać do woli, ale
z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie
umrzesz” (2: 16–17) 155 .
Pierwszą wiadomością, jaką prarodzice uzyskują po spożyciu owocu z tego cudownego
drzewa, jest zdanie sobie sprawy z własnej seksualności i w związku
z tym również uświadomienie sobie tabu eksponowania narządów rodnych:
przed swym bowiem doprowadzającym do kosmicznego kryzysu postępkiem „byli
oboje nadzy, a nie krępowali się” (2: 25) 156 . Na tym tle niezrozumiały jest cel bożej
alokucji przed skompletowaniem pierworodnej pary. Jest to, być może, przemieszczony
fragment tekstu, ponieważ alokucja powinna była raczej być zwrócona
łącznie do Adama i Ewy. W każdym razie, z dialogu pomiędzy Ewą a Wężem (3:
3) okazuje się, że niewiasta zna jej treść i świadoma jest tego, że i jej ona dotyczy.
Forma słowna alokucji godna jest uwagi. Idzie mi tu o dwa doniosłe jej elementy.
Po pierwsze, mimo że w tekście Jahwisty mowa jest o „rozkazie” (zakazie:
2: 16-17) wydanym Adamowi przez Boga i mimo że wyrażenie „zakazany owoc”
jest jednym z najpopularniejszych zwrotów zaczerpniętych z Biblii, alokucja ta
w dosłownym swoim brzmieniu nie ma wcale charakteru rozkazu albo zakazu
tylko charakter ostrzeżenia. Bóg nie oświadcza, że mąż i niewiasta mają się powstrzymać
od spożywania owocu tego tajemniczego drzewa pod karą śmierci albo
wygnania, ale że nieu